Ministerstwo głupich punktów - o sporcie...

28.08.08, 08:34
Czołemsmile

Nasz rodzimy minister sportu, Pan Mirosław Drzewiecki, zapowiada
wielką rewolucje w polskim sporcie. Tymczasem na pekińską olimpiade
wysłał swojego wysokiego rangą dygnitarza. Zadaniem owego dygnitarza
było..... No właśnie.. Co było?

Dygnitarz na temat swojej misji został dogłębnie wypytany przez
dwóch dziennikarzy Gazety, Panów Rafała Steca i Radosława
Leniarskiego. Poniżej macie, nieco humorystyczny, wywiad:

www.sport.pl/sport/1,65026,5627212,Ministerstwo_dziwnych_punktow__czyli_latajacy_cyrk.html


Pozdro
Krzysztof
    • azmb Re: Ministerstwo głupich punktów - o sporcie... 28.08.08, 12:15
      Działacze sportowi- enklawa osobników o niskim IQ, o manierach
      (hehe), poglądach, celach działania przerastających
      bohaterów "Misia". ...
      • kriss67 Re: Ministerstwo głupich punktów - o sporcie... 28.08.08, 13:12
        Czołem Azmbsmile

        No tak - Rysio Ochódzki to prawdziwy wzór dla obecnych działaczysmile
    • tomek854 Re: Ministerstwo głupich punktów - o sporcie... 28.08.08, 15:16
      Przeczytałem to w sumie półtora raza i dalej nie wiem, na czym polegała praca
      tego pana smile
      • azmb Re: Ministerstwo głupich punktów - o sporcie... 28.08.08, 15:20
        witaj Krisssmile
        Tomku, nie mogłeś zrozumieć, na czym polega praca tego pana, bo on
        nie pracuje, on wyłudza pieniądze...
      • kriss67 Re: Ministerstwo głupich punktów - o sporcie... 28.08.08, 15:51
        Czółem Tomaszsmile

        A tu jeszcze komentarz autora wywiadu, Pana Rafała Steca:

        "Intelektualne moce polskiego sportu

        Zgodnie z obietnicą daję tutaj link do naszego - mojego i Radka
        Leniarskiego - wywiadu z dyrektorem departamentu sportu
        kwalifikowanego i młodzieżowego Ministerstwa Sportu Tomaszem
        Marcinkowskim. Pochwalę się, że jego przeprowadzanie było wyzwaniem
        potwornie wymagającym, godnym igrzysk olimpijskich. Jak wytrzymać i
        nie zarechotać? Jak utrzymać minę sugerującą głębokie skupienie i
        namysł nad słowami dyrektora, by dyrektor się nie zniechęcił i
        cierpliwie wyłuszczał, jakie pułapki czyhają na człowieka
        odpowiedzialnego za spisywanie miejsc zajmowanych przez sportowców
        na igrzyskach?

        Taktyka Radka polegała na niepatrzeniu w moim kierunku. Trzymał się
        długo, parsknął nie wcześniej niż po kwadransie rozmowy. Ja,
        niestety, chichotałem trochę nazbyt często, w pewnym momencie
        dyrektor nawet się zaniepokoił i wyraził przypuszczenie, że chyba
        trochę złośliwy jestem. Pospiesznie zapewniłem dyrektora o swojej
        życzliwości.

        Życzliwy mu jestem do teraz, wcale nie mam zamiaru pomstować na jego
        bezsensowne pozorowanie bycia cholernie zarobionym w Pekinie, w
        którym zabiera miejsce w ekipie komuś innemu, rzeczywiście
        niezbędnemu sportowcom. Poruszające jest co innego - Marcinkowski to
        bardzo ważna postać w polskim sporcie, w samym jego czubie, bliski
        współpracownik ministra. Człowiek o rozległych kompetencjach i
        zadaniach, o czym możecie przeczytać tutaj. Właściwie trudno byłoby
        wymyślić coś, za co nie odpowiada bądź na co nie ma wpływu. Jego
        misja sięga spraw najdonioślejszych, jak np. - cytuję -
        monitorowanie procesu wdrażania dokumentu Strategia Rozwoju Sportu w
        Polsce do roku 2015.

        Kiedy już przeczytacie, to wróćcie do wywiadu. Wgryźcie się w
        Marcinkowskiego obserwacje, analizy, refleksje. I pomyślcie jeszcze
        raz, że dyrektor cały swój intrygujący intelekt wkłada w uporczywą
        pracę - medialnie nieefektowną, wykonywaną w cieniu - dla lepszego
        jutra naszego sportu. "
Pełna wersja