Dodaj do ulubionych

A jednak nie tylko w Warszawie....

05.03.10, 12:24

w innych miastach jednak też rodzice przywiązują wagę do jakiej
szkoły dzieci będą chodzić...(myśłałam już że naprawde to Warszawa
jest tak wyjatkowa, że ma szkoły lepsze i gorsze i rodziców
wybierających miedzy nimi...)

wroclaw.gazeta.pl/wroclaw/1,35751,7628187,Dziecko_sprytnie_zameldowane_trafia_do_dobrej_szkoly.html

Swoją drogą system w którym decyduje meldunek jest naprawdę
absurdalny. Ale fundowanie dziecku przyszłości zbudowanej na
oszustwie i cwaniactwie to już w o góle jakaś porażka.

Obserwuj wątek
    • Gość: menodo Re: A jednak nie tylko w Warszawie.... IP: *.ip.netia.com.pl 05.03.10, 13:06

      agatka_s napisała:
      Swoją drogą system w którym decyduje meldunek jest naprawdę
      absurdalny. Ale fundowanie dziecku przyszłości zbudowanej na
      oszustwie i cwaniactwie to już w o góle jakaś porażka."

      Troche sie z Toba zgadzam, a troche nie.
      Mieszkam pod Warszawa.
      W czasach kiedy do rejonowej podstawowki chodzil moj syn - jego szkola byla
      koszmarnym molochem. W klasie syna byli chlopcy, ktorzy pozniej mieli wiele do
      czynienia z wymiarem sprawiedliwosci -mowiac w skrocie. Po czwartej klasie
      przenieslismy syna do warszwskiej podstwowki, ale okazalo sie,ze nagle wchodzi w
      zycie reforma szkolnictwa i syn - zgodnie z obowiazujacymi przepisami - musialby
      trafic do rejonowego gimnazjum, czyli z chlopcami, od ktorych udalo mu sie
      wczesniej uciec...Na szczescie Bednarska uruchomila gimnazjum, syn zdal - dostal
      sie.
      Nie wiem, co bym zrobila, gdyby syn sie nie dostal. Dlatego nie potepiam
      rodzicow, ktorzy przemeldowuja swoje dzieci w trosce o ich bezpieczenstwo. Moj
      syn jako dziecko byl bity, wyzywany od Zydow i poniewierany przez mlodocianych
      burakow, ktorzy teraz mowia mu dzien dobry, bo jakos sie usocjalizowali.
      Slowem- chore jest to,ze w rekrutacji do gimnazjow obowiazuje rejonizacja - bo
      wlasnie ten przepis powoduje patologiczne zachowania rodzicow, ktore Cie
      bulwersuja, co czesciowo rozumiem, a ktore rozumiem.
      • agatka_s Re: A jednak nie tylko w Warszawie.... 05.03.10, 13:22
        Po pierwsze podkreśle raz jeszcze przede wszystkim za absurdalny
        uważam system reglamentacji jakiegoś dobra (w tym wypadku dobrej
        edukacji) na podstawie meldunku. Niestety kojarzy mi się to
        jednoznacznie z czasami słusznie minionymi.

        Po drugie nie uważam aby jedyną możliwością uniknięcia chodzenia do
        szkoły A, było oszustwo polegające na dokonywaniu fikcyjnego
        przemeldowania. Myślę że możliwości jest wiele, od szkół
        niepublicznych po liczne które przyjmują dzieci spoza rejonu w
        sposób oficjalny, ostatecnie można dziecko próbować przenieść
        później-są sposoby uczciwe, i jestem pewna że nigdy nie ma tak
        beznadziejnej sytuacji żeby trzeba było oszukiwać. Tu raczej mówimy
        o zjawisku nieuczciwej konkurencji-mówimy o dobrych szkołach do
        których dane dziecko nie ma szansy dostać się na zasadzie
        konkurencji (też nie do konca uczciwej przez tę pie...oną
        rejonizację, ale pisałam ze jej przede wszystkim jestem przeciwna),
        stąd zapobiegliwi rodzice funduja mu oszustwo już na starcie.

        Mi poprostu głupio byłoby nawet coś takiego swojemu dziecku
        zaproponować...jak potem miałabym mu mówić że kłamstwo, oszustwo
        jest złe ? że trzeba walczyć fair...A poza tym jak takie dziecko się
        czuje, że to na co inni musieli zapracować, jemu załatwili rodzice
        oszukujac. Może nie jest to trauma do końca życia, ale chyba
        normalny młody człowiek (chyba że już jest tak zdemoralizowany od
        dawna i w rodzinie cwaniactwo uznaje się za wartość) będzie mieć
        dyskomfort.
        • Gość: menodo Re: A jednak nie tylko w Warszawie.... IP: *.ip.netia.com.pl 05.03.10, 13:49
          Ja bym nie nazywala tego nieuczciwa konkurencja -no bo co to za konkurencja
          jesli po prostu ktos gdzies sobie mieszka, a inny probuje sie zalapac sie na
          przywilej, ktory z racji zamieszkiwania tamze sie posiada...Niemniej, rozumiem
          Cie - bo tez mam awarsje do wszelkiego zalatwiactwa.
          Aczkolwiek, nie wiem jak bym sie zachowala, gdyby ktos zaproponowal mi meldunek
          w rejonie szkoly, ktora gwarantowalaby mi, ze moje dziecko nie byloby wiecej
          bite. Moj syn bardzo rozwinal sie od czasow podstawowkowych, takze fizycznie,
          ale kiedy byl w 6 klasie - bylam przerazona, ze moglby trafic w miejsce, z
          ktorego udalo mi sie zabrac.
    • agatka_s Re: A jednak nie tylko w Warszawie.... 05.03.10, 13:35
      I ja nie mówie tylko teoretycznie.

      Ja się interesowałam Reytanem, ale gdy rok przed rekrutacją
      dowiedziałam się że jest to szkoła z rejonizacją i że miejsc dla
      tych nierejonowych nie będzie, bo jest tak dużo przykładów "cudów
      meldunkowych", zrezygnowałam w ogóle z rozważania Reytana, mimo że
      teoretycznie magłabym syna przemeldować, ale zwyczajnie mnie to
      brzydziło, nawet sama myśl że syn będie potem z prawie
      samymi "oszustami". Stąd zresztą zdecydowanie w ostatniej chwili na
      zdawanie do Reytana rok poźniej, bo o tym że nie ma już meldunków i
      obowiązuja zdrowe zasady konkurencji wynikami, dowiedzieliśmy się
      przez przypadek od kolegi syna.

      Powiem raz jeszcze: nigdy nie ma tak podbramkowej sytuacji z wyborem
      szkoły żeby trzeba było oszukiwać. A że nie będzie się chodzić do
      najlepszego gimnazjum...no cóż są gorsze rzeczy jakie się mogą
      zdarzyć (np nieczyste sumienie).
      • Gość: menodo Re: A jednak nie tylko w Warszawie.... IP: *.ip.netia.com.pl 05.03.10, 14:01
        "Powiem raz jeszcze: nigdy nie ma tak podbramkowej sytuacji z wyborem
        szkoły żeby trzeba było oszukiwać. A że nie będzie się chodzić do
        najlepszego gimnazjum...no cóż są gorsze rzeczy jakie się mogą
        zdarzyć (np nieczyste sumienie)."

        Kiedy w gre wchodzi bezpieczenstwo dziecka,bezposrednie zagrozenie wrecz jego
        zycia - nieczyste sumienie z powodu przemeldowania dziecka do bezpiecznej
        szkoly jest dla mnie ofiara, ktora bylabym w stanie poniesc.
        W podstawowce, do ktorej chodzil moj syn, chlopcy robili sobie sobie taka
        zabawe, ze jeden na nim siedzial, a drugi walil jego glowa o stopien
        schodow...Kiedy poszlam na skarge na do dyrekcji, uslyszalam ze lepiej...aby
        zabrala syna z tej szkoly, bo szkoda go,aby rozwijal sie w takich warunkach...
        • agatka_s Re: A jednak nie tylko w Warszawie.... 05.03.10, 14:21
          Gość portalu: menodo napisał(a):

          > "Powiem raz jeszcze: nigdy nie ma tak podbramkowej sytuacji z
          wyborem
          > szkoły żeby trzeba było oszukiwać. A że nie będzie się chodzić do
          > najlepszego gimnazjum...no cóż są gorsze rzeczy jakie się mogą
          > zdarzyć (np nieczyste sumienie)."
          >
          > Kiedy w gre wchodzi bezpieczenstwo dziecka,bezposrednie zagrozenie
          wrecz jego
          > zycia - nieczyste sumienie z powodu przemeldowania dziecka do
          bezpiecznej
          > szkoly jest dla mnie ofiara, ktora bylabym w stanie poniesc.
          > W podstawowce, do ktorej chodzil moj syn, chlopcy robili sobie
          sobie taka
          > zabawe, ze jeden na nim siedzial, a drugi walil jego glowa o
          stopien
          > schodow...Kiedy poszlam na skarge na do dyrekcji, uslyszalam ze
          lepiej...aby
          > zabrala syna z tej szkoly, bo szkoda go,aby rozwijal sie w takich
          warunkach...


          Ja Cię rozumiem. Sama bym dziecka do takiej szkoły nie posłała, ale
          spróbowałabym to załatwić legalnie np startując do gimnazjum obok
          gdzie są miejsca nierejonowe, a które uchodzi za przyzwoite, do
          szkoły niepublicznej, a nie przemeldowując w rejon gimnazjum na
          Twardej. Trochę zresztą tak zrobiłam, założyłam że syn nie pójdzie
          do swojego rejonowego gimnazjum bo ono ma właśnie opinię
          niespecjalnie fajnego i nie chodzi tu o tzw "poziom" bo ten jest
          nawet nienajgorszy, ale uchodzi za niebezpieczne (akurat to wiem ze
          źródła pewnego bo od naszego dzielnicowego, który kiedyś przyszedł
          do mnie skasować mi mandat za prędkość-przynajmniej mogłam go
          wypytać). No i szukaliśmy różnych metod ominięcia tego rejonu, ale
          LEGALNIE i uczciwie.
          • Gość: menodo Re: A jednak nie tylko w Warszawie.... IP: *.ip.netia.com.pl 05.03.10, 15:04
            "Ja Cię rozumiem. Sama bym dziecka do takiej szkoły nie posłała, ale
            spróbowałabym to załatwić legalnie np startując do gimnazjum obok
            gdzie są miejsca nierejonowe, a które uchodzi za przyzwoite, do
            szkoły niepublicznej, a nie przemeldowując w rejon gimnazjum na
            Twardej. "

            Moj syn byl pierwszym gimnazjalnym rocznikiem. Szukaismy dla niego ratunku.
            Akurat trafila sie Raszynska - dzieki Bogu sie dostal; wiele tej szkole
            zawdzieczamy, bo moj syn po szesciu latach w tej szkole (takze Bednarskiej) stal
            sie czlowiekiem, ktory obecnie przybija piatke swoim przesladowcom z podstawowki
            - nadal jest wrazliwym i milym, ale jednoczesnie silnym (takze fizycznie!)
            czlowiekiem.
            Ale gdyby kilka lat temu moj syn nie dostal sie na Raszynska, zrobilabym
            wszystko, aby dostal sie - nie wiem- na Twarda, Miekka, Ciepla - obojetnie do
            jakiej szkoly, byle jak najdalej od rejonowej.
            Nie wiem, czy wtedy istnialy gimnazja dwujezyczne,moim zdaniem jeszcze nie.

            Slowem - to chory system zmusza rodzicow do nieuczciwych zachowan; biorac pod
            uwage wlasne doswiadczenia - nie potepiam ich.
          • kkokos Re: A jednak nie tylko w Warszawie.... 05.03.10, 18:14
            agatko, niestety znowu napiszę, że żyjesz w ciepełku własnej wieży z kości
            słoniowej, nie widząc dalej niż czubek własnego nosa. a przed tym czubkiem nosa
            jest dziecko ponadprzeciętne, ba, młodociany geniusz organizacji,
            samodyscypliny, samoświadomości, nie mówiąc o intelekcie. jeśli się
            wyzłośliwiam, to naprawdę niewiele - po prostu NIE MASZ BLADEGO POJĘCIA, jak
            bardzo twoje dziecko rzeczywiście różni się od PRZECIĘTNEGO, co nie znaczy
            tępego czy patologicznego w jakimkolwiek znaczeniu, drugoklasisty. znakomicie to
            było widać w wątku, w którym opisywałaś dzień swojego syna i krygowałaś się,że
            ależ co wy mówicie, przecież to normalne w zasadzie. kiedyś - przyznam się -
            podejrzewałam cię o udawanie słodkiej idiotki dla poklasku i komplementów, teraz
            myślę, że ty naprawdę żyjesz w swoim szczęśliwym świecie, bez CIENIA pojęcia o
            tym, jak zachowuje się przeciętny nastolatek. (i bardzo proszę forumowe
            miłośniczki poprawności politycznej o niewyjeżdżanie po raz kolejny z tym, że
            nie ma przeciętnych dzieci i jestem wyrodną matką i parszywą osobą, skoro mówię
            o swym dziecku "przeciętne". mam tę opinię w nosie). bardzo cię przepraszam,
            jeśli czujesz się w tym momencie urażona, nie to jest moją intencją. po prostu
            stwierdzam fakt, podchodzę do niego bez emocji czy złych intencji.

            wracając do meritum - gdy się ma dziecko ponadprzeciętne, to można mieć sobie
            kaprys, że się będzie do bólu uczciwym. gdy się ma dziecko przeciętne, to robi
            się wszystko, żeby tego przeciętniaka pchnąć we właściwą stronę, by nie trafił
            tam, gdzie, jak się spodziewasz, spotka go tylko samo zło, choćby sam był
            zachwycony (np. wyluzowanymi kolegami i brakiem ciśnienia ze strony nauczycieli).
            oczywiście, że będąc w takiej sytuacji nagięłam prawo - byliśmy z synem
            zameldowani w dwóch miejscach, w jednym na stałe, choć tam już nie mieszkaliśmy,
            a w drugim, od początku szóstej klasy, tymczasowo, choć przedtem mieszkaliśmy
            tam parę lat. syn miał pójść do tego z dwóch rejonowych gimnazjów, które
            okazałoby się lepsze. władze dzielnicy zmieniły granice obwodów w marcu czy
            kwietniu, lepsze z tych dwóch gimnazjów okazało się już nierejonowe, na
            szczęście syn się i tak dostał.
            czy miałam jakiekolwiek wyrzuty sumienia? nawet cienia.
            czy mój syn zdawał sobie sprawę z sytuacji. zdawał.
            czy wyjaśniałam powody? oczywiście.
            czy było mi przed nim wstyd? ani trochę.
            czy to oznacza, że nauczyłam go na całe życie oszustwa i kombinowania? jestem
            przekonana, że nie. do tego potrzeba generalnej postawy życiowej i ciągłego
            przykładu, że życie polega na kombinowaniu, a nie jednostkowego przypadku.

            i znowu - na setkę dzieci zdolnych, uczących się mimochodem lub z wielkim
            zapałem przypada pewnie 10? 20? razy tyle tych, co do szkoły chodzą, bo chodzą.
            nie wszyscy pochodzą z rodzin czytających wyłącznie fakt i tv guide'a. rodziców,
            którym kompletnie nie zależy na tym, do jakiego gimanazjum pójdzie dziecko, jest
            pewnie też niewielu (przynajmniej w dużych miastach). między tymi grupami masz
            gigantyczną grupę przeciętniaków, których rodzice kombinowali i będą kombinować
            dalej, jak - z jednej strony - ochronić dziecko przed szkołą najgorszą, a z
            drugiej strony, jak umieścić go w szkole wcale nie dla mózgowców, ale takiej, co
            potrafi tego przeciętniaka rozruszać, rozbudzić w nim te różne cechy, które dla
            ciebie są po prostu dane.

            • agatka_s Re: A jednak nie tylko w Warszawie.... 05.03.10, 19:50
              ja już nie będe przekonywać, że moje dziecko jest zwyczajne i
              przecietne, bo mi się znudziło-dla mnie jest, bo na tle swoich
              kolegów zawsze był dokładnie taki sam jak jego rówieśnicy, nie wiem
              może mamy szczęscie (do kolegów tak samo wyjątkowych)?, a może to
              moje starania żeby wybierać dobre przedszkole a potem dobre
              szkoły ? Nie bede udawadniać ze nie jestem wielobładem, a w
              zasadzie że mój syn nie jest tymże.

              Ale do meritum:

              To nie ma znaczenia czy nieuczciwość robi się raz, czy dwadziescia.
              I to nie ma znaczenia że wytłumaczysz dziecku ze jest wyzsza
              konieczność. To nie powoduje że oszustwo przestaje być oszustwem.
              To jest nieuczciwośc, to jest oszustwo, bo jest wobec innych dzieci
              i ich rodziców którzy takiej nieuczciwości nie popełniają, bo nie
              mają jak, bo mają zasady, bo się brzydzą takim cwaniackim PRL-
              owskimi kombinowaniem. I to też są pewnie rodzice tych
              przeciętnych, którzy mają takie same marzenia jak ty-żeby ich dzieci
              chodziły do nienajgorszej szkoły. To jest niefair: budowanie
              szczęscia swojego dziecka, ale kosztem innych. Może Ci się wydawać
              że nie zrobiłaś nic złego, bo przecież robiłaś to dla dziecka. To
              stosujac tę samą logikę, też i danie łapówki zeby dziecko się
              dostało do dobrej szkoły jest OK, bo przecież chodzi TYLKO o dobro
              dziecka ? A czym różni się fałszywy meldunek, od łapówki ? Widzisz
              jakąś róznicę ?


              Lepsza szkoła to nie jest stan wyższej konieczności który czasem
              usprawiedliwia jakieś pójscie wbrew zasadom (szczególnie w przypadku
              rodzica) dla jakiś ważniejszych wartości. Miłość do dziecka i chęć
              zapewnienia mu przyszłości nie jest usprawiedliwieniem dla
              oszukiwania, dla cwaniactwa, dla kradzieży (tak bo to jest kradzież-
              miejsca dla innego dziecka). Tym bardziej, że są możliwości legalne
              żeby lepszą niż rejonową szkołę dziecku zapewnić, nawet jak dziecko
              jest przecietne. Nie jest to łatwe i wymaga wysiłku, czasem nawet
              całej rodziny ale takie możliwosci są. Wiem że jest wiele szkół
              niezłych które dzieci spoza rejonu przyjmują-no cóż jeśli są daleko
              trudno, czasem nie wszystko jest obok domu, czasem trzeba się
              napracować zamiast pójscia na łatwiznę w postaci najprostszego
              cwaniactwa. A jeśli dziecko jest tak bardzo przecietne, że nie ma
              szans na żaden "poza-rejon" to już chyba wolałabym wziąć kredyt i
              posłać dziecku do szkoły społecznej niż oszukiwać (napewno
              wybrałabym kredyt na naukę dziecka, niż na samochód np). W naszej
              szkole społecznej były dzieci którym naukę fundowały całe rodziny,
              dziadkowie. Znam takich którzy odkładali jakieś inwestycje typu
              większe mieszkanie, wypasione wakacje żeby dziecko posłać do
              szkoły. To wydaje mi się uczciwe i chyba wtedy ma się prawdziwą
              satysfakcję że robi się wiele dla dziecka. Nie wiem czy ma się taka
              satysfakcję jak się robi fałszywy meldunek, tudzież wrecza łapówke ?


              Gdybym to ja była matką dziecka przeciętnego i gdybym podjęła się
              wszelkich wysilków żeby dobrą szkołę moje dziecko miało ale
              uczciwie, to napewno bym nie chciała aby inne matki przecietnych
              dzieci mnie oszukiwały. Jeśli każda matka zacznie oszukiwać bo
              kocha swoje dziecko, to ja wole nie żyć w takim kraju...

              Gdybym dziś dowiedziała się że do klasy mojego syna jakieś dziecko
              dostało się w nieuczciwy sposób, to byłabym cholernie wściekła i zła
              na takich rodziców, bo nas (głównie mojego syna, ale mnie też
              odrobinę)kosztowało to wiele pracy i wiele nerwów, a ktoś poprostu
              jest nieuczciwy.


              Zarzuciłaś mi że widzę czubek własnego nosa...czasem mam wrażenie że
              to inni patrzą tylko przez pryzmat swojego interesu, choćby jak tego
              intersu górnolotnie nie nazywać.
              • joa66 Re: A jednak nie tylko w Warszawie.... 05.03.10, 20:02
                "Lepsza szkoła to nie jest stan wyższej konieczności który czasem
                usprawiedliwia jakieś pójscie wbrew zasadom (szczególnie w przypadku
                rodzica) dla jakiś ważniejszych wartości. Miłość do dziecka i chęć
                zapewnienia mu przyszłości nie jest usprawiedliwieniem dla
                oszukiwania"

                Czasami to nie jest kwestia "lepszej" szkoły tylko bezpieczeństwa.


                "to już chyba wolałabym wziąć kredyt i
                > posłać dziecku do szkoły społecznej niż oszukiwać "

                Możesz sprecyzować technicznie? Ratę kredytu spłaca się co miesiąc.
                Tak samo jak czesne. (Jedyna różnica to odsetki w przypadku kredytu,
                ale to chyba akurat nie jest wada).

                Nam akurat tak się ułozyło życie nie nigdy nie byliśmy stawiani
                przed takim wyborem.


                Ale wiem jedno - nie pozwoliłabym znęcać się nad swoim dzieckiem
                (przy nieudolnej dyrekcji). Nawet kosztem "fałszywego" meldunku.


                Bo sytuacja nie zawsze dotyczy rozbestwionych dzieciaków, którum
                rodzice chcą załatwic super szkołę.


                p.s. gdyby moje dziecko było głodne, a ja NAPRAWDĘ nie miałabym
                możliwości legalnego zdobycia jedzenia... ukradłabym bułkę. Wiem, to
                kradzież.

                • joa66 Re: A jednak nie tylko w Warszawie.... 05.03.10, 20:09
                  p.s. Podobne opinie wyrażam w czasie rozmów " o świecie" z synem.
                  Osoby, które go dobrze znają mówiły mi, że może mieć trudno w życiu,
                  bo jest za uczciwy. To tak a propos tego, co wynoszą dzieci z
                  róznych nauk życiowych.
                • agatka_s Re: A jednak nie tylko w Warszawie.... 05.03.10, 20:21
                  joa66 napisała:

                  > "Lepsza szkoła to nie jest stan wyższej konieczności który czasem
                  > usprawiedliwia jakieś pójscie wbrew zasadom (szczególnie w
                  przypadku
                  > rodzica) dla jakiś ważniejszych wartości. Miłość do dziecka i chęć
                  > zapewnienia mu przyszłości nie jest usprawiedliwieniem dla
                  > oszukiwania"
                  >
                  > Czasami to nie jest kwestia "lepszej" szkoły tylko bezpieczeństwa.

                  Są szkoły bezpieczne, do których nie będąc z rejonu można dostać się
                  legalnie.


                  > "to już chyba wolałabym wziąć kredyt i
                  > > posłać dziecku do szkoły społecznej niż oszukiwać "
                  >
                  > Możesz sprecyzować technicznie? Ratę kredytu spłaca się co
                  miesiąc.
                  > Tak samo jak czesne. (Jedyna różnica to odsetki w przypadku
                  kredytu,
                  > ale to chyba akurat nie jest wada).
                  >
                  > Nam akurat tak się ułozyło życie nie nigdy nie byliśmy stawiani
                  > przed takim wyborem.

                  Bardziej myśląłam o sytuacjach kiedy ktoś zarabia na styk, a akurat
                  brakuje w danym momencie. Jeśli ktoś mało zarabia to trzeba
                  pożyczyć od rodziny, znajomych, sprzedać samochód-no nie wiem co
                  ludzie robią jak brakuje pieniędzy ? Może wziąć dodatkową pracę w
                  nocy ? A jeśli nie stać w żaden sposób, to wtedy pozostają szkoły
                  publiczne np chociażby w innej dzielnicy.


                  > Ale wiem jedno - nie pozwoliłabym znęcać się nad swoim dzieckiem
                  > (przy nieudolnej dyrekcji). Nawet kosztem "fałszywego" meldunku.
                  >
                  >
                  > Bo sytuacja nie zawsze dotyczy rozbestwionych dzieciaków, którum
                  > rodzice chcą załatwic super szkołę.

                  Jak napisałam, twoja nieuczciwość oznacza że inne dziecko które na
                  to miejsce zasłużyłoby uczciwie (np mając dobre oceny) tego miejsca
                  mieć nie będzie.


                  > p.s. gdyby moje dziecko było głodne, a ja NAPRAWDĘ nie miałabym
                  > możliwości legalnego zdobycia jedzenia... ukradłabym bułkę. Wiem,
                  to
                  > kradzież.
                  >
                  Napisałam że są sytuacje wyższej konieczności które pewne rzeczy
                  usprawiedliwiją. Za taką jednak nie uważam lepszej szkoły, która
                  nie jest bułką której brakuje głodnemu dziecku tylko tortem ze
                  śmietaną i bakaliami, a tortu kraść nie wolno bo można go albo kupić
                  legalnie albo się bez niego poprostu obejść, zadawalając się
                  plackiem drożdzowym.
                  • agatka_s Re: A jednak nie tylko w Warszawie.... 05.03.10, 20:37
                    Ja taką nieuczciwość poełniłam raz, choć cięzko to nazwać świadomie
                    popełnioną nieuczciwością.

                    Mieszkaliśmy w podwarszawskiej miejscowości, a ja się zagapiłam bo
                    do jedynego przedszkola prowadzonego przez siostry zakonne powinnam
                    dziecko zapisać już na dwa lata przed. Nie wiedziałam. Przyszłam
                    na jakieś 3 miesiące przed i było już po ptokach. Ale siostra
                    wzięła moje dane, gdzie między innymi podałam że jestem samotna (bo
                    jestem). Potem po 2 miesiacach zostałam zawiadomiona, że syn się
                    dostał, własnie dlatego że siostra wzięła pod uwagę to że
                    jestem "samotna matka" i syna przyjęła z tego względu.

                    To była prawda-byłam samotna matka. Tylko że moje dziecko
                    wychowywało sie w dużym domu gdzie byli i dziadkowie i opiekunka 24
                    godziny na dobę, a ja w żaden sposób nie byłam osobą która
                    potrzebowała jakiejkolwiek pomocy, bo radziłam sobie super, a
                    przedszkola potrzebowałam dla rozwoju dziecka, a nie dlatego ze nie
                    miałam go z kim zostawić. Ale nie sprostowałam tego, bo bardzo
                    chciałam aby moje dziecko do tego przedszkola się dostało (bo
                    zaczynało troche dziczeć bez kontaktu z dziećmi). Do tej pory mam
                    lekki niesmak, bo niby nie skłamałam, ani nic realnie nieuczciwego
                    nie zrobiłam, ale jednak nie końca na to miejsce jakoś tam specjalne
                    zasłużyłam. Możecie się śmiać ale mi z tym naprawde długo nie było
                    OK, bo cały czas myślałam że moze zabrałam miejsce jakiejś
                    prawdziwie samotnej matce.
                    • joa66 Re: A jednak nie tylko w Warszawie.... 05.03.10, 21:06
                      Zdarzają sie takie historie. Mnie kiedyś system komputerowy przyznał
                      pieniądze, które moralnie mi się nie należały (co wyjaśniłam w
                      stosownym piśmie). Ale system opierał się na systemie prawnym , a
                      nie moralnym i pani powiedziała, że musi mi przelac pieniądze.
                  • joa66 Re: A jednak nie tylko w Warszawie.... 05.03.10, 21:02
                    "Są szkoły bezpieczne, do których nie będąc z rejonu można dostać
                    się
                    > legalnie"

                    Jesteś pewna, że w każdym rejonie jest taka szkoła, do której można
                    się dostać?

                    Ja tego NIE WIEM.


                    "Jeśli ktoś mało zarabia to trzeba
                    > pożyczyć od rodziny, znajomych, sprzedać samochód-no nie wiem co
                    > ludzie robią jak brakuje pieniędzy ? Może wziąć dodatkową pracę w
                    > nocy ?"

                    Pożyczone trzeba oddać. Nie każdy ma samochód , żeby go sprzedać,
                    niektórym jest potrzebny do wykonywania pracy. Nie każdy może
                    pracować w nocy, bo np. ma tez inne, małe dzieci.



                    "Napisałam że są sytuacje wyższej konieczności które pewne rzeczy
                    > usprawiedliwiją. Za taką jednak nie uważam lepszej szkoły'

                    Problem w tym, że JA nie jestem w stanie ocenić , kiedy jest to
                    sytuacja wyższej konieczności u kogoś innego.

                    Oczywiście potępiam sytuacje typu przerost ambicji rodziców i
                    pchanie dziecka średnio zainteresowanego nauką szkolną do szkoły o
                    wyśrubowanym poziomie, tylko po to, żeby zaspokoić rodzicielskie
                    ambicje. Ale często za taką a nie inną decyzją mogą kryć się ludzkie
                    dramaty.


                    Nie spieszyłabym się wiec tak bardzo z ocenianiem.


                    p.s. Mnie osobiście bardziej bulwersuje nieuczciwośc ( i
                    nielegalność) nieuznawania zwolnień lekarskich w pewnym liceum.
                    • agatka_s Re: A jednak nie tylko w Warszawie.... 05.03.10, 21:15
                      joa66 napisała:

                      > "Są szkoły bezpieczne, do których nie będąc z rejonu można dostać
                      > się
                      > > legalnie"
                      >
                      > Jesteś pewna, że w każdym rejonie jest taka szkoła, do której
                      można
                      > się dostać?
                      >
                      > Ja tego NIE WIEM.

                      Pisałam: czasem jest to szkoła w innej dzielnicy. Moje dziecko też
                      jeździ do innej dzielnicy, zresztą jak większość kolegów, jedna
                      koleżanka dojeżdza z Sulejówka, inna z Jabłonnej, a inna z Pruszkowa
                      (ta z Pruszkowa wstaje przed 5.00 rano, wiem bo akurat z jej mamą
                      wczoraj rozmawiałam na zebraniu)na Wiktorską.
                      >
                      >
                      > "Jeśli ktoś mało zarabia to trzeba
                      > > pożyczyć od rodziny, znajomych, sprzedać samochód-no nie wiem co
                      > > ludzie robią jak brakuje pieniędzy ? Może wziąć dodatkową pracę
                      w
                      > > nocy ?"
                      >
                      > Pożyczone trzeba oddać. Nie każdy ma samochód , żeby go sprzedać,
                      > niektórym jest potrzebny do wykonywania pracy. Nie każdy może
                      > pracować w nocy, bo np. ma tez inne, małe dzieci.

                      Napisałam-jak kogoś absolutnie nie stać (ale większości tylko "niby"
                      nie stać, bo to jest czasem poprostu kwestia priorytetów, co
                      ważniejsze nowe meble, czy szkoła dziecka) to pozostają szkoły
                      publiczne, choćby trzeba było wstawać o 5 rano (napewno lepiej
                      wstawać o 5 rano, niż oszukiwać).


                      > "Napisałam że są sytuacje wyższej konieczności które pewne rzeczy
                      > > usprawiedliwiją. Za taką jednak nie uważam lepszej szkoły'
                      >
                      > Problem w tym, że JA nie jestem w stanie ocenić , kiedy jest to
                      > sytuacja wyższej konieczności u kogoś innego.
                      >
                      > Oczywiście potępiam sytuacje typu przerost ambicji rodziców i
                      > pchanie dziecka średnio zainteresowanego nauką szkolną do szkoły o
                      > wyśrubowanym poziomie, tylko po to, żeby zaspokoić rodzicielskie
                      > ambicje. Ale często za taką a nie inną decyzją mogą kryć się
                      ludzkie
                      > dramaty.



                      Jaki ludzki dramat usprawiedliwia fałszywy meldunek, a nie staranie
                      się o szkołę nierejonową na legalnych zasadach ?


                      > Nie spieszyłabym się wiec tak bardzo z ocenianiem.

                      Fałszywy meldunek to to samo co ściąganie. Jesteś w stanie uznać że
                      ściąganie jest OK ? Takie to przecież nieszkodliwe. Tak zawsze
                      uważano. A guzik !!! Ściąganie to kradzież, taka sama jak
                      dostawanie się do szkoły przy pomocy oszustwa np fałszywego
                      meldunku, albo fałszywego konkursu czy innych oszustw szkolnych,
                      albo fałszywie wystawionych ocen.

                      >
                      >
                      > p.s. Mnie osobiście bardziej bulwersuje nieuczciwośc ( i
                      > nielegalność) nieuznawania zwolnień lekarskich w pewnym liceum.


                      Nie wiem o czym mówisz ? Jeśli coś jest nielegalne i masz na to
                      dowód to trzeba to zgłosić tam gdzie trzeba.
                      • agatka_s Re: A jednak nie tylko w Warszawie.... 05.03.10, 21:25
                        A i jeszcze jedno, spróbuj wytłumaczyć komuś z Niemiec, Szwecji czy
                        Anglii że oszukujesz żeby dziecko się dostało. Ciekawe co Ci
                        powiedzą ? Po pierwsze pewnie wcale nie zrozumieją problemu, a po
                        drugie nie bedą w stanie pojąć jak można oszukiwać ? przecież to
                        kosztem innych.

                        Dzis za to w radio apropos rejonizacji słyszałam że w Chinach
                        zarówno szkoła jak i opieka lekarska jest scisle zrejonizowana.
                        Dziecko moze uczyć się albo w szkole w swojej wiosce, albo wcale. A
                        jest to dramat bo większość dorosłych Chińczyków musi emigrować do
                        miast za pracą. Zostawiają dzieci zeby te mogły się uczyć. Ale
                        rośnie pokolenie które wychowuje się bez opieki, i jest to jakieś
                        stracone pokolenie, zapaść jakichkolwiek zasad-narkotyki, alkochol,
                        dramat. To u nas i tak nie jest jeszcze tak najgorzej przynamniej z
                        Sulejówka można dojeżdzać do Warszawy...
                        • joa66 Re: A jednak nie tylko w Warszawie.... 05.03.10, 21:34
                          " A i jeszcze jedno, spróbuj wytłumaczyć komuś z Niemiec, Szwecji
                          czy
                          > Anglii że oszukujesz żeby dziecko się dostało. Ciekawe co Ci
                          > powiedzą"

                          Moi przyjaciele z Francji, Anglii, Irlandii, Kanady zrozumieliby
                          gdybym opowiedziała, że jedynym sposobem na uniknięcia bicia mojego
                          dziecka była taka możliwość. Ba, gdyby to pomogło, sami
                          by "zameldowali" nas.



                          P.S. Są natomiast zbulwersowani systemem edukacji/rekrutacji do
                          liceów;)
                          • joa66 Re: A jednak nie tylko w Warszawie.... 05.03.10, 21:39
                            p.s. 2

                            W Anglii wiele szkół katolickich cieszy się dużym zaufaniem
                            rodziców, ze względu na porządek szeroko rozumiany. W tejże Angli,
                            wraz ze wzrostem problemów w szkolnictwei publicznym zanotowano
                            nagły wzrost chrzcin dzieci w wieku przed "rekrutacją " do szkół.
                            Nie są to tylko dzieci imigrantów. Jeste wiele dzieci
                            z "prawdziwych" angielskich rodzin.
                            • agatka_s Re: A jednak nie tylko w Warszawie.... 05.03.10, 21:52
                              Akurat to ze szkołami katolickimi to stara sprawa jak swiat (że są
                              najleposze), tylko że tam nie trzeba wcale być katolikiem żeby do
                              szkół katolickich uczęszczać. W Anglii raczej mówi się o tym ze
                              włąśnie wielu Anglikanów posyła dzieci do szkół katolickich-i to
                              jest ten paradoks.
                                • agatka_s Re: A jednak nie tylko w Warszawie.... 05.03.10, 22:12
                                  joa66 napisała:

                                  > Nie trzeba być katolkiem, ale katolicy mają pierwszeństwo, a
                                  miejsc
                                  > mało.
                                  >
                                  > To nie jest mój wymysł, tylko faktyczny problem wielu angielskich
                                  > rodziców.
                                  >
                                  > Którzy radzą sobie z tym w PRLowski sposób:)


                                  Wiem że w tej chwili szkoły katolickie już nie uchodzą za takie
                                  dobre, w tej chwili są bardzo "etnicznie zróżnicowane", czego kiedyś
                                  nie było i dlatego były tak bardzo atrakcyjne (taki rasizm ciut
                                  zawoalowany). Kiedyś w latach 70, szkoły katolickie w Anglii to
                                  było naprawde coś, w porównaniu z innymi szkołami to było niebo a
                                  ziemia (ja mieszkałam przez jakiś czas w Anglii przez kilka
                                  miesiecy, bo moja mama tam pracowała jako lekarz ponad rok, i akurat
                                  załatwiała mi szkolę na jakiś czas, w końcu nic z tego nie wyszło
                                  ale stad pochodzi moja wiedza bo mama musiała się dowiedzieć ).
                                  • joa66 Re: A jednak nie tylko w Warszawie.... 06.03.10, 06:44
                                    Nie chciałabym rozwijac dyskusji o szkołąch katolickich w UK.

                                    To była tylko odpowiedź na pytanie jak bym wytłumaczyła komus z
                                    Anglii fałszywe zameldowanie itp peerelowskie zachowania.

                                    Myslę, że oni kiedy są przyciśnięci do muru też potrafią zachować
                                    się po peerelowsku;) . Stąd wielka popularnośc chrzcin kiedy rodzice
                                    orientuja się, że ich dziecko może iść legalnie tylko do szkoły
                                    przypominającej nasze najgorsze gimnazjum.


                                    Nie mówiąc już o tym na co wymienione społeczeństwa dawały
                                    przyzwolenie społeczne.:)

                                    p.s. co nie zmienia faktu (w nawiązaniu do innej dyskusji) , że
                                    chciałabym, żeby moje dziecko spędziło przynajmniej semestr lub dwa
                                    na zachodnioeuropejskiej uczelni.
                          • agatka_s Re: A jednak nie tylko w Warszawie.... 05.03.10, 21:50
                            Nie no nie mogę co Wy z tym biciem ? Wasze dzieci biją czy co ?

                            Przecież nie w każdej szkole biją (a z tych postów wynika że 99,9%
                            szkół te te gdzie biją, a jest tylko kilka gdzie nie biją i tam
                            należy dzieci przemeldowywać bo inaczej to pobiją, zabiją i
                            poćwiartują). Naprawde mozna znaleźć kupe bezpiecznych szkół
                            publicznych gzie jest bezpiecznie, a gdzie przyjmują dzieci spoza
                            rejonu. Tu na forach jest przecież tyle matek które pisza jak ich
                            dzieci startowały do szkół poza rejonem na zasadzie konkursu.
                            Szczególnie teraz jak niż to są rejony gdzie szkoły są naprawde
                            puste (śródmieście np).

                            Fałszywe meldunki dotyczą głównie prestizowych szkół-Twardej, kiedyś
                            Reytana, Podbięty na Ursynowie i kilku jeszcze innych gimnazjów
                            uchodzacych za dobre. to naprawde nie chodzi o bezpieczeństwo tylko
                            o "załatwienie" dziecku szkoły do której bez meldunku potrzebne jest
                            np świadectwo z czerwonym paskiem. O tym samym mówi artykuł od
                            którego zaczęłam dyskusje- świadome przemeldowywanie dziecka aby mu
                            załatwić szkołę do której inni (poza tymi z rejonu) staja w
                            konkursie. Meldunek pozwala oszukać i w konkursie nie stawać.
                            • joa66 Re: A jednak nie tylko w Warszawie.... 05.03.10, 21:54
                              Bardziej niż z pierwszym Twoim postem dyskutuję z twoim
                              stwierdzeniem:

                              "Powiem raz jeszcze: nigdy nie ma tak podbramkowej sytuacji z
                              wyborem
                              szkoły żeby trzeba było oszukiwać"



                              Dyskutuję ze słowem NIGDY.

                              p.s. nie trzeba być bitym, żeby to sobie umieć wyobrazić.
                        • lodewijk Re: A jednak nie tylko w Warszawie.... 05.03.10, 23:02
                          Ale już spod Bydgoszczy do Bydgoszczy nie, bo prezydent zamknął bydgoskie szkoły
                          dla osób z innych gmin. Zatem dziecko, mieszkające 100 metrów za granicą miasta,
                          którego rodzice pracują w tym mieście, tam robią zakupy, nie ma prawa starać się
                          o przyjęcie do gimnazjum dwujęzycznego, autorskiego, do klasy sportowej, bo się
                          dorośli nie mogą dogadać.
                          • Gość: menodo Re: A jednak nie tylko w Warszawie.... IP: *.ip.netia.com.pl 05.03.10, 23:33
                            Te chore zasady wynikaja m.in. z tego, ze gimnazja sa dotowane przez gminy, w
                            zwiazku z tym dziecko spoza gminy jest "darmozjadem".

                            Ja na Twoim miejscu zameldowalabym dziecko w Bydgoszczy. To nie Twoja wina ani
                            tym bardziej dziecka, ze nie zostaly w Polsce wprowadzone np."talony
                            edukacyjne", z ktorymi dziecko mogloby sobie wedrowac gdzie tylko by mu sie
                            zachcialo.
                            • kkokos Re: A jednak nie tylko w Warszawie.... 06.03.10, 09:31
                              Gość portalu: menodo napisał(a):

                              > Te chore zasady wynikaja m.in. z tego, ze gimnazja sa dotowane przez gminy, w
                              > zwiazku z tym dziecko spoza gminy jest "darmozjadem".
                              >

                              nie nie, w normalnych sytuacjach gminy podpisują umowy czy porozumienia i
                              pieniądze idą za dzieckiem. w tekście o bydgoszczy wyraźnie było napisane, że
                              gminy nie potrafią się na ten temat dogadać. czyli jest to kwestia indolencji
                              urzędników, a nie systemu.
                        • kkokos Re: A jednak nie tylko w Warszawie.... 06.03.10, 09:24
                          agatka_s napisała:

                          > A i jeszcze jedno, spróbuj wytłumaczyć komuś z Niemiec, Szwecji czy
                          > Anglii że oszukujesz żeby dziecko się dostało. Ciekawe co Ci
                          > powiedzą ? Po pierwsze pewnie wcale nie zrozumieją problemu, a po
                          > drugie nie bedą w stanie pojąć jak można oszukiwać ? przecież to
                          > kosztem innych.

                          akurat w anglii stają na uszach, by zamieszkać w rejonie dobrej szkoły - na
                          milion procent wszyscy walcząc o mieszkanie w danym miejscu nigdy w niczym nie
                          oszukują, nie stosują cwaniackich zagrań, by akurat im sprzedano dane mieszkanie
                          itd. oczywiście że nie, bo samo niebycie polakiem oznacza bycie kryształowym. z
                          definicji.

                          > Dzis za to w radio apropos rejonizacji słyszałam że w Chinach
                          > zarówno szkoła jak i opieka lekarska jest scisle zrejonizowana.
                          > Dziecko moze uczyć się albo w szkole w swojej wiosce, albo wcale. A
                          > jest to dramat bo większość dorosłych Chińczyków musi emigrować do
                          > miast za pracą. Zostawiają dzieci zeby te mogły się uczyć.


                          no właśnie, a my mamy tak dobrze i jeszcze kombinujemy, niewdzięczni losowi - a
                          chińczycy siedzą cicho. naprawdę, perły przed wieprze, czyli nas rzucono!
                      • joa66 Re: A jednak nie tylko w Warszawie.... 05.03.10, 21:28
                        Co do ściągania - to się zgadzam.

                        Wiem, że można wstawac o 5 rano, ale nie znając KONKRETNEJ sytuacji,
                        nie jestem w stanie stwierdzić, czy faktycznie jest to możliwe.

                        JA nie wiem czy dostanie się do szkoły w innej dzielnicy jest takie
                        łatwe. Wiem, w sumie można dojeżdżać z Ursynowa na Białołękę.


                        Zgadzam się , że często edukacja dzieci to kwestia priorytetów (i są
                        ludzie , którzy wolą wydać pieniądze na nowe jeansy versace co
                        miesiąc, a nie na edukację dziecka), ale jeszcze częściej to nie
                        jest kwestia wyboru.


                        Krotko mówiąc - nie daję sobie prawa (bo nie mam odpowiedniej
                        wiedzy) do potepiania innych ludzi.




                        A co do szkoły, o której mówiłam - o tej nieuczciwości wiedzą
                        wszyscy, ponieważ był jej poświęcony artykuł i niejedna tutaj
                        dyskusja. Przy tym dyrektor komentując sytuację nigdy temu nie
                        zaprzeczył. Jak to wszystko się skończyło wiadomo.
                        • agatka_s Re: A jednak nie tylko w Warszawie.... 05.03.10, 21:40
                          Chodzi o Nowaka-J ? tam było jakieś nieuznane zwolnienie ? nie
                          kojarze, pamiętam że był jakiś konflikt z nauczycielką.

                          Mój kolega licealny dostał się do liceum dzięki mnie (przy czym jak
                          się dostawał to był dla mnie obcy), bo na egzaminie wstępnym dałam
                          mu ściągnąć ot tak ze zwykłaej życzliwości, bo ja zazwyczaj dawałam
                          sciągać od siebie (sama też ściągałam, zresztą, choć rzadziej niż
                          dawałam). Całe (prawie) życie uważałam to za powód do dumy i żartów
                          ale takich życzliwych. Niedawno zrozumiałam że zrobiłam źle, bo
                          przeze mnie on się dostał a pewnie powinien ktoś inny...

                          Powoli się cywilizujemy. Myślę że przyjdą też takie czasy gdy i
                          fałszywy meldunek zostanie społecznie potępiony jako ewidentne
                          oszustwo. Na razie wciąż pełno w nas PRL-u i przyzwolenia na takie
                          cwaniactwo(a zresztą niedługo ma zniknąć meldunek jako taki więc
                          pewnie i kwestia rejonizacji sie rozwiąze jakoś).
                          • joa66 Re: A jednak nie tylko w Warszawie.... 05.03.10, 21:47
                            "Powoli się cywilizujemy. Myślę że przyjdą też takie czasy gdy i
                            fałszywy meldunek zostanie społecznie potępiony jako ewidentne
                            oszustwo. Na razie wciąż pełno w nas PRL-u "


                            Patrz mój post o sytuacji w Anglii. Tak a propos PRLu.
                          • jakw Re: A jednak nie tylko w Warszawie.... 12.03.10, 22:47
                            agatka_s napisała:

                            >(a zresztą niedługo ma zniknąć meldunek jako taki więc
                            > pewnie i kwestia rejonizacji sie rozwiąze jakoś).
                            Ten meldunek to ma tak zniknąć od 2 lat co najmniej i jakoś nic nie
                            słychać ostatnio o znikaniu...
                      • kkokos Re: A jednak nie tylko w Warszawie.... 06.03.10, 09:17
                        (napewno lepiej
                        > wstawać o 5 rano, niż oszukiwać).


                        i znowu - gadał ślepy o kolorach. jakże łatwo być katonem w cudzych sprawach.

                        ja tam uważam, że lepiej oszukać, niż skazywać dziecko na wstawanie przed piątą
                        rano - bo to oznacza również powrót do domu zapewne około 19-20 z rodzicami
                        samochodem lub wcześniej, ale pekaesem
                      • jakw Re: A jednak nie tylko w Warszawie.... 12.03.10, 22:44
                        > Fałszywy meldunek to to samo co ściąganie.
                        Nie jest. Dziecko może się nauczyć tak, żeby nie ściągać i dostać
                        3,4 czy 5. W jaki sposób ma sobie kupić mieszkanie i się prawidłowo
                        zameldować w rejonie? Nie ma takiej możliwości. Btw meldunków
                        przecież miało nie być od 2 czy 3 lat - bo tak pewni politycy
                        obiecywali. Fajne szkoły też pewnie obiecywali. Tylko oni mogą
                        legalnie kłamać, a dziecko (załóżmy, że jest to przeciętny uczeń ze
                        średnią 3-4) nie może chodzić do fajnej szkoły, bo jest zameldowane
                        w zapyziałej dzielnicy. Taki sam uczeń, a może gorszy i większy
                        łobuziak, może do tej cud-szkoły chodzić tylko z racji miejsca
                        zameldowania. Oszustwem to jest stan naszej szanownej oświaty, a nie
                        przemeldowywanie dzieciaków w jakieś odpowiedniejsze rejony.
              • kkokos Re: A jednak nie tylko w Warszawie.... 06.03.10, 09:05
                dziękuję ci, agatko, za to oświecenie, za tę cudowną, czystą lekcję czystej
                szlachetności, uczciwości i człowieczeństwa - i to w jakim stylu! czuję się
                pouczona, noż tyle mi dałaś do przemyślenia, że aż w pięty mi poszło, naprawdę
                wstydzę się strasznie, po prostu worek na głowę zakładam i idę siedzieć do kąta,
                póki nie wymyśle jakiegoś sposobu zadośćuczynienia społeczeństwu i mojemu synowi
                tej obrzydliwego, niskiego, prymitywnego oszustwa. domyślam się, że dekada robót
                w kamieniołomach nie wystarczy...

                > Gdybym to ja była matką dziecka przeciętnego i gdybym podjęła się
                > wszelkich wysilków żeby dobrą szkołę moje dziecko miało ale
                > uczciwie, to napewno bym nie chciała aby inne matki przecietnych
                > dzieci mnie oszukiwały. Jeśli każda matka zacznie oszukiwać bo
                > kocha swoje dziecko, to ja wole nie żyć w takim kraju...

                ależ droga wolna, zawsze możesz wyemigrować za synem, jak już pójdzie do tego
                oxfordu!

                wiesz, ja nie pie.dolę o tym, co bym zrobiła będąc żoną noblisty z fizyki albo
                właścicielką imperium medialnego, więc nie interesują mnie twoje światłe
                przemyślenia tego typu.

                reasumując:
                1. gadał ślepy o kolorach
                2. syty głodnego nie zrozumie
                3. najszlachetniejsi i najuczciwsi zawsze jesteśmy w sprawach, które nas nie
                dotyczą. a tanie moralizatorstwo znakomicie utwierdza nas w poczuciu lepszości.
                cóż, zdaniem "ach, jaka ja jestem uczciwa i bezkompromisowa" też się można
                nieźle onanizować. życzę wiele przyjemności.
            • Gość: menodo do kkokos IP: *.ip.netia.com.pl 05.03.10, 22:19
              (i bardzo proszę forumowe
              miłośniczki poprawności politycznej o niewyjeżdżanie po raz kolejny z tym, że
              nie ma przeciętnych dzieci i jestem wyrodną matką i parszywą osobą, skoro mówię
              o swym dziecku "przeciętne". mam tę opinię w nosie)"

              To do mnie chyba.
              Poprawna politycznie w sensie gazetowowyborczym nie jestem.
              Ale zle znosze, kiedy o wlasnych dzieciach mowi sie, a zwlaszcza mysli, ze sa
              przecietne.
              Nie wiem z czego to wynika, moze to kwestia wyksztalcenia, moze doswiadczenia
              albo efekt przemyslen zwiazanych z caloksztaltem.

              Niemniej, w zwiazku z tym , co komunikujesz, nie uwazam Cie za parszywa matke,
              nawet gdybys jeszcze ze sto razy napisala ze masz przecietne, a nawet ponizej
              przecietne dziecko.
              pozdrawiam.
              '
    • agatka_s Re: A jednak nie tylko w Warszawie.... 05.03.10, 14:11
      Ja to w ogóle byłabym za tym aby już na poziomie gimnazjum podzielić
      szkoły na rodzaje według zakresu programu,gdzie obowiązywałyby
      rekomendacje z podstawówek albo ostatecznie konkurs świadect ale to
      nie do zrealizowania... (pisałam już kilka razy że [podoba mi się
      system niemiecki).

      Natomiast nie wiem czemu nie można (i to naprawde nie byłoby bardzo
      skomplikowane) liczby szkół typu gimnazja dwujęzyczne zwiększyć.
      Czemu w każdej dzielnicy nie można wybrać 5-10 gimnazjów których nie
      obowiążywałaby rejonizacja, a które mogłyby oferować jakąś dodatkową
      ofertę edukacyjną, do których nabór odbywałby się na zasadzie
      konkursu ? Czemu jeśli idea szkół dwujęzycznych się sprawdza (a
      wcale tu tak naprawde nie o tę dwujęzyczność chodzi, tylko poprostu
      o wysoki poziom nauczania, ta dwujęzyczność to takie mruganie
      okiem...) nie rozszerzyć jej. Szkół rejonowych byłoby wtedy trochę
      mniej (musiałyby mieć ciut większe rejony), ale przynajmniej nie
      byłoby tej fikcji co teraz. No i do tych szkół byłoby się łatwiej
      dostać, pewnie już czwórkowi uczniowie by dawali radę, a nie tak jak
      teraz z samymi szóstkami. Czy to byłoby tworzenie gett ? One i tak
      się tworzą, bo z kiepskich szkół (takich naprawde złych z biciem,
      narkotykami itp) dobrzy uczniowie i tak odpływają (do lepszych szkół
      na zasadzie miejsc nierejonowych, do niepublicznych, przez oszustwa
      meldunkowe), tylko nikt o tym głośno nie mówi. Utrzymuje się tę
      fikcję meldunkową żeby mieć czyste sumienie, bo pozwala ona przykryć
      i tak postępujaca segregację.
    • joa66 Re: A jednak nie tylko w Warszawie.... 05.03.10, 16:59
      Jeśli moje dziecko byłby bite użyłabym wszelkich legalnych sposobów,
      żeby je przenieść do innej szkoły, klasy.

      Gdyby to było niemożliwe (brak funduszy na szkołę niepubliczną, brak
      udokumentowanych sukcesów szkolnych, brak miejsc w "normalnych"
      szkołąch itd) zdecydowałąbym się na środki nieuczciwe.


      • verdana Re: A jednak nie tylko w Warszawie.... 05.03.10, 19:00
        Taak, bardzo szlachetnie być uczciwym, jak nie mnie samą biją, tylko
        dziecko. ma się takie miłe samopoczucie. A dziecko - cóż, niech się
        uczy, jaka ma uczciwą matkę na własnej skórze.
        Tylko trzeba pamiętać, aby taką sama miare stosować do siebie, jak
        się będzie bitym - dac się zlać, nie wykorzystujac żadnej
        półlegalnej metody, by tego uniknąć.
        Niestety, czym bardziej czytam to forum, tym bardziej zgadzam sie z
        Kkokos. W takie dziecko jak Agatki wierzę z trudem - wierze, bio
        znam jedno, jedyne nieco podobne.
        Zawalilo studia całkowicie, własnie wczoraj dzwonila do mnie jego
        zrozpaczona matka.
        • Gość: menodo Re: A jednak nie tylko w Warszawie.... IP: *.ip.netia.com.pl 05.03.10, 20:00
          A ja rozumiem agatke i to z dwoch powodow.
          Po pierwsze -pamietam jak pare lat temu byl taki problem w dobrych gimnazjach,
          kiedy dyrektorzy z bezradnoscia rozkladali rece i mowili - ludzie, co wy
          robicie, nie przemeldowujcie dzieci, bo my nie mozemy przyjac tych rdzennych,od
          dawna zameldowanych...

          Po drugie, poza synem,ktore mial trudne dziecinstwo i wszystko pod gorke, ale
          ktory dzieki ogromnym pieniadzom, ktore wlozylismy w jego wyksztalcenie, nie
          wyglada jak Muuminek i jest fajnym facetem, mam tez corke, ktora:
          a jest sliczna
          b superinteligentna
          c niezwykle utalentowana
          b bardzo zdyscyplinowana i swietnie zorganizowana
          d jest dobrym i wrazliwym czlowiekiem
          Wbrew pozorom, majac takie dziecko tez mozna miec pytania - jak je wychowac.
          wyksztalcic, co zrobic, aby uchronic je od tzw. zla tego swiata...









          ;
        • agatka_s Re: A jednak nie tylko w Warszawie.... 05.03.10, 20:02
          verdana napisała:

          > Taak, bardzo szlachetnie być uczciwym, jak nie mnie samą biją,
          tylko
          > dziecko. ma się takie miłe samopoczucie. A dziecko - cóż, niech
          się
          > uczy, jaka ma uczciwą matkę na własnej skórze.
          > Tylko trzeba pamiętać, aby taką sama miare stosować do siebie, jak
          > się będzie bitym - dac się zlać, nie wykorzystujac żadnej
          > półlegalnej metody, by tego uniknąć.
          > Niestety, czym bardziej czytam to forum, tym bardziej zgadzam sie
          z
          > Kkokos. W takie dziecko jak Agatki wierzę z trudem - wierze, bio
          > znam jedno, jedyne nieco podobne.
          > Zawalilo studia całkowicie, własnie wczoraj dzwonila do mnie jego
          > zrozpaczona matka.

          Verdano bredzisz. Kogo kto ma zlać ? Mówimy tu o zjawisku
          fałszywego meldowania żeby dziecko poszło do najlepszego gimnazjum.
          Jest jasne że jesli szkoła rejonowa jest niebezpieczna to nie należy
          tam dziecka posyłać, tyle że do innej szkoły dziecko można posłać
          LEGALNIE, nie trzeba oszukiwać (choć to czasem jest najprostsze i
          wymaga najmniej wysiłku).

          Uprzejmie donosze że jak moje dziecko zawali studia to nie będe Ci
          się wypłakiwać w mankiet, ale uczciwie Ci o tym doniosę (może choć
          raz sprawie Ci przyjemność). Póki co mój syn ma się dobrze właśnie
          wraca z tygodniowej białej szkoły na nartach z 60tką bardzo
          podobnych do niego dzieciaków, z których "niestety" żadne nie cierpi
          na nerwicę, nie zażywa narkotyków ani nie myśli o samobójstwie.
          • joa66 PRL na świecie - do agatki 07.03.10, 07:36
            Przeczytałam pobieznie główna dyskusję na temat w/w artykułu.

            Okazuje się, że taki sam problem istnieje nie tylko w Polsce, nie
            tylko w Anglii, ale także w Niemczech i Hiszpanii, w USA.

            A pewnie i w innych krajach też.

            Myślę, że na Twoje pytanie o to jak bym wytłumaczyła komuś z Niemiec
            czy Anglii taką sytuację odpowiedź jest jasna.

            Na tzw zachodzie podoba mi się baaaardzo wiele rzeczy, wielu rzeczy
            im zazdroszczę (każdemu państwu czegoś innego) jednak ślepy zachwyt
            zachodem wydaje mi się właśnie peerelowski.
            • Gość: menodo Re: PRL na świecie - do agatki IP: *.ip.netia.com.pl 08.03.10, 12:00
              Dobra Joa, wszyscy wiemy, ze na Zachodzie nadal bija Murzynow:) I ze zachod
              zachodowi nierowny.
              Ale jest cos takiego jak wskaznik zaufania spoleczenego i on jest w Polsce
              bardzo niski. To widac w wynikach badan, ale kiedy sie pojedzie np. do
              Skandynawii - widac golym okiem.
              Owszem, rodzina, najblzsi sasiedzi, przyjaciele - tym jeszcze ufamy, gotowi im
              jestesmy pomagac, obchodzi nas ich los. Ale juz cos takiego wspolny interes
              spoleczny, jakies dobro wspolne - co to w ogole jest????
              Odwiedzilam niedawno swoja znajoma, ktora mieszka w bloku, w calkiem przyzwoitej
              wydawaloby sie okolicy na Zoliborzu. Szok. Ludzie wystawiaja swoje niepotrzebne
              graty na klatke schodowa. Wyglada to jak slams. Ale jak sie dowiedzialam, to nie
              jest tak, ze w swoich mieszkaniach tez maja syf. Nie - u siebie maja czysto,
              dbaja o swoje mieszanka, przy czym granice tego, za co czuja sie odpowiedzialni
              wyznaczaja ich wlasne drzwi.

              I tak jest z wieloma innymi sprawami w Polsce. Takze ze szkolami, choc nie wiem
              czy moj skrot myslowy jest czytelny.
              To sie powoli zmienia na lepsze, ale moim zdaniem na tym wlasnie polega
              wychodzenie z PRL-u, a mamy jeszcze duzo do przejscia.
              • joa66 Re: PRL na świecie - do agatki 08.03.10, 12:23
                Tylko częściowo się z Tobą zgadzam. Tak jak pisałam, nie chodzi mi o
                brak tolerancji dla imigrantów , tylko w tym przypadku do czego
                rodzice są zdolni (nie tylko w peerelowskiej Polsce)kiedy w grę
                chodzi szkoła dla dziecka. Agatka zadała konkretne pytanie z tym
                związane.

                Nie będę pisać o Skandynawii bo mało wiem (chociaż wydaje mi się
                ideałem). Ale fakty są takie, że np. w mojej ukochanej Francji
                panuje nepotyzm (urzędy państwowe, najlepsze uczelnie, inne wspólne
                dobra) niespotykany chyba nigdzie poza 3 światem.


                O ilości psich odchodów na ulicach w Brukseli szkoda mówić (może
                miałam pecha i to akurat z radości na mój przyjazd wszystkie
                okoliczne psy biegunki dostały).

                Myślę też że tzw zaufanie społeczne, a przyzwolenie społeczne to są
                jednak dwie różne rzeczy.


                I myślę, że przyzwolenie społeczne w Polsce na fałszywe meldunki
                jest dokładnie takie samo jak w Niemczech, Hiszpanii czy w Anglii
                ( "fałszywe" chrzty ).


                I mnie samą często denerwuje wiele rzeczy w Polsce , to jednak w
                kontekscie tego konkretnego problemu powoływanie sią na zachód jest
                zupełnie bez sensu.
                • joa66 Re: PRL na świecie - do agatki 08.03.10, 12:36
                  p.s. Jeżeli chcemy , żeby nasze dzieci nie miały kompleksów wobec
                  kolegów ze świata, musimy patrzeć realnie na to co się na świecie
                  dzieje, a nie każdy problem wrzucać do jednego worka.
                • agatka_s Re: PRL na świecie - do agatki 08.03.10, 13:17
                  Powołujesz się na posty z dyskusji, i że w innych krajach też tak
                  jest.

                  Oto jeden z cytowanych przykładów z UK

                  www.guardian.co.uk/education/2009/jul/03/mrinal-patel-harrow-council-school-place

                  Kobieta de facto zrobiła to samo co kkokos, użyła "starego" adresu
                  po mężu z którym była rozwiedziona, aby dziecko mogło chodzić do
                  lepszej podstawówki.

                  Kobieta została postawiona przed Sądem, a zarzuty są bardo poważne z
                  tzw Fraud Act (prawo o oszustwach, machlojkach), są wątpliwości czy
                  to praw akurat się da zastosować dlatego sprawa została wycofana,
                  niemniej kobieta miała sprawę w sądzie. Cała sprawa jest opisywana
                  jako przestępstwo (a przynajmniej ewidentne naruszenie zasad prawa),
                  jakiś jednostkowy przypadek i jako takie potępione. A więcej
                  komentując sprawe władze hrabstwa mówią że potrzebują środków które
                  takie przypadki zahamują w przyszłości, kar nie tak dotkliwych jak
                  te wynikające z Fraud Act, ale takich które powstrzymaja rodziców od
                  oszustw:

                  David Ashton, the Harrow council leader, said local authorities
                  needed powers to deter parents from submitting false information
                  when applying for school places.

                  He added that authorities could withdraw a place only if they
                  discovered the information was wrong.

                  "The danger here is there is a green light for parents to take a
                  chance, put forward false information, and in the worst cases they
                  don't get a school place to which they are not entitled to," he said.

                  "We don't want to use the Fraud Act. But we do need – and I would
                  suggest the government wants to consider – some form of sanction.

                  "Not a draconian sanction, but something so that the parents know it
                  is inappropriate, wrong, and there is some degree of punishment for
                  putting forward false information.

                  Po drugie jak przeczytasz dyskusję pod tym artykułem, refleksje są
                  jednoznaczne-kobieta zrobiła źle i powinna zostać ukarana (może nie
                  bardzo cięzko ale powinna).

                  Po trzecie skoro została postawiona przed Sąd, to znaczy że ktoś
                  musiał na to zwrócić uwagę, sprawdzić i "donieść" odpowiednim
                  władzom.


                  Jak wyglada sytuacja w Polsce ?

                  Pierwsza różnica: artykuł o którym ja pisałam mówi o "masowym
                  zjawisku" tolerowanym przez wszystkich-rodziców, dzici, nauczycieli,
                  dyrektorów i nawet psychologów. Nikt tego nie chce przerwać, choć
                  nawet niektórzy wypowiadają się o nim negatywnie (psycholodzy),
                  wszyscy mówią że jest, ale nic nie można zrobić. Nikt oprócz pisania
                  artykułów nigdy nie zrobił nic aby ten proceder ukrócić.

                  Druga różnica: Kkokos mówi publicznie (a wiele osób ją popiera
                  podczas naszej dyskusji) że zrobiła coś, za co W UK, kobieta trafia
                  pod Sąd. Wyobrażasz sobie co działoby się w Polsce gdyby ktoś
                  chciał ukarać rodzica za to, że zrobił fałszerstwo meldunkowe ?
                  Gdyby ktoś chciał donieść na takiego rodzica i chciałby takiego
                  rodzica postawić pod sąd (np inny rodzic rozpocząłby takie
                  postępowanie)?? Ja, mówiąca (tylko mówiaca !!!) że uważam to co
                  zrobiła kkokos (i co robią tysiace innych rodziców niestety)za
                  oszustwo doczekałam się wrednego ataku personalnego, zwymyślano mnie
                  od idiotek, moje dziecko (Bogu ducha winne zresztą) zostało
                  wielokrotnie obrażone. Czemu ? Bo śmiałam rzecz nazwać po imieniu.
                  Bo powiedziałam że oszustwo jest oszustwem, choćby nie wiem jak
                  szlachetne pobudki (albo niby szlachetne) za tym stały. Co
                  czekałoby kogoś kto by taki przypadek gdzieś zgłosil i domagał się
                  ukarania ?


                  Trzecia różnica: Dyskusja na forum. Na forum angielskim (poza
                  jakimiś pojedyńczymi wyjątkami) opinia jest jasna-postępowanie
                  kobiety było złe, system też jest do bani (może to nawet jest główna
                  konkluzja) według Anglików, którzy koncentruja się na tym czemu są
                  szkoły do których nikt nie chce posyłać dzieci (my w Polsce raczej
                  koncentrujemy się na tym czemu są szkoły elitarne, nikt jakoś nie
                  postuluje aby tych dobrych szkół było więcej, raczej na odwrót,
                  wszyscy chcą równać w dół). No ale to że system jest zły, według
                  większości Anglików nie usprawiedliwia tego że kobieta źle zrobiła
                  łamiąc obowiązujace reguły:


                  "If this was intentional then it is at least a bit naughty from the
                  mother....the system maybe not be great but you still have to follow
                  the rules....


                  "Your post sums it up, no need for anymore posts"


                  Widzisz tę subtelną róznicę w podejściu ? Świństwa zdarzają się w
                  każdym kraju. Kwestią jest natomiast jak społeczeństwa je traktują
                  i jak sobie radzą z ich eliminacją.
                  • joa66 Re: PRL na świecie - do agatki 08.03.10, 14:06
                    Nie mogę rozmawiać na temat "meldunków" w Polsce i w UK , bo mam za
                    małą wiedzę. Kiedyś w Polsce karało się za brak meldunku w miejscu
                    zamieszkania , jak jest teraz nie wiem.

                    Jeżeli chodzi o forum - na polskim forum jest zdecydowanie więcej
                    potępienia niż przyzwolenia, pomijając już standardy pisania na
                    forum (o .. i tu faktycznie musimy się jeszcze długo uczyć)



                    Osoba, o której pisze Guardian nie jest jedyną osobą, która to robi,
                    jest tych osób cała masa. I wie o tym rodzina, sąsiedzi i szkoła. I
                    NIKT z tym nic nie robi.

                    "David Ashton, the Harrow council leader, said local authorities
                    > needed powers to deter parents from submitting false information
                    > when applying for school places"


                    To artykuł z 2009 roku. Ze zdania powyżej wynika (chociażby z liczby
                    mnogiej), że to nie jest odosobnione zjawisko tylko problem.
                    Podobnie jak u nas. U nas też "davidy ashtony" mówią, że trzeba coś
                    z tym zrobić.


                    p.s.Ja pisałam o konkretnej sprawie chrzczenie dzieci TYLKO po to,
                    żeby były przyjęte do danej szkoły. Nie spotkałam się z żadnymi
                    protestami, co najwyżej zażenowaniem i uciekaniem od tematu (poza
                    osobami "antyklerykalnymi", ale oni robili to raczej z innych
                    powodów)
                    • agatka_s Re: PRL na świecie - do agatki 08.03.10, 14:21
                      To nie jest rozmowa o meldunkach, ani o tym czy jest to jeden
                      przypadek czy 20, tylko o podejściu nas obywateli w stylu PRL, a
                      takim które jest w innych krajach (non-PRL ?).

                      Z tej samej dyskusji jak to jak jest to traktowane w Hiszpanii
                      (niestety nie jest to akurat kraj o wzorowych postawach
                      obywatelskich), ale:

                      Dziecko sprytnie zameldowane trafia do dobrej s...
                      lula76 05.03.10, 11:24 Odpowiedz cytując Odpowiedz dziwi mnie
                      wypowiedz pani dyrektor z ktoregos gimnazjum, ze przymyka
                      oczy na falszywe zameldowania. mieszkam w hiszpani i tu od lat
                      walczy
                      sie z tym problemem. do tego stopnia ze od zeszlego roku obowiazuje
                      przepis ze jesli wykryje sie te nieprawidlowosc w ciagu roku,
                      dziecko w
                      roku nastepnym musi przeniesc sie do szkoly ze swojego rejonu. poza
                      tym
                      przy zapisywaniu dziecka do szkoly musza sie zgadzac adresy
                      wszystkich
                      czlonkow rodziny.


                      Są też jaskółki, moze dlatego że dotyczy to ludzi dużo młodszych niż
                      pokolenie rodziców gimnazjum (już non-PRL ?). Gmina Białołęka
                      zamierza sprawdzać fałszywych samotnych rodziców, poprzez
                      sprawdzanie róznych dokumentów itp (na Białołece jest ogrony problem
                      z przedszkolami, a samotni rodzice mają przywileje i nagle wszyscy
                      są samotni...). W dyskusji pod tym tematem nie znalazłam ani jednej
                      wypowiedi która by pochwalała zachowanie tych fałszywie samotnych.
                      Dużo narzekań na gminę, ale nikt oszustów nie pochwalił, że dla
                      dobra dziecka oszukują. To już postęp, który daje nadzieję.
                      • joa66 Re: PRL na świecie - do agatki 08.03.10, 14:28
                        Powtórzę:

                        "Osoba, o której pisze Guardian nie jest jedyną osobą (w UK) , która
                        to robi, jest tych osób cała masa. I wie o tym rodzina, sąsiedzi i
                        szkoła. I NIKT z tym nic nie robi. "

                        i tak dalej.
                  • kkokos Re: PRL na świecie - do agatki 08.03.10, 14:21
                    o matko, ale ty manipulujesz!

                    > Kobieta de facto zrobiła to samo co kkokos, użyła "starego" adresu
                    > po mężu z którym była rozwiedziona, aby dziecko mogło chodzić do
                    > lepszej podstawówki.


                    niezupełnie. jak napisałam, na początku rekrutacji złożyłam papiery
                    do dwóch szkół rejonowych (dla meldunku stałego i tymczasowego), w
                    trakcie rekrutacji zmieniły sie granice rejonów, w efekcie czego
                    moje dziecko z dnia na dzień przestało sie ubiegać o miejsce w
                    szkole rejonowej, bo stała się ona szkołą pozarejonową i do takiej
                    się dostało.

                    > Kobieta została postawiona przed Sądem, a zarzuty są bardo poważne
                    z
                    > tzw Fraud Act (prawo o oszustwach, machlojkach), są wątpliwości
                    czy
                    > to praw akurat się da zastosować dlatego sprawa została wycofana,
                    > niemniej kobieta miała sprawę w sądzie. Cała sprawa jest opisywana
                    > jako przestępstwo (a przynajmniej ewidentne naruszenie zasad
                    prawa),
                    > jakiś jednostkowy przypadek i jako takie potępione. A więcej
                    > komentując sprawe władze hrabstwa mówią że potrzebują środków
                    które
                    > takie przypadki zahamują w przyszłości, kar nie tak dotkliwych jak
                    > te wynikające z Fraud Act, ale takich które powstrzymaja rodziców
                    od
                    > oszustw:



                    czyli nie ma co biadolić, że u nich jest na to paragraf, a u nas
                    nie, bo u nich też nie ma.


                    > Po trzecie skoro została postawiona przed Sąd, to znaczy że ktoś
                    > musiał na to zwrócić uwagę, sprawdzić i "donieść" odpowiednim
                    > władzom.

                    w polsce też istnieją pieniacze, zapewniam cię, i ciągają przed sąd
                    za sprawy jednoznacznie i niejednoznacznie moralnie naganne.



                    > Po drugie jak przeczytasz dyskusję pod tym artykułem, refleksje są
                    > jednoznaczne-kobieta zrobiła źle i powinna zostać ukarana (może
                    nie
                    > bardzo cięzko ale powinna).


                    no oczywiście nie zauważyłaś np., co napisał jakiś podobny do ciebie
                    katon:

                    Quite surprised that most readers seem to think that what she
                    did wasn't that bad.


                    czyli jednak wymowa całej dyskusji nie jest jednoznacznie
                    potępiająca panią Patel, nawiasem mówiąc Hinduskę, więc część
                    dyskusji dotyczy też spraw rasowych oraz klasowych, co trochę
                    komplikuje sytuację i nie pozwala na prostą analogię do naszej
                    dyskusji.

                    jest sporo postów usprawiedliwiających, ale po co je zauważać, np.
                    ten:

                    This is not about fraud as much as it is about fairness. The current
                    system is not fair, so people are creating a fairer system by lying.



                    > Jak wyglada sytuacja w Polsce ?
                    Nikt oprócz pisania
                    > artykułów nigdy nie zrobił nic aby ten proceder ukrócić.

                    tam jak widać też nie, poszli do sądu i raczkiem się wycofali. u nas
                    dyrektorzy szkół chorujących na domeldowania mówią podobne rzeczy
                    jak cytowany David Ashton, że potrzebują narzędzi/kar - i tyle. on
                    też tylko mówi.


                    > Druga różnica: Kkokos mówi publicznie (a wiele osób ją popiera
                    > podczas naszej dyskusji) że zrobiła coś, za co W UK, kobieta
                    trafia
                    > pod Sąd.


                    donieś, próbuj walczyć, może ci się uda, w końcu ileż można stać z
                    boku biernie sie przyglądając?


                    Wyobrażasz sobie co działoby się w Polsce gdyby ktoś
                    > chciał ukarać rodzica za to, że zrobił fałszerstwo meldunkowe ?

                    fałszerstwo meldunkowe w polsce jest chyba czymś trochę innym - czy
                    w GB jest system meldunkowy jak u nas, z meldunkiem stałym i
                    tymczasowym? tę kobietę złapano na innym adresie w formularzu
                    podatkowym (składaniu pitów w innym urzędzie niż ten, który
                    przypisany jest do adresu podanego w szkole). u nas pity składasz
                    teoretycznie tam, gdzie mieszkasz, a naprawdę nie ma bata, by to
                    wyegzekwować - stąd awantury o podatki niepłacone w warszawie przez
                    przyjezdnych.
                    a prawo nakazujące obowiązek meldunku staje się powoli martwe (choć
                    brak meldunku może ci nieźle skomplikować życie). co w sumie daje
                    zupełny inny obraz przestępstwa meldunkowego niż tam.

                    czy wyobrażam sobie, że mieszkaniec przecznicy ulicy twardej idzie
                    do urzędu? na policję? do sądu? z donosem, że u sąsiada zameldowany
                    jest 12-latek, który de facto tam nie mieszka? szczerze mówiąc, nie
                    bardzo. nie mam cienia pojęcia, kto jest zameldowany u moich
                    sąsiadów i szczerze mówiąc, nic mnie to nie obchodzi. nie mam cienia
                    pojęcia, gdzie zameldowani są koledzy z klasy mojego dziecka i też
                    mnie to nie obchodzi.


                    Ja, mówiąca (tylko mówiaca !!!) że uważam to co
                    > zrobiła kkokos (i co robią tysiace innych rodziców niestety)za
                    > oszustwo doczekałam się wrednego ataku personalnego, zwymyślano
                    mnie
                    > od idiotek, moje dziecko (Bogu ducha winne zresztą) zostało
                    > wielokrotnie obrażone.


                    o nie nie, byłam jedyną osobą, która nazwała cię słodką idiotką,
                    nikt się nie przyłączył.
                    naprawdę uważasz, że obrażam twoje dziecko? no cóż, widać rozumiesz
                    to tak, jak chcesz rozumieć.



                    > Trzecia różnica: Dyskusja na forum. Na forum angielskim (poza
                    > jakimiś pojedyńczymi wyjątkami) opinia jest jasna-postępowanie
                    > kobiety było złe, system też jest do bani (może to nawet jest
                    główna
                    > konkluzja) według Anglików, którzy koncentruja się na tym czemu są
                    > szkoły do których nikt nie chce posyłać dzieci


                    znów manipulujesz. o forum pisałam wyżej, przekłamujesz, że opinia
                    jest jasna.


                    (my w Polsce raczej
                    > koncentrujemy się na tym czemu są szkoły elitarne, nikt jakoś nie
                    > postuluje aby tych dobrych szkół było więcej,

                    ??????????????? może jestem ślepa, ale jakoś nie zauważyłam, by
                    postulowano, by dobrych szkół było mniej


                    Świństwa zdarzają się w
                    > każdym kraju. Kwestią jest natomiast jak społeczeństwa je traktują
                    > i jak sobie radzą z ich eliminacją.

                    no jak widać z tekstu nie radzą
                    a jak widać z komentarzy pod tekstem, traktują niejednoznacznie,
                    prawdopodobnie zgodnie z zasadą, że punkt widzenia zależy od punktu
                    siedzenia. a swoją droga, naprawdę myślisz, że fora są miarodajne
                    dla opinii społecznej?? ja bym sie tam nie odważyła na tej podstawie
                    wyrokować, co myśli całe społeczeństwo.
                    • agatka_s Re: PRL na świecie - do agatki 08.03.10, 15:22
                      kkokos napisała:

                      > o matko, ale ty manipulujesz!

                      Nie manipuluje

                      >
                      > niezupełnie. jak napisałam, na początku rekrutacji złożyłam
                      papiery
                      > do dwóch szkół rejonowych (dla meldunku stałego i tymczasowego), w
                      > trakcie rekrutacji zmieniły sie granice rejonów, w efekcie czego
                      > moje dziecko z dnia na dzień przestało sie ubiegać o miejsce w
                      > szkole rejonowej, bo stała się ona szkołą pozarejonową i do takiej
                      > się dostało.

                      szczególy techniczne różnia, 2 meldunki, dostanie się do szkoły w
                      rejonie której się nie mieszka.
                      >
                      > >>
                      > czyli nie ma co biadolić, że u nich jest na to paragraf, a u nas
                      > nie, bo u nich też nie ma.

                      Nie wiadomo czy nie ma. Próbowali z tego paragrafu, ale prawnicy
                      uznali że to może być prawniczo trudne. I tak główną konsekwencją
                      dla pani Patal lat 41 (zauważ że nie Mrinal P.) jest to że wszystkie
                      gazety i serwisy piszą o niej "Mrinal Patel, 41 cheating Harrow
                      school mum", te 1000 GBP kary jakie jej groziło to pikuś przy tym...


                      > > Po trzecie skoro została postawiona przed Sąd, to znaczy że ktoś
                      > > >
                      > w polsce też istnieją pieniacze, zapewniam cię, i ciągają przed
                      sąd
                      > za sprawy jednoznacznie i niejednoznacznie moralnie naganne.
                      I to jest kwintesencja PRL, w Polsce to byliby pieniacze. W
                      Szwajcarii jak żle posortujesz śmieci to masz zaraz wizytę policji
                      bo sąsiad "doniesie", w Polsce to byłoby pieniactwo...
                      >
                      >
                      > > Po drugie jak przeczytasz dyskusję pod tym artykułem, refleksje

                      > > jednoznaczne-kobieta zrobiła źle i powinna zostać ukarana (może
                      > nie
                      > > bardzo cięzko ale powinna).
                      >
                      >
                      > no oczywiście nie zauważyłaś np., co napisał jakiś podobny do
                      ciebie


                      Zauważyłam. Napisałam że jest kilka innych wypowiedzi.

                      czyli jednak wymowa całej dyskusji nie jest jednoznacznie
                      > potępiająca panią Patel, nawiasem mówiąc Hinduskę, więc część
                      > dyskusji dotyczy też spraw rasowych oraz klasowych, co trochę
                      > komplikuje sytuację i nie pozwala na prostą analogię do naszej
                      > dyskusji.

                      Nie chciałam być posądzana o rasizm, ale myslę ze nie mówimy tu o
                      osobie od pokoleń wychowywanej w systemie wartości GB (choć może UK
                      tak) ma tu teżswoje znaczenie. Nie będe jednak wdawać się w kwestie
                      etniczne, bo to już zupełnie nie nasza para kaloszy.


                      >
                      > >
                      > This is not about fraud as much as it is about fairness. The
                      current
                      > system is not fair, so people are creating a fairer system by
                      lying.

                      No i to jest absurdalne myślenie, świat jest systemem ogólnie nie
                      fair, czy to znacza że aby to nadrobić wolno nam kłamać i
                      oszukiwać ?



                      > > Jak wyglada sytuacja w Polsce ?
                      > Nikt oprócz pisania
                      > > artykułów nigdy nie zrobił nic aby ten proceder ukrócić.
                      >
                      > tam jak widać też nie, poszli do sądu i raczkiem się wycofali. u
                      nas
                      > dyrektorzy szkół chorujących na domeldowania mówią podobne rzeczy
                      > jak cytowany David Ashton, że potrzebują narzędzi/kar - i tyle. on
                      > też tylko mówi.

                      Nie tylko, Pani Patel trafiła przed Sąd, i jest znana jako "cheating
                      mum", myślęże kilka następnych rodziców pomyśli.
                      >
                      > >>
                      >
                      > donieś, próbuj walczyć, może ci się uda, w końcu ileż można stać z
                      > boku biernie sie przyglądając?
                      >
                      Gdybym wiedziała o podobnym przypadku w swoim otoczeniu,
                      rozważyłabym to.
                      >
                      > Wyobrażasz sobie co działoby się w Polsce gdyby ktoś
                      > > chciał ukarać rodzica za to, że zrobił fałszerstwo meldunkowe ?
                      >
                      > fałszerstwo meldunkowe w polsce jest chyba czymś trochę innym -
                      czy
                      nie
                      > bardzo. nie mam cienia pojęcia, kto jest zameldowany u moich
                      > sąsiadów i szczerze mówiąc, nic mnie to nie obchodzi. nie mam
                      cienia
                      > pojęcia, gdzie zameldowani są koledzy z klasy mojego dziecka i też
                      > mnie to nie obchodzi.
                      >
                      > Napisałam: po pierwsze system jest zły. Też uważam że meldunek o
                      niczym nie powinien decydować (szczególnie jeśli chodzi już o szkoły
                      ponadpodstawowe gdy dziecko nie musi mieć szkoly 20 m od domu)
                      > > o nie nie, byłam jedyną osobą, która nazwała cię słodką idiotką,
                      > nikt się nie przyłączył.
                      > naprawdę uważasz, że obrażam twoje dziecko? no cóż, widać
                      rozumiesz
                      > to tak, jak chcesz rozumieć.
                      >
                      > Tak uważam że obrażasz mnie i moje dziecko wielokrotnie. Stosujesz
                      argumenty ad-personam i "ad-infantium"


                      Ja nigdy nie wypowiedziałam się o żadnym dziecku mniej zdolnym,
                      mniej pracowitym- nie kpie, nie ironizuje na temat dzieci, bo uważam
                      to za świństwo. Spotykam się natomiast non stop z drwinami na temat
                      mojego syna, ironią , epitetami w stylu "mózgowiec" "geniusz" itp
                      itd. Nie podoba mi się też gdy nazywasz mnie idiotką, ale Ok ja to
                      zniosę, od dziecka proszę się jednak odczepić bo on tu nie
                      dyskutuje. łatwo 40 letniej kobiecie obrażać 15-latka, tym bardziej
                      nieobecnego jako dyskutant.
                      > > Trzecia różnica: Dyskusja na forum. Na forum angielskim (poza
                      > > jakimiś pojedyńczymi wyjątkami) opinia jest jasna-postępowanie
                      > > kobiety było złe, system też jest do bani (może to nawet jest
                      > główna
                      > > konkluzja) według Anglików, którzy koncentruja się na tym czemu

                      > > szkoły do których nikt nie chce posyłać dzieci
                      >
                      >
                      > znów manipulujesz. o forum pisałam wyżej, przekłamujesz, że opinia
                      > jest jasna.

                      Jest jasna dla mnie, dałam link i każdy sobie może przeczytać.
                      >
                      >
                      > (my w Polsce raczej
                      > > koncentrujemy się na tym czemu są szkoły elitarne, nikt jakoś
                      nie
                      > > postuluje aby tych dobrych szkół było więcej,
                      >
                      > ??????????????? może jestem ślepa, ale jakoś nie zauważyłam, by
                      > postulowano, by dobrych szkół było mniej.
                      Verdana postuluje cały czas, aby do dobrych szkół dzieci nie
                      posyłać. No to jak wszyscy jej posłuchamy to one znikną...
                      >
                      > Świństwa zdarzają się w
                      > > każdym kraju. Kwestią jest natomiast jak społeczeństwa je
                      traktują
                      > > i jak sobie radzą z ich eliminacją.
                      >
                      > no jak widać z tekstu nie radzą

                      Moim zdaniem radzą. Oszustwo zostało napiętnowane i nazwane po
                      imieniu. Następni oszuści trochę pomyślą.


                      > > siedzenia. a swoją droga, naprawdę myślisz, że fora są
                      miarodajne
                      > dla opinii społecznej?? ja bym sie tam nie odważyła na tej
                      podstawie
                      > wyrokować, co myśli całe społeczeństwo.

                      Całe społeczeństwo rzadko jest jednomyślne co pokazują zazwyczaj
                      takie fora, ale fora przede wszystkim pozwalają "wyczuć" pewien
                      stosunek do różnych problemów, sposób argumentacji, nawet chociażby
                      sposób dyskutowania. Też bym chciała aby na polskich forach
                      dyskutować tak merytorycznie jak na tym cytowanym, bez używania słów
                      powszechnie uznanych za obraźliwe, argumentów ad personam i
                      opieraniu swoich pogladów wyłącznie na podstawie wyimaginowanych
                      sytuacji które rzekomo przydarzyły sie nazym licznym znajomym .
                      • joa66 Re: PRL na świecie - do agatki 08.03.10, 15:31
                        "Też bym chciała aby na polskich forach
                        dyskutować tak merytorycznie jak na tym cytowanym, bez używania słów
                        powszechnie uznanych za obraźliwe, argumentów ad personam i "

                        I tego możemy się uczyć od innych.


                        Ale nie uczciwości przy zapisywaniu do szkół. Niestety.
                        • agatka_s Re: PRL na świecie - do agatki 08.03.10, 15:34
                          joa66 napisała:

                          > "Też bym chciała aby na polskich forach
                          > dyskutować tak merytorycznie jak na tym cytowanym, bez używania
                          słów
                          > powszechnie uznanych za obraźliwe, argumentów ad personam i "
                          >
                          > I tego możemy się uczyć od innych.
                          >
                          >
                          > Ale nie uczciwości przy zapisywaniu do szkół. Niestety.

                          Możemy się uczyć jak z taką nieuczciwością sobie radzić. Po
                          pierwsze nazywając taką nieuczciwość, nieuczciwością.
                          • joa66 Re: PRL na świecie - do agatki 08.03.10, 15:41
                            Uczyć się możemy, ale na pewno nie od Anglików.

                            Pradwopodobnie od wielu innych nacji też nie.

                            Przykre, ale prawdziwe.

                            p.s. I tak podejrzewam, że ten proceder jest u nas rozwinięty na
                            mniejszą skalę, bo dotyczy niewielkiej ilości atrakcyjnych szkóŁ.
                          • joa66 Re: PRL na świecie - do agatki 08.03.10, 18:54
                            Przepraszam agatko za ciągnięcie tego nieszczęsnego wątku, ale nie
                            mogłam się powstrzymać:

                            To pokazuje, że nie jest to problem pani Patel, tylko tysięcy
                            rodziców w UK. Oni TO robią. A reakcja jest różna.

                            Czy to wzrost tego typu przypadków, czy zbliżające się wybory w UK
                            spowodowały zainteresowanie władz, trudno powiedzieć.

                            p.s. w jednym z wpisów na forum ktos pisze, że w Niemczech jest
                            jeszcze gorzej niż w Uk



                            news.bbc.co.uk/2/hi/uk_news/education/8334503.stm
                            liberalengland.blogspot.com/2009/07/why-parents-cheat-over-school.html
                            • joa66 Re: PRL na świecie - do agatki 08.03.10, 18:59
                              i jakie mają metody, co by nie mówić, wypracowane i sprawdzone:

                              * The most common tactic is for parents to use the address of a
                              relative, usually a grandparent, who lives inside the catchment area
                              of a popular secondary or primary school.

                              * The second most frequent method of cheating was parents renting a
                              flat for a few weeks during the application process.

                              * Other ways included pretending that the marriage has broken down
                              and the child is living with one parent inside the catchment area.

                              www.thisislondon.co.uk/standard/article-23763200-parents-who-lie-to-win-places-face-crackdown.do

                            • agatka_s Re: PRL na świecie - do agatki 08.03.10, 19:24
                              No ale przecież to jest dokładnie to co ja mówie !!! Miód na moje
                              serce:

                              1.System oparty na "meldunku" jest bez sensu. (tu jest opisane
                              jako "zip-code lottery")
                              2.Oszukiwanie meldunkiem jest oszustwem i powinno być traktowane jak
                              oszustwo.

                              Ale najważniejsze, że angielski artykuł mówi o walce z problemem i
                              problem nazywa po imieniu i dokładnie tak jak ja o tym pisałam ("he
                              described lying to get a place at a good school as a "theft" because
                              it deprived another child of that place"-no normalnie jakby ze mnie
                              cytowali), Problem jest zindentyfikowany,łącznie z podaniem ilosci
                              osób które oszukały: 3500 na 2 miliony miejsc (0,175%) Tak czy siak
                              mówi się o tym, że to jest jakaś garstka rodziców którzy to robią
                              (small minority). Problem zindentyfikowany-działania będą podjęte.
                              Chciałabym żyć w takim kraju gdzie tak podchodzi się do patologii.

                              Polski artykuł mówi o zjawisku masowym w tej szkole we Wrocławiu i
                              jedyna konkluzja jaka z tego artykułu się wyłania, że się z nim
                              walczyć nie daje i nie da. Pokaż mi jakąkolwiek wypowiedź
                              kogokolwiek w Polsce że z tym OSZUSTWEM należy walczyć i kogos kto
                              mówi jak walczyć ?



                              Powiem raz jeszcze PRL w nas polega na tym ze takie oszustwa się
                              toleruje i nikt nie ma odwagi (albo nikomu się nie chce bo my
                              wszyscy funkcjonujemy na bazie jakiś mniejszych lub większych
                              oszustw) nazwać ich oszustwami i z nimi walczyć jak z oszustwami.
                              To samo dotyczy fałszywych rent (tylko nikt jakoś nie rozumie że
                              kazdy fałszywy rencista wyciaga z NASZEJ kieszeni), fałszywych
                              zwolnień (nie tylko w szkole ale przede wszystkim pracy).


                              Nie chce mi się już o tym gadać. Mam tylko nadzieję że nastepne
                              pokolenie, choć pewnie sporo w nim będzie oszustów będzie umiało
                              sobie z takimi oszustwami radzić już nie po PRL-owsku.
                              • agatka_s Re: PRL na świecie - do agatki 08.03.10, 19:32
                                A i jeszcze jedna rzecz mi się przypomniała.

                                Kiedy w Reytanie był jeszcze rejon, ludzie masowo przemeldowywali
                                dzieci. Na zebraniu dla kandydatów pani Dyrektor z Reytana błagała-
                                ludzie nie przemeldowujcie dzieci-robicie im krzywde bo sobie potem
                                nie dadzą rady. Na zebraniu byłi Dyrektorzy okolicznych gimnazjów
                                bo oni byli zainteresowani aby Ci kandydaci przyszli do nich,
                                błagali-dajcie dzieci do nas.

                                No i co ? Z tego własnie rocznika w drugiej klasie ogłoszono nabór
                                dodatkowy bo prawie 1/3 klas musiała po pierwszej klasie odejść bo
                                sobie rady nie dawali.

                                To już tak zupełnie obok tematu oszustwo, to jest poprostu czasem
                                szkodliwe dla dzieci.
                                • joa66 Re: PRL na świecie - do agatki 08.03.10, 19:44
                                  Uporządkujmy:

                                  1) przemeldowywanie dziecka to jest oszustwo

                                  2) JA jestem w stanie zrozumieć (nie znaczy aprobować) rodziców ,
                                  którzy z powodów dramaycznej sytaucji, w ten sposób "ratują" dziecko

                                  3) Twoje pytanie o to jak bym wytłumaczyła taką sytuację komuś z
                                  Anglii czy Niemiec jest jednak śmieszne, kiedy zna się fakty. Wielu
                                  rzeczy moglibyśmy sie od nich uczyć, ale tego akurat - nie.
                                  • agatka_s Re: PRL na świecie - do agatki 08.03.10, 20:03
                                    joa66 napisała:

                                    > Uporządkujmy:
                                    >
                                    > 1) przemeldowywanie dziecka to jest oszustwo

                                    Zgoda.
                                    >
                                    > 2) JA jestem w stanie zrozumieć (nie znaczy aprobować) rodziców ,
                                    > którzy z powodów dramaycznej sytaucji, w ten sposób "ratują"
                                    dziecko

                                    A ja nie, bo można sparwę rozwiązać legalnie nawet w najbardziej
                                    dramatycznej sytuacji (poza tym tak jak pisałam w Polsce (z artykułu
                                    wynika że i w UK) nie chodzi o dramatyczne sytuacje tylko o
                                    przemeldowywanie do dobrych, najlepszych szkół i to niestety czesto
                                    de facto krzywdzac dzieci.
                                    >
                                    > 3) Twoje pytanie o to jak bym wytłumaczyła taką sytuację komuś z
                                    > Anglii czy Niemiec jest jednak śmieszne, kiedy zna się fakty.
                                    Wielu
                                    > rzeczy moglibyśmy sie od nich uczyć, ale tego akurat - nie.

                                    Jakie fakty ? że mówimy o 0,175% zjawisku patologicznym ?
                                    Gwarantuje ci że większość Brytyjczyków nie będzie zjawiska
                                    rozumieć. Ciekawe jaki procent patologii byłby w Polsce ? Sądząc po
                                    moich doświadczeniach z Reytana gdzie około połowa dzieci była
                                    przemeldowywana (tak mowiła pani Dyrektor) to będzie to w okolicach
                                    kilkunastu procent a nie promili. A gwarantuje Ci że każdy Polak wie
                                    co to są fałszywe renty, fałszywe meldunki, fałszywe L4-to dla
                                    większosci z nas norma, zero zażenowania że się oszukuje.


                                    Ale już naprawde nie chce mi się dyskutować. Załóżmy że każda z nas
                                    zostanie przy swojej opinii. Szanuje to , że uważasz inaczej i tyle.
                                    • joa66 Re: PRL na świecie - do agatki 08.03.10, 20:17
                                      fajnie, ale uważam, ze w Polsce WIĘKSZOŚĆ populacji nie wie o
                                      fałszywych meldunkach jako metody dostania się do wybranej szkoły,
                                      bo ich to w żaden sposób nie dotyczy.


                                      Znam za to kilka osób z tzw. krajów zachodnich, którzy problem znają
                                      od LAT, mimo, że ich osobiście nie dotyczy.

                                      Agatko- chcesz czy nie - takie i podobne oszustwa to jest POWAŻNY
                                      problem w tych krajach, a nie marginalny. Problem, którym do tej
                                      pory NIKT się tam nie zajął, poza gadaniem.

                                      p.s. nie jest to oszustwo, ale znajoma zrezygnowała z etatu na
                                      uczelni, zaczęła pracę w szkole, tylko po to, żeby jej dzieci
                                      dostały się do tej szkoły (w statucie miała to zagwarantowane).
                                      Szkoły w UK (i nie tylko) to naprawdę jest poważny problem.
                                    • jakw Re: PRL na świecie - do agatki 12.03.10, 23:01
                                      >Sądząc po
                                      > moich doświadczeniach z Reytana gdzie około połowa dzieci była
                                      > przemeldowywana (tak mowiła pani Dyrektor) to będzie to w
                                      okolicach
                                      > kilkunastu procent a nie promili.

                                      Ech, żeby aż kilkanaście % gimnazjów rejonowych było wartych
                                      przemeldowywania się...
                                • kkokos Re: PRL na świecie - do agatki 08.03.10, 20:19
                                  >> Kiedy w Reytanie był jeszcze rejon, ludzie masowo przemeldowywali
                                  > dzieci. Na zebraniu dla kandydatów pani Dyrektor z Reytana błagała-
                                  > ludzie nie przemeldowujcie dzieci-robicie im krzywde bo sobie potem
                                  > nie dadzą rady.

                                  całą tę sytuację pamiętam jako dość komiczną.
                                  był dziki, absolutnie dziki tłum rodziców i kandydatów - nie kilkadziesiąt-sto
                                  osób, jak widziałam w innych szkołach, ale całą duża sala gimnastyczna
                                  wypełniona tak, ze szpilki nie można wetknąć.
                                  dyrektor opowiadał, że od czasu stworzenia rejonu w szkole zaczęły się
                                  kradzieże, że musieli pozamykać wszystkie wejścia poza głównym i zrobić
                                  identyfikatory, że w klasach rejonowych może troje-pięcioro słucha nauczyciela
                                  na lekcji, ale tak naprawdę to nie ma nauki, tylko walka o obecność i choćby
                                  pozory dyscypliny, że szkoła dzięki rejonowi spada na pysk, że mają kłopoty, by
                                  dać sobie z tymi uczniami radę - więc nie przemeldowujcie dzieci do rejonu, bo
                                  klasy rejonowe to ruja i poróbstwo. to podejrzewam miało przemówić do wyobraźni
                                  bardziej niż "nie dadzą sobie rady". a efekt był zapewne taki, że rodzice
                                  zdecydowani nie posyłać swoich dzieci do rejonów umocnili się w swym przekonaniu
                                  "rejon = śmierć". każdy rejon i z definicji, skoro tak o rejonie mówi dyrektor
                                  takiej dobrej szkoły, mądry człowiek i doświadczony pedagog.

                                  Na zebraniu byłi Dyrektorzy okolicznych gimnazjów
                                  > bo oni byli zainteresowani aby Ci kandydaci przyszli do nich,
                                  > błagali-dajcie dzieci do nas.

                                  np. czwórki, od lat na ostatnim miejscu w dzielnicy, za to mogącym się pochwalić
                                  relacjami rodziców na forum, którzy to rodzice w panice przenosili dzieci po
                                  kilku tygodniach pierwszej klasy. dość zabawny pomysł z tą prezentacją przed
                                  rozjuszonym tłumem w reytanie, który nie o czwórce przyszedł słuchać.

                                  > To już tak zupełnie obok tematu oszustwo, to jest poprostu czasem
                                  > szkodliwe dla dzieci.

                                  ależ pewnie nikt nie będzie się na ten temat wykłócał, oczywiście czasem takie
                                  oszustwo to krzywda dla dziecka. a czasem wręcz przeciwnie. i rzeczywiście jest
                                  to obok tematu.
                              • joa66 Re: PRL na świecie - do agatki 08.03.10, 19:39
                                agatko - w Anglii dopiero teraz władze (połowa 2009) zaczynają o tym
                                mówić , mimo, że trwa to od lat (przynajmniej ja czytałam o tym o
                                wiele wczesniej) i nikt nie wprowadził żadnego konkretnego
                                rozwiązania.

                                Działania władz są takie same/porównywalne do polskich. Dlaczego
                                władze brytyjskie nie zrobiły NIC , żeby rozwiązać problem, który
                                istnieje od LAT?

                                Przyzwolenie społeczne - w obu krajach pozwoliło na rozwój tego
                                procederu

                                Reakcje na forum - poczytaj wpisy pod artykułem o Wrocławiu - wiele
                                (większośc) to potępia . Czyli poziom apropbaty społecznej jest
                                podobny.

                                Naprawdę widzisz TYLKO komentarze potępiające na forach brytyjskich
                                i pochwalające na forach polskich, naprawdę?

                                Przeczytaj jeszcze raz polski artykuł, tam też włądze szkoły walczą
                                z problemem (nawet dzielnicowego o pomoc proszą). Z jakim skutkiem?
                                Z takim samym jak Brytyjczycy. Bo pozwanie do sądu JEDNEJ kobiety,
                                dopiero w 2009 roku i a potem jej zwolnienie, to chyba nie jest
                                sukces?
                              • kkokos Re: PRL na świecie - do agatki 08.03.10, 19:56
                                o matko, już też nie chce mi się gadać, ale znowu manipulujesz.


                                > Ale najważniejsze, że angielski artykuł mówi o walce z problemem i
                                > problem nazywa po imieniu (...) Pokaż mi jakąkolwiek wypowiedź
                                > kogokolwiek w Polsce że z tym OSZUSTWEM należy walczyć i kogos kto
                                > mówi jak walczyć ?


                                cytat z rzeczonego artykułu o wrocławiu:

                                Jadwiga Żakowska, dyrektorka Gimnazjum nr 23: - W zeszłym roku po pierwszym
                                naborze okazało się, że mamy tylko dziewięcioro dzieci spoza rejonu. Musimy z
                                tym walczyć (...) Dyrektor Żakowska poprosiła o pomoc dzielnicowego. Wraz ze
                                szkolną pedagog odwiedził "wątpliwe" adresy: - Zdarzały się sytuacje, że pod
                                jednym adresem zameldowana była dwójka niespokrewnionych ze sobą dzieci, a nikt
                                ich nigdy w tym mieszkaniu nie widział.
                                Takie przypadki szkoły zgłaszają do wydziału edukacji. Urzędnicy zastanawiają
                                się, jak problem rozwiązać. - Są pomysły, żeby, jak w przypadku rekrutacji do
                                przedszkoli, sprawdzać, gdzie rodzice składają PIT-y - mówi dyrektor Żakowska


                                więc nie naginaj, że nikt nigdy-przenigdy u nas nie stwierdził, że z tym NALEŻY
                                walczyć i że nie próbuje walczyć. nie chce mi się szukać podobnych tekstów o
                                twardej, ale kołacze mi się w pamięci, że też było. a na zebraniu dla rodziców
                                dyrekcja twardej wprost - i bardzo niezgodnie z prawem - straszyła: jak kogoś
                                złapiemy na fałszywym meldunku, dostanie wilczy bilet i nie przyjmie go żadne
                                gimnazjum w warszawie.

                                ja naprawdę nie rozumiem, w czym ty widzisz tę wyższość londyńczyków wynikającą
                                z tego tekstu - że złapali 1200, a we wrocławiu kilku-kikunastu? że zrobili
                                estymację na 3,5 tys.? we wrocławiu tez oszacowali: Wśród nich jest zwykle
                                5-10 proc. dzieci, które mają inny adres niż ich rodzice
                                . chyba inaczej
                                rozumiemy słowo masowy, nawet jeśli zgodzimy się, że 0,175 proc. to znacznie
                                mniej niż 5-10 proc.

                                budujesz sobie jakąś idealną wizję. tam nie jest napisane "problem
                                zidentyfikowany - działania będą podjęte". tam jest "plans outlined
                                today", "we need to look at further sanctions", "some local
                                authorities have suggested that criminal or civil penalties could be
                                used
                                to sanction parents that undertake deceptive behaviour." to są
                                wszystko pomysły, plany itd., nie rzeczywistość. we wrocławiu też "urzędnicy
                                zastanawiają się" - a dlaczego dziennikarz nie zapytał ich akurat, tylko
                                poprzestał na dyrektorach szkół, to już inne pytanie.
                      • kkokos Re: PRL na świecie - do agatki 08.03.10, 18:06
                        > Nie wiadomo czy nie ma.

                        oj, zaczynamy się już kręcić bez sensu. podejrzewam, że nie ma, bo gdyby był,
                        skarżyliby z tego innego, by mieć pewność, że się uda. nie wiemy, czy dla pani
                        patel jej nazwisko w prasie połączone z cheater mum było tak straszną karą - ja
                        jej nie znam, nie wiem, czy od tej pory przemyka kanałami ze wstydu, czy też
                        może otrzymała wsparcie od tłumu uważających, że po prostu miała pecha.
                        nawiasem mówiąc, uważam polski system zakazujący pisania o osobach prywatnych po
                        nazwisku dopóki sąd nie orzeknie o winie za znacznie bardziej cywilizowany niż
                        krwiożerczy, tabloidowy system brytyjski.
                        przyjmijmy również, że pewności co do kolejnych oszustów, że się teraz dwa razy
                        zastanowią, także nie mamy - nie siedzimy w ich głowach, a badań/statystyk co do
                        samego oszustwa wszak nie ma.


                        > No i to jest absurdalne myślenie, świat jest systemem ogólnie nie
                        > fair, czy to znacza że aby to nadrobić wolno nam kłamać i
                        > oszukiwać ?

                        może absurdalne - ale ewidentnie nie jest polską specjalnością

                        > Verdana postuluje cały czas, aby do dobrych szkół dzieci nie
                        > posyłać. No to jak wszyscy jej posłuchamy to one znikną...

                        hm, ja tam widzę, że postuluje tylko, by nie traktować dobrych szkół jak
                        fetysza, co to zawsze, wszędzie i dla każdego będzie jedynym dobrym
                        rozwiązaniem, ale może nie zrozumiałam.


                        Spotykam się natomiast non stop z drwinami na temat
                        > mojego syna, ironią , epitetami w stylu "mózgowiec" "geniusz" itp
                        > itd. Nie podoba mi się też gdy nazywasz mnie idiotką, ale Ok ja to
                        > zniosę, od dziecka proszę się jednak odczepić bo on tu nie
                        > dyskutuje. łatwo 40 letniej kobiecie obrażać 15-latka, tym bardziej
                        > nieobecnego jako dyskutant.


                        nie non stop, bo nikt poza mną tak nie pisze, a ja ostatnio przez dłuuugie
                        miesiące twoich postów nie komentowałam, dopóki znów nie wystawiłaś swojego
                        dziecka na strzał. ja naprawdę wierzę, że masz fajnego, mądrego, pozbieranego
                        syna i absolutnie bez ironii życzę mu wszystkiego najlepszego - mnie tylko
                        śmieszy i irytuje sposób, w jaki o nim piszesz: krygujesz się, wdzięczysz "no
                        ale przecież dobre stopnie przy odrabianiu lekcji na trybunach przez 20 min., a
                        nie przy biurku przez 2 h to chyba coś normalnego??", "jak to, nie robicie
                        tabelek z progami punktowymi??". to mnie śmieszy, twoja minoderia, a nie twój
                        syn. a jeśli to nie minoderia, tylko szczere naiwne zdziwienie, to tym gorzej.
                        btw. mózgowiec to dla mnie bynajmniej nie obelga.

                        • agatka_s Re: PRL na świecie - do agatki 09.03.10, 09:09
                          kkokos napisała:

                          >> nie non stop, bo nikt poza mną tak nie pisze, a ja ostatnio przez
                          dłuuugie
                          > miesiące twoich postów nie komentowałam, dopóki znów nie
                          wystawiłaś swojego
                          > dziecka na strzał. ja naprawdę wierzę, że masz fajnego, mądrego,
                          pozbieranego
                          > syna i absolutnie bez ironii życzę mu wszystkiego najlepszego -
                          mnie tylko
                          > śmieszy i irytuje sposób, w jaki o nim piszesz: krygujesz się,
                          wdzięczysz "no
                          > ale przecież dobre stopnie przy odrabianiu lekcji na trybunach
                          przez 20 min., a
                          > nie przy biurku przez 2 h to chyba coś normalnego??", "jak to, nie
                          robicie
                          > tabelek z progami punktowymi??". to mnie śmieszy, twoja minoderia,
                          a nie twój
                          > syn. a jeśli to nie minoderia, tylko szczere naiwne zdziwienie, to
                          tym gorzej.
                          > btw. mózgowiec to dla mnie bynajmniej nie obelga.
                          >

                          Co do znaczy wystawiać dziecko na strzał ? Czy to forum to kółko
                          strzelnicze ? A rolą dyskutujących matek jest strzelać do dzieci
                          innych matek (z zawiści ?, zazdrości?, bezinteresownej
                          życzliwości ?) jak do kaczek?

                          Myślałam że forum jest po to aby sobie pomagać, dzilić się
                          informacjami, opiniami i dyskutować na ich temat (opinii), a
                          nie "strzelać" do kogokolwiek.

                          Co do zarzutu że się mizdrzę:

                          Nigdy nie twierdziłam, że typ szkoły o który pytała autorka wątku
                          (Twarda/Batory) to szkoła dla dzieci "przeciętnych" i spotykanych w
                          przyrodzie masowo. Jeśli ktoś chce do takiej szkoły zdawać to
                          raczej wie co to oznacza i powinien rozumieć na co jego dziecko
                          będzie "skazane" (zakładam że jeśli ktoś rozważa takie szkoły to ma
                          choć minimum wiedzy co to znaczy chodzić do gimnazjum
                          dwujęzycznego). Ja od razu napisałam że są to szkoły gdzie chodzi
                          młodzież "wyselekcjonowana" (zdolnościami i ambicjami) i młodzież ta
                          jest właśnie taka jak mój syn-zorganizowana i pozbierana bo
                          posiadająca liczne zaintersowania poza szkołą. Ba napisałam że chęć
                          uczenia się na instrumencie pomoże, bo to takie właśnie
                          zorganizowanie wymusi. Mój syn w takim typie szkoły jest absolutną
                          normą i to jest poprostu fakt. Myslę że dla kogoś kto taką szkołę
                          rozważa to jest cenna konkretna informacja, a nie mizdrzenie się.

                          Ja nie wypowiadam się w wątkach gdzie mamy mówią o problemach
                          typu "dziecko kompletnie sę nie uczy" "przynosi same jedynki" "ma
                          problemy emocjonalne, nic mu się nie chce"-bo na takich sytuacjach
                          poprostu się nie znam (i obym nigdy się nie poznała) i gdybym się
                          mądrzyła to byłoby to poprostu śmieszne. Gdybym matce kórej syn ma
                          same jedynki opowiadała jak to mój syn się wspaniale uczy, to
                          rzeczywiscie byłoby głupie i nawet perfidne (nie zrobiłam tego
                          nigdy). Ale akurat o szkołach typu Twarda/Reytan/Batory mam prawo
                          się wypowiadać i mam prawo twierdzić, że dla dzieci które np chodzą
                          do klasy mojego syna, dłuższe lekcje i wiele zajęć poza szkołą
                          (niekoniecznie w formie zorganizowanej) są bez problemu, bo to
                          poprostu wiem. A takie było pytanie autorki. Czy w takich szkołach
                          dzieci sobie dają radę. Tak, jeśli już zostaną wyselekcjonowane, to
                          te dzieci potem DAJĄ SOBIE RADĘ.


                          Napisałam też uczciwie ze jeśli dziecko ma prblemy z organizacją,
                          nie ma pozytywnego stosunku do lekcji, szkoły, to takie szkoły
                          odradzam (co też potwierdza przykład dzieci przemeldowywanych na
                          siłę które poodpadały).


                          Nigdy nie dziwiłam się ze ktoś nie robi wykresów (bo ja robie
                          wykresy nie tabelki). Napisałam nawet, że to moje zboczenie bo ja
                          mam zacięcie do statystyki i jak sobie nie zrobie jakiś zestawień to
                          niewiele widzę. Nigdy nie krytykowałam osób które mają inne
                          podejście, choć zdarzało mi się podważać słuszności niektórych metod
                          selekcji szkół (np poleganie na opinii innych, albo poszukiwanie
                          mitycznej "atmosfery", które uważam za bezużyteczne). Ale to jest
                          dyskusja merytoryczna o metodzie, a nie używanie epitetów w
                          stylu "słodka idiotka" wobec osób wierzących w taką a nie inną
                          metodę.


                          • kkokos Re: PRL na świecie - do agatki 10.03.10, 18:44
                            agatka_s napisała:

                            > kkokos napisała:


                            agatko, ta dyskusja nie ma sensu. odpowiadam tylko po to, by jeszcze raz cię
                            zapewnić, ze nie było moja intencją wyśmiewanie twojego syna, bo to rzeczywiście
                            byłoby żenujące. i jeśli cokolwiek na jego temat mnie śmieszy, to sposób, w jaki
                            ty o nim czasem piszesz. ale nie ma sensu zapewnianie mnie, że się nie
                            mizdrzysz, bo ja to tak subiektywnie odbieram i choćbyś napisała 500 razy, że
                            tak nie jest, to nie zmieni to mojego subiektywnego odczucia i tyle (jak ma
                            zachwycać, jak nie zachwyca). eot, mam nadzieję.
                    • jakw Re: PRL na świecie - do agatki 11.03.10, 19:48
                      kkokos napisała:


                      > fałszerstwo meldunkowe w polsce jest chyba czymś trochę innym -
                      czy
                      > w GB jest system meldunkowy jak u nas, z meldunkiem stałym i
                      > tymczasowym? tę kobietę złapano na innym adresie w formularzu
                      > podatkowym (składaniu pitów w innym urzędzie niż ten, który
                      > przypisany jest do adresu podanego w szkole). u nas pity składasz
                      > teoretycznie tam, gdzie mieszkasz, a naprawdę nie ma bata, by to
                      > wyegzekwować - stąd awantury o podatki niepłacone w warszawie
                      przez
                      > przyjezdnych.
                      > a prawo nakazujące obowiązek meldunku staje się powoli martwe
                      (choć
                      > brak meldunku może ci nieźle skomplikować życie). co w sumie daje
                      > zupełny inny obraz przestępstwa meldunkowego niż tam

                      A partia aktualnie rządzaca obiecywała nawet zniesienie obowiązku
                      meldunkowego...Ciekawe do którego gimnazjum trafiałyby dzieci
                      nigdzie niezameldowane?



                      > czy wyobrażam sobie, że mieszkaniec przecznicy ulicy twardej idzie
                      > do urzędu? na policję? do sądu? z donosem, że u sąsiada
                      zameldowany
                      > jest 12-latek, który de facto tam nie mieszka?

                      Ja jestem sobie w stanie wyobrazić, że spółdzielnia ściągnęłaby
                      dodatkowy czynsz za dodatkową osobę ;-)

        • jakw Re: A jednak nie tylko w Warszawie.... 12.03.10, 23:14
          Dokładnie. Gdyby rodzice byli przekonani, że w rejonowym gimnazjum:
          a) inni uczniowie nie będą mieli zapędów niszczycielskich względem
          ich dziecka
          b) dziecko będzie w stanie nauczyć się przynajmniej tyle, na ile
          pozwalają jego chęci (dobrze wspomagane przez szkołę)i potencjał
          intelektualny
          itp
          to ciekawe, czy byłoby dużo chętnych do "fundowania" dzieciakom
          dalekich dojazdów do szkoły
    • kmir Re: A jednak nie tylko w Warszawie.... 08.03.10, 12:47
      agatka_s napisała:
      > Ale fundowanie dziecku przyszłości zbudowanej na
      > oszustwie i cwaniactwie to już w o góle jakaś porażka.

      Przeczytałem wszystkie wypowiedzi w tym wątku i pomyslałem sobie o
      innym przykładzie oszustwa i kłamstwa na którym niektórzy rodzice
      budują przyszłość swoich dzieci - niestety spotykanym w szkołach w
      skali masowej. Mam na myśli usprawiedliwianie przez rodziców
      nieobecności dzieci w szkole - w sytuacji kiedy rzeczywistym powodem
      nieobecności jest trudna klasówka.
      • Gość: menodo Re: A jednak nie tylko w Warszawie.... IP: *.ip.netia.com.pl 08.03.10, 15:47
        "Przeczytałem wszystkie wypowiedzi w tym wątku i pomyslałem sobie o
        innym przykładzie oszustwa i kłamstwa na którym niektórzy rodzice
        budują przyszłość swoich dzieci - niestety spotykanym w szkołach w
        skali masowej. Mam na myśli usprawiedliwianie przez rodziców
        nieobecności dzieci w szkole - w sytuacji kiedy rzeczywistym powodem
        nieobecności jest trudna klasówka."

        Przez 6 lat pobytu mojego syna na Raszynskiej/Bednarskiej nie napisalam ani
        jednej peosby o usprawiedliwienie jego nieobecnosci. Kiedy byl chory,mowil ze
        jest chory, kiedy mu sie nie chcialo isc do szkoly - nie wiem co mowil. Mial
        problem z zaliczeniem silowni, bo mowil, ze brzydzi sie itsniejacym tam smrodem,
        wiec do 3 klasy przeszedl z warunkowym zaliczeniem w-fu , ale "na szczescie" w
        czasie szkolnych rozgrywek pilkarskich zlamal reke, wiec mial zwolnienie ze
        szpitala - i zostal dopuszczony do matury. Nigdy nie interesowalo cos takiego
        jak "srednia" jego ocen albo ocena z zachowania. Ogolnie byl srednim uczniem,
        chociaz wybitnym z 3 przedmiotow.

        Dla corki w publicznym gimnazjum zdarzylo mi sie kilka razy napisac prosbe o
        usprawiedlienie jej nieobecnosci z powodu - zgodnego z prwawda- zlego
        samopoczucia dziecka. Te usprawiedliwienia byly uwzgledniane przez wychowawce.
        Zwlaszcza w 3 klasie,kiedy corka w samotnie przygotowywala sie do kilku
        konkursow i psa z kulawa noga obchodzilo, ile czasu na to poswieca i kosztem
        czego sie to odbywa. W innych szkolach oczywiste bylo to, ze np. w tygodniu
        poprzedzajacyn final konkursu dziecko jest zwolnione nie tylko z pisania
        klasowek, ale w ogole z obowiazku przychodzenia do szkoly.

        W liceum corki procedura usprawiedliwien wyglada tak, ze w dniu nieobecnosci
        dziecka obowiazkiem rodzica jest zadzwonic do wychowawcy i poinformowac go - co
        i dlaczego. Raz, w dniu waznej klasowki, zadzwonilam do wychowawczyni,
        powiedzialam, ze poprzedniego dnia corka miala skomplikowane badania oczu - i
        zwyczajnie nie nadaje sie do pisania klasowki, bo oczy nadal ja bola.
        Uslyszalam cos mniej wiecej - ale to chyba oczywiste, my jestesmy normalnymi
        ludzmi i rozumiemy, ze uczen moze byc nieobecny na klasowce z roznych powodow.
        Niemniej, corka stara sie byc obecna na klasowkach,nawet jesli jest slabo
        przygotowana, bo z doswiadczenia wie, ze te organizowane w drugim terminie sa o
        wiele trudniejsze:)

        W zwiazku z tym nie rozumiem w ogole problemu nieprzychodzenia uczniow na
        klasowki i zjawiska niemoralnego zachowania rodzicow, ktorzy te nieobecnosci
        probuja usprawiedliwiac.



        --
        • joa66 Re: A jednak nie tylko w Warszawie.... 08.03.10, 15:58
          ""W zwiazku z tym nie rozumiem w ogole problemu nieprzychodzenia
          uczniow na
          klasowki i zjawiska niemoralnego zachowania rodzicow, ktorzy te
          nieobecnosci
          probuja usprawiedliwiac"

          Nie dotyczy to mojego dziecka ( przede wszytskim z powodów, z
          których nie dotyczyło to syna menodo)

          Ale przyznaję się bez bicia, swego czasu mój własny ojciec napisał
          mi takie usprawiedliwienie (nie chodziło o klasówkę, tylko ogólną
          niemoc) Podejrzewam, że nie był wyjątkiem.

        • Gość: dede Re: A jednak nie tylko w Warszawie.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.03.10, 18:12
          To ja Ci opowiem. Nie tak dawno miałam nast. sytuację. Jest godz. ok
          10.00, a więc 3 lekcja. Do sali zagląda pani.Mama, znam. Nie wolno
          takich rzeczy robić, ale jakoś się przemknęła. Wyszłam Mama
          przeprasza, mówi:"chciałam tylko kasi dać klucze do mieszkania"
          Mówię, że Kasi nie ma w szkole. Długie milczenie, widaćże myśli
          biegają i "Aaa, tak miała pójść do lekarza." No i co robić?
          Ewidentne kłamstwo i to nieudolne. I takich przykładów można podać
          wiele. Rozumiem dyr Mirowskiego i podzielam jego pogląd.
          • Gość: menodo Re: A jednak nie tylko w Warszawie.... IP: *.ip.netia.com.pl 08.03.10, 19:04
            dede napisał(a):

            > To ja Ci opowiem. Nie tak dawno miałam nast. sytuację. Jest godz. ok
            > 10.00, a więc 3 lekcja. Do sali zagląda pani.Mama, znam. Nie wolno
            > takich rzeczy robić, ale jakoś się przemknęła. Wyszłam Mama
            > przeprasza, mówi:"chciałam tylko kasi dać klucze do mieszkania"
            > Mówię, że Kasi nie ma w szkole. Długie milczenie, widaćże myśli
            > biegają i "Aaa, tak miała pójść do lekarza." No i co robić?
            > Ewidentne kłamstwo i to nieudolne. I takich przykładów można podać
            > wiele. Rozumiem dyr Mirowskiego i podzielam jego pogląd."

            Rozumiem. Ale co chcesz mi udowodnic? Ze jakas matka - idiotka jest osoba,ktora
            nie ma wstydu i klamie w zywe oczy? I na co ma byc to dowod?
            Nie wiem, co mozna zrobic idiotami ani rodzicami idiotow do potegi entej. Nie
            czuje sie ekspertem w tych rejonach obcej mi zreszta rzeczywisci.
            Nie sadze, aby dyr. Mirowski, podejmujac ten temat, chcial go rozwijac na takim
            poziomie. Jesli tak, to sorry, ale ja odpadam.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka