Czy Kosowo się udało?

17.02.09, 14:49
Rok temu była wielka radość i olbrzymie oczekiwania - magiczne słowo
„niepodległość” miało rozwiać wszelkie problemy kosowskich Albańczyków.
Tymczasem 365 dni po deklaracji suwerenności Kosowo boryka się z problemami, z
których samodzielnie wyjść nie sposób.
17 lutego 2008 r. w byłej serbskiej prowincji - przynajmniej w tej części,
gdzie mieszka 90 proc. albańska większość – rozpoczął się kilkutygodniowy
karnawał radości. Gdy jednak emocje opadły, rząd w Prisztinie musiał zacząć
się mocno starać, by życie w najmłodszym państwie Europy chociaż trochę
spełniało europejskie standardy.

Mimo że minął już rok, sytuacja Kosowa daleka jest od idealnej.

www.tvn24.pl/-1,1586691,0,1,czy-kosowo-sie-udalo,wiadomosc.html
Kosowo i Bośnia wciąż zagrożeniem dla bezpieczeństwa Europy
www.psz.pl/tekst-17382/Kosowo-i-Bosnia-wciaz-zagrozeniem-dla-bezpieczenstwa-Europy
    • sibeliuss Re: Czy Kosowo się udało? 17.02.09, 15:04
      Poczytajcie o Kosowie i Kosowarach, kraj bez przemysłu, ludzie,
      którzy do pracowitych nie należą...poczytajcie sami.
      • parachute Re: Czy Kosowo się udało? 17.02.09, 15:08
        ? Po to zamieściłem linki...
        A wspólnie poczytać nie można?
        • sibeliuss Re: Czy Kosowo się udało? 17.02.09, 15:27
          Ależ można, ja poleciłem też poszukiwania w papierze.
      • onlodz42 Re: Czy Kosowo się udało? 17.02.09, 22:23
        sibeliuss napisał:

        > Poczytajcie o Kosowie i Kosowarach, kraj bez przemysłu, ludzie,
        > którzy do pracowitych nie należą...poczytajcie sami.

        Poczytałem.
        Dowiedziałem się, że Kosovo (2 mln mieszkańców) to najbiedniejsze
        państwo w Europie (ok. 900 mln Euro dochodu rocznie, w tym połowa od
        Kosovarów pracujących poza granicami Kosova), obecnie pod
        protektoratem firmy pt. EULEX, o najwyższym przyroście
        demograficznym (1/3 ludności w wieku poniżej 14 lat), najniższym PKB
        (1100 USD na mieszkańca), bogatych złożach/rezerw węgla brunatnego
        (15 miliardów ton - co daje im 5 miejsce na świecie), cynku i ołowiu
        (20 miliardów ton).

        Przemysł federacji kosovskiej (Kosova i Metohiji) "schładzano"
        politycznie w miarę wzrostu liczby ludności albańskiej (w pierwszych
        latach po II wojnie światowej Albańczyków było ponad 50%, w ubiegłym
        roku już 88% ) doprowadzając do krwawych czystek etnicznych po obu
        stronach konfliktu. To, co ledwo dyszało (filia ZASTAVY/YUGO,
        GORENJE, fabryka farmaceutyków, 2 centra sportów zimowych, sportu i
        rekreacji górskiej, fabryka obuwia, przemysł energetyczny) uległo
        albo zniszczeniu na skutek bombardowań NATO, albo stłamszenia
        ekonomiczno-politycznego o podłożu etnicznym. Przemysł rolniczy
        przestał istnieć na skutek zalewu pomocy światowej, gasnącego
        eksportu (w roku 2007 na poziomie 150 mln Euro ) i marnej jakości
        gleb. Do degradacji środowiska naturalnego przyczyniły się także
        bombardowania celów strategicznych rakietami z izotopem uranu -238
        lecz przede wszystkim niska kultura upraw przy niesprzyjającym
        położeniu geograficznym (teren górzysty).

        Federacja Kosovska dla zacofanej ludności Albanii była tym, czym
        Ameryka dla emigrantów z całego świata. Tito dotował, dał dostęp do
        szkół, parlamentu i władz lokalnych. Dopóki żył - była praca, a
        kiedy dochody były stałe to kwitł rodzinny dobrobyt. Przy czym
        dobrobyt objawiał się tam przede wszystkim w powiększaniu członków
        rodzin. Jako nieliczni z krajów demoludu podróżowali po całej
        Europie. Nikt nie narzekał. Zwłaszcza, że wyjeżdżali do pracy np. w
        Niemczech, gdzie część z nich na stałe zapuściła swoje korzenie.
        Kiedy zakręcono "kurki" (po śmierci Tito), słabe gospodarczo i
        politycznie Kosovo stało się miejscem walki o przetrwanie. Przy czym
        serce konfliktu na Bałkanach znalazło się w Bośni, a Kosovo, z
        przeważającą ludnością albańską, zostało podporządkowane
        wyniszczającej polityce Milosevica, aż do jego przebudzenia w 1998 r.

        Obecnie Kosovo to ważny punkt na szlakach przerzutu narkotyków,
        broni, aut, papierosów i handlu ludźmi (human traffic). Czyli obrót
        niewyobrażalnymi dla nas środkami płatniczymi. Skorumpowany rząd pod
        presją swoich "sojuszników" miota się pomiędzy międzynarodowymi
        kleszczami, a siecią powiązań mafijno-nacjonalistycznych. Do takiej
        roli doprowadziła systematyczna alienacja tej części federacji
        najpierw z życia politycznego potem społecznego. Również podczas
        protektoratu ONZ.

        Jakoś nie doczytałem o tym, że lenistwo jest cechą narodową
        Kosovarów. Choć demonami pracy z pewnością nie są, ale znam
        większych śmierdzących leni. Niekoniecznie rodem z Kosova.
    • onlodz42 Re: Czy Kosowo się udało? 17.02.09, 22:40
      parachute napisał:

      "Rok temu była wielka radość i olbrzymie oczekiwania - magiczne
      słowo „niepodległość” miało rozwiać wszelkie problemy kosowskich
      Albańczyków. Tymczasem 365 dni po deklaracji suwerenności Kosowo
      boryka się z problemami, z których samodzielnie wyjść nie sposób.
      17 lutego 2008 r. w byłej serbskiej prowincji - przynajmniej w tej
      części, gdzie mieszka 90 proc. albańska większość – rozpoczął się
      kilkutygodniowy karnawał radości. Gdy jednak emocje opadły, rząd w
      Prisztinie musiał zacząć się mocno starać, by życie w najmłodszym
      państwie Europy chociaż trochę spełniało europejskie standardy..."

      Cóż, rok to dużo i mało.

      Za dużo na dalszą międzynarodową okupację, która obiecywała
      normalizację sytuacji, powrót do stabilizacji i godne życie.

      Za mało na zbudowanie solidnych podstaw państwa, narzędzi
      ekonomicznyno-społecznych służących poprawie buty jego obywateli.
      Zwłaszcza, że państwo było systematycznie alienowane
      przez "Wielkiego Brata" Milosevica, a później nieudolnie zarządzane
      przez międzynarodowy protektorat. Za mało by stworzyć rynek pracy,
      podnieść poziom edukacji i świadomości społecznej. Za mało by dać
      poczucie bezpieczeństwa. Zwłaszcza, że sojusznik Serbii grozi
      palcem, sąsiedzi ci bliscy i dalecy nie uznają kosovskiej
      niepodległości, bezrobocie sięga 60%, a szans na skuteczną walkę z
      mafią brak.

      Ciekawe jak bliski nam się wydaje problem kosovski, a jak odległy w
      Strefie Gazy, na Cyprze, czy gdziekolwiek w Afryce.

Pełna wersja