skiela1
26.02.07, 18:33
"Uzdrowiciel" z Filipin
Bezkrwawe operacje i leczenie energią. Taki wachlarz usług oferuje swoim
pacjentom uzdrowiciel z Filipin "leczący" w Polsce. Lekarze twierdzą, że to
oszust. Policja w jego działalności nie widzi nic złego.
Kilka tygodni temu do naszej redakcji przyszedł list. Dotyczył uzdrowiciela z
Filipin wykonującego tzw. bezkrwawe operacje. Anonimowy autor listu napisał,
że obcokrajowiec podaje się za cudotwórcę. Oto fragment listu:
"Ten człowiek to oszust (?) Proszę o pomoc w zdemaskowaniu tego człowieka, bo
jego żerowanie na ludzkich chorobach i dawanie złudnej nadziei na wyzdrowienie
jest obrzydliwe i zasługuje na potępienie."
W liście była także treść ogłoszenia z pomorskiej prasy lokalnej.
"Claver P. jest jednym z najlepszych filipińskich healerów, uzdrawianiem
zajmuje się od prawie trzydziestu lat i wydaje się, że nie ma choroby, na
którą nie pomógł w swoim życiu. Gdy jest potrzeba, przeprowadza bezkrwawą
operację zanurzając dłonie w tkankach bez użycia żadnych narzędzi."
Postanowiliśmy sprawdzić, na czym polega zabieg u Clavera P.
Nasza wizyta u Clavera P. trwała 7 minut. Na koniec uzdrowiciel łamaną
angielszczyzną przekazał swoje uwagi na temat stanu zdrowia dziennikarki i
ewentualnego dalszego leczenia. Za spotkanie wziął 150 zł.
Okazuje się, że o Filipińczyku, Claverze P. dobrze wie Bydgoska Izba Lekarska.
O jego działalności zawiadomiła nawet policję i prokuraturę.
interwencja.interia.pl/news?inf=875803