skiela1
02.04.08, 23:57
Kiedyś psychologowie nie byli potrzebni, bo było oparcie w wielopokoleniowej
rodzinie. To była tkanka składająca się z wielu warstw, na które nakładały się
doświadczenia jak słoje w glebie, i w zależności od etapu w życiu można było
do nich sięgać coraz głębiej i głębiej.
Dlatego dzisiaj zwracamy się do psychologa, który też posługuje się
doświadczeniami, ale nie tylko swoimi, również cudzymi. Studiuje i gromadzi
wiedzę o życiu, żeby móc się potem nią dzielić.
Myślę, że z każdą sprawą jesteśmy w stanie sami sobie pomóc, pod warunkiem że
mamy kogoś bliskiego, mądrego. To może być ciocia z Włocławka, która jest
miła, dojrzała, ciepła, rozumna, ma ochotę słuchać i do której mamy zaufanie.
A krąg przyjaciół?
Tu jest ryzyko. Przyjaciele muszą spełniać dwa warunki. Po pierwsze,
obowiązuje zasada wzajemności, to znaczy, że jeżeli oni nas wysłuchają, to i
my kiedyś również będziemy dostępni dla kogoś w potrzebie.
Po drugie, może się zdarzyć, że w kręgu przyjaciół są akurat same głuptasy.
Przyjaciele mogą zaproponować następujące "rozwiązania" problemów: chodź się
napijemy, weź to olej, zapomnij i się dobrze zabawmy etc. Nawet najlepsza
przyjaciółka może być złym, szkodliwym doradcą.
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=11207&w=77792801