Żonaci faceci są szczęśliwsi?

16.12.07, 13:02
To pytanie jest mottem audycji w Radio BIS.
Co za głupawe kryterium, no i chyba nie ma nic wspólnego prawdą.
    • debest3 Re: Żonaci faceci są szczęśliwsi? 16.12.07, 13:39
      ..ee kolejna akcja KK?...nie wydaje mi się to wiarygodnym kryterium szczęścia
    • staruszeczka Re: Żonaci faceci są szczęśliwsi? 16.12.07, 15:00
      Bzdura. Jeszcze nie widziałam szczęścliwszego żonategosmile
    • skiela1 Re: Żonaci faceci są szczęśliwsi? 16.12.07, 16:55
      no coz,niektorym juz po miodowym miesiacu czar pryska.
    • agulaszek Re: Żonaci faceci są szczęśliwsi? 16.12.07, 19:59
      w pewnym sensie pewnie tak, mają full serwis
      pielęgniarkę, gosposię i kochankę
      a niektórzy nawet patnera
      • czaarek11 Re: Żonaci faceci są szczęśliwsi? 17.12.07, 00:00
        ale to w innym sensie niestety nie ...
    • czaarek11 Re: Żonaci faceci są szczęśliwsi? 17.12.07, 00:03
      kłótnie, mordobicia, pijaństwo ... dajcie spokój
    • roso-mak Re: Żonaci faceci są szczęśliwsi? 17.12.07, 01:58
      Są szczęśliwi, co poniektórzy, a ty i tak, Sibeiusz nigd,y nie
      dowiesz się, czy naprawdę są, bo nigdy nie będziesz jednym z nich,
      no nie?
      • skiela1 Re: Żonaci faceci są szczęśliwsi? 17.12.07, 02:55
        Zajmij sie swoim szczesciem.
        • tjbazuka Re: Żonaci faceci są szczęśliwsi? 17.12.07, 06:10
          Czy zonaci sa szczesliwsi?
          porownujac do kawalerstwa to pewnie ze nie!
          ale jak chca sie meczyc z baba jaga to ich brocha.
          Smierc frajerom he,he
          • kriss67 Re: Żonaci faceci są szczęśliwsi? 17.12.07, 09:36
            Oj, Tomasz - tu akurat sie mylisz. Tern nieznosny, miejscami
            złosliwy Sibeliuus jest jak najbardziej szczęsliwy. To widacsmile
      • sibeliuss Re: Żonaci faceci są szczęśliwsi? 17.12.07, 09:27
        roso-mak napisał:

        > Są szczęśliwi, co poniektórzy, a ty i tak, Sibeiusz nigd,y nie
        > dowiesz się, czy naprawdę są, bo nigdy nie będziesz jednym z nich,
        > no nie?
        --
        Mylisz się w pewnym sensie smile
        ps. zajmij się sobą.
        • orin Re: Żonaci faceci są szczęśliwsi? 17.12.07, 09:43
          > Mylisz się w pewnym sensie smile

          W jakim sensie?

          > ps. zajmij się sobą.

          Dlaczego? A Ty zajmujesz się sobą? To po co zastanawiasz się nad żonatymi?
    • orin Re: Żonaci faceci są szczęśliwsi? 17.12.07, 09:05
      > Co za głupawe kryterium (...)

      Szczęście głupawym kryterium?
      Ze szczęściem to jak z miłością, niby każdy wie o co chodzi, niby dotyczy to
      każdego ale od zarania ludzkość biedzi się z definicją, opisaniem, kręci się
      wokół tego poezja, literatura, sztuki wizualne i dramatyczne, ba, cała kultura.
      Ale jesteśmy tak samo daleko od odpowiedzi jak w czasach piramid, widocznie taka
      natura tych pojęć.

      Kryterium więc dość nieokreślone, subiektywne ale żeby głupawe?
      Możesz jakoś to uzasadnić Sibeliuss?

      > (...) no i chyba nie ma nic wspólnego prawdą.

      Taaak, prawda. Co ma tu do rzeczy prawda? Czy w pytaniu można w ogóle doszukiwać
      się prawdy? No oczywiście nie mówimy o pytaniach Wyborczej czy TokFM bo tam
      często pytania są zarazem odpowiedzią i to raczej próba odpowiedzi jest głupawa.
      Mówimy o klasycznym pytaniu, czy kwestia prawdy może dotyczyć pytania Sibeliuss?
      Pomyślałbym, że to głupawe podejście, ale może to ja jakiś dziwny jestem?


      • tjbazuka Re: Żonaci faceci są 'szczęśliws'i? 17.12.07, 11:28
        >Oj, Tomasz - tu akurat sie mylisz. Tern nieznosny, miejscami
        >złosliwy Sibeliuus jest jak najbardziej szczęsliwy. To widacsmile

        Czolem.
        Krzysiek ja tylko odpowiedzialem na pytanie Siba.
        Gdyby napisal szczesliwi to odpowiedz jest na Tak.
        Ale szczesliwsi to na pewno Nie.
        Pozdrosmile
    • szwagier_z_niemodlina Kto mnie wolal, czego chcial? 17.12.07, 11:27
      n/t

      Na swiecie jest moze ze dwa miliardy zonatych facetow. Ze statystyki wynika ze
      przynajmniej niektorzy winni sie z tym czuc szczesliwie. Po jaka cholere tu
      wyskakiwac z duzym kwantyfikatorem? Ze wszyscy sa albo zaden nie jest.
      Od razu widac ze jakis dziennikarz musial sie spocic zeby wymyslec "prowkacyjny
      tytul".
      Ech.........
      • kate-1979 Re: Kto mnie wolal, czego chcial? 17.12.07, 11:33
        > winni się z tym czuć szczęśliwie

        ..o Mamo.. nie ma to, jak musieć się czuć szczęśliwym.. już Im
        współczujęwink)

        --
        Pytasz, dlaczego sądzę, że zawsze mam rację. Nie mam. Ty masz.. tak
        sądzę.

        • szwagier_z_niemodlina Re: Kto mnie wolal, czego chcial? 17.12.07, 11:34
          Kurcze, "winni" w sensie powinnosci matematycznej, no wiedzma, no smile))
          • kate-1979 Re: Kto mnie wolal, czego chcial? 17.12.07, 11:37
            I to jeszcze jakaś matematyka Im dyktuje?? Biedactwa..;PP

            W ramach powinności matematyczne wiedźma musi być wiedźmowata..
            rozumiesz chyba?wink))

            --
            Pytasz, dlaczego sądzę, że zawsze mam rację. Nie mam. Ty masz.. tak
            sądzę.

            • szwagier_z_niemodlina Re: Kto mnie wolal, czego chcial? 17.12.07, 11:38
              kate-1979 napisała:

              > I to jeszcze jakaś matematyka Im dyktuje?? Biedactwa..;PP

              Nikt matematyce nie bedzie dyktowal co ona ma komu dyktowac. To wiedzma jest,
              ona, nie? smile

              >
              > W ramach powinności matematyczne wiedźma musi być wiedźmowata..
              > rozumiesz chyba?wink))

              Co mam nie rozumiec? Po technikum jestem.
              • kate-1979 Re: Kto mnie wolal, czego chcial? 17.12.07, 11:42
                No no.. dobrze, ze nie wybrałeś sobie poziomu "po Podstawówce
                jestem" - w sumie też byłoby z prawdą zgodne ;PP

                ___________

                Odchodząc od tematu.. Ostatnio przeczytałam stwierdzenie, że
                matematyka w swej istocie jest nauką ściśle humanistyczną.. i tak
                sobie podumałam nad tematem i.. się coraz bardziej zgadzam z teząsmile

                --
                Pytasz, dlaczego sądzę, że zawsze mam rację. Nie mam. Ty masz.. tak
                sądzę.

                • szwagier_z_niemodlina Re: Kto mnie wolal, czego chcial? 17.12.07, 11:46
                  kate-1979 napisała:

                  > No no.. dobrze, ze nie wybrałeś sobie poziomu "po Podstawówce
                  > jestem" - w sumie też byłoby z prawdą zgodne ;PP

                  Jak w CV - pokazac maksymalne osiagniecia, no co?


                  >
                  > ___________
                  >
                  > Odchodząc od tematu.. Ostatnio przeczytałam stwierdzenie, że
                  > matematyka w swej istocie jest nauką ściśle humanistyczną.. i tak
                  > sobie podumałam nad tematem i.. się coraz bardziej zgadzam z teząsmile

                  Hmm... Zalezy jak sie zdefiniuje nauki humanistyczne. Wersja robocza szkoly
                  polskiej: rodzic definiuje dziecko jako "humaniste" kiedy to lepiej radzi sobie
                  z ortografia niz z tabliczka mnozenia smile
                  • kate-1979 Re: Kto mnie wolal, czego chcial? 17.12.07, 12:04
                    Stwierdzam z pełnym przekonaniem, że wersja robocza szkoły pl mi nie
                    leżysmile))))

                    Aha.. odczułam nieziemską ulgę po odpisaniu na Twojego @.. Nazwę Cię
                    chyba, dla własnego użytku, Kozetkowywink)

                    --
                    Pytasz, dlaczego sądzę, że zawsze mam rację. Nie mam. Ty masz.. tak
                    sądzę.

                    • szwagier_z_niemodlina Re: Kto mnie wolal, czego chcial? 17.12.07, 13:24
                      Jeden z dziadkow byl stolarzem. Moze byc smile
                      • kate-1979 Re: Kto mnie wolal, czego chcial? 17.12.07, 13:27
                        Twoja zgodność (by nie ubliżyćwink "uległość") zaczyna być
                        podejrzana.. smile

                        --
                        Pytasz, dlaczego sądzę, że zawsze mam rację. Nie mam. Ty masz.. tak
                        sądzę.
                        • szwagier_z_niemodlina Re: Kto mnie wolal, czego chcial? 17.12.07, 14:02
                          kate-1979 napisała:

                          > Twoja zgodność (by nie ubliżyćwink "uległość") zaczyna być
                          > podejrzana.. smile

                          Mysle ze to jest to co naprawde statystycznie znaczaco objawia sie u zonatych
                          facetow big_grinDD
        • szwagier_z_niemodlina Taki dowcip slaski jest 17.12.07, 11:36
          -Antek! Slyszolech zes sie ozenil!
          -Ano, ozenil zech sie.
          -To musisz byc szczesliwy
          -Ano, musza

          big_grin
          • kate-1979 Re: Taki dowcip slaski jest 17.12.07, 11:39
            smile)

            A to słyszałamsmile

            Mam inny, nieco poboczny, ale mnie rozwalił niedawno ;D Koleżanka do
            Koleżanki:
            - słyszałam, że się u Ciebie wiele zmieniło..
            - no tak, wyszłam za mąz i nie żałuję tego krokusmile
            - hmm.. ja kroku też nie żałuję, a za mąz nie mie mogę wyjść..

            ;DD

            --
            Pytasz, dlaczego sądzę, że zawsze mam rację. Nie mam. Ty masz.. tak
            sądzę.

            • szwagier_z_niemodlina Re: Taki dowcip slaski jest 17.12.07, 11:44
              Faktycznie, jest rozwalajacy smile)

              Dziwnie mi sie to kojarzy z jedna z fundamentalnych obserwacji sprawozdwacow
              sportowych. Ktorens z nich obserwujac Irene Szewinska (taka sprinterka sprzed
              lat, wielokrotna mistrzyni olimpijska, tak na wszelki wypadek bo latka lataja)
              na biezni, to juz byl ostatni etap jej kariery, stwierdzil:

              -pani Irena nie jest juz taka swieza w kroku.
              • kate-1979 Re: Taki dowcip slaski jest 17.12.07, 12:05
                No nie.. idę się przefarbować, jeśli tak rażę blondem, zeby mi
                tłumaczyć, Kim jest Irena Szewińska.. bez przesady, może , co? ;DD

                --
                Pytasz, dlaczego sądzę, że zawsze mam rację. Nie mam. Ty masz.. tak
                sądzę.

      • szwagier_z_niemodlina Re: Kto mnie wolal, czego chcial? 17.12.07, 11:34
        Sorry, to ja literowke w czytaniu mialem. Ze "szczesliwi" a nie "szczesliwsi"
        przeczytalem. No i sie zupelnie nie a propos wynurzylem.
        Tyle ze pytanie z radia jeszcze glupsze niz mi sie wydawalo smile
        • orin Re: Kto mnie wolal, czego chcial? 17.12.07, 11:46
          Stara maksyma mówi, że nie ma głupich pytań.
          Oczywiście szczęście to pojęcie mocno subiektywne, ale można się pokusić również
          o jakieś cechy obiektywne, charakterystyczne.

          Jedną z nich może być długowieczność. Tutaj na plus żonatych, statystycznie żyją
          kilka, chyba 10 lat dłużej. Wiąże się z tym lepsze zdrowie co niewątpliwie
          przekłada się na szczęście, prawda?

          Inna cecha to posiadanie dzieci, możliwość wychowywania ich w pełnej rodzinie,
          też na plus.

          Obiektywnie i statystycznie więc żonaci szczęśliwsi.
          • szwagier_z_niemodlina Re: Kto mnie wolal, czego chcial? 17.12.07, 11:54
            orin napisał:

            > Obiektywnie i statystycznie więc żonaci szczęśliwsi.

            Tylko ze z faktu ze nalezysz do grupy statystycznie szczesliwszej to dla ciebie
            za wiele nie wynika. Statystyczny Niemiec wypija cos 140 litrow piwa rocznie. A
            ja sie przestawilem na wino i zadan Straz Statystyczna mnie w Aldim nie zmusi do
            kupienia piwa jak nie bede mial ochoty.

            A powaznie, to chyba cos jest nie tak. Nie pamietam juz tego ale to bodaj tak
            prosto nie jest. Jezeli statystycznie facet zonaty zyje dluzej, a statystycznie
            bycie szczesliwym (cokolwiek by to nie mialo znaczyc) koreluje z dlugoscia zycia
            (watpliwe, bo im dluzej zyjesz tym wieksza szansa na choroby) to wcale nie
            znaczy bycie szczesliwym musi korelowac z byciem zonatym. Tu nie jest tak ze jak
            a to b i jak b to c, to jak a to c. Chyba.

            Nawiasem mowiac: badania socjologiczne populacji co wygrywa duze sumy w Lotto
            pokazuja ze generlanie sa bardziej nieszczesliwi jak byli. Cos 90% sie rozwodzi,
            a 60% nie ma nic poza dlugami smile
            • orin Re: Kto mnie wolal, czego chcial? 17.12.07, 12:15
              Statystyka i logika to jedynie narzędzia a z nimi (nawet tak prostymi jak
              młotek) należy się ostrożnie obchodzić bo inaczej mnóstwo gwoździ się zmarnuje
              albo krzywdę sobie zrobi.

              Z tego że żonaci szczęśliwsi wcale więc nie wynika, jak słusznie zauważyłeś, że
              jak nieżonaty się ożeni to ma większe szanse na szczęście (weźmy na ten przykład
              Sibeliussa). Nie podważa to wcale mojej tezy oczywiście.

              Przyklad z Lotto potwierdza słuszność statystyki i kolejnej, starej mądrości
              ludowej że pieniądze szczęścia nie dają. Dobrze czasem przypomniećmądrości
              ludowe bo jak powiedział Leszek Kołakowski:
              "Gdy filozof dojdzie do końca drogi do mądrości, dowiaduje się rzeczy, jakie
              ludzie prości i mądrzy wiedzieli od zawsze."
              • kate-1979 Re: Kto mnie wolal, czego chcial? 17.12.07, 12:20
                Mam ochotę Kołakowskiego cytować co chwila.. tyle, że Filozofom to
                na wiele sie nie zda, wystarczy uznać Pana za niedoedukowanego buca
                i po problemie..

                --
                Pytasz, dlaczego sądzę, że zawsze mam rację. Nie mam. Ty masz.. tak
                sądzę.

              • szwagier_z_niemodlina No wlasnie. 17.12.07, 13:19
                orin napisał:

                > Statystyka i logika to jedynie narzędzia a z nimi (nawet tak prostymi jak
                > młotek) należy się ostrożnie obchodzić bo inaczej mnóstwo gwoździ się zmarnuje
                > albo krzywdę sobie zrobi.
                >

                Np. jak czlowiek jest jeden to on nie bardzo nadaje sie do stosowania do neigo
                statystyki. Nie wiem dlaczego akurat wyplynal Sibeliuss, ale byc moze on sie
                zachowa wbrew regulom statystycznym.

                Wiesz, jest taka pyszna anegodtka u Lema. O facecie, ktory chcac sobie zapewnic
                bezpieczenstwo w samolocie usilowal wejsc do niego majac bombe w teczce. Zlapany
                argumentowal ze prawdopodobienstwo ze w samolcoie znajdzie sie jeden czlowiek z
                bomba jest jak 1:100 000. Z czego wyciagnal calkowicie poprawny wniosek ze
                prawdopodobienstwo ze bedzie dwoch niezaleznych bombowcow jest 1: 100 000 000. Z
                czego wyciagnal zupelnie niepoprawny wniosek ze jak wejdzie z bomba to bedzie
                100 000 razy bezpieczeniejszy smile)

                Innymi slowy, wg klasyfikacji s.p. x. Tischnera:

                -Ze cos jest statystycznie - to jest to swinto prawda
                -Ze jak cos jest statystycznie to i jest statystycznie inaczej - to jest tyz prawda
                -Ze jak cos jest statystycznie to kazde musi byc tak - to jest gowno prawda
                • kate-1979 Re: No wlasnie. 17.12.07, 13:25
                  Hmm.. no, ale Orin tego nie podważył..

                  Statystyka jest dobra do cytowania w ramach rozpoczęcia dyskusji.. w
                  samej dyskusji już średnio się sprawdza, bo często przeczy sama
                  sobiesmile Chyba lepiej bazowac na własnym doświadczeniu i
                  obserwacjach, bo inaczej wracamy do.. "musi być szczęśliwy"wink Czyli
                  kolejny paradoks statystyki użytkowej - zamiast opisywać
                  rzeczywistość, zaczyna ją kreślićbig_grin

                  --
                  Pytasz, dlaczego sądzę, że zawsze mam rację. Nie mam. Ty masz.. tak
                  sądzę.
                  • szwagier_z_niemodlina Re: No wlasnie. 17.12.07, 13:59
                    Nie, nie. Orin nie podwazyl.

                    Wiesz dlaczego myslenie statystyczne sprawia nam takie problemy? Bo ono
                    umozliwia pewne wnioski co do zjawisk masowych, naawet kompeltnie zawodzi przy
                    jednostkowych, gdzie chcielibysmy widziec przyczyne jakiegos skutku. Np.
                    statystyka pokazuje ze rosnie ilosc wypadkow drogowych i nie ma co dyskutowac,
                    ale nikt go lezy w szpitalu z przetraconymi koscmi nie jest ofiara statystyki
                    tylko konkretnego zderzenia czy czego tam. Z udzialem konkretnych ludzi,
                    pojazdow etc.
                    Innymi slowy, statystyka bardzo nie nadaje sie do odpowiedzi na pytanie
                    "dlaczego akurat ja"?

                    A ze jest przedmiotem kreowania rzeczywistosci, manipulowania etc. - to bez
                    dwoch zdan. Zwlaszcza blednie stosowana smile
                    • kate-1979 Re: No wlasnie. 17.12.07, 14:03

                      > A ze jest przedmiotem kreowania rzeczywistosci, manipulowania
                      etc. - to bez
                      > dwoch zdan. Zwlaszcza blednie stosowana smile

                      To mnie zastanawia właśnie.. już nawet nie tyle, czy błędnie czy
                      nie, ile.. po co uciekać się do podpierania statystykami w dyskusji
                      bazującej na wymianie WŁASNYCH zdań? To problem mieć swoje zdanie,
                      czy może problem pojawia się, gdy Reszta go nie podziela? Tylko, ze
                      wtedy to już nie jest wymiana zdań a bitwa "kto ma rację" - bez
                      pamiętania o założeniu, ze racje bywają równoległewink
                      --
                      Pytasz, dlaczego sądzę, że zawsze mam rację. Nie mam. Ty masz.. tak
                      sądzę.
                      • szwagier_z_niemodlina Re: No wlasnie. 17.12.07, 14:13
                        kate-1979 napisała:


                        > To mnie zastanawia właśnie.. już nawet nie tyle, czy błędnie czy
                        > nie, ile.. po co uciekać się do podpierania statystykami w dyskusji
                        > bazującej na wymianie WŁASNYCH zdań?

                        No, jest to nieodzowne kiedy wymieniamy np. WLASNE zdania nt. statystyki smile Ale
                        generalnie przyzwczajono nas, nie wiedziec czemu ze jak podeprzemy wlasna
                        opinie statystyka to nasza racja jest mocniejsza. I to tak zeby sie statystyka
                        zgadzala z tym co mowimy. Co czasem ma sens a czasem nie. Bo jak np. ktos glosi
                        teze ze papierosy szkodza to w oczywisty sposob statystyki medyczne przyznaja mu
                        racje.
                        Ale jezeli ktos glosi teze chodzenie po gorach jest rzecza fajna i przytacza
                        statystyki jaki to procent ludnosci lubi chodzic po gorach, to im lepsze pokaze
                        statystyki tym mniej ja mu wierze. Bo za cholere nie umiem sobie wyobrazic ze
                        chodzenie po gorach moze byc przyjemnsocia w kraju gdzie np. 78% ludzi w wolnym
                        czasie chodzi po gorach, nie lubie tloku!!


                        To problem mieć swoje zdanie,
                        > czy może problem pojawia się, gdy Reszta go nie podziela? Tylko, ze
                        > wtedy to już nie jest wymiana zdań a bitwa "kto ma rację" - bez
                        > pamiętania o założeniu, ze racje bywają równoległewink

                        A to jest jeszcze ina historia.
                • orin Re: No wlasnie. 17.12.07, 13:48
                  > Np. jak czlowiek jest jeden to on nie bardzo nadaje sie do
                  > stosowania do neigo statystyki.

                  Prawdę mówiąc nie załapałem do końca o co Ci chodzi. Statystykę stosujemy nie do
                  pojedyńczych przypadków tylko do otaczającego świata. Tym przydatniejsza im
                  większa liczba elementarnych obiektów.

                  > Nie wiem dlaczego akurat wyplynal Sibeliuss, ale
                  > byc moze on sie zachowa wbrew regulom statystycznym.

                  Bo to najprostszy przypadek pokazujący absurdalność wnioskowania "pod prąd".
                  Jeśli niejasne to wytłumaczę jeszcze raz. Z mojej tezy: "żonaci są szczęśliwsi"
                  wynika to, że jeśli ktoś nie ma lub nie widzi innych kryteriów za lub przeciw
                  małżeństwu wynikających z jego indywidualnych, osobniczych właściwości bądź
                  okoliczności to chcąc zwiększyć szanse na szczęście powinien się ożenić.

                  Orientacja seksualna Sibeliussa jest jego indywidualnym, zdecydowanym atrybutem
                  i argumentem przeciwko małżeństwu przy którym dane statystyczne mają znaczenie
                  wielokrotnie mniejsze.
                  Ale równie dobrze mógłby to być przykład choćby księdza katolickiego.

                  W anegdocie Lema facet popełnił błąd w oszacowaniu bezpieczeństwa biorąc
                  założenie (on ma bombę) jako niezależne zdarzenie. Rachunkiem prawdopodobieństwa
                  można się bawić w ten sposób i dochodzić do absurdalnych wniosków podobnie jak
                  Glinia i Sibeliuss w wątku o ŚJ zabawiali się katolicyzmem pisząc głupoty.
                  • kate-1979 Re: No wlasnie. 17.12.07, 13:58
                    No dobra. Orin, a jak się ma to:

                    > (...) Statystykę stosujemy nie d
                    > o
                    > pojedyńczych przypadków tylko do otaczającego świata. Tym
                    przydatniejsza im
                    > większa liczba elementarnych obiektów.


                    Do tego:


                    > > Nie wiem dlaczego akurat wyplynal Sibeliuss, ale
                    > > byc moze on sie zachowa wbrew regulom statystycznym.
                    >
                    > Bo to najprostszy przypadek pokazujący absurdalność
                    wnioskowania "pod prąd".
                    > Jeśli niejasne to wytłumaczę jeszcze raz. Z mojej tezy: "żonaci są
                    szczęśliwsi"
                    > wynika to, że jeśli ktoś nie ma lub nie widzi innych kryteriów za
                    lub przeciw
                    > małżeństwu wynikających z jego indywidualnych, osobniczych
                    właściwości bądź
                    > okoliczności to chcąc zwiększyć szanse na szczęście powinien się
                    ożenić.
                    >
                    > Orientacja seksualna Sibeliussa jest jego indywidualnym,
                    zdecydowanym atrybutem
                    > i argumentem przeciwko małżeństwu przy którym dane statystyczne
                    mają znaczenie
                    > wielokrotnie mniejsze.
                    > Ale równie dobrze mógłby to być przykład choćby księdza
                    katolickiego.
                    >


                    Może coś mi ucieka, ale to nie jest własnie zastosowanie statystyki
                    do pojedynczych przypadków??
                    --
                    Pytasz, dlaczego sądzę, że zawsze mam rację. Nie mam. Ty masz.. tak
                    sądzę.
                  • szwagier_z_niemodlina Re: No wlasnie. 17.12.07, 14:14
                    Orin, musze to przetrawic. Pozniej ci odpowiem.

                    PS. Zalozylem watrek o wynikach PISY. Widziales?
                    • orin Re: No wlasnie. 17.12.07, 14:30
                      Tak, czytałem Twój wpis. Bardzo dobry. Te wyniki testów to pole do popisu w
                      interpretacji statystyki.
                  • szwagier_z_niemodlina Re: No wlasnie. 18.12.07, 10:04
                    orin napisał:

                    > Bo to najprostszy przypadek pokazujący absurdalność wnioskowania "pod prąd".
                    > Jeśli niejasne to wytłumaczę jeszcze raz. Z mojej tezy: "żonaci są szczęśliwsi"
                    > wynika to, że jeśli ktoś nie ma lub nie widzi innych kryteriów za lub przeciw
                    > małżeństwu wynikających z jego indywidualnych, osobniczych właściwości bądź
                    > okoliczności to chcąc zwiększyć szanse na szczęście powinien się ożenić.

                    Hmmm. Pozwolisz ze rozbije tu proces zenienia sie na dwie podgrupysmile

                    1. Zeni sie facet do tej pory singlowy, imprezowy, dbajacy o siebie o tyle o ile
                    singlowy facet umie, no wiesz czysty schemat. I po slubie zostaje poddany
                    procesowi edukacji, zaczyna sie regularnie odzywiac, chodzic do lekarza i jest
                    molestowany jak przytyje (oby!). Aha i jeszcze zen spada napiecie i zyja dlugo i
                    szczesliwie. Tu jestem w stanie uwierzyc ze fakt slubu bedzie mial swoje
                    statystyczne konsekwencje dla szczesliwosci populacji.

                    2. Zyje sobie facet w szczesliwym zwiazku. Z kolacyjkami, wzajemnym
                    rozladowywaniem stressow i calym anturazem szczesliwej pary, tyle ze bez slubu.
                    Czy zmiana polegajaca na wpisie ich zwiazku na jakas liste administracji
                    panstwowej zwiekszy szczescia faceta? Tylko w przypadku jakis bardzo
                    panstwotworczych osobnikow, co ich dowod osobisty boli bo jeszcze nie jest
                    biometryczny. I czuja wstyd jak placa mandat smile)
                    (Pomijam w tym zarcie powazny problem przekonan religijnych).

                    Innymi slowy, nie slub, a uregulowane zycie osobiste, w mojej skromnej opinii
                    wplywa statystycznie na poczucie szczescia.

                    Co wiecej, jestem sobie w stanie wyobrazic ze jakbys porownal podobne efekty w
                    populacji homoseksualnej, to te szczesliwe dlugotrwale pary tez pewnie w
                    statystykach szczescia wypadalyby lepiej niz solistyczni swingersi. Przynajmniej
                    z mojej obserwacji sasiadek i dowch kolegow wyglada smile

                    Szwagier, adwokat diabla, szczesliwie od lat zonaty, aczkolwiek utrzymujacy ze
                    malzenstow jest jak nauczanie. Rzadko kiedy ma sens z wyjatkiem tych nielicznych
                    przypadkow gdy jest prawie zbedne.

          • tjbazuka Re: Kto mnie wolal, czego chcial? 17.12.07, 12:06
            Inna cecha to posiadanie dzieci, możliwość wychowywania ich w pełnej
            rodzinie,
            > też na plus.
            >
            > Obiektywnie i statystycznie więc żonaci szczęśliwsi.

            no niby tak..ale
            dziecku tez mozna wytlumaczyc dlaczego juz nie ma rodziny.
            Za duzo tez nie mozna powiedziec.
            Tylko tyle zeby "narazie" zrozumial dzieciak i czul sie jak
            najlepiej bez zadnych stresow.
            Zalezy to od Mamy i Taty jak sie dogadaja.
            Sam wychowuje chlopaka.
            • orin Re: Kto mnie wolal, czego chcial? 17.12.07, 12:18
              W pełni się z Tobą Tomek zgadzam. W niczym jednak nie zmienia to faktu, że
              lepiej dla dziecka i rodziców (statystycznie oczywiście) że wychowują się dzieci
              w pełnej i biologicznej rodzinie.
              • szwagier_z_niemodlina Re: Kto mnie wolal, czego chcial? 17.12.07, 13:11
                No wlasnie - statystycznie. A statystycznie co szosta rodzina w Polsce jest
                dotknieta choroba alkoholowa. Z tego chyba cos statystycznie wynika, ale mam
                statystyczne pojecie cosmile
                • orin Re: Kto mnie wolal, czego chcial? 17.12.07, 13:18
                  Ano wynika, że wziąłeś Szwagier do ręki młotek ale nie wiesz po co smile
                  • szwagier_z_niemodlina Re: Kto mnie wolal, czego chcial? 17.12.07, 13:23
                    Ano wlasnie. Bo by mozna wyciagnac wniosek ze poniewaz nie wiadomo ile
                    nie-rodzin dotknietych jest alkoholizmem, to moze da sie wykazac ze przenoszenie
                    dzieci z rodzin do nie-rodzin moze je uchronic statystycznie przed skutkami
                    chowania sie w rodzinie alkoholika. Co jest akurat swieta prawda, tyle ze naraza
                    je na skutki chowania sie w nie-rodzinach alkoholikow.
                    Czyli innymi slowy nalezy sie zachowywac jak na grzybobraniu: wiedziec ze moze
                    byc bardzo roznie i dokladnie sie przygladac temu co sie zrywa. Pomimo tego ze
                    statystycznie to najwiecej sie je pieczarek a one maja blaszki a nie rurki smile
      • agulaszek Cześć Szwagier :) 17.12.07, 13:03
        fajnie, że wróciłeś.
        Dobra lecę dalej do roboty bo zasuwam dziś jak mała Oshin smile))
        • szwagier_z_niemodlina Re: Cześć Szwagier :) 17.12.07, 13:08
          A wrocilem, wrocilem smile
          Czesc big_grinD
          • agulaszek Re: Cześć Szwagier :) 17.12.07, 13:56
            tera me sie drukuje to znowu lookłam na foruma big_grinDD
            • szwagier_z_niemodlina Re: Cześć Szwagier :) 17.12.07, 14:00
              O Jezu jak fajnie, ze jestes, bo mi sie juz mozg grzeje od dyskutowania o
              statystyce smile Nie bedziesz ze mna dyskutowac o statystyce, prawda? big_grinD
              • kate-1979 Re: Cześć Szwagier :) 17.12.07, 14:04

                Statystycznie rzecz ujmując raczej nie ;DDDD

                Spadam.. do miłegosmile
                --
                Pytasz, dlaczego sądzę, że zawsze mam rację. Nie mam. Ty masz.. tak
                sądzę.
              • agulaszek Re: Cześć Szwagier :) 17.12.07, 19:27
                Jeszcze czego ;P
                Ja i cyferki to tak jak salon i bunkier big_grinDD
                Tylko kurcze za szybko mi się wydrukowało i musiałam odejść od
                kompa big_grinDD
                • asiouek Długość życia a stan małżeński::: 17.12.07, 22:57
                  W wieku 117 lat zmarł na Ukrainie najstarszy człowiek na Ziemi, Hryhorij Nestor.
                  Do końca swych dni cieszył się doskonałym zdrowiem.


                  Ukraiński senior nigdy nie był żonaty. Właśnie to, jak mawiał, pozwoliło mu "nie
                  uszkodzić systemu nerwowego na rodzinnym froncie" i dożyć tak sędziwego wieku.

                  deser.gazeta.pl/deser/1,83453,4769576.html
    • inn-a-ja Re: Żonaci faceci są szczęśliwsi? 18.12.07, 07:54
      Według opini moich kolegów są szcześliwsi .To zależy chyba od tego 'jak kto
      sobie posielisz tak sie wyśpisz'
Inne wątki na temat:
Pełna wersja