kriss67
01.12.06, 11:34
"Zamiast złotówki prawie 54 zł. Tyle ma wynosić nowy podatek za psa w
Warszawie. Do tych, którzy nie będą płacić, przyjdzie windykator z ratusza -
ostrzegają urzędnicy
O tym, jak duży podatek płacimy za nasze psy, decyduje Rada Warszawy. Od
trzech lat to tylko złotówka rocznie. - Niestety, aż 90 proc. właścicieli
psów nie płaci nawet i tego - mówi Andrzej Beuth, naczelnik wydziału ds.
zwierząt w ratuszu. Mimo to chce podnieść podatek do maksymalnej kwoty, na
jaką zezwala prawo. - Tylko wtedy będziemy mogli walczyć z bezdomnością
zwierząt - uważa.
Wczoraj razem z dyrekcją miejskiego Biura Ochrony Środowiska zaczął
przygotowywać dla świeżo wybranych radnych nową uchwałę o podatku. Jeśli ją
przegłosują, pies może nas kosztować rocznie nawet 53 zł i 69 gr. Ale jeszcze
nie w przyszłym roku, bo podwyżka ma być stopniowa. - Inaczej ludzie masowo
zaczęliby się pozbywać swoich psiaków. Na początek proponowałbym 20-30 zł -
planuje naczelnik Beuth.
Z podatku nadal będą zwolnione osoby powyżej 65. roku życia oraz ci, którzy
wzięli psa ze schroniska lub zaopiekowali się bezpańskim zwierzakiem. Nie
będą też płacić dyplomaci i osoby niepełnosprawne.
Według danych Powiatowej Inspekcji Weterynaryjnej w Warszawie jest ok. 100
tys. psów. Ich właściciele tłumaczą, że podatkowa złotówka to tak mało, że
nie opłaca im się specjalnie fatygować do urzędu.
- To nie ma nic wspólnego z oszczędzaniem. Ludzie często nie płacą tego
podatku ze zwykłego lenistwa. Ja też, bo, jak mogę, unikam stania w kolejkach
w urzędach - mówi Janina Mazurkiewicz z Mokotowa, właścicielka rocznego
kundelka. - Pewnie bym zapłacił, gdybym wiedział, na co te pieniądze idą -
stwierdza Marcin Mróz, właściciel dwóch psów.
- Pieniądze z podatku trafiają, niestety, do jednego worka z innymi. A potem,
zależnie od potrzeb np. na drogi lub nowe chodniki - mówi Andrzej Beuth.
Zamierza to zmienić. - Chcę, żeby dzięki temu podatkowi można było pomagać
bezdomnym zwierzętom. Na pewno za te pieniądze nie będą czyszczone ulice z
psich odchodów. To obowiązek właścicieli - dodaje Beuth.
Jednak szefowa schroniska dla zwierząt Na Paluchu boi się skutków
wprowadzenia nowego podatku. - Ludzie będą wywozić psy do lasu albo podrzucać
je pod naszą bramę. Dlatego najlepiej byłoby ten podatek w ogóle znieść -
uważa Wanda Dejnarowicz. Jej zdaniem, jeśli ma wzrosnąć, to nie więcej niż do
20 zł. - I to bardzo powoli, żeby ludzi przygotować na zmiany. Najpierw
trzeba jednak zarejestrować wszystkie psy, bo jak inaczej ten podatek
egzekwować? - zastanawia się dyr. Dejnarowicz.
Andrzej Beuth zapewnia, że urzędnicy w przyszłym roku zarejestrują wszystkie
psy w mieście. Obowiązkowe ma być też wszczepienie im chipów. - Tylko wtedy
będziemy mogli kontrolować, kto płaci, a kto nie płaci podatku. Mogliby to
też sprawdzać policjanci i strażnicy miejscy. A jak ktoś nie zechce płacić,
to odwiedzi go nasz windykator. Tak jak egzekwujemy płacenie wszystkich
innych podatków, tak będziemy egzekwować płacenie i tego - podkreśla Andrzej
Beuth"
Nie chwalac sie, ten podatek za jednego zeta to był jeden z moich autorskich
pomysłów pare lat temu
A swoją drogą, to ciekawe czemu podatek nałozono akurat na psy? A koty?
Pisałem Wam juz kiedyś, że mój sąsiad co dziennie wyprowadza kota na spacer
wokół bloku. A żółwie? Moje regularnie w lecie zabieram na działke, żeby
sobie pobuszowały. .... Co sie tych psów Aparat Państwy czepił akurat?
Pozdro
Krzysztof