kriss67
16.11.07, 11:16
Oto co zamieścił dzisiejszy dziennik "Fakt":
"- Obudziłem się o pierwszej w nocy. Zobaczyłem, że pod moim domem
kręci się pełno policji. "Wojna czy co" - pomyślałem sobie. Nagle do
drzwi zapukało dwóch cichociemnych. "Panie Lubański, wszystko w
porządku" - zapytali. "W porządku" - odparłem. A oni opowiedzieli mi
rzeczy, od których włosy mi się zjeżyły. Ktoś chciał mnie zabić,
poważnie - opowiada Włodzimierz Lubański na łamach "Faktu".
- Potem ci niedoszli zabójcy mówili co prawda, że "tylko" porwać,
ale przecież jedno i drugie brzmi strasznie. Byłem w Belgii
popularny. Co kolejka ligowa, to gol. Często pojawiałem się na
okładkach gazet. O mały włos zapłaciłbym za to bardzo wysoką cenę. W
pewnym momencie zacząłem dostawać po kilka głuchych telefonów
dziennie. Jakby ktoś sprawdzał, czy jestem w mieszkaniu. Tyle że ja
zmieniłem lokum trzy tygodnie wcześniej. W tamto miejsce wprowadził
się czeski trener. I pewnej nocy zapukali do jego drzwi obcy ludzie.
Uchylił je tylko trochę, a wtedy oni wyjęli spluwy i otworzyli
ogień! Uciekł, wyskoczył przez okno, bo to na parterze było. Na jego
miejscu miałem być ja!
- Tajna policja, która przyszła do mnie do domu pamiętnej nocy,
kilkadziesiąt godzin po całych zajściach, poinformowała mnie,
dlaczego ktoś czyhał na moje życie. Kilka tygodni wcześniej polscy
celnicy zatrzymali na granicy dwóch facetów przemycających przez
granicę małą dziewczynkę. To była jakaś organizacja faszystowska.
Przemytnicy mieli jeszcze dwóch kompanów w Belgii. Gdy okazało się,
że przestępców aresztowano, ich kolesie pozostający na wolności
zapowiedzieli wendetę. Ostrzegli, że zrobią coś złego któremuś z
ważnych Polaków w Belgii. Myślano, że chodzi o ambasadora. Pomyłka.
Celem był Lubański. Policja pytała potem, czy chcę jakieś
odszkodowanie za straty moralne. "Nie, dziękuję panowie. Teraz to ja
lecę do Polski. I nie wrócę tutaj, dopóki nie złapiecie bandytów" -
rzuciłem. Złapali ich pięć dni później.
To wszystko działo się w roku mistrzostw świata w Argentynie. Po
kontuzji wróciłem do reprezentacji Polski."
Pozdro
Krzysztof