Dodaj do ulubionych

Inaczej o wyborze liceum

28.02.09, 15:52
Zastanawiam się jeszcze nad jedna rzeczą. Wybierajac szkołę (przy
założeniu, ze rodzice wybieraja, albo maja spory wpływ na wybor)
bierze się pod uwagę wyniki szkoly, jej profil, odleglość od domu,
towarzystwo. Jednej rzeczy na ogół się nie rozwaza -
pewnego "profilu" wychowawczego szkoły.
Naszła mnie ta refleksja po przeczytaniu wywiadu z pewnym dyrektorem
jednego z najbardziej trenomowanych warszawskich liceów, ktory
oswiadczył, ze jego szkoła zbiera "smietankę" warszawskiej
mlodzieży. Ja bym po taki moswiadczeniu dziecka do tej szkoły nie
wysłała... Nie ma nic gorszego, niż oznajmienie z góry 16-latkowi,
ze jest śmietanką, ze jest lepszy od innych - bo jest uczniem tej,
nie innej szkoły.
A niestety, widze takie tendencje w niektorych szkolach. I widze
też, jak przezywa to mlodzież z takich szkół na studiach, gdy
okazuje się, ze czas chwały trwał trzy lata, teraz już nie
są "śmietanką" niczego.
Obserwuj wątek
    • klemens.strozynski Twarz szkoły 28.02.09, 16:49
      Dyrektor niezbyt mądrze użył określenia „śmietanka”. Określenie to
      sugeruje „coś lepszego”, ale nie wiadomo, pod jakim względem.
      Jeżeli pod każdym względem, to w odniesieniu do edukacji jest
      głupie.
      Pewne szkoły (w tym „renomowane”) mają szanse dokonywać naboru
      uczniów „ukierunkowanego”, na przykład na informatykę, języki obce,
      sport… Wtedy w takiej szkole działa dynamika grupy – wzajemny wplyw
      uczniów na siebie jest pod względem edukacyjnym znacznie silniejszy
      i skuteczniejszy, niż oddziaływanie nauczycieli.
      Ale aby tak się stało, renomowana szkola musi mieć „własną twarz”,
      być rozpoznawalna, odróznialna od innych. Nie wystarczy, że ma
      tylko doskonałe wyniki na egzaminach. Bo to jest BARDZO MAŁO..
      • verdana Re: Twarz szkoły 28.02.09, 17:48
        Zgadzam się w 100%.
        Niestety, ten dyrektor uzył slowa "smietanka" z całą premedytacja i
        świadomie. Szkołę znam, i rzeczywiscie - wtłacza się w niej do głowy
        uczniom, ze sa lepsi.
        Znam niestety także szkoły, gdzie uczniom sie tłumaczy, ze sa
        niewiele warci. Jeszcze gorzej?
        • joa66 Re: Twarz szkoły 28.02.09, 22:03
          "Jednej rzeczy na ogół się nie rozwaza -
          pewnego "profilu" wychowawczego szkoły."

          Wręcz przeciwnie. To jedna z najwazniejszych rzeczy. Tylko niestety
          nigdzie nie można znależc informacji, opinii na ten temat.

          Z podstawówką/gimnazjum miałam łatwo, bo dawałam korepetycje
          dziewczynce, która przeniosła się ( z powodu fobii szkolnej)
          do "mojej" (wtedy jeszcze nie mojej") szkoły i musiala nadrobić
          braki programowe. Prze ponad rok, na bieżąco miałam informacje od
          tym co się dzieje w szkole zarówno od dziewczynki jak i jej
          rodziców. I nie miałam wątpliwości.

          A teraz mam dużo. Bo są rankingi np. Perspektyw, wg (chyba) liczby
          olimpijczyków, są opinie o złych szkołach , gdzie nauczycielom
          zakłada się kosz na głowę.




          p.s. o "śmietance" pisałam na jednym z sąsiednich tematów - tez
          jedno z warszawaskich liceów.:o
          • verdana Re: Twarz szkoły 28.02.09, 22:15
            To znaczy ja rozwazam i Ty rozwazasz. I pewnie inni rodzice z tego
            forum też.
            Ale dla zasadniczej wiekszości ranking "Perspektyw" jest nieomylny -
            wystarczy , aby szkola znajdowała się na czele, by była uznana za
            dobra i godna pożądania.
            Szkoda, ze nie jest w nim uwzgledniana ilość samobójstw, załamań
            nerwowych - w szkole , jaką kończyłam, byłaby to pokaźna liczba...
            Olimpijczycy to nie jest to samo co "profil" wychowawczy - szkoła
            moze dopieszczać olimpijczyków i wykańczac psychicznie - albo
            lekcewazyc - pozostałych uczniów. Liczy się też, kto zdał maturę -
            a nie komu udało się ukończyć pierwsze lata studiów. Sadzac po
            dzieciach moich znajomych, to drugie jest nie mniej wazne.
            • joa66 Re: Twarz szkoły 28.02.09, 22:41
              Szczerze? To ewentualny ranking wg. tego, kto skończył studia, też
              mało by mnie interesował. Znam studentkę SGH, absolwentkę Staszica,
              która studia na pewno skończy i to pewnie z wyróżnieniem, ale dawno
              nie widziałąm osoby tak mało...inteligentnej i otwartej..

              "Moja" idealna szkoła? To możliwość kontaktu z nauczycielem -
              mistrzem w wybranych przez siebie przedmiotach i bardzo szeroko
              rozumiany tolerancja i szacunek dla każdego człowieka - nauczyciela,
              woźnego, ucznia zdolnego, ucznia leniwego, ucznia pracowitego i tak
              dalej. Tylko jak szukac takiej szkoły?


              p.s. do mniej więcej 3-4 klasy podstawówki mój syn nie rozumiał
              pytania cioci "kto jest najlepszy w klasie". Kiedy zrozumiał pytanie
              nie był w stanie na nie odpowiedzieć. Może jakis opóźniony.
            • protozoa Re: Twarz szkoły 10.03.09, 16:27
              Verdano, w moim srodowisku nie ma ANI JEDNEGO DZIECKA ZNAJOMYCH, które
              zrezygnowałoby/wyrzuciliby ze studiów. A znajomych mam całkiem dużo.
              W liceum moich synów - elitarne, z pierwszej 10 od zawsze, nie było samobójstw
              ani załamań nerwowych. Tak więc nie demonizujmy, nie róbmy z młodzieży
              delikatnych istot.
    • agatka_s Re: Inaczej o wyborze liceum 01.03.09, 10:12
      A dla mnie to co pisze verdana jest zaklinaniem rzeczywistości, czy
      wręcz jej nie dostrzeganiem. Abstrahuje od tego że nie znam tej
      konkretnej wypowiedzi więc trudno mi polemizować z tą akurat , bo np
      dla mnie wypowiedż gdzie słowo "śmietanka" byłoby w cudzysłowiu
      nabiera już zupełnie innego sensu, nie mówiąc już o kontekście, o
      tym jak zostało sformułowane pytanie na które rzeczony Dyrekor
      odpowiadał itp. Ale załóżmy nawet że pan Dyrektor mówi
      wprost "nasza szkoła rekrutuje śmietankę warszawskiej młodzieży".
      To czy on mówi coś innego niż mói nam cały system rekrutacji ? Jeśli
      od kilku lat oficjalnie podaje się progi punktowe od jakich
      przyjmowani są uczniowie i jeśli od tych kilku lat taki np Staszic
      ma ten próg 250 do klasy "matrix" a 180-190 do innych klas, to jak
      nazwać taką sytuację ? Możemy się oburzać na słowo śmietanka, ale
      gdy zastąpimy to słowami "mlodzież z najwyższą punktacją", "młodzież
      osiągająca najwyższe wynki po gimnazjum" i tym podobne jakby ciut
      neutralniejsze al de facto oznaczające to samo określenia to
      wszystko jest OK. Tak mamy skonstruowany system,że do kilku szkół
      ze szpicy punktowej idzie owa "śmietanka" (jakby co to śmietanka to
      to co się zbiera na górze mleka, ta najtłustsza część tego mleka) i
      to jest fakt o którym wiadomo wszem i wobec.

      Czy ta młodzież która idzie do rzeczonego Staszica ne ma swiadomości
      że jest śmietanką ? Czy jeśli powie im to Dyrektor to im zwichnie
      psychikę bo oni tego do tej pory o tym nie wiedzieli ???, żyli w
      błogim przświadczeniu że są zwykli, przeciętni i może im na studiach
      nie pójść a tu przychodzi taki pan Dyrektor i im takie groźne rzecy
      mówią że są dobrzy, że są wyjątkowi ? A fe Panie Dyrektorze jak tak
      można, trzeba tym młodym ludziom z 250 punktami wtłaczać w głowy że
      są kiepscy, beznadziejni i na studiach odpadną jak w banku
      (oczywiście w domu też im dotąd nikt nie mówił że mają wyjątkowe
      zdolności, nie potwierdzali tego w żadnych konkursach i olimpiadach,
      dopiero teraz do nich dochodzi że są nieźli bo przeczytali wywiad z
      Panem Dyrektorem ze ich szkoła rekrutuje śmietankę, och jaki
      SZOK !!!!).

      A co to jest ranking Perspektyw jak nie rywalizacja ? A co to są
      konkursy, olimpiady jak nie rywalizacja, mająca na celu wyłonić
      najlepszych czyli tę właśnie śmietankę ? A czymże wreszcie jest
      rekrutacja na studia jak nie taką rywalizacją mającą na celu tę
      właśnie "śmietankę" wyłonić. Serwujemy dzieciom rywalizację wszem i
      wobec ale psssst nie mówmy o tym głośno bo jeszcze te biedne dzieci
      się o tym dowiedzą.

      Wywody verdany (i ten i te o wyborze dobrych szkół itp itd)
      opierają się o jedno podstawowe założenie "ci co byli bardzo dobrzy
      w dobrych liceach nie dają sobie rady na studiach". Przepraszam ale
      moim zdaniem jest to załozenie kompletnie błędne. Może są takie
      jednostki (akurat chyba wszystkie są znajomymi verdany lub jej
      córki), ale jestem pewna że gdybyśmy zrobili jakieś badania to
      zalżność między wynikami szkolnymi a wynikami na studiach byłaby
      raczej wprost niż odwrotnie proporcjonalna.
      • verdana Re: Inaczej o wyborze liceum 01.03.09, 13:25
        Staszic to inna para kaloszy - do Staszica idzie mlodzież wybitnie
        uzdolniona i ukierunkowana. Natomiast wychowywanie dziecka w
        przeswiadczeniu, ze jest "smietanką" mlodzieży, bo lepiej sie uczy
        od innych (ale uczy, bo mowimy u o wynikach egzaminów, nie wiedzy) -
        jest nieporozumieniem. Młody czlowiek, ktory ma dobre stopnie
        powiinien być z tego zadowolony, natomiast nie powinien sadzić, ze
        dzięki temu jest elita mlodziezy, jest lepszy od innych. Poprostu
        dlatego, ze nie jest. "Śmietanka" to nie ci, ktorzy najlepiej się
        uczą - to nie to kryterium. I nie w tym wieku - w tym wieku sa po
        prostu dobrzy uczniowie.
        Przyszła "śmietanka" czaem uczy się rewelacyjnie, a czasem zbiera
        dwóje i rozwija swoje pozaszkolne zainteresowania.
        Ludziom z 250 punktami trzeba mówić, ze są zdolni, ze rokuja
        nadzieje - tlumaczenie im, ze są lepsi nie tylko jest wychowawczo
        błędne, ale i nieprawdziwe, niestety.
        Moje wywody opieraja się na zasadzie - oceny i poziom liceum, jakie
        skończyła dana osoba nie przeklada się w prosty sposób ani na wyniki
        na studiach, ani co wazniejsze - na dalsza życiową karierę.
        Badania byly robione w USA, o ile pamietam albo przez dr. Spocka,
        albo przez dwie znane autorki, ktore wydały trzytomowe popularne
        wydawnictwo o rozwoju dziecka. Potwierdzaja one moją tezę. Wyniki w
        szkole nie są przekladalne na przyszłą karierę.
        • joa66 Re: Inaczej o wyborze liceum 01.03.09, 13:50
          Nie ja jestem autorką tematu i nie chiałabym się rządzić, ale jest
          juz wiele tematów o śmietance, dobrych szkołach itd.

          Chciałabym sie wspólnie zastanowić jakie są możliwości zdobycia
          informacji takich, na jakich nam zalezy (bez oceniania czy to
          słuszne czy nie)

          Ci, dla których jest ważne ile olimpijczyków wyprodukowała dana
          szkoła mają ranking Pesrpekyw, a co z tymi dla których jest ważne
          tradycyjne wychowanie, albo dużo zajęcia z wf na wysolim poziomie,
          ale nie klasa sortowa, albo dla których liczy się luz i sympatyczni
          nauczyciele...

          Nie chciałabym oceniać wyborów innych ludzi tylko, tak jak pisałam,
          możliwośc zdobycia informacji.

          Podejrzewam też, ze poniewaz ranking Perspektyw jest chyba jedynym
          rankingiem szkół średnich, wielu uczniów wybiera szkoły ze szczytu
          tej listy tylko dlatego, ze jest to jedyna "lista"
          • verdana Re: Inaczej o wyborze liceum 01.03.09, 13:58
            Mnie jest o tyle dobrze, ze znam trochę szkół z relacji kolegów
            starszych dzieci, z relacji znajomych - zarówno rodziców, jak i
            nauczycieli. I to jest chyba najlepsze, bo w ten sposób znam
            równiez "kulisy" - tzn, ktore szkoły podwyższaja poziom, organizujac
            zajęcia dodatkowe, a ktore wyrzucajac słabszych. W których
            olimpijczycy to mily dodatek do systemu nauczania, a w ktorych
            stawia się tylko na olimpijczykow. Ktore pomoga uczniowi, ktory ma
            prywatne problemy, a ktore uznaja, ze jest to jego problem, a
            problemem szkoly jest oceniac go niezaleznie od tego, co się u niego
            dzieje. Wypytywałam tez swoich kursantów.
            Niestety, oczywiscie - to nie obejmuje wszystkich szkół. Nie chce tu
            robic nielegalnej reklamy, ale jest tylko jedna szkoła, o ktorej nie
            uslyszałam złego słowa - Staszic. I co więcej, chwalili go moi
            kursanci, ktorzy byli 100% humanistami.
          • agatka_s Re: Inaczej o wyborze liceum 01.03.09, 14:16
            Takie nieformalne info to tak jak napisała verdana, można tylko
            zdobyć z rozmów z uczniami, rodzicami, absolwentami-przy czym i tak
            nie będzie gwarancji że to będą relacje rzeczywiście obiektywne. No
            ale jeśli z różnych źródeł potwierdza się to samo, to można uznać w
            myśl zasady "jak ci mówią żeś pijany, to idź spać"-coś w tym być
            musi.

            Ja np teraz testuje wiedzę na temat szkoły nr 1 z rankingu
            Perspektyw-Nowaka Jeziorańskiego w różnych miejscach, i jakoś tak
            rzeczywiście mi wychodzi że to chyba za "przyjazna" szkoła dla
            dzieci to nie jest....
            • verdana Re: Inaczej o wyborze liceum 01.03.09, 14:32
              To LO na Mokotowskiej???
              Horrror, horror panie dziejku. Chodziła tam córka mego przyjaciela,
              dziewczyna niezwykle zdolna -najlepszy dowod, ze zrobiła olimpiade
              polonistyczną.
              Z trudem przechodziła z klasy do klasy. Olimpiadę zrobila, bo byly
              wątpliwości, czy ją dopuszczą do matury. Maturę zdawała ze
              wszystkiego na poziomie podstwowym - odechciało jej się nauki
              szkolnej na zawsze. Na studiach radzi sobie świetnie.
              Nawiasem mówiąc, to jest własnie szkoła dyrektora od "smietanki". Za
              bardzo tę smietankę ubija najwyrażniej.
        • agatka_s Re: Inaczej o wyborze liceum 01.03.09, 14:02
          verdana napisała:

          > Staszic to inna para kaloszy - do Staszica idzie mlodzież wybitnie
          > uzdolniona i ukierunkowana.

          Staszic to przykład ekstremalny, ale pierwsza 15-20 liceów, to są
          szkóly mniej więcej na poziomie 180-200 punktów. Powiedzmy wprost,
          nie wystarczy być kujonem i lizusem, nic sobą nie reprezentującym
          aby taką ilość punktów zdobyć. Dla mnie uczniowie którzy takie
          wyniki osiągają są godni szacunku i pochwały a nie potępiania. I
          dobrze że są licea które taką młodzież rekrutują i takiej młodzieży-
          zdolnej, pracowitej i zdeterminowanej stwarzają warunki. I dobrze że
          są szkoły które mówią o tym otwarcie-przyjmujemy najlepszych i tym
          najlepszym STWARZAMY SZANSE rozwoju na wysokim poziomie. Moim
          zdaniem w mówieniu otwartym że przyjmuje się najlepszych nie ma
          absolutnie nic złego. To taki sam fakt jak mówienie o tym że
          przyjmujemy tych którzy zechcą się uczyć języka jidisz.

          Można się oburzać na określenia "śmietanka", "elita" czy cokolwiek
          innego ale na tym etapie ich edukacji taka jest prawda, to właśnie
          uczniowie z najlepszych liceów osiągają najepsze wyniki edukacyjne
          (wynik matur itp).




          Natomiast wychowywanie dziecka w
          > przeswiadczeniu, ze jest "smietanką" mlodzieży, bo lepiej sie uczy
          > od innych (ale uczy, bo mowimy u o wynikach egzaminów, nie
          wiedzy) -
          > jest nieporozumieniem.

          Od stwierdzenia "rekrutujemy śmietankę" do wychowywania w
          przeświadczeniu że się tą śmietanką jest, i co ważniejsze pozostanie
          już do końca życia trochę daleko. Powtórze raz jeszcze mówienie że
          do szkoły rekrutuje się "śmietankę" jest zwyczajnym stwierdzeniem
          faktu obiektywnego, bo tak jest skonstruowany system rekrutacji-
          najlepsze licea (tj cenione) "spijają śmietankę" przyjmując uczniów
          z najwyższą punktacją.

          Bardzo łatwo sobie wyobrażam że szkoła mówi uczniom że stanowią
          śmietankę, bo zostali wyselekcjonowani (czyli nie zakłamuje
          rzeczywistości), ale jednocześnie uświadamia im że mają wobec tego
          obowiązek wynikający z tej niejako uprzywilejowanej pozycji wobec
          społeczeństwa. Mnie takie wychowanie podoba się.

          Z bycia śmietanką powinny wynikać obowiązki a nie przywileje.



          Młody czlowiek, ktory ma dobre stopnie
          > powiinien być z tego zadowolony, natomiast nie powinien sadzić, ze
          > dzięki temu jest elita mlodziezy, jest lepszy od innych. Poprostu
          > dlatego, ze nie jest. "Śmietanka" to nie ci, ktorzy najlepiej się
          > uczą - to nie to kryterium. I nie w tym wieku - w tym wieku sa po
          > prostu dobrzy uczniowie.

          Tak zgoda. I wydaje mi się że słowo śmietanka przez Dyrektora
          szkoły zostało użyte dokładnie w takim kontekście. Rekrutujemy
          śmietankę=rekrutujemy najlepszych uczniów. To wcale nie oznacza że
          nie rekrutujemy beznadzienych piłkarzy, malarzy itp-całkiem
          niewykluczone że są tam tacy, tylko że to nie ta "dyscyplina". W
          szkole dyscypliną którą się konkuruje jest poziom nauki, więc
          Dyrektor mówiąć o śmietance w szkole, nie mógł mówić o smietane
          piłakrzy, malarzy itp. Mówił o najlepszych uczniach, dla mnie to
          jasne.

          > Przyszła "śmietanka" czaem uczy się rewelacyjnie, a czasem zbiera
          > dwóje i rozwija swoje pozaszkolne zainteresowania.

          Toraz to ja mam problem co to jest ta "przyszła śmietanka" ? Bo dla
          każdego to będzie co innego. Dla Ciebie verdano jak miemam np tytuł
          naukowy (często się powołujesz na to że profesor , a mimo tego coś
          tam) jest oznaką przynależności do elity, a dla mnie niekoniecznie
          ma to aż tak duże znaczenie. Dla kogoś innego to kariera w stylu
          Dody lub Kazia Marcinkiewicza jest synonimem "śmietankowości".
          Wydaje mi się więc że dyskusje o poczuciu bycia śmietanką są ciut
          jałowe, bo po pierwsze każdy przez śmietankę rozumie coś innego,
          poza tym każdy ma inne poczucie swojej wartości (śmietankowości)

          > Ludziom z 250 punktami trzeba mówić, ze są zdolni, ze rokuja
          > nadzieje - tlumaczenie im, ze są lepsi nie tylko jest wychowawczo
          > błędne, ale i nieprawdziwe, niestety.

          Tylko że im niczego nie trzeba mówić. Oni wiedzą że w kategorii
          ilość punktów zdobytych w procesie rekrutacji do szkół p.gim, są
          najlepsi.(co nie oznacza że każdy z nich nie jest beznadziejnym
          piłakrzem, malarzem....tylko to nie ta konkurencja...). To jest
          całkiem "kumata" młodzież i ona czasem lepiej kombinuje niż nam się
          dorosłym wydaje....


          > Moje wywody opieraja się na zasadzie - oceny i poziom liceum,
          jakie
          > skończyła dana osoba nie przeklada się w prosty sposób ani na
          wyniki
          > na studiach, ani co wazniejsze - na dalsza życiową karierę.
          > Badania byly robione w USA, o ile pamietam albo przez dr. Spocka,
          > albo przez dwie znane autorki, ktore wydały trzytomowe popularne
          > wydawnictwo o rozwoju dziecka. Potwierdzaja one moją tezę. Wyniki
          w
          > szkole nie są przekladalne na przyszłą karierę.


          Ale co to jest ta kariera ? Czy kariera pana Wolszczana (o mało co
          nagroda Nobla) jest lepsza od kariery Lecha Wałęsy (nagroda
          Nobla) ? Czy kariera twojej córki być może (albo już) poetki, jest
          lepsza od kariery lekarza, ratującego życie ale który nic a nic z
          poezji nie rozumie ? Jak mierzyć tę karierę ? Ilością zarobionych
          pieniędzy ? Ilością pojawień się w wyszukiwarce Google ?




          • verdana Re: Inaczej o wyborze liceum 01.03.09, 14:12
            Znam osoby niezwykle zdolne i srednio inteligentne (to nie jest to
            samo, niestety), ktore zdobywały taka ilość punktów właśnie z palcem
            w nosie.
            Nie chciałabym rozwiewać Twoich złudzeń, ale stopnie nie świadcza
            bezposrednio ani o poziomie inteligencji, ani o mozliwosci dalszej
            nauki w zupelnie innym systemie szkoły wyższej. Można sadzic, ze
            rzeczywiście, dziecko uczace się rewelacyjnie sobie poradzi, ale nie
            jest to całkowice przekladalne. Nie mowiac już o czymś, o czym
            zapominasz - szkola zbiera śmietankę, ale w klasie
            samych 'wybranych" okaze się,z e sa i najslabsi uczniowie. Ich
            samoocena zazwyczaj dramatyczniespada - byli najlepsi,
            byli "wybrani', rodzice uwazali, ze sa najlepsza mlodzieżą , są
            lepsi od znajomych dzieci - a tu naraz jeden ze słabszych w klasie?
            A przeciez slabci w takich klasach musza być. To juz wcale nie
            sprzyja rozwojowi, nie stwarza dobrych warunków, nie sprzyja
            nauce.
            Kariera jest osiągnięcie tego, co chciało sie osiągnąć - bez
            róznicy, czy jest to Nagroda Nobla, czy stanowisko pierwszego szefa
            kuchni.
              • joa66 Re: Inaczej o wyborze liceum 01.03.09, 14:24
                p.s. moim zdnaiem lepszym niż Perspektyw są rankingi (niestety
                nieaktualne) strony www.egzaminy.edu.pl Oczywiście jest wiecznie
                żywy ranking Perspektyw, ale też są rankingi wg przedmiotów
                maturalnych, tzn, można sprawdzić, która szkoła ma najlepsze wyniki
                w maturach z historii a która z fizyki itd. To lepiej opisze moim
                zdaniem sam aspekt "naukowy" szkoły.
                • verdana Re: Inaczej o wyborze liceum 01.03.09, 14:27
                  Pod warunkiem, ze nie jest tak jak w pierwszej szkole mojego syna,
                  ze warunkiem zdania na drugi rok z chemii bylo branie korepetycji
                  (na 30 osób w klasie na I semestr 22 jedynki). Nie wątpie, ze sporo
                  osób tę chemie zdało na maturze nieźle,tylko co z tego?
              • verdana Re: Inaczej o wyborze liceum 01.03.09, 14:25
                Słyszalam (ale nie biorę zadnej odpowiedzialnosci za to co
                piszę!!!!), ze jest to szkoła nastawiona głównie na uczenie
                hiszpańskiego. Inne przedmioty na nieco nizszym poziomie i nie budza
                takiego zainteresowania dyrekcji.
                Szkola jest bardzo, bardzo wymagająca, i tu słyszałam rózne zdania -
                niektórzy dobrze się w niej czują, niektorzy (wcale nie słabi)
                uciekają w popłochu.
                Ale znam dziewczynę, ktora mimo powtarzania roku (a bylo to jeszcze
                za czasów roku ")" czyli wyłącznej nauki jezyka" wolała stracic dwa
                lata niż zmienić szkołę. Niestety, o ile wiem tego systemu roku
                zerowego już nie ma.
                -
                • joa66 Re: Inaczej o wyborze liceum 01.03.09, 14:36
                  Dzięki. Ciekawa jestem jaka jest zaleznośc pomiędzy niższym poziomem
                  innych przedmiotów i tym, ze szkoła jest wymagająca. A poza tym dla
                  mnie kluczową sprawą jest też sposób oceniania plus nastawienie do
                  ucznia. Ja oczekiwałabym, że uczen ,który się nie nauczył dostanie
                  pałę i tyle, a nie będzie wysłuchiwał litanii na temat swojej marnej
                  przyszłości w MPO ;)
            • agatka_s Re: Inaczej o wyborze liceum 01.03.09, 14:32
              verdana napisała:

              > Znam osoby niezwykle zdolne i srednio inteligentne (to nie jest to
              > samo, niestety), ktore zdobywały taka ilość punktów właśnie z
              palcem
              > w nosie.
              > Nie chciałabym rozwiewać Twoich złudzeń, ale stopnie nie świadcza
              > bezposrednio ani o poziomie inteligencji, ani o mozliwosci dalszej
              > nauki w zupelnie innym systemie szkoły wyższej. Można sadzic, ze
              > rzeczywiście, dziecko uczace się rewelacyjnie sobie poradzi, ale
              nie
              > jest to całkowice przekladalne. Nie mowiac już o czymś, o czym
              > zapominasz - szkola zbiera śmietankę, ale w klasie
              > samych 'wybranych" okaze się,z e sa i najslabsi uczniowie. Ich
              > samoocena zazwyczaj dramatyczniespada - byli najlepsi,
              > byli "wybrani', rodzice uwazali, ze sa najlepsza mlodzieżą , są
              > lepsi od znajomych dzieci - a tu naraz jeden ze słabszych w
              klasie?
              > A przeciez slabci w takich klasach musza być. To juz wcale nie
              > sprzyja rozwojowi, nie stwarza dobrych warunków, nie sprzyja
              > nauce.
              > Kariera jest osiągnięcie tego, co chciało sie osiągnąć - bez
              > róznicy, czy jest to Nagroda Nobla, czy stanowisko pierwszego
              szefa
              > kuchni.


              Matko Boska ale przecież szkoła nie ma na celu określać
              (rankingować) poziomu inteligencji. To nie ta konkurencja !!!!! Co
              ma piernik do wiatraka ? Szkoła ma wyposażyć w jakieś minimum
              wiedzy, które pozwoli na dalszą edukację, albo niektórym na jej
              zakończenie na danym poziomie. Punkty egzaminacyjne nie mają
              mierzyć inteligencji tylko ile kto się nauczył i czy sobie dalej da
              radę, w sensie czy ma podstawy wiedzy. Punkty nie mówią czy to jest
              ktoś superinteligentny, czy mało inteligentny ale pracowity jak wół.

              Apropos wyselekcjonowanych klas i konkurencji wewnętrznej.

              Trochę Cię ździwie. Klasa mojego syna-30 "kujonów" sami ze średnią
              powyżej 5,5 z podstawówki. Też się bałam że będą jakieś dramaty,
              jak to z takimi "primabalerinami" bywa, jakaś zawiść jakaś
              chorobliwa rywalizacja. No i nic takiego, wręcz odwrotnie. Pani
              wychowawczyni mówi że ona jeszcze tak zgranej klasy, takiej empatii
              tych dzieciaków do siebie jeszcze nie widziała. Mówi że wygląda to
              kompletnie inaczej niż w tych tzw "rejonowych" klasach. Mówiła nam
              że jak ktoś w naszej klasie dostanie jakiś gorszy stopień (a
              niestety sporo tych gorszych stopni te "gwiazdy" dostają !!!) to te
              dzieci pocieszają się, przerżywają wspólnie, kibicują sobie
              wzajemnie. Zero zawiści, wręcz odwrotnie trzymanie kciuków za
              siebie (bo wszyscy jadą na tym samym wózku, łatwo nie jest....)
              Pani wychowawczyni wprost nie może się nachwalić jak fajne i
              sympatyczne są to dzieci, i w sensie szkolnym ale też zwyczajnie
              jako ludzie, osoby. Ja to zresztą widzę po tym jaki mój syn ma
              stosunek do kolegów, jak się lubią ile czasu spędzają razem.

              To naprawde wcale nie musi tak być jak Ty piszesz. To chyba zależy
              jak rodzice nauczą przyjmować porażki. Dzieci z klasy mojego syna
              chyba nieźle zostały przez rodziców wyposażone i umieją te
              porażki "przyjmować na klatę".


              • verdana Re: Inaczej o wyborze liceum 01.03.09, 14:36
                Na dobrych studiach liczy sie bardziej inteligencja, niż poziom
                wiedzy, w tym sęk. Jeśli testy do liceum może równie dobrze zdać
                osoba nieinteligentna, acz wyuczona, to fatalnie dla testów - licea
                sa wstepem do studiów, a na studiach bez inteligencji jak bez ręki.
                Nie spotkałam jeszcze dobrego liceum , ktore miałoby równy, wysoki
                poziom wszystkich uczniów w klasie. Liceum zwykle bazuje właśnie na
                tym, ze pokazuje uczniom, ze już nie są tacy dobrzy.
                • agatka_s Re: Inaczej o wyborze liceum 01.03.09, 14:46
                  verdana napisała:

                  > Na dobrych studiach liczy sie bardziej inteligencja, niż poziom
                  > wiedzy, w tym sęk. Jeśli testy do liceum może równie dobrze zdać
                  > osoba nieinteligentna, acz wyuczona, to fatalnie dla testów -
                  licea
                  > sa wstepem do studiów, a na studiach bez inteligencji jak bez
                  ręki.
                  > Nie spotkałam jeszcze dobrego liceum , ktore miałoby równy,
                  wysoki
                  > poziom wszystkich uczniów w klasie. Liceum zwykle bazuje właśnie
                  na
                  > tym, ze pokazuje uczniom, ze już nie są tacy dobrzy.



                  Ale wierz mi verdano że do dobrych szkół czasem chodzą też
                  inteligentne dzieci, nie tylko do tych żłych !!!

                  Ja też kończyłam studia, robiłam, ITS i pracowałam od 3 roku studiów
                  normalnie na cały etat (nie były to studia zaoczne tylko normalne,
                  jak Pan Bóg przykazał)-miałam bardzo dobre oceny i w podstawówce i
                  liceum (cjut gorsze), a na studiach znów bardzo dobre i bardzo
                  dobrze napisałam prace magisterską-nie uważam się za osobę wybitnie
                  inteligentną (za inteligentną owszem), ale mniej więcej nieźle
                  wykształconą (ale też bez przesady-poziom gimnazjum jeszcze ogarniam
                  dalej już chyba odpadne). Studia są też dla ludzi, nie
                  fetyszyzujmy, to nie jest jakaś sprawa dla wybrańców-nawet te
                  najlepsze kierunki.
                  • verdana Re: Inaczej o wyborze liceum 01.03.09, 14:51
                    Czytanie ze zrozumieniem się klana..
                    Czy ja mowię, ze nie chodza - oczywiscie, ze chodza, powiem wiecej -
                    przede wszystkim takie dzieci do nich chodzą. To znaczy jednak,
                    miejmy nadzieję, ze testy sprawdzaja nie tylko wiedzę.
                    Problem jest inny - do szkół pozostałych także chodza inteligentne
                    dzieci, czasem z gorszych srodowisk, z gorszym startem, czasem po
                    prostu inne - na przyklad obdarzone gorsza pamięcią, co w szkole
                    jest nie do wybaczenia. Albo ukierunkowane wczesnie - świetnie zdaja
                    wedy tylko jedną część egzaminu pogimnazjalnego.
                    Studia nie są dla wybrańców, ale nie są tez dla ludzi
                    nieinteligentnych. mam troche wyuczonych, nieinteligentnych
                    studentow - poki to jest socjologia, to pół biedy. Ale
                    nieinteligentny absolwent pedagogiki, psychologii, medycyny - wole
                    nie myśleć.
                    • ratyzbona Re: Inaczej o wyborze liceum 01.03.09, 14:55
                      Między studentem który zawsze dobrze się uczył i poszedł ze świetnymi wynikami
                      na studia a studentem wybitnym bywa niekiedy olbrzymia różnica. Dobrzy uczniowie
                      w szkole to najczęściej ludzie ze świetną pamięcią systematyczni i umiejący
                      dostosować się do wymagań ( czytaj- wiedzą że opłaca się myśleć mniej niż
                      więcej). Świetny student to człowiek który przede wszystkim samodzielnie myśli i
                      nie zgodzi się z czymś tylko dlatego że tak mu mówią ale przemyśli i sprawdzi.
                      Taki student ma najczęściej pasję a wiedza jest tu bardzo często na drugim
                      miejscu. Z resztą większość szkolnej wiedzy z takim trudem zdobywanej i
                      testowanej jest nieprzydatna na studiach. Po pierwszym roku nie ma znaczenia kto
                      skończył jakie liceum. I właśnie wtedy najczęściej okazuje się jak mało znaczą
                      wszystkie rankingi w ostatecznym rozrachunku.
                      • agatka_s Re: Inaczej o wyborze liceum 01.03.09, 15:11
                        ratyzbona napisała:

                        > Między studentem który zawsze dobrze się uczył i poszedł ze
                        świetnymi wynikami
                        > na studia a studentem wybitnym bywa niekiedy olbrzymia różnica.
                        Dobrzy uczniowi
                        > e
                        > w szkole to najczęściej ludzie ze świetną pamięcią systematyczni i
                        umiejący
                        > dostosować się do wymagań ( czytaj- wiedzą że opłaca się myśleć
                        mniej niż
                        > więcej). Świetny student to człowiek który przede wszystkim
                        samodzielnie myśli
                        > i
                        > nie zgodzi się z czymś tylko dlatego że tak mu mówią ale przemyśli
                        i sprawdzi.
                        > Taki student ma najczęściej pasję a wiedza jest tu bardzo często
                        na drugim
                        > miejscu. Z resztą większość szkolnej wiedzy z takim trudem
                        zdobywanej i
                        > testowanej jest nieprzydatna na studiach. Po pierwszym roku nie ma
                        znaczenia kt
                        > o
                        > skończył jakie liceum. I właśnie wtedy najczęściej okazuje się jak
                        mało znaczą
                        > wszystkie rankingi w ostatecznym rozrachunku.



                        To ja Ci powiem z perspektywy osoby zajmującej się od prawie 15 lat
                        rekrutacją na najwyzsze stanowiska w kilkunastu krajach: przyjmując
                        ludzi do pracy nikt nie patrzy na to czy to był student dobry,
                        wybitny czy super wybitny. Czasem nie patrzy się na to czy w ogóle
                        i jakie studia kto skończył (patrzy się przy pierwszej pracy, owszem
                        ale potem jeśli ktoś ma już cv to studia stają się zdecydowanie
                        formalnością). Powiem więcej czasem ludzie robią "kariery" wbrew
                        swoim studiom (jak piszący tu przypadek).

                        No ale czy to znaczy że młodzi ludzie nie mają wybierać ambitnych
                        studiów ? Ba czy nie mają kończyć po kilak fakultetów ?
                    • agatka_s Re: Inaczej o wyborze liceum 01.03.09, 15:04
                      Po prostu czasem mam wrażenie że potępiasz w czambuł, tych
                      (dzieci+rodzice) którzy aspirują, decydują się na dobre, wymagające
                      szkoły. Moim zdaniem jeśli dziecko ma predyspozycje do nauki (a o
                      tym po 6 latach, ba po 9 latach nauki raczej się wie) to nie ma nic
                      złego jeśli aspiruje wysoko.

                      Ja już pisałam o tym ,że moim zdaniem akurat w Warszawie nie
                      występuje wśród kilkunastu czy jak ktoś napisał kilkudziesięciu
                      szkół z listy problem z poziomem-można w ciemno założyć że szkoły te
                      osobę chcącą się uczyć dobrze przygotują i do matury i do studiów
                      (różnice w "poziomie" są moim zdaniem dużo bardziej widoczne na
                      poziomie gimnazjów). Kwestia wyboru liceum to chyba rzeczywiście
                      kwestia tej wiedzy "podskórnej" o szkole, poczynając dla kogo jest
                      taka szkoła ("mój" problem: humanista ? nauki ścisłe ?), poprzez coś
                      co się nie da zdefinować czyli "atmosferę" czy jak ty to
                      nazywasz "wartości wychowawcze"), nie mówiąć o takim małym szczególe
                      jak języki, które czasem potrafią zepsuć jakąś nieźle pasującą
                      układanke. Moim zdaniem, (dziś na 2 lata przed naszym wyborem), to
                      jest podstawowy dylemat-jak znaleźć fajną szkołę-nie za ostrą ale i
                      nie za lekką ?. Ale moge zmienić zdanie,nie wykluczam tego, w mirę
                      gdy decyzja będzie bardziej realna.
                      • joa66 Re: Inaczej o wyborze liceum 01.03.09, 15:13
                        "nie mówiąć o takim małym szczególe
                        jak języki, które czasem potrafią zepsuć jakąś nieźle pasującą
                        układanke."

                        oj, potrafią...

                        jezeli nic się nie zmieni (też 2 lata do wyboru) to zostaje nam
                        kontynuacja angielskiego i hiszpańskiego (wybór syna) a ja
                        chciałabym, zeby to była nauka języków na wysokim poziomie. I
                        okazuje się, ze nie ma wielkiego wyboru
                      • verdana Re: Inaczej o wyborze liceum 01.03.09, 19:47
                        Nie potepiam tych co "aspiruja" - tylko tych, co uznaja, ze liczą
                        się tylko szkoly ze szczytu rankingu, a ci, ktorzy koncza inne
                        szkoly, to już nieco gorszy gatunek mlodziezy. Przede wszystkim to
                        nie rodzice powinni aspirowac, tylko 16-latek. Co innego wybor
                        ambitnego liceum przez dziecko (sama wybrałam takie wbrew opinii
                        rodzicow) , a co innego gdy rodzice naciskaja, zę tylko skonczenie
                        takiego liceum jest godne ich dziecka. I nastawiaja się na najlepsze
                        liceum juz w podstawowce... A mam wrazenie, ze wiele wyborów to nie
                        sa wybory samych zainteresowanych.
                        No i mowisz, ze gdy rekrutujesz do pracy nie patrzy sie na studia,
                        ani na wyniki na studiach - a zwraca się uwagę na liceum? Tez nie.
                        Czyli tak samo jest wszystko jedno, co się skonczy, prawda?
                        Mam też watpliwosci, powazne, czy warto konczyć wiele kierunkow ot
                        tak sobie, jesli to w ogóle nie procentuje w przyszłości i nie ma
                        sie zwiazanych z tym planów zawodowych.
                        • agatka_s Re: Inaczej o wyborze liceum 01.03.09, 20:31
                          Nie potepiam tych co "aspiruja" - tylko tych, co uznaja, ze liczą
                          > się tylko szkoly ze szczytu rankingu, a ci, ktorzy koncza inne
                          > szkoly, to już nieco gorszy gatunek mlodziezy.

                          ? Nie bardzo rozumiem. Jeśli ktoś wybiera najlepszą szkołe (już nie
                          kłóćmy się co to oznacza), to po to aby do tej szkoły chodzić a nie
                          dlatego żeby dyskredytować inne szkoły, czy inne wybory. To tak jak
                          z kupnem mieszknia-kupuje w "najlepszej" dzielnicy, ale czy to od
                          razu oznacza że uważam mieszkańców innych dzielnic za gorszych ?
                          Gdyby tak było to każdy wybór najlepszej rzeczy byłby wątpliwy
                          moralnie.




                          Przede wszystkim to
                          > nie rodzice powinni aspirowac, tylko 16-latek.

                          Teoretycznie tak, ale wiadomo że często jest to wspólna decyzja.
                          Jak widać na forum dużo rodziców przejmuje się wyborami dzieci, mają
                          wątpliwości i to zarówno czy szkoła nie jest za słaba jak i
                          odwrotnie. Ja myślałam ze przy wyborze liceum już "palcem nie
                          kiwne", ale chyba tak się nie da (choć mam szczerą nadzieję że nie
                          będzie to ode mnie wymagać tyle wysiłku co wybór (przez syna!)
                          giomnazjum).

                          Co innego wybor
                          > ambitnego liceum przez dziecko (sama wybrałam takie wbrew opinii
                          > rodzicow) , a co innego gdy rodzice naciskaja, zę tylko skonczenie
                          > takiego liceum jest godne ich dziecka.

                          To jest owszem patologia. Ale przede wszystkim ma to kótkie nogi,
                          podobnie jak z naciskaniem na dziecko aby kończyło szkołę muzyczną,
                          mimo ze dziecko już nie chce. Jak dziecko się zmusi do zbyt
                          ambitnej szkoły to ono się uprze i udowodni że rodzice źle wybrali i
                          da się z tej szkoły wyrzucić.

                          I nastawiaja się na najlepsze
                          > liceum juz w podstawowce... A mam wrazenie, ze wiele wyborów to
                          nie
                          > sa wybory samych zainteresowanych.

                          Nie wiem, ja akurat nie znam zbyt wielu licealistów więc trudno mi
                          to ocenić (ja wybrałam sama, nawet trochę chyba zbyt sama, dziś z
                          perspektywy czasu oceniam że nie miałabym nic przeciwko gdyby
                          rodzice mi ciut pomogli w podjęciu decyzji, ale może top czas trochę
                          wypacza moje wspomnienie o tym okresie). Znam gimnazjalistów,
                          kolegów syna-z tego co wiem to raczej sami podejmowali takie decyzje
                          (choć z udziałem rodziców), co jest dla mnie zresztą logiczne bo
                          wymagało to sporego wysiłku, trudno zmusić dziecko aby zdało trudny
                          egzamin wbrew jego woli. Moim zdaniem to niewykonalne.

                          > No i mowisz, ze gdy rekrutujesz do pracy nie patrzy sie na studia,
                          > ani na wyniki na studiach - a zwraca się uwagę na liceum? Tez nie.
                          > Czyli tak samo jest wszystko jedno, co się skonczy, prawda?


                          No oczywiście. Z punktu widzenia pracy zawodowej nie ma to żadnego
                          znaczenia (choć muszę przyznać że absolwenci akurat mojego liceum
                          często taką informację umieszczają w cv, to takie małe zboczenie
                          Reytaniaków-straszna duma z tego że się tą szkołę skończyło-czasem
                          wręcz graniczące ze smiesznościa, ale to taki "koloryt lokalny").
                          Ma moim zdaniem jakość szkoły ma jednak znaczenie w przypadku wyniku
                          matur (lepsza szkoła=zwiększenie szans na lepszy wynik matury), a to
                          już może zdecydować o takim małym fakcie jak to czy dziecko studia
                          podejmie. Dla dobrze się uczących może nie ma to akurat tak
                          ważkiego znaczenia, ale jęsli ktos jest na granicy zda/nie zda , to
                          jednak jakość szkoły może zdecydować o tym czy tą maturę zda czy nie.
                          > Mam też watpliwosci, powazne, czy warto konczyć wiele kierunkow ot
                          > tak sobie, jesli to w ogóle nie procentuje w przyszłości i nie ma
                          > sie zwiazanych z tym planów zawodowych.

                          Ja nie wiem nigdy nie miałam takich aspiracji aby zrobić tzw drugi
                          fakultet, ale wiem że są tacy hobbyści, których pociąga samo
                          studiowanie, nawet jeśli potem nie maja tego zamiaru wykorzystywać w
                          praktyce. To się chyba nazywa "poszerzanie horyzontów", takie mało
                          szkodliwe dziwactwo (moim zdaniem)
                          • claratrueba Re: Inaczej o wyborze liceum 02.03.09, 07:15
                            Niestety w moim mieście wybór liceów jest w skali kompletna nędza-słabe (w
                            rankingu 100 najlepszych w Polsce nie występuje żadne), mój kontakt zawodowy z
                            maturzystami też nie napawa optymizmem,więc biorę pod uwagę Warszawę -najbliżej,
                            moja matka tam mieszka i "wiadoma rzecz stolica"- teatry, wystawy itp. Ranking
                            Perspektyw OK, wskazuje gdzie warto, a raczej, że nie warto do pozostałych.
                            Natomiast o wyborze zdecyduje raczej coś innego- ocena organoleptyczna+ ilość
                            olimpijczyków. Ocena organoleptyczna pozwala ocenić atmosferę w szkole- ilu jest
                            smętnych, kujących podczas przerwy, jak zachowuje się młodzież (luz czy
                            pogrzebowa atmosfera, cisza czy śmiech, wzajemne odnoszenie się do siebie-
                            życzliwe lub nie, jak odnosi się do "grona"), czy na ścianach są tylko
                            doniesienia o osiągnięciach czy też "klasa na pikniku" lub inne wspólne wygłupy.
                            Olimpijczycy są natomiast wskaźnikiem ilości uczniów naprawdę uzdolnionych- zdać
                            maturę na maxa to osiągalne dla kujona tępego jak muł, olimpiada- nie. I
                            wskaźnikiem ilości wybitnych nauczycieli- przygotować do matury nie sztuka, do
                            olimpiady- tak. Oczywiście ta ocena organoleptyczna musi być z udziałem
                            zainteresowanego- ew. przyszłego ucznia. To jemu musi atmosfera szkoły
                            odpowiadać. Taka była u nas procedura wyboru gimnazjum, zaraz po opiniach
                            starszych kolegów.
      • klemens.strozynski Śmietanka może szkodzić... 02.03.09, 13:54
        agatka_s napisała:

        > (jakby co to śmietanka to to co się zbiera na górze mleka, ta
        najtłustsza część tego mleka)

        Z "punktu widzenia wątroby" śmietanka jest bardzo niebezpieczna,
        powoduje gwałtowne wydzielanie żółci...
        A mówiąc poważnie - znalezienie się wśród takiej "śmietanki" nie
        dla wszystkich musi być atrakcyjne. Przecież to w jakims sensie
        środowisko "nienormalne".
        Ten pęd do liceów "śmietanklowych" jest kreowany przez
        licealny "marketing", wmawiający, ze bycie w takim wysokopunktowym
        liceum powinno być marzeniem każdego...
        • agatka_s Re: Śmietanka może szkodzić... 02.03.09, 15:57
          klemens.strozynski napisał:

          > > A mówiąc poważnie - znalezienie się wśród takiej "śmietanki" nie
          > dla wszystkich musi być atrakcyjne. Przecież to w jakims sensie
          > środowisko "nienormalne".
          > Ten pęd do liceów "śmietanklowych" jest kreowany przez
          > licealny "marketing", wmawiający, ze bycie w takim wysokopunktowym
          > liceum powinno być marzeniem każdego...


          Oczywiście że marzeniem każdego nie, ale w marzeniu o byciu uczniem
          takiej szkoły, ba nawet (o zgrozo !!!!) w byciu uczniem takiej
          szkoły też nie ma nic złego. Wolno "nie marzyć", ale wolno i "marzyć"

          "znalezienie się wśród takiej "śmietanki" nie
          > dla wszystkich musi być atrakcyjne"- to są Pana słowa, ale też i
          prawdziwe jest twierdzenie niejako odwrotne " to że dla kogoś jest
          to atrakcyjne nie może być uważane za coś złego". Pozwólmy ludziom
          decydować i uszanujmy ich wybór. Nie narzucajmy na siłę że jedynie
          akceptowalnym wyborem jest decydowanie się na szkoły średnie. Sorry
          najlepsze szkoły są też dla ludzi !!!

          Ludzie są różni i każdy ma prawo dokonywać wyboru (dobrze aby ten
          wybór był na podstawie szerokiej wiedzy). Nie można też stosować
          jako metody na udawadnianie swoich racji stereotypów, i diagnoz "coś
          mi się tam wydaje, bo znam jednego ucznia co nie lubił "renomowanej"
          szkoły", albo "bo jeden Dyrektor renomowanej szkoły powiedział to i
          tamto". Z całym szacunkiem ale takie rzeczy świadczą tylko o tym że
          dany uczeń nie lubił danej szkoły, a dany Dyrektor wypowiedział się
          niezbyt fortunnie (choć nie wiem czy tak było w rzeczonym przypadku,
          bo ja nie znam tej konkretnej wypowiedzi)



          Ta dyskusja przypomina mi dyskusje o szkołach prywatnych i
          publicznych (od lat na forach dziecinnych !!!). Zwolennicy jednych
          przekonują (ba !!! walczą na śmierć i życie) drugich że ich szkoła
          jest lepsza, przy okazji odsądzająć od czci i wiary tych którzy
          zdecydowali sie na inną szkołę (dotyczy to i zwolenników jednego i
          drugiego rodzaju szkoły). A prawda jest taka że nie ma
          kategorii "szkoły prywatne" versus "szkoły publiczne", bo i tu i tu
          są dobre szkoły, a wybór danej szkoły zależy od konkretnej sytuacji
          wybierajacego. Tak samo i w przypadku szkół ze szpicy rankingów-to
          nie są ani jednoznacznie dobre ani jednoznacznie złe szkoły, bo to
          poprostu zależy czego kto szuka. Jeden będzie się lepiej czuł w
          szkole średniej, inny w najlepszej.

          A tak swoją drogą czy za marketing licealny mamy też uznać
          oficjalnie system "progów punktowych" ?



          Z tego wszystkiego (z poglądu że dobre szkoły są "złe") wynika że
          ludzie (uczniowie i icxh rodzice) jakoś strasznie się nieracjonalnie
          zachowują "walą oknami i drzwiami" do szkół które są miejscami
          opresji i kaźni i w ogóle tam same samobójstwa odchodzą. Po co oni
          się tam pchają, ?

          Pozwole sobie się jednak nie zgodzić z takim poglądem i zostać przy
          swoim "Dobre (te z czołówki rankingów) szkoły są dobrymi szkołami,
          ale nie dla wszystkich i nie wszyscy je poprostu wybierać powinni".
    • e-teacher Re: Inaczej o wyborze liceum 02.03.09, 10:06
      Witam, wrzucę tutaj parę swoich opinii. Z wieloma zdaniami się nie zgadzam, ale nie chcę tu nikogo urazić, przecież chodzi o konstruktywną dyskusję i wnioski. Jestem mamą nastolatki(gimnazjum), ale także nauczycielką. Znam problem z dwóch stron. Nie mam najlepszego zdania o renomowanych szkołach, a rankingi zaczynają dotyczyć już nawet(!)przedszkoli. Mówię moim uczniom, że uczyć się trzeba wszędzie i jestem o tym głęboko przekonana. Jest parę tzw. dobrych liceów w moim mieście. W większości z nich uczniowie dobierani w wyniku konkursu świadectw "angażowani" są do typowego wyścigu szczurów, a wyścigi te - jak wiemy - wytrzymują najsilniejsi psychicznie. Któregoś roku były robione badania na temat liczby samobójstw młodzieży. Na pierwszym miejscu było liceum z top listy szkół średnich. Kończyły to liceum dzieci moich znajomych i wspominają lata spędzone tam jak koszmar. Uczyły się wszystkiego same, nauczyciele ograniczali się do zadawania coraz to większych partii materiału, nawet niczego nie tłumacząc. Córka koleżanki przez lata nauki w tym liceum wyglądała anemicznie, nie było w niej radości życia(nie wspomnę o radości uczenia się), kontakty w klasie to była tylko i wyłącznie chora rywalizacja.
      Nie jest trudno "stworzyć" dobrą szkołę wybierając do niej samych zdolnych uczniów. Pewnie jakoś sobie poradzą z nauką, ale jakimi będą ludźmi? Świat nie składa się tylko z pięknych, bogatych, wybitnie uzdolnionych i zdrowych. Są też mniej utalentowani, biedniejsi i niepełnosprawni...
      Kiedy w Polsce powstały szkoły integracyjne, nagle okazało się, że mamy tak wielu młodych niepełnosprawnych. Byli dotychczas zamknięci w domach i uczeni indywidualnie. To dobrze, że mogą chodzić do szkół. Szkoda tylko, że nie do wszystkich. Moi przyjaciele mieszkający w Australii byli zadziwieni naszą integracją. Tam każdy uczeń może chodzić do swojej szkoły rejonowej, także ten na wózku, także ten o kulach, także ten, który nie jest wybitnie zdolny. To nauczyciel musi pracować z możliwościami ucznia, nie z programem czy dyrektywami. Tacy uczniowie nie znajdą miejsca w renomowanych(!)liceach. Nie są śmietanką, nie są elitą - są inni.
      Tworzenie enklaw szkolnych niesie za sobą bardzo złe skutki. Powinniśmy skoncentrować się na tym, żeby każda szkoła zapewniała uczniom właściwe warunki rozwoju osobowości i zdobywania wiedzy, żeby akceptowała wszystkich bez względu na ich pochodzenie, status majątkowy, talent, niepełnosprawność...
      W każdej szkole znajdą się olimpijczycy, sportowcy, ale zachowany zostanie właśnie aspekt wychowawczy, o którym tu przedmówcy dużo mówili, a który jest tak bardzo ważny!
      Sporo lat temu kończyłam tak zwane normalne liceum, rezygnując z renomowanego(już wtedy śmietanka zaczynała się zbierać). Absolwenci mojej klasy to: 7 lekarzy, 4 nauczycieli, 10 inżynierów, ekonomiści, prawnicy, politycy...Czy to zły efekt nauki w zwykłej szkole?
      Kilka lat temu uczeń mojej wychowawczej klasy słabiej zdał egzamin wstępny i do liceum renomowanego nie został przyjęty. Na początku roku szkolnego był załamany niskim poziomem w LO, do którego trafił. Pojechałam z nim i z jego mamą do słynnego renomowanego LO i prosiłam, by mógł się tam przenieść. Odmówiono. Wychodząc powiedziałam pani dyrektor, że mój uczeń sobie poradzi, że to ich strata. Zdał maturę w tym "słabym" LO. Ukończył z wyróżnieniem wyższe studia i zajmuje obecnie wysokie stanowiska kierownicze. Teraz można powiedzieć, że należy do elity.
      Życzę nam wszystkim normalnych, fajnych szkół wychowujących wspaniałych ludzi, pozdrawiam serdecznie - mama-nauczycielka :)))
      • Gość: zorro Re: Inaczej o wyborze liceum IP: 62.92.82.* 04.03.09, 14:13
        Na początek-podziwiam i zazdroszczę jakie to niektóre dzieci są
        dojrzałe.

        Ja byłem (bo mama chciała)śmietanką w skali ogólnopolskiej.Czasy
        były inne i społeczenśtwo niby bardziej egalitarne, ale nie do końca-
        jak być może sobie niektórzy przypominają.
        W mojej klasie i w sąsiednich na medycynę wszyscy brali lekcje.Z
        angielskiego też dużo osób tak miało.Znam osoby które brały lekcje
        żeby dostać się na prawo, z rysunku na architekturę, na geografię i
        leśnictwo też.
        Być może niektórzy dostaliby się na studia także bez tych
        korepetycji, ale rodzice mający także w tych innych czasach kasę
        woleli chuchać na zimne.
        W tym liceum byli legendarni (z różnych powodów) nauczyciele, ale
        też tacy nazwijmy to nielegendarni, więc z niektórych przedmiotów w
        niektórych klasach trza było jednak korki brać co by cuś umieć.Z
        tego co rozmawiałem co jakiś czas z dużo młodszymi znajomymi po
        zmianie ustroju nic się nie zmieniło (a szkoła jest
        dalej 'perspektywicznie i agorowo' topowa). Korepetycje dalej
        niektórzy brali, a niektórzy moi 'nielegendarni' nauczyciele uczą
        tam do dzisiaj.
        W związku z tym uważam te pseudorankingi za kompletne
        nieporozumienie.Także bzdurą jest bezpłatna edukacja- albo płacisz
        za prywatną edukację, albo opłacasz dziecku lekcje choćby języków,
        albo wydajesz kasę na sport lub inne zajęcia pozalekcyjne. A jak nie
        masz kasy to pozostaje nadzieja, że dziecko samo się czymś
        zainteresuje.
        Moim zdaniem do tych szkół idą uczniowie zdolni i samozmotywowani,
        pasjonaci (ale oni dadzą sobie radę w każdej szkole, jeśli im ktoś
        za bardzo nie będzie przeszkadzał), ale też na zasadzie kuli
        śnieżnej dzieci wytrenowane dzięki rodzicom (i one przed maturą
        dalej poza szkołą ciężko trenować będą, jeśli starym starczy kasy).
        Nauczyciele z tych szkół niekoniecznie są śmietanką pedagogiczną.
        Choć są wyjątki-tak jak i w innych szkołach i oni być może wzbudzą u
        kogoś pasję itd.

        Mamy jeszcze trochę czasu (rok), ale moje córka już zaczyna mysleć o
        tym (i ja też).Niestety z powodu miejsca zamieszkania, szkoły jest
        wieśniarą,a z powodu aspiracji uważa się za miastową.Ja natomiast
        zupełnie odwrotnie.
        Moim zdaniem najwyższym dobrem nastolatka to czas (więc spędzanie
        czasu w/lub na przystanku autobusie,pociągu, lub ze starym w
        samochodzie to nie za bardzo ma sens).To jak to wykorzysta w
        największym stopniu odpowiada on sam, a nie rodzice.Rodzice mogą mu
        tylko w tym przeszkodzić lub pomóc.W związku wolałbym żeby córcia
        nie udawała, że jest śmietanką (chociaż ma lepsze oceny ode mnie)
        tylko poszła do najbliższego liceum, gdzie będzie namniejszy problem
        z dojazdem- czyli np. w Wieliczce (jeszcze jest jakieś krakowskie
        blisko).

        Niestety córcia sie lepiej zna na rzeczy i jest biegła w
        przeglądaniu stron więc zobaczyła na stronie LO ze szczytu rankingu,
        że jest tam wymiana z USA.No i musiałem dziecku wytłumaczyć, że mu
        dorośli i w dodatku nauczyciele robią wodę z mózgu.
        Dziecko dalej chce do aspirować do śmietanki. Może wyjsciem bedzie
        zbadanie gdzie uczy jakiś wybtny chemik(-czka)- bo moja córka
        najbardziej lubi ten przedmiot.
        • klemens.strozynski Gratuluję 04.03.09, 21:20
          Gość portalu: zorro napisał(a):

          > No i musiałem dziecku wytłumaczyć, że mu dorośli i w dodatku
          nauczyciele robią wodę z mózgu. Dziecko dalej chce do aspirować do
          śmietanki. Może wyjsciem bedzie zbadanie gdzie uczy jakiś wybtny
          chemik(-czka)- bo moja córka najbardziej lubi ten przedmiot.

          Gratuluję zdrowego rozsądku.
          • joa66 Kto tworzy szkołę - uczniowie czy nauczyciele 04.03.09, 22:07
            Odpowiedź jest oczywiście prosta, szkołę tworzą zarówno nauczyciele
            jak i uczniowie. Ale ponieważ od czasu do czasu wraca do mnie myśl o
            Bednarskiej, zadaję sobie to pytanie. I kiedy czytam o nauczycielach
            tej skoły, to (mimo, że kilka rzeczy mnie nie zachwyca)szkoła ta
            byłaby chyba numerem jeden dla nas. Kiedy czytam o jej
            uczniach....zaczynam mieć bardzo mieszane uczucia, a są "aż"
            mieszane, ponieważ nie wiem czy można wierzyć temu co ludzie
            wypisują na forach.

            • verdana Re: Kto tworzy szkołę - uczniowie czy nauczyciele 05.03.09, 11:13
              Ja bardzo podziwiałam Bednarska kiedyś. Teraz już mniej. Fakt,
              dzieci moich znajomych niemal wszystkie uwielbiały tę szkołę - to
              duzy plus. Rozwijały się tam intelektualnie - drugi duzy plus.
              Podostawałt się na studia - trzeci.
              Natomiast minusy sa nie mniejsze. Jednen i to powazny - znana mi
              mlodzież wyszła z tej szkoły niezwykle snobistyczna - i to w sposób
              trudny do zniesienia. Slabo znajaca też zycie - nie zapomnę córki
              mojej przyjaciółki, która potepiła wszystkich nie znajacych
              perfekcyjnie angielskiego "bo przeciez trzy miesiace - pół roku w
              Anglii wystarczy, by się nauczyć". I nie zrozumiała, gdy
              powiedziałam, ze większosci ludzi na to nie stać (to było jeszcze
              przed otwarciem brytyjskiego rynku pracy). Stwierdziła, ze to
              przecież nie jest drogie... Była zdumiona.
              Drugi minus, o ktorym powiedziała mi mata absolwentki sprzed dwoch
              lat - z klasy jej córki niemal wszyscy dostali się bez wysiłku na
              studia. Ale po niecałym roku studiowała już tylko polowa. Reszta
              odpadła - bo studia nie takie, bo oblali pierwszą sesję, bo
              wykładowcy nudni...
              • joa66 Re: Kto tworzy szkołę - uczniowie czy nauczyciele 05.03.09, 13:24
                Tylko czy na to jaka jest ta młodzież miała wpływ szkoła czy dom
                rodzinny?

                Czy teraz ta szkoła niepodobałaby Ci się ze względu na ewentualne
                towarzystwo dla Twoich dzieci?

                Co powinno byś tym kluczowym powodem wybrania danej szkoły -
                towarzystwo czy kadra nauczycielska?

                p.s. w sumie rozumiem problem nudnego wykładowcy;)
                • verdana Re: Kto tworzy szkołę - uczniowie czy nauczyciele 05.03.09, 13:31
                  Tak. Ale ja mam zboczenie zawodowe, wiec nie jestem miarodajna.
                  Nie chciałabym szkoły o zbyt jednorodnym towarzystwie, nawet gdyby
                  to bylo towarzystwo jednorodnie dobre. Ale to mój prywatny poglad i
                  raczej nie podzielany przez ogół.
                  Mysle, ze problem kadry i towarzystwa nie jest rozłączny. Widziałam,
                  jak niezła kadra potrafi zrobic z meneli przyszłych doktorantów i
                  jak zła potrafi zdołować świetne dzieciaki.
                  Ja rozumiem problem nudnego wykladowcy ( do dziś Historia Mysli
                  Spolecznej u najwybitniejszego polskiego socjologa sni mi się po
                  nocach), ale zwykle na studiach jest więcej niz jeden:-) A tu np.
                  argumentem do rzucenia studiów bylo to, ze na danym kierunku trzeba
                  zaliczyc jakieś obowiazkowe, nieinteresujace przedmioty.
                  • joa66 Re: Kto tworzy szkołę - uczniowie czy nauczyciele 05.03.09, 23:55
                    Mam nadzieję, że za bardzo nie odbiegnę od tematu, ale chciałabym
                    zrozumieć istotę atmosfery w szkole;). Acha, Bednarska to tylko
                    przykład, barzdiej mnie ciekawi istota problemu;)

                    Z Twojego postu verdano wynika, że (a) tamtejsi nauczyciele
                    rozbudzili ciekawośc uczniów, młodziez się świetnie rozwijała
                    intelektualnie oraz (b) ci sami uczniowie nie radzili sobie na
                    studiach z problemem nudnych zajęć (niektórych).


                    Czy jest to przyczyna i skutek?

                    Jeżeli tak, to czy wpadki na studiach nie nalezy traktować jako ceny
                    za możliwość uczestniczenia w ciekawych i rozwijających zajęciach w
                    liceum?

                    Jeżeli nie, to co Twoim zdaniem jest źródłem problemu? Przecież ci
                    sami uczniowie stawiali czoła przedmiotom, które ich nie
                    interesowały już w liceum?
                    • verdana Re: Kto tworzy szkołę - uczniowie czy nauczyciele 06.03.09, 17:07
                      Moim - nie moim, bo ja w gruncie rzeczy znam wszystko " z drugiej
                      ręki" i bazuję na opiniach matki uczennicy Bednarskiej, i znajomych
                      studentow, ktorzy znają absolwentow Bednarskiej. Więc napiszę, co
                      słyszałam, ale za nic odpowiedzialnosci nie biorę.
                      Bednarska nie tylko rozbudza ciekawość uczniów (doskonale!), ale
                      umacnia ich w przekonaniu, ze szkoła jest dla nich (slusznie) i że
                      zadaniem szkoły jest nie tylko nauczyć, ale i urozmaicić życie. To
                      sa na ogół bardzo zdolne dzieciaki, ktorym nauka przychodzi bez
                      trudu, mają mnóstwo zajęć dodatkowych, wycieczki, atrakcje
                      zalatwiane przez rodciców (nie wszyscy oczywiście). I wzrastają w
                      przeknaniu, ze nauka jest atrakcyjna (swietnie). Natomiast slabiej
                      idzie szkole uczenie swoich uczniów, ze trzeba czasem robic rzeczy
                      nieatrakcyjne i nudne, aby osiągnąć cel, ze nie wszystko im się
                      należy z tej racji, ze sa dobrzy i z dobrych rodzin i że sukces,
                      ktorym jest dostanie się na Bednarską nie jest dany raz na zawsze.
                      To nie jest tak, jak zrozumiałaś, że jedne nudne zajecia i student
                      porzuca studia. To raczej jest tak, ze uznaje on, ze musi robić to,
                      co lubi, ze nalezy mu się prawo wyboru, a jesli cos nie odpowiada -
                      nalezy "iść do przodu" i poszukac czegos lepszego. To byloby i nie
                      takie złe, gdyby nie to, ze jest to czasem szukanie kosztem innych.
                      Znajoma mi rekordzistka zaczęłą cztery kierunki na UW (w ciągu 2
                      lat) , z czego została na jednym, a z jednego wycofała się po
                      tygodniu. I nie ma w niej cienia, cienia świadomosci, ze przez nią
                      nie studiuja trzy osoby...
                      Warunki studiowania (wredne "panie z dziekanatu", dystans do
                      profesorów, sa dla niektorych prawdziwym szokiem. Znaleźli sie w
                      nieprzyjaznym swiecie, ktorego nie znaja i szukaja takiego, ktory by
                      był równie opiekunczy co szkoła. Z relacji innych studenci z
                      Bednarskiej potrafia np. wyjść w trakcie ćwiczeń bez
                      usprawiedliwienia i nie rozumieć, dlaczego prowadzacy ma do nich
                      pretensje - przeciez oni mieli coś innego do załatwienia, albo się
                      nudzili, no więc po co mieli siedzieć?
                      • joa66 Re: Kto tworzy szkołę - uczniowie czy nauczyciele 07.03.09, 13:47
                        "...I nie ma w niej cienia, cienia świadomosci, ze przez nią
                        nie studiuja trzy osoby..."

                        To jest jedna z rzeczy, która na pewno mi się tam nie podoba. Nie
                        podoba mi się w kontekście obowiązkowego wolontariatu, który chyba
                        służy tylko samym uczniom (rozwój osobisty).

                        Na szczęście nie rozważamy tej szkoły na poważnie, bo nie wiem czy
                        przy resztkach wolnych miejsc (są absolwenci 2 gimnazjów) i z
                        kiepskim dojazdem, warto jest tracić czas, jeżeli do końca nie jest
                        się przekonanym.

                        Ale nie ukrywam, że marzy mi się pełna pasji i życzliwa kadra.
                        Minimum to podstawowa przyzwoitosć i kiedy uczeń zawali klasówkę to
                        dostanie pałę, a nie serię epitetów na deser, a nauczyciel ma do
                        niego normalny stosunek.

                        Czy to za dużo?

                        Mam to szczęście, że moje dziecko jest nie tylko inteligentne i
                        ciekawe świata, ale też zdolne i ma dobrą pamięć. Ma też
                        zainteresowania. Wierzę więc, że i tak da sobie radę z nauką.


                        Ale jeszcze dam "punkty" Bednarskiej..;) - a może musimy uczyć
                        młodych ludzi, żeby nie akceptowali złych rzeczy (nawet wrednej
                        sekretarki na uczelni)?;) Gdzie leży granica między akceptowaniem
                        tego, że biją kolegę a tym, że pani w sekretariacie robi mu
                        złosliwości?


                        Echh... dużo pytań o to czego oczekujemy od szkoły...

                        • verdana Re: Kto tworzy szkołę - uczniowie czy nauczyciele 07.03.09, 13:59
                          Złych rzeczy tak. Natomiast pewnej normalnosci - czyli opryskliwej
                          pani z dziekanatu, to juz nie jestem pewna. Nie da się przeżyć życia
                          wyłącznie z sympatycznymi ludxmi, w idealnej atmosferze, czasem
                          trzeba po prostu uznac, ze trudno - nie wszyscy sa dla nas mili i
                          chca nam przychylic nieba.
                          Miedzy biciem kogos, a niesympatyczna urzedniczką, ktora wykonuje
                          swoje obowiazki jest przepaść.
              • protozoa Re: Kto tworzy szkołę - uczniowie czy nauczyciele 10.03.09, 16:22
                Bednarska jest szkoła dobrą, ale nie dla każdego.
                Verdano, nie widzę nic złego w tym, ze dziewczyna wyraża swój pogląd na temat
                znajomości/braku znajomości jęz. angielskiego. I o ile nasze pokolenie (
                czterdziestolatków) miało trudniej, o tyle dzisiejsze spokojnie moze znac ten
                język perfekcyjnie. I posune się dalej - jesli nie zna może zapomniec o
                ciekawej, dobrze płatnej pracy. Może to brutalne i niedemokratyczne, ale prawdziwe.
                  • agatka_s Re: Kto tworzy szkołę - uczniowie czy nauczyciele 10.03.09, 16:46
                    verdana napisała:

                    > Czy Ty umiesz czytac ze zrozumieniem? Nie chodzi przecież o
                    > znajomość angielskiego! Tylko o to, ze dziewczyna uwaza, ze każdy,
                    > aby nauczyć się języka, moze bez problemu wyjechac sobie do
                    Anglii -
                    > i nie widzi cienia problemu finansowego.



                    Ale czy to jest za sprawą chodzenia do szkoły A lub B ?

                    To chyba jednak kwestia domu, i wychowania. Mnie stać na różne
                    rzeczy, ale mój syn od roku chodzi sprzątać za 30 zł tygodniowo,
                    żeby mieć na różne swoje rzeczy (swoje kieszonkowe obniżył
                    bohatersko, żebyśmy mogli we wrześniu pojechać na wyscigi F1 do
                    Włoch). Bo ja właśnie chciałabym aby on umiał docenić, że nie
                    wszystko jest na wyciągnięcie ręki. Nie sądze aby to była rola
                    szkoły, to rola rodziców.
                    • verdana Re: Kto tworzy szkołę - uczniowie czy nauczyciele 10.03.09, 17:25
                      Tak, jednak wydaje mi się, ze to w duzym stopniu sprawa szkoły - i
                      atmosfery i nie spotykania absolutnie nikogo w gorszej sytuacji
                      materialnej. Nie ze złej woli - ale po prostu po paru latach w
                      szkole można uznać, ze to, co sie widzi, to cala rzeczywistość, a
                      nie jej drobny wycinek.
                      Te same dziewczyny przed pójsciem do szkoły byly
                      znacznie "normalniejsze".
                        • verdana Re: Kto tworzy szkołę - uczniowie czy nauczyciele 10.03.09, 19:02
                          Nie, bo to byla bardzo dobra, współczujaca dziewczyna - do dziś
                          zajmuje się szeroko rozumianą dzialalnoscia charytatywną, jest
                          ekologiem, wegetarianka, zajmuje się "sprawiedliwym handlem" itd.
                          czyli - wzor cnót.
                          Tylko ona jakby widzi tych, ktorym pomaga, jako kogos zupełnie
                          innego, obcego - jakby pomagała - nikogo nie obrazajac - Aborygenom.
                          Normalne jest to, co dzieje się w jej środowisku, reszta (jak "Duzym
                          Formacie" ) to egzotyka, ktora można opisac okiem etnografa, ale nie
                          ma się z nia nic wspolnego.
                          Rozumiem,że tego można nie zauwazyc. Jak już pisalam - ja widzę, bo
                          jako socjolog mam zboczenie zawodowe.
                          • joa66 Re: Kto tworzy szkołę - uczniowie czy nauczyciele 10.03.09, 19:16
                            W ostatnią sobotę byłam na zebraniu informacyjnym w liceum na
                            Raszyńskiej (matura międzynarodowa). Oczywiście trudno coś
                            powiedzieć o uczniach szkoły (obecnych w czasie spotkania), po tak
                            krótkim spotkaniu, ale..oni naprawdę sprawiają wrażenie, jakby
                            wszyscy byli tacy sami. Rodzeństwo. Swoją droga bardzo, bardzo
                            sympatyczni.

                            Wiem, że zarzuty "jednorodności" są często stawiane wszystkim
                            szkołom niepublicznym, ale mój syn chodzi do bardzo dobrej szkoły
                            społecznej już siódmy rok i czegoś podobnego nie widziałam.
                          • joa66 Re: Kto tworzy szkołę - uczniowie czy nauczyciele 10.03.09, 19:23
                            Nigdy nie zgadzałam się do końca z argumentem jednorodności, między
                            innym dlatgeo, że syn chodzi siódmy rok do bardzo dobrej szkoły
                            społecznej i wiem, że (wbrew temu co wiele osób mówi o szkołąch
                            niepublicznych) ta jednorodnośc to trochę mit. Chyba jedynym
                            wspólnym mianownikiem jest mozliwośc i chęc płacenia czesnego przez
                            rodziców.

                            Ale w ostatnią sobotę byłąm na spotkaniu informacyjnym w liceum na
                            Raszyńskiej (matura międzynarodowa). Uczniowie są przesympatyczni
                            i...tacy sami. Jak rodzeństwo.
                  • protozoa Re: Kto tworzy szkołę - uczniowie czy nauczyciele 11.03.09, 13:16
                    Sztukę czytania ze zrozumieniem opanowałam dość dawno temu. Dla chcącego nic
                    trudnego. Mozna wyjechac do Anglii na kursy Bella ( ca 15.000 PLN) można łaczyć
                    naukę z praca i jeszcze zarobić parę funciaków. Problem jest, ale nieco inny -
                    dzieci rodziców gorzej sytuowanych zamiast wziąć sprawe w swoje ręce i
                    popracować w czasie wakacji po to, aby zarobic sobie na kurs, na naukę -
                    odpuszczają.
                    • joa66 Re: Kto tworzy szkołę - uczniowie czy nauczyciele 11.03.09, 13:45
                      O ile dobrze zrozumiałam to:

                      - uwaga o nauce w Anglii była powiedziana przed wstąpieniem Polski
                      do Unii, więc nie możemy mówić o możliwości legalnej pracy

                      -studenci w UK mieli prawo do legalnej pracy tylko wtedy jeżeli
                      wykupili szkołę na minimum 6 miesięcy< (czyli nie w wakacje)

                      - nie jest łatwo zarobić licealiście/studentowi 15.000 zł w wakcje w
                      Polsce

                      • verdana Re: Kto tworzy szkołę - uczniowie czy nauczyciele 11.03.09, 14:59
                        Widze, ze Protozoa chyba konczyła te sama szkołę. W liceum mojej
                        corki dla paru osob w klasie problemem było 15 zł na kino, a nie 15
                        tysiecy! Owszem, kolezanka w tej sytuacji zarabiała w wakacje, a
                        zarobione pieniadze przekazywała rodzicom - na jedzenie i utrzymanie.
                        Widac, jaki skutek przynosi zycie w zamknietym srodowisku -
                        kompletny brak zrozumienia, ze 15 tysiecy to suma dla wiekszosci
                        osób ogromna, i że w wakacje nikt nie zarabia 5 tysiecy miesiecznie,
                        opócz lekarzy, ktorzy rzekomo źle zarabiaja - w co chyba już nie
                        uwierzę.
                        • protozoa Re: Kto tworzy szkołę - uczniowie czy nauczyciele 11.03.09, 20:59
                          Wzruszyłam się jak stary siennik:( Ze znanych mi osób ci, dla których problemem
                          było 15 zł na kino raczej nie garnęli się do pracy zarobkowej a pracowicie
                          wydeptywali ściezki do wszelkich instytucji, od których można wydobyć troche kasy.
                          Można jechac na kursy językowe z Bellem za 15.000 zł, ale mozna wybrać tańszy
                          wariant.I było to możliwe nawet przed otwarciem brytyjskiego rynku pracy dla
                          Polaków. Chcieć to móc, tylko większośc chce.....narzekać.
                          Kończyłam elitarną szkołe, państwowa, bo innych wtedy nie było. Środowisko nie
                          było zamknięte, przeciwnie dość róznorodne. Była dziewczyna, której rodzicom nie
                          za bardzo chciało się pracowac za to znali znakomicie wszelkie instytucje dające
                          zasiłki i zapomogi. Dziś ta sama osoba - już dojrzała kobieta nie splamiła się
                          pracą za to spłodziła 6 dzieci ( z czego jest bardzo dumna) i... podobnie jak
                          rodzice jest klientka opieki społecznej.
                          Była tzw. prywatna inicjatywa o bardzo grubych portfelach, ale najwięcej dzieci
                          lekarzy, prawników, pracowników naukowych, dziennikarzy, aktorów.
                          Lekarze na 1 etacie zarabiają podle, dlatego większość nas pracuje
                          popołudniami, wieczorami. Dziś np. mój mąż od 15 do 20 ( 5 godzin) przyjmował
                          prywatnych pacjentów w swoim gabinecie. Przyjął 15 x 170 zł ( netto, po
                          odliczeniu podatków itd). I robi to m.in. po to, aby nasze dzieci mogły jeździc
                          na kursy Bella.
                          • verdana Re: Kto tworzy szkołę - uczniowie czy nauczyciele 11.03.09, 22:18
                            To, co pisześ swiadczy jedynie o tym, ze nie masz pojęcia o
                            normalnym zyciu. I tyle. Twoja pogarda dla ludzi, ktorzy nie maja
                            pieniedzy jest nie wiem - smutna, czy żalosna. Wyobraź soie, ze sa
                            ludzie, ktorzy pracuja, a nie zarabiaja dużo - rozumiem, ze w Twoim
                            strajkujacym lekarskim srodowisku w ogole takich ludzi nie
                            spotykasz - dziwne to, biorac pod uwage, ze lekarze twierdza, ze nie
                            sa w stanie "godnie żyć". Sa zawody, gdzie nie sposb zarobiśc 170
                            zł. od pacjenta - nie rozumiesz tego? Wyobraź sobie, ze do szkół
                            chodza nie tylko dzieci lekarzy, ale dzieci robotników, nauczycieli
                            podstawowek, konduktorów. A nawet profesorów - dla mnie 15 tysiecy
                            to niewyobrazalna suma, a córka jak najbardziej pracująca zarabia
                            rocznie gdzieś połowę tego, i w dodatku musi jeszcze cos sobie
                            kupić. Jej kolezanka, ktorej nie stac na kino, pracowała wszystkie
                            wakacje i weekendy przez całą szkołe, aby miec co jeść, a nie
                            poznawać obce jezyki. Ale takich ludzi w Twoim swiecie nie ma . Jest
                            dobra, zamozna elita, dla ktorej 15 tysiecy to jak splunąć, i
                            menele, ktorzy sa sami sobie winni. Inni po prostu nie istnieja, bo
                            zburzyli by Twoj swiat, w ktorym osoby pracowite żyja w luksusie, a
                            brak luksusu to tylko kwestoia lenistwa. Masz pieniadze - wiec
                            wiesz, ze jestes lepsza, zasłuzylas, możesz pogardzac reszta.
                            Jesteś dla mnie najlepszym dowodem na to, ze elitarne szkoly
                            wypuszczaja ludzi, ktorzy może i dużo umieja, ale rozumieja bardzo
                            niewiele - najleszym dowodem, zeby wlasne dziecko trzymac od tych
                            szkół jak najdalej. Juz z dwojga zlego wolalabym dziecko po
                            zaodowce, niż z tak waskim widzeniem swiata.
                            Obawiam sie jednak, ze i tak nie zrozumiesz...
                            • ratyzbona Re: Kto tworzy szkołę - uczniowie czy nauczyciele 11.03.09, 22:36
                              wśród moich rówieśników studentów mam jedną z lepiej płatnych prac. W sumie
                              płacą mi tak dobrze że aż mi wstyd się przy znajomych przyznawać bo moje zarobki
                              to około dwa razy tyle ile zarabiają oni. Gdybym nie wydała ani grosza z moich
                              zarobków nadal do 15 tysięcy daleko by mi brakowało. Z resztą jeśli już sie taką
                              sumą dysponuje to wydanie jej na naukę języka jest dość krótkowzroczne i
                              świadczy o jakiejś niewyobrażalnej wręcz rozrzutności. Żal mi ciebie bo są
                              granice zadufania i nieświadomości. Nie każdy może być lekarzem - niektórzy są
                              np. nauczycielami - uczą niekiedy nie mniej niż twój mąż leci a o wakacjach dla
                              dzieci za granicą mogą tylko pomarzyć. I co powiesz że się lenią?
    • tukata Re: Inaczej o wyborze liceum 12.03.09, 14:12
      Bożę broń mnie i moje dzieci przed takimi ludzmi jak protozoa.
      Gdzie szacunek do ludzi, bez względu na ich zasobność portfela czy
      ilość potomstwa. I kompletnie nie ma to znaczenia, z jakiej się jest
      szkoły, czy elitarnej czy nie. 15000zł na kurs językowy to bardzo,
      bardzo dużo, prawdą jest, że, rzadko kogo stać na taki wyjazd,
      wielką arogancją jest stwierdzenie, że jak ktoś nie ma takich
      pieniędzy to znaczy, że jest nierobem. Dodam jeszcze, że moja córka
      była na takim wyjeżdzie w Angli, za tak duże pieniądze i do dziś się
      to tego głośno nie przyznaję, bo mam świadomość, że mnóstwo ludzi
      zarabia tyle rocznie.
      • agatka_s Re: Inaczej o wyborze liceum 12.03.09, 15:56
        Wypowiedź protozy, jest najlepszym dowodem, ze nie trzeba kończyć
        szkoły A lub B, aby być zadufanym w sobie i patrzącym najdalej na 5
        m wkoło siebie, bo dalej już nie starcza ani wyobraźni ani empatii.

        Jeśli dzieci osoby głoszącej podobne "prawdy" jak protozoa trafiłyby
        nawet do najwspanialszej szkoły na świecie to niestety nie ma siły,
        ale one już zawsze będą pogardzać tymi których na obóz językowy za
        15.000 nie stać. I to niezależnie czy skończą elitarną prywatną
        szkołe czy publiczne liceum. Dom już ich nauczył że ci którym tata
        nie zapewni obozu za 15.000, mają nieszczęście być dziećmi nierobów
        i pasożytów, a co gorsza sami tak skończą, na garnuszku państwa
        utrzymywanego z podatków tych "dobrych" obywateli jak np lekarze
        zarabijący na 3 etattach. Taki dom uczy że świat jest czarno-biały-
        dobry-zły, uczciwy-pasożytniczy, uczy że wolno obrażać i poniżać w
        imie hasła "nie jesteśmy hipokrytami", "ja moge-to moze każdy". Czy
        jakikolwiek nawet najlepszy pedagog ma szansę takim dzieciom pokazać
        na czym polega prawdziwy świat ? Po tak głębokiej "indoktrynacji
        domowej" ? Wątpie



        Nie winiłabym szkoły (tu konkretnie Bednarskiej) za to z jakimi
        wartosciami dzieci wychodzą, to jest 100% odpowiedzialność rodziców.
        • verdana Re: Inaczej o wyborze liceum 12.03.09, 20:13
          Oprócz ostatniego zdania zgadzam sie w zupelnosci. Ale niestety, nie
          jest tak, ze szkoła absolutnie nie ma wplywu na wychowankow,
          szczegolnie zas szkola z ambicjami nie tylko nauczania, ale i
          wychowania. A Bednarska (i kilka innych) takie ambicje akurat ma.
          Ogólnie, to bardzo dobrze, gorzej czasem z wykonaniem.
          • joa66 Re: Inaczej o wyborze liceum 12.03.09, 20:47
            Nie wierzę, żeby środowisko, w którym przebywa młody człowiek przez
            35-40 godzin w tygodniu (i to w wieku, w którym zaczyna się
            własne "poszukiwania") nie miało wpływu na dziecko. Oczywiście
            wpływ to niekoniecznie znaczy naśladownictwo. Przeciez wiele z nas
            na tym forum wyrażało niepokój przed wpływem "złego" towarzystwa,
            zawodówkami i tak dalej.

            Moje wrażenie z Bednarskiej (wrażenie , nie wiedza) jest takie, że
            piękny program wychowawczy trochę im się wymknął spod kontroli i
            czasami forma przerasta treść. Wciąż jednak uważam, że jest to dobra
            szkoła, chociaż do ideału jest jej daleko.

            Nie kojarzę innej szkoły tak bardzo kojarzącej się wszystkim z
            programem wychowawczym , oczywiście poza szkołami wyznaniowymi, ale
            to inna historia. Chyba w większości szkoł "program wychowawczy" to
            po prostu koledzy i koleżanki. Fajnie, żeby byli z różnych
            środowisk, ale to czego nie toleruję to agresja. Koniec i kropka.
            Oczywiście agresja nie dotyczy tylko zawodówek, może też dotknąc np.
            lekarzy.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka