nelsonek
06.08.09, 16:00
To już 10 lat "Wygraj Ligę". Czas tak szybko leci, ale ja pamiętam, jakby to było wczoraj, gdy stałem o 6 rano pod kioskiem, żeby zaopatrzyć się w egzemplarze "Gazety Wyborczej". Kilkanaście minut spóźnienia i nie miałbym kuponów - opowiada Andrzej Łączny z Torunia, gracz, który nie opuścił żadnej edycji gry.
Konkurs "Wygraj Ligę" wystartował 9 lipca 1999 r. Zasady były proste - za 20 milionów wirtualnych złotych stworzyć zespół z naszych pierwszoligowców, którzy za swoje faktyczne dokonania na boisku dostawali od nas punkty. Wpisać ich kody, które drukowaliśmy w "Gazecie", na specjalny, papierowy kupon i wysłać do redakcji. Nikt wcześniej w Polsce takiej gry nie wymyślił, dlatego trudno było nam oszacować, ile osób weźmie w niej udział. - Spodziewaliśmy się 10-20 tys. kuponów, optymiści wróżyli, że będzie najwyżej 30 tys. - mówi Radosław Leniarski, dziennikarz Gazety Wyborczej i pomysłodawca konkursu.
Odzew był jednak zaskakujący. Tylko przez dwa tygodnie napłynęło do redakcji przeszło 100 tys. kuponów, a ostatecznie aż 165 tys.! I to tylko dlatego, że zaprzestaliśmy je drukować.
Najgorsze miało jednak dopiero nadejść. W kolejnej edycji, od marca do czerwca 2000 r., przyszło 330 tys. kuponów. By wprowadzić je do komputerowej bazy, zatrudniono 60 osób, które pracowały na trzy zmiany, kupiono wysokiej jakości skaner.
To wtedy wydarzyła się najzabawniejsza historia związana z obsługą gry:
- Mając w pamięci ogromne zainteresowanie, na kolejną byliśmy przygotowani. Tak to nam się wówczas wydawało. Pracownicy Wygraj Ligę mieli swój pokój, w drugim stały przygotowane półki z miejscami na kupony. Tymczasem przez dwa dni do redakcji "Gazety" przyszło niecałe 2000 zgłoszeń. Kolejny dzień i kolejny, a tu nie było nawet 5 tys. Dopiero piątego dnia zadzwoniła do nas kierownik poczty i na cały głos wykrzyczała: "Kiedy do jasnej cholery zabierzecie te worki. Jak my mamy w tym bałaganie pracować". Po tym telefonie wysłaliśmy na pocztę kierowcę. Za pół godziny zadzwonił do sekretarza redakcji, żeby przysłał tyle samochodów, ile się da! Do odebrania było kilkadziesiąt ogromnych worków z kuponami. Pokój z archiwum zapełnił się w tydzień - wspomina Grzegorz Sommer, wówczas redaktor odpowiedzialny za grę.
Calosc tutaj.
A tak przy okazji: gra w to ktos? Z jakim skutkiem?