kriss67
18.03.09, 08:30
Czołem
Ciekawy tekst z dziennika "Rzeczpospolita":
"Nazwisko jest ważnym elementem tożsamości – tak twierdzą
socjologowie. Jeśli tak, to większość polskich żon nie ma własnej.
Decyduje za nie siła tradycji.
Ten nowy człon twojego nazwiska to po mężu? – zapytał znajomy, który
jeszcze niedawno znał mnie jako Redlińską. – Nie, to nasz wspólny
człon. Biorąc ślub, oboje z mężem dodaliśmy go do swoich nazwisk –
wyjaśniłam. Znajomy, podobnie jak i inni, zareagował zdziwieniem.
Gdybym umiała czytać w ich myślach, pewnie okazałoby się, że tkwi w
nich głębokie przeświadczenie o tym, że kobieta w momencie zmiany
stanu cywilnego powinna zmienić nazwisko. Oczywiście na nazwisko
męża. Dlaczego? Ponieważ taka jest siła tradycji – słyszałam.
Rezygnacja ze swojego nazwiska byłaby dla mnie równoznaczna z
wyrzeczeniem się ważnego kawałka mnie samej (nie dlatego, że tym
samym przestałabym być kojarzona ze swoim słynnym stryjem Edwardem,
autorem „Konopielki”

. Przez prawie 30 lat bardzo się ze swoim
nazwiskiem zżyłam. Zdecydowaliśmy się z narzeczonym na rozwiązanie
kompromisowe. Kiedy zaczęłam bliżej interesować się tematem, okazało
się, że jesteśmy w tym „dziwni”.
I całośc:
www.rp.pl/artykul/82677,277986_Malzenstwo__z_meska_metka.html
Pozdro
Krzysztof