Dodaj do ulubionych

Kiedy szkola motywuje...

24.09.09, 14:38
... za bardzo.
Syn własnie dzwonił, że znowu (po raz 3 w tym tygodniu wróci do domu
po 9 lekcji. Kolejne kółko, kolejne przygotowanie do konkusu. Dodac
do tego zajęcia dodatkowe i lekcje cztery razy w tygodniu syn kończy
kolo 19.
Nie wiem, kiedy będzie mial czas się uczyc, bo o 19 wygląda jak
zmięta szmata.
Obserwuj wątek
    • Gość: agatka_s Re: Kiedy szkola motywuje... IP: *.aster.pl 24.09.09, 14:49
      a nie może nie pojść ?

      Mój syn trenuje od jakiegoś czasu biegi. Cały zeszły weekend był na
      zawodach (i w sobotę i w niedzielę), wczoraj miał trening zaraz po
      szkole do 18.00 (przy czym potem od razu na chór, więc ze szkoły
      wychodząc o 7.30 wrocił po 20.00), i po powrocie powiedział, że pan
      zapowiedział że na najbliższy weekend MUSZĄ jechać na kolejne
      zawody, i nieśmiało mnie zapytał czy nie możemy mieć w weekend
      jakiejś bardzo ważnej imprezy rodzinnej, na której on musi być ?
      Powiedziłam "Ok, masz chrzest kuzynki". Nie wiem może to
      niepedagogiczne tak oszukiwać, ale wole to , niż "zajechać" dziecko
      na śmierć, a przede wszystkim zniechęcić do czegoś co z założenia
      miało być przyjemnością....

      Myślę że czasem trzeba ukrócić zapedy niektórych pedagogów, nawet
      jeśli mają tylko dobre intencje....
    • myszmusia Re: Kiedy szkola motywuje... 24.09.09, 14:57
      chyba przesadziliście z ilościa zajec dodatkowych.
      moja konczy w poniedziałek 14, wtorek 15.15 środa 16.10 - bo kólko na które chce sama (a nie musi)chodzic,czwartek 15.15, piatek 14 poza tym tylko zajecia z sekcji wf - do wyboru.Ach lekcje zaczynaja sie 8.30;-) co i tak skutkuje wychodzeniem z domu krótko po 7 - spóźnienia nie sa brane po uwage;-)

      Ile u was jest godzin lekcyjnych tygodniowo (ale tych normalnych - szkolnych)?
        • verdana Re: Kiedy szkola motywuje... 24.09.09, 16:00
          Mój syn na te kółka chce chodzic. Trudno mu zabronić. Tym bardziej,
          że np ITN jest prestizowy, a zajęć dużo.
          Angielski jestkonieczny, syn jest b. slaby z angielskiego z powodu
          dysleksji, w szkole czy na kursach się nie nauczy. Matematyka -
          niestety, na zyczenie zainteresowanego, w szkole jest na poziomie
          zerowym.
          • myszmusia Re: Kiedy szkola motywuje... 24.09.09, 17:54
            co to jest ITN?

            matematyka - jestem zdziwiona - to przeciez jest podobno bardzo dobre gimnazjum? z poza rejonu jest sie tam trudno dostac o ile pamietam.

            A,ze chce chodzic - ok, ale jakis rozsadek w tym tez trzeba zachowac.

            A normalnych lekcji ile maja godzin - ciekawi mnie to - bo nie znam siatki godzin państwowych szkół.
            • joa66 Re: Kiedy szkola motywuje... 24.09.09, 18:35
              verdana - to, że dzien Twojego syna wygląda tak jak wygląda, to nie jest Twoja
              wina i dlatego też nie możesz wiele zmienić. Plan lekcji jest obowiązkowy,
              zajęcia dodatkowe to wybór Twojego syna. Jedyne co możesz zrobic to chyba
              zaakceptowac, że najbliższy rok będzie tak wyglądał i starać się neutralizować
              ogólne zmęczenie. Nie znam Waszego rytmu życia, ale przynajmniej Wy powinniście
              dostosowac się do tryby twojego syna w tym roku. Nie musicie naginań swoich
              planów, tylko np. uwzględniac to, że może on nie musi dostosowywac się do Was,
              np. odpuszczając imieniny u cioci. Sama wiesz czy Twój syn odpoczywa najlepiej
              nic nie robiąc, czy korzystając z rozrywek. Czy lubi byc sam od czasu do czasu,
              czy po 30 minutach samotności umiera z braku towarzystwa.

              No i przede wszystkim ... musi wiedzieć, że może sobie odpuścić od czasu do
              czasu i nikt w domu nie będzie rozczarowany.

              Nie wiem też ile godzin dodatkowego angielskiego ma w tygodniu Twój syn. Ale
              wzięłabym pod uwagę ograniczenie do 1 godziny w tygodniu, takiej bardziej
              podtrzymującej. W trochę dłuższej perspektywie nie będzie to miało większego
              znaczenia dla stopnia zaawanasowania znajomości angielskiego ( a egzamin z
              języka jeszcze nie jest brany pod uwagę przy rekrutacji) w dodatkowa godzina czy
              dwie WOLNE od zajęc to skarb w tym roku szkolnym.

              p.s. nie na każdego działa, ale np. na mojego syna bardzo - komedie na zmęczenie
              psychiczne. Monty Python potrafi czasami zdziałac cuda;)
              • verdana Re: Kiedy szkola motywuje... 24.09.09, 18:55
                Na szczęście u nas cioc i imienin brak:) A jak cos jest to od zawsze
                fakultatywne. Penie, ze robie co mogę, lacznie z pomaganiem przy co
                bardziej idiotycznych lekcjach, czego nigdy nie robilam. I lataniem
                po bibliotekach, bo nauczyciel zyczy sobie nietypowych lektur.
                Mój syn najlepiej odpoczywa czytajac ksiązki, ktore nie sa
                lektura... Albo chodzac na spacery.
                To samo z angielskim wpadło mi do glowy, tzn. poprosulam o 2
                godziny, ale raz w tygodniu. Jedna to za malo, niestety, chocby
                dlatego, ze pani pomaga w odrabianiu lekcji. Akurat w języku chodzi
                mi o przynajmniej minimalna znajomość, nie o egzamin.
                W każdym razie zastanawiam się, jak pedagodzy wyobrazają sobie
                rozwój mlodego czlowieka w takich warunkach.
                • joa66 Re: Kiedy szkola motywuje... 24.09.09, 19:04
                  Nawet wybierając optymistyczną wersję, że nauczyciele zawsze chcą dobrze, często
                  są oni między młotem a kowadłem bo rodzice wymagają wyników mierzonych sukcesami
                  na egzaminach, konkursach.

                  Nie da się każdego zadowolić. Z naszej szkoły, którą ja uwielbiam, jedna mama
                  zabrała dziecko po 6 klasie, bo szkoła mogłaby być najlepsza , a nie tylko jedną
                  z najlepszych gdyby więcej wymagała (tu padło , nie kłamię, "niech nawet do
                  północy siedzą") i pozbyła sie uczniów ze średnią poniżej 4,00 (reakcja dyrekcji
                  w stylu "po moim trupie")

                  Trudno zadowolić rodziców;)


                  Pamiętam jak dawno temu, na innym forum, pisałaś, że Twój syn czytał Vonneguta
                  ( a ja pamiętam czytelników Vonneguta;) ). W jednej ze swych ksiązek Vonnegut
                  cytuje Marka Aureliusza ze słynnymi już słowami:

                  "Boże, daj mi cierpliwość, bym pogodził się z tym, czego zmienić nie jestem w
                  stanie.
                  Daj mi siłę, bym zmieniał to co zmienić mogę.
                  I daj mi mądrość, bym odróżnił jedno od drugiego."


                  Taki trudny czas można wykorzystać na "naukę" powyższego:)
            • verdana Re: Kiedy szkola motywuje... 24.09.09, 18:51
              Świetne gimnazjum z paroma nauczycielami do...
              Chce-nie chce, część z tych zajęć jest dobrowolna, część
              trochę "przymusowo na ochotnika". Np. przygotowania do konkursu z
              jezyka polskiego, gdzie ma równo 0% szans.
              ITN to jest indywidualny tok nauki.
              • myszmusia Re: Kiedy szkola motywuje... 24.09.09, 19:10
                to ja czegos nie rozumiem - on ma indywidualny tok nauki? i tak sie wykańcza czasowo, czy chodzi na normalne lekcje ze wszystkimi i cała reszta jest poza tym?

                zreszta chyba sama kiedys potepiałas takie obciazanie dzieci szkolnych zajęciami. W sumie troche łatwiej jak to jest na własne zyczenie - ale tu nie jest całkowicie na własne jak piszesz.
                To to nie jest świetne gimnazjum;-) sory;-)dzieciak nie moze miec tyle zajec w tygodniu.

                Rozsadek nakazywałby chyba zrezygnowac w takiej sytuacji z czego tylko mozna.To wychodzi dobrze ponad 12 godzin pracy dziennie.
                • verdana Re: Kiedy szkola motywuje... 24.09.09, 19:14
                  Chodzi na normalne lekcje + ma zajęcia dodatkowe.
                  Ja Wam powiem, w czym jest problem, bo nie w gimnazjum. W moim synu.
                  ITN jest dla najzdolniejszych dzieci z danego przedmiotu. Zazwyczaj
                  takie osobniki sa w ogole dobrymi uczniami. Corka miała ITN z
                  historii, ale dla niej nauczenie się lekcji (prócz matematyki)to
                  byla godzinka, moze mniej.
                  Tym razem trafilo na bardzo średniego ucznia, z powaznymi
                  dysfunkcjami ktory po prostu w paru rzeczach jest dobry. Takiego
                  zjawiska system szkolny nie przewiduje. O.
                  Oczywiscie, sym może zrezygnowac, ale nie chce.
                  • myszmusia Re: Kiedy szkola motywuje... 24.09.09, 19:23
                    Tym razem trafilo na bardzo średniego ucznia, z powaznymi
                    > dysfunkcjami ktory po prostu w paru rzeczach jest dobry. Takiego
                    > zjawiska system szkolny nie przewiduje. O.

                    ale jak to tak go bardzo wykańcza to moze ten system faktycznie tego nie powinien przewidywac - to sie nie powinno odbywac koszem zdrowia , a ma na to duze szanse.
                    Ty naprawde nie masz tak nic do powiedzenia? jemu sie moze wydawac,że to wszystko drobiazg ale jak odchoruje to co wtedy?
                    • verdana Re: Kiedy szkola motywuje... 24.09.09, 19:29
                      Trochę racji masz.
                      Z drugiej strony to nie jest małe dziecko, tylko 14 latek. Nie moge
                      powiedziec mu "masz zrezygnowac z zajęć" skoro chce na nie chodzić.
                      Od jednych zajęć już go odstraszylam, to sobie drań znalazł
                      następne. Oczywiscie, ze mam cos do powiedzenia, tylko nie chce -
                      nie uwazam, zebym mogła do tego stopnia wtracać się w jrgo wybory.
                      ITN dostaje się tylko po przebadaniu u psychologa, ten wyraził
                      zgodę...
                      Jesli nie wytrzyma - niech się sam o tym przekona. Moja corka miała
                      jeden taki rok,i sama przekonała sie, ze tak funkcjonowac nie
                      potrafi.
                      Syn na dobre liceum i tak szanse raczeh nie ma, więc trudno.
                      • agatka_s Re: Kiedy szkola motywuje... 24.09.09, 19:42
                        a czy Twój syn wie że się o niego martwisz ? czy wie że masz obawy o
                        jego zdrowie i kondycje ? (piszesz o tym już któryś raz, więc widać
                        że Cię to męczy i nie daje spokoju).

                        Mój syn czasem bierze pod uwagę moje obawy i robi coś czego
                        początkowo nie zakładał, z czystej sympatii dla mnie, bo wie że ja
                        się denerwuje i martwie. I tu nie chodzi Broń Boże o żaden szantaż,
                        raczej myśle że 15 latek może czasem coś "poświęcić" bo sam mysli o
                        rodzicach, tak jak to robią dorośli.
                        • joa66 Re: Kiedy szkola motywuje... 24.09.09, 19:50
                          Moim zdaniem poświęcenie i rezygnacja z zajęć dlatego, że mama się martwi (i
                          nawet jeżeli to uzasadniony lęk) to gruba przesada. Różne rzeczy można robić dla
                          bliskich, ale czy akurat rezygnacja np. z konkursu dla mamy, to dobry pomysł?


                          Trzeba być tylko pewnym na MILION procent, że to faktycznie samodzielna decyzja
                          dziecka a nie próba zadowolenia rodzica. I stwarzanie takich warunków w domu, że
                          dziecko nie boi się poddać kiedy nie daje rady. Dzieci nie zawsze boją się
                          narzekan rodziców, czasami boją sie też ich nadmiernego współczucia.
                          • verdana Re: Kiedy szkola motywuje... 24.09.09, 19:55
                            Milion procent. Własnie powiedziałam synowi, ze forum sie o niego
                            martwi, a on na to "Ale ja się na tych zajęciach dobrze bawię". Cóż,
                            chyba wolę, zeby sie dobrze bawił i naprawdę rozwijał niz źle się
                            bawił i uczył do testu.
                            A rezygnacja z pasji, bo się mama martwi - nie, dziekuję.
                            • agatka_s Re: Kiedy szkola motywuje... 24.09.09, 20:15
                              verdana napisała:

                              > Milion procent. Własnie powiedziałam synowi, ze forum sie o niego
                              > martwi, a on na to "Ale ja się na tych zajęciach dobrze bawię".
                              Cóż,
                              > chyba wolę, zeby sie dobrze bawił i naprawdę rozwijał niz źle się
                              > bawił i uczył do testu.
                              > A rezygnacja z pasji, bo się mama martwi - nie, dziekuję.


                              Forum się o niego martwi ?

                              Forum się martwi bo Ty o tym piszesz już któryś raz, i zamartwiasz
                              się publicznie że syn się zamęcza i o 19.00 jest jak szmata
                              (cytat). Skoro jest zadowolony, skory Ty jesteś szczęśliwa że się
                              dobrze bawi i robi to co chce, to o co chodzi ? Szafa gra. Gdzie tu
                              problem ?, tylko gratulować że tak super syn spędza czas, ku
                              radosci i satysfakcji mamy (i wbrew jakiemuś nawiedzonemu forum
                              które się martwi...).

                              • verdana Re: Kiedy szkola motywuje... 24.09.09, 20:20
                                Ja sie nie martwie, że on się zamęcza:-) Przeciwnie - ja się
                                martwię, że on sie nie ma czasu uczyć. Owszem, ciesze się, ze sie
                                rozwija, ale nie bardzo stać mnie na prywatne liceum i tu jest
                                problem, ktorego przeskoczyć się nie da.
                                Satysfakcja jest mierna, bo syn uczy się marnie i o to chodzi.
                                • Gość: ben Re: Kiedy szkola motywuje... IP: 80.48.4.* 24.09.09, 20:28
                                  po pół godzinie wyszło w czym jest problem.Chłopak ma mnóstwo
                                  pomysłów,wszystko by robił,aby tylko najdalej od ksiązki i domu.Tu
                                  trza moja szanowna pani sprowadzić na właściwy tor,bo młodzieniec
                                  stara się tym wszystkim kierować i robić jak jemu wygodnie.A czy
                                  wszystko musi być wygodne.Tylko z mamami tak jest,że chcą uniknąć
                                  konfliktów i "dzielą" się władzą.Na dziś to młodzieniec ma władzę,a
                                  mama jedynie może popisać na forum.
                                  • verdana Re: Kiedy szkola motywuje... 24.09.09, 20:30
                                    Jak kulą w płot. Jest patologicznie nietowarzyski i czyta całymi
                                    dniami. Problem, jaki mam, to oderwac mlodego czlowieka od książki i
                                    przymusowo kazać iść z kolegą na spacer. Wcale mnie to nie cieszy,
                                    ale tak wlasnie jest.
                                • agatka_s Re: Kiedy szkola motywuje... 24.09.09, 20:32
                                  verdana napisała:

                                  > Ja sie nie martwie, że on się zamęcza:-) Przeciwnie - ja się
                                  > martwię, że on sie nie ma czasu uczyć. Owszem, ciesze się, ze sie
                                  > rozwija, ale nie bardzo stać mnie na prywatne liceum i tu jest
                                  > problem, ktorego przeskoczyć się nie da.
                                  > Satysfakcja jest mierna, bo syn uczy się marnie i o to chodzi.


                                  No ale tego nie da się jakoś rozwiążać rozmawiając z synem jak z
                                  osobą prawie dorosłą, która już jakoś odpowiada za siebie, za swoją
                                  przyszłość ? Fajnie, że się dobrze bawi, że rozwija, to cenne, ale
                                  w życiu oprócz zabawy ważne są też i inne rzeczy, taki drobiazg jak
                                  nauka i dobre zdanie egzaminu czasem też powinien interesować
                                  młodego człowieka, nie tylko satysfakcja i przyjemność
                                  intelektualna. Skoro uczucia mamy nie powinny go interesować, to
                                  moze własna przyszłość go zaintersuje ? Czy tego też nie należy
                                  oczekiwać od 15-latka ?
                                  • Gość: ben Re: Kiedy szkola motywuje... IP: 80.48.4.* 24.09.09, 20:39
                                    szanowne mamy to czyba z innej planety zjechały - 15-16 letni
                                    małolat traktowany jak dorosły partner.Jaj nie róbcie,albo nie
                                    udawajcie tak postępowych.Piszę tu ogólnie - trza szanowne
                                    małolactwo nauczyć podstawowych zasad wychowania - bez
                                    bluzgania,wszechobecnego plucia,krzyków.Tak z grubsza.Zajmie to
                                    troszkę czasu,nawet kosztem tych twórczych zajęć.
                                  • verdana Re: Kiedy szkola motywuje... 24.09.09, 20:42
                                    Nie - syn ma autentyczne kłopoty z nauka, związane m.in z
                                    dysfunkcjami. Nie jest złym uczniem, dobrym jednak tez nie. pewnych
                                    rzeczy "nie przeskoczy".
                                    Rzeczywiscie jest tak, ze oceny ma niemal identyczne, czy się uczy
                                    czy nie. Owszem, może pare punktow wiecej moglby zdobyc, ale problem
                                    w tym, ze jest to swoista loteria. I boje sie nastawiac go na to, ze
                                    egzamin musi zdac dobrze. Bo i tak nie zda.
                                    Gdybym byla przekonana, ze ucząc się pilnie wiele zyska, to moze
                                    podchodzilabym do tematu inaczej i o tym rozmawiała. Prawdą jest, ze
                                    JA czulabym sie lepiej(jako troskliwa matka), gdyby sie uczył, ale
                                    obawiam się, ze na tym by sie skonczyło.
                                    W przypadku mojego syna powinien wiedzieć, ze jesli nie pójdzie mu
                                    na egzaminie, to świat sie nie zawali.
                                    • Gość: menodo Re: Kiedy szkola motywuje... IP: *.adsl.inetia.pl 24.09.09, 21:33
                                      verdana napisala:
                                      "W przypadku mojego syna powinien wiedzieć, ze jesli nie pójdzie mu
                                      na egzaminie, to świat sie nie zawali."

                                      Pewnie, ze sie nie zawali. A juz na pewno powinien wiedziec, ze mama z tego
                                      powodu nie bedzie plakac.
                                      Natomiast ja bym mimo wszystko szukala jeszcze sposobow rozwiazania problemu pt.
                                      egzamin. Jest jeszcze troche czasu, wystarczajaco duzo, aby wytrenowac
                                      umiejetnosci czysto "testowe".
                                      Moje dziecko - juz po egzaminie - mowilo mi, ze wiele jej kolezanek chodzilo na
                                      kursy polegajace wylacznie na rozwiazywaniu testow. Na pewno nie sa to
                                      rozwijajace zajecia, moze nawet oglupiajace, ale madremu czlowiekowi nie
                                      wyrzadza nieodwracalnych szkod, natomiast zwyczajnie moga mu pomoc w otrzymaniu
                                      lepszego wyniku na egzaminie.
                                          • verdana Re: Kiedy szkola motywuje... 24.09.09, 21:58
                                            Widać, ze kasy nie umiesz wyciągać od rodziców...
                                            Tu sa cztery - humanistyczny, matematyczny, przyrodniczy i angielski.
                                            W dodatku matematyczny na dwoch poziomach.
                                            Mlody zrezygnowal z przyrodniczego, angielski ma w domu.
                                        • joa66 Re: Kiedy szkola motywuje... 24.09.09, 21:58
                                          Nawiążę jeszcze do tej pewności na milion procent. Myślę, że nie tylko otwarcie
                                          stawiane wymagania mogą wpływac na podejmowanie wysiłku "dla mamy". Także
                                          sytuacje odwrotne , wtedy kiedy dziecko czuje, że rodzice nie wierzą, że mu się
                                          uda, mogą spowodowac chęć do wysiłku tylko p to, żeby coś udowodnić.

                                          Myślę, ze w przypadku dzieci, a na pewno w przypadku nastolatków , nasze
                                          prawdziwe oczekiwania widać w tym co mówimy o... innych.

                                          I nawet jak będzie my tysiąc razy zapewniać, że zależy nam na szczęściu dziecka
                                          i niech sobie samo wybierze drogę, nawet jak będzie chciało byc hydraulikiem, a
                                          jednocześnie wypowiemy, chociaż raz, z pogardą dla ludzi bez wykształcenia, to
                                          przekaz jest jasny.
                                          • verdana Re: Kiedy szkola motywuje... 24.09.09, 22:07
                                            Ta szkoła ma naprawdę dobre zajecia - to raz. Dwa -że z niektorymi z
                                            nich wiąże się prestiż i to nie w domu, ale wśrod rowiesnikow.
                                            Ja się tam z pogardą o ludziach bez wykształcenia nie wypowiadam,
                                            chocby dlatego, ze wiele lat moja najbliższą przyjaciółką była osoba
                                            bez wykształcenia, naszym najzamożnieszym znajomym jest facet po
                                            zawodówce, a jednym z najwazniejszych świadkow na slubie była
                                            zaprzyjaxniona sprzątaczka mojej mamy (dla slubu, jaki bralismy
                                            potrzebny byl ktos, kto by zaswiaczyl, ze mnie zna i ze dobrze sie
                                            prowadzę:-)
                                            U mnie problem jest inny. Jak powiedziała niegdys moja córka, majac
                                            lat 8, a co potem psycholog powtarzała jako przestroge studentom na
                                            wykladach "Bardzo trudno jest zyć w rodzinie, w ktorej wiele osob
                                            jest w encyklopedii". Tyle, ze przodkow nie wymorduję, ani nie
                                            wymażę z genealogii.
                                            Bogi dzięki przynajmniej za ojca, ktory oblał maturę. Co i tak mu w
                                            niczym nie przeszkodzilo, ale jest dobrym przykladem...
                                            • joa66 Re: Kiedy szkola motywuje... 24.09.09, 22:18
                                              przodków nie wymordujesz, za późno;), ale ważniejsze jest to, że nie wypowiadasz
                                              się bez braku szacunku o innych. Poza tym to nie Twoi przodkowie mają stworzyć
                                              bezpieczną bazę dla dzieci tylko Ty;)


                                              Najważniejszy jest moim zdaniem spójny przekaz. Dzieci nie są głupie i szybko
                                              zdają sobie sprawę z tego jaki jest nasz system wartości.

                                              Ale to tylko ogólne uwagi na marginesie rozmów o przemęczeniu i o tym jak dobrze
                                              znamy nasze dzieci (a nasze dzieci nas;) )
                                            • Gość: menodo Re: Kiedy szkola motywuje... IP: *.adsl.inetia.pl 24.09.09, 22:35
                                              verdana napisala>
                                              "U mnie problem jest inny. Jak powiedziała niegdys moja córka, majac
                                              lat 8, a co potem psycholog powtarzała jako przestroge studentom na
                                              wykladach "Bardzo trudno jest zyć w rodzinie, w ktorej wiele osob
                                              jest w encyklopedii". Tyle, ze przodkow nie wymorduję, ani nie
                                              wymażę z genealogii."

                                              To naprawde straszne obciazenie.
                                              Pracowalam kiedys z czlowiekiem, ktory kiedy sie dowiedzial jakie mam
                                              wyksztalcenie powiedzial - ej, to ty chyba musisz znac mojego zgreda ...i tu
                                              padlo nazwisko Wielkiego Czlowieka...Musialam zrobic taka mine,ze ten od razu
                                              zareagowal: co, nie wygladam na jego syna?

                                              No nie wygladal...Nie skonczyl zadnych studiow, chociaz byl na chyba 3
                                              kierunkach, ciagle zmienial prace, jakies problemy z alkoholem...Skadinad bardzo
                                              inteligentny czlowiek.
                                              • verdana Re: Kiedy szkola motywuje... 24.09.09, 22:42
                                                No właśnie. Dobrze, ze mnie ktos rozumie, bo zwykle wszyscy
                                                wzruszają ramionami. Dodatkowo, moja córka , ktora wybiera się za
                                                rok na studia doktoranckie - o ile je skonczy- bedzie szóstym
                                                pokoleniem doktorów i to wszystkich - mniej -więcej w tej samej
                                                dziedzinie... A starszy syn czeka na listę przyjętych na studia
                                                doktoranckie jak na wyrok(szans wielkich nie ma), choc mu tlumacze,
                                                ze doktorat nie jest w życiu naprawdę niezbędny...
                                                A to jest problem, bo wtedy wlasne osiagnięcia i tak zazwyczaj nie
                                                sa wielkie w porownaniu z ktoryms z licznych przodkow, co sama
                                                bolesnie odczuwam:-)
                                                • Gość: menodo Re: Kiedy szkola motywuje... IP: *.adsl.inetia.pl 24.09.09, 23:04
                                                  Moja przyjaciolka ze studiow tak miala. Inteligencja od kilku pokolen, rodzice z
                                                  tytulami profesorskimi w pokrewnych dziedzinach itd.
                                                  Byla najlepsza studentka na roku, ale z tak niska samoocena, ze mnie to po
                                                  prostu wkurzalo...Dopiero kiedy mi powiedziala, ze takie studia to jej babcia
                                                  skonczyla i tez byla najlepsza studentka, ale na Oksfordzie, zrozumialam, jakie
                                                  ma punkty odniesienia...
                                                  I co? Wyjechala do Stanow, jak najdalej od wielkich przodkow.Nie podjela z nimi
                                                  rywalizacji, mieszka nad oceanem i wychowuje dzieci:)
                                • myszmusia Re: Kiedy szkola motywuje... 25.09.09, 05:50
                                  Owszem, ciesze się, ze sie
                                  > rozwija, ale nie bardzo stać mnie na prywatne liceum i tu jest
                                  > problem, ktorego przeskoczyć się nie da.
                                  > Satysfakcja jest mierna, bo syn uczy się marnie i o to chodzi.

                                  ale przypomniej sobie swoje własne (dosc dawne ;-)słowa, "kiepskie" rankingowo państwowe moze byc lepsze niz prywatne;-) i faktycznie czasem tak jest.do dobrego prywatnego trzeba miec wcale nie gorsze wyniki a czasem nawet lepsze niz do panstwowego
                            • myszmusia Re: Kiedy szkola motywuje... 25.09.09, 05:48
                              . Cóż,
                              > chyba wolę, zeby sie dobrze bawił i naprawdę rozwijał niz źle się
                              > bawił i uczył do testu.

                              dla mnie to n ie jest alternatywa - zajęcia czy zakuwanie do testu , tylko nadmiar zajęc czy odpoczynek:-) NIe chodzi o rezygnacje "bo mama sie martwi"(u mnei przynajmniej nie wchodzi w gre) tylko "bo sobie naprawde mozna zaszkodzic z takiego i takiego powodu.."
                          • agatka_s Re: Kiedy szkola motywuje... 24.09.09, 20:02
                            joa66 napisała:

                            > Moim zdaniem poświęcenie i rezygnacja z zajęć dlatego, że mama się
                            martwi (i
                            > nawet jeżeli to uzasadniony lęk) to gruba przesada. Różne rzeczy
                            można robić dl
                            > a
                            > bliskich, ale czy akurat rezygnacja np. z konkursu dla mamy, to
                            dobry pomysł?
                            >
                            >
                            > Trzeba być tylko pewnym na MILION procent, że to faktycznie
                            samodzielna decyzja
                            > dziecka a nie próba zadowolenia rodzica. I stwarzanie takich
                            warunków w domu, ż
                            > e
                            > dziecko nie boi się poddać kiedy nie daje rady. Dzieci nie zawsze
                            boją się
                            > narzekan rodziców, czasami boją sie też ich nadmiernego
                            współczucia.


                            Ja bardzo często robie coś wbrew sobie, bo wiem że to sprawi ulge
                            mojej mamie, np nie jade samochodem w daleką podróż, np na narty do
                            Austrii, na jeden raz, tylko rozkładam na 2 razy (choć sama uważam
                            że to gruba przesada, bo dałabym spokojnie rade). Tak samo jako
                            osoba 42 letnia melduje się mamie codziennie, bo poprostu wiem że
                            jak nie zadzwonie to ona się będzie bardzo denerwować-czasem robie
                            to wbrew sobie, bo uważam to za grubą przesade, ale robie. Tysiące
                            takich przykładów, gdzie poprostu z miłosci do rodziców robie coś co
                            na co wcale nie mam ochoty (ale gdybym postępowała inaczej, to bym
                            się poprostu źle czuła i tyle).

                            Mnie się wydaje że jeśli dziecko wie że mama martwi się (i to jak
                            widać regularnie już od miesiąca), że wzięło na swoje barki zbyt
                            dużo, może się zastanowić czy może z czegos nie zrezygnować, to nie
                            jest jakieś nadzwyczajne, w końcu gdzie jest powiedziane że to tylko
                            my rodzice mamy brać pod uwagę uczucia naszych dzieci ? może to
                            dobrze jak dzieci czasem wezmą pod uwagę i nasze uczucia ? (pod
                            warunkiem że je artykujemy i dzieci są ich świadome).
                            • verdana Re: Kiedy szkola motywuje... 24.09.09, 20:08
                              A moze odwrotnie byloby lepiej? Nie obarczać dzieci własnymi lekami
                              i nie kazac im rezygnowac z rzeczy dla nich waznych, bo mama nie
                              moze sie martwić?
                              Roozumiem jechanie w Alpy na dwie raty. Ale gdyby mama chciala,
                              zebys przestała w Alpy jeździc, bo ona się niepokoi?
                              Z milosci do matki można czasem pójść na rozsadne ustepstwa. Z
                              milosci do dziecka trzeba siedzieć cicho i nie wymagać, aby świety
                              spokój mamy był rzecza najwazniejszą w domu.
                              • agatka_s Re: Kiedy szkola motywuje... 24.09.09, 20:25
                                verdana napisała:

                                > A moze odwrotnie byloby lepiej? Nie obarczać dzieci własnymi
                                lekami
                                > i nie kazac im rezygnowac z rzeczy dla nich waznych, bo mama nie
                                > moze sie martwić?
                                > Roozumiem jechanie w Alpy na dwie raty. Ale gdyby mama chciala,
                                > zebys przestała w Alpy jeździc, bo ona się niepokoi?
                                > Z milosci do matki można czasem pójść na rozsadne ustepstwa. Z
                                > milosci do dziecka trzeba siedzieć cicho i nie wymagać, aby świety
                                > spokój mamy był rzecza najwazniejszą w domu.


                                Matko Świeta-każda próba pomocy to od razu jakiś atak na mnie, to w
                                końcu Ty się martwisz o syna nie ja !!!! Ja nie zadręczam się tym
                                że mój syn wraca o 19.00 zmęczony jak szmata, bo mój syn ma instynkt
                                samozachowawczy i jak coś jest dla niego zbyt męczące to sam
                                rezygnuje albo robi sobie przerwe (nie dla mnie, dla siebie !!!!).
                                Moja mama niczego ode mnie nie wymaga, to ja sama wpadam na pewne
                                rzeczy, to jest bardzo duża różnica. Myśle że 15-latek też może
                                czasem na coś wpaść sam i wcale nie musi to od razu oznaczać jakiś
                                radykalnych decyzji w postaci całkowitej rezygnacji...
                            • joa66 Re: Kiedy szkola motywuje... 24.09.09, 20:09
                              Ja RZĄDAM poszanowania moich uczuć i np. syn melduje się nawet pustym smsem
                              kiedy dociera na miejce (sklep, kolega, itp) bo wie, że ja się denerwuję. Uważa
                              , że to nieuzasadnione , nielogiczne itp, ale robi to ponieważ wie, że sie martwię.

                              Jednak rezygnacja z wybranych przez siebie zajęć, bo mama się martwi - to,
                              przynajmniej dla mnie, przesada.

                              Co innego gdyby np. mama miała złamana noge i dziecko musiałoby przez kilka
                              tygodni?miesięcy pomagać w domu - wtedy faktycznie tymczasowa rezygnacja z zajęc
                              jest wyrazem poszanowania innych.
                              • verdana Re: Kiedy szkola motywuje... 24.09.09, 20:13
                                A mój nawet uwaza, ze to uzasadnione. Z tym, ze ja chcę zameldowania
                                tylko w razie spóźnienia.
                                Prawde mowiac, ja dlatego, ze dziecko się martwi bez szczególnej
                                potrzeby tez nie bylabym skłonna do rezygnacji z tego, co chce
                                robić. A pomoc w razie koniecznosci i poświecenie, gdy jest to
                                konieczne - to jest zupełnie co innego.
                                Poswiecanie się niekonieczne nic dobrego nie daje - troche tak jak w
                                bajeczce o pastuszku i wilkach.
                        • Gość: ben Re: Kiedy szkola motywuje... IP: 80.48.4.* 24.09.09, 19:59
                          tak czytam te wpisy i mam wrażenie,że jestem w innym kraju,w innym
                          systemie oświatowym i z inną młodzieżą.Do kogo pretensje-
                          nawieszaliście zajęć jak bombek na choince,ponoć w imię dobra
                          dzieci,doby za chwilę będzie mało.Może podejść troszkę na luzie -
                          dzieci i tak dziś ministrami nie będą bo i nie ten wiek,nie ta klasa
                          społeczna,i ograniczona ilość etatów.Moze ważniejsze są sprawy
                          wychowawcze niż nazwa,czy tradycja elyytarnej szkoły.
                      • myszmusia Re: Kiedy szkola motywuje... 25.09.09, 05:46
                        > Syn na dobre liceum i tak szanse raczeh nie ma, więc trudno.

                        alez ma szanse na dobre:-) przynajmniej dobre w moim pojeciu;-) jak napisałam - my zupełnie świadomie nie "celujemy" w góre rankingów (chociaz byłoby to w zasiegu;-) ale w szkoły przyjazne itp.. o tym juz pisałam.

                        A co do nieingerowania - ja tez nie zakazuje(nigdy nie ma i nie było "nie - bo nie") - ewentualnie podaje argumenty - ale moja z tych co argumenty po rozwazeniu docieraja i bierze pod uwage;-) zreszta w sumie taka była od zawsze.
                        Co nie znaczy,ze jej argumenty nie docieraja do mnie;-) to działa w obie strony
                          • Gość: ben Re: Kiedy szkola motywuje... IP: 80.48.4.* 25.09.09, 09:43
                            ale szanowne koleżanki piszą bzdury,dyrdymały,własne marzenia,a
                            małolactwo ma to gdzieś.Szlachectwo zobowiązuje choćby do
                            normalności.Tylko u kobiet im bliżej klimakterium tym gorzej.A
                            jeszcze trzeba myśleć aby na starsze lata nie trafiło się jeszcze
                            jakie maleństwo.Faceci to mają przechlapane...
                            • joa66 Re: Kiedy szkola motywuje... 25.09.09, 09:57
                              myszmusia pisze:

                              "nie "celujemy" w góre rankingów (chociaz byłoby to w zasiegu;-) ale
                              w szkoły przyjazne itp.. o tym juz pisałam. "

                              bardzo trudne kryterium sobie znalazłaś...;) nawet w zdobywaniu
                              informacji.

                              Ja mam trochę lepszy humor, bo wczoraj ktoś odradzał mi jedną ze
                              szkół, którą prawdopodobnie będzie zainteresowany syn. Padła list
                              wad, argumentów i....... wszystkie wady mieszczące się w
                              naszej "puli" pt. da się przeżyć.

                              Tak naprawdę bardziej niż zachwyty nad daną szkołą przekonuje mnie
                              krytyka , ale poruszająca sprawy, na których mi średnio zależy.
                              • myszmusia Re: Kiedy szkola motywuje... 25.09.09, 11:02
                                > bardzo trudne kryterium sobie znalazłaś...;) nawet w zdobywaniu
                                > informacji.

                                ha;-) tyle to ja wiem.

                                > Ja mam trochę lepszy humor, bo wczoraj ktoś odradzał mi jedną ze
                                > szkół, którą prawdopodobnie będzie zainteresowany syn. Padła list
                                > wad, argumentów i....... wszystkie wady mieszczące się w
                                > naszej "puli" pt. da się przeżyć.

                                no własnie czesto na takiej "negatywnej reklamie" mozna wiecej sie dowiedziec niz na zachwalaniu;-) Mało tego czesto jak ktos (o kim wiem jakie ma priorytety cos gani to wiem,że dla mnie to bedzie ok;-))
        • igge Re: Kiedy szkola motywuje... 07.12.09, 19:33
          31 godzin (w tym 3 artystyczne :) ) plus 1 dobrowolne kółko
          (pani "płaci" za każdą obecność na kółku plusem w dzienniku za
          aktywność, co wkurza mojego małża bardzo :))
          Do konkursu matematycznego np i innych chyba też nie ma absolutnie
          żadnego przygotowania, nawet jakby uczeń sam bardzo chciał np
          poprawić błędy, których nie rozumie.
          Mój syn ceni sobie swój wolny czas i jego względny dostatek nie
          skutkuje w pędzie szalonym do nauki, wręcz przeciwnie :)

          • nchyb Re: Kiedy szkola motywuje... 08.12.09, 19:37
            > plus 1 dobrowolne kółko (pani "płaci" za każdą obecność na kółku
            > plusem w dzienniku za aktywność, co wkurza mojego małża bardzo :))

            a dlaczego to wkurza? W sumie logiczne - kółko nieobowiązkowe, ale
            ktoś chodzi, jest aktywny, to bywa nagradzany...
            • igge Re: Kiedy szkola motywuje... 09.12.09, 16:02
              kółko chemiczne z definicji jest dla osób zainteresowanych tym
              przedmiotem i przyjemnością jest na nie chodzić. Dodatkowa "zachęta"
              w postaci plusa (chyba 6 plusów = piątka za aktywność) to wg małża
              to samo co "płacenie" za piątki. W poprzedniej szkole kolega syna
              dostawał grę od rodziców za każdą piątkę. Kółko jest dodatkowe nie
              obowiązkowe przecież ale wg małża samo pojawienie się nie powinno
              być premiowane niczym, ewentualnie jakieś poważniejsze zadania,
              prace w ramach kólka mogłyby (jak już musi być ten plus za coś z
              kólkiem związanego) być w ten sposób nagradzane/dostrzegane. Coś mi
              się wydaje, że te plusy to z desperacji, bo tak mało jest chętnych.
              Drugie kółko, które młody wybrał i chcial bardzo chodzić na nie, to
              kółko informatyczne i z braku chętnych (tylko 2-3 osoby były
              zainteresowane z całej szkoły) zostało rozwiązane :( Rozumiem plusy
              za aktywność na obowiązkowej lekcji, ale zachęta do poprawienia
              sobie średniej uczęszczaniem na dodatkowe zajęcia może być z lekka
              demoralizująca :) Zamiast fajnej motywacji dziecka dodaje mniej
              fajną, niepotrzebnie...
              • Gość: menodo Re: Kiedy szkola motywuje... IP: *.adsl.inetia.pl 09.12.09, 16:13
                Wydaje mi sie, ze Twoje dziecko chodzi do beznadziejnego gimnazjum i ze sie w
                nim marnuje, stad Twoja frustracja. Rozumiem to, bo 3 lata mojej corki w
                rejonowym gimnazjum uwazam za stracony okres dla jej rozwoju i walcze z
                poczuciem winy z tego powodu. Moja corka chodzi teraz do swietnego liceum, ale
                zawdziecza to wylacznie sobie - wygrala konkurs kuratoryjny bez jakiegokolwiek
                wsparcia szkoly. Calkiem niezle sobie radzi, ale jak sama mowi, gdyby nie dom,
                czulaby sie jak osoba z glebokiej wsi, choc chodzila do szkoly w centrum
                Warszawy. Jesli masz takie mozliwosci i czas na zmiane, przenies dziecko do
                lepszego gimnazjum,choc nie wiem gdzie mieszkasz; w Warszawie poza kilkoma
                wyjatkami - kazde prywatne jest lepsze od panstwowego.
                • verdana Re: Kiedy szkola motywuje... 09.12.09, 18:25
                  Cóz gimnazjum mojego syna jest bardzo dobre, a uczestnictwo w wielu
                  pozalekcyjnych aktywnosciach szkolnych jest premiowane wyższymi
                  stopniami. Dla mnie jest to jak najbardziej OK - nie rozumiem,
                  dlaczego uczeń, ktory wklada więcej pracy w uczenie się danego
                  przedmiotu ma być nagradzany li i jedynie satysfakcja, podczas gdy
                  nauczenie się do klasowki - czesto wymagające mniej pracy - ma
                  przynieść wymierna nagrodę. Owszem, idealnym rozwiazaniem byloby,
                  aby nagroda za naukę i prace byla satysfakcja, tyle, ze nikt o ile
                  wiem na tej zasadzie nie pracuje - no, może ja:)
                  Dla mnie plusy za uczestnictwo w zajeciach obowiazkowych nie są
                  niczym zlym same w sobie - gorzej, jesli mlodziez dostaje je tylko
                  dlatego, ze nauczycielce potrzebna jest frekwencja.
                  • Gość: menodo Re: Kiedy szkola motywuje... IP: *.adsl.inetia.pl 10.12.09, 11:27
                    verdana napisala:
                    "Dla mnie plusy za uczestnictwo w zajeciach obowiazkowych nie są
                    niczym zlym same w sobie - gorzej, jesli mlodziez dostaje je tylko
                    dlatego, ze nauczycielce potrzebna jest frekwencja."

                    Mnie sie wydaje, ze igge miala na mysli taka wlasnie sytuacje.
                    Nauczyciel dostaje pieniadze za kolko - warunkiem jest utrzymanie frekwencji,
                    dlatego ja premiuje. czesto jest to szansa na podwyzszenie oceny dla uczniow
                    niekoniecznie zainteresowanych przedmiotem, ale wylacznie srednia.
                    Moja corka uzdolniona plastycznie nie chciala chodzic na kolko w podstawowce, bo
                    byly to zajecia na zasadzie to porobcie jakies lancuchy na choinke szkolna.pani
                    w tym czasie rozmawiala sobie z inna nauczycielka i od czasu do czasu
                    wrzeszczala - "ale prosze o spokoj". Dzieci robily te lancuchy albo nie - ale
                    szosteczka na koniec sie nalezala...Moja corka miala tylko 5 - bo nie chodzila
                    na kolko; co z tego ze mogla wykazac sie pracami z innych zajec albo
                    wykonywanymi w domu.

                    Pewnie ze aktywnosc powinna byc nagradzana, ale aktywnosc prawdziwa a nie tylko
                    pozorowana. W szkole Twojego dziecka z pewnoscia nagradzana jest wylacznie
                    aktywnosc pierwszego typu.
                • joa66 Re: Kiedy szkola motywuje... 09.12.09, 18:54
                  menodo- mam pytanie. Kiedy teraz patrzysz się na gimnazjum Twojej
                  córki z perspektywy, czego ono ja nauczyło? Oczywiście nie mówię
                  tylko o kwestiach czysto akdemickich.

                  Czy ta myslisz, że nauka do czegoś sie jej przyda?

                  p.s. ciekawi mnie to w kontekście Waszej sytuacji, kiedy dziecko ma
                  jednak wsparcie w domu i jego wykształcenie nie zalezy tylko od
                  szkoły.
                  • Gość: menodo Re: Kiedy szkola motywuje... IP: *.adsl.inetia.pl 10.12.09, 10:58
                    joa66 napisała:

                    > menodo- mam pytanie. Kiedy teraz patrzysz się na gimnazjum Twojej
                    > córki z perspektywy, czego ono ja nauczyło? Oczywiście nie mówię
                    > tylko o kwestiach czysto akdemickich."

                    Widze chyba same zle rzeczy i moja corka tez je widzi, zwlaszcza ze ma
                    porownanie z tym, czego doswiadcza w liceum.
                    Przede wszystkim swiadomosc zmarnowanych 3 lat w poczuciu zaleznosci od ludzi,
                    z ktorych wiekszosc nigdy nie powinna byla trafic do zawodu nauczycielskiego. W
                    szkole, gdzie dzieci uzdolnione (taka byla klasa corki - nierejonowa) okazaly
                    sie wielkim problemem. Bo dla dresiarzy i dealerow mozna bylo zalozyc monitoring
                    i kraty w oknach a na 'przemadrzale panienki" pomyslu nie bylo. To znaczy byly
                    - obrazanie ich, zanizanie koncowych ocen, podcinanie skrzydel uwagami w stylu
                    - no zobaczymy jaka to z ciebie gwiazda (przed kazdym etapem konkursu).
                    Wyjatkiem byla jedna nauczycielka - polonistka, przy ktorej moja corka bardzo
                    sie rozwinela intelektualnie i od ktorej dostala duzo wsparcia emocjonalnego.

                    Czasami, probujac ominac korki, przejezdzamy obok tej szkoly. Corka zaslania
                    wtedy oczy i pyta - czy juz ??? Raz moj maz zatrzymal sie przed ta szkola i
                    powiedzial niby zartem - obudz sie, to byl sen, ty nadal chodzisz do
                    gimnazjum... Corka dostala histerii i zaczela wrzeszczec, ze ojciec jest sadysta...

                    Na bal gimnazjalny dostala piekna sukienke - niedawno powiedziala, ze ja
                    wyrzuca, bo nie zalozy jej wiecej a oddana jakiejs dziewczynce moglaby
                    przyniesc jej pecha. Zadnych spotkan klasowych, zero aktywnosci w stylu
                    nasza-klasa.; jak najszybciej wymazac z pamieci ten koszmar.

                    Czy byly z tej szkoly jakies korzysci? Moze taka, ze moja corka pozbawiona jest
                    leku przed tzw. trudna mlodzieza, czestym u dzieci (i ich rodzicow) ze szkol
                    prywatnych. Zdarza jej sie, ze podchodzi do "karka" w tramwaju i prosi go, aby
                    ustapil miejsce staruszce. Ma znajomych z roznych srodowisk i potrafi mowic
                    "roznymi jezykami" (swietny slang dresiarski), nie ocenia ludzi po "markach"
                    szkol, do ktorych chodza. Ostatnio spotkala kolege z podstawowki, ktory z testu
                    po 6 klasie mial 40 pkt. - teraz chodzi do liceum no logo. Zrobilo jej sie
                    przykro, bo jak slyszala, tam gdzie trafil jest jeszcze gorzej niz w jej gimnazjum.

                    Ale te korzysci, dyskusyjne zreszta, nie przewyzszaja jednak kosztow jakie
                    ponioslo moje dziecko, chodzac do tak zlego gimnazjum. Gdybym miala jeszcze raz
                    decydowac - poslalabym corke do jakiejkolwiek szkoly prywatnej, bo tych kilka
                    dobrych gimnazjow w Warszawie znajduje sie poza zasiegiem komunikacyjnym od
                    mojego domu.
                • Gość: igge Re: Kiedy szkola motywuje... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.12.09, 14:03
                  cóż menodo, nie przeniosę syna, nadal mam nadzieję, że jego
                  gimnazjum nie jest beznadziejne, choć od czasu do czasu miewam
                  poczucie winy, że rzucam mu kłody pod nogi zamiast wspierać np
                  dowożeniem go do renomowanego państwowego gimnazjum półtorej godziny
                  jazdy od domu. Prywatne szkoły nie wchodzą w grę ze względu na
                  finanse, nie tylko ideolo. Czasami mam wrażenie, że otwieram mu
                  szerzej świat dzięki tej szkole, czasami, że jak mówisz "marnuję"
                  jego zdolności. Lubię tę szkołę właśnie też dlatego, że ma sto razy
                  trudniejsze zadania pedagogiczne niż przeciętna szkoła z mniej
                  zróżnicowanym rejonem (już nie mówiąc o wyselekcjonowanych
                  prywatnych gimnazjach). Jeśli sama kiedykolwiek chciałabym być
                  nauczycielką to właśnie tylko w takiej szkole. Smutne, że widzisz
                  tylko tyle korzyści z córki gimnazjum...
                    • joa66 Re: Kiedy szkola motywuje... 17.12.09, 18:18
                      Menodo - ja do listy rzeczy, które Twoja córka zyskała dodałabym
                      jeszcze jedną - wiarę, że da sobie radę sama, bez pomocy nauczycieli.

                      p.s. na marginesie, moim zdaniem, trochę większa róznorodność w
                      szkołąch państwowych, nie ma aż takiego znaczenia w kształtowaniu
                      postawy młodego człowieka. Do pewnego wieku to przede wszystkim dom
                      rodzinny ma znaczenie. Czasmi rodzicom dla których to jest ważne,
                      wydaje się, że np. dobre zachowania ich dzieci wynikają właśnie z
                      pobytu w szkole państwowej. A tak naprawdę jest to wynikiem tego, że
                      dla nich (rodziców) to są ważne sprawy.
                      • Gość: igge Re: Kiedy szkola motywuje... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.12.09, 22:56
                        przepraszam menodo jeśli Cię uraziłam niechcący, dzięki za
                        troskę...bawienie się w tak ale niestety mam chyba we krwi, zawsze
                        nawet jak jestem czegoś pewna, mam wątpliwości, bo rzadko coś jest
                        jednoznacznie dobre lub złe, w tym szkoły moich dzieci, trzy na
                        razie.
                        Moj syn zyskuje na razie między innymi, oprócz rzeczy, które
                        wymieniłaś :) poczucie solidarności ze słabszymi od siebie,
                        codzienny trening w pomaganiu innym, szansę wykazania się mocnym
                        charakterem i trwania przy swoich decyzjach lub przewartościowania
                        paru rzeczy, możliwość zaprzyjaźnienia się z ludźmi, których wśród
                        znajomych rodziców i ich dzieci nie miałby jak poznać, wiele
                        sytuacji sprzyjających intensywnemu myśleniu, budowaniu
                        niejednoznacznego obrazu świata, uczy się empatii i troski,
                        włączania wszystkich w realizację wspolnego zadania zamiast powielać
                        stereotypy, izolować się i dbać o wąsko pojmowane wykształcenie
                        samego siebie. Nie wiem co mój syn będzie robił w przyszłości i
                        jakie zdobędzie wykształcenie. Może w tej szkole nie znajdzie wielu
                        partnerów do rozmowy o nowoczesnej architekturze, ale jest w
                        atmosferze jego klasy coś, nie wiem, bezcennego :) i chciałabym,
                        żeby tę uważność, niespodziankę, zdziwienie, ciekawość, żarliwość,
                        dystans i jednocześnie brak dystansu, zachwyt i uśmiech wyniósł
                        dalej ze sobą.
                        Menodo, może bardziej przekonam Ciebie jakoś hmmm racjonalniej
                        podchodząc do tematu: syn mój najbardziej lubi matmę, a jego
                        wychowawcą jest starszy matematyk-pasjonat, mają jakiś autorski
                        program matematyki, bo człowiek ten pisze też podręczniki. Syn
                        wygrał na razie jakieś szkolne dwa konkursy matematyczne i może cd
                        nastąpi ? Pozdr serdecznie i dzięki za troskę i zrozumienie
                        • joa66 Re: Kiedy szkola motywuje... 18.12.09, 07:33
                          "poczucie solidarności ze słabszymi od siebie,
                          codzienny trening w pomaganiu innym, szansę wykazania się mocnym
                          charakterem i trwania przy swoich decyzjach lub przewartościowania
                          paru rzeczy, możliwość zaprzyjaźnienia się z ludźmi, których wśród
                          znajomych rodziców i ich dzieci nie miałby jak poznać, wiele
                          sytuacji sprzyjających intensywnemu myśleniu, budowaniu
                          niejednoznacznego obrazu świata, uczy się empatii i troski,
                          włączania wszystkich w realizację wspolnego zadania zamiast powielać
                          stereotypy, izolować się i dbać o wąsko pojmowane wykształcenie
                          samego siebie. "

                          A której z teych rzeczy pozbawiają szkoły niepubliczne?:)

                          solidarność ze słąbszymi:

                          - w szkołach niepublicznych nie ma słabszych i silniejszych
                          -czy obecnośc słabszych automatycznie rodzi poczucie solidarności z
                          nimi i u każdego trenuje CODZIENNIE pomoc innym?

                          Czy w szkołąch niepublicznych nie można wykazac się silnym
                          charakterem i trwac przy swoich decyzjach?

                          -czy nie można przewartościować paru rzeczy?


                          - Czy MOZLIWOŚĆ zaprzyjaźnienia się z dziećmi innymi niż dzieci
                          znajomych rodziców jest tylko w szkole państwowej? Czy duzo jest
                          tam takich PRZYJAŹNI?

                          -Czy w szkołach niepublicznych nie ma sytuacji zmuszających doi
                          intensywnegoi myslenia?

                          -czy świat budowany w oczach dzieci jest zawsze niejednoznaczny (i
                          to zasługa szkoły) , a dzieci ze szkoł niepublicznych jest
                          jednoznaczny?


                          - w jaki sposób (konkretnie) szkoła państwowa uczy troski i empatii
                          ( a szkoła niepubliczna juz nie)?

                          -w jaki sposób szkoła państwowa włącza WSZYSTKICH w realizację
                          wspólnego działania zamiast powielac stereotypy ( a szkołą
                          niepubliczna juz nie)?

                          - "izolować się i dbać o wąsko pojmowane wykształcenie
                          samego siebie".: na czym to polega? czy w szkołąch publicznych
                          uczniowie nie dbają o wykształcenie samego siebie? Czy kształcą też
                          kolegów? Chyba, że masz na mysli pomoc w nauce - ale coś takiego
                          istnieje też w szkołąch niepublicznych. To zdanie jest właśnie
                          powielaniem stereotypów;)


                          -izolowanie..?


                          O tym jaki jest młody człowiek NAPRAWDĘ nie świadczy tylko to czy
                          rodzice chcą i mogą płącic czesne. Jest wiele innych rzeczy np.:

                          -wykształcenie i aspiracje rodziców
                          -stosunek do słąbszych w domu
                          -stosunek do innych w domu
                          -czas rodziców poświęcony dzieciom
                          -wartości rodziców
                          -ewentualne konflikty rodzinne
                          -to czy dziecko jest jedynakiem
                          -czy jest "z natury" inne


                          i miliony innych rzeczy. Dzielenie dzieci wg tego do jakiej szkoły
                          chodzą jest uproszczeniem.


                          • Gość: igge Re: Kiedy szkola motywuje... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.12.09, 18:42
                            joa, nie mam siły do każdego twojego pytania pisać dwie strony
                            odpowiedzi/przykladów :( Generalnie fajnie, że stawiasz takie
                            pytania, ja wierzyłam, że akcent akurat w rejonówce małego jest
                            położony na innych zasadniczo sprawach niż w podstawówko-gimnazjum
                            twojego młodego. Ty twierdzisz coś innego. Nigdy nie chciałam
                            powiedzieć, że społeczna szkoła w ogóle pozbawia swoich uczniów tych
                            wartości, które w poprzednim poście wymieniłam. Po prostu co innego
                            wydaje się być priorytetem bo warunki działania i środowisko inne.
                            Aczkolwiek w każdej obecnie szkole w mniejszym lub większym stopniu
                            nauka to produkt do konsumpcji. Na papierze cele edukacyjne i cała
                            aksjologia są podobne, żeby nie powiedzieć takie same. Wychowanie,
                            nie licząc mocnej pozycji Kościoła w państwowych placówkach, wydaje
                            się być w istocie zawsze na daleeeekim drugim miejscu (chociaż
                            deklaruje się często co innego).

                            Joa Pomyślę potem, po licznych rodzinnych (joa, jak wiesz ostatni
                            raz malż miał 30 lat :) świętach o twoich pytaniach, może
                            rzeczywiście się zagalopowałam? Aczkolwiek śledzę od lat uważnie
                            twoje wypowiedzi o szkole dziecka i między innymi na podstawie tego
                            co od dawna opowiadasz (plus wypowiedzi dzieci) ukształtowała się
                            moja opinia o różnicach, których Ty nie widzisz wcale.

                            A nauczyciele syna na razie są w porzo (to dopiero 4 miesiąc nauki).
                            Chociaż muszą łapać nawiewające z lekcji dzieciaki, zachęcać
                            pogrążonych we śnie na matematyce do nauki (koleś budzi się tylko
                            na wf :), odpowiadać na zaskakujące pytania dziecka, które inicjację
                            seksualną ma dawno za sobą i przy klasowych rodzicach uzupełnia
                            zapas prezerwatyw, treści programowe dla 13latkow wbijać do głowy
                            16latkom czekającym z utęsknieniem na koniec obowiązku szkolnego,
                            wyjmować z łapek ciastka i paluszki po dzwonku, znosić notoryczny
                            brak prac domowych, kilka zagrożeń na semestr na jednego ucznia itp.
                            Myślę, że nie jest im lekko. Ci nauczyciele zachowują ciepło i
                            życzliwość do dzieci, chociaż czasami jak Młody opowiada co się
                            działo w szkole, albo co usłyszał od kolegów to z małżem szczęka nam
                            opada i dostajemy ataku śmiechu plus siadamy z niedowierzania. Mój
                            syn raczej nie jest przesadnie otwarty, sam z siebie dozuje
                            oszczędnie info o szkole, ale na pewno mówi prawdę, a ta prawda jest
                            czasami mocno zaskakująca i wręcz humorystyczna. Myślałam, że dużo
                            wiem o szkole/szkołach ale kontakt z tą akurat szkołą rozszerza
                            horyzonty
                            :)) w nieoczekiwanych kierunkach :)
                            • joa66 Re: Kiedy szkola motywuje... 18.12.09, 19:05
                              Ja po prostu nie wierzę, że sama obecność dzieci najogólniej mówiąc
                              słabszych ma zbawienny wplyw na otoczenie. Niestety nie. Z tego co
                              słyszę od róznych osób bardzo często takie dzieci są izolowane, nie
                              tylko przez kolegów, ale i przez nauczycieli, dokucza się im i tak
                              dalej. Wybacz, ale nie wierzę we wspólne działanie wszystkich
                              uczniów pełnych empatii. Za dużo słyszałam o wykluczeniu dzieci z
                              domów dziecka ze szkolnych imprez, niedawno był program o szkole,
                              gdzie cała klasa integracyjna jest szykanowana przez reszte szkoły i
                              tysiące innych historii.

                              Widziałam też wiele dzieci ze szkoł państwowych opętanych manią
                              posiadania, marek itp.


                              To przede wszystkim DOM kształtuje takie postawy, a nie to czy
                              szkołą jest państwowa czy nie.

                              Po prostu nie zgadzam się z Twoim idylicznym obrazem wychowawczym
                              szkoły państwowej, jako takiej, która tak wspaniale uczy empatii i
                              codziennie trenuje pomaganie innym.


                              • joa66 Re: Kiedy szkola motywuje... 18.12.09, 19:20
                                P.S. Gdybym była nauczycielem myślę, że też wolałabym uczyć w szkole
                                państwowej (przynajmniej na etapie podstawówki). Nie dlatego, że
                                dzieci z niepublicznych są gorsze, ale praca w szkole państwowej
                                pewnie dawałaby mi więcej satysfakcji , bo byłaby trudniejsza, poza
                                tym często widziałabym efekty tylko SWOJEJ pracy.
                                :)
                              • Gość: igge Re: Kiedy szkola motywuje... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.12.09, 19:34
                                a ja joa66 w ten idylliczny obraz szczerze wierzę i go często
                                obserwuję :)
                                Natomiast pojedyncze przypadki czasowo ograniczonej izolacji tez
                                zachodzą :) Np dzisiaj na plastyce całą klasa zwiała do pierwszych
                                łąwek izolując dziecko z domu dziecka w ostatniej bo...puszczało
                                całą lekcję głośne gazy i nawet pani wykazała brak pedagogicznego
                                podejścia grożąc mu jedynką gdyby podsunął się bliżej przodu klasy
                                (co rozochocony efektem zamierzał dla postrachu zrobić). Wykazał
                                brak znajomości norm społecznych lub brak internalizacji owych ?
                                Przepraszam za obrzydliwy przykład ale takie, okazuje się, są
                                realia. Nie cały ten mój obrazek świata szkolnego dziecka idylliczny.
                                • joa66 Re: Kiedy szkola motywuje... 18.12.09, 19:52
                                  Ja słyszałam o wykluczeniu dzieci ze szkolnych wiglii.

                                  słyszałam o tym, że część klasy nie jeździ na wycieczki.


                                  znam chłopca szykanowanego za kolor ciemny skóry i nauczycieli,
                                  którzy udawali, że nic złego się nie dzieje.

                                  Pomjając już często poruszane kwestie dzieci z ADHD

                                  Naprawdę nie chce mi się wymieniać.

                                  Zgadzam się z tym , ze dzieciom ze szkoł niepublicznych jest pod
                                  wzlędem NIEKTÓRYCH kwestii łatwiej.

                                  Ale to nie oznacza AUTOMATYCZNIE, że na dzieci ze szkoł państwowych
                                  spada jakaś łaska empatii i tolerancji przez sam fakt, że w klasie
                                  są dzieci od nich słabsze i dlatego, że w niektórych sprawach jest
                                  im trudniej.


                                  Na to pracuje DOM, szkołą może tylko próbować pomoć (zaszkodzić).


                      • Gość: menodo Re: Kiedy szkola motywuje... IP: *.adsl.inetia.pl 18.12.09, 00:08
                        Wiesz, ale ja mysle, ze kiedy sie ma 13-16 lat lepiej jest wierzyc, ze
                        nauczyciele to ludzie madrzy, odpowiedzialni, niekoniecznie "fajni", ale
                        przyzwoici, grajacy fair...Powiedzialabym nawet - warto byc w tym wieku nawet
                        troche naiwnym.

                        Co do zalet "zroznicowania spolecznego" w szkolach publicznych - tez bym ich nie
                        przeceniala na etapie podstawowki czy gimnazjum. Jesli dziecko wychowywane jest
                        na nadetego buca - bedzie nim po szkole kazdego typu.
                        Widze natomiast zalety dobrych publicznych lieceow - wydaja mi sie bardziej
                        stymulujace, bo spotyka sie w nich mlodziez o roznych zainteresowaniach, z
                        roznych srodowisk, ale o podobnym poziomie intelektualnym.
              • morekac Re: Kiedy szkola motywuje... 10.12.09, 09:16
                Cóż- sądzę, że jeżeli rodzice decydują się za nagradzanie za piątki
                czy szóstki- to raczej te oceny są na tyle rzadkie, że rodzinie
                ruiną nie grożą ;-).
                A dlaczego uczeń, który wykazuje ponadnormatywne zainteresowanie
                przedmiotem ma być niedoceniony? Wierz mi - na kólko chemiczne nie
                chodzi się z powoodu ewentualnych plusów.
                A jedna piątka w powodzi innych stopni też specjalnie średniej nie
                zmieni.
                A chętnych na kółko było mało - bo może zajęcia nieciekawe albo za
                mało rozreklamowane?
                  • verdana Re: Kiedy szkola motywuje... 02.02.10, 14:52
                    Owszem, motywacji bardzo często jest za wiele. Dodatkowe zajęcia
                    czasem są konieczne do zdania egzaminu, ale IMO odbywa się to
                    kosztem rozwoju, a nie przyczynia do niego.
                    Zajęcia są OK, o ile samo dziecko chce na nie chodzić i zostaje mu
                    trochę czasu na normalne życie.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka