Żadna praca nie hańbi - czyżby?

01.10.03, 08:49
Myślę, że to przysłowie jest już dawno nieaktualne.
    • bbkk Re: Żadna praca nie hańbi - czyżby? 01.10.03, 09:41
      Według mnie wszystko zależy od okoliczności. Ale też definicji co dla kogo jest
      pracą. Bo dla niektórych prostytucja jest pracą a dla mnie nie.
      • very_famous Re: Żadna praca nie hańbi - czyżby? 01.10.03, 09:51
        Tak.Nawet pracę trzeba mieć odpowiednią.W sumie przykre.
    • bbkk Re: Żadna praca nie hańbi - czyżby? 01.10.03, 09:41
      Według mnie wszystko zależy od okoliczności. Ale też definicji co dla kogo jest
      pracą. Bo dla niektórych prostytucja jest pracą a dla mnie nie.
    • kreskator Re: Żadna praca nie hańbi - czyżby? 01.10.03, 09:55
      oczywiście pierwszym skojarzeniem z pracą hańbiąca jest zapewne dla wielu
      prostytucja. mi też ta kwestia mignęła . ale od razu przyswoiłem sobie przykład
      Soni ze Zbrodni....Dostojewskiego
      i tu należy się zgodzić ze wiele jest kwestią okoliczności
      ale warto sobie odpowiedzieć na pytanie które zadałem niedawno komuś:
      co wybrałbyś(ałabyś): prostytucję czy śmierć w następstwie nieprostytuowania sie
      ( można sobie dopisac na własną rękę związek przyczynowy).....
      • edzioszka Re: Żadna praca nie hańbi - czyżby? 01.10.03, 09:59
        a co ma zrobić ten, kto nie ma z czego żyć i innej pracy do wyboru - nie
        przyjemność, a konieczność nim powoduje, a co do wstydu - moze go sobie schować
        w kieszeń, nie wiem, w którym momencie następuje proces zezwierzęcania, z
        pewnosćią ten, kto zajmuje się tym co lubi, jest szcześciarzem i spełnionym na
        polu profesjonalnem...
        • kreskator Re: Żadna praca nie hańbi - czyżby? 01.10.03, 10:02
          wiesz Edi...to już nawet nie chodzi o zezwierzęcenie tylko reifikację......
          taka prostytucja doprowadza zazwyczxaj do tego że cżłek traktuje siebie i
          innych ludzi przedmiotowo, instrumentalnie
          no ale jeżeli taka wola?
          • edzioszka Re: Żadna praca nie hańbi - czyżby? 01.10.03, 10:05
            ale jesli np. jest to jedyna mozliwość zarobku, co wtedy? łatwo jest gdybać
            komus, kto ma co jesc i gdzie mieszkac...
            • kreskator Re: Żadna praca nie hańbi - czyżby? 01.10.03, 10:23
              ja moge mówić tylko za siebie
              cóż bywam kategoryczny....
              • edzioszka Re: Żadna praca nie hańbi - czyżby? 01.10.03, 10:29
                widziałam któregoś dnia w Parku Bemowskim taką scenkę - banda osiłków z
                dziewczetami, siedziała w jednej z wiat, popijali piwko, piekli kiełbaski, obok
                luksusowe samochody, muzyka z głośników, od kosza do kosza przemykał sie
                starszy pan <najprawdopodobniej emeryt> zbierając puszki, pod jego adresem
                poleciało w eter kilka obelg i drwiących słow, co jest bardziej opłacalne -
                uczciwosc i bieda, czy moze złodziejstwo <bardzo w naszem kraju popularne>, nie
                wiem, czy można dojsc do czegoś uczciwa drogą i bez znajomości...
              • dorota.28 Re: Żadna praca nie hańbi - czyżby? 01.10.03, 10:33
                mam większy szacunek dla prostytutki niż dla żebrzących o pieniądze
                one przynajmniej coś robią a nie stoją z wyciągnięta ręką
                przypomniał mi się kumpel, który był bez pracy, zaproponowałam mu robotę w KFC,
                a on na to: no wiesz! musiałbym zgolić baki!!!
                ja łapię każdą robotę jaka jest jeżeli mi kasy brakuje, wybieram to zamiast
                pożyczać, kraść ew. żebrać
                • edzioszka Re: Żadna praca nie hańbi - czyżby? 01.10.03, 10:35
                  fakt, zebractwo wydaje się mi jeszcze bardziej upokarzającym od
                  prostytuacji...choć i jedno i drugie to już bycie na marginesie...
                  • sharlotka Re: Z˙adna praca nie han´bi - czyz˙by? 01.10.03, 11:24
                    wydaje mi sie, ze jak ktos nie ma za co zyc, to wtedy chyba zadna praca nie hanbi...
                    znam osobe, ktora byla w fatalnej kondycji finansowej i oprocz jednej pracy, ktora wystaraczla tylko na oplaty, "dorabiala" sobie jako osoba do
                    towarzystwa jednego pana... i wcale nie trakowala tego jako hanby (starala sie o inne prace, ale nie uwierzycie, ze nie mogla dostac pracy na pol etatu,
                    na roznych stanowiskach) ani tez nie traktowala innych przedmiotowo. Jest bardzo wrazliwa osoba i w sumie troche ja to kosztowalo emocji. Wyszla
                    z dlugow i przestala sie spotykac z tym panem. Teraz pracuje juz "normalnie"

                    pozdrawiam
                    sharlotka
                    • gacus2 Re: Z˙adna praca nie han´bi - czyz˙by? 01.10.03, 11:41
                      Coż teraz hańbi praca mało płatna... niestety, nieraz tego doświadczyłem w
                      rozmowach z moimi pseudo znajomymi...
                      A rozmowa czasem wyglada tak:
                      - Pracujesz?
                      - Tak
                      - Gdzie?
                      - aaa jestem kolejarzem (tu z reguły uprzedzam kolejne pytanie i mówie, ze nie,
                      nei jeżdżę pociagami...cóż za kretynizm myśleć, ze na kolei nie ma biur...)
                      - dobrze zarabiasz?
                      - dobrze raczej nie, ale lubię te pracę...
                      (tu po wymienieniu kwoty przewidziane różne scenariusze: od: a nie chcesz
                      zmienic? po bardziej dosadne: beznadziejną masz prace...)
    • frunze Re: Żadna praca nie hańbi - czyżby? 01.10.03, 10:03
      Hańba to pojęcie względne. Dla jednych prostytucja jest hańbiąca, dla mnie
      nie, to po prostu jeszcze jeden sposób zarabiania na życie. Patrząc dookoła
      widzę, że ludzie aspirują by pracę mieć jak najlepszą, nawet nie świetnie
      płatną, ale taką, którą mogą się pochwalić. Bycie teraz sprzątaczką, czy nawet
      sekretarką nie jest zbyt dobrze widziane.
      • very_famous Re: Żadna praca nie hańbi - czyżby? 01.10.03, 10:04
        A - dzień dobry. Jak wrażenia po filmie?
        • frunze Re: Żadna praca nie hańbi - czyżby? 01.10.03, 10:06
          Dzień dobry smile Zasnęłam jak Chińczycy wkraczali do Tybetu smile Mniemam, że
          przyjaciel brata pita zginął? smile
          • very_famous Re: Żadna praca nie hańbi - czyżby? 01.10.03, 10:12
            Hi hi.To i kawa nie pomogłauncertain Ja wytrzymałam. Przyjaciel nie zginął ale został
            w Tybecie. B.P. wrócił do Austrii (lekko kopnął go w tyłek DalajLama) i zajął
            się wychowywaniem syna.
            • frunze Re: Żadna praca nie hańbi - czyżby? 01.10.03, 10:14
              O kurczę, a myślałam, że przyjaciel zginie, a on poślubi wesołą wdówkę sad
              Kiepska jestem, nie przewidziałam smile I syn go przyjął?? smile
              • very_famous Re: Żadna praca nie hańbi - czyżby? 01.10.03, 10:18
                Na początku posłał go na drzewo. Ale przewidujący B.P.zabrał ze sobą takie
                tybetańskie cacko, które zostawił u dzieciaka.Następna scena to góry, zima, a
                B.P uczy wspinaczki swojego potomka. Chcesz wiedzieć czemu? Oglądałaś jeszcze
                rozmowę BP z DL o wspinaczce?
                • frunze Re: Żadna praca nie hańbi - czyżby? 01.10.03, 10:20
                  Widziałam, ale pamiętam jak przez mgłę smile To jak DL przychodzi do niego w
                  nocy, a on mówi, że uśnie jak będzie opowiadał ? wink Najlepsze jest to, że BP
                  był w Tybecie 7 lat, dużo przeżył, a nic się nie postarzał...jak on to
                  robi?? wink))
                  • very_famous Re: Żadna praca nie hańbi - czyżby? 01.10.03, 10:31
                    To nie ta rozmowa. DL poprosił aby BP opowiedział mu o wspinaczce.Dlaczego się
                    wspina itd. BP stwierdził że czuje się podczas wspinaczki oczyszczony, tak jak
                    podczas rozmowy z DL.Dlatego moim skromnym zdaniem BP uczył wspinania się po
                    górach swego syna - bo brakowało mu tego oczyszczenia.Obecności DL.BP pokochał
                    DL a DL jak chińczycy weszli do Tybetu kazał BP zjeżdżać do Austrii. BP się
                    opierał ale DL znalazł i na to sposób: powiedział że nie jest jego synem i
                    nigdy nie traktował go jak ojca.Uświadomił BP jego problem i postawił sprawę
                    dość jasno. Jak to się pięknie mówi:zostali przyjaciółmi.

                    A poza tym widziałaś kiedyś film z BP w którym by się on postarzał???
                    Zwróciłaś uwagę może na ubrania w których oni wchodzili na Nanga Parbat?
                    Niesamowite, w takich cieniznach, bez butli tlenowych itp wynalazków.
                    • frunze Re: Żadna praca nie hańbi - czyżby? 01.10.03, 10:40
                      A jeszcze oprócz braku starzenia to zwróciłam uwagę na wściekle białe zęby obu
                      bohaterów wink Film był niezły, ale podobałby mi bardziej, gdybym zobaczyła go w
                      kinie.
                      • very_famous Re: Żadna praca nie hańbi - czyżby? 01.10.03, 10:44
                        Każdy film na dużym ekranie robi większe wrażenie.

                        Rety-jadę dziś do koleżanki która ma 2 chłopców. Wyjdę jak zwyklę padnięta, bo
                        dzieci bardzo żwawe można by rzec.
    • geograf Re: Żadna praca nie hańbi - czyżby? 01.10.03, 19:26
      żadna praca nie hańbi. nie warto uogólniać.
      niby czemu?bo ogólnie utarte jest, ze tym trudnią się ludzie o ciemnych
      interesach?może i większości-ale cóż poradzić gdy pracowac trzeba, albo gdy lubi
      się taką pracę?
      to wszystko zależy od jednostki...

      Sloggi-czemu miałaby hańbić?
      • habitus Re: Żadna praca nie hańbi - czyżby? 01.10.03, 20:58
        A praca sutenera? Dlaczego haniebne wydaje się uprawianie prostytucji?
        Zmuszanie do nierządu i życie z tego procederu to jest dopiero megahańba...
        • martuha Re: Żadna praca nie hańbi - czyżby? 01.10.03, 21:30
          powiedzmy tak, zadna praca uczciwa i legalna nie hanbi. trudno sie nie zgodzic,
          ze praca zlodzieja polega na okradaniu innych, handlarza narkotykow na
          sprzedawaniu prochow. to przyklady ekstremalne. jednak w naszym spoleczenstwie
          nie wszystkich sie powaza, mamy awersje do sprzataczek, tzw babc klozetowych,
          woznych itp. a szkoda, bo jak wygladalibysmy gdyby nie smieciarz, ktory wywozi
          to, co my wyrzucimy do kosza.
          wiele razy spotkalam sie z pytaniem o moj zawod, i kolejne brzmialo czy nie
          chcialbym go zmienic, przeciez tutaj (w mojej pracy) nie mozna sie dorobic. moze
          i nie, ale czasem nie pieniadze sa najwazniejsze. dopoki stac mnie na to zeby
          wykonywac swoj zawod, bede to robic, bo sprawia mi przyjemnosc i daje satysfakcje.
          • gacus2 Re: Żadna praca nie hańbi - czyżby? 02.10.03, 10:01
            Miód na moje serce MArtuho...
            Czyli są jeszcze ludzie, którzy lubią swoja prace...
Inne wątki na temat:
Pełna wersja