kriss67
08.08.07, 12:34
8 sierpnia 1992 roku - finał igrzysk w Barcelonie. 100 tys. ludzi na
Camp Nou obejrzało porywający mecz, w którym polscy piłkarze
przegrali z Hiszpanami 2:3. Do dziś na stadionie, gdzie gra
Ronaldinho, Messi, Eto'o, a od niedawna także Henry, wisi tablica
sławiąca zwycięskich Hiszpanów i pokonanych Polaków. Od tamtej
chwili mija dziś 15 lat...
Srebrny medal igrzysk był w tamtym czasie jak wicemistrzostwo świata
do lat 23. Czekaliśmy na powtórkę w dorosłym futbolu, zwłaszcza że
Kowalczyk, Juskowiak, Świerczewski, Staniek, Brzęczek, Wałdoch,
Łapiński, Koźmiński, Jałocha, Gęsior, Adamczuk albo Kłak zdradzali
potencjał, który mógłby zaprowadzić ich wysoko i daleko. U Hiszpanów
grali przecież Guardiola, Luis Enrique, Ferrer, Canizares, Abelardo
i Kiko, u pokonanych 3:0 Włochów Albertini i Dino Baggio - dwa lata
później wicemistrzowie świata.
Jeszcze zanim nasączony szczęściem i szampanem samolot z kadrą
Janusza Wójcika dotknął kołami lotniska Okęcie, padło
hasło: "Zmieniamy szyld i jedziemy dalej". Chodziło o to, by kadra
olimpijska zmieniła się w pierwszą, a Wójcik stanął na jej czele. Bo
Wójcik najbardziej brawurowe pomysły zawsze miał pod wpływem płynów
procentowych. Do dziś nie zmieniło się nic, choć Wójcik jest posłem.
Srebrni medaliści z Barcelony dostawali szansę w dorosłej kadrze
pojedynczo. Szyld zmienił się dopiero pięć lat po igrzyskach, gdy
prezes PZPN Marian Dziurowicz postanowił, że Wójcik jednak
reprezentację seniorów poprowadzi. Poprowadził do porażki w
eliminacjach Euro 2000 i na tym się skończyło. Dla Wójcika. Dla
piłkarzy trwało jeszcze trochę.
Tomasz Wałdoch zagrał w pierwszej reprezentacji aż 75 razy -
najwięcej z barcelończyków. Zrobił karierę w Bundeslidze (wybierano
go najlepszym obrońcą), mniejsze zrobili też Koźmiński (we Włoszech)
i Świerczewski (we Francji). Więcej było jednak porażek. Kowalczyk
długo po igrzyskach upierał się, że pyta o niego Barcelona, kilka
lat później skończył w Betisie Sewilla jako piłkarz nieprzydatny.
Upadek Kowalczyka i Stańka był najbardziej spektakularny, bo z całej
grupy zaprzepaścili chyba talentu najwięcej. Lista jest jednak
długa: Adamczuk, Łapiński czy Brzęczek, który wrócił właśnie do
Górnika Zabrze, nigdy nie zagrali w seniorskiej reprezentacji tak,
by finał z Barcelony został przyćmiony. Apogeum dla srebrnego
pokolenia - już mocno przerzedzonego - był dopiero awans z kadrą
Jerzego Engela na mundial w Korei zakończony powrotem do kraju na
tarczy. Był jeszcze jeden bohater tej historii - asystent Wójcika
Paweł Janas, który poprowadził kadrę na mundial do Niemiec. Mundial
sromotnie przegrany już bez barcelończyków.
15 lat temu po finale na Camp Nou szkoleniowcy i piłkarze dostali od
FSO polonezy w złotym kolorze. Większość z nich sprzedała samochody,
bo miała już wtedy lepsze. Na pamiątkę zostały im tylko medale. I
być może świadomość czego ze swoim talentem nie zrobili.
Źródło: Gazeta Wyborcza"
Pozdro
Krzysztof