18 maja 1943 roku. Monte Casino oczami kapelana.

18.05.07, 15:58
Dzis 18 maja. Tego dnia w 1943 roku 2 Korpus Polski pod wodzą Generała
Andersa zdobył niemiecka twierdzę - wzgórze i klasztor Monte Casino.To jedna
z najwspanialszych chwil polskiego oręża. Żołnierze gen. Andersa, po
wielomiesiecznej tułaczce, wracają do Europy, by stawic czoła Niemcom.
Odpłacic bandzie zbrodniarzy za wrzesien 1939 roku i okupacje.....

Oto jak przebieg tych wydarzeń opisał kapelan wojskowy, dominikanin Józef
Maria Bocheński.Fragmenty.

„11 maja 1943 roku.
Sztab II Korpusu pod dowództwem generała Andersa. Wielka chwila. Kawałek
historii, której dzieci polskie będą się uczyły przez wieki. Ten papier,
który generał czyta, to rozkaz bojowy. Szef sztabu przyniósł go po
przepisaniu: za chwile zawarczą silniki gońców i kości będą rzucone. To jest
początek bitwy o Monte Casino.
Patrzę na obecnych i staram się wykryć ich wzruszenie. Bezskutecznie: ci
ludzie wojny są zadziwiająco spokojni. Jeśli jasna twarz generała i spokojny
ruch, którym ks. biskup strzepuje popiół z papierosa, wyrażają jakieś
uczucie, to chyba radość. Radość, żeśmy się doczekali, że zaczyna się wielka
bitwa, w której po raz pierwszy będzie nam dane mierzyc się z Niemcami równa
bronią na odcinku historycznej wagi.
2 Korpus Polski pod dowództwem gen.Andersa idzie w składzie: 3 dywizja
Strzelców Karpackich, gen Duch. 5 Kresowa Dywizja Piechoty , gen. Sulik. 2
Brygada Czołgów, gen.Rakowski.

11 maja godzina 22.50. Krąży lotnik niemiecki, bombardował, narobił szkody.
Nie mogło być inaczej. W całej dolinie, aż po Rapido, stoi wóz przy wozie i
namiot przy namiocie. Kryć się nie ma gdzie.
Nagle, gdzieś na San Pietro Infine pada strzał armatni i w chwile po tym
zrywa się burza, akustycznie pokoślawiona przez echo gór. Ryk dział, ziemia
drży. Przygotowanie artyleryjskie. Stanowiska niemieckie palą się nieustannym
czerwonym ogniem.

Bitwa się zaczęła.
12 maja godz. 1.30. Ksiądz Biskup postanowił odprawić msze tak, aby
Podniesienie wypadło na początek natarcia. Słyszę słowa konsekracji „Ten jest
kielich krwi mojej…” i wiem, że ksiądz Biskup modli się z nami wszystkimi za
tych, którzy w tej chwili giną.

12 maja godzina 9. Niepokój. Jesteśmy pobici. Długie kolumny sanitarek
przywożą, jedna za drugą, setki i setki pokaleczonych ciał. W pół godziny
pełne są sale szkolne, pełne korytarze. Rannych trzeba układać w ogrodzie.
Każdy ranny pyta nieodmiennie o to samo: czy klasztor wzięty. Niestety od
rana już wiem, że nie, że jesteśmy pobici, że pierwsza faza bitwy kończy się
porażką. Ktoś mówi grupie rannych prawdę. Jestem świadkiem ataku rozpaczy
młodego chłopca, który zrywa sobie odznaki i histerycznie krzyczy.
W dowództwie Korpusu stwierdzam nowy dla mnie fakt: kryzys bitwy uderzył ze
straszliwa siłą w małych pomocników wodza, w telefonistów, pisarzy. Wiedze
ludzi jakby wyciągniętych z grobu, z zapadłymi policzkami i prawie
załamanych. Za to generał jest niezrównany – zimny, spokojny, trzymający
organizm skrwawionego Korpusu w żelaznym uchwycie woli.

12 maja , godzina 16.30
Korpus, kilkadziesiąt tysięcy ludzi, zaczął żyć wczoraj i żyje , jak jedna
istota, przejęta jedyną i jedną wolą o nieprawdopodobnym napięciu.
W tej chwili przede mną toczy się z grzmotem długa kolumna czołgów.
Niezapomniany widok. W otwartych klapach, nieproporcjonalnie wiotkie postacie
młodych, jasnych chłopców, w czarnych beretach na bakier, z lornetka u pasa,
pięknych jak greccy bogowie, dumnych i wesołych. Generał podciąga odwody –
jadą w ogień i paszcze dział są odkryte. Nie mogę oprzeć się wzruszeniu – ta
kolumna odzwierciedla w sposób niezwykły istotę wojennego charakteru,
połączenie siły i prawości: straszliwa moc dział i motorów w sprawnych rekach
chłopców o jasnych oczach i duszy.

17 maja , godzina 17.
Drugie natarcie w toku. Głos bitwy brzmi jak skomplikowana orkiestra: z
głuchym trzaskiem pękają po całej dolinie, pstrząc białą zasłonę dymu,
pociski niemieckie. Dudnią strzały naszej artylerii, która pracuje cała siłą.
Słychać nieustanny warkot broni maszynowej i ostre, męczące szczekanie
moździerzy.

18 maja godzina 10
Natarcie, które wyszło wczoraj po południu , udało się i nasza piechota
zajęła złowieszcze szczyty.Dzis nad ranem był mimo wszystko drugi kryzys
bitwy i położenie przedstawiało się dramatycznie. Byliśmy wszyscy, w
sztabach, w szpitalach, warszatówkach, przy działach – nie mówiąc o piechocie
i czołgach – u kresu sił fizycznych i nerwowych. Odwodów nie było. Generał
posłał w bój wszystko co miał, z kompanią ochrony sztabu włącznie. Dowódca 3
Dywizji Strzelców Karpackich zebrał starożytnym polskim zwyczajem ciurów,
chce powiedzieć telefonistów, pisarzy i kasynowych , aby ich posłać na linie.
Jeszcze jeden dzień bitwy, a nie starczyłoby już wytrzymałości.
Cele natarcia były osiągnięte.

Myśmy pogrzebali około tysiąca poległych i mamy w szpitalach do trzech
tysięcy rannych, u Niemców jak słyszę jednej dywizji po prostu nie ma.
Nieprzyjaciel odchodził, a raczej odchodzili ci, co w jego oddziałach
pozostali przy życiu – niewielu.
Bitwa jest wygrana.

Przebieg bitwy pod Monte Casino Józef Maria Bocheński opublikował
we "Wspomieniach". Skróty mojego autorstwa.

Pozdro
Krzysztof
    • weekenda Re: 18 maja 1943 roku. Monte Casino oczami kapela 18.05.07, 16:09
      Mam ogromny szacunek do żołnierzy. Podziwiam i zawsze łza w oku mi się kręci
      jak ich widzę i/lub słyszę co robią, gdzie ich kierują itd. 1 listopada zawsze
      zapalam świeczkę na Grobie Nieznanego Żołnierza.

      Ale jestem pacyfistką. Wojny nie akceptuję. Uważam, że po to natura dała nam
      rozum aby wszelkie konflikty czy różnice zdań/interesów załatwiać pokojowo.
      Rozmawiać, rozmawiać i jeszcze raz rozmawiać. A jak się nie da to: omijać,
      wymijać, odejść, wyprzedzić, wycofać się - niepotrzebne skreślić.

      No ale natura też wyposażyła przeciwną od mojej płeć w testosteron i Ego. Nie
      twierdzę, że wszelkie konflikty zbrojne są tylko i wyłącznie tym powodowane ale
      jak pokopać w historii i w zyciorysach tych, którzy byli na szczycie strony
      agresywnej...
      • tjbazuka Re: 18 maja 1943 roku. Monte Casino oczami kapela 18.05.07, 17:11
        Polecam ksiazke porucznika Majewskiego pt: 'Wojna, Ludzie i Medycyna'.
        Wspanialy opis bitwy pod Monte Casino oczami lekarza.
        Ważny dokumentem minionych lat i piekna lekcja patriotymu.
        • kriss67 Re: 18 maja 1943 roku. Monte Casino oczami kapela 18.05.07, 21:21
          Dzieki Tomasz za info, tego nie znałem...
    • c.kapturek Re: 18 maja 1943 roku. Monte Casino oczami kapela 18.05.07, 17:36
      (*)
    • rico-chorzow Re: 18 maja 1943 roku. Monte Casino oczami kapela 18.05.07, 19:31
      szewo.com/gallery/item.phtml/5
      Do tej rzezi,jak sądzę,nie doszłoby,gdyby nie błędne decyzje dowództwa
      alianckiego,które pomimo zapewnien Wehrmachtu nie obsadzeniem,jak i wyłączeniem
      wzgórza klasztornego z lini obronnej -Gustav-,przeszły do bambardowania samego
      klasztoru,niszcząc go doszczętnie,przy czym zginęło ok.200-300 osób
      cywilnych-uciekinierów jak i mnichów.Po czym wzgórze to,zostało zajęte przez
      jednostki niemieckie,co potwierdza sam Watykan.
    • bartoszcze mała errata:) 18.05.07, 21:35
      oczywiście 1944 rokusmile
      • rico-chorzow Re: mała errata:) 18.05.07, 21:37
        Serwus Giździesmile
        • bartoszcze Re: mała errata:) 18.05.07, 23:53
          Pyrsk Hanysiesmile
      • kriss67 Re: mała errata:)uuups.... 18.05.07, 21:43
        Upsss, dzieki Bartoszczesmile
    • rico-chorzow Re: 18 maja 1943 roku. Monte Casino oczami kapela 24.05.07, 13:13
      Opinia.

      Byłem na Monte Cassino w 2003 r. Nadmieniam, że w bitwie brał udział mój wujek
      i przeżył tę rzeźnię. Podstawowe wrażenie, jakie wyniosłem z tej wycieczki, to
      nasza polska niewiedza na temat tej bitwy. Niewiedza granicząca z głupotą,
      niewytłumaczalną w czasach tak licznych publikacji na ten temat, w czasach
      kiedy dwa pokolenia powinny już znać "na blachę" książkę Melchiora Wańkowicza
      pt. "Monte Cassino". Kto tym ludziom zabił do głów, że polski żołnierz mozolnie
      piął się po stokach Góry Klasztornej i zdobywał klasztor wybijając resztki
      broniących go spadochroniarzy, ponosząc przy tym ogromne straty? Nic dziwnego,
      że większość polskich turystów po prostu wie tyle, że ma wjechać do klasztoru,
      wrzucić datki do dość gęsto rozstawionych skarbonek, no i zahaczyć o polski
      cmentarz. W głowach im się nie mieści, że prawdziwy teren polskiej bitwy jest
      stamtąd prawie niewidoczny, a teren działań pod Piedimonte mogą zobaczyć w
      drodze powrotnej do Rzymu z okien swego autokaru, a i to ze sporej odległości.
      W rezultacie oglądamy teren działań angielskich i hinduskich, płacimy datki na
      klasztor, który w tej bitwie stał się przyczyną dużej części polskich strat.
      Mało tego, każdy kto usiłuje zwrócić na to uwagę, staje się z miejsca wrogiem
      narodowym.
      To jest nasza, polska mentalność."
Pełna wersja