Dodaj do ulubionych

No nakrzycz na mnie wreszcie!

02.03.09, 22:15
usłyszałam od córki, która dostała 3- z chemii.

Tłumaczenie, że jest już na tyle poważną osobą, żeby wiedzieć, że
uczy się dla siebie a nie dla mnie, nie spotkało się ze
zrozumieniem:) Zdaje się, że bardziej ją ukarałam brakiem wymówek,
niż wymówkami. Nadal ich oczekuje :)

Hm.
Obserwuj wątek
    • verdana Re: No nakrzycz na mnie wreszcie! 02.03.09, 22:19
      Hm, dla mnie oczekiwanie wymowek za 3- jest sygnałem alarmowym.
      • claratrueba Re: No nakrzycz na mnie wreszcie! 03.03.09, 13:40
        Niekoniecznie, verdano. Mój syn miał tak samo, w 4 klasie podstawówki, to 3 było
        ewenementem wśród jego ocen i oczekiwał wygaworu. A tu nic. Pyta czy nakrzyczę,
        a ja ,że nie. "to źle, bo byłoby z głowy. A tak to mam cierpienia moralne".
        • verdana Re: No nakrzycz na mnie wreszcie! 03.03.09, 15:36
          Podstawówki.. W tym sęk. Właśnie o to chodzi, ze zachowanie zupełnie
          zrozumiale u 9 latka wydaje mi sie już nieco groxne u 14-15 latki.
          • claratrueba Re: No nakrzycz na mnie wreszcie! 03.03.09, 15:54
            Niby fakt- wiek, choć między "metrykalny" i "rozwojowy" przepaść bywa. Ale
            myślę, że mechanizm jest ten sam "pokuta odbyta sumienia spokój wraca". Jezu,
            używam składni jak Yoda.
            • verdana Re: No nakrzycz na mnie wreszcie! 03.03.09, 16:17
              A mnie chodzi nie tylko o to. Także o to, ze 3- we wczesnej
              podstawówce to moze być problem i rodzic może wyrazić swoje
              niezadowolenie (sama wyrazalam, choć wiem, ze to był błąd i to
              powazny).
              Natomiast te same 3- w drugiej gimnazjalnej nie powinno być uwazane
              za powod do jakichkolwiek cierpkich uwag rodzica, jesli mamy do
              czynienia z pracowitą, dobra uczennicą. Oczekiwanie wtedy, ze mama
              będzie się gniewać, oznacza, ze dziecko uznało, iz kazda drobna
              wpadka jest powodem to awantury - jak widac nie jest, ale dziewczyna
              ma to juz wdrukowane. Albo przeciwnie - dziewczyna oczekuje sama od
              siebie, ze będzie doskonala, a najdrobniejsze podkniecie jawi się
              jej jako katastrofa i osobista i rodzinna - ona ma dostawac tylko
              dobre stopnie, jesli mama ma być z niej dumna.
              Tak czy inaczej pora wytlumaczyć, ze pewnych rzeczy nie uczy się
              czlek ani dla matki, ani dla siebie, tylko po to, zeby zaliczyć i
              zapomnieć - i ze nie wszystkim warto się przejmować.
              • klemens.strozynski Przejmować się? 03.03.09, 20:14
                verdana napisała:

                > Tak czy inaczej pora wytlumaczyć, (...) ze nie wszystkim warto
                się przejmować.

                Niebezpiecznie odradzać przejmowanie się, niebezpiecznie też
                doradzać… Zapewne należy się stopniami jednak jakoś tam przejmować,
                tylko w umiarem. Konia z rzędem temu, kto ten umiar wskaże.
                • verdana Re: Przejmować się? 03.03.09, 20:26
                  Dla mnie umiar to nie przejmowanie się pojedynczą 3-, szczególnie w
                  wypadku dobrej uczennicy.
                  • claratrueba Re: Przejmować się? 04.03.09, 06:57
                    Myślę, że ocena 3- jest tu najmniej ważna. Osoba prawa oczekuje kary jeśli czuje
                    bądź wie, że nie postąpiła właściwie (np. niezbyt się przyłożyła do nauki).
                    Wtedy "kara" pozwala przywrócić poczucie sprawiedliwości. Gdzieś jest doskonale
                    opisany eksperyment udowadniający istnienie takiego poczucia (mierzono poziom
                    hormonów stresu u osób "winnych czegoś"- jednym wymierzono karę- tym poziom
                    hormonów stresu spadał szybko, bezkarnym- utrzymywał się wysoki znacznie dłużej)
                    Osobom, które nie czuły się winne "kara" podnosiła poziom tych hormonów znacznie
                    wyżej niż subiektywnie "winnym" poczucie winy. Myślę, że to ten mechanizm
                    "nakrzycz bo ja się czuję winna". Jeśli nie z powodu zaniedbania a wysokości
                    oceny- to faktycznie źle.
                    • verdana Re: Przejmować się? 04.03.09, 14:31
                      Uwazam, prywatnie, że z powodu pojedynczego zaniedbania 15-latek tez
                      nie powinien czuć się źle dłużej niż parę godzin. Dłuzsze poczucie
                      winy w przypadku takiego drobiazgu - to juz problem.
                      • ratyzbona Re: Przejmować się? 04.03.09, 20:20
                        Należny oduczyć przejmowania się jedną 3 bo przecież nie chodzi tylko o szkołę.
                        W życiu popełnia się mnóstwo błędów za które nikt na nas nie nakrzyczy ani nie
                        ukarze a mimo wszystko będziemy się z tym źle czuli. Jeśli w wieku 15 lat jedna
                        3 jest taką klęską to trzeba się zacząć obawiać - bo przecież w liceum tych trój
                        będzie pewnie lepiej a niepowodzenia dużo gorsze.
                        • klemens.strozynski Zaniedbanie 04.03.09, 20:58
                          Trójka nie musi być klęską, dwójka czy jedynka także nie – i o tym
                          warto rozmawiać z dzieckiem. Zły stopień może być wynikiem
                          zaniedbania – i wtedy można się przejmować. Może nawet należy… Ale
                          jeżeli nie jest wynikiem zaniedbania, to i poczucia winy nie
                          powinno być.
                          Uczeń nie powinien przechodzić do porządku dziennego nad własnym
                          zaniedbaniem, z drugiej strony nie może brać odpowiedzialności za
                          to, co nie zależy w pelni od niego. Tak myślę.
                          • verdana Re: Zaniedbanie 04.03.09, 21:04
                            Hmm..
                            Człowiek, ktory nie moze przejść do porządku dziennego nad jednym,
                            sporadycznym zaniedbaniem, nie da sobie rady w życiu. W życiu
                            dorosłej osoby nie da się zadbac o wszystko - jedne rzeczy robi się
                            lepiej, inne gorzej, jeszcze inne- zaniedbuje. Osoby, które nie sa w
                            stanie niczego zaniedbać są perfekcjonistami, którym zazwyczaj
                            trudno się zyje i co gorsza - z którymi zazwyczaj trudno się żyje.
                            Akurat teraz na innym forum jest post matki trojga dzieci, ktora
                            własnie nie potrafi niczego zaniedbać, w zwiazku z tym, jej
                            mieszkanie musi lśnić czystoscia, a dzieci być czysciutkie i
                            zadowolone. Nieszczęsna jest na skraju załamania nerwowego.
                            W szkole jest okolo 14 przedmiotów - i ze wszystkich lekcje i
                            klasówki. Jesli nie nauczymy dziecka, ze może czasem cos zaniedbać i
                            nie mieć poczucia winy, to prawdopodobnie skonczy się to albo
                            nerwicą, albo zaniedbaniem wszystkiego.
                            • agatka_s Re: Zaniedbanie 04.03.09, 21:38
                              Zgadzam się z verdaną w 100%

                              Nie możemy (i nie potrzebujemy) robić wszystkiego perfect i rodzice
                              powinni to dzieciom uświadamiać. Czasem robienie czegoś na
                              minimalnym wymaganym poziomie nie jest taką najgłupszą alternatywą.

                              Była perfekcjonistka
    • nisar Zaraz, zaraz! 05.03.09, 08:06
      Nie wiem skąd w Verdanie to absolutne poczucie, że moja córka jest
      pilną uczennicą :) Otóż nie jest, w ubiegłym semestrze z chemii trzy
      tygodnie pod rząd były kartkówki, z których trzy razy dostała 2. Nie
      dlatego, że leży to poza jej możliwościami, tylko dlatego, że to
      olała. Na semestr miała więc tróję z chemii i to wyłącznie
      dlatego "bo tak". Nie jest to więc absolutnie POJEDYNCZE
      zaniedbanie.
      Umowa jest następująca: na koniec roku z chemii ma być czwórka. Nie
      dlatego, że jest niezbędna, tylko jako forma pokuty za tak
      drastyczne zlekceważenie w pierwszym semestrze (oraz fakt, że o
      dwójach dowiedziałam się dopiero na zebraniu, młoda nie była
      uprzejma poinformować mamuni wcześniej).

      I teraz na pewno mnie zlinczujecie, ale brak trój na świadectwie
      jest warunkiem wyjazdu na obóz. Będzie trója, nie jedzie na obóz.
      Wiem, jestem potworem.
      • agatka_s Re: Zaraz, zaraz! 05.03.09, 08:39
        nie zlinczuję Cię, ale absolutnie mi się to nie podoba.

        Moim zdaniem dziecko ma prawo do gorszych ocen. Stawianie warunków
        względem stopni, i co gorsza jeszcze "szantażowanie" brakiem wyjazdu
        na wakacje, jeśli nie będzie takiej a takiej oceny to moim zdaniem
        bardzo prosta droga do wpędzania dziecka w nerwice. I co jak będzie
        miała tę tróje to naprawde jej nie pozwolisz ? Przecież Cie
        znienawidzi do końca życia, nie za ten obóz, tylko za to jak okrutna
        jesteś. Czy ona robi coś złego ? kradnie, bije staruszki ? Nie,
        trochę była leniwa. No Ok, komu z nas to się nie zdarza ? Ale czy
        my jesteśmy tak karani, że zabiera się nam urlop ?

        Ja tam wolałabym aby moje dziecko miało tę tróję ale było zadowolone
        z życia. A jesli miałoby się poprawiać to dlatego że samo tak uważa
        (co nie oznacza że ja nie powiedziałabym co uważam, powiedziałabym
        ale to tyle, nie szantażowałabym, nie ustalałabym żadnych warunków),
        co jest warta taka poprawa jeśli wymuszona szantażem ?. Co to ma
        niby dać ? Że pokażesz kto tu rządzi ? O to chodzi ?

        Mój syn ma 3 z polskiego (tak musi być, tylko jedna dziewczynka na
        30 osób ma 4, taka która pisała olimpiade), i miał mieć inne 2
        trójki które wyciągnął na koniec semestru na 4-ale to była jego
        sprawa, jego inicjatywa-chciał poprawiać i poprawiał. Ja wiedziałam
        że się poprawia, trzymałam kciuki, ale do głowy by mi nie przyszło
        uzależniać czegokolwiek od tego czy mu się uda czy nie. Udało się,
        ma średnią z półrocza "czerwono paskową"-bardzo uwierzył w siebie
        jak mu się udało, mimo że początkowo były jedynka za jedynką (też
        się martwiłam). Obawiam się że gdybym wkroczyła siłowo, to byłby
        guzik.

        Nisar przemyśl sprawę, bo całkiem życzliwie mówie, chyba robisz
        krzywde córce.
        • claratrueba Re: Zaraz, zaraz! 05.03.09, 10:21
          A mnie się podoba, choć może nie końca. To układ prosty i uczciwy "Ty się
          starasz, my nagradzamy, doceniamy Twoje starania np. obozem, za który płacimy".
          Zadowolenie z życia? Jakoś nie widzę aby ludzie lekceważący swoje obowiązki,
          leniwi byli bardziej zadowoleni niz nawet bardzo ciężko, ale z efektami
          pracujący. Widzę wręcz przeciwną zależność, ale być może nie jest powszechna.
          Nerwica? Tak, z oczekiwań ponad możliwości a nie oczekiwania zwykłej solidności.
          Urlopu nie zabierają, ale obawiam się, że jak pracujemy kiepsko to stać nas na
          ten urlop "w domu"- tak samo jak nisar nie zabiera wakacji, tylko nie zamierza
          ich finansować. A za okradanie i bicie sa inne kary z konkretnych artykułów, o
          obozie w Kodeksie Karnym nic nie ma (to było złośliwe, przepraszam).
          • agatka_s Re: Zaraz, zaraz! 05.03.09, 10:33
            Ale to jest płacenie za stopnie (któremu w innym watku byłaś
            przeciwna), i to jeszcze w najgorszej formie-nie ma czwórek, nie ma
            zapłaty w postaci obozu.

            Dla mnie horror. To już chyba wolę jasną niezawoalowaną formę, za 4
            5 zł, za 5-10 zł.

            Sorry, ja pozostane przy swoim. Dziecko (14-15 lat, to jeszcze
            dziecko ?) ma prawo do wyboru-uczę sie na maxa albo uczę się tylko
            tyle aby nie mieć problemów. Nad tym jaki to będzie wybór trzeba
            było pracować wcześniej. Teraz możemy dawać dziecku wsparcie,
            możemy go przekonywać, ale nie szantażować, ani "kupować"-czy
            dobrami materialnymi czy pochwałami. Bo gdzie jest ta granica
            naszej ingerencji? Matura ? Studia ? Pierwsza praca ?

            Oczywiście inaczej jest jeśli dziecko ma autentyczne problemy w
            szkole (tak jak w jednym z watków tutaj), wtedy oczywiście rodzic
            może wkroczyć i powinien. Ale jeśli dziecko zadawala się trójkami,
            trudno musimy to zaakceptować i tyle. Trójka to naprawde nie
            tragedia, można z nią żyć i ba MIEĆ SPOKOJNE SUMIENIE.
            • nisar Re: Zaraz, zaraz! 05.03.09, 10:51

              Agatko, to nie do końca tak, jak piszesz. Ale po kolei:

              1. Młoda od pewnego czasu zainteresowana jest głównie swoją fryzurą
              i meczem siatkówki, w którym gra "ten Krzysiek" :) co jest
              absolutnie normalne, ale nie wyłącznie
              2. Jeśli nie wyjedzie na obóz to nie będzie "siedziała w domu" -
              jedzie z bioojcem do Chorwacji, do dyspozycji są dwie działki -
              jedna w lesie, jedna nad wodą.
              3. Tak, uważam że nie wszystko się dziecku należy bez względu na to,
              czy ono swoje obowiązki wypełnia czy nie. Jak już pisałam, kiepska
              ocena z chemii była spowodowana olewnictwem prezentowanym przez
              Elkę, a nie wyborem pomiędzy nauką nielubianego przedmiotu a np.
              czytaniem wartościowej książki czy rozwijaniem zainteresowań z
              innego obszaru. Sorry, jeśli to ma być tak, że ona olewa naukę
              obojętnie czego, po to, żeby godzinę dłużej się pindrzyć, to ja na
              to nie idę. A już na pewno nie będę do tego dopłacać
              4. No i kwestia finansowa: kryzys nas już dopadł, mąż ma mniej
              pracy, w efekcie jest kruszej z kasą. Smarkata narobiła zaległości,
              z którymi sobie nie radzi i płacimy prawie trzy stówy miesięcznie za
              jej korepetycje. W trzy miesiące przepipsztamy w ten sposób połowę
              opłaty za obóz. Jeśli jeszcze na dodatek ona się nie przyłoży i nie
              wyciągnie na lepszą ocenę, to w imię czego mam ją jeszcze nagradzać
              obozem? Posiedzi ze mną na działce, pomoże przy bracie, wynudzi się,
              to następnym razem doceni, że my stajemy na głowie, żeby starczyło
              na jej wyjazd. Takie jest życie i tak będzie zawsze.
              WYCHOWANIE OSOBY NASTAWIONEJ NA TO, ŻE WBREW WSZYSTKIEMU JEJ SIĘ
              NALEŻY to wychowanie osoby kalekiej i z góry skazanej na
              niezadowolenie z życia.
              • claratrueba Re: Zaraz, zaraz! 05.03.09, 11:00
                nisar, popieram. Wychowanie to równiez kształtowanie odpowiedzialności za własne
                czyny i poczucia sprawstwa. Człowiek bez tych cech ma raczej kiepskie
                życie.Nagradzanie za stopnie- cóż częściowo, ale bardziej za wysiłek, którego są
                skutkiem. Absolutnie uważam, że nagradzanie obozem panny, której się nie chce
                przyłożyć, jesli w międzyczasie poniosło się dotkliwe skutki (korepetycje) jest
                demoralizujące. Choć "ten Krzysiek" wiele tu może wyjaśniać.
              • verdana Re: Zaraz, zaraz! 05.03.09, 11:07
                Nisar, ja znowu będe brutalna.
                Czytam wiele Twoich postów i coraz bardziej mam wrażenie, ze Twoim
                zdaniem nic się Elce nie należy. Ona na wszystko musi "zapracować".
                Zachowujesz się tak, jakby fakt zaplaty za wakacje dziecka był dla
                Ciebie czymś nadzwyczajnym, czymś, za co dziecko powinno być
                dozgonnie wdzięczne, bo tak naprawde, to nalezy mu się od rodziców
                jedzenie, mieszkanie i pomoc w nauce, a reszta to tylko ewentualna
                łaska.
                Dokladnie to samo bylo w zeszłym roku czy dwa lata temu. Zamist
                powiedzieć niemal doroslej córce - w tym roku siedzisz w domu, bo
                nie ma kasy, starasz się "na siłę" przezucić winę na to siedzenie w
                domu na samo dziecko. Rok temu była mowa, ze Ela za duzo wyjeżdża i
                się rozpusci, w tym roku ma siedzieć w domu, bo gorzej się uczy, nie
                watpie, ze w przyszlym będzie inny pretekst. W kazdym razie Ela ma
                zrozumiec, ze zawsze to ona jest winna.
                I z Twojego postu wyłania się dosyć przerażajaca wizja "idealnej" 14-
                15 latki. To dziewczyna, ktora albo sie uczy, albo czyta wartosciową
                książkę, natomiast wszelkie zainteresowanie chłopakami i swoim
                wygladem, to czysta strata czasu, ktory powinien być w całosci
                wykorzystany na rozwój i edukację. Takie dziewczyny nie istnuiieja,
                a jak istnieją, to na kozetce u psychologa.
              • Gość: agatka_s Re: Zaraz, zaraz! IP: *.aster.pl 05.03.09, 11:27
                1. Młoda od pewnego czasu zainteresowana jest głównie swoją fryzurą
                > i meczem siatkówki, w którym gra "ten Krzysiek" :) co jest
                > absolutnie normalne, ale nie wyłącznie

                Przesadzasz ! gdyby było wyłącznie, to miałaby jedynki z góry na
                dół. Nie wiem jak pozostałe stopnie, ale 3 z chemii to naprawde nie
                tragedia.


                > 2. Jeśli nie wyjedzie na obóz to nie będzie "siedziała w domu" -
                > jedzie z bioojcem do Chorwacji, do dyspozycji są dwie działki -
                > jedna w lesie, jedna nad wodą.

                To nie ważne co będzie w zamian. Liczy się sam fakt że chcesz ją
                ukarać za zły stopień, który przepraszam naprawde obiektywnie nie
                jest złym stopniem.


                > 3. Tak, uważam że nie wszystko się dziecku należy bez względu na
                to,
                > czy ono swoje obowiązki wypełnia czy nie.

                Ale obowiazkiem dziecka nie jest mieć piątek od góry do dołu !!!!
                Nie jest obowiązkiem być idealnym. Owszem obowiązkiem dziecka jest
                się uczyć, być w miarę grzecznym i tyle. Wszystko powyżej tego jest
                super, ale naprawde nie każde dziecko musi być Stachanowcem. Dla
                mnie posiadanie trójki z chemii jest jak najbardziej wypełnieniem
                obowiązków.



                Jak już pisałam, kiepska
                > ocena z chemii była spowodowana olewnictwem prezentowanym przez
                > Elkę, a nie wyborem pomiędzy nauką nielubianego przedmiotu a np.
                > czytaniem wartościowej książki czy rozwijaniem zainteresowań z
                > innego obszaru. Sorry, jeśli to ma być tak, że ona olewa naukę
                > obojętnie czego, po to, żeby godzinę dłużej się pindrzyć, to ja na
                > to nie idę.

                Skoro ma 3, to jednak nie olała tak do końca prawda ? Może poprostu
                zaakceptuj fakt, że tą chemie zalicza na 3 i już. Od razu zrobi się
                wam milej w domu (WSZYSTKIM !!!)


                A już na pewno nie będę do tego dopłacać

                niby do czego dopłacasz ? wybacz ale ja nie widzę związku między
                płaceniem za obóz a oceną ? Czyli na obozy mogą jeździć tylko te
                piatkowe dzieci, bo do trójkowych rodzice dopłacają ?

                > 4. No i kwestia finansowa: kryzys nas już dopadł, mąż ma mniej
                > pracy, w efekcie jest kruszej z kasą. Smarkata narobiła
                zaległości,
                > z którymi sobie nie radzi i płacimy prawie trzy stówy miesięcznie
                za
                > jej korepetycje.

                Korepetycje jak dziecko ma trójkę ? Naprawde moim zdaniem
                przesadzasz. Może poprostu zaproponuj swoją pomoc że przepytasz, że
                pomożesz jej się zorganizować. Moje dziecko ma 3 z polskiego, ale
                do głowy by mi nie przyszły z tego powodu korepetycje.




                W trzy miesiące przepipsztamy w ten sposób połowę
                > opłaty za obóz. Jeśli jeszcze na dodatek ona się nie przyłoży i
                nie
                > wyciągnie na lepszą ocenę, to w imię czego mam ją jeszcze
                nagradzać
                > obozem? Posiedzi ze mną na działce, pomoże przy bracie, wynudzi
                się,
                > to następnym razem doceni, że my stajemy na głowie, żeby starczyło
                > na jej wyjazd.

                Ale to jest kompletnie inna sprawa. Jeśli Was na coś nie stać to
                trzeba to dziewczynie powiedzieć. 14 latka powinna bez trudu
                zrozumieć że nie stać Was ani na korepetycje, ani na obóz-tym
                bardziej w czasie kryzysu. Ale nie wciskaj dziewczynie kitu że nie
                pojedzie na obóz bo ma trójkę. To nie fair.



                Takie jest życie i tak będzie zawsze.
                > WYCHOWANIE OSOBY NASTAWIONEJ NA TO, ŻE WBREW WSZYSTKIEMU JEJ SIĘ
                > NALEŻY to wychowanie osoby kalekiej i z góry skazanej na
                > niezadowolenie z życia.

                Niestety nie uważam (powtarzam to z uporem maniaka) aby trójka była
                olewaniem i nie wywiązywaniem się. Tak, moim zdaniem mając trójke
                dziewczynie się należy, nie zrobiła niczego takiego co upoważniałoby
                karania ją za to. Ona chce mieć trójkę i już, a ty jako matka
                musisz to zaakceptować.

                A ty nie miałaś trójek ? Ja miałam. Niektóre na moje własne
                życzenie- bo tak założyłam,że tego przedmiotu się nie uczę i już
                (FIZYKA), a niektóre bo inaczej się nie dało (chemia). No i co
                wyrosłam na bardzo obowiązkową i pracowitą osobę, czasem wręcz
                uważaną z chorobliwie dokładną. Ale umiem odzielać co jest ważne, a
                co nie tak bardzo.
              • klemens.strozynski I ja w pełni popieram 05.03.09, 17:12
                nisar napisała:

                > WYCHOWANIE OSOBY NASTAWIONEJ NA TO, ŻE WBREW WSZYSTKIEMU JEJ SIĘ
                NALEŻY to wychowanie osoby kalekiej i z góry skazanej na
                niezadowolenie z życia.

                Bardzo słusznie! Ponoszenie konsekwencji wasnego postepowania to
                nie jest żadna kara, tylko... ponoszenie konsekwencji. Czyli nauka
                życia.
                • verdana Re: I ja w pełni popieram 05.03.09, 17:22
                  Taak, to zdanie jest prawdziwe ogólnie.
                  Tyle tylko, ze w tym kontekscie "wbrew wszystkiemu" oznacza "wbrew
                  nierealistycznym i wygorowanym żądaniom rodziców". A to jakos
                  zmienia postać rzeczy.
                  Uwazam, że zdanie "WYCHOWANIE OSOBY NASTAWIONEJ NA TO, ZE JEŚLI NIE
                  WYPELNI WSZYSTKICH ŻĄDAŃ I POLECEŃ RODZICOW, TO BĘDZIE MUSIAŁA
                  PONOSIC TEGO DOTKLIWE KONSEKWENCJE to wychowanie osoby kalekiej,
                  ktora nie jest szczęśliwa i nie umie przeciwstawic się nadmiernym
                  wymaganiom otoczenia".
                  Tez prawdziwe.
            • verdana Re: Zaraz, zaraz! 05.03.09, 10:58
              To nie jest uczciwy układ. Nie jest uczciwy, poniewaz wymaga od
              mlodej osoby, aby byla dobra w czymś, w czym dobra nie jest. Nie
              pojedzie na obóz w gruncie rzeczy nie dlatego, że się nie stara,
              olewa wszystko, tylko dlatego, ze nie spełnia wygorowanych
              wyobrazen matki o swojej osobie, nie jest tak idealna, jak mama
              sobie wyobraziła. Bo idealne dziecko ma dobre stopnie ze
              wszystkiego, nie ma prawa niczego zawalic, a jak zawali to zostanie
              niezwykle surowo ukarane - bo siedzenie w domu w czasie wakacji to
              jest bardzo surowa kara, szczególnie, gdy po domu grasuje malutki
              braciszek.
              Czy to czegos dziecko nauczy? Oczywiscie - nauczy, że zasluguje na
              przyjemność tylko pod warunkiem, ze spełnia wszystkie wymagania
              matki, podporzadowuje się jej kazdem, nawet najgłupszemu poleceniu
              (bo to jest glupie żądanie - czwórka z chemi..). Jesli nie, matka
              pokaze, kto tu rządzi i czym konczy się niepodporzadkowanie. Nauczy
              też dziecko, ze nie powinno się miec zadnej przyjemnosci, jezeli
              nawali się nawet w jednej, drobnej rzeczy. przyjemnosć jest tylko
              dla doskonalych.
              To wszystko jest wspaniałym wstepem do tego, aby dziewczyna w zyciu
              nie byla szczęśliwa - będzie wypełniała kazde polecenie szefa, męża,
              odmawiała sobie przyjemności (nie zasłużyłam, obiad był przesolony).
              Bedzie też probowała wykonac rzeczy dla siebie nieosiągalne i
              załamywała się, kiedy okaze się, ze nie potrafi - bo ona musi
              potrafić. Ta 3- z chemii IMo swiadczy o tym, ze to już nie jest
              zaniedbanie, tylko po prostu chemia jej "nie lezy". A przecież
              musi...
              • claratrueba Re: Zaraz, zaraz! 05.03.09, 11:15
                verdano, obie popełniamy ten sam błąd Ty zakładasz a priori że to zbyt
                wygórowane żądanie, że chemia "nie leży' a ja, że realistyczne "chemia leży" ale
                praca nad nią nie. Jeśli Twoje założenie jest słuszne- masz rację. Jeśli moje-
                już nie bo wtedy, korzystając z Twojego porównania, wychowujemy człowieka, który
                oczekuje nagrody za niewykonana pracę, bądź nie wykonaną starannie.
                • verdana Re: Zaraz, zaraz! 05.03.09, 11:25
                  Powiedzmy, ze chemia lezy, a nie interesuje. Po co, pytam - po co
                  tak usilnie nad nią pracować? Komu to przyniesie coś bardzo dobrego,
                  za wyjątkiem mamy, ktora będzie mogła pochwalić się pracowitą córka?
                  Poza tym jakoś nie chce mi się wierzyć w ogólnie dobrą uczennicę,
                  ktora zawsze olewa tylko jeden przedmiot, tylko z jednego ma
                  kłopoty - i tylko z jednego jest leniwa. Tak nie bywa. Widze to i
                  jako matka pilnej uczennicy, z dwóją z matematyki i jako wieloletnia
                  nauczycielka.
                  Moja córka nigdy w życiu nie wyjechałaby na wakacje, gdybym zażądała
                  od niej trójki z matematyki...
                  Jestem oczywiscie zwolenniczką nagród za staranna i dobrze wykonaną
                  pracę - ale mamy nieco inna definicje tej "staranności" - nie musi
                  ona oznaczać zawsze wysokiego poziomu ze wszystkiego.
                  • claratrueba Re: Zaraz, zaraz! 05.03.09, 11:38
                    > Powiedzmy, ze chemia lezy, a nie interesuje. Po co, pytam - po co
                    > tak usilnie nad nią pracować? Komu to przyniesie coś bardzo dobrego,
                    > za wyjątkiem mamy, ktora będzie mogła pochwalić się pracowitą córka?

                    Znów nie my znamy odpowiedzi. Ale może nie o pochwalenie się dzieckiem chodzi a
                    np. przyszły zawód, o którym dziewczyna marzy, do którego konieczna jest np.
                    matura z chemii rozszerzona? Być może nielubiana, ale jaki mamy wpływ na
                    przedmioty maturalne wymagane przez uczelnie? A braków z chemii tak łatwo
                    nadrobić sie nie da, by można to "odłożyć" na liceum (jak w takiej syt. myśli
                    nastolatek często) Znów gdybam, oczywiście, być może naiwnie zakładając
                    racjonalność postępowania rodziców.
                    • verdana Re: Zaraz, zaraz! 05.03.09, 11:46
                      Do matury z chemii jest pięć lat. Zdąży. Mało jest tez
                      prawdopodobne, aby 15 latka na 100% wiedziała, na co chce iść i
                      utrzymala to marzenia - owszem, mam taki przypadek w domu, ale jest
                      to niezwykle rzadkie. Jesli chemia jej nie interesuje, to mało
                      prawdopodobne, aby wybrała zawód do ktorego ta chemia jest
                      niezbędnie potrzebna. Zresztą, tak rozumujac dziecko musi byc
                      perfekcyjne ze wszystkiego - bo nie da się przewidzieć, co będzie
                      zadawało za te pięć lat. Racjonalność polega na tym, aby w tym wieku
                      pozostawić dziecku wiecej swobody i pozwolić na rozszerzanie wiedzy
                      tam, gdzie go to interesuje, a uczenie się tyle, ile jest to
                      konieczne innych przedmiotów.
                      Tak "gdybajac" można dojść daleko - bo co, jesli dziecko będzie na
                      maturze rozszerzonej zdawało np. historie , a teraz, zamiast uczyć
                      się historii zacznie poświęcac czas na uczenie się na czwórki chemii
                      i fizyki? Tez wypadnie gorzej, niż inni...
                      Przede wszystkim w tym wieku mlodzieź powinna już mieć pewne prawo
                      wyboru - czego się uczy pilnie, czego mniej, a nie uczyć się
                      wszystkiego pod przymusem i groźbą kary.
                      • nisar Re: Zaraz, zaraz! 05.03.09, 16:21
                        Cóż, kwestia korepetycji nie była wyborem tylko koniecznością - po
                        olewnictwie ubiegłego semestru Elka ze łzami w oczach przyznała, że
                        już w zasadzie w ogóle nie rozumie o co w tym chodzi. Efektem jest
                        rzeczone 3- będące faktycznie sukcesem, bo jedyne punkty jakie
                        dostała, to punkty za matematyczne a nie chemiczne rozwiązanie
                        zadania, co de facto nie było tym, o co chodziło.

                        Sorry kochani, nie znacie mojego dziecka, nie wiecie też, czego
                        wymagam a na co pozwalam. Tak, uważam, że jeśli się coś zawala, to
                        nie dostaje się czegoś w zamian. I trudno, jej wybór. Przykro mi,
                        ale mało rozsądne wydaje mi się budowanie sobie obrazu całokształtu
                        stosunków rodzice-dziecko na podstawie kilku postów, które - siłą
                        rzeczy - dotyczą pojedynczych sytuacji, na dodatek problematycznych.
                        A życie toczy się na codzień, 365 dni w roku, nie sprowadza się do
                        tych kilku problemów.

                        A co do wyboru: uważam że w gimnazjum jest za wcześnie na to, żeby
                        dziecko samo decydowało czego chce się uczyć, zwłaszcza jeśli w
                        zamian za olanie jednego przedmiotu nie ma ŻADNYCH szerszych
                        zainteresowań w ramach innego.

                        Dla mnie sprawa jest prosta - ty nie wywiązujesz się ze swoich
                        obowiązków nauki na przyzwoitym poziomie (czyli bez trój na
                        zakończenie semestru), my nie fundujemy ci kolejnego w tym roku
                        wyjazdu, zwłaszcza że to my znowu musielibyśmy wyrzec się czegoś,
                        żeby go opłacić.
                        • verdana Re: Zaraz, zaraz! 05.03.09, 16:58
                          Nisar.
                          Zrobisz oczywiscie co zechcesz. W Twoich oczach zawalenie chemii
                          jest powodem do tego, by oceniac calokształt dziecka. Uczy się
                          trzynastu przedmiotów, ale Ty widzisz tylko jeden - i za ten jeden
                          ją ukarzesz. Jesli obowiązkiem Twojego dziecka jest brak trój na
                          koniec semestru(to nie jest "przyzwoity" poziom, to poziom
                          ekstremalnie wysrubowany) , to powaznie zastanów się nad sobą.
                          Stawiasz niemożliwe do wykonania warunki i potem dziwisz się, ze
                          dziecko się nie wywiązuje.
                          Gdybym byla Twoją córka, to uznalabym, ze w przyszłosci jest
                          wszystko jedno, czy zawale jeden przedmiot, czy wszystkie, jesli
                          moja matka dostrzega wyłącznie klęski, nie sukcesy. Bo zaręczam Ci,
                          ze na 85% Twoje dziecko będzie mialo jakąś trójke na koniec roku -
                          to gimnazjum i liceum, a nie podstawowka. A jak nie będzie miało -
                          to co sie zmieni tak naprawde? Jedynie Twoje samopoczucie.
                          No i Elka, jesli jest rozsądna nie powinna Ci nigdy więcej przyznac
                          się, ze nie rozumie czegoś - przyznała się, a Ty ukarałas ją za to,
                          bo przeznaczyłaś pieniądze na jej wakacje na korepetycje - trzeba
                          było od razu dac jej wybor, co woli, ale rozumiem, ze to jest
                          swoista dodatkowa kara. Czyli gdyby się nie przyznała, nadal miała
                          tróje, to mialaby wieksze szanse na wakacje... To nie buduje
                          zaufania. To powoduje strach, ze jesli nie powiedzie się z czym
                          innym, to bedzie musiala za to zaplacić - rodzice nie pomoga w
                          niczym "ot tak", tylko wszystko przelicza na pieniądze.
                          Poza tym, jeżeli Twoja corka bierze korepetycje z chemii i nadal ma
                          zle stopnie, to wyjścia sa dwa - albo z korepetycji nie korzysta, bo
                          się leni(wątpie, korepetytor by powiedział), albo sa po prostu
                          marne, albo MIMO pracy na korepetycjach dostaje marne stopnie. Czy
                          pytalas korepetytora, o co chodzi? Bo wcale nie zawsze dziecko jest
                          winne, ze nie rozumie.
                          Musze powiedzieć, że bardzo współczuję Twojemu dziecku - nie tego,
                          ze nie pojedzie na wakacje, ale ze nie bardzo ma szanse aby
                          kiedykolwiek zyskać Twoja aprobatę. Zawsze zdarzy się
                          nedociągniecie - a Ty głównie niedociągnięcia widzisz.
                          Moj syn ma sporo więcej niz jedną tróje i na wakacje pojedzie. Wiesz
                          dlaczego? Bo ja go nie tylko wychowuję, ja go jeszcze lubię. I
                          zależy mi nie tylko na swiadectwie z paskiem, na egzaminie, ale na
                          tym, aby byl człowiekiem, ktory potrafi sam siebie zaakceptowac, i
                          ktory owszem, będzie starał się byc lepszy, ale moze
                          zaakceptować ,ze nie jest idealny - idealnie pracowity, idealnie
                          zorganizowany. I ze ja go i tak zaakceptuję, mimo braku paska na
                          świadectwie i sporadycznego lenistwa.
                          Ja tez bywam leniwa - rozumiam, ze Ty nigdy i wywiązujesz się 100%
                          ze wszystkich obowiązków, nigdy nie zdarza Ci się niczego zawalić?
                          • klemens.strozynski Dobre rady... 05.03.09, 17:36
                            verdana napisała:

                            > Gdybym byla Twoją córka, to uznalabym,

                            Formułując rady, musimy pamiętać, żeby przez samo sformułowanie nie
                            spowodować skutku przeciwnego naszym intencjom.
                            Poza tym z dobrymi radami jest tak, że podczas ich udzielania nigdy
                            nie mamy gwarancji, że przyniosą takie skutki, jakich się
                            spodziewamy…
                            François de La Rochefoucauld napisał: “Nic nie jest rozdawane tak
                            hojnie, jak rady”.
                          • to-wlasnie-ja Re: Zaraz, zaraz! 05.03.09, 17:56
                            Wtrace sie. Rozumiem Nisar bardzo dobrze. Sama mam w domu bardzo podobna sytuacje. Otoz moj syn ( pisalam juz troche o nim i jego nastwieniu do obowiazkow ) rowniez zawala. I to nie dlatego, ze mu przedmiot nie lezy . Najczestszym powodem jest lenistwo . Po prostu olewa . Ja znam jego mozliwosci i znam niestety chec a raczej niechec do nauki przy , jak juz pisalam ambicjach, ktore na slownym deklaracjach sie koncza. Ok, rozumiem, moze byc leniwy, moze byc rozchwiany, moze przechodzic okres dojrzewania. Jednak musi tez zrozumiec, ze nauka jest jego obowiazkiem.U Nisar zawalenie chemii, u mnie powolne ale systematyczne obnizenie ocen z kilku przedmiotow z ktorych WIEM, Z ze moglby byc lepszy. Tylko po co, prawda? Otoz miedzy innymi po to, zeby nie miec koszmarnych zaleglosci, gdy decyduja sie na okreslony profil szkoly , albo wrecz, gdy bedac w szkole sredniej zorientuja sie, ze zle wybrali ow profil i musza sie sami dodatkowo uczyc jakiegos przedmiotu , aby dostac sie na wymarzony kierunek, jak to mialo miejsce u mojego starszego syna. Nie zgadzam sie z opinia, ze nastolatek rozumie ,ze uczy sie i inwestuje w siebie. Tak naprawde zdecydowana wiekszosc odpycha sie od nauki i wyszukuje tysiac innych zajec , zeby tylko sie nie uczyc, zwlaszcza , jesli to dotyczy nauki systematycznej. Nauczyli sie uczyc na prace klasowe, a jeszcze lepiej na poprawy tych prac. Co my jako rodzice mozemy? w zasadzie , jak tak czytam, to niewiele. Pogadamy( bla, bla, bla ), pokrzyczymy,wymagamy
                            ( oj, dostanie nerwicy) nalozymy kary , szlabany ( jakos to wytrzymam, albo pomarudze a poniewaz mama da sie urobic lub mnie po prostu LUBI to mi odpusci ) . Okazuje sie, ze nawet rodzaj nagrody , formy marchewki lub konsekwencji( bo tak oceniam, oboz corki Nisar ) to koszmar. Co moge jako rodzic ? NIC .

                            P.S. Moj syn pojedzie na wycieczke, bo z zasady chce , aby wykorzystal wszelkie mozliwe wyjazdy klasowe, ktore sa niezapomnianym zrodlem i nauki i poznawania roznych miejsc i pieknym wspomnieniem. Ale jesli chce miec odjazdowa karte graficzna musi poprawic oceny i pokazac, ze skoro ja dam cos z siebie ( rezygnujac ze swoich przyjemnosci , aby mu dac na te karte) to i on musi dac cos z siebie (rezygnujac z marnowania czasu nad bezmyslnymi grami, tv itp. ) na rzecz nauki . Abym byla dobrze zrozumiana - syn ma wystarczajaco duzo czasu na relaks . Problem w tym, ze on chcialby miec ten relaks caly czas. Bo ja przerobilam i dyskusje i pozostawianie sobie , zeby nauczyl sie odpowiedzialnosci za wlasne decyzje i kontrakty. I NIC
                            • verdana Re: Zaraz, zaraz! 05.03.09, 19:06
                              Nie widzisz różnicy, pomiedzy nową, wypasioną kartą (dostanie, jak
                              sie bedzie LEPIEJ uczył - nagroda), a wakacjami (nie pojedzie, jesli
                              nie poprawi jednego stopnia - kara)?
                              Pomiędzy wymaganiem, aby dziecko po prostu się uczyło i za bardzo
                              nie pogarszało w nauce (zrozumiałe), a nakazem, aby nie miało ani
                              jednej trói (bardzo trudne do osiągniecia, dla wielu dzieci
                              niemożliwe)?
                              To zdecydowanie nie jest taka sama sytuacja, nie jest nawet podobna.
                              I jeszcze jedno - jak cos daje, to daję. Nie podkreslam, ze się
                              poświecam i rezygnuję ze swoich przyjemnosci, bo po pierwsze -
                              dostac taki prezent nie jest wcale przyjemnie, po drugie - prawde
                              mowiac, niemal zawsze wieksza przyjemność sprawia mi zrobienie
                              dziecku frajdy, niz kupienie czegoś dla siebie. A jak wolę kupic cos
                              dla siebie, to po prostu kupuję, a dziecko wie, ze czegos tam nie
                              dostanie, bo ja chce co innego. Tez wartosciowa nauka.
                              Nie znosze poświęcania się w wychowaniu...
                              • nisar Re: Zaraz, zaraz! 05.03.09, 21:22
                                Verdana, sorry, ale już nie mogę Cię słuchać!
                                Z jednego niepojechania na konkretny wyjazd uogólniasz do
                                stwierdzeń "twojemu dziecku nic się nie należy", "twoje dziecko na
                                wszystko musi zapracować", "twoje dziecko musi spełniać wygórowane
                                wymagania mamusi" itp.
                                Po pierwsze: guzik wiesz, co Ela ma, a czego nie ma. Zapewniam Cię,
                                że ma wiele. I nie mówię tu o rzeczach podstawowych, tylko o
                                przyjemnościach/gadżetach/czy też ciuchach czy kosmetykach daleeeeko
                                wykraczających poza podstawowe potrzeby. To samo z wyjazdami,
                                wycieczkami, obozami itd. Rzadko która z jej koleżanek może się
                                pochwalić tyloma wyjazdami co Ela (oczywiste w sumie, bo zapewniane
                                i z naszej i ze strony bioojca). Więc może nie dorabiajmy szerokiej
                                ideologii do jednego obozu.
                                Po drugie: skąd wiesz, że wymagania są wygórowane? Bo dla wielu
                                dzieci "niemanie" trói na świadectwie jest prawie niemożliwe? Dla
                                Eli jest możliwe, zapewniam Cię. Po pierwsze, znam swoje dziecko,
                                po drugie, jakoś dotąd nigdy nie miała. I nie miałaby nadal, gdyby
                                nie olała. I o to olanie mam do niej pretensję, nie o daną ocenę, to
                                chyba naprawdę jest jasne.
                                Po trzecie: piszesz
                                >Nie widzisz różnicy, pomiedzy nową, wypasioną kartą (dostanie, jak
                                > sie bedzie LEPIEJ uczył - nagroda), a wakacjami (nie pojedzie,
                                jesli
                                > nie poprawi jednego stopnia - kara)?
                                Kochana, no to odwróćmy to co napisałam: Ela pojedzie na obóz jeśli
                                przestanie olewać to, co jest jej obowiązkiem, czyli naukę, i
                                poprawi tróję z chemii. Wtedy w nagrodę pojedzie na obóz. Lepiej?
                                Tylko co to w zasadzie za różnica?
                                U Eli trója na świadectwie to zasadnicze pogorszenie się w nauce. W
                                dodatku spowodowane niczym innym, jak jej własnym zaniedbaniem.
                                Powinnam nie reagować? do kiedy? Kiedy nastąpiłaby sytuacja, w
                                której mogłabym już reagować?

                                I kluczowe pytanie: jeśli zarówno kara za pogorszenie się w nauce
                                jak i nagrody za oceny są złe, to CO proponujecie? Co powinien robić
                                rodzic, który widzi że dziecko zaczyna olewać naukę i powoli
                                pogarsza wyniki (bo zaczęło sobie odpuszczać i się z tego
                                rozgrzeszać - proces bardzo niebezpieczny, wie to każdy kto
                                kiedykolwiek poniósł porażkę choćby w odchudzaniu)? Co jeśli rozmowy
                                i tłumaczenie nie skutkują?
                                Proponujecie czekać, bo może nic złego się nie stanie? Bo może
                                dziecko samo w którymś momencie zaskoczy, że powinno jednak... A
                                jeśli nie? Nie będziecie miały do siebie pretensji, że pozwoliłyście
                                dziecku zmarnować coś, co w sumie mogło mieć bez problemu?
                                Nie rozumiem Was, słowo!
                                • ratyzbona Re: Zaraz, zaraz! 05.03.09, 22:46
                                  Nisar - szkoła jakkolwiek wydaje się ważna to w sumie tylko jeden z elementów
                                  życia młodego człowieka. Poza nią jest jeszcze milion innych spraw problemów
                                  zainteresowań itp. Przez 365 dni w roku twoja córka nie jest tylko uczennicą ale
                                  przede wszystkim nastoletnią dziewczyną która jeszcze nie wie dokładnie co chce
                                  robić w życiu ale wie że chemia jej nie interesuje i która najprawdopodobniej
                                  zrobiła by wszystko by zadowolić swoją matkę. Więc za co ją karzesz? Za to że
                                  nie lubi chemii? Za to że miewa w szkole gorsze dni bo w tym wieku nauka nie
                                  interesuje nikogo bardziej niż kolega z klasy obok? A może każesz ją za to że
                                  niezależnie od tego co byś robiła kiedyś nadejdzie ten moment kiedy twoja córka
                                  sama zdecyduje czego się uczyć a czego nie? Rodzice powinni stawiać wymagania
                                  ale nie w ten sposób - teraz twoja córka może się najwyżej bać że straci wakacje
                                  - tego dla niej chcesz? Żeby pod presją pracowała nad czymś nudnym i trudnym
                                  ponad swoje możliwości i chęci? Przecież to nie ma sensu. Można powiedzieć córce
                                  - nie życzę sobie byś miała tróje od góry do dołu na świadectwie. Ale jeśli
                                  zabronisz jej mieć nawet jednej trói to powoli zamienisz jej w życie w koszmar w
                                  którym nie ma miejsca na niepowodzenia. Mówisz że ona ma dotrzymywać swoich
                                  obowiązków. Skala ocen w szkole jest od 1-6 nie bez przyczyny - jej obowiązkiem
                                  jest nie spaść poniżej 2 a nie osiągnąć 4. z resztą obowiązki między rodzicami a
                                  dziećmi rozkładają się równo - co jeśli mimo nauki będzie miała 3 i tak? Kto
                                  wtedy nie wywiąże się z obowiązków? Ona czy ty ? Bo mimo wszystko obowiązkiem
                                  rodzica troska o szczęście dziecka a nie o jego stopnie
                                • verdana Re: Zaraz, zaraz! 05.03.09, 22:47
                                  Nisar.
                                  Histeryzujesz. Niewiarygodnie histeryzujesz - znam wiele ambitnych
                                  matek, ale ty przekraczas wszystko, o czym udało mi sie słyszeć. Po
                                  prostu. Jedna trója to dla Ciebie dramat i koniec świata. Bo "nigdy
                                  dotychczas nie miał". No, nie miała, szkoda i dla Ciebie i dla niej.
                                  Teraz ma, bo w wyzszych klasach oceny spadaja - tak to jest. W
                                  podstawowce polowa klasy - w tym 70% dziewczynek ma czerwony pasek,
                                  w gimnazjum kilka, w liceum jedna- dwie, jak dobrze pójdzie. Jedna
                                  troja to nie staczanie się po rowni pochyłej, tylko jedna trója,
                                  rzecz nie warta takich dramatów rodzinnych. Tych trój zapewne będzie
                                  coraz wiecej, niezaleznie co zrobisz - bo czym starsza klasa, tym
                                  latwiej je dostać.
                                  Piszesz o odchudzaniu i tych, co sie z tego rozgrzeszaja. Pragnę Ci
                                  przypomniec, że nastolatki, ktore nie potrafia się rozgrzeszyć w
                                  takim wypadku choruja na anoreksje i umierają.
                                  Uwazaj, Nisar. W liceach dochodzi do licznych samobójstw. Wini sie
                                  szkołę, ale zawsze winni sa rodzice. Własnie tacy rodzice, ktory
                                  uznaja jedną trojke za olewanie, pogorszenie się, porazke i powód do
                                  pozbawienia dziecka przyjemnosci. Ignorujac to, ze poza tym ma
                                  piatki i czwórki, ktore nie sa osiagnieciem - sa obowiazkiem. Za nie
                                  nic się nie nalezy. Potem jedna prawdziwa porazka - poprawka,
                                  jedynka na semestr - i dziecko boi sie reakcji rodziców. W mojej
                                  klasie jedną taka ledwo odratowano. W klasie kolegi mojego syna -
                                  nie odratowano.
                                  Robisz z igly widly. Zachowujesz się tak, jakby Twoje dziecko
                                  kompletnie olało nauke i się zdemoralizowalo, a ono ma tróje z
                                  chemii... Kiedy pojawi się prawdziwy problem nic Ci juz w arsenale
                                  nie pozostanie.
                                  Nie mowiac już o tym, ze może Twoje dziecko ma wszystko, za
                                  wyjatkiem akceptacji matki. Ty wyznaczasz bardzo wysoką poprzeczkę,
                                  bo wiesz "że moze" - a jak corka nie przeskoczy poprzeczki, to
                                  zamiast pomoc - kopiesz.
                                  Robisz w tej chwili jeden z najwiekszych błędów wychowawczych
                                  swojego zycia.
                                  • claratrueba nisar, uspokój sprawę 06.03.09, 06:06
                                    Nisar, nie traktuj naszych rad jak wykładnię Sądu Najwyższego. Każde z nas
                                    przedstawia własne argumenty i tylko na tym może polegać nasza pomoc.
                                    Przeczytasz nasze "a może jest tak, że..." i być może zauważysz rzeczy, których
                                    nie brałaś pod uwagę. O to chodzi w dyskusji. Uspokój sprawę i przeczytaj nasze
                                    posty skupiając się nie na "zrób tak" i "nie rób tak"- to Twoje dziecko i Twoja
                                    decyzja,a na podawanych argumentach, uzasadnieniach. My piszemy je bez tych
                                    emocji, które Tobie towarzyszą. A emocje utrudniają ocenę sytuacji, tylko nie da
                                    się ich uniknąć w przypadku własnego dziecka.
                              • to-wlasnie-ja Re: Zaraz, zaraz! 06.03.09, 11:03
                                Nie widze, bo u mnie to oznacza to samo. Nie dostanie, jesli nie poprawi jedynek i dwojek , ktore zreszta dostal bo mu sie nie chcialo zrobic zadan domowych i nie bedzie lapal nastepnych. Karta to nie prezent, to cos syn chcialby miec , choc teraz tez ma niezla na swoim komputerze. Umowilismy sie , ze postaram sie na nia odlozyc( nie jest tania) , ale zastrzeglam, ze jesli nie bede widziala poprawy w jego nauce i PODEJSCIU DO OBOWIAZKOW to odkladac nie bede. To nie poswiecanie. To pokazanie, ze odkladajac na nia musialabym poszukac jakichs drog oszczedzania w budzecie domowym. Jesli jemu sie nie bedzie chcialo - mnie tez sie nie bedzie chcialo.
      • jakw A gdyby dostała 3+ z tej klasówki? 15.03.09, 00:36
        Byłabyś bardziej zadowolona? Być może. Ale szanse na 4 na koniec
        roku miałaby nadal małe, niewiele większe niż z tą 3-. Nawet gdyby
        do końca roku przykładała się trochę bardziej i dostawała 3+ z
        każdej klasówki to i tak będzie miała 3, więc zgodnie z twoim
        ultimatum na obóz nie powinna jechać. Równie dobrze do końca roku
        może też mieć same 2 i 3- i skutek będzie dokładnie ten sam jak przy
        dostawaniu 3+: tak czy siak zda i na obóz nie pojedzie. Chyba że w
        przypływie rozpaczy stwierdzisz: pojedziesz na obóz, jeśli na koniec
        roku wyciągniesz chemię na 3. O to ci chodzi?
    • nisar Problem w niezrozumieniu 06.03.09, 08:30
      przez Was najwyraźniej tego, co piszę.

      Tu nie chodzi o TRÓJĘ z chemii! A niechby ją miała. Tu chodzi o fakt
      OLEWANIA OBOWIĄZKÓW w ogóle, które to olewanie zaowocowało tym razem
      tą jedną tróją ( z dwóch innych wyciągnęła się w ostatniej chwili).
      A za rok egzaminy do liceum, i jakkolwiek absolutnie bym sobie nie
      życzyła, żeby dostała się do Superświetnego, o tyle chciałabym, żeby
      dostała się bez problemów do jakiegoś względnie przeciętnego. A
      będzie coraz więcej problemów z nauką jeśli przymknę oko na
      olewactwo.

      Wbrew opinii Verdany Ela nie jest ani super zdolna (przeciętna, nie
      tępak, ale nic nadzwyczajnego), na dodatek leniwa do granic bólu. Za
      to z wielkimi ambicjami, które kończą się na gadaniu o tym, co to
      ona w życiu nie osiągnie i nie zrobi. Tylko poza tym czas przecieka
      jej przez palce, kompletnie na niczym.

      Nieważne, w sumie trudno może wyjaśnić w krótkich postach o co
      naprawdę chodzi, a może ja nie potrafię pisać zrozumiale. W każdym
      razie z postu o olewactwie, lenistwie i próbie rozgrzeszenia się
      mamusinym "nakrzyczeniem", co załatwi sprawę, zrobiła się dyskusja o
      sensowności nieposiadania trói z chemii na świadectwie. Bez sensu.
      • claratrueba Re: Problem w niezrozumieniu 06.03.09, 09:35
        Nisar, potrafisz pisać zrozumiale, ale my oceniamy Twoja sytuacje w/g własnych
        doświadczeń, problemów z własnymi/znajomymi dziećmi, naszych problemow jako
        nastolatek. A te każda z nas ma inne.
        Nie o tróję, czwórkę czy 6+ tu chodzi, przynajmniej mi. Byc może Twój wymóg
        "czwórka" jest zbyt wysoki a może wcale nie. Chodzi o to, czy bez olewactwa może
        ja osiągnąć. Jeśli tak, jeśli uczciwa praca i właściwy stosunek do nauki (nie
        kucie i stawianie tej czwórki jako celu na najbliższe miesiące) moga ją dać- to
        SŁUSZNIE jej oczekujesz. Jeśli jest to "cel ponad wszystko i za wszelka cenę" to
        nie. Opiszę Ci b. podobną sytuację, która mnie dotyczy(ła). Maturzystka, którą
        przygotowuję olała naukę na rzecz spotykania sie z chłopakiem (robotnik- z
        pogardliwym stosunkiem do szkoły i wiedzy). Rodzice nie zajęli żadnego
        stanowiska (tzn. na moje ostrzeżenia, że olała naukę mieli usprawiedliwienie "bo
        ona ma chłopaka i nie ma czasu"). Próbną maturę zdała fatalnie (50%) i jaka
        reakcja- pretensje do rodziców!"DLACZEGO NIE KRZYCZELIŚCIE NA MNIE?" Brzmi
        znajomo, prawda? "Dlaczego mnie nie dopilnowaliście, przecież p. Clara
        (oczywiście tak sie nie nazywam) mówiła wam, że jest ze mną źle." "Dlaczego
        pozwoliliście mi pojechać na obóz,? Kaśce nie pozwolili i w ferie uczyła sie,
        teraz ma 80%, a też była słaba!" Rodzice mieli usprawiedliwienie- jesteś
        pełnoletnia.
        Co Ci radzę, a raczej co ja bym zrobiła. Nie przywiązywała się do oceny 4,
        patrzyła na wysiłek najpierw, efekt- w dalszej kolejności. Być może i bez
        olewactwa nie może 4 mieć (nauczyciel surowy lub juz ją zakwalifikował do
        słabych) Wtedy sprawiedliwie będzie uznać "jednak pojedziesz, bo pracowałaś
        ciężko, nie wyszło- trudno". Natomiast jeśli nie pracowała- niech ponosi
        konsekwencje własnego postępowania. Jak w życiu. Nie ma nagrody za lenistwo.
        • nisar Re: Problem w niezrozumieniu 06.03.09, 09:47
          No więc dokładnie tak, jak piszesz. Czwórkę z chemii Elka może mieć
          z przysłowiowym palcem w nosie ( w ubiegłym roku na koniec miała
          piątkę, twierdziła że chemia jest fajna ), tylko jej się nie chciało
          tego palca tam wetknąć, rozumiesz? I o to w tym wszystkim chodzi, i
          tylko o to.
          A co do pretensji do rodziców: osobiście mam lekki żal do mamy
          (lekki bo stara już jestem i wiem jednak, że to nie do końca tak),
          że nie zmuszała mnie do regularnych ćwiczeń kręgosłupa (teraz boli w
          zasadzie codziennie jak diabli i niewiele się z nim da zrobic), oraz
          że nie OCZEKIWAŁA ode mnie pójścia na studia po liceum (chciała, ale
          nie ingerowała w decyzję), w rezultacie studia zrobiłam mając
          kilkuletnie dziecko, o ile było mi trudniej pewnie sama rozumiesz.

          A co do Elki - bywa rozbrajająca. Lubi oglądać CSI, warunkiem jest
          bycie gotową ze wszystkim przed rozpoczęciem, często się nie
          wyrabia, więc nagrywa i potem sobie odtwarza (np. kwadrans później).
          Wczoraj nie zdążyła, włączyła nagrywanie. Po pół godzinie przychodzi
          do mnie i pyta, czy może sobie obejrzeć. Mówię, że może, w sumie
          nawet wolę z nagrywarki, bo można opuścić reklamy. Na to mina jej
          się wydłuża "miałam nadzieję, że mi zabronisz, bo w zasadzie to
          jeszcze nie zajrzałam do geografii...". A tu podła matka nie
          zabroniła i dziecko musiało samo podjąć decyzję geografia czy CSI.
          Biedne :)
          • jola_ep Re: Problem w niezrozumieniu 06.03.09, 15:31
            W moim odczuciu masz bardzo fajną córę, bezproblemową :) Mam nadzieję, że to doceniasz :)
            Nawet to lenistwo jest wpisane w normalną nastolatkę.

            Osobiście gdybym miała trudną sytuację finansową, to zwyczajnie nie posłałaby na ten dodatkowy obóz. Pewnie "oberwałoby" mi się rykoszetem, bo zrozumienie zrozumieniem, ale dziecku żal. Trudno.

            Chyba że chciałabyś ją NAGRODZIĆ za CIĘŻKĄ PRACĘ. Ciężko mi się rozstać z kasą, ale w uznaniu twoich zasług dostaniesz ten wyjazd. Troszkę to subtelne rozróżnienie. Ale dla mnie dużo zmienia.

            Co do trójek i piątek. Może zmienił się dział chemii i teraz są nudniejsze i trudniejsze rzeczy. W gimanazjum bywa różnie.
            Osobiście jestem przeciwna nagradzaniu za oceny. Jeśli Twojej córce zależy na dobrych wynikach, to niech one będą nagrodą samą w sobie. A mam wrażenie, że jednak zależy, tylko trudno jej wytrwać w ciężkiej pracy.

            Może Twoja córka nie tyle potrzebuje odległego "bata", ale bardziej codziennego? Kogoś, kto ją będzie "zmuszał"? Nie wiem, czy to cecha charakteru, efekt młodszego rodzeństwa, czy przyzwyczajenie...
            Pewnie wszystko po trochu.

            > A co do pretensji do rodziców: osobiście mam lekki żal do mamy
            > (lekki bo stara już jestem i wiem jednak, że to nie do końca tak),
            > że nie zmuszała mnie do regularnych ćwiczeń kręgosłupa

            Zgaduję: czy masz skoliozę? Załóżmy, że to o to chodzi. W takim przypadku los byłby bardzo przekorny. Troszkę się orientuję w tych sprawach i wiem, że dawne metody ćwiczeń okazały się nie tylko nieskuteczne. Gorzej - okazały się szkodliwe. W grupach ćwiczących odnotowano więcej przypadków skolioz progresywnych (takich, które postępowały, wymagały leczenia goresetem, a nawet ostatecznie operacji) niż w grupach nie ćwiczących.

            Mogłoby więc tak się zdarzyć (hipotetycznie, bo nie wiem czy o skoliozę chodzi), że zamiast lekkiego żalu powinnać czuć lekką wdzięczność.

            >(teraz boli w
            > zasadzie codziennie jak diabli i niewiele się z nim da zrobic),

            Jeśli mogę być nachalnie ciekawska: co już z tym robisz? Czy tylko rehabilitacja na NFZ? Lekarz? Fizjoterapeuta prywatnie? Jakie metody? Jak często ćwiczysz i co? Nasza fizjoterapeuta uważa, że największy problem ma z osobami dorosłymi: je najtrudniej przkonać do zmiany nawyków i codziennych ćwiczeń (np. w metodzie McKenzie trzeba ćwiczyć parę razy dziennie, czasem nawet częściej). Może jest tak, że staniesz w roli swojego dziecka: też masz zadanie do wykonania, dużo ciężkiej pracy przed Tobą, a nagrodą zamiast obozu będzie życie bez bólu... Trudne to...
            (mam skoliozę, moje dzieci też ją po mnie odziedziczyły)

            Pozdrawiam
            Jola
      • to-wlasnie-ja Re: Problem w niezrozumieniu 06.03.09, 09:49
        I znow napisze, ze w pelni rozumiem Nisar.
        Verdano, zastanawia mnie jakie musialas popelnic bledy, zeby teraz az tak krytycznie i radykalnie oceniac rodzicow przy nieslychanie liberalnym podejsciu do OBOWIAZKOW dzieci.
        Piszesz, ze malo realne jest, aby dziecko w tym wieku wiedzialao, co chce robic i wybralo w przyszlosci studia , gdzie przy egzaminie bedzie niezbedna chocby chemia, skoro tej chemii nie lubi. Otoz zdziwisz sie- moj syn nie cierpi historii , ale ten wlasnie przedmiot bedzie niezbedny , bo wybral ( na dzis, nie przecze, ze mu sie zmieni ) taki kierunek studiow ,gdzie ja musi zdawac . I co? Mam mu pozwolic , zeby sie jej nie uczyl, bo nie lubi?
        Nie mam szczegolnie wygorowanych ambicji , nie uwazam, ze moj syn musi miec tylko najlepsze oceny. Jednak nie zamierzam popierac i tolerowac lenistwa i olewania jego podstawowych obowiazkow - jedynki, ktore ostatnio zalapal byly po prostu za nieodrobione zadania domowe -
        dlatego, ze w kolejnych szkolach i doroslym zyciu NIKT mu nie pojdzie na reke i nie powie panie Kowalski nie szkodzi , ze swoje obowiazki wykonuje pan na pol gwozdka, , rozumem, ze ma pan gorszy dzien, nie lubi pan tego zajecia i ja to rozumiem.
        Moj syn , a przypuszczam , ze corka Nisar rowniez nie zabije sie , nie dostanie ciezkiej depresji , nie zrobi sobie innej krzywdy. Bo te dzieci maja rodzicow , ktorzy oprocz rozmow, wspierania , oferowania rzeczy materialnych i niematerialnych rowniez wymagaja. Kochaja madrze. Pokazuja, ze swiat mlodziezy to nie tylko prawa, to rowniez obowiazki. I to rodzice znaja mozliwosci swoich dzieci najlepiej. Kto ma im to uswiadomic jak nie my wlasnie? Czy lepiej stosowac bardzo lagodny sposob wychowywania a potem patrzec jak za dwa trzy lata dziecko bierze w leb od zycia, bo nagle sie okaze , ze nie nauczylo sie , ze bez pracy nie ma kolaczy? Czy wtedy nie bedzie mialo powodow do nerwicy, depresji ?
        • claratrueba Re: Problem w niezrozumieniu 06.03.09, 10:36
          Nisar, moim zdanie Twoja córka woła Cie o pomoc. Nie jest w stanie sama się
          zmusić (jak ja to rozumiem!)i oczekuje zmotywowania przez Ciebie- w końcu
          najbliższa jej osobę. Ta historia "film-lekcje" jest tego dowodem. Pomóż jej-
          wymaganiami. To jeszcze dziecko, a i dorosłym taki "kop w d.." bywa potrzebny.
          Mój mąż jako 35 letni człowiek poprosił mnie "wywieź gdzieś komputer i wędki
          żeby mnie nie kusiło bo egzamin". Wywiozłam. Bardzo cenie verdanę, to niezwykle
          mądra osoba, ale proponowane przez Nią "ultraliberalne wychowanie" w moim
          przypadku skończyło się wielotygodniowym 16 godzinnym kuciem przed maturą.
          Podołałam, albo i nie- temat mi się "trafił". A na anoreksję też zachorowałam
          mimo bezwarunkowej miłości rodziców i kompletnego pobłażania.
          • nisar Re: Problem w niezrozumieniu 06.03.09, 11:08
          • nisar Re: Problem w niezrozumieniu 06.03.09, 11:17
            Dokładnie tak - łatwiej się poddać nakazowi mamy niż samej
            zrezygnować z filmu żeby powtórzyć lekcje, mimo że doskonale wiadomo
            co się zrobić powinno. Przerzucić ciężar motywacji na mnie.

            Druga sprawa, że może to mieć też związek z pojawieniem się brata
            (obecnie 8 miesięcy). Elka go uwielbia, rozczula się nim itd. , ale
            być może podświadomie oczekuje potwierdzeń, że jej sprawy, w tym jej
            nauka, nie zeszły na dalszy plan i nie przestały być ważne.

            A co do ultraliberalnego wychowania, które proponuje Verdana - być
            może są dzieci, które kwitną przy takiej metodzie. Ale na pewno są
            też takie, które same z siebie po prostu nie są w stanie się zebrać
            do kupy. Tak samo zresztą jak wielu dorosłych. I nader ryzykowne
            byłoby traktowanie ich w ten sposób. Eksperymenty "in anima vilis"
            to nie jest to, co uważam za najsłuszniejsze.

            Dziwię się, że Verdana, naprawdę Mądra Kobieta, nie rozumie, że nie
            wszystko można zastosować zawsze i do każdego.


            P.S. Moja córka wczoraj szukała czegoś w necie na moim laptopie.
            Dzisiaj jak go otworzyłam to się okazało, że mam nową tapetę -
            wielki napis "najfajniejsza mama na świecie" i czerwone serducho.
            Chyba nie jest jeszcze z nami tak źle :)
            • claratrueba Re: Problem w niezrozumieniu 06.03.09, 11:32
              Druga sprawa, że może to mieć też związek z pojawieniem się brata
              > (obecnie 8 miesięcy). Elka go uwielbia, rozczula się nim itd. , ale
              > być może podświadomie oczekuje potwierdzeń, że jej sprawy, w tym jej
              > nauka, nie zeszły na dalszy plan i nie przestały być ważne.

              Nie "może mieć związek" tylko "ma". Sporo znajomych ma "drugi wysyp" dzieci i te
              nastoletnie widząc opiekę nad maluchem "dziecinnieją" Nie z zawiści tylko, ale
              odradza im się potrzeba takiego bycia "dopilnowanym", zdania na rodziców.
              Odpowiedzialnośc za własne życie, dorosłość to duży ciężar.
              Dzisiaj jak go otworzyłam to się okazało, że mam nową tapetę -
              > wielki napis "najfajniejsza mama na świecie" i czerwone serducho.
              > Chyba nie jest jeszcze z nami tak źle :)
              Mimo tego "koszmarnego ultimatum"? Jest z Wami bardzo dobrze.
            • agatka_s Re: Problem w niezrozumieniu 06.03.09, 13:03
              nisar napisała:

              > Dokładnie tak - łatwiej się poddać nakazowi mamy niż samej
              > zrezygnować z filmu żeby powtórzyć lekcje, mimo że doskonale
              wiadomo
              > co się zrobić powinno. Przerzucić ciężar motywacji na mnie.
              >
              >


              Tego się przyznam nie bardzo rozumiem. W wieku 14-15 lat nakazy
              mamy jako motywacja ? I to zawsze tak było ?


              U mnie to funkcjonuje bez mojej żadnej ingerencji nakazowej, i bez
              pudła od 7 lat. Dziecko nie zrobi niczego dopóki nie "załatwi"
              lekcji. Tak został wychowany odkad pojawiła się pierwsza praca
              domowa czyli gdzieś od połowy 1-szej klasy. To jest "oczywista
              oczywistość". A ponieważ synowi zawsze śpieszyło się do tych
              rzeczy "poza szkołą", to lekcje były zawsze odrabiane
              błyskawicznie. Teraz oczywiście już tak super błyskawicznie się nie
              da, ale nawyk pozostał. Jeśli lekcje są Ok, to dopiero wtedy inne
              sprawy (oczywiście czasem sa jakieś sytuacje wyjątkowe, ale ja mówie
              o zasadzie). U nas temat lekcji nie istnieje, ja nie znam
              pytania "a lekcje ?".

              To samo z innymi sprawami. U nas zawsze były jasne reguły i
              jasne "granice", zdefiniowane od najmłodszych lat (np szkoła ma być
              OK, tak abym np na zebraniach nie musiała chodzić po nauczycielach).
              Syn ma bardzo luźną, długą ale jednak smycz. Zawsze miałam do niego
              olbrzmie zaufanie (czasem doprowadzało mnie to do nerwicy, bo tylko
              Pan Bóg wie ile mnie to kosztowało, aby przezwyciężyć swój strach)-
              ale oczywiście w ramach pewnych i jasnych granic. Tylko, że z
              drugiej strony on wie, że jeśliby naruszył to moje zaufanie to "kiła
              mogiła". Póki co to ja już tak te kilkanascie lat na tym zaufaniu
              jade i jakoś się nie przejechałam. Moje dziecko samo wie że trójka
              z polskigo to obciach-ja nie musze mu stawiać żadnych ultimatum, bo
              on sam to wie, i sam robi wszystko aby tę trójkę poprawić (ja mu
              podpowiadam co mógłby zrobić, przepytuje, ale to tyle co moge
              zrobić, nie naciskam, nie mówie że "masz mieć 4"). W tym samym
              czasie wie też ze trójka z biologii to nie obciach, tylko taki "los"
              i wie że ma we mnie wsparcie bo ja mu głowy o tę trójkę nie susze.
              No trójka też stopień, szczególnie w gimnazjum.

              No i najważniejsze-my rozmawiamy. Mój syn nie ma żadnego problemu
              aby ze mną pogadać ze on tej biologii to nie bardzo będzie się
              uczył, bo to dla niego jest zbyt męczące aby tę czwórke zdobywać (na
              półrocze miał, ale namęczył się jak diabli)-woli sobie na rowerze
              pojeżdzić. Tak samo jak mówi mi o tym co chciałby osiągnąć i czego
              będzie próbował (zamarzyło mu się stypendium naukowe, i teraz
              próbuje je zdobyć). Wiem też że jeśli się zorientuje że przesadził
              w swoich planach to przyjdzie i mi o tym zwyczajnie powie-sorry
              gregory, nie dam rady.

              Może nisar spróbuj zostawić swojej córce ciut więcej swobody, ale w
              jakiś wyraźnie nakreślonych, acz realnych do spełnienia granicach ?
              Granicach nie koniecznie wyznaczonych przez oceny. 14 lat to już
              spora panna.
              • nisar Re: Problem w niezrozumieniu 06.03.09, 13:23
                No widzisz Agata, a u nas od zawsze było inaczej. Pamiętam, jak w
                wieku 5 bodajże lattam miała zrobić coś do przedszkola. Pytałam czy
                zrobiła, przypominałam itp. Na pytanie czemu jeszcze nie zrobiła
                słyszałam "bo ja się chciałam najpierw trochę pobawić". I tak jest
                do dziś. Ona generalnie wie, że powinna najpierw zająć się lekcjami,
                ale zawsze "najpierw chce się pobawić". Nic z tym nie umiałam
                zrobić. Być może to mój błąd, być może można było wypracować inne
                podejście. Ja nie umiałam, niestety.

                I jeszcze jedno: pozostawienie jej w tej chwili większej swobody
                mogłoby być w obecnej sytuacji odebrane jako "mamie już nie zależy".
                Kilka symptomów na to wskazuje, a pojawienie się młodszego
                rodzeństwa, zwłaszcza że Ela nie jest biologiczną córką mojego męża,
                zdecydowanie komplikuje sprawę.

                I na koniec: są rzeczy do których potrafię się zmusić, bo wiem, że
                to absolutnie niezbędne. Ale pisanie pracy licencjackiej odkładałam
                z dnia na dzień, dopiero wstyd przed mężem motywował mnie do
                działania. A stara baba już ze mnie.
                • agatka_s Re: Problem w niezrozumieniu 06.03.09, 13:46
                  Napewno tzw "charakter" ma tu wiele do powiedzenia. Ja jestem z
                  tych co są zawsze 10 minut przed czasem, i zdawali wszystko przed
                  sesją (jak to się nazywało ? taki termin przed główną sesją dla
                  najlepszych studentów?? wyleciało mi z głowy....). Mnie rodzice
                  nigdy do niczego nie motywowali, bo ja mam takiego wewnętrznego
                  gościa z batem w środku (to też nie jest za fajne !!!).

                  Mój syn nie jest taki jak ja, ale ma jedną bardzo dobrą cechę, on
                  lubi mieć święty spokój i lubi jak jest "miło i przyjemnie"(choć
                  teraz na stare lata mu się to trochę zmienia i czasem się ze mna
                  kłóci). Ponieważ ja jestem żelaźnie konsekwentna, to on nigdy
                  specjalnie nie miał intersu w tym aby iść na jakiś konflikty, bo i
                  tak wiedział że jest na z góry przegranej pozycji (no bo w końcu to
                  ja tu jestem rodzicem, nie na odwrót). Przy czym to "docieranie się"
                  to były bardzo wczesne lata-przedszkole te sprawy.
                  I tak jakoś udało się nam taki kompromis wypracować-on robi co do
                  niego należy, ale za to ja nie wtrącam się za bardzo i staram się
                  wychodzić maksymalnie mu naprzeciw, żeby jego w sumie "ciężkie"
                  życie (bo życie ucznia, nie jest wcale takie łatwe) było w miarę
                  przyjemne i choć ciut "dziecinne".


                  I jeszcze jedno z czego jestem bardzo dumna. Verdana mówiła że się
                  nauczyła (już po latach) ze rodzice chcieli dla niej dobrze. No
                  więc moje dziecko to wie od zawsze. Dla mnie to jest olbrzymi
                  sukces, że on ma świadomość, że jeżeli nawet coś tam "zarządzam" co
                  niekoniecznie mu się podoba, to on (mimo że troche sobie ponarzeka i
                  pogada jakie ma okropne to zycie) ma do mnie na tyle zaufania, ze
                  ja rzeczywiście chce czegoś w jego interesie. Choć czasem
                  eksperymentuje, bo mu się wydaje że sam wie jednak lepiej (historia
                  z konkursem i wycieczką rowerową). Z tego się ciesze, że syn nigdy
                  mnie nie traktuje jak wroga, nawet jeśli się ze mna nie zgadza, to
                  wie że ja mam inne zdanie nie dlatego że chce mu dokuczyć, tylko bo
                  chce jego dobra (choć czasem to dobro 14 latek i 40-latka ciut
                  inaczej rozumieją).
                  • verdana Re: Problem w niezrozumieniu 06.03.09, 14:56
                    Nisar.
                    W klasie mojego syna na 28 osob jedna - slownie jedna - nie ma
                    trójki na semestr. Czyli za obowiązkiem Twojej córki jest bycie
                    najlepsza, albo niemal najlepsza uczennica w klasie. W tym problem.
                    Nie w tym, ze ona się slabo uczy. Nie w tym, ze jest leniwa , bo
                    jaby była, to nie mialaby pozostałych 13 dobrych stopni. Ty wiesz,
                    ze ona moze - a skad to wiesz? Najwyżej moze Ci sie wydawać, ze ona
                    może...
                    Nie jestem absolutnie zwolenniczka liberalnego wychowania.
                    Niewątpliwie moje dzieci umarłyby ze śmiechu słysząc cos takiego, bo
                    wymagania i kary sa u mnie spore, ale dostosowane do konkretnego
                    dziecka i do okolicznosci, a nie do mojej wizji dziecka idealnego.
                    Owszem, przy pierwszym dziecku staralam się je wychowywać, karac i
                    nagradzać tak, aby dopasować je do ideału, o którym marzyłam. Nie
                    dopasowałam. Mój syn, ktory tez uwazał mnie (i nadal uwaza) za dobra
                    matkę ma obnizoną samoocenę (słynne zdanie po egzaminie mag. zdanym
                    na 5 "Mogło być lepiej", nie wierzy, ze cos, co zaczyna mu sie uda -
                    ) i wspomina swoje szkolne czasy jako niekonczacy się horror. To
                    bardzo, bardzo niedobrze.
                    Dlaczego to co robisz jest groźne - bo jest, zareczam Ci, jako
                    matka, ktorej udało się wpędzić w ostra nerwicę najstarszego syna.
                    Jest grożne z dwóh względów
                    -po pierwsze dlatego, ze wazniejsze dla przyszłego życia człowieka
                    jest nauczenie się odpowiedzialnosci za samego siebie. Tymczasem
                    Tyuwazsz, ze Twoim obowiazkiem jest bycie "protezą" poczucia
                    odpowiedzialnosci dziecka. jesli ono nie potrafi samo sie
                    zmobilizowac, wie, ze Ty go zmobilizujesz nagrodami i karami. Ela ma
                    15 lat. To czas, aby przejęła większość odpowiedzialnosci za to, co
                    robi. Jeszcze rok, dwa - i Twoje dziecko nigdy nie nauczy się, ze
                    jej przyszlość zalezy od niej, nie od ciebie. Jesli 19-latek ma
                    pretensje do rodziców, ze nie był dopilnowany, to znaczy, ze jego
                    wychowanie zostało skopane - to czlowiek, ktory nie potrafi sam
                    siebie obarczyć wina, ani nie bierze odpowiedzialnosci za to co
                    robi. To, ze Ela akceptuje to, ze Tu pilnujesz jej nauki dla mnie
                    samej byłoby juz pierwszym sygnałem alarmowym - to znaczy, ze
                    przerzucila odpowiedzialność za siebie - na mamę. Jest na to za
                    dorosła.
                    Druga sprawa - nie mniej wazna. Wymagacjac od dziecka dobrych stopni
                    ze wszystkiego skazujesz i siebie i ją na parę cieżkich lat. Pewnie
                    w przyszłym roku z satysfakcją pomyslisz "działa", bo regułą w
                    szkole jest stawianie trzecioklasistom dobrych ocen, więc Ela ma
                    szanse na świadectwo bez trój. Za to bardzo wiele liceów uwielbia
                    niskie oceny. Co Ty zrobisz i co zrobi Ela, gdy w liceum na pierszy
                    semestr nie tylko bedą troje, ale i jedynka? Ja bylam jedna z
                    najlepszych uczennic w podstawówce, laureatka olompiady. Na pierwszy
                    okres w liceum mialam dwóje (jedynek nie było) z fizyki i wiele
                    trójek. Mimo, ze rodzice jakos to zniesli, dla mnie samej był to
                    szok. Gdybym wiedziała, ze rodzice tego nie zaakceptują - nie wiem,
                    co bym zrobila. Złe stopnie miałam przez cale liceum. Gdybym cały
                    czas zyła w atmosferze braku akceptacji i wyrzutow, na pewno nie
                    bylabym potem dobra studentką.
                    • nisar Re: Problem w niezrozumieniu 06.03.09, 17:53
                      A w klasie Eli na koniec ubiegłego roku 16 sztuk (na 30) było
                      wzorowych, czyli ze średnią powyżej 4,75. Spieszę Cię uspokoić - Eli
                      w tej liczbie nie było i absolutnie tego od niej nie oczekiwałam ani
                      nie oczekuję.
                      Wydawało mi się właśnie, że dając jej wybór - albo przysiadasz
                      fałdów i poprawiasz ocenę albo rezygnujesz z obozu, uczę ją
                      ponoszenia konsekwencji swoich decyzji. Mylę się? Tak, ewidentnie
                      mamy problem z próbą przerzucania na innych odpowiedzialności za
                      naukę (i nie tylko, także przy innych kwestiach Ela próbuje wymóc na
                      nas podpowiedź "co my byśmy woleli w danej sytuacji") - vide
                      sytuacja z wczorajszym filmem - tylko nie wyszło, wredna macocha nie
                      zabroniła oglądać i Ela sama musiała zdecydować :) Pod tym względem
                      jeszcze długa droga przed nami, mam tego świadomość.

                      I kwestia liceum - no proszę Cię, nie rób ze mnie idiotki - nikt
                      przy zdrowych zmysłach nie oczekuje od licealisty samych piątek.
                      Będę natomiast oczekiwała czegoś innego - określenia się do czego
                      się przykłada i co rozwija, a co tylko zalicza (zaręczam Ci, że w
                      liceum trójki mnie nie będą przerażały), pod warunkiem, że poza
                      przedmiotami "trzech z (zakuć, zdać, zapomnieć)" będą te, które będą
                      lubiane i uczone naprawdę. Na dzień dzisiejszy wydaje się, że wbrew
                      pozorom będzie to blok humanistyczny - dziwi mnie to, ale nie moja
                      sprawa. Zobaczymy.
                      • verdana Re: Problem w niezrozumieniu 06.03.09, 18:14
                        Moja córka w liceum tez miała średnią powyżej 4, 75. Z dwóją z
                        matematyki i paroma trójami... Pamiętaj też, ze druga klasa jest
                        klasą, w ktorej nauczyciele zupełnie swiadomie zanizają oceny.

                        W sprawie obozu chyba jednak sie mylisz. W bardzo subtelnej kwestii.
                        Gdybys powiedziała i to na poczatku roku "Droga córko, jesli nie
                        bedziesz miała ani jednej trójki na swiadectwie , pojedziesz w
                        nagrode na obóż" byłoby OK, choc IMO dla mnie ciagle jeszcze żądanie
                        jest absurdalne. Ale o ile dobrze rozumiem - sytuacja jest odwrotna.
                        Obóz był w planach, nie jako wymarzona, wypasiona nagroda, ale jako
                        rzecz bardziej codzienna, ktora zostanie "wycofane", o ile trójka na
                        swiadectwie pozostanie. Czyli wyjazd nie jest nagrodą, tylko brak
                        wyjazdu - karą. To spora różnica. I nawet nie powiedziałaś "o ile
                        nauczysz się chemii" , tylko "o ile dotaniesz czwórke" - zaręczam
                        Ci, ze to jest kompletnie inne wymaganie. I co więcej, po latach
                        pracy jako nauczyciel i doswiadczeń jako rodzić - zapewniam Cię, ze
                        osoba, ktora otrzymała w pierwszym semestrze parę złych stopni może
                        nie moc dostać lepszej oceny, chocby była na poziomie Nobla.
                        Zastanów sie tez nad jedną sprawą, ktora mnie uderzyła - wyjazd na
                        oboz jest nagrodą, wyjazd z Toba i bratem na działkę (chyba dobrze
                        pamiętam) jest swoista karą, czyli czymś z definicji gorszym.
                        Nistar, ja Cie naprawde lubię - nie używaj pobytu z Toba na
                        wakacjach jako kary czy alternatywy nagrody... Pobyt z Toba powinien
                        być dla córki nagrodą, czymś , co dostaje się za swiadectwo z samymi
                        piątkami. Zareczam Ci, ze to nie jest głupia rada.
                        Ja nie sadze, ani przez moment, że Ty nie będziesz wymagała w liceum
                        samych piątek. Ale uczysz już Elę, że trójka to żły stopień, że nie
                        wolno być zadowolonym z tego, ze się ma część dobrych, a część złych
                        stopni. Tego nie da się tak łatwo zmienić - nawet, jesli Ty bedziesz
                        zadowolona, Ela bedzie niezadowolona z siebie. A niezadowolenie z
                        siebie, bez podstaw do tego niezadowolenia, to destrukcyjne uczucie.
                        Może jedak przmyśł rady matki inteligentnych, bystrych, a słabo
                        uczacych się dzieci, ktora wypróbowala na trzech egzemplarzach różne
                        metody wychowawcze. Nadmierne wymagania i kary za brak osiagnięć
                        okazały się najgorszą, nie działajacą metodą - zmarnowały nie tylko
                        dziecku mlodość, ale i mnie parę lat zycia. Co gorsza, spowodowały u
                        mojego syna swoistą blokadę w nauce, ktora minęła jak ręka odjął,
                        gdy sie wyprowadził i matka przestała marudzic mu nad głową.
                        • claratrueba Re: Problem w niezrozumieniu 07.03.09, 06:32
                          Ja nie sadze, ani przez moment, że Ty nie będziesz wymagała w liceum
                          > samych piątek. Ale uczysz już Elę, że trójka to żły stopień, że nie
                          > wolno być zadowolonym z tego, ze się ma część dobrych, a część złych
                          > stopni. Tego nie da się tak łatwo zmienić - nawet, jesli Ty bedziesz
                          > zadowolona, Ela bedzie niezadowolona z siebie.

                          Czy naprawdę to jest nauka "trójka to zły stopień"? Ja tak nie uważam- ani taka
                          nauka z postawy Nisar nie płynie, ani 3 nie jest dobra lub zła obiektywnie. Jest
                          to ktyterium ocenienia czy "przyłożyła się" czy też nie. Bardzo ułomne, ale w
                          syt. Nisar (małe dziecko= brak czasu) jedyne, które może pokazać stosunek do nauki.
                          Rodzice zadowoleni z każdej "przyzwoitej" oceny niekoniecznie wychowują
                          zadowolone z siebie dziecko.Oczekiwanie perfekcyjności od dziecka może stworzyć
                          perfekcjonistę i anorektyka, fakt. Ale perfekcjonistę i anorektyka może stworzyć
                          brak poprzeczki, wtedy dziecko ustawi ją sobie samo, nierzadko na przesadnie
                          wysokim poziomie. Nie łudźmy się, że jesteśmy aż takimi autorytetami, że tylko
                          nasza akceptacja lub dezaprobata są jedynymi czy choćby najwazniejszymi
                          drogowskazami.
                          • verdana Re: Problem w niezrozumieniu 07.03.09, 14:05
                            Ale poprzeczka musi być ustawiona tak, aby dalo sie ją przeskoczyć,
                            nie poswiecajac wszystkiego dla treningu. Powtarzam jeszcze raz -
                            jedna trójka na swiadectwie drugiej gimnazjalnej, nawet przyjmujac,
                            ze dziecko olewa ten jeden przedmiot, nie powinna stać się rodzinnym
                            dramatem i powodem do ukarania.
                            Tu chodzi własnie nie o ogólna prawde, ale o proporcje. Tu widac, ze
                            dziecko ustawilo poprzeczke na przyzwoitym poziomie, a ma nakazane
                            skakać wyzej. Być może potrafi - tylko pytanie, jakim kosztem.
                            I nie zgadzam się z częścia ostatniego zdania. Rzeczywiscie,
                            aprobata rodzicow moze nie być taka istotna. Dezaprobata, w
                            przypadku dziecka grzecznego, poslusznego, zwiazanego z rodzina (a
                            widac, ze Ela taka jest) znaczy o wiele więcej, niż rodzice sklonni
                            sa mysleć.
                        • genny1 Re: Problem w niezrozumieniu 07.03.09, 14:52
                          Pamiętaj też, ze druga klasa jest
                          > klasą, w ktorej nauczyciele zupełnie swiadomie zanizają oceny.
                          Mogłabyś to wyjaśnić? Pewność, z jaką to piszesz troszkę mnie
                          zdziwiła, bo nie przypominam sobie, żebym klasę drugą traktowała
                          jakoś inaczej niż inne.
                          • verdana Re: Problem w niezrozumieniu 07.03.09, 15:11
                            Pierwszy semestr pierwszej gimnazjalnej to zwykle jeszcze czas, gdzy
                            nauczyciele daja czas dzieciom na "dotarcie się", a wiec oceny sa
                            troche bardziej poblażliwe. W trzeciej klasie - nie ukrywajmy -
                            wszystkie znane mi dobre gimnazja zawyzaja oceny, bo oceny na koniec
                            tej klasy moga przesadzic o przyjęciu do liceum. Szkoła, ktora
                            będzie oceniała surowiej niż inne, bedzie zatem miała gorsze wyniki -
                            mniej jej absolwentow dostanie się do wymarzonych liceów.
                            W drugiej klasie stara się zmotywowac mlodziez do nauki, przygotowac
                            do ciężkiego nastepnego roku, pilnowac, aby "nie osiadła na
                            laurach". Wobec tego - i to potwierdza wiekszość znanych mi
                            nauczycieli - zarowno w drugiej gimnazjalnej jak i w drugiej
                            licealnej poziom mlodziezy jest najnizszy (opadl juz zapał
                            pierwszego roku, a zryw do egzaminu jeszcze nie nadszedł), a
                            stawiane stopnie najsurowsze.
                            • genny1 Re: Problem w niezrozumieniu 07.03.09, 16:57
                              Proszę Cię, Verdano, nie tłumacz mi tego tak dokładni, bo ja w
                              przeciwieństwie do Ciebie, cały czas w tym zawodzie pracuję. I to
                              długo. W szkole, którą ty nazwałabyś pogardliwie "renomowaną".
                              Tylko, że ja tak o niej nie myślę. Myślę o tym, żeby z moją pomocą
                              spełniły się edukacyjne marzenia/pragnienia/oczekiwania moich
                              uczniów. A poza tym mam również dzieci i różne doświadczenia jako
                              matka. Inne niż Twoje. A więc nie uogólniajmy i nie wyrokujmy o
                              rzeczywistości tylko przez pryzmat własnych doświadczeń
        • verdana Re: Problem w niezrozumieniu 07.03.09, 15:18
          Zlitujecie się - jedna troja przy 14 lepszych ocenach to nie jest na
          pół gwizdka... Ja tez wymagam, ale wymagam rozsadnie - miedzy innymi
          dlatego, ze raz juz zdarzyło mi się wymagac nierozsadnie i gdyby nie
          mądrzy psychologowie, ktorzy uznali, ze to nie syn
          potrzebuje "dyscypliny", tylko ja "kopa w d..", to nie
          zrozumialabym, jaka krzywde można wyrzadzic dziecku wymagając za
          duzo. Że bezwzgledne wymagania to nie jest "mądra milość", tylko
          głupia ambicja.
          Nie mowiac juz o drobiazgu, zeja wymagam wiedzy (nie calej, i nie
          tylko szkolnej), a nie stopni. Co jest absolutnie czym innym.
          A co do historii, ktora wykladałam uczniom najlepszych warszawskich
          szkół przez 12 lat. Smutna prawda jest taka, że uczniowie Staszica,
          Batorego, Dabrowskiego i inni nie pamietaja NIC z historii z
          gimnazjum. Nawet kiedy była pierwsza wojna światowa. Albo (slowo
          daje...) kto wygrał druga... A jestem pewna, ze musieli ja umiec,
          skoro dostali się do tych liceów - i wiedza z nich wyparowała
          idealnie. Tak własnie jest, gdy trzeba uczyć się równo wszystkiego,
          bez głębszego zainteresowania.
      • morekac Re: Problem w niezrozumieniu 31.03.09, 00:56

        >
        > Wbrew opinii Verdany Ela nie jest ani super zdolna (przeciętna,
        nie
        > tępak, ale nic nadzwyczajnego), na dodatek leniwa do granic bólu.
        Za
        > to z wielkimi ambicjami, które kończą się na gadaniu o tym, co to
        > ona w życiu nie osiągnie i nie zrobi. Tylko poza tym czas
        przecieka
        > jej przez palce, kompletnie na niczym.
        >
        Czy myślisz czasem o swojej córce pozytywnie?
        Bo na razie "leniwa do granic bólu, nie tępak, ale nic
        nadzywczajnego itd, itp". A może pomyśl: wyciągnęła się dzielnie z
        dwóch innych trój. Jest nadzywczajna z malowania powiek zielonym
        cieniem w fioletowe kropki. I mistrzynią w ukladaniu grzywki przed
        lustrem.
        I przy okazji: w gimnazjum jest ponad 30 godzin zajęć tygodniowo,
        dodaj do tego odrabianie lekcji - i już masz 40 godzin. Albo i
        pięćdziesiąt. Pracujesz tyle godzin i niczego nigdy nie odpuszczasz?
        Nie marzysz o tym, żeby się wyrwać na miasto i na mecz koszykówki z
        przystojnym Krzysiem? Bo ja bym wolała pójść z Krzysiem niż uczyć
        się chemii, z której nic nigdy nie rozumiałam i jej nauka
        przychodziła mi z najwyższym trudem. A ty co miałaś z chemii? A
        skoro ma tylko jedną trójkę, to obowiązków raczej nie olewa.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka