Śmierć na ekranie

26.05.09, 23:32

"Tak bardzo chciałabym zachować szczegóły dotyczące mojej choroby tylko dla
siebie. Z drugiej strony czuję się odpowiedzialna za innych. Wiem, że jeśli
będę o tym mówić, mogę pomóc ludziom w tej trudnej walce – powiedziała w
jednym z wywiadów Farrah Fawcett.

Czy rzeczywiście gwiazdy decydują się umierać na oczach milionów po to, żeby
ratować innych?"

zyciegwiazd.onet.pl/1558647,1,smierc_na_ekranie,artykul.html
    • dede43 Re: Śmierć na ekranie 27.05.09, 18:18
      Mnie sie takie show nie podoba i już.
      • fedorczyk4 Re: Śmierć na ekranie 27.05.09, 18:31
        Mam opory przed nazwaniem tego tak jak Ty. Wydaj mi się że
        niezależnie od tego jak nazwą to tabloidy, śmieci nie da się nazwać
        showem.
        Mając możliwośc oglądania takiego dokumentu, prawdopodobnie
        odmowiłabym. Niemniej wydaje mi się że zdejmowanie tabu z chorób, ze
        śmierci, z umierania, jest niezbędne. Nie mamy wypracowanych
        schematów kulturowych. Wsztydzimy sie chorób, nie umiemy o nich
        mówić,zajmowć sie umierającymi, wolimy udawać że problem nie
        istnieje. Po prostu ignorujemy temat.
        Nie wiem jakie motywy kieruja Farrah Fawcett, ale szanuję jej
        decyzję.
        • dede43 Re: Śmierć na ekranie- fedorczyk 27.05.09, 18:51
          Pewnie masz rację, bo show to nie jest dobre określenie jednak nie przychodzi ma
          myśl aktualnie żadne inne słowo. Moim zdaniem umieranie na ekranie rodzine
          pozbawia ostatniego pożegnania w intymności dyktowanej ważnościa chwili, a nawet
          odziera człowieka w jakims sensie z godności.
          • fedorczyk4 Re: Śmierć na ekranie- fedorczyk 27.05.09, 19:03
            Może tak, może nie. Wydaje mi się że tylko chory, umierający i jego
            rodzina mają prawo do ostatecznego zdania. My możemy oglądać, albo
            nie i tyle. Przeciż nie wiemy nić na prawdę. mamy tylko podły
            artykuilik w tablodzie. To nawet nie jest wystarczająca podstawa do
            uczciwej dyskusji. Nie znam, nie znasz, zdania jej rodziny, nawet
            jej zdania nie znamy. Wiemy tyle ile nam powiedziało.
            W kinematografii jest kilka filmów dokumentalnych i fabularnych
            poświęconych dokładnie tej samej tematyce. Nie wywołały larum, ani
            protestów. Wydaje mi się że problem głównie polega na tym że pojawił
            sie w tabloidach.
            Jak już napisałm nie jestem targetem ani na poważnie potraktowany
            dokument, ani na "podglądactwo". Problem mam już niestety obcykany.
            Tylko myślę że niesłusznie unikamy tematów choroby i śmierci.
            -
            Bal!!! - przeraźliwie wrzasnął kot.
      • loczek62 Re: Śmierć na ekranie 27.05.09, 18:53
        A medialne show z umierania JPII podobało Ci się?
        • dede43 Re: Śmierć na ekranie 27.05.09, 18:56
          Mnie nie.
        • skiela1 Re: Śmierć na ekranie 28.05.09, 00:13
          loczek62 napisał:

          > A medialne show z umierania JPII podobało Ci się?

          Mnie pytasz?

          Nie podobalo mi sie.
    • zwierze_futerkowe Re: Śmierć na ekranie 27.05.09, 21:02
      "Tak bardzo chciałabym zachować szczegóły dotyczące mojej choroby tylko dla
      siebie - powiedziała Farrah Fawcett." Jaaasne. Bardzo by chciała, ale niedobrzy
      filmowcy siłą jej się do domu wepchnęli. Tak? Oj, chyba jednak nie! Z dwojga
      złego wolałam już tę Brytyjkę, która nie ukrywała, że daje się filmować dla kasy.

      Mnie też nie podoba się tabu, jakim w naszej kulturze otacza się cierpienie i
      śmierć (trup ścielący się gęsto w filmach i grach komputerowych nie ma tutaj
      absolutnie nic do rzeczy). Ale czym innym jest przełamywanie tabu, a czym innym
      - robienie z tego show. Tak, to jest show, nic innego! Bo właściwie kto miałby
      to oglądać? Ludzie, których problem dotyczy, bo sami mają raka albo ma go ktoś z
      rodziny, nie muszą oglądać pani Fawcett, żeby wiedzieć, jak ta choroba wygląda,
      bo oni to wiedzą aż za dobrze. Będą to oglądać, niestety, przede wszystkim
      ludzie żądni sensacji. Z gatunku tych, którzy widząc tragiczny wypadek drogowy,
      zatrzymują się nie po to, żeby pomóc, ale żeby sfilmować ofiary i wrzucić to na
      YouTube.

      A poza tym, nie oszukujmy się: pomijając aspekt czysto fizyczny (bo ciała mamy
      wszyscy takie same i wszyscy podlegamy prawom biologii), to umieranie
      hollywoodzkiej gwiazdy ma tyle wspólnego z umieraniem "zwykłego Kowalskiego", co
      szpital z "Na dobre i na złe" z prawdziwym szpitalem na polskiej prowincji.
Pełna wersja