skiela1
12.01.08, 20:13
O czasach, w których głową rodziny był ojciec, bo tylko on jeden pracował i
przynosił do domu pieniądze, możemy zapomnieć. Nie wrócą one chyba nigdy. Dziś
rodzina jest utrzymywana przeważnie przez kobietę, niekoniecznie matkę. Często
w domu rządzi babcia, która ma emeryturę.
Mężczyźni, którzy przychodzili do domu po pracy 100 lat temu albo nawet nie
100, tylko 50, oczekiwali od domowników ciepłego powitania, obiadu na stole
przygotowanego przez żonę i błogich chwil spokoju nieprzerywanych jazgotem
dzieci ani ujadaniem niewyprowadzonego na spacer psa. Oczekiwali świeżej
gazety do przeczytania i bujanego fotela.
Mężczyzna, który dziś wraca z pracy, potrącany jest w drzwiach przez syna,
który właśnie wychodzi spotkać się z kolegami i rzuca ojcu drwiące spojrzenie
w przelocie. W domu żona gada przez telefon, o ile w ogóle jest obecna, a pies
skomli, bo nie miał go kto wyprowadzić. Młodsze dziecko wciska ojcu w rękę
smycz, do której przypięty jest wspomniany pies, i kwili coś cichutko o
kupieniu zabawki. Teściowa lub matka stoi nad całym tym bałaganem z miną Boga
Ojca zabierającego się do stwarzania świata i mówi drwiącym głosem: twój
ojciec był inny, on by na to nie pozwolił. Mężczyzna ma ochotę schować się w
najciemniejszy kąt pokoju i nie uczestniczyć w horrorze zwanym życiem
rodzinnym. Niestety nie jest to możliwe.
wiadomosci.o2.pl/?s=512&t=10315
No jak kto?
tesciowa