kriss67
16.11.07, 17:02
Oto co na temat zjawiska zwanego antysemityzmem napisał profesor
filozofii, jednoczesnie Dominikanin Józef Maria Bocheński:
"ANTYSEMITYZM. Wyrażenie “antysemityzm" używane jest dzisiaj w
dziwaczny sposób, jako i że Arabowie są przecież Semitami: kto ich
więc nie lubi, byłby antysemitą. Ale tego, co antysemityzm dziś
oznacza, dotyczą co najmniej trzy zabobony.
1. Pierwszym i najważniejszym jest sam antysemityzm. Polega on na
demonizacji Żydów i przypisywaniu im wszelkiego zła. Zwolennicy
antysemityzmu zwykli także twierdzić, że Żydzi rządzą światem, że
mają jakąś centralę, dążącą do opanowania świata, do zniszczenia
naszej cywilizacji itd. Zdarza się też, że przypisuje się im
najzupełniej gołosłownie rozmaite zbrodnie. Powszechne jest u
antysemitów żądanie, by wyeliminować z naszej cywilizacji wszystko,
co żydowskie. Że są to wszystko haniebne zabobony, powinno być
jasne. Aby wspomnieć tylko o ostatniej sprawie,
postulat “oczyszczenia" kultury europejskiej ze składników
wniesionych do niej przez Żydów jest absurdem. Nie ma kultury
europejskiej bez chrześcijaństwa, a chrześcijaństwo oparte jest na
żydowskiej Biblii i pochodzi od Chrystusa, który był Żydem. Dlatego
też antysemici są bardzo często także antychrześcijanami nie zdając
sobie sprawy, że podcinają przez to podstawy kultury, której chcą
bronić. A znaczenie Żydów w tej kulturze nie kończy się na
chrześcijaństwie. Bardzo wielu najbardziej wpływowych myślicieli
europejskich XIX i XX wieku było Żydami, że wymienimy tylko Marksa,
Freuda i Einsteina. Jeśli chodzi o filozofie, niemal wszystko, co
było decydujące dla wyjścia z ciemnego zaułka
historii ..nowożytnej", pochodzi od Żydów. Żydami byli np. tacy
filozofowie jak Bergson (Zbytkower), Husserl, Cassirer, Levy-
Strauss i Tarski. Wielu czołowych komunistów było wprawdzie Żydami -
ale czołowy antykomunista francuski, Raymond Aron, był także Żydem.
Nie ma europejskiej kultury bez Żydów i antysemityzm jest dlatego
skrajnie antyeuropejskim zabobonem. Nasuwa się naturalnie pytanie,
dlaczego antysemityzm jest tak rozpowszechniony, nawet w krajach, w
których Żydzi stanowią drobną i dobrze zasymilowaną mniejszość, jak
w przedwojennych Niemczech, gdzie antysemityzm osiągnął szczyt.
Odpowiedź na to pytanie jest złożona wydaje się, że antysemityzm ma
kilka przyczyn. Jedną z nich jest zapewne zazdrość spowodowana tym,
że Żydzi wydają stosunkowo wysoki odsetek ludzi bardzo zdolnych i
wskutek tego zajmują nieraz kierujące stanowiska w literaturze,
nauce, filozofii, a nawet w polityce. Inną przyczyną jest chyba
fakt, że ten sam naród wydaje stosunkowo wielu ludzi
nietolerancyjnych i bezwzględnych, gdy tylko posiądą władzę.
Przejawia się to między innymi w lekceważeniu przez nich uczuć
religijnych i patriotycznych gojów. Oni to są w wysokim stopniu
odpowiedzialni za szerzenie się antysemityzmu. W XX wieku złowrogi
wpływ wywarł także fakt, że wielu ludzi tego typu posiadało władzę z
ramienia partii komunistycznych i zbrodnie przez nich popełnione
zostały następnie przypisane wszystkim Żydom, co jest oczywiście
zabobonem, ale nie mniej wyjaśnia częściowo popularność
antysemityzmu.
2. Obok tego zasadniczego zabobonu wypada wymienić inny, polegający
na uważaniu antysemityzmu za coś znacznie gorszego, bardziej
zbrodniczego od wrogości względem innych grup narodowych. Można to
dziś o tyle zrozumieć, że myli się o antysemityzmie niemieckim,
który spowodował ludobójstwo Żydów - i w tym sensie był niewątpliwie
czymś gorszym niż np. niechęć Flamandów do Walonów w Belgii. Ale już
ludobójstwo, jakiego ofiarą padli Ormianie po pierwszej wojnie
światowej jest dokładnie tak samo potępienia godne, jak zbrodnie
hitlerowskie. Być może, że różnica w ocenie pochodzi stąd, że uważa
się Żydów za “naród wybrany" w co zresztą obecnie nawet większość
Żydów nie wierzy.
3. Wreszcie zabobonem jest mniemanie, że nie wolno Żydów mniej
lubić niż innych, że ktokolwiek woli np. Włocha albo Chińczyka od
Żyda jest antysemitą. Każdy ma w rzeczy samej prawo lubić albo nie
lubić kogokolwiek pod warunkiem, by nie gwałcił prawa, gdy chodzi o
osobę, której nie lubi. Każdy ma też nie tylko prawo, ale i
obowiązek bardziej lubić sobie bliskich niż obcych, a więc np.
Polaków bardziej niż Francuzów albo Żydów. Kto nazywa ludzi tak
czujących antysemitami, wpada w zabobon. "
Tekst pochodzi z publikacji "Sto zabobonów"
Pozdro
Krzysztof