Z emigracji na kozetkę

22.02.08, 23:59
Nawet co piąty Polak wracający z emigracji może nie poradzić sobie
psychicznie z otaczającą go rzeczywistością. Stresują go niskie zarobki,
arogancja w pracy i urzędach, a nawet szarość za oknem.
www.emetro.pl/emetro/1,85648,4952338.html
    • mabiwy Re: Z emigracji na kozetkę 23.02.08, 00:14
      a jak radzi sobie Polak na emogracji, odcięty od korzeni, zatopiony
      w potencjalny Eden?
    • skiela1 Re: Z emigracji na kozetkę 23.02.08, 01:12
      Sa ludzie,ktorym nigdy nie dogodzisz.Tak zle i tak niedobrze.
      Po co wracaja?
      • mabiwy Re: Z emigracji na kozetkę 23.02.08, 02:30
        strata wieksz niż zysk?

        bilans ujemny
        • mi.ka.n Re: Z emigracji na kozetkę 23.02.08, 09:27
          A szarosc za oknem to maja i na emigracji.W Anglii chyba szczegolnie.
    • graf_von_teufel Po co wracają? 23.02.08, 12:37
      Jestem skłonny zrozumieć "starą" emigrację powracającą z Ameryki po
      30 latach, żeby złożyć kości w ojczystej ziemi, ale nie ludzi,
      którzy wyjechali stąd 2-3 lata temu. Przecież oni doskonale wiedzą,
      skąd wyjechali i że przez 2 lata władzy psycholi spod zanku PiS
      mogło się zrobić tylko gorzej.
      Zgadzam się, że życie w prowincjonalnym polskim miasteczku po
      pobycie w Londynie może być źródłem głębokiej depresji. Dla mnie
      każdy powrót do Polski, nawet po parotygodniowej nieobecności wiąże
      się z kilkoma nieprzyjemnymi stresami:
      Pierwszy - zaraz za granicą samochód zaczyna mieć jakby zepsute
      zawieszenie - trzęsie się na dziurach, źle wyprofilowane zakręty
      powodują, że chce się wywracać itd itp. Jeśli wracam samolotem i mam
      styczność z MDL Okęcie, to jest jeszcze gorzej...
      Drugi - Warszawa - wszechogarniające brud i smród, komunikacja,
      walące się rudery, żebracy, chamstwo współużytkowników dróg...
      Trzeci - sklepy. Dlaczego przy moich zarobkach stanowiących po
      opodatkowaniu 50% zarobków netto mojego odpowiednika w Niemczech mam
      niemal za wszystko płacić tyle samo, jeśli nie więcej? Zwłaszcza
      to "więcej" doprowadza mnie do szewskiej pasji!
Pełna wersja