Zdarzyło sie dzis - 23.06.1916. Ernest Wilimowski

23.06.09, 08:37
Czołemsmile

23 czerwca 1916 roku w Katowicach przyszedł na świat jeden z
najwybitniejszych futbolistów w historii polskiej piłki. Ernest
Wilimowski....

Tu macie nieco długaśny tekat autorstwa Pana Jana Grzegorczyka, i
fragmenty wywiadu z Panem Kazimierzem Górskim:

"Czytając przed spotkaniem z panem Kazimierzem jego biografię,
natknąłem się na fragment dotyczący Ernesta Wilimowskiego, o którym
po raz pierwszy dowiedziałem się od „nieznającego się na piłce”
ojca. Okazało się, że nie przesadzał. Górski pisze, że był
Wilimowskim zafascynowany. W latach, kiedy pochłaniała mnie piłka
nożna, niewiele mogłem się o nim dowiedzieć, bo na jego nazwisko w
latach PRL–u był zapis cenzury. Dopiero ostatnio ukazały się teksty,
które obiektywnie przypominają jego osiągnięcia. Przed wojną był
królem strzelców polskiej ligi, najskuteczniejszym strzelcem w
drużynie narodowej. Na mistrzostwach świata w 1938 roku Polska po
dramatycznym meczu przegrała z Brazylią 5:6. Wilimowski strzelił dla
Polski cztery bramki, a piąta padła z rzutu karnego, który został
podyktowany za faul na nim. Był pierwszym zawodnikiem w historii,
który w jednym meczu na mistrzostwach strzelił cztery bramki. Potem
jego rekord wyrównano. Do dziś jest jedynym zawodnikiem na świecie,
który podczas turnieju o Puchar Świata strzelił tyle bramek dla
przegranej drużyny. Bardzo to symboliczne. Henryk Martyna,
przedwojenny reprezentant kraju, powiedział o nim: „Wilimowski umiał
wszystko i miał to, czego nie miał nikt z nas: posiadał
nieprawdopodobnie bogaty arsenał wrodzonych — bo tylko Bozia może
takie skarby rozdawać — umiejętności. Nikt nie może się tego
nauczyć, choćby ćwiczył całą dobę”. Mimo tych skarbów od Boga jego
nazwisko zostało wymazane. Powód? Wilimowski w czasie wojny
występował w barwach Niemiec. Podobno miał do wyboru służbę w
wermachcie albo grę w piłkę. Wybrał piłkę. Kochał ją.
Kiedy Kazimierz Górski przebywał w RFN–ie na mistrzostwach świata,
pewnego dnia przyszedł do niego do hotelu starszy mężczyzna.
„Nie poznałem go w pierwszej chwili, dopiero kiedy się przedstawił,
nie miałem wątpliwości.
— Wilimowski jestem, nie wiem tylko, czy pan ze mną pomówi, nie
odpędzi — wyrażanie myśli nie szło mu najlepiej (…wink.
— Ja nie mam zwyczaju nikogo odpędzać, czym mogę panu służyć?
— Wie pan, kim jestem?
— Tak, widywałem pana przed wojną na meczach — zastanawiałem się,
czy mu nie powiedzieć, jak wysoko ceniłem sobie jego grę (…wink.
— Bo tak źle o mnie mówili i pisali u was, to nie tak było, ja nic
złego nie zrobiłem.
— Dlaczego mnie pan to mówi? Niech się pan zwróci do naszych
dziennikarzy akredytowanych w RFN–ie, jest też konsulat, jeśli uważa
pan, że u nas nie znają całej prawdy.
— Nie uwierzą mi, a pan były piłkarz oraz wielki trener… Zrozumie
mnie.
— Ja się zajmuję sportem, mam przed sobą ważne zadanie, udział w
mistrzostwach świata drużyny, którą kieruję. Nie potrafię panu pomóc.
— Rozumiem, życzę panu powodzenia.
— Panie Wilimowski, jeśli pan nic złego nie zrobił, jak pan mówi,
dlaczego pan nie wrócił do kraju, może nie od razu, na fali emocji,
ale potem, i nie spróbował się wytłumaczyć, oczyścić z zarzutów?
— Bałem się…
W tym momencie zjawił się recepcjonista, prosząc mnie do telefonu”.
Kiedy Kazimierz Górski skończył rozmowę, Wilimowskiego już nie było.
Recepcjonista wręczył trenerowi złożoną na czworo kartkę papieru, na
której skreślono kilka słów po niemiecku: „Chciałem pana poznać, o
panu teraz głośno, niech się powiedzie polskiej drużynie, proszę
mnie źle nie wspominać. EW”.
* * *
— Proszę pana — pytam Kazimierza Górskiego — czy Wilimowski
rzeczywiście był takim czarodziejem?
— Tak, ja nieraz nocy nie przespałem, bo jechałem nawet do Krakowa
czy innego miasta, żeby go zobaczyć. Wszystkich wykiwał, położył
bramkarza i czekał na linii bramkowej z piłką. I dopiero ją pyknął,
jak ten się rzucił… Ludziom się to podobało, a przeciwników
doprowadzał do szału.
— I nie żałuje pan, że jednak go pan odepchnął? Nie korciło pana,
aby poznać tajemnicę człowieka, którego pan podziwiał? Takie
spotkanie po latach, o którym można pomarzyć, i minęliście się…
— Wie pan, zawsze za granicę jechaliśmy w obstawie… Nie dało się
porozmawiać. Delegat z bezpieki. Zawsze mówiłem zawodnikom, że tu
jedzie z nami człowiek, który ma swoje zadania. A chłopcy, wiadomo,
robili z niego zaraz wała. Różne dowcipy."...


Pozdro
Krzysztof
    • flisy Re: Zdarzyło sie dzis - 23.06.1916. Ernest Wilimo 23.06.09, 08:45
      MŚ 1938 4 gole strzelone Brazylii.
Pełna wersja