Dodaj do ulubionych

Studia zagraniczne..

07.02.14, 16:46
a konkretnie w UK.

Ze znajomych "dzieci" już czwarte dostało ofertę z uczelni w UK (uczelnie od pierwszej dziesiątki do piewrszej setki w rankingach) i żadne nie chodzilo do klasy IB.

Nie zniechęcam do klas IB - żałuję, ze ich nie było za moich czasów, żałuję, ze mój syn nie chciał :) - chce tylko poinformować , że polska matura nie zamyka drzwi do zagranicznych uczelni, nie tylko teoretycznie ale i w praktyce. Może ta informacja komuś pomoże w wyborze liceum/klasy.
Obserwuj wątek
    • agatka_s Re: Studia zagraniczne.. 08.02.14, 14:08
      Ale dla pełni obrazu, należy wspomniec że w niektórych krajach (może uczelniach, bo znam tylko 4 konkretne przypadki z 2 krajów) jest łatwiej, bo wyniki IB są akceptowane od razu, a z polską maturą trzeba dodatkowo jeszcze potwierdzac np znajomosc matematyki na odpowiednim poziomie, i angielskiego dodatkowymi egzaminami. IB nie jest jedyną maturą rozpoznawalną, bo takich matur jest kilka (np niemiecka, szwajcarska), ale akurat polska do nich nie należy, choc może to wynikac z małej ilosci polskich studentów (jak na razie) i zwyczajnie braku doświuadczenia uczelni z absolwentami polskich liceów.
      • tinywee Re: Studia zagraniczne.. 09.02.14, 12:39
        Ale formalnie to już chyba długo tak jest, przynajmniej w Europie? O praktyce pisze agatka_s; wszędzie trzeba zdać dodatkowo egzamin z angielskiego; no i zdaje się oferty z UK, niekoniecznie na najlepsze rankingowo uczelnie, są często na 90% plus z matury, co wydaje się sporym wymaganiem (być może wyższym niż analogiczne z IB).

        Poza wszystkim, przy nowym, wyspecjalizowanym i okrojonym programie liceum, IB wydaje się ofertą dającą po prostu lepsze wykształcenie średnie, zwłaszcza w przedmiotach ścisłych (choć nie zaniedbuje też humanistycznych). Tylko nie jest zdaje się ofertą dla wszystkich, raczej dla tych bardziej wewnątrzsterownych.

        Tu krótki materiał o IB ze strony 33.: www.youtube.com/watch?v=miBoDPQNb88

        Natomiast zastanawiam się co do wyboru studiów w takim UK. Owszem, kredyt 27K GBP spłaca się dopiero przy określonym poziomie zarobków, a Szkoci wciąż są uprzejmi sami pokrywać czesne, to jednak pozostają koszty utrzymania, które jak czytam wynoszą ok. 50 tys. zł rocznie, oprócz Londynu i Oxbridge, gdzie jest drożej. Czyli 3 lata nauki to ok. 150 tys. Nasuwa mi się pytanie, czy w każdych okolicznościach warto się na taką opcję decydować. Choć być może w ogóle pojęcie ‘wartości dyplomu’ zmienia się na naszych oczach i nie wiadomo, co za te kilka lat będzie się liczyć i czy ktoś w ogóle odróżnia (w Polsce) np. Manchester od Manchester Met czy Oxford od Oxford Brookes czy patrzy na jakiekolwiek rankingi.

        Myślę sobie też, że – oprócz wszystkich zalet zagranicznego studiowania – delikwent ma utrudnioną szansę na, nazwijmy to, budowanie networkingu. Tam nie jest swój, jest jednym z wielu zagranicznych studentów i w ogólnej sytuacji kryzysu na rynku zatrudnienia dla młodych, o którym się zewsząd słyszy, niekoniecznie ma równe szanse w konkurencji z lokalsami. Tutaj też nie jest swój, bo traci przez nieobecność różne kontakty, a i być może szansę na robienie, nie wiem, różnych praktyk czy podejmowania prac, które mogą zaprocentować przy szukaniu pracy już po dyplomie.

        Zastanawiam się, jakie obecnie znaczenie ma w Polsce zagraniczny dyplom? Pomaga? A może utrudnia znalezienie pracy? Macie jakąś opinię?
        • joa66 Re: Studia zagraniczne.. 11.02.14, 13:11
          O zasadzie wiedzialam juz dawno . Zastanawialam sie jednak jak wyglada praktyka, czy np dobre uczelnie teoretycznie akceptuja polska mature, ale w praktyce taka osoba nie ma szans. Na szczescie okazuje sie , ze szanse sa realne i to na dobrych uczelniach. Egzamin z jezyka to naprawde nie jest problem, jezeli ktos nie jest w stanie go zdac, to raczej nie powinien studiowac w jez. angielskim. Wg mnie czysta formalnosc.

          Koszt studiowania w UK, zwlaszcza w Londynie, to oczywiscie jest problem, ale dotyczy on zarowno tych z matura polska jak i IB.


          Zastanawiam się, jakie obecnie znaczenie ma w Polsce zagraniczny dyplom? Pomaga
          > ? A może utrudnia znalezienie pracy? Macie jakąś opinię?


          Moge napisac tylko z perspektywy mojej firmy- od paru lat 80-90% kandydatow ma doswiadczenie uczelni zachodniej, w tym okolo 10-15% ma dyplom tej uczelni. Dyplomy zagranicznych uczelni (w tym zdarzy sie nam raz Oxford) sa praktycznie traktowane podobnie jak te z z dobrych polskich uczelni. Z tym, ze u nas jest mile widziane doswiadczenie we wspolpracy w srodowisku miedzynarodowym - dyplom "zachodni" jest traktowany jako podwiadczenie takiego doswiadczenia. Ale podobnie dziala doswiadczenie w pracy lub praktyki w firmie z miedzynarodowymi kadrami, w pracy zagranica, itp.

          Najbardziej sie liczy CV jako calosc (mile widziana przynajmniej minimalna konsekwencja w wyborach), doswiadczenie (dla absolwentow jakiekolwiek, nawet McDonald), oczywiscie jezyki obce oraz..osobowosc (musi odpowiadac i charakterowi pracy i byc kompatybilny z charakterami pozostalych pracownikow)

          p.s. przepraszam za brak polskich liter
          • Gość: Agatka_s Re: Studia zagraniczne.. IP: *.dynamic.chello.pl 12.02.14, 10:38
            Nie zgadzam sie ze to czysta formalnosc, koszt ielts to okolo 1000 zl, a np taki egzamin z matematyki wymaga zaangazowania dyrekcji, i nauczyciela od matematki ktory musi byc z delikwentem podczas pisania. Trzeba prosic. Pal szesc jak nauczyciel zna angielski, a jak nie zna ? To juz sa prawdziwe schody. Jasne ze wszystko jest do zrobienia, ale akurat w roku maturalnym jest to po prostu multum dodatkowych rzeczy, ktorych ib po prostu oszczedza. Nie mowiac o dokumentach ktore trzeba tlumaczyc u tlumacza przysieglego, blaganie dyrekcji aby poswiadczyli program nauczania z matematyki. Kupa formalnosci, szczegolnie jak ktos jeszcze np startuje w olimpiadach, bierze pod uwage kilka uczelni, robi sie naprawde sporo roboty. Ib jest wtedy wybawieniem, bo to wszystko,odpada.
            • joa66 Re: Studia zagraniczne.. 12.02.14, 12:01
              IELTS to 660 zl. Na uczelnie w UK już nic wiecej nie trzeba. Wymagania różnią się w zależności od kraju, jednak nawet w przypadku Holandii, to tak na oko i tak jest mniej wysiłku niż PODOBNO w klasach IB.

              Tutaj moze sie wypowie tiny, ale popularna opinia mówi, że uczniowie klas IB są przepracowani. I oczywiście w 3 klasie może nastąpic spiętrzenie różnych zadań, ale czy uczniowie klas IB nie musieli sobie ciężej zapracować przez cały okres nauki na to, żeby w 3 klasie mają trochę mniej zadań do wykonania?

              Zresztą nie o to chodzi kto więcej wysiłku w to włoży, bo to zależy od okoliczności pobocznych. Intencją mojego postu było przekazanie informacji, że akceptowanie polskiej matury na uczelniach w UK nie jest tylko na papierze, tylko działa w praktyce - w uczelniach różnego kalibru.

              p.s. Ja jestem fanką IB tylko za stara jestem ;)
              • Gość: Agatka_s6 Re: Studia zagraniczne.. IP: *.dynamic.chello.pl 12.02.14, 12:42
                660 to koszt golego egzaminu, jak potrzebujesz miec w wersji ktora akceptuje uczelnia, wychodzi okolo 1000. Niewazne czy 1000 czy 600 to jest dodatkowy koszt, a jak jeszcze trzeba zdac inne np sat itp, to sie robia duze koszty. Jak dodasz tlumaczenia przysiegle itp to juz idzie w tysiace, a jeszcze wynik nie jest znany....

                Przepracowanie to kategoria subiektywna, bo ktos w podrzednym lo, kto lata na milion korepetycji moze byc duzo bardziej przepracowany niz uczen ib najlepszego w kraju. Natomiast czas, lub lepiej powiedziec jego brak, jest kategoria obiektywna i po prostu akurat w klasie maturalnej ciut go szkoda na latanie po tlumaczach przysieglych, notariuszach i innych dyrektorach ktorzy jescze do tego wszystkiego patrza na ucznia jak na kosmite...

                Przez wiele zagranicznych uczelni polska matura jest traktowana jako nieznana np dokladnie jak matura z takich krajow jak kazachstan albo mongolia ii wymagaja potwierdzania wiedzy, roznymi dodatkowymi czynnosciami na zasadzie nostryfikacji, bardzo upierdliwymi choc nie zawsze o charakterze egzaminu. Matura ib, pozwala tego uniknac, i tylko o tym pisze, warto to wiedziec.
                • joa66 Re: Studia zagraniczne.. 12.02.14, 13:11
                  Jeżeli mowa o kosztach to przewaga IB polega przede wszystkim na darmowej "nauce angielskiego".

                  p.s. to ciekawe co piszesz o cenie ielts, bo synowi zaakceptowali "goly" IELTS (UK) (co na marginesie i tak pewnie nie będzie miało znaczenia, bo koncepcje "dróg" zmieniają się w miedzyczasie)
                  • joa66 Re: Studia zagraniczne.. 12.02.14, 13:25
                    P.S. Poza tym - myślę, że mogą to forum czytac osoby, które nie planują studiowania zagranicą, nie mają ochoty na klasę IB, ale boją się, że taka decyzja wykluczy możliwość tych studiów gdyby zainteresowany zmienił zdanie. I o to chodzi, że praktycznie nie wykluczy.

                    Naprawdę nie było moją intencją zniechęcanie do klasy IB:) i widzę jej przewagę np w już wspominanym "darmowym angielskim", spróbowaniu innego systemu uczenia się itd.
                    • Gość: menodo Re: Studia zagraniczne.. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.02.14, 17:06
                      Naprawdę nie było moją intencją zniechęcanie do klasy IB:) i widzę jej przewagę
                      > np w już wspominanym "darmowym angielskim", spróbowaniu innego systemu uczenia
                      > się itd."

                      Ta "darmowość angielskiego" dotyczy wyłącznie szkół publicznych :)
                      • tinywee Re: Studia zagraniczne.. 14.02.14, 19:35
                        Dyplomy zagranicznych uczelni (w tym zdarzy sie nam raz Oxford) sa praktycznie traktowane podobnie jak te z z dobrych polskich uczelni.

                        Czyli nie dają żadnej przewagi na etapie przesiewania CV?
                        Czy 'dobre polskie uczelnie' to kategoria jakoś obiektywna czy raczej subiektywna? (Dla mnie to znaczy uczelnie państwowe, które istniały w prl; jestem jakoś uprzedzona do prywatnych, co zapewne ma się nijak do ich faktycznego poziomu i reputacji, przynajmniej niektórych).

                        Tutaj moze sie wypowie tiny, ale popularna opinia mówi, że uczniowie klas IB są przepracowani. I oczywiście w 3 klasie może nastąpic spiętrzenie różnych zadań, ale czy uczniowie klas IB nie musieli sobie ciężej zapracować przez cały okres nauki na to, żeby w 3 klasie mają trochę mniej zadań do wykonania?

                        Tak słyszałam od matek dwóch ostatnio, że są. O ile pamiętam jako rodzic, to owszem trzeba się było uczyć i dbać o te wszystkie sprawy dodatkowe jak CAS czy prowadzenie badań do extended essay, ale nie żeby to jakoś straszne czasowo było - no chyba że już nie pamiętam :) W każdym razie pamiętam, że balangi klasowe były i to całkiem sporo.
                        Program IB trwa dwa lata. Jak ktoś sobie narobi zaległości w klasie 2., to w 3. może być całkiem zajęty.

                        Co do 'darmowej nauki angielskiego', to zwrócę tylko uwagę, że delikwent nabywa nie tylko angielski zwykły, ale ma też w nim chyba cztery inne przedmioty - to w moim przekonaniu raczej nie jest do nadrobienia 'na mieście'. Plus program wymaga sporo 'esejowego' pisania - czyli daje trening, którego normalnie raczej się w trakcie 'zwykłej nauki' nie odbywa, przynajmniej w takim akademickim wymiarze.

                        Pytanie o to, czy w każdych okolicznościach warto, nasunęło mi się po usłyszeniu opinii studenta 1. roku uczelni z okolic trzeciej angielskiej dziesiątki, że poziom nauczania nie odbiega bardzo od poziomu jego szkoły średniej (IB).

                        • joa66 Re: Studia zagraniczne.. 14.02.14, 20:24
                          Co do 'darmowej nauki angielskiego', to zwrócę tylko uwagę, że delikwent nabywa
                          > nie tylko angielski zwykły, ale ma też w nim chyba cztery inne przedmioty


                          dlatego tę naukę angielskiego napisałam w cudzysłowie :), bo wiadomo, że nie chodzi o intensywny kurs języka:)

                          Pytanie o to, czy w każdych okolicznościach warto, nasunęło mi się po usłyszeni
                          > u opinii studenta 1. roku uczelni z okolic trzeciej angielskiej dziesiątki, że
                          > poziom nauczania nie odbiega bardzo od poziomu jego szkoły średniej (IB).
                          >


                          To tak naprawdę niewiele nam mówi. Szkoły z programami IB różnia się między sobą poziomem i to bardzo:) Nie mówiąc juz o tym, że ten poziom może być różnie definiowany (kompetencje nauczycieli, wymagania w sensie formalnym i nieformalnym, poziom narzucony przez kolegów studentów itd)

                          Czyli nie dają żadnej przewagi na etapie przesiewania CV?
                          > Czy 'dobre polskie uczelnie' to kategoria jakoś obiektywna czy raczej subiektyw
                          > na? (Dla mnie to znaczy uczelnie państwowe, które istniały w prl; jestem jakoś
                          > uprzedzona do prywatnych, co zapewne ma się nijak do ich faktycznego poziomu i
                          > reputacji, przynajmniej niektórych)


                          Tak skrótowo - to tak , za dobre uważa się uczelnie państwowe, które istniały już w PRL. Z tym, że kandydat może przejśc do następnego etapu rekrutacji mimo nie najlepszej uczelni jeżeli inne punkty w jego CV będą świadczyć na korzyśc jego kompetencji.

                          A czy dają na etapie przesiewania CV? Dają , ale w podobny sposób jak inne "doświadczenie międzynarodowe". Z tego co pamiętam to chyba wszyscy absolwenci uczelni zagranicznych przechodzili u nas do drugiego etapu. Potem następował egzamin językowo-tłumaczeniowy (u nas praktycznie na każdym stanowisku są elementy tłumaczenia- czasami raz na ruski rok, czasami codziennie) i..... niestety nawet doskonała znajomość polskiego i języka obcego nie przekładała się automatycznie na umiejętnośc tłumaczenia. Na tym etapie najwięcej osób odpadało, bo stosunek do tłumaczenia też pokazywał pewne kompetencje. Ostatnim etapem była rozmowa, w czasie której znowu były oceniane różne kompetencje oraz kompatybilność z zespołem.

                          Dodam jeszcze, że nie jesteśmy instytutem badawczym/naukowym - gdyby tak było , pewnie bardzie cenilibyśmy absolwenta biotechnologii Oxbridge niż UW.
                          • joa66 Re: Studia zagraniczne.. 14.02.14, 20:28
                            p.s. przepraszam za mnogość "kompetencji" w mojej wypowiedzi -pisałam ją na raty i nie przeczytałam przed wysłaniem
                            • tinywee Re: Studia zagraniczne.. 16.02.14, 23:42
                              Co do angielskiego, to w przypadku osobistego delikwenta powiedziałabym, że głównie wyniósł z IB właśnie umiejętność pisania i słownictwo dziedzinowe, niekoniecznie 'praktyczny angielski'. Co ciekawe, przedmioty uczone po angielsku potem kiepsko mu wchodziły po polsku, tzn. przy czytaniu po polsku zeznawał, że jakby czytał o całkiem czymś nowym i nieznanym.

                              No tak, opinię zinterpretowałam jako niezachwycający poziom uniwersytetu, co niekoniecznie musi być uprawnionym wnioskiem.

                              Co do absolwentów biotechnologii, to niedawno słyszałam od dwóch osób po studiach w Wawie, ze świetnymi dyplomami, że nigdy by się ponownie na takie studia nie wybrały, bo... nie ma po nich pracy. Obie wybierają się do pracy/labu za granicę. Przykro było słuchać. Więc - oby w B+R zatrudniali się najlepsi i tyle.

                              Koleżanka wyraziła opinię, że wyjazd na studia za granicę to jest i drenaż mózgów i porażka naszego państwa, że nie potrafi ambitnej i zdolnej młodzieży zatrzymać w kraju. Sama tego tak nie widzę - raczej za dowód, że młodzież uważa się za Europejczyków i nie ma żadnych kompleksów. I to w zasadzie, if true, byłoby całkiem pozytywne chyba.

                              oft: nawet doskonała znajomość polskiego i języka obcego nie przekładała się automatycznie na umiejętnośc tłumaczenia.

                              Masz opinię, od czego taka umiejętność zależy?
                              • joa66 Re: Studia zagraniczne.. 17.02.14, 11:37
                                Co do angielskiego, to w przypadku osobistego delikwenta powiedziałabym, że głównie wyniósł z IB właśnie umiejętność pisania i słownictwo dziedzinowe, niekoniecznie 'praktyczny angielski'. Co ciekawe, przedmioty uczone po angielsku potem kiepsko mu wchodziły po polsku, tzn. przy czytaniu po polsku zeznawał, że jakby czytał o całkiem czymś nowym i nieznanym.

                                Szkoła (byc może poza klasami dwujezycznymi i oczywiscie IB) raczej nie ma czasu na słwonictwo dziedzinowe. Moje osobiste „dziecko” ma rozwinięte słownictwo ze „swojej” dziedziny, bo praktycznie od połowy gimnazjum zaczął czytac książki akademickie jej dotyczące. Nie dlatego, że chciał się rozwijac językowo, tylko dlatego, że materiały dostępne w jezyku polskim są gorzej niż skromne i często nieaktualne. Nie jestem w stanie określic granic dokąd uczyła go szkoła a odkąd „uczył się” sam.


                                Koleżanka wyraziła opinię, że wyjazd na studia za granicę to jest i drenaż mózgów i porażka naszego państwa, że nie potrafi ambitnej i zdolnej młodzieży zatrzymać w kraju. Sama tego tak nie widzę - raczej za dowód, że młodzież uważa się za Europejczyków i nie ma żadnych kompleksów. I to w zasadzie, if true, byłoby całkiem pozytywne chyba.

                                Prawda leży po środku, ale chyba bliżej Twojej teorii. Przypominam, że młodzież z całej Europy (i nie tylko) „włóczy” się po zagranicznych uczelniach – świadczy to po prostu o możliwosciach, które młodzi ludzie mają. BTW w Polsce rośnie liczba zagranicznych studentów studiujacych medycynę i weterynarię, ponieważ koszt takich studiów jest niższy niż w wielu innych krajach, a dyplomy uznawane w UE, a może i gdzie indziej też. Poza tym z tą ambitną i zdolną młodzieżą też bym nie przesadzała, bo po pierwsze większość zostaje w kraju, a po drugie niekoniecznie tylko najzdolniejsi wyjeżdżają (jeden z przypadków przyjecia na uczelnię w UK, o którym pisałam dotyczy chłopaka, który w ogóle chce zamieszkac w UK, nie zależy mu na dobrej uczelni, jest przeciętnie zdolny za to zainteresowany imprezowaniem, ale rodzice zapłacą za wszystko czego chlopiec chce)



                                oft: nawet doskonała znajomość polskiego i języka obcego nie przekładała się automatycznie na umiejętnośc tłumaczenia.

                                Masz opinię, od czego taka umiejętność zależy?


                                Pominę rzeczy oczywiste, typu słynna “wiedza ogólna”, które dotyczą wszystkich i napiszę krótko co – moim zdaniem – wpływa na stosunkowo kiepski efekt tłumaczenia wielu osób po studiach zagranicą/osób dwujęzycznych. Otóż nawet jeżeli te osoby znają oba języki doskonale, często uczą sie ich/praktykują „niezależnie” – są w stanie wyrazić siebie (nawet poprzez egzaminy oparte na cudzych lekturach) w obu językach, natomiast nie mają praktyki w „wyrażaniu” kogos innego , co jest istota tłumaczenia. Osoby doświadczające naszego systemu edukacji częsciej spotykają się z tłumaczeniami, nawet w trakcie nauki jezyka obcego. Metoda tlumaczeniowa nauczania języka jest krytykowana i słusznie, bo nie kładzie nacisku na to co jest w języku najważniejsze (swobodna komunikacja). Z drugiej strony uczy nie tyle jezyka co właśnie...tłumaczenia. Jeżeli do tego dodamy stres związany z rekrutacją i dosyc naiwne przekonanie , że skoro doskonale znam oba języki to z tłumaczeniem sobie poradzę, mamy efekt taki jaki mamy. Moim zdaniem warto motywować młodych ludzi, którzy języki opanowali bardzo dobrze, zeby od czasu do czasu spróbowali coś przetłumaczyć – chodzi o otworzenie pewnej „klapki” w mózgu.

                                • tinywee Re: Studia zagraniczne.. 19.02.14, 22:06
                                  Dla mnie ambitny jest ktoś, kto szuka pozytywnej zmiany w swoim życiu i gotów jest podjąć związany z tym wysiłek; może to być prosta chęć ucieczki z domu np. I oczywiście nie każdy zdolny wyjeżdża - natomiast dla mnie zdolny (i ogarnięty) jest każdy, kto ma z trzech matur po 85%+ - a takie są często publikowane średnie wymogi rekrutacyjne uczelni w UK.

                                  Ta europejska włóczęga studencka, mam nadzieję, na parę choć pokoleń zadziała jak szczepionka antywojenna.

                                  To bardzo ciekawe, co piszesz o tłumaczeniu. I rzeczywiście, bez spróbowania samemu można - jakże naiwnie - sądzić, że przetłumaczyć to przepisać z jednego języka na drugi. Natomiast wiedza ogólna chyba nie jest problemem 'w praniu' - bo wszystko da się sprawdzić, mając świadomość* i czas.
                                  * Czyli np. sprawdzić, jak jest po polsku Chennai
                                  • joa66 Re: Studia zagraniczne.. 20.02.14, 09:53
                                    Natomiast wiedza ogólna chyba nie jest problemem 'w praniu' - bo wszystko da się sprawdzić, mając świadomość* i czas.
                                    * Czyli np. sprawdzić, jak jest po polsku Chennai



                                    Bywa problemem :) Kwestia braku pokory i braku wyobraźni. Stąd słynny błąd, na widok którego o mało nie dostałam zawału serca: "state socialism" (za Gierka) przetłumaczone na .. "narodowy socjalizm"

                                    Wiedza ogólna to nie tylko to co się wie, ale też swiadomość tego czego (być może) się nie wie.

                                    p.s. średnie wymogi rekrutacyjne na poziomie 85% to nie jest średnia wymagań na uczelni brytyjskiej - sa takie z wymaganiami 50%:) Co do progów - opowiem ciekawą historię: moja znajoma studiowała w St Andrews, dostała się tam rok czy dwa przed Williamem. St Andrews to nie był jej piewrszy wybór - celowała w uczelnię z wymaganiami rzędu 60% (tłumacząc to na polski, bo "maturę" miała miejscową). Nie dostała się tam , za to przyjeto ją właśnie do St Andrews. Kiedy William łaskawie wstąpił w poczet studentów tej uczelni, progi poszybowały w gore. I teraz kobieta się śmieje widząc reakcję ludzi: "Ooooo, skończyłaś St Andrews" :)
                                    • tinywee Re: Studia zagraniczne.. 20.02.14, 14:16
                                      Pokora chyba przychodzi z czasem i w wielu przypadkach, jak sądzę, wystarczy raz zrobić błąd, żeby się nauczyć (lata temu dostałam raz solidny opr za niepozamienianie przecinków z kropkami w liczbach i wiem, że ta nauka wystarczyła mi na całe życie. Podobnie obstawiam taki Chennai - dostaniesz raz, pardon my french, zxxxkę za zostawienie Chennai (zamiast Madras czy już teraz także Ćennaj [ksng.gugik.gov.pl/pliki/protokol_ksng/protokol_ksng-71_posiedzenie.pdf] i potem już będziesz - prawdopodobnie - wszystko sprawdzać w gugiku).

                                      Natomiast taki 'narodowy socjalizm' chyba nie jest do nadrobienia. Chociaż pewnie - po nowym liceum z okrojoną historią dla większości - będzie się zdarzać coraz częściej.

                                      Nie wiem, jakie są średnie wymagania na uni w UK, natomiast zasłyszane tegoroczne oferty (fakt, że z niewielkiej puli) są od 90% (1. dziesiątka) do 75% (3. dziesiątka), w większości 80%+.
                                      • joa66 Re: Studia zagraniczne.. 20.02.14, 14:51
                                        Wysatwię się na posmiewisko, ale co tam. Jedyne co mnie tłumaczy, że to było w czasach przedPITowych a ja edukowana w PRL :)

                                        Otóż byłam święcie przekonana, że przychód, dochód i zysk to jest to samo :D Uniknęłam tragedii, ponieważ sens tekstu mi się nie ukladał w całość i zaczełam dzownić po znajomych.

                                        p.s. znajome dziecko, które chciało się dostać na jakiekolwiek studia w UK (te , o którym pisałam) dostało propozycję z uczelni w okolicach końca setki. Pozostałe czekają na wyniki matur, bo oferta warunkowa (wyniki nie mogą odbiegac o tych sugerowanych przez "referenta")
                                        • joa66 Sorry, ale muszę się pochwalić 20.02.14, 16:29
                                          muszę, bo się uduszę.:D

                                          "Dziecko" dostało ofertę, bezwarunkową- UK, uczelnia/wydział o "progach" min 85%.

                                          btw: napisanie słynnego personal statement zajęło mu około 2-3 godzin.

                                          p.s. Nie wiadomo czy skorzysta , jezeli tak to w jakim stopniu - to wszytsko jest bardzo skomplikowane (jednym z elementów, ale nie jedynym, są finance) ale satysfakcja ogromna.
                                          • menodo Re: Sorry, ale muszę się pochwalić 20.02.14, 21:41
                                            O! Serdecznie gratuluję!

                                            Moje starsze dziecko też się stara o wyjazd na studia, ale do baaaardzo odległego kraju, mimo to kibicuję, a nawet wypycham - zgodnie z przysłowiem, że niewykorzystane okazję się mszczą czy jak to idzie ? ...:)
                                            • tinywee Re: Sorry, ale muszę się pochwalić 20.02.14, 22:35
                                              Gratulacje dla rodziców i respekt dla Młodego! Uncondional offer robi wrażenie - nawet zasłyszany laureat/finalista trzech olimpiad krajowych i dwóch międzynarodowych dostał warunkową (choć łatwą). No i jeżeli tyle czasu PS zajął mu w całości (myślenie + pisanie), to też posiada cenną umejętność pisania.

                                              Niezależnie od tego, co postanowicie, satysfakcja zostanie, no i uzasadniona duma. Przyjemne uczucie.

                                              Osobiście, pewnie starałabym się zrobić wszystko finansowo możliwe dla Imperiala, UCL, LSE, Ox i Cam... Choćby zważywszy, ile kosztują graduate studia (co najmniej 9K za 12 miesięcy, bez możliwości pożyczki + życie).

                                              Życzę udanych i śmiałych wyborów.

                                              menodo: tak się zastanawiam: czy nie jest tak, że o jakimkolwiek niewykorzystaniu okazji można mówić wtedy, kiedy masz najpierw sformułowany cel? Bo jeśli go nie masz, czy nie masz pewności, że masz, to czy na pewno okazja jest okazją?
                                              • menodo Re: Sorry, ale muszę się pochwalić 20.02.14, 23:05
                                                Możliwe, ale przecież cele mają do siebie to, że się zmieniają, znikają, powstają nowe.
                                                W przypadku młodych ludzi - uważam, że warto ryzykować, pokonywać trudności, przekraczać granice, otwierać się na nieznane, szukać - nawet jeśli nie stoi za tym jasno sprecyzowany cel.

                                              • joa66 Re: Sorry, ale muszę się pochwalić 21.02.14, 08:26
                                                Uczelnia, która przyjęła mojego syna jest stosunkową małą "poduczelnią", nastawioną na research, praktycznie nie występującą w rankingach, z wyjątkiem tych branżowych gdzie bije konkurentów na głowę. Z tego powodu (koncentracja najwyższej klasy specjalistów z dziedziny) zainteresowała mojego syna, innych nie brał pod uwagę. Czy warto się spinac finansowo? Nie wiem, myślę, że to nie moja decyzja. Niedawno wybraliśmy się do Londynu na rekonesans (oprowadzanie po uczelni, rozmowa ze studentami ochotnikami:D, akademik itp). Zaletą z "naszego" punktu widzenia to własnie ta koncentracja specjalistów, biblioteka. Wady, poza finansami? M.in to, że specjaliści są tak wybitni, że...nierzadko opuszczają zajęcia, bo konferencje, badania, bla, bla. Potem niby nadrabiają, ale różnie z tym bywa. Kolejna wada (zaleta?) to mocna specjalizacja, która trochę zawęża rynek pracy w przyszłości z perspektywy Polski. Poza tym jest tam możliwość "zrobienia" tych przedmiotów/modułów, których w Pl nie ma, w innym trybie (trybach), co znacznie zmniejszyłoby koszty i pozwoliło rozwijac się dwutorowo.

                                                Czyli na razie jeden wielki znak zapytania:)

                                                Co do samej oferty. Też jestem mile zaskoczona. Może to wynikać z 2 powodów: polityka uczelni, żeby zatrzymac u siebie tych kandydatów , na których im zależy? -razem z nami odwiedzała szkołę dziewczyna z Mediolanu z rodzicami. Też miała ofertę bezwarunkową (warunkową z Oxfordu) i też była "sfocusowana" na kierunku. Druga możliwość to PS - nie wiem czy spełniał standardy typowego PS, ale opisał drogę dotychczasową , planowaną, plany researchu oparte na skrótowo podanej bibliografii. Znajoma (ta po St Andrews), poproszona o komentarz (jako doświadczona praktycznie i teoretycznie - swego czasu chodziła na kursy pisania PS) , wysłała smsa " O my God, it's reallly VERY GOOD". Na pewno w napisaniu PS pomogło synowi to, że praktycznie rzecz biorąc on miał go w głowie od dawna: wiedział dlaczego i po co chciałby tam studiować. Kwestia przelania na papier.

                                                Tak czy owak, satysfakcja ogromna , przede wszystkim dlatego, że w końcu ma namacalne docenienie swoich trochę niszowych pasji.
                                            • joa66 Re: Sorry, ale muszę się pochwalić 21.02.14, 10:29
                                              Jeżeli w bardzo dalekim kraju to pewnei go to nie zainteresuje, ale może się przyda innym. Nie znam (jeszcze) szczegółow, ale zgodnie z obietnicami Unii , w ramach Erasmus Plus , rusza program pożyczkowy na studia magisterskie:

                                              erasmusplus.org.pl/szkolnictwo-wyzsze/
                                              • tinywee Re: Sorry, ale muszę się pochwalić 21.02.14, 13:35
                                                menodo:
                                                słusznie prawisz (a ja, chyba sie starzeję...).

                                                joa: research jest w labie?
                                                • tinywee OFT: biblioteka 21.02.14, 13:37
                                                  Do joa i wszystkich, którzy chcieliby coś doradzić :)

                                                  joa – pisałaś kiedyś, że masz w domu dużo książek. Pytanie: jak sobie radzisz z wiedzeniem, gdzie co jest? Sama zwykłam pamiętać, ale ostatnio widzę, że niekoniecznie, a i pomysłów specjalnie nie mam - oprócz skatalogowania, ale może jest coś mniej czasochłonnego?
                                                  • joa66 Re: OFT: biblioteka 21.02.14, 16:03
                                                    Płakać mi się chce i śmiac jednoczesnie. Mam podobny problem. Najlepiej jest ze słownikami - wiem, który do czego, wiem gdzie są, jakoś "same się odnoszą" na miejsce. Gorzej jest z innymi pozycjami, zwłaszcza z beletrystyką. Zwłaszcza , że książki mam i w mieszkaniu i na działce i w kartonach w garażu. To wstyd, ale zdarzylo mi się kupić drugi egzemplarz książki, bo za Boga nie mogłam dojść gdzie jest piewrszy. Poza tym z braku miejsca wciskam nowe książki (których i tak nie kupuję dużo) w różne wolne szpary, więc można zapomnieć o jakiekolwiek tematyczności.

                                                    Mój plan jest taki: zagrac w totolotka, wygrac w totolotka, wynająć duże puste mieszkanie, zawieźć tam wszytskie książki ze wszystkich miejsc, zatrudnić studenta/aboslwenta bibiliotekznawstwa , który je posegreguje tematycznie, a potem decyzje, które ksiązki gdzie odwieźć :D

                                                    Do niedawna też polegałam na pamięci wzrokowej, ale coraz z tym gorzej. Na dodatek zaczynam się wpedzac w podobne klopoty z DVD.

                                                    Przepraszam, ale nie pomogę.
                                                • joa66 Re: Sorry, ale muszę się pochwalić 21.02.14, 15:51
                                                  Nie, nie w labie. Jedna z największych bibliotek tematycznych na świecie plus wspomniana kadra plus możliwość "wymyślenia" sobie przedmiotu (chyba jeden z czterech na rok może być "wymyślony" , ale szczegółów nie pamiętam) który nie jest prowadzony "z urzędu" i bycie prowdzonym indywidualnie.
                                                  • tinywee Re: Sorry, ale muszę się pochwalić 21.02.14, 23:44
                                                    Dzięki anyway, za książki. Może wklepię ze dwie półki i zobaczę, czy to ma sens. Największy sens ma oczywiście pozbycie się tych, o których się na 95% wie, że się nie przeczyta, ale jeszcze do tego nie dojrzałam...

                                                    W sumie - lab czy nie lab, otrzymanie szansy kształcenia się w najlepszym/ jednym z najlepszych miejsc 'dziedzinowych' słusznie kusi (w przypadku labu powiedziałabym, że wręcz zobowiązuje), także w perspektywie ewentualnego dalszego kształcenia.

                                                    Też wyobrażam sobie, że Młodemu wszystko musi się spokojnie w głowie ułożyć.
                                                • menodo Re: Sorry, ale muszę się pochwalić 21.02.14, 17:47
                                                  menodo:
                                                  > słusznie prawisz (a ja, chyba sie starzeję...).

                                                  Nie Ty jedna :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka