Dodaj do ulubionych

Salon Edukacyjny Perspektyw -licea

02.03.10, 10:01
Czy ktoś z Was był w poprzednich latach?
Warto iść, czy informacje tam otrzymane ograniczają się tylko do
tego co i tak jest na stronach internetowych?

Czy są tam uczniowie szkół czy tylko kadra?
Obserwuj wątek
    • Gość: Kanak Re: Salon Edukacyjny Perspektyw -licea IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.03.10, 10:53
      Byliśmy 2 lata temu. Oprócz nauczycieli są też uczniowie zazwyczaj z
      każdego profilu klasy [plakietki na ubraniach] i w sumie najwięcej
      można się od nich dowiedzieć np. że pani od biologii ciśnie
      niemiłosiernie jedynkami, ale większość starszych kolegów jednak
      dostało się na akademię medyczną. Myślę że warto się wybrać, choćby
      po to, żeby wziąć ulotkę i zapoznać się z ofertą szkoły, której może
      w tej chwili nie rozważamy i nie pójdziemy na zebranie informacyjne
      z braku czasu.
    • kmir Re: Salon Edukacyjny Perspektyw -licea 02.03.10, 12:57
      Zdecydowanie warto iść.
      Standartem jest, że w poszczególnych stoiskach poza nauczycielami (1-2
      osoby w tym samym czasie) jest kilkoro uczniów - i to rozmowy z nimi są
      najcenniejsze. Ponieważ wszystkie stoiska są w niewielkiej odległości od
      siebie więc można zebrać informacje (ulotki) o wielu szkołach w
      stosunkowo krótkim czasie.
      Oczywiście jeżeli ktoś nie ma żadnych wątpliwości co do wyboru szkół to
      więcej o tych szkołach może dowiedzieć się z internetu czy na
      spotkaniach dla kandydatów.
      Jeżeli mogę coś radzić rodzicom - zapraszam ich z dziećmi raczej dopiero
      w sobotę, bo w czwartek i piątek będą tłumy gimnazjalistów
      przychodzących ze swoimi klasami.
            • agatka_s Re: z punktu widzenia gimnazjum 02.03.10, 14:05
              Gość portalu: ja napisał(a):

              > > U nas dni otwarte zawsze są albo w sobotę, albo po południu,
              więc nie mam
              > mowy
              > o żadnym zwalnianiu z lekcji.
              >
              > Tak chyba powinno być. Zerknęłam wybiórczo teraz na 2 strony:
              dzień powszedni,
              > godz. 9-15, stąd wątpliwości.



              Czasem szkoły dają możliwość przyjścia na lekcje, moze o to w tym
              przypadku chodzi. Szczególnie często robią to szkoły niepubliczne
              (ja zetknęłam się z tym w procesie rekrutacji do niepublicznych
              gimnazjów). To chyba powinno dotyczyć jakiś szczególnych przypadków
              kiedy ktoś ma jakąś wątpliwość i bardzo mu zależy żeby taką lekcję
              obejrzeć (np ktoś bardzo zdolny z informatyki chce się na własne
              oczy przekonać na jakim poziomie ta informatyka jest uczona, albo np
              ktoś kto myśli o IB, ale boi się że nie da rady chce zobaczyć jak
              takie lekcje w obcym języku wyglądają). Wiem że o taki udział można
              się postarać, ale nie spotkałam się jeszcze aby jakieś liceum
              organizowało takie otwarte lekcje z zasady. Spotkania są zawsze po
              południu albo w weekend (chodzi też o rodziców, a ci zazwyczaj
              jeszcze trudniej "wagarują")
    • Gość: menodo Re: Salon Edukacyjny Perspektyw -licea IP: *.ip.netia.com.pl 02.03.10, 14:28
      Moje dziecko bylo chore, ja nie mialam czasu, wyslalam meza -zielonego w temacie
      liceow, zna tylko nazwe wlasnego i ewentualnie kilku z ponad stuletnia tradycja.
      Wrocil z plikiem ulotek szkol o ktorych nie slyszalam i refleksja, ze za jego
      czasow, do liceum, ktore on konczyl chodzily duzo ladniejsze dziewczyny!!!! I ze
      gdyby mial jeszce jednego syna, wcale nie polecalby mu szkoly z najwyzszej polki
      :))))

        • ratyzbona Re: Salon Edukacyjny Perspektyw -licea 03.03.10, 15:58
          Na targi zawsze warto skoczyć ale nie miejmy złudzeń że dowiemy się czegokolwiek
          zbliżonego do prawdy - stałam w budkach swoich szkół na trzech targach i na
          dwóch byłam jako uczestnik na jednych jako osoba zaangażowana w inicjatywę
          międzyszkolną i wiem że każda szkoła typuje po pierwsze - uczniów aktywnych
          czyli tych którzy dają sobie dobrze radę po drugie - organizuje spotkanie gdzie
          instruuje o czym mówić a co pominąć. W każdym razie na targach można dojść do
          wniosku że nie ma złych szkół. Nie mniej warto pójść żeby poznać szczegóły
          rekrutacji
          • kmir Re: Salon Edukacyjny Perspektyw -licea 03.03.10, 21:17
            ratyzbona napisała:
            > wiem że każda szkoła typuje po pierwsze - uczniów aktywnych
            > czyli tych którzy dają sobie dobrze radę po drugie - organizuje
            > spotkanie gdzie instruuje o czym mówić a co pominąć

            W stoisku LXVII Liceum Ogólnokształcącego będą uczniowie, którzy się
            sami zgłosili - nikt ich nie typował i nie sprawdzał jak sobie dają
            radę. Nikt także ich nie instruował o czym maja mówić i jak. Proszę
            przyjść do naszego stoiska i zapytać o to naszych uczniów.
              • verdana Re: Salon Edukacyjny Perspektyw -licea 04.03.10, 17:01
                Cóż - na stoiskach stoją też nauczyciele. Już sobie wyobrazam
                uczniów, ktorzy w ich obecności mowią "Nie polecamy...".
                Syn był dziś na targach. Niektóre szkoły spodobały mu się, było
                widać entuzjazm uczniów, a w niektorych cóż - widać było elegancko
                ubrana mlodzież i wyuczone formulki. Może i na ochotnika, ale
                wyuczone...
                • joa66 Re: Salon Edukacyjny Perspektyw -licea 04.03.10, 17:33
                  Ja jestem ciekawa jak to wygląda z doświadczenia ratyzbony. Na ile
                  mogła mówić szczerze o swoich i kolegów opiniach.

                  Jeżeli mogła - jest szansa, że to jednak jest możliwe.

                  Inna sprawa, że nie znam nikogo, kto polegałby tylko i wyłącznie na
                  tekście wygłaszanym przez uczniów danego liceum - treść to
                  niekoniecznie tekst;)
                  • ratyzbona Re: Salon Edukacyjny Perspektyw -licea 04.03.10, 20:32
                    po pierwsze - nie mówiłam o praniu mózgu ale o spotkaniu typ: ,, moi drodzy
                    podobnie jak wy wiem że przeciekają nam okna i że w zimie temperatura w klasach
                    spada poniżej ustawowych 12% ale wolelibyśmy byście zamiast tego mówili o swoich
                    doświadczeniach z obozu żeglarskiego" - czyli innymi słowy - żadne pranie mózgu
                    ale czysty marketing. Co do tego co mówiłam to nigdy nie reklamowałam swojej
                    szkoły w to nie wierząc ( jestem z tych którzy kochają swoje szkoły) ale
                    jednocześnie na tyle bystra jestem żeby wiedzieć że mówiłam w sumie w imieniu
                    wąskiej grupy. Na stoiskach targów nie stoją uczniowie szkoły nielubiący mający
                    problemy ze stopniami czy marzący o tym by udusić panią od chemii
                    • joa66 Re: Salon Edukacyjny Perspektyw -licea 04.03.10, 20:55
                      "tyle bystra jestem żeby wiedzieć że mówiłam w sumie w imieniu
                      wąskiej grupy. "

                      Myślę, że uczniowie innych szkoł też są na tyle bystrzy;)


                      ratyzbono - myślę, że większośc obecnych tutaj naprawde wie na czym
                      polegają targi.

                      p.s. "po pierwsze - nie mówiłam o praniu mózgu" - ja też nie;)
                      wkleiłam tylko cytat z Twojej wypowiedzi:)


                      p.s. 2 i dziękuję za wszystkie wpisy, bo jednak najwięcej można się
                      dowiedzieć w czasie dyskusji ("niezgody").
    • kkokos I jak tam - ktoś był wczoraj? 07.03.10, 10:02
      ktoś był wczoraj? dowiedzieliście się czegoś zaskakującego?

      myśmy najpierw poszli (przepchnęli się przez dziki tłum) do goethego i
      modrzewskiego porównać klasy dwujęzyczne - i zaskoczyło mnie, że to są tak dwie
      różne szkoły. oczywiście wiadomo, że się muszą różnić, ale nie wiedziałam, że te
      dwie akurat tak bardzo. w gimnazjum mojego syna nauczyciele mówią jako o
      oczywistości, że po dwujęzycznej klasie w gimnazjum idzie się do dwujęzycznej w
      liceum z tym, że goethe jest dla tych bardziej humanistycznych, a frycz dla
      ścisłowców - ale nikt nie uprzedza o sporej różnicy poziomu wymagań.

      rozśmieszyła mnie, choć potem bardziej zniesmaczyła banda żołnierzyków z
      milewicza, biegających w mundurach i z karabinkami strzeleckimi - chory pomysł,
      choć pewnie chętni do klasy wojskowej są. w ogóle w milewiczu są jakieś dziwne
      klasy typu "biznesu i komunikacji interpersonalnej" czy "zarządzania
      kryzysowego". co to w ogóle ma być?

      rozśmieszyły mnie napuszone nazwy profili typu "uniwersytecki" w liceach przy
      technikach - i te napisy na ulotkach, że "tylko powyżej 110 pkt".

      nie wiedziałam, że przy technikum lotniczym jest też liceum, którego uczniowie
      robią licencję pilota :)

      zaskoczyło mnie, że tak wiele techników oferuje specjalność obsługa ruchu
      turystycznego - jakbyśmy grecją byli albo inna turystyczną potęgą.

      natomiast wbrew temu, co w tym wątku było na temat tego, że niczego prawdziwego
      się nie da dowiedzieć, bo nauczyciel stoi i słucha - można się było dowiedzieć.
      tłum był taki, że często nauczyciele nie mieli fizycznej możliwości
      podsłuchiwania :)
      ale też tak strasznie widać po tych dzieciakach, w której szkole towarzystwo
      jest mniej/bardziej dojrzałe, inteligentne, kontaktowe, ambitne. rozmawiając z
      dziewczyną z pierwszej klasy frycza miałam wrażenie, ze rozmawiam z dorosłą
      osobą - dla odmiany parę przemiłych panienek z przypadkowych szkół, które to
      panienki nas zaczepiały, a ja dałam się im wygadać, bo przecież one się w ten
      sposób uczą komunikowania interpersonalnego zgodnie z profilem :), było właśnie
      uroczych, ale mówiły takie banały, że strach. a w dobiszewskim dziewczyna miała
      takie gadane, że nie wiedziałam, jak uciec, a nie chciałam jej robić przykrości
      przerywając w pół zdania :)

      większość tych dzieciaków robiła jednak wrażenie, że się przy okazji świetnie
      bawią i to mi się bardzo podobało.
      • joa66 Re: I jak tam - ktoś był wczoraj? 07.03.10, 10:32
        Byłam, a jakże.

        "można się było dowiedzieć.
        > tłum był taki, że często nauczyciele nie mieli fizycznej możliwości
        > podsłuchiwania :) "

        Ja zrobiłam eksperyment na Zamojskim z czystej ciekawości(tak
        naprawdę chyba poza kregiem naszych zainteresowań) - zapytałam
        ucznia/uczennicę (płec na wszelki wypadek niech pozostanie
        tajemnicą) - generalnie potwierdzili to co o tej szkole się mówi
        (więcej nauki własnej w domu niż na lekcjach plus wymagania na
        wysokim poziomie ze wszystkich przedmiotów bez względu na profil)


        Nie liczyłam na zdobycie konkretnych informacji ( w czasach
        internetu można informacje zdobyć łatwiej i spokojniej)

        Bardziej zależało mi na zobaczeniu uczniów danej szkoły. Niestety
        dwóch z tych leżących w kręgu naszego zainteresowania w ogóle nie
        było.


        Dwa miłe zaskoczenia - Kopernik i Kołłątaj - nie wiem czy wszyscy
        uczniowie w tych szkołąch są tak sympatyczni i jednocześnie
        normalni, ale może zawitamy tam na spotkania informacyjne.


        Małe rozczarowanie - społeczne liceum im Grotowskiego - kadra
        sprawia super fajne wrażenie, a uczniowie...cóż..miałam wrażenie, że
        są znudzeni i robią łaskę odpowiadając na pytania.


        No i jeszcze jedna refleksja ..tak trochę obok tematu. Patrząc na
        ofertę tak wielu liceów i jednocześnie mając dziecko o mniej więcej
        sprecyzowanych zainteresowaniach, podobnie jak agatka-s uważam, że
        byłoby lepiej gdyby w rekrutacji można było zaznaczyć 10 klas z
        różnych liceów ( a nawet tylko 6 klas ), a nie dowolna liczbe klas z
        tylko 3 liceów. Nie sądzę żby to było wyzwaniem dla informatyków.



        • kmir Re: I jak tam - ktoś był wczoraj? 07.03.10, 11:07
          > No i jeszcze jedna refleksja ..tak trochę obok tematu. Patrząc na
          > ofertę tak wielu liceów i jednocześnie mając dziecko o mniej
          więcej
          > sprecyzowanych zainteresowaniach, podobnie jak agatka-s uważam, że
          > byłoby lepiej gdyby w rekrutacji można było zaznaczyć 10 klas z
          > różnych liceów ( a nawet tylko 6 klas ), a nie dowolna liczbe klas
          z
          > tylko 3 liceów. Nie sądzę żby to było wyzwaniem dla informatyków.

          W momencie tworzenia tego systemu (zastosowanego po raz pierwszy w
          Śródmieściu Warszawy w 2003 r.) zakładaliśmy, że każdy będzie mógł
          wskazać dowolną liczbę klas w dowolnej liczbie szkół. Jeszcze przed
          inauguracją system został przerobiony po ograniczeniu liczby szkół
          do 3.
          Jeżeli już ma istnieć jakiekolwiek ograniczenie to oczywiście lepiej
          niech będzie to ograniczenie liczby klas niż szkół - dla systemu
          komputerowego nie miało by to żadnego znaczenia, natomiast w
          przypadku rekrutacji tradycyjnej (papierowo-ręcznej) mogło by to być
          trudne do kontrolowania.
        • Gość: menodo Re: I jak tam - ktoś był wczoraj? IP: *.ip.netia.com.pl 07.03.10, 14:16
          menodo:
          "Dwa miłe zaskoczenia - Kopernik i Kołłątaj - nie wiem czy wszyscy
          uczniowie w tych szkołąch są tak sympatyczni i jednocześnie
          normalni, ale może zawitamy tam na spotkania informacyjne."

          Co do Kopernika - moja corka przebrnela tam przez egzaminy:pisemny i ustny z
          ang. Przy okazji poznala duzo dzieciakow - kandydatow i uczniow. I miala bardzo
          mile wrazenia, np. ci, ktorzy wychodzili z rozmowy,dzielili sie informacjami - o
          co byli pytani, wspierali psychicznie tych, ktorzy czekali na egzamin, cieszyli
          sie, ze komus dobrze poszlo itd.
          Niemniej - kilkoro absolwentow tej szkoly odradzalo nam ja z roznych powodow.
          Ogolnie rzecz biorac - ze angielski OK, natomiast co do reszty: chcesz sie
          nauczyc, ucz sie sam. No i ze nie jest milo.

          W Kollataju moje dziecko ma znajomych, dla zadnego z nich ta szkola nie byla nr
          1... Szkola jak szkola, z przewaga doniesien typu "da sie przezyc, byle jak
          najdalej od dyrekcji.

          • joa66 Re: I jak tam - ktoś był wczoraj? 07.03.10, 18:10
            " dla zadnego z nich ta szkola nie byla nr
            > 1..."

            u nas pewnie to będzie na trzecim miejscu. A ponieważ ja lubię być
            dobrze przygotowana na rózne sytaucje , przygotowuję sie i na taką.

            I kolejna uwaga taka trochę off topic- kiedyś była tu dyskusja na
            temat tego, że rodzice nie powinni wybierać liceum dziecku i mało
            kogo przekonywał argument, że szukamy informacji (pod kątem naszego
            dziecka, które znamy). Ja poza ogólnikami nie rozmawiałam na temat
            liceum z synem (ogólniki typu, że na poziomie liceum jednak jest
            więcej dobrych szkół państwowych itp) Otóż moje dziecko powiedziało
            kilka dni temu, że rozmawiali z kolegami o liceum i .... cała
            paczka, w tym mój syn, myśli o liceach, którymi ja się interesowałam.

            Przypadek?
            • Gość: menodo Re: I jak tam - ktoś był wczoraj? IP: *.ip.netia.com.pl 08.03.10, 10:03
              "Otóż moje dziecko powiedziało
              > kilka dni temu, że rozmawiali z kolegami o liceum i .... cała
              > paczka, w tym mój syn, myśli o liceach, którymi ja się interesowałam.
              >
              > Przypadek?"

              Nie. Bo jesli rodzice znaja swoje dzieci, maja z nimi dobry kontakt, potrafia
              rozpoznac to, co jest dla nich dobre a jednoczesnie - co moze trafic w ich
              oczekiwania.


                • joa66 Re: I jak tam - ktoś był wczoraj? 09.03.10, 20:56
                  tak..i odwrotnie;)

                  a poważanie, mój syn chyba wie jedynie, że moim "oczekiwaniem" jest
                  jednak szkoła państwowa (z różnych względów), niepubliczne to raczej
                  wyjście awaryjne. Wie też, że moim oczekiwaniem jest to, ze ma się
                  uczyć języków obcych.

                  A poza tym..nie żyje w próżni. I wpływ na jego decyzje mam poprzez
                  wychowanie od urodzenia. Dokłądnie taki sam wpływ jaki ty masz ma
                  swoje dzieci.

                  I oczywiście można myśleć, że np. mojemu dziecku nie przyjdzie do
                  głowy liceum z 8 dziesiątki w Wawrze albo na Białolęce , tak z 2-3
                  godzinami dojazdu, tylko dlatego, że zmanipulowałam go emocjonalnie
                  i chce spełnić moje oczekiwania.


                  Ale to już trochę naciągana teoria, nie sądzisz?;)

                  p.s. gdyby chciał spełenić moje oczekiwania stałby już w kolejce do
                  klasy dwujęzycznej w Żmichowskiej;) i o tym wie.
                  • joa66 Re: I jak tam - ktoś był wczoraj? 09.03.10, 21:02
                    I tak z ciekawości..kiedyś wspominałas o liceum Górskiego i o tym,
                    że nie miałąbyś nic przeciwko temu, żeby włąśnie tam uczył się Twój
                    syn.

                    Czy myslisz, że gdyby tam próbował się dostać, zrobiłby tak, żeby
                    spełnić Twoje oczekiwania?

                    A może jednak ODROTNIE?;)

                    Ty znasz swojego syna i wiesz, że to byłaby fajna szkoła dla niego?

                    Jak myślisz?
                    • verdana Re: I jak tam - ktoś był wczoraj? 09.03.10, 21:33
                      Na pewno spełniłby moje oczekiwania (swoje moze też, bo siostra go
                      namawia). Tylko ja sobie doskonale zdaję sprawę, ze nawet , gdy
                      mlody człowiek wybiera szkoły pozornie sam, to tak, aby rodzice byli
                      z niego zadowoleni. I to jest nieuniknione. Problem jednak w tym
                      jesli to jest główna motywacja dziecka, a tak bywa.
                      Tak naprawde, to o swoich preferencjach w ogóle głośno nie mowię, o
                      ile mam pewność,z ę są "powyżej mozliwosci" - m.in. wlasnie dlatego.
                      Ale kilka polecanych przeze mnie szkół mlody odrzucił, a
                      prawdopodobnie wybierze jdną odradzaną przez całą rodzinę.
                      Nie, nie umiałabym wybrac tak szkoły dla syna, aby wiedzieć, ze
                      bedzie dla niego dobra. Moi rodzice wybrali - może i byla dobra,
                      poszłam do innej , bo chciałam. Horror. I mimo to uwazam, ze dobrze
                      zdobilam i ja i rodzice.
                      • Gość: menodo Re: I jak tam - ktoś był wczoraj? IP: *.ip.netia.com.pl 09.03.10, 21:50
                        verdana:
                        Tylko ja sobie doskonale zdaję sprawę, ze nawet , gdy
                        > mlody człowiek wybiera szkoły pozornie sam, to tak, aby rodzice byli
                        > z niego zadowoleni. I to jest nieuniknione. Problem jednak w tym
                        > jesli to jest główna motywacja dziecka, a tak bywa."

                        Tak bywa, bo cuda sie zdarzaja. Ale ja chyba w swoim otoczeniu nie znam takiego
                        przypadku. Problemem wiekszosci rodzicow nastolatkow jest raczej to, ze dzieci
                        maja gdzies ich oczekiwania:)
                      • joa66 Re: I jak tam - ktoś był wczoraj? 09.03.10, 22:35
                        "Tak naprawde, to o swoich preferencjach w ogóle głośno nie mowię, o
                        ile mam pewność,z ę są "powyżej mozliwosci" -"

                        wyobraź sobie, że ja też nie;)

                        Jedyne nasze dyskusje to tylko Bednarska - jedyne liceum, o którym
                        syn słyszał rok czy dwa lata temu i chyba uważał to za oczywiste ,
                        że tam pójdzie bo to podobno "super szkoła"

                        I tak sobie od czasu do czasu wałkujemy ten temat - czasami zalety
                        czasami wady.


                        A i jeszcze jedno "odkrycie" syna, który szkołami się nigdy nie
                        interesował, bo i po co - myślał, że we wszystkich liceach są rózne
                        (=wszyskie popularne) języki do wyboru w dużym wymiarze godzin.
                        Kiedy dowiedział się, że nie, tylko westchnął " o rany, ale 3 języka
                        to ja nie chce sie uczyć" i potem podał całkiem rozsądne argumenty.

                        I jeszcze jedno a propos "Tak naprawde, to o swoich preferencjach w
                        ogóle głośno nie mowię" - ja nie moge tego robić, bo ja specjalnych
                        preferencji nie mam.

                        verdana, na litośc boską jesteś mądrą kobietą - uwierz, ze nie
                        jestes jedyną kobietą, która nie "wybiera" szkoły dziecku. Nie można
                        prowadzic dyskusji w ten sposób, że "ja to nie, absolutnie" a inni
                        to "na pewno" kiedy tak naprawdę robimy prawie to samo.
                        • Gość: menodo Re: I jak tam - ktoś był wczoraj? IP: *.ip.netia.com.pl 09.03.10, 23:31
                          joa napisala:
                          "verdana, na litośc boską jesteś mądrą kobietą - uwierz, ze nie
                          jestes jedyną kobietą, która nie "wybiera" szkoły dziecku. Nie można
                          prowadzic dyskusji w ten sposób, że "ja to nie, absolutnie" a inni
                          to "na pewno" kiedy tak naprawdę robimy prawie to samo."

                          Joa, ale Ty sie dajesz podpuszczac:)
                          Ja juz sie przyzwyczailam, ze Verdana od czasu do czasu -zazwyczaj w kontekscie
                          wyboru szkol - musi przypomniec cos o matkach, ktorych dzieci mniej lub
                          bardziej swiadomie spelniaja ich oczekiwania i dlatego sa biedne, i zmarnuja
                          sobie zycie, zarowno to edukacyjne, jak i pozniejsze zawodowe, o osobistym juz
                          nie wspominajac:))
                        • verdana Re: I jak tam - ktoś był wczoraj? 10.03.10, 21:08
                          Cóż - chyba pewna różnica jest, bo mnie nie przyszło do głowy, aby
                          iść samej do Pałacu Kultury i ogladac szkoły. Był sam
                          zainteresowany - ja nie widze tam miejsca dla siebie. Tak samo jak
                          pare lat temu nie chodzilam na żadne dni otwarte - chodziła tylko
                          córka.
                          • joa66 Re: I jak tam - ktoś był wczoraj? 10.03.10, 21:28
                            To już zaczyna przypominac licytację;)

                            verdana - z Twoją wiedza o liceach, licealistach i ich problemach -
                            już nie musiz chodzić na zebrania.


                            Po co miałabyś chodzić na stoisku Górskiego skoro tak dobrze go
                            znasz? O innych szkołach nie wspomnę.

                            Dodam do tego jeszcze jedną istotną rzecz - jeżeli zdecyduję się
                            PŁACIĆ za szkołę, to nie na zasadzie wskazania szkoły przez młodego.


                            Rozumiem, że gdyby z jakiegoś powodu zdecydowalibyście się na szkołę
                            niepubliczną dla syna, to po prostu syn by sobie poszedł na
                            spotkania a potem powiedział Tobie, która to szkoła a Ty bys sobie
                            płaciła?

                            echhh..
                          • kkokos Re: I jak tam - ktoś był wczoraj? 10.03.10, 21:36
                            no dobra dziewczyny, dawszy się tu poznać jako osoba wredna, złośliwa i
                            wyjeżdżająca osobiście nic nie stracę, jak w kontekście tej krótkiej dyskusji
                            "kto komu wybiera" zacytuję post tukaty (trudno, narażę się i jej) i wyznam
                            szczerze, że mnie przeraził.

                            Moja córka była w sobotę z koleżanką i takie są jej(ich) wnioski:
                            Hoffmanowa - szkoła, która miała być szkolą ewentualnie pierwszego
                            wyboru
                            (wymiennie z Czackim) odpada, bo dziewczynki z tej szkoły
                            umiały wymienić tylko profile i nie miały nic więcej do powiedzenia,
                            córka stwierdziła, że jeśli wszyscy uczniowie są tacy drętwi, to
                            szkoła jest nie dla niej
                            . Największe wrażenie zrobił na niej
                            Jeziorański. Była absolutnie wniebowzięta
                            , aż zadzwoniła do mnie,
                            żeby mnie poinformować, że właśnie wybrała szkołę. No cóż, ja tej
                            szkoły w ogóle nie brałam pod uwagę
                            z powodów, o których tu można
                            było poczytać. Następna szkoła, która jej sie podobała, to Fredro.
                            Po powrocie do domu, uświadomiłam jej, że poziom w tej szkole jest
                            co najmniej słaby, w związku z tym ona nie jest na naszej liście
                            zainteresowań.Nie obyło się bez dyskusji.
                            Następna szkoła, która
                            była wg niej jako taka to Dąbrowski. U mnie gdzieś tam w okolicach
                            szkoły trzeciego wyboru.
                            Przystanęła przy Zamoyskim - uff,
                            pomyślałam -jest szansa na może sensowny wybór
                            . Nie było Czackiego i
                            Staszica, a to miały być szkoły pierwszego wyboru dla nich, z jednej
                            strony dobrze, a z drugiej ...może też by sie okazało, że uczniowie
                            nie tacy - to i szkoły beznadziejne
                            . Podsumowując, dobrze, że
                            jeszcze mamy rok do wyboru szkoły, bo czeka nas ciężka praca, nad
                            doprecyzowaniem oczekiwań. Zaczynamy od czwartku w Hoffmanowej
                            .



                            a przeraziłam się, bo wyraźnie się okazało, że córka tukaty zrobiła sobie (i
                            matce) wielką krzywdę idąc na te targi, bo kompletnie rozminęła się z
                            oczekiwaniami rodzicielki, miała swoje zdanie i w dodatku jeszcze dyskutowała!
                            więc proszę nie mówcie, że nie ma rodziców, którzy wybierają szkołę ZA dziecko,
                            a potem co najwyżej robią wszystko, by dziecko uznało, że to ich wybór.
                            przepraszam, tukato, ale takie właśnie odniosłam wrażenie. mnie - choć byłam na
                            targach z synem - do głowy by nie przyszło mówić "tej szkoły nie ma na
                            naszej liście".

                            • joa66 Re: I jak tam - ktoś był wczoraj? 10.03.10, 22:02
                              Ja nawet nie wiem jakie szkoły "odwiedził" mój syn, bo poszliśmy
                              oddzielnie. Wziął chyba wszystkie ulotki, które wręczali "na siłę"
                              byc może nawet do szkoły baletowej;) i był rozczarowany, bo wielu
                              szkoł nie było. Zresztą wydzwaniał do mnie po 20 minutach, bo on już
                              skończył.

                              Osobiście uważam to za cenne doświadczenie dla niego, bo to było
                              prawie organoleptyczne doświadczenie pt. "idzie nowe" dla kogoś kto
                              nigdy szkoły nie wybierał ani nie zmieniał.

                              p.s. jedyną szkołą, o której wspominał i to z sympatią to był jednak
                              Grotowski, ale nie wiem czy to na skutek rozmowy z nauczycielem czy
                              z powodu " X tam chodzi i bardzo mu się podoba".
                            • Gość: menpdp Re: I jak tam - ktoś był wczoraj? IP: *.adsl.inetia.pl 10.03.10, 22:02
                              Ale o co Ci chodzi, kkokos.
                              Tukata, po zachwycie corki nad stoiskiem Jezioranskiego na targach, wyraznie sie
                              otworzyla na preferencje corki, mimo ze szkoly tej nie miala na swojej short
                              liscie z powodu kazdy wie czego, bo rok temu wyborcza zrobila swoje. Tukata
                              napisala, ze wybiera sie z dzieckiem na dzien otwarty na Mokotowska, a nawet
                              zadala dyr, Mirowskiemu pytanie na forum, wyrazajac swoje watpliwosci wobec
                              szkol o "zaostrzonym rygorze"...
                              Nie widze w tym zadnej przemocy emocjonalnej ani ubezwlasnowolnienia corki przez
                              dominujaca matke.
                              • kkokos Re: I jak tam - ktoś był wczoraj? 10.03.10, 22:24
                                no i bardzo dobrze, że się otworzyła na preferencje córki, bóg z nimi

                                ja tam w tym poście widzę znacznie więcej - widzę potępienie dla braku
                                entuzjazmu dla szkoły, która matce się podobała, widzę potępienie dla
                                zainteresowania szkołą, o której córka zapomniała, że "nie ma jej na naszej
                                liście" i zaskoczenie oraz zdegustowanie faktem, że córka znalazła na obronę tej
                                szkoły jakieś argumenty. widzę zaskoczenie i rozczarowanie różnicą między tym,
                                co córka z targów wyniosła, a tym, co według matki miała wynieść. bo że matka
                                miała gotowy scenariusz na to, co córka miała stamtąd wynieść, to jestem pewna.
                                no ale ja tylko złośliwa jestem i tyle.
                                • Gość: menodo Re: I jak tam - ktoś był wczoraj? IP: *.adsl.inetia.pl 10.03.10, 23:06
                                  "ja tam w tym poście widzę znacznie więcej - widzę potępienie dla braku
                                  > entuzjazmu dla szkoły, która matce się podobała, widzę potępienie dla
                                  > zainteresowania szkołą, o której córka zapomniała, że "nie ma jej na naszej
                                  > liście" i zaskoczenie oraz zdegustowanie faktem, że córka znalazła na obronę te
                                  > j
                                  > szkoły jakieś argumenty."

                                  Widzisz to, co chcesz widziec, zreszta Ci wolno, ale fakty sa inne.

                                  Ja akurat rozumiem bezradnosc rodzica wobec emocjonalnych argumentow dziecka w
                                  sprawie tak powaznej jak wybor liceum.

                                  Co to w ogole znaczy, ze jakies dziewczyny przy stoisku byly dretwe? To znaczy,
                                  ze co? Co dalej osma klaso?
                                  I co to znaczy, ze ludzie na stoisku jakiejs szkolybyli fajni. Co z tego niby ma
                                  wynikac?

                                  Sama dostawalam szalu kiedy sluchalam wrazen corki z pobytu w roznych szkolach.
                                  Tu dyrektor lysy, tam dziewczyny mialy tluste wlosy a chlopaki w stroju moro,
                                  ale gdzie indziej super, bo blisko do zlotych tarasow.
                                  Kiedy pytalam o konkrety, slyszalam - a tu masz takie kartki to sobie poczytaj...


                                  • Gość: agatka_s Re: I jak tam - ktoś był wczoraj? IP: *.aster.pl 11.03.10, 08:44
                                    A ja kompletnie nie rozumiem jak postawiono problem.

                                    Co jest złego w tym, że dziecko słucha rad rodzica, korzysta z jego
                                    pomocy, doświadczenia, ba nawet bierze pod uwagę preferencje
                                    rodzica ?

                                    Czemu w stosunki rodzic-dziecko MUSI być wpisana opozycja z
                                    definicji ? Czemu jeśli rodzic dogaduje się z dzieckiem, a dziecko
                                    wcale nie prezentuje jakiś drastycznie innych postaw życiowych, ma
                                    to być złe ? Czemu według niektórych rodzice powinni się trzymać
                                    1000 km od dziecka kiedy wybiera szkołę (bo tak wypada ? bo inaczej
                                    dziecko zacznie zażywać narkotyki i za 5 lat popełni
                                    samobójstwo ??), bo jak nie, to rodzice są... , no właśnie jacy są ?
                                    co złego robią jeśli pomagają i co złego jesli dziecko życzy sobie
                                    aby rodzice pomogli i ma ochotę aby rodzice byli zaangażowani w ten
                                    proces ? Czemu ktoś kto idzie na targi z dzieckiem jest be, a ktoś
                                    kto zostaje w tymn czasie w domu cacy ? Dla mnie akurat na odwrót.
                                    Podoba mi się rodzic który poswięci czas, a nie ten który zostawia
                                    dziecko samo.

                                    Stawiam szampana temu rodzicowi, który wie na 100% która szkoła jest
                                    tą jedyną dla dziecka, który nie ma watpliwości, który nie rozważa
                                    wielu aspektów-a i tak nie jest do końca pewny (bo pewnym poprostu
                                    być nie można i już). Tak samo jest z naszymi dziećmi, one też nie
                                    są pewne, a część jest zwyczajnie przerażona tym co je czeka (tym ze
                                    muszą zdecydować, bo to jednak one muszą zdecydować o SWOJEJ
                                    szkole), myślę że większość, choć nawet sprawia wrażenie
                                    samodzielnych i bardzo dorosłych, czasem nawet olewajacych swoich
                                    rodziców, tak naprawde chętnie słucha rodziców (zresztą nie tylko
                                    rodziców) i w sumie cieszy sie że ktoś im pomaga.

                                    Ja uważam że rodziców należy zachęcać żeby stali obok dzici w tym
                                    procesie, a nie wyśmiewać i drwić. A przede wszystkim pozwolić
                                    pomagać rodzicom, tak jak oni czują że jest najlepiej dla ich
                                    dzieci, bo dzieci są poprostu różne i każde wymaga innej formy
                                    pomocy, ale to wie tylko konkretny rodzic konkretnego dziecka, a nie
                                    verdana, czy kkokos (moze dla ich dzieci stanie z boku jest OK, ale
                                    nie kazde dziecko tak chce i już).

                                    • Gość: agatka_s Re: I jak tam - ktoś był wczoraj? IP: *.aster.pl 11.03.10, 09:01
                                      i jeszcze taka refleksja.

                                      Mój syn powiedział, że na spotkania informacyjne chce chodzić sam,
                                      beze mnie. I Ok ja to szanuje. Ale to jest naprawde nasza prywatna
                                      sprawa jak sobie to rozwiążemy. Tak samo dobrze mógłby sobie
                                      zażyczyć żebym mu towarzyszyła. I co czy to wtedy by był powód do
                                      krytyki ? Czy to by świadczyło o tym że jako rodzic chce coś
                                      narzucić swojemu dziecku ? A teraz jak nie pojdę to już jestem Ok
                                      matką ?

                                      Drazni mnie strasznie wyciąganie bardzo ostrych wniosków i wywalanie
                                      dział krytyki (i to personalnie skierowanej, a nie merytorycznie) na
                                      podstawie jakiś drugorzędnych danych i strzępków informacji. Zanim
                                      kogoś zjedziecie od góry do dołu naprawde trochę to przemkyślcie.
                                    • Gość: menodo Re: I jak tam - ktoś był wczoraj? IP: *.adsl.inetia.pl 11.03.10, 10:25
                                      agatka_s napisał(a):
                                      "A ja kompletnie nie rozumiem jak postawiono problem.

                                      Co jest złego w tym, że dziecko słucha rad rodzica, korzysta z jego
                                      pomocy, doświadczenia, ba nawet bierze pod uwagę preferencje
                                      rodzica ?"

                                      Ja tez nie rozumiem,chociaz rozumiem zalozenia myslowe osob,ktore od czasu do
                                      czasu wyjezdzaja z osobistymi wycieczkami wobec innych matek.
                                      Ze sa nadopiekuncze, dominujace,kontrolujace i ich dzieci to jakies biedne
                                      bezwolne stworzonka, ktore pokornie realizuja oczekiwania swoich strasznych
                                      matek , dobrze sie ucza chociaz gdyby byly soba, gdyby chcialy realizowac swoje
                                      marzenia to wcale by sie dobrze nie uczyly; ich ambicje nie sa autentyczne, bo
                                      to sa ambicje tych strasznych matek, ktore same sa nieszczesliwe i maja
                                      kompleksy; zazwyczaj laduja w wysokoprogowych szkolach,maja nerwice, potem na
                                      wysokoprogowyych studiach, gdzie juz nerwica nie pozwala im ich zakonczyc i
                                      wtedy te matki dzwonia do Verdany- no i syf ogolnie maja, takze w zyciu
                                      prywatnym, bo te straszne matki wybieraja swoim dzieciom rowniez partnerow
                                      zyciowych...Wiec kicha ogolna - takim matkom w ogole powinno sie zabierac
                                      dzieci, bo one sa toksyczne po prostu a jesli probuja czemukolwiek zaprzeczac,
                                      tlumaczyc sie to tym gorzej dla nich - bo to znaczy, ze tak naprawde same nie
                                      czuja sie OK i tu na forum odreagowuja swoje poczucie winy...

                                      • joa66 Re: I jak tam - ktoś był wczoraj? 12.03.10, 07:29
                                        Ja jeszcze wiedzę inny problem, dotyczący dzieci, które nigdy nie
                                        wybierałay żadnej szkoły (ale nie tylko ich). I tak na przykład mój
                                        syn. Rankingu mu nie pokaże, bo to zło. Idzie sobie na targi. O!
                                        Jest liceum im. Milewicza, tego Milewicza. Stoja młodzi ludzi i
                                        kadra; mówią mu: przyjdź do nas, jest super. Dają mu ulotkę. Wow.
                                        Jest klasa dyplomatyczna. Pewnie specjalizuje się w naukach
                                        politycznych i pokrewnych! Super. Kochani Rodzice. Wybrałem szkołę.

                                        Jako kochające matka, ceniąca niezaleznośc syna, szanuje wybór syna
                                        i nic nie mówię, bo niechcący mogłabym na niego wpłynąć.

                                        Historia może troche przesadzaona, ale czy niemożliwa?


                                        • Gość: menodo Re: I jak tam - ktoś był wczoraj? IP: *.adsl.inetia.pl 12.03.10, 11:03
                                          "Jest liceum im. Milewicza, tego Milewicza. Stoja młodzi ludzi i
                                          kadra; mówią mu: przyjdź do nas, jest super. Dają mu ulotkę. Wow.
                                          Jest klasa dyplomatyczna. Pewnie specjalizuje się w naukach
                                          politycznych i pokrewnych! Super. Kochani Rodzice. Wybrałem szkołę."

                                          Na Milewicza moja corka by sie zalapala, bo by ja ci chlopcy z klasy
                                          strzelecko-wojskowej odstraszyli, ale gdyby spotkala tam np. Cary'ego Granta -
                                          to kto wie:)
                                          Niemniej, juz na poczatku 3 klasy, przegladajac informator z kolezanka, wybrala
                                          sobie rozne fajne klasy w roznych fajnych liceach. Jakies takie filmowe,
                                          dziennikarskie, edytorskie, lingwistyczne - super. Najfajniejsze byly te, do
                                          ktorych z palcem w nosie moglaby sie dostac, nawet z troja z matematyki,ktora w
                                          takich klasach nie jest punktowana.

                                          Tylko ze kiedy pokazalam jej - jakie sa wyniki matury w tych szkolach i ile osob
                                          z danej szkoly/klasy lingwistycznej dostalo sie chocby na filologie bialoruska i
                                          tak dalej ....wrocila do pomyslu technikum fryzjerskiego; przynajmniej daje
                                          piekny zawod.
                                          Tak wiem, zmanipulowalam swoje dziecko, odebralam mu szanse na kariere fimowa, a
                                          zwlaszcza dziennikarska. Co wiecej - wymusilam na nim koncowa 4 z matmy oraz
                                          wiele innych rzeczy niezbednych szczurowi do zajecia odpowiedniej pozycji na mecie.




                                    • kkokos Re: I jak tam - ktoś był wczoraj? 12.03.10, 08:25
                                      Gość portalu: agatka_s napisał(a):

                                      > A ja kompletnie nie rozumiem jak postawiono problem.
                                      >
                                      > Co jest złego w tym, że dziecko słucha rad rodzica, korzysta z jego
                                      > pomocy, doświadczenia, ba nawet bierze pod uwagę preferencje
                                      > rodzica ?

                                      a ja nie widzę, by ktoś tak postawił problem.
                                      • Gość: menodo Re: I jak tam - ktoś był wczoraj? IP: *.adsl.inetia.pl 12.03.10, 09:26
                                        kkokos napisała:
                                        "a ja nie widzę, by ktoś tak postawił problem."

                                        Nie,no bylo o tym. W duzym skrocie - ze matki,ktore interesuja sie szkolami dla
                                        dzieci (i w ogole ich zyciem) w gruncie rzeczy nie robia tego dla nich tylko dla
                                        siebie, a jesli dzieci zgadzaja sie z tym, co matce sie podoba, to nie dlatego,
                                        ze matki trafily w ich potrzeby rozwojowe, tylko ze dzieci mniej lub bardziej
                                        swiadomie podchwycily oczekiwania matek i zgadzaja sie je spelniac,bo sa
                                        psychologicznie zmanipulowane i juz od niemowlectwa realizuja rodzicielskie
                                        scenariusze.

                        • Gość: znikopmek Re: I jak tam - ktoś był wczoraj? IP: *.icm.edu.pl 17.03.10, 14:26
                          > Jedyne nasze dyskusje to tylko Bednarska - jedyne liceum, o którym
                          > syn słyszał rok czy dwa lata temu i chyba uważał to za oczywiste ,
                          > że tam pójdzie bo to podobno "super szkoła"
                          Wolne żarty "bednarska" jest na 40 miejscu w Warszawie
                          spadek o 22 miejsca w stosunku do miejsca zajmowanego w rankingu Perspektyw z
                          roku 2009. Buda wynosi się z budynku i leci w rankingach na pysk. Wróblowi do
                          sztabmucha - "Miałeś Chamie Złoty Róg"
                          Nie czuję Schadenfreude ale po wyborze małego Księcia Chałturników na dyrektora
                          ta buda była skończona.
                          • Gość: menodo Re: I jak tam - ktoś był wczoraj? IP: *.adsl.inetia.pl 17.03.10, 23:08
                            znikopmek napisał(a):

                            > > Jedyne nasze dyskusje to tylko Bednarska - jedyne liceum, o którym
                            > > syn słyszał rok czy dwa lata temu i chyba uważał to za oczywiste ,
                            > > że tam pójdzie bo to podobno "super szkoła"
                            > Wolne żarty "bednarska" jest na 40 miejscu w Warszawie
                            > spadek o 22 miejsca w stosunku do miejsca zajmowanego w rankingu Perspektyw z
                            > roku 2009. Buda wynosi się z budynku i leci w rankingach na pysk. Wróblowi do
                            > sztabmucha - "Miałeś Chamie Złoty Róg"
                            > Nie czuję Schadenfreude ale po wyborze małego Księcia Chałturników na dyrektora
                            > ta buda była skończona."

                            Jezu, nie przyjeli Cie na Bednarska? Wyleciales w czasie "afery moczowej"?
                            Wroblel jak wrobel, co on mogl, jak musial przyjmowac tlumy totalnie
                            zblazowanych dzieciakow z rozrastajacej sie Raszynskiej,ktorym nie chcialo sie
                            uczyc?

                            Wielka fanka jego nie jestem, ale bez przesady z ta pogarda.
                            • Gość: znikomek Re: I jak tam - ktoś był wczoraj? IP: *.icm.edu.pl 19.03.10, 08:02
                              Wprost przeciwnie dostałem się i to bez punktów za pochodzenie ;) Afera moczowa?
                              Obudź się "Śpiąca Królewno"
                              Gandzia w tej budzie była jest i będzie - dilerka też. Wpadnij kiedys na
                              Bednarską w poniedziałek i spójż prawdzie w czerwone oczki" ;D Leczenie
                              "problemu" moczem chyba nie wyszło ;D
                              Co Wróbel mógł? Sporo. Wylać z budy kilku gogów za "aferki z dzieciakami" i nie
                              przyjmować bydła. W końcu kto tu rządzi?
                              • Gość: menodo Re: I jak tam - ktoś był wczoraj? IP: *.adsl.inetia.pl 19.03.10, 16:19
                                > Obudź się "Śpiąca Królewno"
                                > Gandzia w tej budzie była jest i będzie - dilerka też. Wpadnij kiedys na
                                > Bednarską w poniedziałek i spójż prawdzie w czerwone oczki" ;D Leczenie
                                > "problemu" moczem chyba nie wyszło ;D
                                > Co Wróbel mógł? Sporo. Wylać z budy kilku gogów za "aferki z dzieciakami" i nie
                                > przyjmować bydła. W końcu kto tu rządzi?

                                Krolewna dla Ciebie byc nie chce, podejrzewam, ze jestem w wieku Twojej Mamy.
                                Czerwone oczy to problem wielu szkol.Aferki z dzieciakami - tu pelna zgoda; dla
                                wszelich pan Robinson najlepszym miejscem pracy powinna byc dyspozytornia dla
                                kierowcow tirow, a nie renomowane licea.
                              • Gość: menodo Re: I jak tam - ktoś był wczoraj? IP: *.adsl.inetia.pl 18.03.10, 10:17
                                joa66 napisała:

                                > Ja mam wrażenie, że już nikt nie panuje nad tym co się dzieje ze
                                > szkołą. Wielka szkoda, bo dużo, duzo dobrego słyszałam o jej
                                > nauczycielach."

                                Bo to w wielu przypadkach SA swietni nauczyciele, tyle ze od lat nie maja wplywu
                                na selekcje kandydatow,ktorzy przychodza na Bednarska.
                                Oni nie potrafia uczyc mlodych ludzi, ktorym nie chce sie uczyc, z rodzin,w
                                ktorych wyksztalcenienie nie jest zadna wartoscia.

                                Ta szkola w swoich zalozeniach miala stwarzac komfortowe warunki rozwoju
                                uczniom wybitnym, zmotywowanym, ktorzy nie potrzebuja, aby ktos ich
                                nauczal,kontrolowal, sprawdzal czego nauczyli sie z poniedzialku na czwartek.
                                Moj syn swietnie sie w tej szkole odnalazl, wykorzystal do maksimum wszystko,co
                                mu oferowala. Swietnie zdal mature i dostal sie na 5 "najbardziej obleganych"
                                kierunkow na UW,studiuje na dwoch,teraz jest na zagranicznym stypendium.
                                Ale kiedy wspomina swoje liceum,mowi ze najciekawsze zajecia,na jakich ostatnio
                                byl - mial w swojej szkole.

                                Natomiast swojej corki nie poslalam na Bednarska. Balabym sie, ze sie tam
                                zagubi; owszem,rozwinie swoje pasje,ale o jej wyniki na maturze bardzo bym sie
                                obawiala.
                                • Gość: znikomek Re: I jak tam - ktoś był wczoraj? IP: *.icm.edu.pl 19.03.10, 15:16
                                  I jeszcze dorzucę Tobie swoje 3/100 złotówki piszesz:
                                  joa66 napisała:

                                  > Ja mam wrażenie, że już nikt nie panuje nad tym co się dzieje ze
                                  > szkołą. Wielka szkoda, bo dużo, duzo dobrego słyszałam o jej
                                  > nauczycielach."

                                  Bo to w wielu przypadkach SA swietni nauczyciele, tyle ze od lat nie maja wplywu
                                  na selekcje kandydatow,ktorzy przychodza na Bednarska.

                                  >Oni nie potrafia uczyc mlodych ludzi, ktorym nie chce sie uczyc, z rodzin,w
                                  ktorych wyksztalcenienie nie jest zadna wartoscia.
                                  Ta szkola w swoich zalozeniach miala stwarzac komfortowe warunki rozwoju
                                  uczniom wybitnym, zmotywowanym, ktorzy nie potrzebuja, aby ktos ich
                                  nauczal,kontrolowal, sprawdzal czego nauczyli sie z poniedzialku na czwartek<
                                  Podkreślenie moje: znikomek
                                  No to przypomnij sobie jak uczyli na "Bednarskiej"
                                  Wanda Ł.(Matematyczka)
                                  Piotr G.(Fizyk)
                                  Dorota F.(Biolog)
                                  Piotr L.(Chemik)
                                  Adam S.(Fizyk)
                                  Tom K. (Anglista)
                                  Piotr L. (Historyk)
                                  przecie to są lub byli nauczyciele przez wielkie N. Wielu z nich Wróbel po
                                  prostu dyletancko nie doceniał. W konsekwencji rozstali się z "Bednarską". Są
                                  dyrektorami liceum, nauczycielami lub pracują na renomowanych wydziałach
                                  Politechniki Warszawskiej. Nikt nigdy nie był na "Bednartskliej" tak ciepło
                                  wspominany przez Uczniów jak Tom kilku Piotrów czy Adam. Więc nie pisz do diaska
                                  że to ludzie którzy nie potrafią uczyc bo to zwyczajne kłamstwo i ci zwyczajnie
                                  obrażasz.
                                  • Gość: menodo Re: I jak tam - ktoś był wczoraj? IP: *.adsl.inetia.pl 19.03.10, 15:41
                                    Więc nie pisz do diask
                                    > a
                                    > że to ludzie którzy nie potrafią uczyc bo to zwyczajne kłamstwo i ci zwyczajnie"

                                    Czy ja cos takiego napisalam? "Potrowi L." - mam nadzieje ze mowimy o slynnym
                                    bednarskim historyku - moj syn zawdziecza cala swoja pozniejsza edukacje.
                                    Nie wiedzialam,ze Dorota F. rozstala sie z bednarska - byla przeciez
                                    wicedyroktorka, zreszta nie nie przepadalam za nia.
                                    Sorry, ale dlugo mozna by gadac o przyczynach kleski Bednarskiej, ale jezyk,
                                    ktory proponujesz, jest dla mnie troche krepujacy:)
                                      • agatka_s Re: Zgoda w ocenie powagi sytuacji.... 22.03.10, 11:13
                                        Gość portalu: znikomek napisał(a):

                                        > Wygląda to gorzej niż myślisz. Zbulwersowani Rodzice byli u Wróbla
                                        i ..... nic.
                                        > Facet uznał że nie ma co robic zadymy bo to nie służy budzie
                                        > Miss Robinson jest Wychowawcą nowej klasy (sic!) i nadal pracuje
                                        na B.
                                        > Czy teraz rozumiesz powody BEZGRANICZNEJ pogardy dla HIPOKRYTY?


                                        Czując się wręcz zobligowana przez menodo do zajęcia stanowiska:

                                        Chciałam zapytać: czy Wy rozmawiacie o molestowaniu uczniów przez
                                        nauczycielkę ? Jeśli tak to chyba to jest sprawa dla prokuratury,
                                        policji i to zarówno jeśli chodzi o sam fakt, oraz jeśli to
                                        prawda
                                        co pan/pani znikomek twierdzi brak reakcji Dyrekcji.
                                        Gdybym ja o czymś takim wiedziała i miała pewność że jest to wysoce
                                        prawdobodobna wiedza (nie że jedna pani drugiej pani, tylko np gdyby
                                        powiedziało mi o tym moje dziecko) to bym to zgłosiła na policję
                                        • Gość: menodo Re: Zgoda w ocenie powagi sytuacji.... IP: *.adsl.inetia.pl 22.03.10, 11:54
                                          znikomek napisał(a):

                                          > Wygląda to gorzej niż myślisz. Zbulwersowani Rodzice byli u Wróbla
                                          i ..... nic.
                                          > Facet uznał że nie ma co robic zadymy bo to nie służy budzie
                                          > Miss Robinson jest Wychowawcą nowej klasy (sic!) i nadal pracuje
                                          na B.
                                          > Czy teraz rozumiesz powody BEZGRANICZNEJ pogardy dla HIPOKRYTY? "

                                          Tak. Rozumiem i znam sprawe. I tez odczuwam pogarde. Ale okreslienie "maly
                                          ksiaze chalturnikow" nijak sie do tej sprawy nie ma.
                                        • Gość: menodo Re: Zgoda w ocenie powagi sytuacji.... IP: *.adsl.inetia.pl 22.03.10, 12:11
                                          > Czując się wręcz zobligowana przez menodo do zajęcia stanowiska:
                                          >
                                          > Chciałam zapytać: czy Wy rozmawiacie o molestowaniu uczniów przez
                                          > nauczycielkę ? Jeśli tak to chyba to jest sprawa dla prokuratury,
                                          > policji i to zarówno jeśli chodzi o sam fakt, oraz jeśli to
                                          > prawda
                                          co pan/pani znikomek twierdzi brak reakcji Dyrekcji.
                                          > Gdybym ja o czymś takim wiedziała i miała pewność że jest to wysoce
                                          > prawdobodobna wiedza (nie że jedna pani drugiej pani, tylko np gdyby
                                          > powiedziało mi o tym moje dziecko) to bym to zgłosiła na policję"

                                          Dobra, ale teraz juz znikomek powiedzial, o co chodzi, a ja go zaczynam
                                          rozumiec, bo wiem,o co chodzi, aczkolwiek okreslenie "maly ksiaze chalturnikow"
                                          do tego problemu ma sie nijak.
                                          Nie chodzi o "molestowanie" - bo z tego paragrafu prokuratura moze sie sie zajac
                                          problemem osoby w kazdym wieku. Tu poszlo o "cos wiecej", a ze uczen mial wiecej
                                          niz 15 lat,prokuratura nie ma nic do tego.
                  • Gość: menodo Re: I jak tam - ktoś był wczoraj? IP: *.ip.netia.com.pl 09.03.10, 21:14
                    p.s. gdyby chciał spełenić moje oczekiwania stałby już w kolejce do
                    klasy dwujęzycznej w Żmichowskiej;) i o tym wie.

                    Gdyby moja corka chciala spelnic moje oczekiwania siedzialaby teraz w czackim w
                    biolchemie... Jeszcze mam nadzieje, ze uda mi sie wywrzec na nia presje, aby
                    studiowala prawo. Ale szanse sa marne, niestety, w tej relacji slabsza
                    osobowoscia jestem niestety dla ja:))
      • Gość: menodo Re: I jak tam - ktoś był wczoraj? IP: *.ip.netia.com.pl 07.03.10, 13:43
        kkokos napisala:
        nie wiedziałam, że przy technikum lotniczym jest też liceum, którego uczniowie
        robią licencję pilota :)"

        Nie wiem, czy masz na mysli zespol szkol na Gladkiej (Okecie)?
        Na temat technikum nie wypowiem sie, bo nic o nim nie wiem.

        Natomiast liceum - strzez sie tych miejsc!!!!
        Z mojej okolicy normalne dzieci, ktore maja malo punktow ida do normalnych szkol
        i ucza sie zawodu - a ich rodzice modla sie, by nie trafily na Gladka.
        A z ta licencja pilota to nie wiem - to chyba jakis marketingowy chwyt, a dla
        mnie joke:) Rownie dobrze mozna by powiedziec, ze o studia na Harvardzie mozna
        sie ubiegac po Gladkiej. Bo mozna przeciez. (caly czas mowie o liceum, bo o
        technikum nic nie wiem, moze jest dobra szkola)
        • kkokos Re: I jak tam - ktoś był wczoraj? 07.03.10, 14:43
          dzięki, menodo, ale przez myśl mi nie przeszło, by posyłać tam dziecko :)
          odnotowałam po prostu jako ciekawostkę, przeglądając stertę ulotek, którą nam
          wręczono - bo przejrzałam wszystkie, jako że ciekawa jestem z natury.

          nie mam pod ręką tej ulotki, zajrzałam na ich stronę, bo kołacze mi się coś, że
          to licencja na jakieś małe samoloty rekreacyjne (jeśli w ogóle jest taka
          kategoria) - ale na stronie nie ma o tym słowa, z tym że w ogóle jakoś mało
          aktualna jest.

          mam nadzieję, że z technikum nie jest tak źle, w końcu wszyscy, rzadziej czy
          częściej, latamy :)

          a z innych ulotek na przykład dowiedziałam się, że w liceum Kazimierza Wielkiego
          można "nabyć niecodzienne umiejętności: kurs wychowawcy kolonijnego, pierwszej
          pomocy, zakładania własnej firmy, chodzenia w szpilkach, tańca
          hinduskiego i innych". to zresztą jedyna ulotka, na której widziałam wprost
          napisane "u nas nie ma wyścigu szczurów" (a usłyszałam to chyba ze dwa razy w
          innych szkołach)

          aha, na kilku ulotkach zastosowano ten cudny chwyt ze zdjęciami naszych
          najsławniejszych absolwentów: na pewno ma dla mnie ogromne znaczenie, ze do
          danej szkoły chodziła bożena dykiel, hanna gronkiewicz-walc, "agnieszka
          górniakowska, prezenterka telewizyjna" (jej twarz jest mi doskonale nieznana)
          czy enigmatycznie wspomniani "muzycy z zespołu perfect"...
          • Gość: menodo Re: I jak tam - ktoś był wczoraj? IP: *.ip.netia.com.pl 08.03.10, 10:40
            kkokos napisala:
            > a z innych ulotek na przykład dowiedziałam się, że w liceum Kazimierza Wielkieg
            > o
            > można "nabyć niecodzienne umiejętności: kurs wychowawcy kolonijnego, pierwszej
            > pomocy, zakładania własnej firmy, chodzenia w szpilkach, tańca
            > hinduskiego i innych". to zresztą jedyna ulotka, na której widziałam wprost
            > napisane "u nas nie ma wyścigu szczurów" (a usłyszałam to chyba ze dwa razy w
            > innych szkołach)"

            No uroczy jest ten marketing edukacyjny. Weszlam wczoraj na strone liceum im.
            Waldemara Milewicza. I szok - pierwsze, co rzucilo mi sie w oczy to informacja,
            ze Doda jest w ciazy. Serio - ten news wyskoczyl z baneru, nie pamietam reklamy
            czego. Moze Faktu? Ale na stronie szkoly jest tez reklama volvo...W porownaniu z
            siermiezna witryna liceum mojego dziecka - w Milewiczu od razu widac, ze jest to
            szkola z wielka klasa.
            No i profile klas, doprawdy wyszukane z duzym lansem.. Oczywiscie dziennikarski,
            zwazywszy na nazwisko patrona (hanba!!!), dyplomatyczny, public relations oraz
            strzelecko- wojskowy. (mowie z pamieci, dokladne nazwy moglam przekrecic).

            Co to jest???? Nibylandia? Bo to juz nie jest marketing, to jest chamska
            dezinformacja. Ja rozumiem, ze szkoly z okolicy setnego miejsca w rankingu
            walcza o przetrwanie, ale takie chwyty?

            • kmir Re: I jak tam - ktoś był wczoraj? 08.03.10, 12:39
              Gość portalu: menodo napisał(a):
              > No i profile klas, (...)

              Zwracam uwagę, że z formalnego punktu widzenia profile klas nie
              istnieją. Klasa jest charakteryzowana przez przedmioty realizowane w
              zakresie rozszerzonym oraz języki obce (np IA z rozszerzonym
              językiem polskim i historią oraz językami angielskim i niemieckim).
              Sam fakt tworzenia nazw profili jest już chwytem marketingowym :)
              • Gość: menodo Re: I jak tam - ktoś był wczoraj? IP: *.ip.netia.com.pl 08.03.10, 14:58
                > Zwracam uwagę, że z formalnego punktu widzenia profile klas nie
                > istnieją. Klasa jest charakteryzowana przez przedmioty realizowane w
                > zakresie rozszerzonym oraz języki obce (np IA z rozszerzonym
                > językiem polskim i historią oraz językami angielskim i niemieckim).
                > Sam fakt tworzenia nazw profili jest już chwytem marketingowym :)"

                Ale chyba przyzna Pan racje, ze jest roznica pomiedzy marketingiem w postaci
                nazwy profilu "spolecznym" (z podaniem rozszerzonych przedmiotow- np.historia,
                matymatyka, geografia) lub "kulturowym" - ze wskazaniem na realnie istniejacy
                program rozszerzonych przedmiotow - jezyk polski, lacina, filozofia, wiedza o
                kulturze, a nazwaniem prolilu - dyplomatycznym, dziennikarskim, public
                relations, a strzelecko-wojskowym zwlaszcza:)

                Moj "ulubiony" jest jednak ten dyplomatyczny:)
                  • kkokos Re: I jak tam - ktoś był wczoraj? 08.03.10, 16:18
                    myślę, że profil "uniwersytecki" też brzmi co najmniej dumnie. wszak w innym
                    miastach są licea akademickie, to prawie to samo, prawda? aż można się pomylić!

                    profil uniwersytecki ma konopczyński przy technikum elektrycznym, a rozszerzone
                    przedmioty to historia, wos, geografia.
                    • Gość: menodo Re: I jak tam - ktoś był wczoraj? IP: *.ip.netia.com.pl 08.03.10, 18:34
                      > profil uniwersytecki ma konopczyński przy technikum elektrycznym, a rozszerzone
                      > przedmioty to historia, wos, geografia.

                      Jak rozumiem, chodzi tu o przyjecie kandydatow na prawo/stosunki miedzynarodowe/
                      europeistyke i jaki tam jeszcze lans. To syf dla mnie i wielka nieuczciwosc
                      wobec potecjalnych kandydatow.

                      Ale w ofercie warszwskich szkol widze inne jeszcze wady.
                      Moge podac przyklad swojej corki.
                      Inteligentna dziewczynka z tzw. dobrego domu, z tradycjami pradziadkow
                      zamordowanych tam i owdzie, oczywiscie wyksztalconych tam, gdzie wypadaloby byc
                      wyksztalconym od zawsze.

                      No, ale moja corka interesuje sztuka, a konkretnie moda i filmem, W dodatku
                      wszystkiego szybko jest sie w stanie nauczyc, stopnie naprawde nigdy nie byly
                      dla niej problemem.

                      Ale przegladalysmy oferte szkol, ktore odpowiadalyby jej zainteresowaniom, np.
                      technikum fryzjersko-odziezowego, okazalo sie, ze corka ,gdy obejrzala zdjecia
                      ze studniowki w tej szkole, jakos tak po tych fotografiach - uznala, ze moglaby
                      nie znalec tam kolezanki dla siebie...
                      Dlaczego nie ma wiecej takich szkol, natomiast sa LO z klasami o profilu
                      dyplomacja? Jestem pewna, ze w Warszawie mozna by zgromadzic sporo fajnych
                      dzieciakow, ktore sa madre, fajne,tworcze i wcale nie musza miec 170 punktow,
                      aby sie poczuc jak "miedzy swoimi".
                      • kmir Re: I jak tam - ktoś był wczoraj? 08.03.10, 20:48
                        > No, ale moja corka interesuje sztuka, a konkretnie moda i filmem,
                        > W dodatku wszystkiego szybko jest sie w stanie nauczyc, stopnie
                        > naprawde nigdy nie byly dla niej problemem.

                        Proponuję zacząć od pytania dotyczącego kierunku studiów, a
                        następnie wynikającego z tego "zestawu" egzaminów maturalnych. I te
                        przedmioty powinny być realizowane w wybranej klasie w zakresie
                        rozszerzonym. A to czy klasa będzie się nazywała "kuturowa"
                        czy "filmowa" czy też "arystyczna" to moim zdaniem nie ma znaczenia.
                        Wydaje mi się, że odpowiednią klasą będzie tak z rozszerzonym
                        programem wiedzy o kulturze i języka polskiego - ważny jest także
                        dobór języków obcych. Proszę nie zapominać o progu punktowym do
                        danej klasy. Ważne jest, aby ten próg nie był zbyt wysoki, bo wtedy
                        kandydatka się nie dostanie. Ale ważne jest także , aby próg nie był
                        zbyt niski bo wtedy duża część potencjalnych uczniów tej klasy
                        będzie zaniżać poziom i "nie nadawać się na koleżankę" o czym już
                        była mowa...
                        • Gość: menodo Re: I jak tam - ktoś był wczoraj? IP: *.ip.netia.com.pl 08.03.10, 21:27
                          kmir napisał:
                          Proponuję zacząć od pytania dotyczącego kierunku studiów, a
                          następnie wynikającego z tego "zestawu" egzaminów maturalnych. I te
                          przedmioty powinny być realizowane w wybranej klasie w zakresie
                          rozszerzonym. A to czy klasa będzie się nazywała "kuturowa"
                          czy "filmowa" czy też "arystyczna" to moim zdaniem nie ma znaczenia."

                          Dziekuje bardzo za zainteresowanie. Glowilam sie nad tym problemem caly ubiegly
                          rok. Jak mowilam, moja corka, jesli tylko jej na czyms zalezalo, nigdy nie
                          miala wiekszego problemu ze zdobyciem niezbednych jej punktow do czegokolwiek.
                          Obecnie chodzi do bardzo dobrego liceum, blisko Mokotowskiej zreszta:)
                          Niemniej, nadal uwazam, ze oferta edukacyjna dla uzdolnionej mlodziezy w
                          Warszawie jest uboga.

    • tukata Re: Salon Edukacyjny Perspektyw -licea 09.03.10, 09:29
      Moja córka była w sobotę z koleżanką i takie są jej(ich) wnioski:
      Hoffmanowa - szkoła, która miała być szkolą ewentualnie pierwszego
      wyboru (wymiennie z Czackim) odpada, bo dziewczynki z tej szkoły
      umiały wymienić tylko profile i nie miały nic więcej do powiedzenia,
      córka stwierdziła, że jeśli wszyscy uczniowie są tacy drętwi, to
      szkoła jest nie dla niej. Największe wrażenie zrobił na niej
      Jeziorański. Była absolutnie wniebowzięta, aż zadzwoniła do mnie,
      żeby mnie poinformować, że właśnie wybrała szkołę. No cóż, ja tej
      szkoły w ogóle nie brałam pod uwagę z powodów, o których tu można
      było poczytać. Następna szkoła, która jej sie podobała, to Fredro.
      Po powrocie do domu, uświadomiłam jej, że poziom w tej szkole jest
      co najmniej słaby, w związku z tym ona nie jest na naszej liście
      zainteresowań.Nie obyło się bez dyskusji. Następna szkoła, która
      była wg niej jako taka to Dąbrowski. U mnie gdzieś tam w okolicach
      szkoły trzeciego wyboru. Przystanęła przy Zamoyskim - uff,
      pomyślałam -jest szansa na może sensowny wybór. Nie było Czackiego i
      Staszica, a to miały być szkoły pierwszego wyboru dla nich, z jednej
      strony dobrze, a z drugiej ...może też by sie okazało, że uczniowie
      nie tacy - to i szkoły beznadziejne. Podsumowując, dobrze, że
      jeszcze mamy rok do wyboru szkoły, bo czeka nas ciężka praca, nad
      doprecyzowaniem oczekiwań. Zaczynamy od czwartku w Hoffmanowej.
      • kmir Re: Salon Edukacyjny Perspektyw -licea 09.03.10, 12:36
        tukata napisała:

        > Największe wrażenie zrobił na niej
        > Jeziorański. Była absolutnie wniebowzięta, aż zadzwoniła do mnie,
        > żeby mnie poinformować, że właśnie wybrała szkołę.

        To bardzo miłe co Pani pisze - szczególnie, że nie było żadnej
        selekcji uczniów do obsługi naszego stoiska (w praktyce cały rocznik
        klas I przewinął się przez dyżury), a jedyną moją wskazówką dla
        pełniących dyżury w stoisku było: "mówcie prawdę".

        > No cóż, ja tej
        > szkoły w ogóle nie brałam pod uwagę z powodów, o których tu można
        > było poczytać.

        Zapraszam na zebranie informacyjne 16 marca o godz. 17.30 (ul.
        Mokotowska 16/20) - nieczego Pani nie ryzykuje :)
        • agatka_s Re: Salon Edukacyjny Perspektyw -licea 09.03.10, 12:53
          kmir napisał:

          > >
          > Zapraszam na zebranie informacyjne 16 marca o godz. 17.30 (ul.
          > Mokotowska 16/20) - nieczego Pani nie ryzykuje :)
          >

          Ja byłam w zeszłym roku i szkoła zrobiła na mnie bardzo dobre
          wrażenie, tak samo jak aktywność Pana Dyrektora na naszym forum
          (choć nie zawsze jest łatwo ;-))

          Tylko czemu te warunki lokalowe (np brak sali gimnastycznej dla
          młodego chłopca uzależnionego od sportu to wielki minus) takie
          straszne ??? Czy szkoła , która rok w rok odnosi takie sukcesy nie
          zasługuje na jakiś budynek z prawdziwego zdarzenia ?
          • Gość: menodo Re: Salon Edukacyjny Perspektyw -licea IP: *.ip.netia.com.pl 09.03.10, 13:30
            "Tylko czemu te warunki lokalowe (np brak sali gimnastycznej dla
            młodego chłopca uzależnionego od sportu to wielki minus) takie
            straszne ??? Czy szkoła , która rok w rok odnosi takie sukcesy nie
            zasługuje na jakiś budynek z prawdziwego zdarzenia ?"

            Mnie to tez bulwersuje, takze w odniesieniu do Czackiego mozna by miec podobne
            zapytanie, nie mowiac juz o siedzacej od lat na walizkach Hoffmanowej.
        • joa66 Re: Salon Edukacyjny Perspektyw -licea 09.03.10, 12:55
          A ja mam pytanie do Pana Dyrektora (albo nauczyciela angielskiego z
          jego szkoły)

          Być może na jakimś etapie mojego rozumowania się mylę, ale proszę o
          wyjaśnienie.

          Podobno matura rozszerzona z języka obcego to mniej więcej poziom B2

          Na stronie szkoły jest informacja , że prawie wszyscy uczniowie
          zdają egzaminy na poziomie C1, niektórzy C2.

          Dlaczego wiąc wynik matur to tylko 92%? Wiem że to dużo w porównaniu
          do innych szkół i w ogóle dużo jak na maturę, jednak od ludzi na
          poziomie C1/C2 oczekiwałabym co najmniej 95-98 procent.

          Z czego to wynika?

          • Gość: menodo Re: Salon Edukacyjny Perspektyw -licea IP: *.ip.netia.com.pl 09.03.10, 13:23
            "Dlaczego wiąc wynik matur to tylko 92%? Wiem że to dużo w porównaniu
            do innych szkół i w ogóle dużo jak na maturę, jednak od ludzi na
            poziomie C1/C2 oczekiwałabym co najmniej 95-98 procent."

            Joa, chyba przesadzasz.
            W Jezioranskim matura rozszerzona z angielskiego poszla najlepiej w Warszawie,
            lepiej niz w Batorym i w Koperniku, ktory ma wylacznie klasy dwujezyczne a
            kandydaci przechodza dwuczesciowy egzamin.

            Jesli 60 pare osob (czyli pewnie cala szkola) napisalo mature rozszerzona ze
            srednim wynikiem 92 proc. to jest wynik rewelacyjny.


            • joa66 Re: Salon Edukacyjny Perspektyw -licea 09.03.10, 13:33
              Nie przesadzam, bo nie wymagam, tylko próbuję zrozumieć fenomen
              matur (tutaj akurat językowych). Zastanawiam się nad ich konstrukcją
              np. czy polecenia są dwuznaczne, czy są teksty wymagające
              specjalistycznego słownictwa a nie tylko ogólnego. itp.


              A może to nieprawda, że matury są na poziomie B2? Może są na wyższym?


              Dlatego sugerowałam , że może anglista lepiej odpowie na te pytania.

              To nie jest zarzut wobec szkoły , raczej próba zrozumienia co
              naprawdę oznacza 90% matury rozszerzonej (a naprawdę nie
              podejrzewam, że informacje o zdanych egzaminach CAE i CPE są z
              palca wyssane)


              Jest to dla mnie ciekawe , bo wybierając jakąkolwiek szkołę
              chciałabym wiedzieć co się kryje za wynikami matur językowych.
          • kmir Re: Salon Edukacyjny Perspektyw -licea 09.03.10, 13:25
            joa66 napisała:
            > Dlaczego więc wynik matur to tylko 92%? Wiem że to dużo w
            porównaniu
            > do innych szkół i w ogóle dużo jak na maturę, jednak od ludzi na
            > poziomie C1/C2 oczekiwałabym co najmniej 95-98 procent.

            Zacznę może od napisania, że będąc nauczycielem chemii (z doktoratem)
            nie podjąłbym się zdania matury z chemii na 100% nawet z pomocą
            dowolnych pomocy (książki, notatki itp). Podobnego zdania jest
            większość moich nauczycieli i są tym bardziej przekonani o tym im
            bardziej humanistyczny jest przedmiot. Problem leży w kluczu, a
            czasami także w sformułowaniu pytania.

            Jak Pani zapewne wie w mojej szkole na poziomie każdego rocznika są
            trzy grupy z języka angielskiego: najwyższa, średnia i najniższa -
            podział następuje na początku września w klasie I po przeprowadzeniu
            testu rozpoziomowującego).

            Wyniki matury 2009 z języka angielskiego (poziom rozszerzony):
            średnia ogólnoszkolna (66 zdających): 91,62%
            w tym
            w grupie najwyższej (23 zdająch): 95,96%
            w grupie średniej (23 zdających): 92,57%
            w grupie najniższej (20 zdających): 85,55%
            (średnia warszawska: 77,67%)
              • Gość: menodo Re: Salon Edukacyjny Perspektyw -licea IP: *.ip.netia.com.pl 09.03.10, 13:51
                Sama probowalam zglebic te relacje i wyszlo mi na to, ze ciezko to wszystko
                porownac.
                Moj syn zdal mature rozszerzona z angielskiego na 94 proc. nie wiem czy byla
                wtedy juz ( 5 lat temu) stworzona obecnie obowiazujaca europejska klasyfikacja
                kompetencji jezykowych. Chyba rok temu wyczytalam gdzies, ze obecnie to jest B2.
                Ale to troche dziwne. Bo rok temu moj syn poszedl z marszu (bez zadnych kursow
                po maturze) na egzamin potrzebny mu wyjazdu na stypendium i zdal go na
                poziomie...B2. Nawet sie troche zmartwil, ze sie w tym angielsku nie rozwinal
                czy co...Ale jest teraz w Belgii i nie uslyszalam, aby mial jakies problemy z
                jezykiem - a wszystkie zajecia ma angielsku.

              • agatka_s Re: Salon Edukacyjny Perspektyw -licea 09.03.10, 13:58
                joa66 napisała:

                > Dziękuję za informacje.
                >
                > Mnie jednak bardziej interesuje relacja pomiędzy maturą
                rozszerzoną
                > (o której nie mam pojęcia) a egzaminami typu FCE, CAE, CPE, o
                > których mam pojęcie.
                >


                To są kompletnie inne egzaminy, moim zdaniem nijak nieporównywalne,
                bo jest kompletnie inna konstrukcja !!!

                Popatrz sobie na matury z angilskiego, one są naprawde banalne dla
                osoby która tego angielskiego się uczy długo i porządnie. Żeby znowu
                nie było że się chwale, ale to taki przykład obrazujący mój syn (jak
                kogoś denerwuje to uczeń X) zrobił kilka matur rozszerzonych z
                angielskiego i dostaje tak około 90% z rozszerzonej, a 93-95% z
                podstawowej. Z testu Mocka (jeśli znasz FCE egzamin to wiesz o co
                chodzi) miał 75% zdajsie, w każdym razie dostał rekomendację szkoły
                do zdawania FCE, ale np z Use of Eng miał tylko 65% (na krawędzi),
                gdy z listening 96%. W szkole z angielskiego ma leeeedwo 4, a z
                próbnego egzaminu gim z angielskiego z zeszłego roku miał 98%
                (większośc klasy i tak miała 100%).

                Matura i egzaminy szkolne są są banalne (bo tak są napisane), nie
                odważyłabym się powiedzieć że ktoś kto zdaje (czyli ma conajmniej
                30%) taką maturę jest na pozimie B2 czy na poziomie zdania FCE. Te
                górne procenty tak.
                  • agatka_s Re: Salon Edukacyjny Perspektyw -licea 09.03.10, 14:31
                    joa66 napisała:

                    > Czyli absolutnie nie da się tego porównać nawet w tym samym
                    systemie
                    > szkolnictwa skoro uczeń X mniej wiącej w tym samym czasie ma 98
                    > procent z egzaminu gimnazjalnego i 90 % z rozszerzonej matury.

                    Nie rozumiem ?

                    No jednak matura rozszerzona jest ciut trudniejsza od egzaminu
                    gimnazjalnego, i to widać. Jeszcze dla wyjaśnienia egzamin gim
                    pisali bez części pisanej, bo tak mają być te egzaminy
                    przeprowadzane-goły test. 1 błąd zrobił z jakiegoś zaćmienia.
                    Matura rozszerzona jest jednak ciut trudniejsza, składa się
                    przynajmniej z jakiś części (choć ciut nawiązujacych do FCE). Aha
                    no i te % które "uczeń X" otrzymał to też orientacyjnie bo np
                    pisanie sprawdzałam ja, tak jak mi się wydawało, a listening był bez
                    słuchania....to taka zabawa w ramach nauki do egzaminu.

                    Ale tendencje są myślę zachowane.
                  • Gość: menodo Re: Salon Edukacyjny Perspektyw -licea IP: *.ip.netia.com.pl 09.03.10, 14:40
                    "Czyli absolutnie nie da się tego porównać nawet w tym samym systemie
                    szkolnictwa skoro uczeń X mniej wiącej w tym samym czasie ma 98
                    procent z egzaminu gimnazjalnego i 90 % z rozszerzonej matury."

                    Chyba sie nie da. Czyli jak chcesz miec dobra mature - cwicz testy do matury,
                    jak chcesz swietnie zdac CPE - cwicz do CPE a jak co innego jeszcze - to co innego.
                  • izzo Re: Salon Edukacyjny Perspektyw -licea 09.03.10, 14:49
                    Nie da się porównać, bo 98% z testu gimnazjalnego z angielskiego miał nawet mój
                    syn, który jest w II klasie gim i wcale nie w klasie dwujęzycznej, a zaledwie w
                    zaawansowanej grupie swojej klasy. Na dodatek nigdy w życiu nie chodził na żadne
                    kursy angielskiego. Matury nie rozwiązywał.
                    Testy sa tez nieporównywalne, bo każdy test typu FCE itp obejmuje zarówno część
                    ustna, jak i pisemną, natomiast rozumiem, że matura rozszerzona z angielskiego
                    to chyba tylko część pisemna? Czy razem z ustną? Bo z pisemnej to jest mniejsza
                    sztuka uzyskać bardzo dobry wynik dla kogoś, kto nie mówi dużo w tym języku.
                    Mnie tez zdawało się, że osoby posiadające certyfikaty powinny z palcem w nosie
                    uzyskać 100% albo bardzo blisko z matury, ale jak widać sytuacja jest podobna
                    jak w przypadku reszty matur - drobne niuanse i niewstrzelenie się w intencje
                    autorów pytań potrafia odjąć te magiczne kilka procent.
                    • agatka_s Re: Salon Edukacyjny Perspektyw -licea 09.03.10, 15:00
                      No i w egzaminach jest jeszcze czynnik emocji. Może tak by,ć że
                      ktoś bardzo dobry zwyczajnie się zdenerwuje i coś pokręci. Myślę że
                      spokojnie może tak być ze ktoś kto w domu pisze cały czas na 100%,
                      nagle podczas egzaminu coś tam pokręci. Kiedyś takim zdenerwowanym
                      na egzaminie pomagali nauczyciele np pokazując bład w obliczeniach
                      typu 2+2=5, teraz nie ma zmiłuj...(i dobrze oczywiście).
            • Gość: Kanak Re: Salon Edukacyjny Perspektyw -licea IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.03.10, 09:59
              Chciałabym zapytać odnośnie matematyki w Jeziorańskim. Byłam na
              zebraniu informacyjnym 2 lata temu i odniosłam wrażenie, że
              uczniowie klas pierwszych piszą we wrześniu test, na podstawie
              którego są kwalifikowani do grupy realizującej poziom rozszerzony
              lub podstawowy. Biorąc pod uwagę raczej słabą matematykę jaką syn ma
              w gimnazjum przypuszczalnie nie trafi do tej rozszerzonej grupy. I
              co wtedy z planami dostania się na uczelnie, gdzie jest wymagana
              matematyka R ? W innych liceach wszyscy uczniowie w klasach o
              profilu matematycznym realizują ten przedmiot w zakresie
              rozszerzonym nawet jeżeli ledwo zaliczają na 2. Proszę o rozwianie
              moich wątpliwości.
        • tukata Re: Salon Edukacyjny Perspektyw -licea 09.03.10, 14:04
          > Zapraszam na zebranie informacyjne 16 marca o godz. 17.30 (ul.
          > Mokotowska 16/20) - nieczego Pani nie ryzykuje :)

          Dziękuję za zaproszenie. Wybieramy się. Być może moje poglądy jakie
          miałam o tej szkole ulegną diametralnej zmianie. Bo tak naprawdę
          swoją wiedzę opieram na tym co do tej pory przeczytałam i
          usłyszałam. Moje obawy co do wyboru tej szkoły są związane z tym, że
          moja córka jest bardzo dobrą uczennicą, ale nie jest typem kujona i
          nie chce uczestniczyć w wyścigu szczurów. Najchętniej uczyłaby się
          tylko tego co akurat ja interesuje. W związku z tym nie chcę, żeby
          była w szkole, która wywiera presję bycia naj ze wszystkiego.
          Zobaczymy.
          • Gość: menodo Re: Salon Edukacyjny Perspektyw -licea IP: *.ip.netia.com.pl 09.03.10, 14:30
            tukata napisala:
            "moja córka jest bardzo dobrą uczennicą, ale nie jest typem kujona i
            nie chce uczestniczyć w wyścigu szczurów. Najchętniej uczyłaby się
            tylko tego co akurat ja interesuje. W związku z tym nie chcę, żeby
            była w szkole, która wywiera presję bycia naj ze wszystkiego. "

            Ja bym chciala zrozumiec, co maja na mysli osoby, ktore mowia ze w jakichs
            liceach jest "wyscig szczurow" albo ze w innych go nie ma.

            Bo o ile jestem w stanie wyobrazic sobie, na czym to moze polegac w gimnazjach,
            gdzie walczy sie (czasem z innymi) o najlepsze stopnie albo o przychylnosc
            nauczyciela, co moze wyzwalac rozne wredne zachowania - to w liceum??? Przeciez
            oceny nie maja zadnego znaczenia dla wyniku matury, wiec gdzie, po co i co
            scigaja sie te szczury i na czym polegaja obrazenia, ktore sobie zadaja?

            Ja tego nie rozumiem, moim zdaniem te pochodza z czasow, kiedy mature zdawalo
            sie w szkole - i rzeczywiscie tzw. najlepsi uczniowie mieli najlepsze wyniki na
            maturze, niekoniecznie jednak na egzaminach studiach.
            Owszem, w jednej szkole moze byc milo, w innej mniej,z roznych powodow - ale ja
            pytam o ten wyscig szczurow...


            • agatka_s Re: Salon Edukacyjny Perspektyw -licea 09.03.10, 14:33
              Gość portalu: menodo napisał(a):

              > tukata napisala:
              > "moja córka jest bardzo dobrą uczennicą, ale nie jest typem kujona
              i
              > nie chce uczestniczyć w wyścigu szczurów. Najchętniej uczyłaby się
              > tylko tego co akurat ja interesuje. W związku z tym nie chcę, żeby
              > była w szkole, która wywiera presję bycia naj ze wszystkiego. "
              >
              > Ja bym chciala zrozumiec, co maja na mysli osoby, ktore mowia ze w
              jakichs
              > liceach jest "wyscig szczurow" albo ze w innych go nie ma.
              >
              > Bo o ile jestem w stanie wyobrazic sobie, na czym to moze polegac
              w gimnazjach,
              > gdzie walczy sie (czasem z innymi) o najlepsze stopnie albo o
              przychylnosc
              > nauczyciela, co moze wyzwalac rozne wredne zachowania - to w
              liceum??? Przeciez
              > oceny nie maja zadnego znaczenia dla wyniku matury, wiec gdzie, po
              co i co
              > scigaja sie te szczury i na czym polegaja obrazenia, ktore sobie
              zadaja?
              >
              > Ja tego nie rozumiem, moim zdaniem te pochodza z czasow, kiedy
              mature zdawalo
              > sie w szkole - i rzeczywiscie tzw. najlepsi uczniowie mieli
              najlepsze wyniki na
              > maturze, niekoniecznie jednak na egzaminach studiach.
              > Owszem, w jednej szkole moze byc milo, w innej mniej,z roznych
              powodow - ale ja
              > pytam o ten wyscig szczurow...
              >
              >
              O to bardzo ciekawe...czyli oceny w liceum de facto "na
              pietruszke" ? To nowe dla mnie spostrzeżenie. Ale cenne.
              • joa66 Re: Salon Edukacyjny Perspektyw -licea 09.03.10, 14:50
                Tylko zgaduję, bo na zdrowy rozum widzę sprawę jak menodo.

                Może wyścig szczurów jest też elementem "pozycji" towarzyskiej w
                klasie?

                Może nie chodzi o piątki, tylko o to, żeby nauczyciel od tumanów nie
                wyzywał (np przy ukochanym koldze, czy koleżance).
                • Gość: menodo Re: Salon Edukacyjny Perspektyw -licea IP: *.ip.netia.com.pl 09.03.10, 15:36
                  > Może wyścig szczurów jest też elementem "pozycji" towarzyskiej w
                  > klasie?
                  >
                  > Może nie chodzi o piątki, tylko o to, żeby nauczyciel od tumanów nie
                  > wyzywał (np przy ukochanym koldze, czy koleżance)."

                  Na pewno jest tak, ze uczniowie wybitni w czyms w dobrych szkolach maja szanse
                  na zdobycie wysokiej "pozycji towarzyskiej", ale co w tym zlego? Chyba nie na
                  tym polega wyscig szczurow - tak jak ja go rozumiem.
                      • Gość: learning-to-fly Re: Salon Edukacyjny Perspektyw -licea IP: 95.108.50.* 09.03.10, 16:37
                        >I nadal upieram sie, ze "wyscig szczurow" to zjawisko specyficzne
                        > dla warunkow gimnazjalnych.

                        W klasie koleżanki osobie, która była chora nie pożyczano notatek, nie mówiono o
                        zapowiedzianych sprawdzianach, ewentualnie "mylono" daty czy zakres materiału.
                        Takie numery były nagminne, chyba, że ktoś miał BARDZO bliskiego przyjeciela;
                        nowa matura, dobra szkoła, prawie dorośli ludzie. Nie, to nie jest zjawisko
                        tylko gimnazjalne.
                        • Gość: menodo Re: Salon Edukacyjny Perspektyw -licea IP: *.ip.netia.com.pl 09.03.10, 17:51
                          W klasie koleżanki osobie, która była chora nie pożyczano notatek, nie mówiono o
                          zapowiedzianych sprawdzianach, ewentualnie "mylono" daty czy zakres materiału.
                          Takie numery były nagminne, chyba, że ktoś miał BARDZO bliskiego przyjeciela;
                          nowa matura, dobra szkoła, prawie dorośli ludzie. Nie, to nie jest zjawisko
                          tylko gimnazjalne. "

                          Moja corka miala tak w gimnazjum, zreszta bardzo slabym. Koszmar!





              • Gość: menodo Re: Salon Edukacyjny Perspektyw -licea IP: *.ip.netia.com.pl 09.03.10, 15:14
                "O to bardzo ciekawe...czyli oceny w liceum de facto "na
                pietruszke" ? To nowe dla mnie spostrzeżenie. Ale cenne."

                Nie wiem czy na pietruszke. Sa dzieci, dla ktorych stopnie,srednie, swiadectwa z
                paskiem zawsze beda wazne. Ale w liceum niewiele z tego wynika. Nie widze tu
                pola do rywalizacji miedzy uczniami - na ktorym mialaby scigac sie te legendarne
                szczury, gryzc miedzy soba, nokautowac i doprowadzac do samobojstwa.

                Moje dziecko w ogole ma malo tak zwanych ocen - z wiodacych przedmiotow sa to
                glownie punkty, procenty. Sa jasne kryteria wyliczania oceny koncowej. Nie ma
                czegos takiego jak stopnie za plakaty czy wydrukowane z wikipedii referaty, co
                przynajmniej w gimnazjum dziecka wzbudzalo wiele kontrowersji, bo dzieci
                rywalizowaly miedzy soba o koncowe oceny i to doprowadzalo do wielu ich
                niefajnych zachowan.
                Ale w liceum naprawde nie ma takiego pola do rywalizacji, dlatego nie rozumiem,
                o co z tym wyscigiem szczurow chodzi.




                • verdana Re: Salon Edukacyjny Perspektyw -licea 09.03.10, 16:28
                  Ja chodziłam do liceum, gdzie był "wyscig szczurów". Wtedy mialo to
                  co prawda znaczenie, ale teraz stopnie też mają - chocby dlatego, ze
                  spora część rodzicow porownuje oceny i robi pieklo, jak się nie jest
                  w pierwszej trójce. Znam.
                  Polega to na tym, ze osoby najslabsze sa odrzucane towarzystko. A
                  zwracam uwagę, ze osoby najslabsze w bardzo dobrych liceach to
                  doskonali uczniowie, ktorzy gdzie indziej byliby pewnie świetni.
                  Trzeba się wiec liczyć z tym, ze ktos i w klasie samych geniuszy
                  jest najslabszy.
                  Poza tym (a nie dotyczy to wcale szkól doskonałych), nauczyciele
                  podkreczja atmosfere "Gdyby nie Kowalski, to bylibysmy najlepsza
                  klasa", "Gdyby nie Agnieszka, to wygralibysmy ten konkurs". Rekord
                  pobuila nauczycieka mojej corki w podstawowce, nakrecając najlepsze
                  uczennice przeciw sobie (zobacz, Agatka napisala lepiej, nie wstyd
                  ci? Co Twoja mama powie?) i wzywając na środek najslabszych uczniow
                  mowiac "Staś sie nie uczy, nie chcemy Stasia. Dzieci powiedzcie "Nie
                  będziemy sie baiić ze Stasiem".
                  Córka, ktora oświadczyla, ze lubi Stasia i bedzie sie z nim bawic,
                  nie miala potem łatwego życie. W liceach bywa tak samo, tylko nieco
                  bardziej kulturalnie.
                  • Gość: menodo Re: Salon Edukacyjny Perspektyw -licea IP: *.ip.netia.com.pl 09.03.10, 17:34
                    Moja corka doswiadczyla wielu patologii o ktorych piszesz - w podstawowce i
                    gimnazjum. Tam nauczyciel jest panem zycia i smierci ucznia a system naboru do
                    gimnazjum/liceum rzeczywiscie sprzyja wszystkim tym patologiom.

                    Natomiast w liceach OBECNIE moze byc ciezko, latwo, fajnie lub niefajnie,
                    ciekawie lub nudno - ale nowa matura spowodowala, ze zniknely "systemowe"
                    przyczyny wyscigu szczurow, ktory i ja swietnie pamietam ze swojego liceum.
                    A ze rodzice maja chore ambicje? Zawsze mieli i beda mieli zawsze. Opowiadal mi
                    kolega, ze w liceum syna (Lelewelu) matki na wywiadowkach byly swietnie
                    zorientowane w tym, co bylo przerobione a co nie i dlaczego Jas dostal 3 plus a
                    Kasia 4-.

                    Tylko ze ja jestem przekonana, ze sytuacja emocjonalna ani w ogole zyciowa
                    mojego dziecka nie zalezy juz od czyichs chorych ambicji albo fochow
                    nauczyciela. Gry i rywalizacje miedzy ludzmi byly i beda zawsze, najslabsi maja
                    najslabiej, ale - wiem ze sie powtarzam- nowa matura zlikwidowala zewnetrzne
                    przyczyny rywalizacji o stopnie.
                    Wiec jesli licealisci ze soba rywalizuja to dlatego, ze sami sie w tym
                    nakrecaja. Mozesz te gre podjac, ale jesli nie chcesz, nic ci za niska srednia
                    grozi.
                    Widze to na przykladzie swojej corki, ktora z gimnazjum wyszla w stanie
                    totalnego upodlenia, a przez dwa tygodnie letnich wakacji zachowywala sie jak
                    czlowiek w ciezkiej depresji.
                    Taraz chodzi do liceum z pierwszej 5. i owszem narzeka, ze jest ciezko i ze musi
                    sie duzo uczyc, i ze tamto lub owamto - ale o przemocy, chamstwie albo
                    niemilych zachowaniach uczniow czy nauczycieli nie slyszalam. Stopnie jak
                    stopnie, srednia jak srednia, nawet nie wiem, czy ja sobie policzyla. Jej zycie
                    towarzyskie bardzo sie rozwinelo, nie sadze, aby dobierala sobie przyjaciol wg
                    sredniej ich ocen; to chyba jakis zart z tym ostracyzmem wobec slabych uczniow w
                    najlepszych szkolach?


                  • verdana Re: Salon Edukacyjny Perspektyw -licea 09.03.10, 18:43
                    Menodo, piszesz o normalnych dzieciach normalnych rodziców.
                    Niestety, nie wszyscy sa normalni - i rywalizacja nie jest
                    spowodowana tym, ze można lepiej czy gorzej wypaść na maturze.
                    Chodzi bowiem o to, by zawsze być najlepszym - weź też pod uwage, ze
                    dla 16 latka trzy lata to wieczość. Oni nie rywalizuje jeszcze o
                    przyjęcie na studia, tylko o bycie lepszym od innych.
                    No i rodzice - sama znam matkę, ktora nie mogla zrozumieć, ze nie
                    znam zawodow rodziców mojego licealisty , bo "przeciez Twoj syn
                    niczego się nie nauczy od dziecka ślusarza" - nie chodzilo tu
                    bynajmniej o zle zachowanie dziecka ślusarza, tylko o to, ze
                    przecież "takie dziecko' nie moze być intelektualnie rowne dziecku
                    profesora. Cózs, nie jest równe, jest sporo lepsze, o czym
                    poinformowalam. Ale dla niej jest wazne, aby jej dzieci zadawaly się
                    tylko z najlepszymi uczniami. Z dobrych domów.
                    • joa66 Re: Salon Edukacyjny Perspektyw -licea 09.03.10, 19:03
                      Ale czy to nie zalezy jednak od rodziców? I tacy rodzice w KAŻDEJ
                      szkole potrafią podsycać ten wyścig szczurów?

                      Zastanawiam sie tak teoretycznie. Ja swojemu dziecko powtarzam, że 3
                      klasa gimnazjummoże byc ciężka, ale tak ciężkiej sytaucji już nie
                      powinien mieć (przynajmniej teoretycznie) w czasie swojej edukacji.
                      Mówię mu, ze w liceum, będzie sie uczyć przedmiotów, które go
                      interesują, a z reszty ma nie mieć większych kłopotów (ma zdawać z
                      klasy do klasy) i tyle. Jednoczesnie mówię, ze w liceum (każdym)
                      może być trudniej o dobre stopnie.

                      Jak takie dziecko może stać się ofiarą wyścigu szczurów???


                      To naprawdę byłąby chora sytuacja gdyby licealiści interesowali się
                      średnią klasy tak bardzo, żeby być nieprzyjemnymi dla tych, którzy
                      tę średnią zaniżają.
                      • kmir Re: Salon Edukacyjny Perspektyw -licea 09.03.10, 19:10
                        joa66 napisała:

                        > Ale czy to nie zalezy jednak od rodziców? I tacy rodzice w KAŻDEJ
                        > szkole potrafią podsycać ten wyścig szczurów?

                        Oczywiście najtrudniej jest z rodzicami uczniów. Rozmowy typu:
                        Dlaczego syn ma trójkę z tego przedmiotu - zawsze miał piątki - jak
                        się może poprawić. Pytam: a po co, czy będzie ten przedmiot zdawał
                        na maturze? itd)

                        > To naprawdę byłąby chora sytuacja gdyby licealiści interesowali
                        się
                        > średnią klasy tak bardzo, żeby być nieprzyjemnymi dla tych, którzy
                        > tę średnią zaniżają.

                        Dla uspokojenia podam, że w LXVII LO nie liczymy średniej
                        poszczególnych klas, także dlatego, że większość zajęć jest w
                        grupach międzyklasowych :)
                      • Gość: menodo Re: Salon Edukacyjny Perspektyw -licea IP: *.ip.netia.com.pl 09.03.10, 21:05
                        menodo:

                        > Mówię mu, ze w liceum, będzie sie uczyć przedmiotów, które go
                        > interesują, a z reszty ma nie mieć większych kłopotów (ma zdawać z
                        > klasy do klasy) i tyle. Jednoczesnie mówię, ze w liceum (każdym)
                        > może być trudniej o dobre stopnie.
                        >
                        > Jak takie dziecko może stać się ofiarą wyścigu szczurów???

                        Nie wiem, teoretycznie moze sie sam nakrecac:)
                        Ale dzieci, ktore przechodza ze szkol spolecznych (czesto tez po prywatnych
                        przedszkolach) do publicznych liceow czekaja inne "niespodzianki".
                        Akurat znam sporo takich przypadkow. Dla niektorych - to szok, ktory konczy sie
                        powrotem do trybu edukacji niepublicznej.
                        Ale znam tez dzieci, ktore swietnie sie odnajduja w tej "odmiennej
                        rzeczywistosci", szybko zalapuja nowe zasady gry i odbywa sie to bez bolu.
                        • joa66 Re: Salon Edukacyjny Perspektyw -licea 10.03.10, 06:57
                          "do publicznych liceow czekaja inne "niespodzianki"."

                          Tez się czasem nad tym zastanawiam (chociaz u nas przynajmniej
                          przedszkole było państwowe ;) ).

                          Z takich bardzo powierzchownych rzeczy mój syn może sie przerazić
                          akademiami, uroczystościami, przemówieniami, itp. On nigdy czegoś
                          takiego nie doświadczył. Oczyma wyobraźni już widzę, ze jestem
                          wzywana do szkoły za jakś niefortunny komentarz.

                          To nie jest tak jak niektórzy sobie wyobrażają, że w szkoąłch
                          społecznych jest sielanka i piątki za uśmiech rodzica. Nie jest też
                          tak, że wszyscy nauczyciele sa idealni (moja kolezanka była
                          zbulwersowana kiedy się dowiedziała, że nauczyciel w szkołe
                          społecznej użył mocno (!!!!) nieparlamentarnego słowa do ucznia,
                          mimo, że nauczyciel zareagował tak kiedy uczeń wypowiedział się po
                          chamsku na temat matki koleżanki- "jak tak można , w szkole
                          społecznej?")

                          Wymagania też są różne w zależności od nauczyciela, czasami
                          absurdalnie wysokie.

                          Na pewno nauczyciele są atrakcyjni intelektualnie.

                          Nie wiem..zobaczymy jak to będzie. Na razie straszę młodego
                          akademiami, żeby się przyzwyczajał.;)


                          I dlatego tak sobie obserwuje Witkacego, bo podobno "nasi" , któryz
                          tam trafili, świetnie się tam czują.

                          Kiedys spotkałam córkę znajomej, "naszą" absolwentkę, któa potem
                          była w Koperniku albo Modrzewskim, nie pamiętam. Zapytałam ją o jej
                          liceum: "Bardzo fajnie jest, ale tak jak w X to już nigdzie nie
                          będzie"
                          • Gość: menodo Re: Salon Edukacyjny Perspektyw -licea IP: *.adsl.inetia.pl 10.03.10, 11:42
                            joa napisala:
                            "Z takich bardzo powierzchownych rzeczy mój syn może sie przerazić
                            akademiami, uroczystościami, przemówieniami, itp. On nigdy czegoś
                            takiego nie doświadczył. Oczyma wyobraźni już widzę, ze jestem
                            wzywana do szkoły za jakś niefortunny komentarz. "

                            A wiesz,ze na Bednarskiej tez za czasow mojego syna byly akademie i
                            przemowienia? (i pewnie nadal sa) I to jakie!!!! Zwlaszcza 11 listopada byl
                            niezwykle hucznie obchodzony.
                            W podstawowce mojej corki, do ktorej tylko 2 lata (V i VI klasa) chodzila
                            zdarzaly sie uroczystosci szkolne, ktore nawet dla mnie (bo mam uraz z
                            dziecinstwa w komunie) robily wstrzasajace wrazenie.

                            Dobre "akademie" nie sa zle. Zwlaszcza w szkolach o dlugich tradycjach, gdzie na
                            takich uroczystosciach pojawiaja sie np absolwenci '39; tam, gdzie jest duzo
                            utalentowanej artystycznie mlodziezy i nauczycieli, ktorzy historie kochaja,
                            nawet jesli ucza fizyki.

                            I to jest moim zdaniem przewaga "starych" szkol nad "mlodymi".

                            Co do "niespodzianek" to mam na mysli przede wszystkim chyba troche inne
                            relacje nauczyciel-uczen w szkolach panstwowych i prywatnych. Ogolnie rzecz
                            biorac -wiekszy dystans. Ja juz pamijam to, ze w panstwowych raczej nie wychodzi
                            sie na fajke z uczniem, ze do nauczyciela nie mowi sie po imieniu a za romans z
                            uczniem/ uczennica nauczyciel(ka) wylatuje z pracy (i wtedy- znam przyklad -
                            trafia do szkoly spolecznej:)))
                            Zauwazylam tez - zadziwienia egzekwowaniem zwyczajnej kindersztuby. Co wypada,
                            a czego nie wypada. Albo - stosunek do nieobecnosci, zwlaszcza na nudnych i do
                            niczego niepotrzebnych lekcjach. Na zasadzie - dlaczego musze chodzic na te
                            lekcje, wolalbym zaliczyc ten przedmiot pod koniec semestru.
                            No,jest tego troche...
                            Tylko sie zastanawiam -dlaczego sa dzieci, ktore pochadzac z tych samych szkol
                            (np.raszynska)latwo zalapuja nowe zasady, a sa takie - ktore juz po miesiacu
                            szukaja szkoly prywatnej.
                            Przy czym od razu mowie - nie chodzi mi o akceptowanie terroru, przemocy czy
                            jakichs chorych widzimisie poszczegolnych nauczycieli - ale o przestrzeganie
                            wypracowywanego latami regulaminu szkoly i zasad,ktore obowiazuja takze w
                            normalnym doroslym swiecie, ale ktore niewatpliwie - no ba!- ograniczaja
                            wolnosc...A mowimy juz nie o malych dzieciach, tylko o ludziach, ktorzy za 3
                            lata beda sie musieli mierzyc z doroslym swiatem, w ktorym mama juz niewiele moze...


                    • Gość: menodo Re: Salon Edukacyjny Perspektyw -licea IP: *.ip.netia.com.pl 09.03.10, 20:34
                      verdana napisala:
                      "Niestety, nie wszyscy sa normalni - i rywalizacja nie jest
                      spowodowana tym, ze można lepiej czy gorzej wypaść na maturze.
                      Chodzi bowiem o to, by zawsze być najlepszym - weź też pod uwage, ze
                      dla 16 latka trzy lata to wieczość. Oni nie rywalizuje jeszcze o
                      przyjęcie na studia, tylko o bycie lepszym od innych."

                      Zgoda, ale dlaczego Ty uwazasz, ze te wszystkie patologie zgromadzily sie akurat
                      w najlepszych liceach? Glupie matki, wredne dziewczyny, zli nauczyciele i
                      chorobliwie ambitni dyrektorzy moga sie zdarzyc zarowno w liceum 1 jak i 101.
                      Dlatego tzreba dobrze znac swoje dziecko i starannie przygladac sie szkolom
                      ktore wybiera.
                      Na pewno dla dziecka bardzo wrazliwego, na przyklad nieodpornego na porazki,
                      jednoczesnie bardzo ambitnego, ale niestety niewybitnego i do tego malo
                      pracowitego - szkola z pierwszej 10. moze byc pasmem frustracji.
                      Nie dlatego, ze pracuja tam jacys wyjatkowo podli ludzie. Ale dlatego na
                      pzryklad, ze nie kazdy dobrze znosi sytuacje, kiedy stawiane mu sa bardzo
                      wysokie wymagania. I w dodatku - kiedy zdaje sobie sprawe, ze juz nie jest
                      gimnazjalnym geniuszem, bo takich jak on albo bardziej wybitnych ma 30 w klasie.
                      Jesli do tego ma tzw. glupia matke - ktorej zalezy, aby mial swiadectwo z
                      paskiem - jego zycie zamienia sie w pieklo.
                      B
                      yc moze szkoly wysokoprogowe rzeczywiscie roznia sie tym, w jaki sposob pomagaja
                      uczniom znosic te obiektywnie trudna sytuacje zwiazana z utrata statusu
                      gimnazjalnego geniusza?


                      Nie wiem jak jest w innych szkolach, jak by sie w nich czula moja corka,
                      natomiast tam gdzie jest - teoretycznie rzecz biorac - liczba szczurow i poziom
                      ich frustracji/agresji powinny wolac o pomste do nieba. Tylko ze z moim
                      dzieckiem jest wszystko OK, a w porownaniu z tym co przeszla w rzeczywiscie
                      podlym gimnazjum - wszystkie obecne frustracje to pikus.
                      Wiec moim zdaniem to nie jest tak, ze im wyzszy prog, im wyzsza pozycja szkoly w
                      rankingu - tym gorzej dla dziecka:)



                        • Gość: menodo Re: Salon Edukacyjny Perspektyw -licea IP: *.ip.netia.com.pl 09.03.10, 21:29
                          verdana:
                          Wcale tak nie uwazam i nawet o tym pisalam, gdybys uwaznie czytała.
                          Taka patologia moze być w niemal kazdej szkole - może poza
                          najgorszymi.
                          Z tym, ze rodzice będą "nakrecać" dzieci raczej tylko w szkolach
                          najlepszych.

                          to sorry, ale zaczelo sie od wyscigu szczurow w szkolach z czolowki, wiec tak
                          to zrozumialam.

                          Co do nakrecania dzieci przez rodzicow. Akurat w gimnazjum mojego dziecka
                          najbardziej agresywne byly mamy dzieci 4/5 - ktore niestety dla swoich mam wcale
                          nie trafily tam gdzie mamy chcialy. Miedzy innymi z powodu takich "cwanych
                          szczurow" jak moje dziecko albo jej koledzy z klasy - finalistow i laureatow
                          konkursow.
                          Smiem nawet twierdzic, ze to wlasnie w tych "srednich" ogolniakach, aspirujacych
                          do najlepszych, jest nie za fajna atmosfera.
                          • lodewijk Re: Salon Edukacyjny Perspektyw -licea 09.03.10, 21:46
                            Gdyby na to spojrzeć szerzej - wyścig dzieci zawsze ma przyczynę w rodzicach i
                            ich ambicjach.Nikt bardziej niż rodzice nie wpływaja na dziecko swoimi uwagami
                            typu: dlaczego nie masz szóstki/piątki, skoro taki X ją ma? Czy jestes głupszy
                            od niej/niego?
                            I owszem, sporo jest takich zachowań wśród dzieci 4/5, ale sporo tez u dzieci
                            niewybitnych, które dostały się do bardzo dobrych liceów wcale nie dzięki byciu
                            finalistą/laureatem konkursów, a właśnie dzięki wysokiej średniej i dla których
                            wysoka średnia ze wszystkiego było dotąd jedyną znaną i dostępną dla nich drogą
                            edukacji - wysoka średnia w podstawówce -> elitarne gimnazjum, gdzie trzeba
                            utrzymac wysoką średnią, żeby się dostać do elitarnego liceum. Im jest trudno
                            przestawić się na system indywidualnej ścieżki edukacyjnej i oni sa motorem
                            rywalizacji w liceach.
                            • Gość: menodo Re: Salon Edukacyjny Perspektyw -licea IP: *.ip.netia.com.pl 09.03.10, 22:39
                              lodewijk napisał:

                              > I owszem, sporo jest takich zachowań wśród dzieci 4/5, ale sporo tez u dzieci
                              > niewybitnych, które dostały się do bardzo dobrych liceów wcale nie dzięki byciu
                              > finalistą/laureatem konkursów, a właśnie dzięki wysokiej średniej i dla których
                              > wysoka średnia ze wszystkiego było dotąd jedyną znaną i dostępną dla nich drogą
                              > edukacji - wysoka średnia w podstawówce -> elitarne gimnazjum, gdzie trzeba
                              > utrzymac wysoką średnią, żeby się dostać do elitarnego liceum. Im jest trudno
                              > przestawić się na system indywidualnej ścieżki edukacyjnej i oni sa motorem
                              > rywalizacji w liceach."

                              Ale rywalizacji o co? O czerwony pasek? O srednia 5,8?
                              Moim zdaniem w najlepszych liceach zjawisko sredniej jesli istnieje - stanowi
                              jakis margines; swiadectwo z paskiem to mroczny przedmiot pozadania jakichs
                              hobbystow chyba.
                              Wiekszosc idzie wlasnie systemem indywidualnej sciezki edukacyjnej - zakuwa do
                              matury, a reszte lepiej juz gorzej - po prostu zalicza.


                              • Gość: learning-to-fly Re: Salon Edukacyjny Perspektyw -licea IP: 95.108.50.* 09.03.10, 23:00
                                Ale zrozum, że Ty to rozumiesz, ale nie każdy. Dziecku, które całą szkołę podstawową czy gimnazjum było uczone, że jedzie na wakacje w nagrodę ZA OCENY, a nie za to, że ciężko pracowało i jest dobrym dzieckiem, bo ma świetne OCENY i te oceny się tak od kilku/kilkunasty lat jak mantra przewijają w domu/u cioci/babci, to ciężko jest się przestawić na bycie "słabym z przedmiotu x", nawet jeśli poziom "słabego" zapewnia wymarzone studia. Nie wspominając o chociażby milczącej presji rodziców, 16-latek nie jest, wbrew pozorom, tak dojrzały, żeby to sobie olać. Zresztą żyjąc w kulcie ocen, pasków i nagród dzieciak nie wie, co go interesuje, bo jest przyzwyczajony do nauki absolutnie wszystkiego.
                                I mamy przepis na sfrustrowanego szczura licealnego ;) (zdarza się takich kilku czy kilkunastu w jednej klasie i cudny wyścig się robi)
                                  • Gość: learning-to-fly Re: Salon Edukacyjny Perspektyw -licea IP: 95.108.50.* 10.03.10, 00:17
                                    >Ale co rodzicowi daje czerwony pasek w liceum???

                                    Satysfakcję, leczenie dzieckiem własnych kompleksów? Nie wiem, w każdym razie
                                    moja sąsiadka ma takie wybitne dzieci i kto się pojawia w zasięgu wzroku, tan
                                    się o tym dowiaduje. Syn na studiach same szóstki miał, co do jednej, nie wiem
                                    jakim cudem, ale wg niej miał, Nobel będzie jak nic :)

                                    A że sie w dobrym LO nie da mieć samych 5, to nie chodzi o to, co się da, a co
                                    nie, tylko czego się oczekuje. A oczekiwania są albo bardziej realne, albo
                                    mniej, albo całkiem z kapelusza.
                                  • lodewijk Re: Salon Edukacyjny Perspektyw -licea 10.03.10, 08:16
                                    Ależ tu nie chodzi o ten nieszczęsny pasek, ale o zawiść i przekonanie, że JEGO
                                    dziecko powinno byc najlepsze, bo zawsze było najlepsze. To, że Ty, ja czy pare
                                    tu osób tak nie myślimy, nie znaczy to, że nie ma takich w szkołach. Są,
                                    wystarczy się rozejrzeć.
                                    I nie chodzi tu o osoby z "wyżebranymi" paskami, ale o osoby, które nie mają
                                    innych osiągnięć poza średnią i egzaminem gimnazjalnym - one musza byc bardzo
                                    dobre ze wszystkiego, żeby dostać się dalej. I rodzice często sa tak
                                    przyzwyczajeni do tego, że ich dziecko nie schodziło nigdy poniżej 5-6, ze nie
                                    potrafią odpuścić dziecku w liceum (bo co, ty jestes po szkole X, a taki Y po
                                    byle jakim gimnazjum ma byc od ciebie lepszy?).
                                    • agatka_s Re: Salon Edukacyjny Perspektyw -licea 10.03.10, 08:45
                                      lodewijk napisał:

                                      > Ależ tu nie chodzi o ten nieszczęsny pasek, ale o zawiść i
                                      przekonanie, że JEGO
                                      > dziecko powinno byc najlepsze, bo zawsze było najlepsze. To, że
                                      Ty, ja czy pare
                                      > tu osób tak nie myślimy, nie znaczy to, że nie ma takich w
                                      szkołach. Są,
                                      > wystarczy się rozejrzeć.
                                      > I nie chodzi tu o osoby z "wyżebranymi" paskami, ale o osoby,
                                      które nie mają
                                      > innych osiągnięć poza średnią i egzaminem gimnazjalnym - one musza
                                      byc bardzo
                                      > dobre ze wszystkiego, żeby dostać się dalej. I rodzice często sa
                                      tak
                                      > przyzwyczajeni do tego, że ich dziecko nie schodziło nigdy poniżej
                                      5-6, ze nie
                                      > potrafią odpuścić dziecku w liceum (bo co, ty jestes po szkole X,
                                      a taki Y po
                                      > byle jakim gimnazjum ma byc od ciebie lepszy?).


                                      Szczerze powiem nigdy nie spotkałam się z takim podejsciem rodziców
                                      (a mam doświadczenie w różnych szkołach i klasach i publicznych i
                                      społecznych).


                                      Poza tym myśląc racjonalnie to średnia jako element który o
                                      czymkolwiek decyduje to mit. W rekrutacji do liceum średnia to mało
                                      istotny element (różnica między średnią 3 a 5 to TYLKO 2 punkty), de
                                      facto decyduje EGZAMIN 100 pkt(sprawdzany zewnętrznie) i stopie z
                                      czterech
                                      poza polskim który jest zawsze WYBRANYCH przedmiotów.
                                      Gdyby iść tą logiką jaką prezentujecie czyli NA CZYM ZALEŻY
                                      RODZICOM, to bardziej jest prawdopodobne że słabe dzieciaki które
                                      chcą dostać się do dobrych szkół byłyby nakłaniane przez rodziców
                                      aby poprostu uczyć się TYLKO czterech przedmiotów a resztę olewać.
                                      Na szczęście niekt orzy rodzice patrzą na naukę trochę bardziej
                                      długoterminowo i zależy im na wykształcniu dzieci a nie tylko na
                                      zdawaniu z jednej szkoły do drugiej.

                                      Gimnazjum mojego dziecka jako ze jest przy liceum ma takie samo
                                      zjawisko jak w liceum-przychodzą SAMI prymusi, i w pierwszej klasie
                                      lekki szok-jedynki, dwóje, tóje....po pierwszym semestrze sprawa
                                      zaczyna się ciut normować (ale nie ma raczej powrotu do SAMYCH
                                      piatek) i dzieciaki dosyć szybko zaczynają się specjalizować, bo
                                      przy wysokich wymaganiach to jest poprostu fizycnie niemożliwe aby
                                      uczyć się wszystkiego tak samo intensywnie. Ale to ma dobrą
                                      też "społecznie" stronę bo szybko sie okazuje że A jest super z
                                      matematyki, a B z biologii-dalej każdy moze być dobry, tylko ze już
                                      z określonych przedmiotów. Nie ma zawiści (jeszcze się wczoraj
                                      podpytałam syna, powiedział ze owszem jak ktoś zazwyczaj dostający
                                      szóstke dostanie nagle jedynke to sobie przez chwile z niego
                                      żartują, ale to chyba nie jest zawiść). Wiem że są też przedmioy
                                      gzie wszyscy mają w mairę równo problemy-tu jest raczej
                                      solidarność "uciśnionych" (teraz tak było z matematyką bo im się
                                      pani zmieniła i piłuje jak diabli, znowu same jedynki)

                                      Jak dzieci są mądre to rodzice i tak nie mają nic do gadania.
                                      Pisałam już tutaj, że w naszej klasie mieliśmy jako rodzice trochę
                                      pretensji do nauczyciela od polskiego, nawet go wezwalismy "na
                                      dywanik" (tylko ze u nas sprawy załatwiamy jako klasa, na
                                      zebraniach), który jedynki stawia hurtowo (fakt że potem jakoś
                                      wszyscy sie z tych jedynek wyciagają), a nasze dzieci i tak wybrały
                                      go najlepszym nauczycielem...Rodzice już raczej nie psioczą więcej,
                                      chyba też dorastają....
                                      • agatka_s Re: Salon Edukacyjny Perspektyw -licea 10.03.10, 09:14
                                        agatka_s napisała:

                                        > lodewijk napisał:
                                        >
                                        > >
                                        > > I nie chodzi tu o osoby z "wyżebranymi" paskami, ale o osoby,
                                        > które nie mają
                                        > > innych osiągnięć poza średnią i egzaminem gimnazjalnym - one
                                        musza
                                        > byc bardzo
                                        > > dobre ze wszystkiego, żeby dostać się dalej.


                                        A tak swoją drogą nie podoba mi się to deprecjonowanie i
                                        lekceważenie dzieci z czerwonymi paskami i dobrze zdanym egzaminem.
                                        Bardzo mi się to nie podoba.

                                        Nie wiem czemu akurat mamy uważać że ktoś mający "inne osiągnięcia"
                                        (swoją drogą jakie ?) ma być OK, a ktoś kto dobrze napisze egzamin i
                                        ma dobre oceny jest be. Tak nie wolno. Dzieci z osiągnięciami
                                        każdymi
                                        (nawet w grze na grzebieniu) należy chwalić i wspierać,
                                        a nie ściągać w dół takimi komentarzmi i takimi opiniami. Są dzieci
                                        które bardzo pracują na te swoje czerwone paski (czasem nawet
                                        rodzice są zaangażowani, ale to chyba lepiej ze są zaangażowani niż
                                        mieliby swoje dzieci olewać) i poprostu nie wolno tak lekceważąco
                                        się o tym wypowiadać. Ja mam ogromny szacunek dla tych właśnie
                                        którym nie przychodzi to bardzo łatwo, ale którzy staraja się i
                                        jakieś swoje, na miarę swoich możliwości sukcesy odnoszą.
                                        • lodewijk Re: Salon Edukacyjny Perspektyw -licea 11.03.10, 09:07
                                          Nie rozumiem, gdzie, w którym miejscu dopuściłem się deprecjonowania dzieci z
                                          bardzo dobrymi wynikami w nauce? Chyba nadinterpretujesz. Domyslam się, że Twoje
                                          dziecko jest własnie bardzo dobre i bez innych osiągnięć i dlatego tak to do
                                          siebie bierzesz.
                                          Mówiąc na myśli inne osiągnięcia miałem na mysli konkursy i olimpiady
                                          przedmiotowe. Dzieci, które osiagaja sukcesy w konkursach i olimpiadach wiedzą
                                          po prostu wczesniej niz inne, że to jest dziedzina, w której sa mocne, a bedąc
                                          laureatem czy finalistą moga sobie pozwolić na "odpuszczenie" sobie nieco innych
                                          przedmiotów, które ich az tak bardzo nie interesują jak wybrana dziedzina.
                                          Odpuścić nie za bardzo oczywiście, ale na tyle, by nie czuć na sobie presji
                                          bardzo dobrych ocen ze wszystkiego. I tylko to miałem na myśli. Dzieci, które
                                          nie mają na tyle zdolności/sprecyzowanych zainteresowań naukowych niestety chcąc
                                          się dostać do bardzo dobrego gimnazjum/liceum muszą większej liczbie przedmiotów
                                          poświęcić więcej uwagi, bo to bardzo dobrze zdany egzamin/oceny sa jedynym
                                          gwarantem ich powodzenia w dostaniu sie do wybranej szkoły. Tymczasem dziecko,
                                          będące laureatem, wcześniej widzi swoją drogę i jest mniej podatne na presję
                                          bardzo dobrych ocen.
                                          I tyle, nie ma w tym żadnego deprecjonowania uczniów bardzo dobrych ze
                                          wszystkiego czy z paskiem. jak ktoś się czuje urażony, to chyba tylko z powodu
                                          własnych kompleksów? Przewrażliwienia? Nie mam pojęcia.
                                          • Gość: agatka_s Re: Salon Edukacyjny Perspektyw -licea IP: *.aster.pl 11.03.10, 09:32
                                            u mojego syna w 2 klasie gim, na 60 osób (2 klasy) jest jeden
                                            chłopiec który ma zagwarantowane miejsce w dowolnym licum (ba on
                                            nawet ma już zagwarantowane miejsce na dowolnej uczelni bo ma tytuł
                                            laureata Olimiady Liceum, który uzyskał w pierwszej klasie
                                            gimnazjum). Niestety i on musi się nadal uczyć wszystkiego, a nawet
                                            z tego co wiem od jego mamy jest nawet bardziej dociskany z tych
                                            innych przedmiotów poza matematyką, żeby mu się w głowie nie
                                            poprzewracało i nie gwiazdorzył.

                                            Reszta czyli 59 osób na 60, niestety nadal musi się uczyć i to jak
                                            pokazały wyniki egzaminu próbnego MOCNO, żeby w ogóle o jakiś
                                            szkołach myśleć (niestety próbny egzamin poszedł zaskakujaco
                                            kiepsko, mam tylko nadzieję że to taki prysznic, na 1,5 roku przed
                                            tym finalnym egzaminem).

                                            O konkursach i olimpidach (w sensie że uzyskało jakiś tytuł) dziecko
                                            zazwyczaj (chyba że jest absolutnym talentem jak cytowany tu
                                            chłopiec i udaje sie to już w 2 czy 3 klasie) dowiaduje się pod
                                            koniec 3 klasy, myślę że stawianie na to (czyli że będzie się mieć
                                            miejsce bez egzaminów i bez ocen z 4 przedmiotów) już na początku
                                            jest ciut ryzykowne, tym bardziej że jak pokazują wyniki z zeszłego
                                            roku takich osób w całym woj mazowieckim było: 133 w części mat-
                                            przyr i 70 w części hum (czyli 0,2% i 0,1% populacji). No a poza
                                            tym to naprawde głupie uczyć się jeszcze w gimnazjum tylku kilku
                                            przedmiotów, jakaś podstawowa wiedza ogólna jednak w życiu się
                                            przydaje.

                                            Finaliści konkursów mają max 14 punktów, niestety bez punktów z
                                            egzaminu, tudzież bez punktów z 4 przedmiotów, choćby nie wiem jak
                                            byli swietni raczej mogą liczyć na niewiele-14 punktów pomaga, ale
                                            nie decyduje. Radzę wieć jednak zmotywować dziecko do nauki w miarę
                                            równomiernej (no chyba że to jest przypadek tego 0,2/0,1% populacji
                                            który jak widać czasem w przyrodzie występuje, choć też jak ma
                                            madrych nauczycieli i rodziców nadal się uczy).

                                            • Gość: filga Re: Salon Edukacyjny Perspektyw -licea IP: 217.11.129.* 11.03.10, 12:31


                                              "u mojego syna w 2 klasie gim, na 60 osób (2 klasy) jest jeden
                                              chłopiec który ma zagwarantowane miejsce w dowolnym licum (ba on
                                              nawet ma już zagwarantowane miejsce na dowolnej uczelni bo ma tytuł
                                              laureata Olimiady Liceum, który uzyskał w pierwszej klasie
                                              gimnazjum). "
                                              Chyba troszkę przesadziłaś, Agatko. Nie ma takiej olimpiady, której
                                              tytuł laureata gwarantuje miejsce w każdej uczelni. W liceum tak.
                                                  • agatka_s Re: Salon Edukacyjny Perspektyw -licea 11.03.10, 15:27
                                                    Gość portalu: filga napisał(a):

                                                    > Nie zrozumiałyśmy się. Wiem, że może startować. Ba, może nawet
                                                    > wygrać. Ale żadna olimpiada (poza ekonomiczną) nie da przywileju
                                                    > studiowania na SGH. To tak przykładowo. A ta sama ekonomiczna nie
                                                    da
                                                    > mu ineksu np. na lingwistykę. Dla tego napisałam. że nie ma
                                                    > olimpiady, która daje wstęp na dowolną uczelnię.

                                                    Szczerze, nie mam pojęcia na jakich zasadach tytuły Laureata
                                                    Olimpiady pozwalją dostać się na uczelnie i na które konkretnie
                                                    (jeszcze 5 lat do matury dzięki Bogu ;-), poprostu mój syn kiedyś
                                                    przyszedł i powiedział "wiesz że Ł. może teraz studiować na jakiej
                                                    chce uczelni, bo został laureatem olimpiady licealnej".

                                                    To olimpiada z matematyki gwarantuje wstęp na jakie uczelnie
                                                    konkretnie ? Tylko na PW ? a na UW na matematykę już nie ? albo na
                                                    chemię ? A na SGH ? tam chyba są też "kierunki" (tak wiem że jest
                                                    system boloński) typu statystyka, ekonometria finanse ?
                                                  • Gość: filga Re: Salon Edukacyjny Perspektyw -licea IP: 217.11.129.* 11.03.10, 15:56
                                                    Nie ma jednakowych rozwiązań. Każdy wydział jest w pewien sposób
                                                    autonomiczny i określa, jakie dyplomy honoruje. A to implikuje
                                                    informacje, jakich udzielają Olimpiady, gdzie można studiować z ich
                                                    tytułem laureata. Czasami jest śmiesznie. Nie sprawdziłam tego
                                                    osobiście, ale uczniowie upierają się, że to prawda. Z tytułem
                                                    laureata Olimpiady "Losy Polaków na Wschodzie ..." dostaje się
                                                    indeks na fizykę!. Już nie wiem, PW czy UW, ale to chyba w tym
                                                    momencie bez znaczenia.
                                                  • Gość: menodo Re: Salon Edukacyjny Perspektyw -licea IP: *.adsl.inetia.pl 11.03.10, 18:44
                                                    filga napisał(a):
                                                    Z tytułem
                                                    laureata Olimpiady "Losy Polaków na Wschodzie ..." dostaje się
                                                    indeks na fizykę!. Już nie wiem, PW czy UW, ale to chyba w tym
                                                    momencie bez znaczenia. "

                                                    A to mi sie bardzo podoba. (Podobno nawet po Olimpiadzie Artystycznie mozna
                                                    studiowac kierunki scisle na UW.)
                                                    Przeciez ktos, kto zechce skorzystac z tego przywileju raczej jest w tej fizyce
                                                    mocny, a historia to jego hobby. To tez sposob na pzryciagniecie mlodziezy,
                                                    ktora ma ponadpoprzecietna umiejetnosc przyswajania wiedzy, niewazne z jakiej
                                                    dziedziny.
                                                  • lodewijk Re: Salon Edukacyjny Perspektyw -licea 18.03.10, 08:30
                                                    > Nie sprawdziłam tego
                                                    > osobiście, ale uczniowie upierają się, że to prawda. Z tytułem
                                                    > laureata Olimpiady "Losy Polaków na Wschodzie ..." dostaje się
                                                    > indeks na fizykę!.

                                                    laureaci i finaliści następujących olimpiad przedmiotowych szczebla centralnego:
                                                    · Astronomicznej,
                                                    · Biologicznej,
                                                    · Chemicznej,
                                                    · Fizycznej,
                                                    · Informatycznej,
                                                    · Matematycznej,
                                                    2) laureaci pozostałych olimpiad przedmiotowych i tematycznych szczebla
                                                    centralnego


                                                    Ja tylko jeszcze raz powiem, że moja wczesniejsza wypowiedź nie miała na celu
                                                    dyskredytowania uczniów bez osiągnięć w konkursach, ale stwierdzenie, że oni
                                                    mogą sobie bardziej "odpuścić" resztę przedmiotów, to chyba jasne?
                                                  • Gość: menodo Re: Salon Edukacyjny Perspektyw -licea IP: *.adsl.inetia.pl 18.03.10, 09:05
                                                    lodewijk napisał:

                                                    > > Nie sprawdziłam tego
                                                    > > osobiście, ale uczniowie upierają się, że to prawda. Z tytułem
                                                    > > laureata Olimpiady "Losy Polaków na Wschodzie ..." dostaje się
                                                    > > indeks na fizykę!."

                                                    O tym juz bylo w ktoryms z watkow. I ja nie widze w tym nic zlego. Przeciez ktos
                                                    kto taka olimpiade wygra ma tez indeks na wiele innych kierunkow, obleganych i
                                                    "prestizowych". I jesli decyduje sie na "niszowa" fizyke to dlatego ze w tej
                                                    fizyce czuje sie mocny, i tak by sie na nia dostal, a historia to jego hobby. A
                                                    nawet jesli sobie nie poradzi - to po roku pojdzie sobie na prawo albo na
                                                    stosunki miedzynarodowe, albo na historie,dalej zglebiac losy Polakow...
                                                    Po prostu wiadomo od lat, ze olimpijczycy to ludzie o poznaprzecietnych
                                                    zdolnosciach i cechach osobowosci i warto ich miec w swoich szkolach.

                                              • agatka_s Re: Salon Edukacyjny Perspektyw -licea 11.03.10, 12:46
                                                Gość portalu: filga napisał(a):

                                                >
                                                >
                                                > "u mojego syna w 2 klasie gim, na 60 osób (2 klasy) jest jeden
                                                > chłopiec który ma zagwarantowane miejsce w dowolnym licum (ba on
                                                > nawet ma już zagwarantowane miejsce na dowolnej uczelni bo ma
                                                tytuł
                                                > laureata Olimiady Liceum, który uzyskał w pierwszej klasie
                                                > gimnazjum). "
                                                > Chyba troszkę przesadziłaś, Agatko. Nie ma takiej olimpiady,
                                                której
                                                > tytuł laureata gwarantuje miejsce w każdej uczelni. W liceum tak.


                                                No właśnie napisałam, ten chłopiec już w 1 kl gimnazjum startował
                                                (obok Konkursu mat gimnazjalnego z którego też jest laureatem) w
                                                Olimpiadzie dla Liceum
                                                (moze to wynika z tgo że nasze gim jest
                                                przy liceum i było to możliwe ?) i zdobył tytuł Laureata. Dostał
                                                propozycję aby zrobił całe gimnazjum w 2 lata, ale się nie zgodzili
                                                (rozumiem wspólnie z rodzicami), chłopiec uczy się normalnie tak
                                                samo jak inni koledzy z klasy.

                                                Są też inne podejscia. Inny kolega o którym już pisałam tez (z
                                                klasy obok), jest bardzo dobry z informatyki, jak rozumiem od mamy
                                                na jakimś międzynarodowym poziomie (swoją drogą nie ma konkursu
                                                informatycznego ? bo z tego co iem nie ma póki co żadnego tytułu,
                                                miał wszystkie możliwe w podstawówce), odmawiał prowadzenia zeszytu
                                                z informatyki, za co dostawał kiepskie oceny. Jego mama uważa ze
                                                nauczyciel jest głupi, bo syn nie powinien jeśli ma taką
                                                ponadprzecietną wiedzę być zmuszanym do takiej samej nauki jak inne
                                                dzieci.

                                                Co kraj to obyczaj....


                                                Swoją drogą mieć takie nieprzeciętne dziecko musi być diabelnie
                                                cięzko. Mówie bardzo uczciwie, ja nie chciałabym mieć w domu
                                                takiej "gwiazdy" , która np już w 1 klasie gimnazjum ma wstęp na
                                                dowolną uczelnię i jest z matematyki na poziomie uniwersyteckim, a
                                                jednoczesnie musi wkuwać cykl zywieniowy tasiemca i przeżywać
                                                pierwsze nastoletnie problemy np pryszcze, albo zakochanie....,
                                                obawiam się że mogłabym nie dać sobie rady. Naprawde łatwo takie
                                                dziecko zmarnować i chylę czoła przed rodzicami którzy mimo wszystko
                                                w tak obiektywnie trudnej psychologicznie sytuacji wychowują fajnych
                                                młodych ludzi.
                                                • Gość: menodo Re: Salon Edukacyjny Perspektyw -licea IP: *.adsl.inetia.pl 11.03.10, 13:30
                                                  agatka_s:
                                                  "Inny kolega o którym już pisałam tez (z
                                                  klasy obok), jest bardzo dobry z informatyki, jak rozumiem od mamy
                                                  na jakimś międzynarodowym poziomie (swoją drogą nie ma konkursu
                                                  informatycznego ? bo z tego co iem nie ma póki co żadnego tytułu,
                                                  miał wszystkie możliwe w podstawówce), odmawiał prowadzenia zeszytu
                                                  z informatyki, za co dostawał kiepskie oceny. Jego mama uważa ze
                                                  nauczyciel jest głupi, bo syn nie powinien jeśli ma taką
                                                  ponadprzecietną wiedzę być zmuszanym do takiej samej nauki jak inne
                                                  dzieci. "

                                                  Ja tez uwazam, ze ten nauczyciel jest glupi. Gdyby zainteresowal sie talentem
                                                  tego dzieciaka i probowal go rozwijac - chlopiec by mu pietnascie zeszytow na
                                                  lekcje przynosil i jeszcze szlaczki rysowal.

                                                  W wiekszosci gimnazjow informatyka jest na bardzo niskim poziomie, a nauczyciele
                                                  to wuefisci albo panowie od zetpetow po kursach. Moja corka, ktorej ten niski
                                                  poziom akurat w ogole nie przeszkadzal:) opowiadala, ze kilku chlopcow z jej
                                                  klasy nie wyrabialo z nudow na tej informatyce, bo to byli jacys szaleni
                                                  linuksowcy a pan nie byl zadnym partnerem dla nich do rozmowy merytorycznej.
                                                  Tylko ten pan akurat byl fajny - pozwalal tym chlopcom przynosic wlasne laptopy
                                                  i robic na nich co tam chcieli. Natomiast reszta klasy,glownie dziewczynki
                                                  grzecznie notowala - jaka pojemnosc ma dyskietka (serio) a jak im sie udalo
                                                  wszystkiego pieknie wykuc,dostawala piatki. Szostki mieli tylko ci bez zeszytow.
                                                  Mozna? Mozna.