Dodaj do ulubionych

"Jak dziecko nie ma żadnej pasji.....

IP: *.aster.pl 30.08.09, 16:19
to po cholerę mu dobre liceum" przeczytałam w jednym z watków.
I się zmartwiłam:(
Moj syn jest gimnazjalistą, w tym roku będzie kończył gimnazjum i stanie przed
wyborem liceum.
przeglądając fora znalazłam to właśnie i między innymi ten wątek, że
gimnazjalista bez zainteresowań nie ma czego szukać w dobrym liceum, a
właściwie to nie powinien iść do liceum:(

Przyznam,że bardzo liczyłam właśnie na to,że w liceum syn dozna "olśnienia" i
odkryje jeszcze nie odkryte, a tu zonk, ponieważ ani z niego fizyk, ani
matematyk ani humanista, ani talent artystyczny.....

Naprawdę uważacie,że nie ma czego szukać w liceum? a jeśli nie w liceum to w
takim razie gdzie?

Obserwuj wątek
    • myszmusia Re: "Jak dziecko nie ma żadnej pasji..... 30.08.09, 16:26
      alez moim zdaniem własnie w liceum - bo co ma sobie wymyslec zawód? do tgo to własnie trzeba miec konkretne zainteresowania. A na wybór zawodu to koniec gimnazjum jest jak dla mnie za wcześnie. nawet to niemal ostateczne decydowanie o rodzaju studiów w momencie wyboru gimnazjum to głupota.
      M.in dlatego szukam szkoły niepublicznej bo tam sa bardziej elastyczni jeśli chodzi o zmiany przedmiotów rozszerzonych na maturze. W większosci panstwowych wybierajac konkretna klase trzeba wiedziec co sie chce zdawac.
      Dla kogos takiego jak twój syn potrzebne jest liceum jak najbardziej ogólne na poczatku i sensownie podchodzace do uczniów - swoje "powołanie" nie wszyscy odkrywaja w kołysce;-)
    • agatka_s Re: "Jak dziecko nie ma żadnej pasji..... 30.08.09, 17:00
      myśle że tu chodziło o inne niż szkolne pasje, czyli np
      zainteresowanie książkami o jakiejś tematyce, czy np pasje
      muzyczne , sportowe itp (versus bezmyślne spedzanie czasu w
      galeriach czy czytanie głupkowatych gazetek). Tak jak ja to
      zrozumiałam, to według autorki tych słów dziecko które nie
      ma "poważnych" pasji poza szkolnych, nie bardzo nadaje się do liceum-
      przy czym tu chyba chodziło o jakiś profil osobowościowy tzn
      ciekawość świata, chęć dowiadywania się różnych rzeczy- bardziej w
      tym kierunku bym to interpretowała.

      Absolutnie liceum jak sama nazwa wskazuje to szkoła dla tych ogólnie
      chcących się kształcić, choć niestety system egzaminacyjny narzuca
      wczesną specjalizacje. Moje dziecko też niedawno było jeszcze takie
      ogólne, ale teraz po roku w gimnazjum zaczął się wyraźnie deklarować
      (choć trochę jeszcze się waha między profilem ścisłym a "ekonomiczno-
      społecznym"). Moze i Twoje dziecko w koncu odkryje w czym się
      lepiej czuje, czasem to kwestia dobrego nauczyciela.
      • verdana Re: "Jak dziecko nie ma żadnej pasji..... 30.08.09, 17:16
        Alez oczywiście. Tu nie chodzi o to, ze gimnazjalista wie, ze na
        200% pójdzie na chemie organiczna, albo zostanie dziennikarzem
        sportowym.
        Pasja - to chocby zainteresowanie książkami, sportem, muzyką - i to
        niekoniecznie klasyczną, zbieranie informacji o ulubionych aktorach
        czy sportowcach, kolekchonowanie horrorow klasy F (to moj
        nastolatek..), pisanie bloga, a nawet o zgrozo - obserwowanie ludzi
        w galeriach handlowych czy na ulicy, ich zachowania, wzajemnych
        relacji.
        Czyli raczej chodzi tu o brak ciekawosci zycia, niz konkretne
        zainteresowania naukowe.
    • kkokos Re: "Jak dziecko nie ma żadnej pasji..... 30.08.09, 18:33
      > przeglądając fora znalazłam to właśnie i między innymi ten wątek,
      że
      > gimnazjalista bez zainteresowań nie ma czego szukać w dobrym
      liceum, a
      > właściwie to nie powinien iść do liceum:(

      anno, nie przywiązuj się do tego. na tym forum, wbrew jego nazwie,
      jest bardzo mało rodziców dzieci z problemami, a głównie matki
      uczniów piątkowo-szóstkowych. one mają zupełnie inny punkt widzenia,
      zdaniem wielu z nich (choć nie wszystkich) do liceum powinna iść
      mała grupa najlepszych uczniów, a reszta w niebyt. niektórzy nie
      przyjmują do wiadomości, że dzieci rozwijają się we własnym tempie i
      niektóre błysną dopiero w wieku licealnym (choć akurat nie osobę o
      takich poglądach cytowałaś).

      a jeśli nie w liceum to w
      > takim razie gdzie?
      >
      no właśnie, gdzie? tym bardziej trudno zmusić dziecko do wyboru
      zawodu, prawda? więc chyba jednak liceum...
      • verdana Re: "Jak dziecko nie ma żadnej pasji..... 30.08.09, 19:00
        O, przepraszam.
        Ja mam WYŁACZNIE dzieci z problemami:) Piątkow-szostkowo-dwojkową
        mialam jedną, a i to dpopiero w liceum. Przedtem, cóz...
        No i uczę od lat co najmniej 15 mlodzież albo wybitną/ albo wręcz
        przeciwnie niestety... "Srodek" mi się jakoś nie trafił nigdy...
        Sa osoby, ktore blysną dopiero na studiach. A moj osobisty
        doktorant błysnął dopiero na etapie konczenia doktoratu, ale za to
        jakim światłem!!!!!
          • verdana Re: "Jak dziecko nie ma żadnej pasji..... 30.08.09, 20:36
            E, niech się czytajacy pocieszą, ze mozna się i do nieszóstkowych
            przyznawać oficjalnie i bez wstydu....
            Bo moi znajomi "w realu" same szóstkowe niegdyś mieli. Dopiero po
            latach się dowiadywałam, jak to (niektore, niektore - nie
            wszystkie...) szóstkowe zawalały klasę albo próbną maturę. A ja
            naprawde wierzyłam, ze tylko ja mam klopoty:)
            • ratyzbona Re: "Jak dziecko nie ma żadnej pasji..... 30.08.09, 21:14
              Prawdę rzekłszy nigdy nie widziałam kogoś absolutnie bez pasji. To że szkoła
              promuje i ceni tylko kilka rodzajów zainteresowań to nie znaczy że pozostałe się
              nie liczą. Z resztą odnoszę wrażenie że nikt tu nie twierdzi że liceum nie jest
              dla zwykłych nastolatków ( większość zwykłych nastolatków nie ma zielonego
              pojęcia co ich interesuje i kim chcą być w przyszłości) tylko że dobra szkoła
              potrafi dostrzec że czasem wyjechanie na zawody w ujeżdżaniu jest ważniejsze niż
              klasówka z chemii i to jest właśnie to promowanie pasji. Poza tym przedmioty
              uniwersyteckie nie pokrywają się z tym czego uczą w szkole - ktoś kto interesuje
              się prawem wiele go w szkole nie dostanie ale liceum skończyć trzeba
    • Gość: anna Re: uspokoiłam się trochę:) IP: *.aster.pl 31.08.09, 14:05
      dziękuje wam za wpisy.

      Syn oczywiście ma poza szkolne może nie pasje, ale zainteresowania.

      a co do jego postępów w nauce, uczy się dobrze tzn ma dobre oceny:), ale nie
      jest tytanem pracy i konkursy, olimpiady nie dla niego:(, więc, czy ma szanse na
      "dobre" liceum nie wiem:(, bo jak patrzę na progi punktowe, ilość punktów jakie
      gimnazjaliści dostają na teście końcowym to .....chyba nie:(

      Jeśli znacie sensowne liceum w okolicach Żoliborza, Woli - to chętnie skorzystamy:)
      • ratyzbona Re: uspokoiłam się trochę:) 31.08.09, 14:41
        Konkursy i olimpiady robi tylko kilkoro uczniów w każdym roku - wielu rodziców
        zapomina że technicznie rzecz biorąc nie może być tak że każdy uczeń jest
        olimpijczykiem - jeśli twój syn ma dobre stopnie to w sumie do liceum dostać się
        powinien bez problemu - liceów jest dużo a tych super najlepszych - mało
      • Gość: mama trochę jestem załamana... IP: 195.150.84.* 31.08.09, 14:45
        ... i podłączam się do wątku prosząc o radę.
        Mam taką własnie corkę piatkowo-szóstkową ... bez zainteresowań, bez
        pasji. Jej bardzo dobre oceny nie wynikają bynajmniej z ambicji czy
        kujoństwa, bądź chęci zdobywania wiedzy; to wynik duzych zdolności i
        bardzo dobrej pamięci i jakiej takiej obowiązkowości, właściwie
        oceny przychodzą same z siebie. Ponadto jest takim dzieckiem ogólnie
        uzdolnionym, właściwie czego się nie tknie, tam sukces, ale on jej w
        ogóle nie dopinguje. Probowałam zachęcać do zajeć dodatkowych, do
        jakiejkolwiek własnej pracy (po co sie męczyć słyszałam), albo wręcz
        przeciwnie - odpuszczałam, nie ingerowałam, dawałam luz (wtedy komp
        i telewizor na okrągło).

        Przykro to pisać, ale jej nawiększą pasją jest chyba ... nuda.
        Właściwie ciągle słyszę, że się nudzi. Nie wiem, co o tym sądzić.

          • Gość: mama Re: trochę jestem załamana... IP: 195.150.84.* 31.08.09, 15:56
            > Rozumiem, że i komputer i TV są włączone;)

            Czasami - tak :(

            >Co robi przy kompie, jakie programy ogląda?
            W większości, niestety, typu: gadu-gadu, nasza klasa.

            To nie o to chodzi, aby szukać na siłę, że coś ją tam chwilowo
            zainteresuje przecież i pocieszać się w ten sposób. To nie o to też
            chodzi, że ja strasznie jestem zdołowana. Ja po prostu widzę, że jej
            potencjał sie marnuje, a ona ...nudzi się lub spędza czas na czymś,
            co nie wymaga od niej wysiłku. Nie mogę tego zupełnie zrozumieć.

            Gdy była mała, jej pasją była... zabawa, w której widać było ogromną
            kreatywność. Gdy z zabaw dziecięcych wyrosła, powstała pustka, która
            niczym nie jest zastąpiona. Jej sie po prostu nic nie chce, ale nie
            w sensie takim, że lezy i depresyjnie patrzy w sufit. Po prostu nic
            ją nie wciaga, szybko się zniechęca,wysilać się nie chce i narzeka,
            że sie nudzi, ale ewentualne propozycje odrzuca. Ma przy tym kupę
            wolnego czasu, bo sama nauka szkolna jej nie przeciąża (nie mówiąc
            już o wakacjach)
            • joa66 Re: trochę jestem załamana... 31.08.09, 16:03
              "się lub spędza czas na czymś,
              co nie wymaga od niej wysiłku"

              Ale co masz na myśli pisząc wysiłek?

              I to ważne co ona ogląda w telewizji, bo dzięki temu się dowiesz co
              ją interesuje. Może moda, może sport, może muzyka? A może lubi filmy?
              • Gość: mama Re: trochę jestem załamana... IP: 195.150.84.* 31.08.09, 16:12
                Dzięki za ciągnięcie tematu. Na ogół staram się nie przywiązywać az
                tak wielkiej wagi do tego problemu, niemniej chociazby takie wątki
                pokazują, że możnaby spodziewać sie innej postawy.

                > Ale co masz na myśli pisząc wysiłek?
                Jej słowa:(
                Wszystko jest wysilkiem począwszy od czytania ksiażek, poprzez naukę
                języka, jakiekolwiek dodatkowe ćwiczenia, poznawanie nowego,
                skończywszy na wycieczce czy pływaniu.

                > I to ważne co ona ogląda w telewizji,

                Jak leci:( No może niezupelnie, niemniej bez jakiegoś szczególnego
                zafascynowania.
                • joa66 Re: trochę jestem załamana... 31.08.09, 17:20
                  Jeżeli nie ogląda jak leci to znaczy, ze jednak coś interesuje ją
                  bardziej a coś mniej.;)

                  Nie wiem co to znaczy, że ogląda bez zbytniego
                  zainteresowania...skąd wiesz, że nie rozmawia potem o tym na gg?

                  A poważnie - jedyne czego bym się bała to depresja, ale wtedy chyba
                  sufit wystarcza (w uproszczeniu). Twoja córka jednak czyms sie
                  interesuje, chociażby utrzymywaniem kontaktów z rówiesnikami, więc
                  źle chyba nie jest:)

                  Ja próbowałabmy coś jej podsunąć gdybym miała cień podejrzenia co
                  ona tak naprawde lubi.

                  I jeszcze jedno - jeżeli lubi się nudzić, nauka przychodzi jej łatwo
                  i nie lubi wysiłku...zastanowiłabym się czy ma jakieś obowiązki
                  domowe. Serio. Oczywiście nie mówię o obarczaniu jej prowadzeniem
                  domu, poza tym nie wiem jak to u Was teraz wygląa. Ale jeżeli nie
                  robi nic albo bardzo mało, może warto się nad tym zastanowić.
                  • Gość: mama Re: trochę jestem załamana... IP: 195.150.84.* 31.08.09, 18:14
                    >Ale jeżeli nie
                    > robi nic albo bardzo mało, może warto się nad tym zastanowić

                    Ma obowiązki, chociaż nie jakieś nadmierne. Muszę też zachować
                    proporcje pomiędzy rodzeństwem, więc zbytnie dokładanie nie wchodzi
                    w grę. Ponadto, jak sama mówi, nuda nie polega na tym, że się nie ma
                    nic do roboty tylko, że nie spędza się czasu w jakiś ciekawy sposób
                    (no ale póki co ciekawy jest telewizor, komp - nie na specjalnie
                    edukacyjnym poziomie i towarzystwo)
            • menodo Re: trochę jestem załamana... 31.08.09, 16:08
              Bo okres dorastania troche tez na tym polega - ze dzieciece zainteresowania nie
              sa juz tak atrakcyjne i powstaje pewna pustka, ktora rodzi nude...
              Ale bez przesady. Czy kazdy musi miec jakies niezwykle pasje? Jesli dziewczynka
              jest inteligentna, dobrze sie uczy i jak rozumiem nie sprawia problemow typu
              picie piwa pod blokiem z okolicznymi dresiarzami to moze...daj jej spokoj?
              • Gość: mama skąd sie bierze pasja? IP: 195.150.84.* 31.08.09, 16:20
                >Czy kazdy musi miec jakies niezwykle pasje?

                No własnie nie wiem, zastanawiam się.

                >Jesli dziewczynka jest inteligentna, dobrze sie uczy i jak rozumiem
                >nie sprawia problemow typu picie piwa pod blokiem z okolicznymi
                >dresiarzami to moze...daj jej spokoj?

                No to na ogół daję, bo co mam zrobić.

                Ja to zawsze miałam pęd do wiedzy i wydawało mi się, że każdy
                inteligenty i zdolny człowiek ta ma. Ale, jak widać są rózne
                jednostki. I może jeszcze to świat ma teraz za duże wymagania?
                Z drugiej strony mam świadomość, że czasami ponudzić sie nie
                zaszkodzi, ale zbyt dużo nudy rodzi głupie pomysły:(

                • menodo Re: skąd sie bierze pasja? 31.08.09, 16:47
                  Wiekszosc rodzicow zaczyna sie dziwic a nawet martwic kiedy dziecko przestaje
                  byc "takie jak kiedys".
                  Moja corka tez kiedys hodowala roslinki, plywala, chodzila z ojcem po gorach -
                  ale w pewnym momencie odmowila. Co wiecej, pod wplywem kolezanek ze szkoly
                  (podstawowka) zaczela wlaczac jakies mtv i inne tego typu, domagala sie
                  kupowania plyt typu jeniffer lopez i innych. Ciuchy - wszystko mialo byc
                  rozowe...Ogolnie - taki "plastik" zaczal ja fascynowac...Ja z tym nie walczylam,
                  ale dokladnie tak jak joa Ci radzi - pomyslalam, ze jak moda to prosze bardzo a
                  jak muzyka czy film to tez cos da sie z tym zrobic...Fakt, ze mnie to tez
                  interesuje, wiec latwo mi bylo znalezc cos, co spodobalo sie mojej corce...Co
                  wiecej, corka zaczela wciagac w to swoje kolezanki i np. one w tej chwili jak
                  ogladaja cos na mtv to potrafia powiedziec z jakiego filmu jest tam
                  choreografia albo na fashion tv - skad sie biora rozne inspiracje.
                  Moim zdaniem to nie jest takie bezmyslne gapienie sie w tv. Do tego doszla
                  jeszcze historia filmu, historia sztuki, literatura, no i angielski- bo skads te
                  wiedze trzeba bylo czerpac...

                  Podaje Ci to w skrocie - jako przyklad. Oczywiscie moj maz nadal "cierpi" ze nie
                  ma juz w domu ani z zielonego wzgorza, ale w coraz wiekszym stopniu docenia jej
                  zainteresowania a nawet wspiera.
                  • Gość: mama Re: skąd sie bierze pasja? IP: 195.150.84.* 31.08.09, 16:58
                    Menodo, uspokoiłas mnie trochę:) I nawet parę faktów się zgadza...
                    Mam nadzieję, że mózg jej nie zardzewieje przez tych kilka lat
                    dojrzewania i pod budką z piwem też nie wyląduje.

                    Co jednak radzicie? Odpuścić całkiem na jakiś czas, czy jednak
                    delikatnie nakierowywać, coś podsuwać, zachęcać?
                    • menodo Re: skąd sie bierze pasja? 31.08.09, 17:10
                      Nie wiem, to zalezy jaki masz kontakt z corka.
                      Moja corka kiedy zaczelo jej "odwalac" byla moze w 4-5 klasie, wiec jej
                      podatnosc na rodzicielski wplyw byla jeszcze spora:)

                      Wiem tylko czego nie powinno sie robic. Mowic np. moze bys sie czyms zajela,
                      moze bys cos poczytala, bo czlowiek powinien byc aktywny,miec pasje etc...

                      Mnie sie wydaje ze jesli komus sie wydaje, ze dziecko w tym wieku nic nie robi,
                      gapiac sie w tv albo grajac w gry czy siedzac na gg to to nie jest prawda. Cos
                      sie w tym czlowieku jednak dzieje, a jesli przy tym dziewczynka bez wysilku ma 5
                      i 6 - to ja bym jej w liceum podniosla poprzeczke, zeby troche tego wysilku
                      doswiadczyla:)

                      • verdana Re: skąd sie bierze pasja? 31.08.09, 17:32
                        Swięte słowa. Po prostu czasem rodzice nie dostrzegaja
                        zainteresowania, bo ich zdaniem - to akurat zajęcie nie jest żadnym
                        zainteresowaniem, tylko "zabijaniem nudy".
                        Ja spędzam połowę cennego czasu grajac w idiotyczne gry komputerowe.
                        czasem po prostu dla odpoczynku. A czasem dlatego, ze przy nich
                        mysli mi się najlepiej.
                        • Gość: mama Re: skąd sie bierze pasja? IP: 195.150.84.* 31.08.09, 17:51
                          >Po prostu czasem rodzice nie dostrzegaja
                          > zainteresowania, bo ich zdaniem - to akurat zajęcie nie jest
                          >żadnym zainteresowaniem, tylko "zabijaniem nudy".

                          Verdana, nie możemy wszystkiego projektować: "bo ja", "bo u mnie".
                          Zainspirował mnie temat wątku, więc się dołączyłam i otwarta jestem
                          na opinie, gdyż sama mam mieszane uczucia. Sorry, ale jeśli jedynymi
                          Twoimi samodzielnymi zajęciami (oprócz pracy) byłaby gra na kompie i
                          nuda, to pomyślałabym, że z Toba coś nie teges:) Oczywiście
                          upraszczam (nie chcę przeczytać, że przecież jeszcze żęby były umyte
                          i piosenka posłuchana).

                          Zastanawiam się, czy puszczając na żywioł (a tak bym w sumie
                          chciała) i pozwalając całkowicie po swojemu spędzać czas (póki co 3
                          godz seriali+3 godz gadu, gadu lub gry), czegoś nie zaniedbam
                          • verdana Re: skąd sie bierze pasja? 31.08.09, 18:30
                            Już zaniedbałaś, IMO., pozwalajac na ogladanie telewizji i komputer
                            6 godzin dziennie, szczególnie jesli uwazasz, ze to jest szkodliwe.
                            Jest coś takiego, jak zakaz. Jestem przeciwna nadmiernym zakazom i
                            nadmiernemu ograniczaniu wolnosci wyboru nastoletniej mlodziezy. Ale
                            nie ma mowy, abym pozwoliła spedzać przed telewizorem trzy godziny
                            dziennie.
                            • Gość: mama Re: skąd sie bierze pasja? IP: 195.150.84.* 01.09.09, 10:30
                              > Jest coś takiego, jak zakaz

                              Po pierwsze, w procesie wychowania kładę nacisk na samokontrolę. Nie
                              chciałabym do 18-tki wyliczać, ile godzin może nastolatek oglądać
                              telewizję czy siedzieć przy komputerze, choc póki co to robię.
                              Martwi mnie trochę, że brakuje wewnętrznej motywacji do rozwoju w
                              sytuacji, gdy natura obdarzyła zdolnością uczenia się. Rozumiem
                              mechanizm psychologiczny, kiedy nastolatek ucieka w tv zamiast
                              siedzieć nad matmą czy językiem obcym, gdy widać, że nauka nie
                              przynosi spodziewanych efektów. Córka natomiast lubi iść na
                              łatwiznę, bo ... lubi.

                              Po drugie, egzekwowanie zakazu łączy się z dodatkowym wysiłkiem
                              organizacyjnym. Ja tam mogę obejść się bez tv, ale nie wyrzucę go
                              pozbawiając innych domowników chociażby mozliwości okazjonalnego
                              ogladania wybranych programów. Trudno też abym organizowała dyzury
                              rodzinne jak przy maluchu (aby nastolatek nie został sam w domu bez
                              dozoru dorosłego).

                              No i na upartego mozna iść do koleżanek i gapić się w ekran.

                              I sama w tym wszystkim waham się, na ile ingerować, co robić w
                              sytuacji gdy inne obowiązki nie są przecież zaniedbywane.
                              Oczywiście nie oczekuję, że dacie mi gotową receptę. Po prostu
                              dyskusję tę traktuję jako luźną wymianę myśli i poglądów.
                              • verdana Re: skąd sie bierze pasja? 01.09.09, 14:31
                                Ja też - ale jesli samokontrola nie działa, to trzeba albo
                                interweniować, albo odpuscić.
                                Czyli masz inny problem wychowawczy - nie możesz powiedzieć corce,
                                aby nie ogladała telewizji i uwierzyc, ze tego nie zrobi. Czyli jest
                                to dla niej bardzo wazne.
                      • Gość: mama Re: skąd sie bierze pasja? IP: 195.150.84.* 31.08.09, 17:34
                        > Nie wiem, to zalezy jaki masz kontakt z corka.

                        Zawsze był dobry, choć ostatnio widzę spore rozluźnienie.

                        > Moja corka kiedy zaczelo jej "odwalac" byla moze w 4-5 klasie,
                        >wiec jej podatnosc na rodzicielski wplyw byla jeszcze spora:)

                        No, no skąd ja to znam. Tylko że moja to typ niezależny od małego,
                        więc wszelki wpływ zwłaszcza od pewnego wieku to raczej w białych
                        rękawiczkach.

                        > Wiem tylko czego nie powinno sie robic. Mowic np. moze bys sie
                        >czyms zajela, moze bys cos poczytala, bo czlowiek powinien byc
                        >aktywny,miec pasje etc...

                        Z pasją to nie wyjeżdżam, niemniej czasami nie wytrzymuję i namawiam
                        do robienia czegoś pożytecznego i rozwijania się. Niby daleka jestem
                        od gderania, ale w głębi duszy ...

                        > Mnie sie wydaje ze jesli komus sie wydaje, ze dziecko w tym wieku
                        >nic nie robi, gapiac sie w tv albo grajac w gry czy siedzac na gg
                        >to to nie jest prawda

                        Ktoś, kto rzuca butelkami też niby coś robi:(. Z jednej strony
                        chciałabym jak najmniej interweniować i puścić na żywioł, a z
                        drugiej - mam pewne wyrzuty sumienia, kiedy odpuszczam.

                        >to ja bym jej w liceum podniosla poprzeczke, zeby troche tego
                        >wysilku doswiadczyla:)

                        Do liceum trochę jej zostało, niemniej pytanie aktualne:jak zachęcić
                        (aby nie zniechęcić)do wysiłku? Ona nawet drugiego języka się nie
                        chce uczyć, bo przecież: "angielskim i tak się wszędzie dogadam".
                        Minimalizm na całego:(

                        No przyznam szczerze, że gotuje się we mnie, kiedy dowiaduję się, że
                        po szkole czwartą godzinę spędza na serialach. I co pozostaje?
                        Odpuścić?


                        zeby troche tego wysilku
                        > doswiadczyla:)

        • verdana Re: uspokoiłam się trochę:) 31.08.09, 16:42
          GÓRSKIEGO, nie Gorkiego, oczywiscie.
          A brak zainteresowań u dorastającej dziewczyny? Jesli tak było
          zawsze, to jest problem, nawet jesli dziecko uczy się doskonale.
          Natomiast taka nuda i marazm w okresie dojrzewania kiedys byly
          uznawane za normę dla tego wieku.
          • Gość: mama Re: uspokoiłam się trochę:) IP: 195.150.84.* 31.08.09, 16:51
            > Jesli tak było
            > zawsze, to jest problem, nawet jesli dziecko uczy się doskonale.

            Jako dziecko prawie nigdy sie nie nudziła, sama sobie i towarzystwu
            wymyślała zabawy. Więc nuda to coś nowego patrząc z tego punktu.
            Niemniej od zawsze uciekała od narzuconego wysiłku, w myśl zasady:
            po co się męczyć. Czyli albo coś było za łatwe (i wtedy naturalnie
            ją nudziło), albo za trudne (i wtedy odpuszczała), a ponieważ była
            bardzo kreatywna odpuszczałam i ja, chociaż czasami mnie jej postawa
            dziwiła. Im starsza tym bardziej przestaje być samowystarczalna we
            własnych pomysłach ad hoc.

            > Natomiast taka nuda i marazm w okresie dojrzewania kiedys byly
            > uznawane za normę dla tego wieku.

            Też mam nadzieję, że z wiekiem minie.
            • joa66 Re: uspokoiłam się trochę:) 31.08.09, 20:15
              A ja bym jednak trochę się zastanowiła nad obowiązkami, np.
              snaidanie dla cąłej rodziny raz w tygodniu.

              Sprawa telewizji. Czy oglądasz telewizję razem z nią? Czy na pewno
              nie ma w TV nic co mogłybyście razem oglądać? Wbrew pozorom dziecko
              możemy poznać nie dzięki "powaznym rozmowom" ale dzięki rozmowom o
              d... Marynii w Honolulu. Na przykład niedawno kilka razy oglądałam z
              synem program BBc o przeprowadzkach na wieś. Teoretycznie o
              nachyleniu budowlanym, ale fajnie pogadalismy sobie o radzeniu sobie
              ze stresem, sensie dokładnego planowania, życiu na kredyt i tym
              podobne. Szczerze polecam wspólne oglądanie TV. Naprawdę wiele
              można nauczyć się o dziecku i...od dziecka;)
              • Gość: mama Re: uspokoiłam się trochę:) IP: 195.150.84.* 01.09.09, 10:40
                Joa66, zacznę może od tego, że ja NIE wiem, czy przedstawiona
                sytuacja wymaga działań specjalnych. Może po prostu nie wystarczy
                mieć talent do łatwego uczenia się, może tak samo trzeba mieć talent
                do wysiłku i chęci rozwoju, a tu takowego brak?

                > A ja bym jednak trochę się zastanowiła nad obowiązkami, np.
                > snaidanie dla cąłej rodziny raz w tygodniu.

                To już działa, z własnej zresztą woli.

                > Sprawa telewizji. Czy oglądasz telewizję razem z nią? Czy na pewno
                > nie ma w TV nic co mogłybyście razem oglądać?

                Ależ oczywiście, są pozycje, które oglądamy razem, niejednokrotnie
                potem o tym dyskutując. Niemniej ja osobiście nie jestem maniakiem
                telewizyjno-filmowym.

                Początek roku szkolnego to dobra pora do ustalenia pewnego rytmu i
                dlatego tym bardziej zastanawiam się nad ewentualnymi moimi
                dodatkowymi działaniami.
                • agatka_s Re: uspokoiłam się trochę:) 01.09.09, 13:43

                  Trudno ocenić jak się nie siedzi w środku..

                  Mój syn ma sporo zainteresowań i w miarę zorganizowany dzień (w
                  czasie roku szkolnego), a np w wakacje, jeśli nie jest na obozie
                  itp, to właśnie czas spędza bezmyslnie-oczywiście z mojej
                  perspektywy-czyli czyta te same infantylne książki po raz tysięczny,
                  albo te same czasopisma na temat samochodów, ogląda wszelki możliwy
                  sport w telewizorze (teraz jeszcze dodatkowo dodaliśmy kanały
                  sportowe, żeby mógł oglądać turnieje tenisowe i trening F1). Ale
                  dziecko mi powiedziało, że w wakacje on tak chce i już, nie ma
                  ochoty biegać z basenu na tenis i ciagle gdzieś się śpieszyć itp (bo
                  ja mu proponowałam żeby "gdzieś wyszedł")-no i OK, widocznie takie
                  coś mu potrzebne....(hi hi teraz zaraz koniec NUDY i do roboty !!!!).

                  Pozdrawiam wszystkich rodziców którzy dziś zaczęli następny rok
                  szkolny !!! DAMY RADE !!!
                • Gość: menodo Re: uspokoiłam się trochę:) IP: 87.205.146.* 01.09.09, 13:57
                  Może po prostu nie wystarczy
                  > mieć talent do łatwego uczenia się, może tak samo trzeba mieć talent
                  > do wysiłku i chęci rozwoju, a tu takowego brak?

                  Nie-nie-nie, uwierz mi, inteligencja, pamiec i ogolnie rzecz biorac "talenty" to
                  cechy wrodzone, aczkolwiek mozna je rozwijac lub nie itd.
                  Ale nie ma czegos takiego jak talent do rozwoju - potrzeba osiagniec, aspiracje
                  itd. to sa cechy nabyte w drodze socjalizacji...

                  Ale naprawde,nie przejmuj sie tym za bardzo. Znam wiele superinteligentnych
                  dzieci, kore maja mnostwo problemow w szkole.
                  Jesli twoja corka ich nie ma to znaczy ze z potrzeba osiagniec wszystko u niej w
                  porzadku.
                  Nadal proponuje szkole o wysokich wymaganiach. Byc moze w obecnej szkole nie
                  spotkala sie z osobami na swoim poziomie intelektualnym?
                  Uwierz mi, ze w gimnazjum nie jest latwo jechac na 5 i 6 tak po prostu; to
                  kwestia wymagan jakie stawia stawia szkola.
                  • claratrueba Re: uspokoiłam się trochę:) 02.09.09, 09:53
                    Jako prywatny nauczyciel b. często stykam się z uczniami podobnymi do opisywanej
                    tu dziewczyny. Bystrzy są "jak woda w sedesie", raz usłyszą i już umieją,
                    kojarzą błyskawicznie, testy robią na kolanie w autobusie- bezbłędnie. A
                    zainteresowań, pasji, planów na przyszłość żadnych. Książki niekoniecznie, tv i
                    you tube głównie.Kiedyś mnie to załamywało- jak można trwonić taki potencjał
                    intelektualny. A znając losy tych ludzi później- już nie. Pasja przychodzi z
                    czasem. Albo znajdzie sie jakiś "pozytywnie zakręcony' w otoczeniu i zarazi,
                    albo znajdzie się nauczyciel, autorytet w rodzinie lub poza, który zmotywuje a i
                    tv i gg się w końcu znudzi. Często zdolny nastolatek jest też po prostu
                    wprowadzany w tan "permanentnej nudy" przez szkołę, która jest dla niego za
                    słaba. Wraca z niej w stanie otępienia nudnymi, monotonnymi lekcjami i z tego
                    stanu trudno mu się wyrwać. To sytuacja analogiczna do zmęczenia nudną pracą, po
                    której trudno znaleźć siły by się za coś wziąć, więc bezmyślnie pstryka się
                    pilotem, pogłębiając swój stan. Rewelacyjnym lekarstwem jest aktywność fizyczna.
                    Czy Twoja córka uprawia jakiś sport, chodzi na jakiś kurs tańca czy coś w tym
                    rodzaju? To może pomóc błyskawicznie. Serotonina wyrwie ją ze stanu marazmu
                    psychicznego. Ja to obserwuję w mojej rodzinie: ja na życie "nudne, trudne i
                    paskudne" mam basen, mąż siatkówkę, syn karate. I nieodmiennie kiedy minie
                    zmęczenie fizyczne, ze zdołowanych znudzonych zmieniamy sie w optymistów, a tv
                    jest wyłączone bo tyle jest fajniejszych zajęć! A chyba najlepsze pomysły "na
                    pracę", "na dom" i "jesienną nudę" przyszły mi do głowy gdzieś między pierwszym
                    a drugim kilometrem kraulem
                    • Gość: mama Re: uspokoiłam się trochę:) IP: 195.150.84.* 03.09.09, 10:16
                      Claratreuba, ogromne dzięki za tę wypowiedź. Mam bardzo podobne
                      odczucia. Podniosło mnie na duchu, że innym też się tak zdarzało i
                      wyszli na ludzi :)

                      >Często zdolny nastolatek jest też po prostu
                      > wprowadzany w tan "permanentnej nudy" przez szkołę, która jest dla
                      >niego za słaba. Wraca z niej w stanie otępienia nudnymi,
                      >monotonnymi lekcjami i z tego stanu trudno mu się wyrwać.

                      Dokładnie tak jest, od najmłodszych lat.

                      >Rewelacyjnym lekarstwem jest aktywność fizyczna

                      Zgadzam się. Tylko dopóki była młodsza ta jako taka aktywność zawsze
                      występowała, teraz gorzej. Ona w ogóle jest wymagająca w stosunku do
                      prowadzących i jak widzi, że cos jej nie podchodzi to rezygnuje. A
                      mnie już wkurza to ciągłe zachęcanie i podsuwanie pomysłów. Nawet
                      rower dla niej jest problemem. Łamagą na pewną nie jest, ale też
                      zbytniego drygu i pociągu do sportu nie ma. Poszukam kolejnych zajęć
                      tanecznych (tu jakaś iskierka pasji się pojawia i warunki fizyczne
                      też są). Niestety, te na które wczesniej probowała chodzić nie
                      wciagnęły jej.

                      >tv i gg się w końcu znudzi
                      No własnie na to liczę.
                  • Gość: mama Re: uspokoiłam się trochę:) IP: 195.150.84.* 03.09.09, 09:59
                    >Byc moze w obecnej szkole nie
                    > spotkala sie z osobami na swoim poziomie intelektualnym?

                    Też dochodzę do takiego wniosku.
                    Natomiast jako ciekawostkę dodam, że kiedy w młodszych latach
                    próbowałam ją zapisać na dodatkowe zajęcia ciut bardziej wymagające
                    to straszny był lament, że jej to niepotrzebne i po co ma się męczyć.
                    Po prostu ona potrzebuje zewnętrznego bata, ale takiego
                    obowiązkowego, że musi i już, a do tego gdyby znalazł się człowiek z
                    pasją, który by jej mentalnie odpowiadał pewnie ambitny rozwój
                    zainteresowań nie byłby problemem.


                    • menodo Re: uspokoiłam się trochę:) 03.09.09, 12:07
                      > Po prostu ona potrzebuje zewnętrznego bata, ale takiego
                      > obowiązkowego, że musi i już, a do tego gdyby znalazł się człowiek z
                      > pasją, który by jej mentalnie odpowiadał pewnie ambitny rozwój
                      > zainteresowań nie byłby problemem.

                      Wiec tym bardziej - niech idzie do liceum z pierszej 10. a nie pierwszej 60.:)
                      >
                      >
          • Gość: anna Re: do Verdany IP: *.aster.pl 03.09.09, 11:46
            liceum Górskiego, sprawdzę tzn poczytam w internecie, bo nie znam nikogo kto by
            chodził do tego liceum, w ogóle nie mamy znajomych z dziećmi w wieku licealnym,
            więc dostęp do informacji z pierwszej ręki bezcenny, dziękuję:)

            a tak na marginesie to doczytałam/bo muszę przyznać,że przyczytałam wszystkie
            ciekawe dyskusje na tym forum/ że dla syna szukasz prywatnego liceum i ciekawa
            jestem dlaczego nie liceum Gorskiego tylko prywatne?
            • claratrueba do mamy 04.09.09, 07:31
              A jak jest z aktywnością ludzi w otoczeniu córki? Bo to, moim zdaniem, jest
              decydujące. Dobry wzór w domu jest ważny, choc w tym wieku mniej niż rówieśnicy.
              To jest tak "Kasia tańczy, Basia gra w tenisa, Dorota chodzi na aerobic, tylko
              ja siedzę w domu- trzeba to zmienić". Jeśli do Twojej córki przychodzą koleżanki
              podsuń im pomysł jakichś zajęć tanecznych czy sportowych kiedy będą. Nie wprost,
              ale np. "słyszałam, że tu i tu jest kurs salsy (czy czegoś tam), ale byłoby
              fajnie umiec tak tańczyć i jak to dobrze robi na figurę". I jesli pójda grupą,
              to potem grupa motywuje sie wzajemnie i pojawia sie takie poczucie wyjątkowości
              wśród rówieśników (pamiętam to z czasów kiedy chodziłam na balet), pewna zawiść
              wśród nich, która dodatkowo motywuje. Spróbuj, miała taka apatyczną uczennicę,
              teraz jako cheerleaderka tryska witalnością i optymizmem.
              • Gość: mama Re: do mamy IP: 195.150.84.* 04.09.09, 13:41
                >Spróbuj, miała taka apatyczną uczennicę,
                > teraz jako cheerleaderka tryska witalnością i optymizmem.

                Hi, hi, co za bieg okoliczności, własnie podsunęłam jej kolejny
                pomysł, że może cheer...(choc osobiscie nie przepadam za tym typem
                aktywności).
                Masz rację, że środowisko jest ważne. No i , niestety, tu raczej też
                widzę marazm + tv (i ten argument mojej, że inni ogladają). Różnica
                jest jednak taka, że innym nauka zajmuje więcej czasu, no i jeszcze
                co poniektórzy czytają książki.

                Powiem szczerze, że ja przeżywam huśtawkę, bo raz wydaje mi się, że
                powinnam całkiem odpuścić (w końcu to nie jest małe dziecko, niech
                się nie rozwija jak nie chce), a kiedy indziej mam czarne myśli
                (najpierw nuda, maraz, potem albo głupoty strzelą do głowy, albo w
                jakieś otępienie popadnie)
            • verdana Re: do Verdany 04.09.09, 08:28
              Górski - syn sie wybiera, a jakze, w pierwszej kolejności.
              Tylko po prostu boje się, ze się nie dostanie. Syn jest koszmarnym
              dysortografikiem, dysgrafikiem i wobec tego ma kłopoty w szkole -
              nie bardzo powazne, ale ma. W dodatku nie jest to okaz pracowitosci -
              choć tez nie przypadek totalnego lenia.
    • sinana Re: "Jak dziecko nie ma żadnej pasji..... 21.02.20, 17:22
      Ja jako gimnazjalistka chciałam być weterynarzem, poszłam na profil biol-chem, ale już po roku wiedziałam, że lepiej byłoby, gdybym wybrała profil humanistyczny, bo weterynaria przestała mnie interesować. Nie jestem odosobnionym przypadkiem, dużo moich znajomych tak miało.
      Moim zdaniem najważniejsze jest żeby wypróbowywać różne rzeczy. Uświadomić młodych ludzi, że to jaki profil i jakie liceum wybiorą nie wpłynie na całe ich życie. Takie przeświadczenie panuje powszechnie i jest dla nastolatków bardzo stresujące. A w tym wieku powinno się stawiać na możliwość rozwoju, poznawania siebie i wypróbowywania swojego charakteru. Polecam artykuł https://perso.in/blog/dlaczego-nastolatkowie-powinni-poznac-swoja-osobowosc/ pokazuję jak ważne jest poznanie siebie na drodze rozwoju. Naprawdę znam mnóstwo osób, które nigdy nie miały czasu poznać siebie i potem, gdy kończą studia nie wiedzą co mają ze sobą zrobić. Jak można poznać swoje zainteresowania jeśli całą młodość siedzi się w szkole, albo nad pracami domowymi.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka