Erotyzm emigracyjny

03.03.09, 08:38
Można poznać się w Internecie i stworzyć udany związek. Można poznać
mężczyznę z innego miasta i przez pierwszy rok żyć od spotkania do
spotkania. Ale jak utrzymać małżeństwo, gdy on od trzech lat pracuje
i mieszka w Irlandii, a ona została w Polsce? Albo na odwrót: ona
wyjeżdża na dwuletni kontrakt do Norwegii? To niełatwe. Także
dlatego, że realizacja potrzeb seksualnych staje w takim związku pod
znakiem zapytania.
partnerstwo.onet.pl/1527875,4704,,erotyzm_emigracyjny,artykul.html
    • onlodz42 Re: Erotyzm emigracyjny 03.03.09, 09:07
      Znam przypadki, w których związki nie wytrzymały takiej próby na
      przestrzeni 2 lat. Znam jeden, w którym facet się "otrząsnął" i nie
      doszło do rozwodu, ale to chyba dlatego, że jego rozłąka z małżonką
      i dziećmi trwała tylko rok.
      Wiem tylko, że im dłuższe rozłąki tym trwalszy rozpad związku.
      • sibeliuss Re: Erotyzm emigracyjny 03.03.09, 09:21
        Życie dwojga ludzi tworzy codzienność, małe radości i smutki,
        wspólne przeżycia. Seksualność zdrowego człowieka w wieku
        produkcyjnym nie znosi pustki, a rozłąka daje pokusie kopyta. Jeśli
        para naprawdę się kocha to albo emigruje razem, albo żyją skromniej
        w ojczyźnie.
        • durneip Re: Erotyzm emigracyjny 03.03.09, 09:31
          Trafiłeś w sedno. Miałam okazję oglądać z bliska wiele przypadków "pojedynczej"
          emigracji i nazwijcie mnie cynikiem - ale trzeba albo mieć niewyobrażalne dla
          mnie pokłady wiary i nadziei albo być idiotą, żeby tak narażać związek na szwank.

          Mam na myśli głównie młodych ludzi bez specjalnych zobowiązań, bo zdaję sobie
          sprawę, że sprawy mogą się skomplikować, kiedy w grę wchodzą dzieci w wieku
          szkolnym albo choroba.

          Zaufanie ważna rzecz, ale po cóż je wystawiać na taką ciężką próbę?
          • sibeliuss Re: Erotyzm emigracyjny 12.03.09, 14:06
            durneip napisała:

            > Zaufanie ważna rzecz, ale po cóż je wystawiać na taką ciężką próbę?
            --
            A czego ludzie nie robią dla kasy?
        • onlodz42 Re: Erotyzm emigracyjny 03.03.09, 09:44
          sibeliuss napisał:

          "...Jeśli para naprawdę się kocha to albo emigruje razem, albo żyją
          skromniej w ojczyźnie."

          Zgoda. Ale nie wiesz, jak to jest ? Polak mądrzejszy po szkodzie.
          Tyle, że 10-20 lat temu trudniej było "emigrować" razem na "różne"
          kontrakty, o ile nie były organizowane przez placówki MSZ. Niektóre,
          np. wyjazdy misyjne, wykluczały możliwość uczestnictwa
          partnera/partnerki w jakiejkolwiek formie.
    • skiela1 Re: Erotyzm emigracyjny 13.03.09, 01:30
      "Za granicą puszczają hamulce społeczne, które powstrzymywały nas od wielu
      działań w kraju. Nie trzeba się przejmować tym, co ludzie powiedzą: co to kogo
      obchodzi, skoro i tak nikogo tam nie znasz."

      to juz dawno temu zauwazyl s.p ks.Tischner stwierdzajac,ze 'nawet'gorali w
      CHicago nie ominal ten problem.
      Wystarczy chlopa spuscic ze smyczy....
      a tacy pobozni tongue_out
      • onlodz42 Re: Erotyzm emigracyjny 13.03.09, 10:13
        > "Za granicą puszczają hamulce społeczne, które powstrzymywały nas
        od wielu
        > działań w kraju. Nie trzeba się przejmować tym, co ludzie
        powiedzą: co to kogo
        > obchodzi, skoro i tak nikogo tam nie znasz."

        Jednym puszczają. Innym nie. Ja wytrzymałem 37 miesięcy. Nie miałem
        z tym żadnych problemów, bo raz na 3 miechy przyjeżdżałem na krótki
        urlop do Polski. Mimo tego w 29-tym miesiącu pobytu zagranicą
        rozpadł się mój prawie 8-letni związek tu w Polsce. I jeżeli komuś
        puściły hamulce to nie tam, zagranicą, ale tu w Polsce. To
        oczywiście żadne pocieszenie, ale wina leżała po obu stronach.

        • sibeliuss Re: Erotyzm emigracyjny 17.03.09, 17:29
          No tak, "złe" czai się po obu stronach smile
Pełna wersja