Gość: laptopowiczka
IP: 83.142.197.*
08.04.11, 16:23
Witam
Chcę zapytać, czy dobrze postępuję. Mój synek od czasu przeziębienia zaczął mieć problemy z jedzeniem zupek (tzn tak mi się wydawało, gdyż do tej pory jedliśmy głównie słoiczki i synek siedział w tym czasie w krzesełku do karmienia). Bardzo interesował się jednak tym co ja jem, więc brałam go na kolana i po troszku częstowałam warzywkami roztartymi widelcem. Z czasem powrócił do krzesełka i nadal "jedliśmy wspólnie".
Niestety teraz znowu następuje jakaś zmiana i ten sposób już mu nie odpowiada. Tzn nie chce jeść już roztartych widelcem papek. Obecnie, od kilku dni podaję mu (częstuję) po prostu dobrze ugotowane warzywa w całości (ziemniak, marchew, kalafior, fasolkę, brokuł, nawet pietruszkę) prosto do buzi i on sobie to gryzie i je. Podaję też pokrojone drobniusieńko mięsko i żótłko prosto do buzi. Synek ma dopiero 2 ząbki dolne. Bardzo ładnie to idzie i dzisiaj nawet bałam się, że może za dużo nawet zjadł.
Dlaczego? No i tu moje pytanie. W kupach są kawałki zjedzonych warzyw, takie spore nie rozgryzione jakby wogóle. Przepraszam za określenie, ale wyglądają tak: "jak weszły, tak wyszły". Głównie marchewka, ale też np. natka pietruszki.
Czy to normalne, czy też to jakieś problemy z trawieniem? A może na jakiś czas przestać podawać mu całe warzywka, aż będzie miał więcej ząbków i lepiej je rozdrobni?