Dodaj do ulubionych

No i nie uznala usprawiedliwienia...

22.10.09, 16:38
Cholera.
Obserwuj wątek
      • verdana Re: No i nie uznala usprawiedliwienia... 22.10.09, 16:48
        Odwolywać się bedzie sam syn. Tzn. ma jutro porozmawiac z
        dyrektorka, ma z nia bardzo dobry kontakt, czesto rozmawiaja
        półoficjalnie, bo sym chodzil do niej na fakultet z polskiego. Ma
        iśc i zapytac, co ma zrobić w takiej sytuacji.
        Niestety, jestem przekonana, ze oficjalne zlozenie pisma skonczy się
        tym, ze usprawiedliwienie zostanie uznane, a moj syn bedzie mial
        poprawke z geografii.
          • verdana Re: No i nie uznala usprawiedliwienia... 22.10.09, 17:18
            Nie, dla mnie jest to typowy przyklad "czlowieka z zasadami" - mam
            tez taki egzemplarz w pracy. tzn. jest jakaś zasada i niezaleznie od
            sytuacji nie istnieja wyjatki. Chocby wyjątek był najbardziej
            sluszny, nikogo nie krzywdził itd.
            W pracy mam teraz podobną sytuacje - w walke z człowiekiem "z
            zasadami" zaangażowalam się ja, dyrekcja - i nic. A chodzi o bardzo
            drobne i nieistotne przekroczenie przepisow (zlożenie papierow o
            dzień za późno przez kandydata na studia). Miejsce jest za duzo, nie
            ma sytuacji, ze ktos by na tym ucierpial, dziewczyna ma jedna,
            jedyna szanse w zyciu - a facet przyjąć papierow nie chce. Bo nie.
            • Gość: menodo Re: No i nie uznala usprawiedliwienia... IP: *.adsl.inetia.pl 22.10.09, 17:32
              verdana napisała:

              > Nie, dla mnie jest to typowy przyklad "czlowieka z zasadami"

              Ale co to za zasady? A zwlaszcza - co to za zasady kiedy - jak piszesz -
              dyskusja z ich slusznoscia (np. w postaci odwolania do dyrektora) moze sie
              odwetem na dziecku...Czyli nie o zasady chodzi ale o wielkie nauczycielskie
              EGO...Moje zawsze musi byc na wierzchu a jak nie to ja ci jeszcze pokaze...
            • scher Re: No i nie uznala usprawiedliwienia... 22.10.09, 18:13
              verdana napisała:

              > Nie, dla mnie jest to typowy przyklad "czlowieka z zasadami"

              No właśnie chodzi o to, że nie można być dogmatycznym; zasady powinny służyć ludziom i jakiemuś dobru, a nie tylko być po prostu.

              Ja bym jednak tego dziecku nie zostawił. Dziecko zbędą, przykleją mu łatkę pieniacza. Ja bym uprzejmie i bezosobowo napisał prośbę do dyrektora o usprawiedliwienie tej nieobecności. Pismo rodzica do dyrektora to już nie w kij dmuchał, ranga sprawy rośnie.
          • Gość: menodo Re: No i nie uznala usprawiedliwienia... IP: *.adsl.inetia.pl 22.10.09, 17:44
            joa66 napisala"
            "Czasami czytając to forum mam wrażenie, że III klasa gimnazjum to
            ulubiony czas i miejsce niektórych nauczycieli. Dopiero teraz czują
            pełnię władzy. "

            To tez jest tak, ze w 1 czy 2 klasie rodzice odpuszczali, oceny nie mialy az
            takiego znaczenia. Natomiast w 3 klasie dzieciom zaczyna zalezec na stopniach i
            kiedy okazuje sie, ze przeszkoda sa fochy, uprzedzenia, msciwosc albo kompleksy
            nauczyciela - zaczyna sie robic "goraco"...Rodzice kolezanki corki, ktora jest
            teraz w 3 klasie w tym samym gimnazjum sa przerazeni, mowia, ze ci sami
            nauczyciele zmienili sie nie do poznania...A pamietam jak w zeszlym roku dziwili
            sie temu, co im opowiadalam...
          • verdana Re: No i nie uznala usprawiedliwienia... 22.10.09, 17:28
            To co napiszę teraz zabrzmi absurdalnie w świetle całej spray - ale
            szkola mojego syna jest naprawde całkiem niezla i przyjazna
            mlodziezy. Akurat synowi trafila się jedna z niewielu
            typowych "nauczycielek".
            Dyrektorka jest raczej dostępna, żaden cerber jej nie broni.
            • Gość: menodo Re: No i nie uznala usprawiedliwienia... IP: *.adsl.inetia.pl 22.10.09, 18:54
              verdana napisala:
              "Dyrektorka jest raczej dostępna, żaden cerber jej nie broni. "

              Ale skad wiesz ze interwencja dyrektorki po rozmowie z synem nie skonczy sie
              tak, ze wychowawczyni jeszcze bardziej sie usztywni?
              No bo co taki maly bedzie chodzil na skarge do dyrekcji???

              Co innego kiedy do dyrekcji przychodzi rodzic, zwlaszcza ze sprawa dotyczyla jak
              rozumiem Twojej korespondencji z wychowawczynia...

              Moja corka zadarla ze swoja wychowawczynia, kiedy ta, po tym jak juz corka byla
              finalistka konkursu zaproponowala jej trojke na koniec. Corka wybiegla z lekcji
              prosto do psychologa szkolnego, a ten od razu do dyrekcji, wezwali nauczycielke itd.
              Juz do konca roku corka miala u niej "krzywo" a w 3 klasie dobre relacje z
              wychowawca to podstawa.
              • claratrueba Re: No i nie uznala usprawiedliwienia... 27.10.09, 09:27
                Dlaczego nie uznała? Nauczyciel (podobnie pracodawca) musi mieć uzasadnione
                powody by takowe kwestionować. I musi je wyjawić zainteresowanemu. Tu nie ma
                "nie bo nie"- są przepisy.
                A ja bym też nie przyjęła kandydatki na studia, która nie złożyła dokumentów w
                terminie- o ile był znany powszechnie. Bo to niezgodne z prawem. Koniec. kropka.
                Chyba, że są powody istotne- choroba, nieobecność w kraju, zdarzenie losowe-
                prawo takie przewiduje. "Wartościowość osoby" nie jest żadnym usprawiedliwieniem
                łamania prawa.
                • ratyzbona Re: No i nie uznala usprawiedliwienia... 27.10.09, 10:04
                  Serio uważasz że wykonywanie zadania szkolnego w czasie szkolnym jest tak
                  rażącym odstępstwem od zasad. Z resztą masz rację że nie należy odstępować od
                  zasad z góry ustalonych ale nie należy też tworzyć sobie zasad z powietrza.
                  Gdybyś tego samego kandydata nie przyjęła we wtorek przed terminem ponieważ byś
                  uznała że we wtorki kandydatów nie przyjmujesz niezależnie od okoliczności byłby
                  to przepis równie idiotyczny. To że ktoś mający władzę ustali jakąś zasadę nie
                  oznacza że ta zasada ma cokolwiek wspólnego ze zdrowym rozsądkiem i że trzeba
                  się na nią godzić
                  • claratrueba Re: No i nie uznala usprawiedliwienia... 27.10.09, 11:19
                    Ratyzbono, dla mnie takie pojęcia jak "obowiązkowość" i "punktualność" to nie są
                    "pamiątki z kuferka babuni" ale zasady cywilizowanego świata (dziwnie tam
                    cenione). I wiesz, bardzo one "pasują" moim uczniom, którzy wiedzą, że jeśli mam
                    byc u nich na lekcji o 17 w poniedziałek to będę. I klientom, którzy wiedzą, że
                    jeśli mam wykonać dla nich pracę na wtorek rano, to ona będzie gotowa na wtorek
                    rano a nie np. czwartek po południu. I dziwnie nas wszystkich drażni, że lekarz
                    nie przyjmuje nas o np.9 jak byliśmy umówieni a dwie godziny później.
                    To że ktoś mający władzę ustali jakąś zasadę nie
                    > oznacza że ta zasada ma cokolwiek wspólnego ze zdrowym rozsądkiem i że trzeba
                    > się na nią godzić
                    "Polskie" podejście do zasad i prawa. Moje jest inne, niestety.
                    • ratyzbona Re: No i nie uznala usprawiedliwienia... 27.10.09, 14:58
                      Czy ja gdzieś napisałam że nie cenię obowiązkowości i punktualności? Jeśli
                      chciałaś pouczyć młodą osobę jak poważnie powinno się traktować zobowiązania to
                      niestety chybiłaś bo ja niestety się nie spóźniam i dotrzymuję terminów - ale
                      jednocześnie nie mam zamiaru udawać że zasady można sobie dowolnie kształtować i
                      jedyne co człowiekowi pozostaje to przyklęknięcie na jedno kolano. Serio -
                      czytałaś wątek i widzisz że uczeń w dniu w którym jego klasa pojechała na
                      wycieczkę on zamiast zostać w domu i oglądać TV albo pójść do zupełnie innej
                      klasy uczyć się rzeczy na innym poziomie postanowił poświęcić ten dzień na
                      robienie dodatkowej pracy dla tej samej szkoły. Moim zdaniem większego przykładu
                      obowiązkowości raczej nie ma. Nie przyjęcie usprawiedliwienia nie jest tu
                      stosowaniem się do zasad ale czystą złośliwością.
                      • verdana Re: No i nie uznala usprawiedliwienia... 27.10.09, 15:05
                        Cóż, szkola wymaga wykonania zadania, ktore wykonac można tylko w
                        godzinach szkolnych. Z drugiej stony szkola nie usprawiedliwia
                        nieobecnosci na lekcjach, bo uczeń musi być obowiazkowy, nic innego -
                        łącznie z niemożnoscią wykonania zadania szkolnego - dla szkoły sie
                        nie liczy. Pracownik może wziąć dzień urlopu na żądanie. Uczeń nie.
                        Jak wobec tego uczeń ma być w zgodzie w wymaganiami szkoly i byc w
                        porządku? ma pokornie przyjąc zmniejzenie stopnia z zachowania,
                        ponieważ robił to, co powinien?
                        Nie mówiąc juz o takim drobiazgu, zę rodzice mają prawo
                        usprawiedliwic nieobecnośc dziecka w szkole. Jesli nie - odbiera im
                        się podstawowe prawa rodzicielskie - szkoła moze wymagac
                        systematycznosci i obowiazkowosci, nie moze jednak wymagać, aby
                        rodzice nie mogli nigdy zalatwić nic wraz z uczniem w godzinach
                        szkolnych ani zadecydować, ze np. z powodow osobistych nie pojdzie
                        do szkoly.
                        A syn nie prosil dyrektorki o zalatwienie sprawy - zapytal po prostu
                        co ma zrobić w takiej sytuacji.
                        • agatka_s Re: No i nie uznala usprawiedliwienia... 27.10.09, 15:24
                          szczerze powiem, bardzo dziwne jest to co robi ta pani wychowawczyni.

                          Jaki ma "interes" wychowawca w nieuznaniu usprawiedliwienia rodzica ?
                          Już abstrachując że to skrajnie nieżyczliwe, to też sam "strzela sobie
                          w stope"-bo wiadomo że lepoiej jak wychowawcy mają klasy bez wagarów i
                          innych problemów. Szczerze nigdy nie spotkałam się aż z taką
                          nieżyczliwością, a często mój syn przedłużał sobie narty, albo teraz
                          tydzień pojechaliśmy na F1, a kilka razy poprostu coś trzeba było
                          załatwić i do szkoły nie szedł i ja zawsze pisałam prawde i nie było
                          problemu. Ważne było tylko aby wszelkie zaległości zostały
                          uzupełnione, i tu nie ma zmiłuj, co jest logiczne oczywiście i fair.

                          Ta historia wygląda na jakąś "prywatną wojne" albo wręcz krucjatę, i
                          tylko się zastanawiam po co ???


                          No i w ogóle stosunek szkoły trochę dziwny...w szkole mojego syna
                          szkoła angażuje się w różne takie rzeczy, i bardzo życzliwie podchodzi
                          do wszelkich nieobecności spowodowanych konkursami, wyjazdami na
                          wymianę, czy innymi sprawami w których uczniowie uczestniczą, i nikomu
                          nie przychodzi do głowy aby "jedna ręka" za coś nagradzała i do czegoś
                          zachęcała, a "druga" karała żeś taki aktywny. Tu wygląda jakby nie
                          było spójnej polityki szkoły, aby takie rzeczy wspierać i promować.


                          • verdana Re: No i nie uznala usprawiedliwienia... 27.10.09, 16:33
                            Ja sam pomysl rozumiem - żeby ci, co nie jada na wycieczke nie
                            uznali tego dnia za dzien wolny. Chociaz IMo pójście na lekcje do
                            klasy rownoleglej to strata czasu - ale rozumiem, ze jest to
                            forma "zachecania" do wyjazdu na wycieczkę. Uprzedzono na zebraniu,
                            ze zadnych usprawiedliwień się nie przyjmuje - fakt. Cóz, kiedy
                            dzień po zebraniu zadzwonił facet, do ktorego syn mial się zglosic i
                            trudno było mu zawracac głowę. Więc to nie jest prywatna wojna, to
                            wlasnie przestrzeganie litery, nie ducha przepisow.
                            Szkoła tez zazwyczaj promuje takie sprawy, dlatego tez jestem
                            zdziwiona. Wydaje mi się, ze bylo to spowodowane masową rezygnacja z
                            wycieczko - trudno sie dzieić, za jednodniowa trzeba bylo zaplacić
                            170 zl.
                            W tej szkole na przedlużenie sobie ferii trzeba, o ile wiem, zgody
                            dyrekcji i to mnie nie oburza.
                            • claratrueba Re: No i nie uznala usprawiedliwienia... 28.10.09, 06:51
                              Uprzedzono na zebraniu,
                              > ze zadnych usprawiedliwień się nie przyjmuje - fakt.
                              Czyli wszystko było jasne. Zakładam, że milcząco zaakceptowałaś ten fakt. A
                              potem jednak uznałaś (czy syn uznał), że jego to nie obowiązuje. Cel, któremu
                              poświęcił ten dzień był zbożny, ale to drobna okoliczność (Ratyzbono!). Obecność
                              na wycieczce stanowiła część jego obowiązku szkolnego, nie dopełnił go.
                              Dyrektorka załatwi... Jasne, że załatwi. Będzie dobrze, nie martw się. Młody
                              człowiek przekona się, że nie trzeba wcale ponosić konsekwencji swoich wyborów-
                              "da się załatwić".
                              • joa66 Re: No i nie uznala usprawiedliwienia... 28.10.09, 07:10
                                "Obecność
                                na wycieczce stanowiła część jego obowiązku szkolnego, nie dopełnił
                                go. "

                                Jakim prawem obecność na wycieczce za 170 zł za dzien jest
                                obowiązkowa?

                                Poza tym, stawierdzenie, że żadnych usprawiedliwień nie przyjmuje
                                jest niezgodne z prawem i nieetyczne. Bo to oznacza, że ze szpitala
                                też nie, od rodziców na pogrzeb bliskiego też nie. Skoro żadnych to
                                żadnych.
                                • claratrueba Re: No i nie uznala usprawiedliwienia... 28.10.09, 10:09
                                  Jakim prawem obecność na wycieczce za 170 zł za dzien jest
                                  > obowiązkowa?

                                  O wycieczce i jej kosztach zostali poinformowanie rodzice na zebraniu, również o
                                  obowiązkowej obecności na niej. Mogli wyrazić sprzeciw i musiałby zostać uznany
                                  (o ile oczywiście nie byłaby to jedna lub kilka osób osób- wtedy droga jest
                                  inna- oświadczenie "nie zgadzam się na udział mojego dziecka w wycieczce..." bez
                                  konieczności podawania powodów). Takie oświadczenie musi być honorowane jednak
                                  szkoła musi zapewnić zajęcia, w których uczeń będzie uczestniczyć obowiązkowo.
                                  Skoro żadnych to
                                  > żadnych.
                                  No nie. Choroba, wypadek itp. zdarzenia losowe są zawsze usprawiedliwieniem,
                                  nawet nieobecności na egzaminie (w takiej syt. Państwowa Komisja Egzaminacyjna
                                  zbiera się w innym terminie specjalnie dla poszkodowanego ucznia- obowiązek
                                  ustawowy).
                                  Verdana napisała również "z pracy można wziąć zwolnienie jednodniowe bez podania
                                  powodów"- fakt, ale przepisy Kodeksu Pracy ucznia nie dotyczą. Analogicznie ja
                                  nie mogę (niestety) zapalić sobie skręta (z pewną rośliną) powołując się na
                                  prawo np. holenderskie, bo mnie ono nie dotyczy.
                                  A tak na koniec, ja bym dała spokój z tym "załatwianiem". Mniejszą szkodą jest
                                  nieusprawiedliwiona nieobecność niż wpajanie dziecku przekonania, że "załatwić
                                  się da." To kiedyś zaprocentuje- np. poszanowaniem terminów, prawda?
                                  • joa66 Re: No i nie uznala usprawiedliwienia... 28.10.09, 10:14
                                    "Choroba, wypadek itp. zdarzenia losowe są zawsze usprawiedliwieniem"

                                    co to znaczy "itp"?;)

                                    Czyli jednak nie jest tak, że żADNE usprawiedliwienie nie będzie
                                    honorowane. Uzasadnione będą. I tak powinna była powiedzieć
                                    nauczycielka.

                                    p.s. odwoływanie się do wyższej instancji to chyba nie
                                    jest "załatwianie"?
                                    • claratrueba Re: No i nie uznala usprawiedliwienia... 28.10.09, 11:23
                                      Czyli jednak nie jest tak, że żADNE usprawiedliwienie nie będzie
                                      > honorowane. Uzasadnione będą. I tak powinna była powiedzieć
                                      > nauczycielka.
                                      Chyba się czepiasz. To, co jest zawsze okolicznością zwalniającą z zajęć
                                      szkolnych, jest z automatu zwolnieniem z wycieczki w ramach zajęć szkolnych.
                                      Trzeba wymieniać? Nauczycielka uznała, że nie- jako oczywiste, uznałabym tak
                                      samo. Generalnie jest to niedyspozycja ucznia z powodów obiektywnych,
                                      niezależnych od niego. Mogę oczywiście zdefiniować "itp"- śmierć w rodzinie,
                                      aresztowanie, zatrzymanie w odległości uniemożliwiającej dotarcie do szkoły z
                                      powodu powodzi, huraganu, trzęsienia ziemi, udział w akcji ratowniczej... Sama
                                      znajdziesz wiele OBIEKTYWNYCH okoliczności zwalniających. Ale ten "obiektywizm"
                                      jest decydujący, nie decyzja ucznia/rodzica.
                                      p.s. odwoływanie się do wyższej instancji to chyba nie
                                      > jest "załatwianie"
                                      W tej sytuacji, raczej jest. Nie ma tu "okoliczności obiektywnych" więc chodzi o
                                      to by "wyższa instancja" uznała, że obowiązkowy udział w wycieczce nie był
                                      obowiązkowy dla tego ucznia.
                                      • joa66 Re: No i nie uznala usprawiedliwienia... 28.10.09, 11:40
                                        Moim zdaniem są okoliczności obiektywne:

                                        -nie każdy może zapłacić za wycieczkę jednodniową 170 zł

                                        -obiektywnie rzecz ujmując cel edukacyjny szkoły będzie zrealizowany
                                        kiedy uczeń przygotuje się do projektu (szkolnego) w jedynym
                                        możliwym terminie, a nie wtedy kiedy uczeń będzie siedział w
                                        przypadkowej klasie odbębniając obecność.

                                        Dlatego odwołanie się od decyzji nauczyciela do instancji wyższej
                                        uważam za uzasadnione.
                                        • claratrueba Re: No i nie uznala usprawiedliwienia... 28.10.09, 11:49
                                          -nie każdy może zapłacić za wycieczkę jednodniową 170 zł

                                          Tak, powinien był rodzic nie wyrazić zgody, co jest jego prawem.

                                          -obiektywnie rzecz ujmując cel edukacyjny szkoły będzie zrealizowany
                                          > kiedy uczeń przygotuje się do projektu (szkolnego) w jedynym
                                          > możliwym terminie, a nie wtedy kiedy uczeń będzie siedział w
                                          > przypadkowej klasie odbębniając obecność.
                                          >

                                          Tak, ale powinien był uzyskać na to zgodę nauczyciela/ dyrektora.
                                              • scher Re: No i nie uznala usprawiedliwienia... 28.10.09, 21:02
                                                Gość portalu: ben napisał(a):

                                                > i dalej może napisać do Kuratora Oświaty i Ministra Edukacji.

                                                Owszem.

                                                > jeszcze do sądu administracyjnego,sądu cywilnego i prokuratora

                                                Nie pleć głupot. Sprawa nie należy do kognicji sądów administracyjnych. A sąd cywilny czy prokurator w tej sytuacji to już totalna bzdura.
                                            • claratrueba Re: No i nie uznala usprawiedliwienia... 28.10.09, 13:45
                                              A ja rozumiem, że nie. W/g mojej oceny (być może się mylę)było tak:
                                              1. PRZED wycieczką bądź o taka zgodę się nie starała, bądź jej nie uzyskała mimo
                                              starań co wydaje mi się mniej prawdopodobne
                                              2. chłopiec na wycieczkę nie pojechał za zgodą matki, która uznała, że projekt
                                              ważniejszy i zapewne założyła, że szkoła jednak jej usprawiedliwienie przyjmie,
                                              choć zapowiadała, że nie
                                              3. PO fakcie, matka napisała usprawiedliwienie, szkoła nie zaakceptowała zgodnie
                                              z wcześniejszą zapowiedzią
                                              4. dalsze próby uznania zwolnienia
                                          • Gość: ben Re: No i nie uznala usprawiedliwienia... IP: 80.48.4.* 28.10.09, 12:01
                                            niby młode jeszcze mamy,a zachowanie babkowate.Cosik mi się zdaje,że
                                            bardziej tu chodzi o 170 zł niż o bzdurne usprawiedliwienie.Szkoła
                                            sztywno realizuje tzw.program wychowawczy,a rodzice nie chcą tego
                                            uszczęśliwiania za 170 zł dziennie.Dwie strony i żadna nie chce
                                            ustąpić.Z facetami poszło by to zapewne szybciej i mniej
                                            konfliktowo.Szanowne mamy - dać na duży luz,niech ten dzień nie
                                            będzie usprawiedliwiony i temat z wolna zamykany.
                                          • Gość: menodo Re: No i nie uznala usprawiedliwienia... IP: *.adsl.inetia.pl 28.10.09, 15:03
                                            claratrueba napisała:
                                            > Tak, ale powinien był uzyskać na to zgodę nauczyciela/ dyrektora.

                                            Jezeli szkola organizuje uczniom projekty wymagajace zewnetrznych konsultantow
                                            to chyba nie oczekuje, ze ekspert zaprosi ucznia w niedziele do siebie do domu
                                            na obiad?
                                            Eksperci to zazwyczaj ludzie, ktorzy maja malo czasu na dzialalnosc non-profit
                                            typu spotkanie z gimnazjalista i to on musi dostosowac sie do zaproponowanych
                                            mu terminow, nawet kosztem nieobecnosci na lekcjach.
                                            Tak na zdrowy rozsadek - chyba lepiej ze chlopiec opuscil zajecia w laczonych
                                            grupach dla niewycieczkowiczow niz regularne lekcje dla swojej klasy?
                                            Tak czy siak - jakies musialby opuscic.

                                            Moja corka opuscila sporo lekcji piszac prace na konkurs z wosu wlasnie dlatego,
                                            ze eksperci wyznaczali jej terminy wtedy, kiedy oni mieli czas, a nie wtedy,
                                            kiedy jej pasowalo. Do glowy mi nie przyszlo, ze mialaby z tego powodu miec
                                            nieusprawiedliwione godziny a gimnazjum mojej corki nie bylo szkola przyjazna.
                                            Nie pytalam o zgode, czy corka moze isc na wywiad. Szla - a ja pozniej pisalam
                                            jej usprawiedliwienie.
                                            • verdana Re: No i nie uznala usprawiedliwienia... 28.10.09, 15:16
                                              Gdybym nawet syn stanął na glowie, pozwolenia nie mógł uzyskać-
                                              bowiem ekspert zadzwonił i wyznaczył spotkanie na kolejny dzien.
                                              Czyli - zadnego pola manewru, za wyjątkiem powiedzenia waznemu
                                              facetowi, ze dziekuję, ale musi dostosowac się do zyczeń nastolatka,
                                              a nie odwrotnie...
                                              • scher Verdano, z całym szacunkiem 28.10.09, 20:48
                                                ale międlisz ten temat w nieskończoność i na wszystkie strony, podczas gdy już dawno wiesz, co i dlaczego należy zrobić. Niczym nie sensowna babka, ale jakiś zramolały facet pierdoła. ;)
                                                • verdana Re: Verdano, z całym szacunkiem 29.10.09, 17:39
                                                  Cóz, wydawało mi sie, ze dyskusja polega m.in. na tym, aby
                                                  odpowiadac na pytania. Nie ma obowiazku czytania.
                                                  Syn powiedział, ze nie będzie skladał żadnego oficjalnego pisma na
                                                  rece dyrekcji czy sekretariatu, poniewaz chce skonczyc tę szkołę.
                                                  • Gość: ben Re: Verdano, z całym szacunkiem IP: 80.48.4.* 29.10.09, 18:24
                                                    trza coś jeszcze wkręcić by dyskusja doszła do 100 wpisów.Syn
                                                    poważniejszy od matki/tak często bywa/ale młody i ma gdzieś
                                                    rozgrywki wapniaków.Ja pamiętam z zebran klasowych dyskusję mam czy
                                                    na klasowej uroczystości ma być podany sok czy tylko napój bo jedna
                                                    dziewczynka jest "uczulona" na soki.Prawie godzinę biły pianę,jedna
                                                    mądrzejsza od drugiej.Szok.
                                              • claratrueba Re: No i nie uznala usprawiedliwienia... 29.10.09, 07:33
                                                A zatem jest to obiektywna, niezależna od woli ucznia okoliczność. To zmienia
                                                postać rzeczy- masz podstawę do uznania usprawiedliwienia. Jeśli ta okoliczność
                                                czyli wyznaczenie terminu spotkania w tym konkretnym dniu bez możliwości zmiany
                                                była znana nauczycielce (tu juz nieważne czy przed czy po fakcie) to nieuznanie
                                                usprawiedliwienia jest bezpodstawne, interwencja dyrekcji konieczna.
                                                Szkoda, że nie przedstawiłaś tego istotnego szczegółu w początkowych wpisach. A
                                                może nie szkoda- fajna dyskusja o zasadach była.
                              • Gość: ben Re: No i nie uznala usprawiedliwienia... IP: 80.48.4.* 28.10.09, 07:17
                                tyle targowania o bzdurne usprawiedliwienie.Przecież to szkoda nerw
                                i czasu na boksowanie się,a zapewne chodzi o pokazanie kto tu
                                wazniejszy,dmuchanie balonu.Są sprawy bardziej istotne niż
                                usprawiedliwienie,wycieczka,nieobecność,klasówka,kartkówka,jakiś
                                egzamin,konkurs.Jechać dalej,nawet bez usprawiedliwienia tego
                                dnia,bo dzieciaki będą sobie jaja robić z dorosłych ludzi,będą
                                podpuszczać i starzy będą wyglądać "jak bycze ogony".
                              • Gość: menodo Re: No i nie uznala usprawiedliwienia... IP: *.adsl.inetia.pl 28.10.09, 10:25

                                claratrueba napisała:
                                "Dyrektorka załatwi... Jasne, że załatwi. Będzie dobrze, nie martw się. Młody
                                człowiek przekona się, że nie trzeba wcale ponosić konsekwencji swoich wyborów-
                                "da się załatwić".

                                Bardzo dobrze, ze mlody czlowiek zwrocil sie o pomoc do dyrektorki. W
                                cywilizowanych spoleczenstwach, do ktorych aspirujemu, nawet najwiekszy
                                przestepca ma prawo do obrony, do sprawiedliwego wyroku, do uwzgledniania
                                okolicznosci lagodzacych jego przewinienie, do odwolania sie od wyroku, a nawet
                                do aktu laski.

                                Natomiast mentalnosc wychowawczyni to dziedzictwo PRL-u, gdzie zgodnie z prawem
                                mozna bylo skuc w kajdany, spalowac i ukarac wysokim mandatem mlodego czlowieka
                                za to, ze 10 minut po godzinie policyjnej przerazony biegal po osiedlu i szukal
                                swojego psa, ktory sie zgubil...
                                • ratyzbona Re: No i nie uznala usprawiedliwienia... 28.10.09, 13:39
                                  Zgadzam się z menodo - to co tutaj nazywa się ,, załatwianiem" jest w większości
                                  systemów nazywane dochodzeniem swoich praw. Uważam że odpuszczenie w takiej
                                  sytuacji i pozwolenie nauczycielce dowolnie uznawać bądź nie uznawać
                                  usprawiedliwień jest zdecydowanie niewychowawcze. Takie odpuszczanie sprawia że
                                  w szkołach ostatnie co się szanuje to prawa ucznia i rodzica. Studiuje i spotkam
                                  się na każdym kroku z postawą młodych ludzi którym się nie chce czegoś załatwić
                                  ( drogą administracyjną) czy upomnieć się o swoje prawa - to właśnie jest skutek
                                  tłumaczenia uczniom ale i rodzicom że ich prawa są tylko uznaniowe a próba ich
                                  egzekwowania to zwykłe pieniactwo
                                  • verdana Re: No i nie uznala usprawiedliwienia... 28.10.09, 14:24
                                    Nauczycielka została zawiadomiona miesiąc wcześniej, ze syn z
                                    przyczyn finansowych na wycieczkę nie pojedzie. Nie stać mnie w tej
                                    chwili na oplacenie wycieczki, a nie będę wystepowała o
                                    dofinansowanie, ponieważ nie znajduję się w trudnej sytuacji
                                    finansowej.
                                    Na zebraniu dwa dni przed wycieczka oswiadczono, ze mlodziez musi
                                    stawić się w innych klasach na lekcje.
                                    Jednoczesnie spotkanie z ekspertem - czego wymagalo szkolne zadanie,
                                    musiało odbyc się w godzinach lekcyjnych. Czyli jesli nie ten dzień -
                                    musiałby zostac opuszczony inny. Albo zadanie byloby niewykonalne.
                                    Innego dnia usprawiedliwienie jednak zostaloby uwzglednione - tyle,
                                    ze spotkania nie dalo się przesunąć, nie mowiąc już o drobiazgu, że
                                    syn wowczas opuscilby istotne lekcje z wlasna klasą, a nie lekcje z
                                    obca klasa i innymi nauczycielami - znacznie mniej istotne.
                                    Czyli tak czy inaczej syn zostalby ukarany - albo nie wykonując
                                    szkolnego zadania, albo za wagary. I nie powinien nikogo prosić o
                                    rade w sprawie obniżenia stopnia z zachowania, bo mu się nalezala,
                                    za to, ze szkola wydala przepisy, ktorych nie dalo się przestrzegać.
                                    Jeśli to ma uczyć dzieci poszanowania prawa, to oznacza tylko, ze
                                    prawa nie można przestrzegać.
      • verdana Re: No i nie uznala usprawiedliwienia... 28.10.09, 14:46
        Tzn. nauczycielki?
        Syn praktycznie nie ma nieobecnosci (4 godziny w tym roku, w
        zeszlym chyba 3 dni), nie wagaruje - czyli nie jest "podejrzany",
        ani nikt nie domaga się regularnego zwalniania go co parę dni.
        Caly czas podkreslam tez, ze chodzi tu o zwolnienie w celu wykonania
        pracy szkolnej...
        • tukata Re: No i nie uznala usprawiedliwienia... 28.10.09, 21:39
          Mam wrażenie, że tu nie jest problem usprawiedliwienia, tylko
          chorych ambicji nauczyciele, co to zawsze ma rację i braku
          odpowiednich relacji z rodzicami i uczniami. Psim obowiązkiem
          wychowawcy jest pomoc w rozwiązywaniu problemów, a nie mnożenie ich.
            • Gość: ben Re: No i nie uznala usprawiedliwienia... IP: 80.48.4.* 29.10.09, 08:11
              jestem ciekaw czy dojdzie do 100 wpisów tej twórczej dyskusji.Może
              da radę rozszerzyć zakres obowiązków nauczycieli wymyślony przez
              lud.Ciekawostką dla mnie jest,że na zebraniach,spotkaniach szkolnych
              lud nie bardzo się wykazuje,jest bierny,przed komputerem ta
              aktywność wzrasta,często dochodzi do kulminacji czy jak trener
              Niemczyk mawia - szczytowania.Trza zmienić relacje i proporcje.
            • Gość: menodo Re: No i nie uznala usprawiedliwienia... IP: *.adsl.inetia.pl 29.10.09, 09:24
              dede napisał(a):

              > Hm... Psim, powiadasz ..."

              Pewnie wolalabys "swietym":)
              Ale tak czy inaczej zgadzam sie z tukata. I tez nie rozumiem,dlaczego zdarzaja
              sie wychowawcy, ktorzy zamiast zapobiegac konfliktom - tworza je, unoszac sie
              chorymi ambicjami. Wychowawczyni mojego dziecka w 3 klasie doprowadzila do tego,
              ze pod koniec roku rodzice solidarnie odmowili skladki nawet na wspolne kwiaty
              dla niej...Bo niby kto mialby je wreczac? Nikt nie mial sily nawet na
              minimalny, konwencjonalny gest...Najlepsza klasa w historii tej szkoly okazala
              sie dla tej wychowawczyni zbyt duzym wyzwaniem.
                • Gość: menodo Re: No i nie uznala usprawiedliwienia... IP: *.adsl.inetia.pl 29.10.09, 13:10
                  dede napisał(a):

                  > Nie, nie świętym. Po prostu obowiązkiem wychowawcy.
                  > Byłoby lepiej, gdybyś:
                  > a. nie wyrażała się pogardliwie o żadnym człowieku, w tym o
                  > nauczycielach
                  > b. nie wiedziała lepiej ode mnie, co chcę powiedzieć.


                  Ad.a:
                  Staram sie nie wyrazac pogardy wprost, aczkolwiek czasami ja odczuwam. Zwlaszcza
                  wobec ludzi, ktory naduzywaja swojej wladzy nad osobami od nich zaleznymi - w
                  tym takze wobec nauczycieli krzywdzacych dzieci.

                  Ad.b:
                  Jesli chcesz byc lepiej rozumiana, nie posluguj sie niedomowieniami.
                  Swoja droga, dziwie sie, ze okreslenie "swiety obowiazek" wobec pracy
                  wychowawczej nauczyciela spowodowal w Tobie takie wzburzenie.

                  Z mojej strony to EOT.
                        • joa66 Re: No i nie uznala usprawiedliwienia... 29.10.09, 23:59
                          A ja mam pytanie do verdany i ratyzbony. Może jestem stara
                          czepialska, ale tak naprawde interesują mnie ludzkie wybory.

                          Jestem ciekawa rozwinięcia wątku:

                          "Syn powiedział, ze nie będzie skladał żadnego oficjalnego pisma na
                          rece dyrekcji czy sekretariatu, poniewaz chce skonczyc tę szkołę"

                          w kontekście wypowiedzi:

                          "uczenie dziecka, ze trzeba się
                          podporzadkować skutkuje potem wlasnie tym, ze mamy w pracy chamskich
                          szefow (wiadomo, pracownik nie podskoczy), zony, ktore nie potrafia
                          powiedzieć mężowi, ze mają czegość dość itd.
                          Kompromis to co innego,natomiast poddanie się, uznanie, ze mozna cos
                          zrobić wbrew wlasnym najgłebszym przekonaniom to - wbrew pozorom -
                          nie jest nauka, ktora ulatwi póxniej komuś życia. " (verdana)

                          "I zwiekszyło pewnośc siebie oraz świadomość,
                          ze czasem trwanie przy tym, co sluszne jest wazniejsze od czyjejś
                          oceny. " (verdana)

                          "Cóż taka postawa mnie przeraża - skoro wiesz że nauczyciel jest
                          nieuczciwy i każesz się mimo to dostosować córce do wymagań to
                          dajesz jej straszną naukę moralną. Bo przecież czego się nauczy? że
                          bycie uczciwym i przestrzegającym zasad jest przeznaczone tylko dla
                          tych którzy nie mają władzy a ci którzy mają władzę mogą robić co
                          chcą? "(ratyzbona)

                          Moje pytanie nawiązuje też do wczesniejszych rozmów o tym, czy
                          dziecko naprawdę wie, czego od niego oczekujemy, tzn. czy my
                          naprawdę wiemy jaki przekaz dajemy dziecku.
                          • verdana Re: No i nie uznala usprawiedliwienia... 30.10.09, 14:30
                            Cóz, ja bym zlożyła... Ale tu decyduje syn - a on okazal sie w tym
                            wypadku oportunistyczny albo racjonalny - do wyboru. problem w tym,
                            ze nie będe decydowała za niego, ani zmuszała go do zachowań, ktore
                            moga się okazać dla niego ryzykowne. Mogę je najwyzej wspierac,
                            jesli uwazam za słuszne.
                            Syn uznał, że mam nie dzwonić do wychowawczyni, ani w ogóle nie
                            podejmować zadnych dzialań - albo to załatwi sam, albo wcale. Ma
                            prawo.
                            Owszem, może bardziej bym naciskala, gdyby syn uznał, ze na wszelki
                            wypadek w ogole nie będzie przeciwstawiał sie niesprawiedliwej
                            decyzji wychowawczyni - ale wybor jak to zrobi nie nalezy do mnie.
                            Czyli chyba moj przekaz jest OK - czyli - mogę powiedziec to, co
                            uwazam za sluszne, ale decyzje pozostawiam swojemu dziecku, a nie
                            decyduje za niego.
                            • joa66 Re: No i nie uznala usprawiedliwienia... 30.10.09, 18:53
                              " a on okazal sie w tym wypadku oportunistyczny albo racjonalny - do
                              wyboru"

                              Ale wiesz czego mi brakuje?

                              Tego, żeby ocenianie podobnego postępowania innych też było
                              ocenianie podobnymi słowami. A nie uderzaniem w wysoki ton o
                              uciskanych pracownikach, żonach i strasznych naukach moralnych.
                              Tego, żeby dac szansę na nazwanie tego działania "racjonalnym".

                              Przypominam, że mówimy tu o działaniach młodych ludzi, które nie
                              odbywają sie kosztem innych, nie są kłamstwem (bo rysowanie plakatów
                              przyrodniczych zamiast karykatur to nie rysowanie laurek)
                                • verdana Re: No i nie uznala usprawiedliwienia... 31.10.09, 09:44
                                  Cóż, oportunistyczne byłoby po prostu zostawienie sprawy bez
                                  rozwiazania. Nie bardzo rozumiem, dlaczego proba rozwiazania sprawy
                                  inaczej - jednak pójscie do dyrekcji tez miałoby byc ocenione jako
                                  oportunizm.
                                  Gdyby nie pomoglo - wtedy syn zgodziłby się pewnie na oficjalne
                                  zalatwianie sprawy. Tyle, ze zaczynanie od skladania skagki, skoro
                                  są inne metody - skuteczne - nie jest chyba niczym nagannym.
                                  Czym innym bylo by zaakceptowanie tej sytuacji - bo jak pani
                                  powiedziala, to mam się temu podporzadkowac , bo moje prawa nie są
                                  istotne.
                                  Dla mnie to spora róznica - czy mlody człowiek akceptuje "gnojenie"
                                  go potulnie i podporzadkowuje się, czy tez sam załatwia swoje
                                  sprawy, a nie godzi się na zalatwianie ich przez matkę.
                                  • joa66 Re: No i nie uznala usprawiedliwienia... 31.10.09, 10:47
                                    Pisałam tylko o argumencie "bo chcę skończyć szkołę" (= nie chcę się
                                    narażać) bo taki argument zacytowałaś w swojej wypowiedzi. Nie
                                    pisałas wtedy o tym, że nie pójdzie do dyrekcji, bo są inne
                                    możliwości rozwiązania sporu.

                                    Wiesz, każdą taka sytuację da się zrozumieć jeżeli jest wola
                                    zrozumienia a nie oceniania.

                                    Ja rozumiem postępowanie Twojego syna Tak samo jak rozumiem
                                    zachowanie tamtej dziewczynki, która postanowiła bardziej udzielać
                                    się na lekcji, bo stopień z tego przedmiotu był ważny w rekrutacji.

                                    Żadne z nich nie złamało żadnych zasad moralnych.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka