sibeliuss 16.12.07, 13:02 To pytanie jest mottem audycji w Radio BIS. Co za głupawe kryterium, no i chyba nie ma nic wspólnego prawdą. Odpowiedz Link czytaj wygodnie posty
debest3 Re: Żonaci faceci są szczęśliwsi? 16.12.07, 13:39 ..ee kolejna akcja KK?...nie wydaje mi się to wiarygodnym kryterium szczęścia Odpowiedz Link
staruszeczka Re: Żonaci faceci są szczęśliwsi? 16.12.07, 15:00 Bzdura. Jeszcze nie widziałam szczęścliwszego żonatego Odpowiedz Link
skiela1 Re: Żonaci faceci są szczęśliwsi? 16.12.07, 16:55 no coz,niektorym juz po miodowym miesiacu czar pryska. Odpowiedz Link
agulaszek Re: Żonaci faceci są szczęśliwsi? 16.12.07, 19:59 w pewnym sensie pewnie tak, mają full serwis pielęgniarkę, gosposię i kochankę a niektórzy nawet patnera Odpowiedz Link
czaarek11 Re: Żonaci faceci są szczęśliwsi? 17.12.07, 00:00 ale to w innym sensie niestety nie ... Odpowiedz Link
czaarek11 Re: Żonaci faceci są szczęśliwsi? 17.12.07, 00:03 kłótnie, mordobicia, pijaństwo ... dajcie spokój Odpowiedz Link
roso-mak Re: Żonaci faceci są szczęśliwsi? 17.12.07, 01:58 Są szczęśliwi, co poniektórzy, a ty i tak, Sibeiusz nigd,y nie dowiesz się, czy naprawdę są, bo nigdy nie będziesz jednym z nich, no nie? Odpowiedz Link
skiela1 Re: Żonaci faceci są szczęśliwsi? 17.12.07, 02:55 Zajmij sie swoim szczesciem. Odpowiedz Link
tjbazuka Re: Żonaci faceci są szczęśliwsi? 17.12.07, 06:10 Czy zonaci sa szczesliwsi? porownujac do kawalerstwa to pewnie ze nie! ale jak chca sie meczyc z baba jaga to ich brocha. Smierc frajerom he,he Odpowiedz Link
kriss67 Re: Żonaci faceci są szczęśliwsi? 17.12.07, 09:36 Oj, Tomasz - tu akurat sie mylisz. Tern nieznosny, miejscami złosliwy Sibeliuus jest jak najbardziej szczęsliwy. To widac Odpowiedz Link
sibeliuss Re: Żonaci faceci są szczęśliwsi? 17.12.07, 09:27 roso-mak napisał: > Są szczęśliwi, co poniektórzy, a ty i tak, Sibeiusz nigd,y nie > dowiesz się, czy naprawdę są, bo nigdy nie będziesz jednym z nich, > no nie? -- Mylisz się w pewnym sensie ps. zajmij się sobą. Odpowiedz Link
orin Re: Żonaci faceci są szczęśliwsi? 17.12.07, 09:43 > Mylisz się w pewnym sensie W jakim sensie? > ps. zajmij się sobą. Dlaczego? A Ty zajmujesz się sobą? To po co zastanawiasz się nad żonatymi? Odpowiedz Link
orin Re: Żonaci faceci są szczęśliwsi? 17.12.07, 09:05 > Co za głupawe kryterium (...) Szczęście głupawym kryterium? Ze szczęściem to jak z miłością, niby każdy wie o co chodzi, niby dotyczy to każdego ale od zarania ludzkość biedzi się z definicją, opisaniem, kręci się wokół tego poezja, literatura, sztuki wizualne i dramatyczne, ba, cała kultura. Ale jesteśmy tak samo daleko od odpowiedzi jak w czasach piramid, widocznie taka natura tych pojęć. Kryterium więc dość nieokreślone, subiektywne ale żeby głupawe? Możesz jakoś to uzasadnić Sibeliuss? > (...) no i chyba nie ma nic wspólnego prawdą. Taaak, prawda. Co ma tu do rzeczy prawda? Czy w pytaniu można w ogóle doszukiwać się prawdy? No oczywiście nie mówimy o pytaniach Wyborczej czy TokFM bo tam często pytania są zarazem odpowiedzią i to raczej próba odpowiedzi jest głupawa. Mówimy o klasycznym pytaniu, czy kwestia prawdy może dotyczyć pytania Sibeliuss? Pomyślałbym, że to głupawe podejście, ale może to ja jakiś dziwny jestem? Odpowiedz Link
tjbazuka Re: Żonaci faceci są 'szczęśliws'i? 17.12.07, 11:28 >Oj, Tomasz - tu akurat sie mylisz. Tern nieznosny, miejscami >złosliwy Sibeliuus jest jak najbardziej szczęsliwy. To widac Czolem. Krzysiek ja tylko odpowiedzialem na pytanie Siba. Gdyby napisal szczesliwi to odpowiedz jest na Tak. Ale szczesliwsi to na pewno Nie. Pozdro Odpowiedz Link
szwagier_z_niemodlina Kto mnie wolal, czego chcial? 17.12.07, 11:27 n/t Na swiecie jest moze ze dwa miliardy zonatych facetow. Ze statystyki wynika ze przynajmniej niektorzy winni sie z tym czuc szczesliwie. Po jaka cholere tu wyskakiwac z duzym kwantyfikatorem? Ze wszyscy sa albo zaden nie jest. Od razu widac ze jakis dziennikarz musial sie spocic zeby wymyslec "prowkacyjny tytul". Ech......... Odpowiedz Link
kate-1979 Re: Kto mnie wolal, czego chcial? 17.12.07, 11:33 > winni się z tym czuć szczęśliwie ..o Mamo.. nie ma to, jak musieć się czuć szczęśliwym.. już Im współczuję) -- Pytasz, dlaczego sądzę, że zawsze mam rację. Nie mam. Ty masz.. tak sądzę. Odpowiedz Link
szwagier_z_niemodlina Re: Kto mnie wolal, czego chcial? 17.12.07, 11:34 Kurcze, "winni" w sensie powinnosci matematycznej, no wiedzma, no )) Odpowiedz Link
kate-1979 Re: Kto mnie wolal, czego chcial? 17.12.07, 11:37 I to jeszcze jakaś matematyka Im dyktuje?? Biedactwa..;PP W ramach powinności matematyczne wiedźma musi być wiedźmowata.. rozumiesz chyba?)) -- Pytasz, dlaczego sądzę, że zawsze mam rację. Nie mam. Ty masz.. tak sądzę. Odpowiedz Link
szwagier_z_niemodlina Re: Kto mnie wolal, czego chcial? 17.12.07, 11:38 kate-1979 napisała: > I to jeszcze jakaś matematyka Im dyktuje?? Biedactwa..;PP Nikt matematyce nie bedzie dyktowal co ona ma komu dyktowac. To wiedzma jest, ona, nie? > > W ramach powinności matematyczne wiedźma musi być wiedźmowata.. > rozumiesz chyba?)) Co mam nie rozumiec? Po technikum jestem. Odpowiedz Link
kate-1979 Re: Kto mnie wolal, czego chcial? 17.12.07, 11:42 No no.. dobrze, ze nie wybrałeś sobie poziomu "po Podstawówce jestem" - w sumie też byłoby z prawdą zgodne ;PP ___________ Odchodząc od tematu.. Ostatnio przeczytałam stwierdzenie, że matematyka w swej istocie jest nauką ściśle humanistyczną.. i tak sobie podumałam nad tematem i.. się coraz bardziej zgadzam z tezą -- Pytasz, dlaczego sądzę, że zawsze mam rację. Nie mam. Ty masz.. tak sądzę. Odpowiedz Link
szwagier_z_niemodlina Re: Kto mnie wolal, czego chcial? 17.12.07, 11:46 kate-1979 napisała: > No no.. dobrze, ze nie wybrałeś sobie poziomu "po Podstawówce > jestem" - w sumie też byłoby z prawdą zgodne ;PP Jak w CV - pokazac maksymalne osiagniecia, no co? > > ___________ > > Odchodząc od tematu.. Ostatnio przeczytałam stwierdzenie, że > matematyka w swej istocie jest nauką ściśle humanistyczną.. i tak > sobie podumałam nad tematem i.. się coraz bardziej zgadzam z tezą Hmm... Zalezy jak sie zdefiniuje nauki humanistyczne. Wersja robocza szkoly polskiej: rodzic definiuje dziecko jako "humaniste" kiedy to lepiej radzi sobie z ortografia niz z tabliczka mnozenia Odpowiedz Link
kate-1979 Re: Kto mnie wolal, czego chcial? 17.12.07, 12:04 Stwierdzam z pełnym przekonaniem, że wersja robocza szkoły pl mi nie leży)))) Aha.. odczułam nieziemską ulgę po odpisaniu na Twojego @.. Nazwę Cię chyba, dla własnego użytku, Kozetkowy) -- Pytasz, dlaczego sądzę, że zawsze mam rację. Nie mam. Ty masz.. tak sądzę. Odpowiedz Link
szwagier_z_niemodlina Re: Kto mnie wolal, czego chcial? 17.12.07, 13:24 Jeden z dziadkow byl stolarzem. Moze byc Odpowiedz Link
kate-1979 Re: Kto mnie wolal, czego chcial? 17.12.07, 13:27 Twoja zgodność (by nie ubliżyć "uległość") zaczyna być podejrzana.. -- Pytasz, dlaczego sądzę, że zawsze mam rację. Nie mam. Ty masz.. tak sądzę. Odpowiedz Link
szwagier_z_niemodlina Re: Kto mnie wolal, czego chcial? 17.12.07, 14:02 kate-1979 napisała: > Twoja zgodność (by nie ubliżyć "uległość") zaczyna być > podejrzana.. Mysle ze to jest to co naprawde statystycznie znaczaco objawia sie u zonatych facetow DD Odpowiedz Link
szwagier_z_niemodlina Taki dowcip slaski jest 17.12.07, 11:36 -Antek! Slyszolech zes sie ozenil! -Ano, ozenil zech sie. -To musisz byc szczesliwy -Ano, musza Odpowiedz Link
kate-1979 Re: Taki dowcip slaski jest 17.12.07, 11:39 ) A to słyszałam Mam inny, nieco poboczny, ale mnie rozwalił niedawno ;D Koleżanka do Koleżanki: - słyszałam, że się u Ciebie wiele zmieniło.. - no tak, wyszłam za mąz i nie żałuję tego kroku - hmm.. ja kroku też nie żałuję, a za mąz nie mie mogę wyjść.. ;DD -- Pytasz, dlaczego sądzę, że zawsze mam rację. Nie mam. Ty masz.. tak sądzę. Odpowiedz Link
szwagier_z_niemodlina Re: Taki dowcip slaski jest 17.12.07, 11:44 Faktycznie, jest rozwalajacy ) Dziwnie mi sie to kojarzy z jedna z fundamentalnych obserwacji sprawozdwacow sportowych. Ktorens z nich obserwujac Irene Szewinska (taka sprinterka sprzed lat, wielokrotna mistrzyni olimpijska, tak na wszelki wypadek bo latka lataja) na biezni, to juz byl ostatni etap jej kariery, stwierdzil: -pani Irena nie jest juz taka swieza w kroku. Odpowiedz Link
kate-1979 Re: Taki dowcip slaski jest 17.12.07, 12:05 No nie.. idę się przefarbować, jeśli tak rażę blondem, zeby mi tłumaczyć, Kim jest Irena Szewińska.. bez przesady, może , co? ;DD -- Pytasz, dlaczego sądzę, że zawsze mam rację. Nie mam. Ty masz.. tak sądzę. Odpowiedz Link
szwagier_z_niemodlina Re: Kto mnie wolal, czego chcial? 17.12.07, 11:34 Sorry, to ja literowke w czytaniu mialem. Ze "szczesliwi" a nie "szczesliwsi" przeczytalem. No i sie zupelnie nie a propos wynurzylem. Tyle ze pytanie z radia jeszcze glupsze niz mi sie wydawalo Odpowiedz Link
orin Re: Kto mnie wolal, czego chcial? 17.12.07, 11:46 Stara maksyma mówi, że nie ma głupich pytań. Oczywiście szczęście to pojęcie mocno subiektywne, ale można się pokusić również o jakieś cechy obiektywne, charakterystyczne. Jedną z nich może być długowieczność. Tutaj na plus żonatych, statystycznie żyją kilka, chyba 10 lat dłużej. Wiąże się z tym lepsze zdrowie co niewątpliwie przekłada się na szczęście, prawda? Inna cecha to posiadanie dzieci, możliwość wychowywania ich w pełnej rodzinie, też na plus. Obiektywnie i statystycznie więc żonaci szczęśliwsi. Odpowiedz Link
szwagier_z_niemodlina Re: Kto mnie wolal, czego chcial? 17.12.07, 11:54 orin napisał: > Obiektywnie i statystycznie więc żonaci szczęśliwsi. Tylko ze z faktu ze nalezysz do grupy statystycznie szczesliwszej to dla ciebie za wiele nie wynika. Statystyczny Niemiec wypija cos 140 litrow piwa rocznie. A ja sie przestawilem na wino i zadan Straz Statystyczna mnie w Aldim nie zmusi do kupienia piwa jak nie bede mial ochoty. A powaznie, to chyba cos jest nie tak. Nie pamietam juz tego ale to bodaj tak prosto nie jest. Jezeli statystycznie facet zonaty zyje dluzej, a statystycznie bycie szczesliwym (cokolwiek by to nie mialo znaczyc) koreluje z dlugoscia zycia (watpliwe, bo im dluzej zyjesz tym wieksza szansa na choroby) to wcale nie znaczy bycie szczesliwym musi korelowac z byciem zonatym. Tu nie jest tak ze jak a to b i jak b to c, to jak a to c. Chyba. Nawiasem mowiac: badania socjologiczne populacji co wygrywa duze sumy w Lotto pokazuja ze generlanie sa bardziej nieszczesliwi jak byli. Cos 90% sie rozwodzi, a 60% nie ma nic poza dlugami Odpowiedz Link
orin Re: Kto mnie wolal, czego chcial? 17.12.07, 12:15 Statystyka i logika to jedynie narzędzia a z nimi (nawet tak prostymi jak młotek) należy się ostrożnie obchodzić bo inaczej mnóstwo gwoździ się zmarnuje albo krzywdę sobie zrobi. Z tego że żonaci szczęśliwsi wcale więc nie wynika, jak słusznie zauważyłeś, że jak nieżonaty się ożeni to ma większe szanse na szczęście (weźmy na ten przykład Sibeliussa). Nie podważa to wcale mojej tezy oczywiście. Przyklad z Lotto potwierdza słuszność statystyki i kolejnej, starej mądrości ludowej że pieniądze szczęścia nie dają. Dobrze czasem przypomniećmądrości ludowe bo jak powiedział Leszek Kołakowski: "Gdy filozof dojdzie do końca drogi do mądrości, dowiaduje się rzeczy, jakie ludzie prości i mądrzy wiedzieli od zawsze." Odpowiedz Link
kate-1979 Re: Kto mnie wolal, czego chcial? 17.12.07, 12:20 Mam ochotę Kołakowskiego cytować co chwila.. tyle, że Filozofom to na wiele sie nie zda, wystarczy uznać Pana za niedoedukowanego buca i po problemie.. -- Pytasz, dlaczego sądzę, że zawsze mam rację. Nie mam. Ty masz.. tak sądzę. Odpowiedz Link
szwagier_z_niemodlina No wlasnie. 17.12.07, 13:19 orin napisał: > Statystyka i logika to jedynie narzędzia a z nimi (nawet tak prostymi jak > młotek) należy się ostrożnie obchodzić bo inaczej mnóstwo gwoździ się zmarnuje > albo krzywdę sobie zrobi. > Np. jak czlowiek jest jeden to on nie bardzo nadaje sie do stosowania do neigo statystyki. Nie wiem dlaczego akurat wyplynal Sibeliuss, ale byc moze on sie zachowa wbrew regulom statystycznym. Wiesz, jest taka pyszna anegodtka u Lema. O facecie, ktory chcac sobie zapewnic bezpieczenstwo w samolocie usilowal wejsc do niego majac bombe w teczce. Zlapany argumentowal ze prawdopodobienstwo ze w samolcoie znajdzie sie jeden czlowiek z bomba jest jak 1:100 000. Z czego wyciagnal calkowicie poprawny wniosek ze prawdopodobienstwo ze bedzie dwoch niezaleznych bombowcow jest 1: 100 000 000. Z czego wyciagnal zupelnie niepoprawny wniosek ze jak wejdzie z bomba to bedzie 100 000 razy bezpieczeniejszy ) Innymi slowy, wg klasyfikacji s.p. x. Tischnera: -Ze cos jest statystycznie - to jest to swinto prawda -Ze jak cos jest statystycznie to i jest statystycznie inaczej - to jest tyz prawda -Ze jak cos jest statystycznie to kazde musi byc tak - to jest gowno prawda Odpowiedz Link
kate-1979 Re: No wlasnie. 17.12.07, 13:25 Hmm.. no, ale Orin tego nie podważył.. Statystyka jest dobra do cytowania w ramach rozpoczęcia dyskusji.. w samej dyskusji już średnio się sprawdza, bo często przeczy sama sobie Chyba lepiej bazowac na własnym doświadczeniu i obserwacjach, bo inaczej wracamy do.. "musi być szczęśliwy" Czyli kolejny paradoks statystyki użytkowej - zamiast opisywać rzeczywistość, zaczyna ją kreślić -- Pytasz, dlaczego sądzę, że zawsze mam rację. Nie mam. Ty masz.. tak sądzę. Odpowiedz Link
szwagier_z_niemodlina Re: No wlasnie. 17.12.07, 13:59 Nie, nie. Orin nie podwazyl. Wiesz dlaczego myslenie statystyczne sprawia nam takie problemy? Bo ono umozliwia pewne wnioski co do zjawisk masowych, naawet kompeltnie zawodzi przy jednostkowych, gdzie chcielibysmy widziec przyczyne jakiegos skutku. Np. statystyka pokazuje ze rosnie ilosc wypadkow drogowych i nie ma co dyskutowac, ale nikt go lezy w szpitalu z przetraconymi koscmi nie jest ofiara statystyki tylko konkretnego zderzenia czy czego tam. Z udzialem konkretnych ludzi, pojazdow etc. Innymi slowy, statystyka bardzo nie nadaje sie do odpowiedzi na pytanie "dlaczego akurat ja"? A ze jest przedmiotem kreowania rzeczywistosci, manipulowania etc. - to bez dwoch zdan. Zwlaszcza blednie stosowana Odpowiedz Link
kate-1979 Re: No wlasnie. 17.12.07, 14:03 > A ze jest przedmiotem kreowania rzeczywistosci, manipulowania etc. - to bez > dwoch zdan. Zwlaszcza blednie stosowana To mnie zastanawia właśnie.. już nawet nie tyle, czy błędnie czy nie, ile.. po co uciekać się do podpierania statystykami w dyskusji bazującej na wymianie WŁASNYCH zdań? To problem mieć swoje zdanie, czy może problem pojawia się, gdy Reszta go nie podziela? Tylko, ze wtedy to już nie jest wymiana zdań a bitwa "kto ma rację" - bez pamiętania o założeniu, ze racje bywają równoległe -- Pytasz, dlaczego sądzę, że zawsze mam rację. Nie mam. Ty masz.. tak sądzę. Odpowiedz Link
szwagier_z_niemodlina Re: No wlasnie. 17.12.07, 14:13 kate-1979 napisała: > To mnie zastanawia właśnie.. już nawet nie tyle, czy błędnie czy > nie, ile.. po co uciekać się do podpierania statystykami w dyskusji > bazującej na wymianie WŁASNYCH zdań? No, jest to nieodzowne kiedy wymieniamy np. WLASNE zdania nt. statystyki Ale generalnie przyzwczajono nas, nie wiedziec czemu ze jak podeprzemy wlasna opinie statystyka to nasza racja jest mocniejsza. I to tak zeby sie statystyka zgadzala z tym co mowimy. Co czasem ma sens a czasem nie. Bo jak np. ktos glosi teze ze papierosy szkodza to w oczywisty sposob statystyki medyczne przyznaja mu racje. Ale jezeli ktos glosi teze chodzenie po gorach jest rzecza fajna i przytacza statystyki jaki to procent ludnosci lubi chodzic po gorach, to im lepsze pokaze statystyki tym mniej ja mu wierze. Bo za cholere nie umiem sobie wyobrazic ze chodzenie po gorach moze byc przyjemnsocia w kraju gdzie np. 78% ludzi w wolnym czasie chodzi po gorach, nie lubie tloku!! To problem mieć swoje zdanie, > czy może problem pojawia się, gdy Reszta go nie podziela? Tylko, ze > wtedy to już nie jest wymiana zdań a bitwa "kto ma rację" - bez > pamiętania o założeniu, ze racje bywają równoległe A to jest jeszcze ina historia. Odpowiedz Link
orin Re: No wlasnie. 17.12.07, 13:48 > Np. jak czlowiek jest jeden to on nie bardzo nadaje sie do > stosowania do neigo statystyki. Prawdę mówiąc nie załapałem do końca o co Ci chodzi. Statystykę stosujemy nie do pojedyńczych przypadków tylko do otaczającego świata. Tym przydatniejsza im większa liczba elementarnych obiektów. > Nie wiem dlaczego akurat wyplynal Sibeliuss, ale > byc moze on sie zachowa wbrew regulom statystycznym. Bo to najprostszy przypadek pokazujący absurdalność wnioskowania "pod prąd". Jeśli niejasne to wytłumaczę jeszcze raz. Z mojej tezy: "żonaci są szczęśliwsi" wynika to, że jeśli ktoś nie ma lub nie widzi innych kryteriów za lub przeciw małżeństwu wynikających z jego indywidualnych, osobniczych właściwości bądź okoliczności to chcąc zwiększyć szanse na szczęście powinien się ożenić. Orientacja seksualna Sibeliussa jest jego indywidualnym, zdecydowanym atrybutem i argumentem przeciwko małżeństwu przy którym dane statystyczne mają znaczenie wielokrotnie mniejsze. Ale równie dobrze mógłby to być przykład choćby księdza katolickiego. W anegdocie Lema facet popełnił błąd w oszacowaniu bezpieczeństwa biorąc założenie (on ma bombę) jako niezależne zdarzenie. Rachunkiem prawdopodobieństwa można się bawić w ten sposób i dochodzić do absurdalnych wniosków podobnie jak Glinia i Sibeliuss w wątku o ŚJ zabawiali się katolicyzmem pisząc głupoty. Odpowiedz Link
kate-1979 Re: No wlasnie. 17.12.07, 13:58 No dobra. Orin, a jak się ma to: > (...) Statystykę stosujemy nie d > o > pojedyńczych przypadków tylko do otaczającego świata. Tym przydatniejsza im > większa liczba elementarnych obiektów. Do tego: > > Nie wiem dlaczego akurat wyplynal Sibeliuss, ale > > byc moze on sie zachowa wbrew regulom statystycznym. > > Bo to najprostszy przypadek pokazujący absurdalność wnioskowania "pod prąd". > Jeśli niejasne to wytłumaczę jeszcze raz. Z mojej tezy: "żonaci są szczęśliwsi" > wynika to, że jeśli ktoś nie ma lub nie widzi innych kryteriów za lub przeciw > małżeństwu wynikających z jego indywidualnych, osobniczych właściwości bądź > okoliczności to chcąc zwiększyć szanse na szczęście powinien się ożenić. > > Orientacja seksualna Sibeliussa jest jego indywidualnym, zdecydowanym atrybutem > i argumentem przeciwko małżeństwu przy którym dane statystyczne mają znaczenie > wielokrotnie mniejsze. > Ale równie dobrze mógłby to być przykład choćby księdza katolickiego. > Może coś mi ucieka, ale to nie jest własnie zastosowanie statystyki do pojedynczych przypadków?? -- Pytasz, dlaczego sądzę, że zawsze mam rację. Nie mam. Ty masz.. tak sądzę. Odpowiedz Link
szwagier_z_niemodlina Re: No wlasnie. 17.12.07, 14:14 Orin, musze to przetrawic. Pozniej ci odpowiem. PS. Zalozylem watrek o wynikach PISY. Widziales? Odpowiedz Link
orin Re: No wlasnie. 17.12.07, 14:30 Tak, czytałem Twój wpis. Bardzo dobry. Te wyniki testów to pole do popisu w interpretacji statystyki. Odpowiedz Link
szwagier_z_niemodlina Re: No wlasnie. 18.12.07, 10:04 orin napisał: > Bo to najprostszy przypadek pokazujący absurdalność wnioskowania "pod prąd". > Jeśli niejasne to wytłumaczę jeszcze raz. Z mojej tezy: "żonaci są szczęśliwsi" > wynika to, że jeśli ktoś nie ma lub nie widzi innych kryteriów za lub przeciw > małżeństwu wynikających z jego indywidualnych, osobniczych właściwości bądź > okoliczności to chcąc zwiększyć szanse na szczęście powinien się ożenić. Hmmm. Pozwolisz ze rozbije tu proces zenienia sie na dwie podgrupy 1. Zeni sie facet do tej pory singlowy, imprezowy, dbajacy o siebie o tyle o ile singlowy facet umie, no wiesz czysty schemat. I po slubie zostaje poddany procesowi edukacji, zaczyna sie regularnie odzywiac, chodzic do lekarza i jest molestowany jak przytyje (oby!). Aha i jeszcze zen spada napiecie i zyja dlugo i szczesliwie. Tu jestem w stanie uwierzyc ze fakt slubu bedzie mial swoje statystyczne konsekwencje dla szczesliwosci populacji. 2. Zyje sobie facet w szczesliwym zwiazku. Z kolacyjkami, wzajemnym rozladowywaniem stressow i calym anturazem szczesliwej pary, tyle ze bez slubu. Czy zmiana polegajaca na wpisie ich zwiazku na jakas liste administracji panstwowej zwiekszy szczescia faceta? Tylko w przypadku jakis bardzo panstwotworczych osobnikow, co ich dowod osobisty boli bo jeszcze nie jest biometryczny. I czuja wstyd jak placa mandat ) (Pomijam w tym zarcie powazny problem przekonan religijnych). Innymi slowy, nie slub, a uregulowane zycie osobiste, w mojej skromnej opinii wplywa statystycznie na poczucie szczescia. Co wiecej, jestem sobie w stanie wyobrazic ze jakbys porownal podobne efekty w populacji homoseksualnej, to te szczesliwe dlugotrwale pary tez pewnie w statystykach szczescia wypadalyby lepiej niz solistyczni swingersi. Przynajmniej z mojej obserwacji sasiadek i dowch kolegow wyglada Szwagier, adwokat diabla, szczesliwie od lat zonaty, aczkolwiek utrzymujacy ze malzenstow jest jak nauczanie. Rzadko kiedy ma sens z wyjatkiem tych nielicznych przypadkow gdy jest prawie zbedne. Odpowiedz Link
tjbazuka Re: Kto mnie wolal, czego chcial? 17.12.07, 12:06 Inna cecha to posiadanie dzieci, możliwość wychowywania ich w pełnej rodzinie, > też na plus. > > Obiektywnie i statystycznie więc żonaci szczęśliwsi. no niby tak..ale dziecku tez mozna wytlumaczyc dlaczego juz nie ma rodziny. Za duzo tez nie mozna powiedziec. Tylko tyle zeby "narazie" zrozumial dzieciak i czul sie jak najlepiej bez zadnych stresow. Zalezy to od Mamy i Taty jak sie dogadaja. Sam wychowuje chlopaka. Odpowiedz Link
orin Re: Kto mnie wolal, czego chcial? 17.12.07, 12:18 W pełni się z Tobą Tomek zgadzam. W niczym jednak nie zmienia to faktu, że lepiej dla dziecka i rodziców (statystycznie oczywiście) że wychowują się dzieci w pełnej i biologicznej rodzinie. Odpowiedz Link
szwagier_z_niemodlina Re: Kto mnie wolal, czego chcial? 17.12.07, 13:11 No wlasnie - statystycznie. A statystycznie co szosta rodzina w Polsce jest dotknieta choroba alkoholowa. Z tego chyba cos statystycznie wynika, ale mam statystyczne pojecie co Odpowiedz Link
orin Re: Kto mnie wolal, czego chcial? 17.12.07, 13:18 Ano wynika, że wziąłeś Szwagier do ręki młotek ale nie wiesz po co Odpowiedz Link
szwagier_z_niemodlina Re: Kto mnie wolal, czego chcial? 17.12.07, 13:23 Ano wlasnie. Bo by mozna wyciagnac wniosek ze poniewaz nie wiadomo ile nie-rodzin dotknietych jest alkoholizmem, to moze da sie wykazac ze przenoszenie dzieci z rodzin do nie-rodzin moze je uchronic statystycznie przed skutkami chowania sie w rodzinie alkoholika. Co jest akurat swieta prawda, tyle ze naraza je na skutki chowania sie w nie-rodzinach alkoholikow. Czyli innymi slowy nalezy sie zachowywac jak na grzybobraniu: wiedziec ze moze byc bardzo roznie i dokladnie sie przygladac temu co sie zrywa. Pomimo tego ze statystycznie to najwiecej sie je pieczarek a one maja blaszki a nie rurki Odpowiedz Link
agulaszek Cześć Szwagier :) 17.12.07, 13:03 fajnie, że wróciłeś. Dobra lecę dalej do roboty bo zasuwam dziś jak mała Oshin )) Odpowiedz Link
szwagier_z_niemodlina Re: Cześć Szwagier :) 17.12.07, 13:08 A wrocilem, wrocilem Czesc D Odpowiedz Link
agulaszek Re: Cześć Szwagier :) 17.12.07, 13:56 tera me sie drukuje to znowu lookłam na foruma DD Odpowiedz Link
szwagier_z_niemodlina Re: Cześć Szwagier :) 17.12.07, 14:00 O Jezu jak fajnie, ze jestes, bo mi sie juz mozg grzeje od dyskutowania o statystyce Nie bedziesz ze mna dyskutowac o statystyce, prawda? D Odpowiedz Link
kate-1979 Re: Cześć Szwagier :) 17.12.07, 14:04 Statystycznie rzecz ujmując raczej nie ;DDDD Spadam.. do miłego -- Pytasz, dlaczego sądzę, że zawsze mam rację. Nie mam. Ty masz.. tak sądzę. Odpowiedz Link
agulaszek Re: Cześć Szwagier :) 17.12.07, 19:27 Jeszcze czego ;P Ja i cyferki to tak jak salon i bunkier DD Tylko kurcze za szybko mi się wydrukowało i musiałam odejść od kompa DD Odpowiedz Link
asiouek Długość życia a stan małżeński::: 17.12.07, 22:57 W wieku 117 lat zmarł na Ukrainie najstarszy człowiek na Ziemi, Hryhorij Nestor. Do końca swych dni cieszył się doskonałym zdrowiem. Ukraiński senior nigdy nie był żonaty. Właśnie to, jak mawiał, pozwoliło mu "nie uszkodzić systemu nerwowego na rodzinnym froncie" i dożyć tak sędziwego wieku. deser.gazeta.pl/deser/1,83453,4769576.html Odpowiedz Link
inn-a-ja Re: Żonaci faceci są szczęśliwsi? 18.12.07, 07:54 Według opini moich kolegów są szcześliwsi .To zależy chyba od tego 'jak kto sobie posielisz tak sie wyśpisz' Odpowiedz Link