Dodaj do ulubionych

To nie jest kraj dla odchudzających się ludzi

26.08.10, 13:38
Ostatnio podczas urlopu stwierdziłem, że bardzo trudno się stołować "na
mieście" i odchudzać. O ile wszędzie kupię kebaba, nuggets, hamburgera, frytki
czy pizzę, to czegoś dietetycznego już nie znajdę. Trudno kupić sałatkę lub
surówkę czy np. gotowaną wołowiną (to już w ogóle jakaś abstrakcja). I co?
Efekt jest taki, że znajomi wciągają obiadek, a ja wodę sączę. Mam w kieszeni
mieć zawsze kiszoną kapuchę?
Obserwuj wątek
    • malavida Re: To nie jest kraj dla odchudzających się ludzi 26.08.10, 17:32
      sokolasty napisał:

      > Efekt jest taki, że znajomi wciągają obiadek, a ja wodę sączę. Mam w kieszeni
      > mieć zawsze kiszoną kapuchę?

      Jeśli chcesz zdrowo się odżywiać, to niestety tak ;-) ale na pocieszenie dodam, że ten problem nie dotyczy tylko osób odchudzających się, ale generalnie wszystkich, pragnących zdrowo i racjonalnie odżywiać się, o wegetarianach i weganach nie wspomnę... najlepszym rozwiązaniem jest właśnie przygotowywanie lunchu wcześniej w domu, pakowanie tego w plastikowy pojemnik i zabieranie ze sobą do pracy. Możesz także zrobić mały rekonesans w okolicy i poszukać lokali oferujących zdrową żywność, ewentualnie restauracji wegetariańskich, lub też, co pewnie będzie znacznie łatwiejsze, sklepów ze zdrową żywnością - większość z nich ma w ofercie różnorodne gotowe przekąski (oraz napoje), które można przegryźć na obiad.
      • fitnessmaster Re: To nie jest kraj dla odchudzających się ludzi 02.09.10, 09:07
        Generalnie to odchudzanie wiąże się z wieloma wyrzeczeniami i potrzeba trochę
        silnej woli, bo z każdej strony czają się jakieś pokusy, które wcale nam nie
        pomagają schudnąć, a wręcz przeciwnie - dodać kilka kilogramów. Z czasem można
        przywyknąć do stosowanej diety i te wszystkie pokusy nie są wtedy już tak bardzo
        kuszące.
        Zgodzę się, że w wielu Polskich miastach (szczególnie tych małych) jest ciężko
        znaleźć coś ze zdrową lub dietetyczną kuchnią, ale w dużych miastach jest wiele
        takich miejsc. Sytuacja zmienia się szybko, bo coraz więcej osób przechodzi na
        zdrowy styl życia - więc takich miejsc ze zdrowym jedzeniem powinno przybywać.
        • kretynofil Zaden kraj taki nie jest... 02.09.10, 10:44
          Od kiedy zaczalem sie odchudzac (albo raczej - zdrowo odzywiac, co przelozylo sie na utrate wagi), musialem
          zrezygnowac z czestych wyjsc restauracji i generalnie - jedzenia na miescie.

          To nawet nie chodzi o te nieszczesne kebaby, bo i tak jadalem je tylko raz na ruski rok. Gdziekolwiek pojdziesz,
          jedzenie bedzie przygotowywane tak zeby smakowalo, sycilo, urzekalo bogactwem smakow. Dlatego smietana,
          dlatego tluszcz, dlatego geste sosy i pyszne makarony. Nawet do cholernych salatek pakuja kilogramy majonezu i
          zalewaja wiadrem oliwy ;)

          Do tego wszystkie poprawiacze smaku, ktore sa przeciez tansze od przypraw, oraz kompromisy ktore najczesciej
          oznaczaja dwa razy wiecej kalorii...

          Dlatego wlasnie z restauracji trzeba korzystac z umiarem - bo jesli jada sie w takich miejscach kilka razy w tygodniu
          to niestety, zawsze to sie odbije na wadze...

          Nie sadze tez zebysmy sie kiedys doczekali prawdziwych restauracji ze zdrowa zywnoscia dla przecietnego klienta.
          Zdrowa zywnosc musi byc swieza, przygotowana przed zjedzeniem (no, z pewnymi wyjatkami), bez kompromisow i
          oszustw - a to niestety kosztuje. Zeby taka knajpa sie utrzymala, musialaby byc poza zasiegiem finansowym
          przecietnego konsumenta - a wtedy i tak przegra z miejscami gdzie smazy sie na hektolitrach tluszczu...
                • Gość: lavinka z nielogu No. Kiedyś się strułam czymś starym w greenwayu. IP: *.warszawa.mm.pl 02.09.10, 13:51
                  No. Kiedyś się strułam czymś starym w greenwayu. Pewnie nie ja jedna bo lokal na Kruczej od dawna
                  mieści inną knajpę. Na początku mieli dobre naleśniki, pierożki nawet zjadliwe. Ale po roku, dwóch
                  zrobiło się gorzej... i z ego co widzę w innych GW - jest tak samo źle. Już sam zapach z kuchni mówi
                  mi,że mój żołądek sałatki z marchwi raczej nie strawi(co oni dodają to nie wiem,ale pachnie octem).
                  Ciasto ma konsystencję betonu(kiedyś było bardziej miękkie, więc to nie wina wegeskładu).
                  Kiedyś jadałam w GW, bo mieli lżejsze żarcie. Niestety poszli ma fast - i skończyli z wegetariańską zupą z
                  cebuli. To ja dziękuję.
              • pinion Żarcie na mieście jest straszne! 02.09.10, 13:10
                GreenBezsmak to się tak powinno nazywać, falafle kiedyś zamówiłam to sobie mało na nich zębów nie połamałam, suche i oblane sosem szpinakowym, który niestety wyglądał jak to co widuję na wsi jako pozostałość po krowie.

                Vega we Wrocławiu do najtańszych nie należy, a i ze smakiem czasem bywa kiepsko. Może źle akurat trafiłam.

                Polecam za to tym co na Śląsku, może nie hiper dietetycznie ( bo nie, jest śmietana, jest ser ) - ale za to naprawdę pycha - Złoty Osioł.

                Nigdy się nie odchudzałam, mam problem w drugą stronę ( permanentna niedowaga ) , ale bardziej niż to, że brak jest zdrowego żarcia na mieście wkurza mnie to, że żarcie na mieście jest niesmaczne. Nawet ten kebab zalany sosem czosnkowym ( który czosnku to raczej nie widział ).

                Poza tym nie stać mnie na jedzenie na mieście. Nie dość, że drogo to naprawdę mi nie smakuje. Wolę sobie sama ugotować, przynajmniej wiem, że jaja, które dodam do sałatki nie smakują trocinami tylko są jajkami ze wsi. A jak chcę żeby mi wszystko pływało w śmietanie to sobie sama w tej śmietanie to wszystko utopię :)
              • Gość: poznaniak Re: Sranie w banie... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.09.10, 13:33
                Widocznie miales pecha. W Greenie trzeba uwazac co sie bierze, sa potrawy po
                prostu lepsze i gorsze. Fakt zdarza sie im tez zarcie drugiej swiezosci (
                zdarzyly mi sie kotlety sojowe srednie w smakui swiezosci wiec nie zamowilem juz
                wiecej) . Jednakże metodą prob i bledow ( kilka pierwszych bylo udanych i
                dlategoz sie nie zniechecilem:P ) wiem ze mozna smialo brac tarte warzywna w
                wypadku gdy czlek sie odchudza. Maja tez tam dobre zupy szczegolnie z soczewicy.



                • pinion Re: Sranie w banie... 02.09.10, 13:43
                  Co do zup mogę potwierdzić, są całkiem w porządku i nawet jakieś warzywa w nich pływają :) I w smaku przypominają to co robię sobie sama, np. zupa zielona... czy jakoś tak oni to zwą.
                • phalene0 Re: Sranie w banie... 02.09.10, 18:51
                  A ja uważam, że są tam zajeb... potrawy. Nigdy, po prostu nigdy nie natrafiłam na coś zepsutego czy nawet nieświeżego. Zawsze idealnie doprawiona zupa a krokiet z grzybami - palce lizać. I na pewno nie pływa w tłuszczu i jest w nim na pewno soja jak i grzyby. Więc dla odchudzających się - jak najbardziej.
                • lucusia3 Re: Sranie w banie... 02.09.10, 22:51
                  W Krakowie chyba nie ma, może jest w jakiejś galerii handlowej, ale nie rzuciło mi się w oczy. Jest za to na pęczki fajnych restauracji i barów, gdzie można zjeść "chudziej". Fakt, głównie w centrum, ale są też takie np. sałatki dowożone. Ale dobre kebaby i tak kuszą...
              • tetlian Widać miałeś pecha 02.09.10, 14:03
                Widać miałeś pecha. Ja w GreenWayu byłem dziesiątki razy (np. dzisiaj) i ani
                razu nie trafiła mi się tam niesmaczna, czy zepsuta potrawa. Było dokładnie
                odwrotnie. Potrawy zawsze były sycące i bardzo pyszne.

                Choć rozumiem Twoje nastawienie. Ja też, gdy w jakimś lokalu choć raz podadzą mi
                coś zepsutego, skreślam go na stałe z listy odwiedzanych lokali.
            • m00nlight Śmiech na sali ;) 02.09.10, 14:43

              Jeśli w Greenwayu jest tanio to ja nie wiem gdzie jest drogo ;)

              12zl za falafel? Za takie pieniądze jak dobrze poszukasz zjesz 2-3 pełne zdrowe
              obiady- w lepszych, a niekomercyjnych wegetariańskich barach.,...
              • tetlian Re: Śmiech na sali ;) 02.09.10, 19:10
                > 12zl za falafel?

                Jeśli obiad jest poniżej 20zł, to jest tani. W restauracjach (nie mówiąc już o
                dobrych) jest o wiele drożej.


                > Za takie pieniądze jak dobrze poszukasz zjesz 2-3 pełne zdrowe
                > obiady- w lepszych, a niekomercyjnych wegetariańskich barach.,...

                Gdzie? 4-6zł za pełny obiad? To musi być jakieś paskudztwo z resztek. Bo jak
                inaczej tak przyciąć koszty? Może w małych miastach jest taniej, ale bez przesady.
          • Gość: fo drogi Kretynofilu... IP: 212.152.136.* 02.09.10, 11:50
            chyba jednak o czyms zapominasz... nawet w domu wiekszosc serwuje sobie spore ilosci glutaminianu i innych
            polepszaczy ;)

            Zyjac w dzisiejszym swiecie (i pracujac) nie wystarczyloby czasu, by kupowac tylko i wylczanie nieprzetworzone
            artykuly i przyrzadzac wszystko samemu.

            Co do tlustych sosow do salatek w restauracjach, majonezow i przesolonych potraw...
            Mozna przyjac zasade, ze jestem klientem, wiec restauracja powinna jednak wziac moje preferencje pod uwage ;)

            Tym sposobem nie nalezy sie krepowac i smialo mozna zamowic salatke jedynie z odrobina oliwy z oliwek, bez
            dressingu lub poprosic o przyniesienie przypraw do stolika i samemu doprawic do smaku.
            Tluste potrawy... hm, i owszem, tluszczy sie nie zaluje, ale w czym problem by poprosic rybe duszona na parze z
            warzywami?

            Po prostu trzeba umiec powiedziec kelnerowi, co ma przyniesc, a nie biernie godzic sie na zaserwowanie tego co im
            akurat udalo sie przygotowac ;)))
            • kretynofil Bez przesady... 02.09.10, 12:12
              > chyba jednak o czyms zapominasz... nawet w domu wiekszosc serwuje sobie spore ilosci glutaminianu i innych
              polepszaczy ;)

              Wlasnie rzecz w tym ze niekoniecznie. Kiedy NzZ przeszla na "SuperPie*dolnieta" diete, musielismy wyeliminowac
              wszystkie tego typu produkty i nie bylo to zbytnio klopotliwe.

              > Zyjac w dzisiejszym swiecie (i pracujac) nie wystarczyloby czasu, by kupowac tylko i wylczanie nieprzetworzone
              artykuly i przyrzadzac wszystko samemu.

              Mit. Oczywiscie, jadam w pracy kanapki z bagietki ktorej sam nie pieklem albo zupe w ktorej plywaja pewnie takie
              przyprawy - ale moglbym to bez problemu zastapic odgrzewanymi w pracy prostymi daniami. Pamitetaj tez ze
              zywnosc wcale nie musi byc nieprzetworzona zeby byla zdrowa, wystarczy czytac etykietki - dwa produkty w tej
              samej cenie, czasami nawet tego samego producenta, moga sie roznic drastycznie!

              > Mozna przyjac zasade, ze jestem klientem, wiec restauracja powinna jednak wziac moje preferencje pod uwage
              ;)

              Przyjac to mozna tez ze cie kochaja :)

              > Tym sposobem nie nalezy sie krepowac i smialo mozna zamowic salatke jedynie z odrobina oliwy z oliwek

              Oczywiscie ze tak, ale to nie rozwiazuje problemu innych oszustw - z moja ulubiona rukola na czele. Nie znosze tego
              sztucznego zielonego sku*wysynstwa, cholera mnie nosi ze do wszystkiego to pakuja. Szkoda ze nikt sobie nie
              zdaje sprawy z czego to wynika - kup sobie rukole, wrzuc do ciemnego i suchego kata i wyjmij za pol roku. Bedzie
              wygladala jakby tam lezala pol godziny.

              I smieszne jest to ze tak samo zachowuja sie dania z McDo ;)

              > Tluste potrawy... hm, i owszem, tluszczy sie nie zaluje, ale w czym problem by poprosic rybe duszona na parze z
              warzywami?

              W wiekszosci restauracji po prostu nie dostaniesz tego co nie ma, albo tego co kucharz nie robi (bo nie lubi, nie
              umie, nie ma ochoty). Nie ma cudow ;)

              > Po prostu trzeba umiec powiedziec kelnerowi, co ma przyniesc

              A jak powie ze nie przyniesie to co? W morde dac moge dac?
              • mkkrawiec Re: Bez przesady... 02.09.10, 12:18
                Niestety, tym razem muszę się z Tobą zgodzić kretynofilu. Ludziom po prostu nie
                chce się odżywiać zdrowo i łatwiej zrzucić wszystko na szybkie życie, brak
                miejsca do zjedzenia czegoś zdfrowego etc Zawsze można przynieść sobie sałatkę,
                serek, orzechy, owoce w pojemnikach do pracy/na uczelnie + widelec/łyżka i mamy
                ten sam komfort jedzenia co z Maca.
            • pinion Było by miło... 02.09.10, 13:16
              Owszem, tylko kelner kiedy prosze go o niesolone frytki w knajpie ( lubię frytki, uwielbiam ziemniaki, jem raz na pół roku więc nie odmawiam sobie jedząc na mieście tego syfu ) - przynosi je posolone. To się tyczy przede wszystkim Gruzińskiego Chaczapuri. Ile razy jestem, ile razy proszę o niesolenie frytek ( bo nie solę ) to przynosi solone. To trzeba chyba być albo złośliwym gadem albo kretynem...

              Żeby już nie robić większego burdelu niż zrobiłam ( bo przy zamawianiu prosze o jakąkolwiek inną surówkę niż kapustę z cebulą ( mam alergię na obie te rzeczy ) ) ...skończyło się jednak na tym, że omijam szerokim łukiem to miejsce.

              I nie używam glutaminianiu syfianu sodu w kuchni. Kupuję nieprzetworzone jedzenie i przygotowuję je sama. Parę podejść i nabiera się takiej wprawy, że wcale nie jest to pracochłonne ani czasochłonne. W godzinę można sobie zrobić parę potraw na 3-4dni... to chyba nie jest dużo czasu?
              • kretynofil Oooo, brawo! 02.09.10, 13:30
                > Owszem, tylko kelner kiedy prosze go o niesolone frytki w knajpie - przynosi je posolone.

                A dlaczego? Ano dlatego ze maja zrobiona "z gory" wieksza ilosc i te sa posolone. Co ciekawe - jesli
                zamowisz niesolone frytki w McDo (moja ex takie lubila), to ci takie zrobia ;)

                Tak samo to wyglada z oliwa do salatek czy innymi "zdrowymi i dietetycznymi" daniami w knajpach -
                to nie jest tak ze te dania sie przygotowuje w momencie kiedy je klient zamawia, je sie tylko
                podgrzewa lub "konczy" - ale nikt nie tlucze kotleta schabowego kiedy akurat Wy macie na niego
                ochote...

                Inaczej: tak jest - ale wylacznie w najlepszych restauracjach. I to sie pokrywa z tym co pisalem
                wczesniej - jedzenie w restauracji nie moze byc zdrowe i tanie (latwo dostepne).
                • pinion Re: Oooo, brawo! 02.09.10, 13:41
                  > A dlaczego? Ano dlatego ze maja zrobiona "z gory" wieksza ilosc i te sa posolon
                  > e. Co ciekawe - jesli
                  > zamowisz niesolone frytki w McDo (moja ex takie lubila), to ci takie zrobia ;)

                  Serio ? Właśnie za to nienawidzę frytek w McD... bo jest w nich więcej soli niż ziemniaka...

                  Kiedyś złośliwa Pani z obsługi za to, że się dupnęła - zamiast coli w zestawie mogłam wziąć kawę ( nie piję słodzonych napojów, gazowanych napojów, soków i wody z kranu Kropla Bezkitu ), a jak się chwilę potem okazało, jednak nie mogłam... ( ale słowo się rzekło ) - uraczyła mnie taką porcją soli we frytkach, że miałam ochotę wsmarować jej te frytki w powieki, razem z tą solą.

                  Nie jestem złośliwa z natury ( jak większość kobiet ) ale czasem zastanawiam się czy naprawdę muszę zbierać bęcki za wszystkich kretynów, którzy się wcześniej awanturowali?
                  Jakoś gdy pracowałam w obsłudze przez lata zdarzyły mi się tylko 2 sytuacje kryzysowe i to konkretnie na tych dwóch obiektach wyżyłam się intelektualnie.
                  • kretynofil Naprawde! 02.09.10, 14:48
                    > Serio ? Właśnie za to nienawidzę frytek w McD... bo jest w nich więcej soli niż ziemniaka...

                    To zamow niesolone frytki. Zrobia Ci od reki. I nie, nie mowie zeby sie stolowac w McDo - chodzi
                    raczej o ilustracje pewnego zjawiska: niesolone frytki to dobry test knajpy w PL. Jesli nie mozna
                    takich dostac to znaczy ze dostajesz cos co jest po raz setny odgrzewane...
                • Gość: fo.xy Re: Oooo, brawo! IP: 212.152.136.* 03.09.10, 10:44
                  ja sie jednak troche poupieram przy swoim... mozna zjesc to, na co ma sie ochote, zdrowo i
                  smacznie.

                  Nie trzeba jesc w kazdej restauracji... Przetestowalam wiele miejsc i jesli gdzies nie sa w stanie
                  przygotowac, tego co chce (nie mowie tu o jakichs wymyslnych potrawach, o ktorych szef kuchni
                  nigdy nie slyszal), to po prostu ide gdzie indziej - to jest mozliwe, nawet w Polsce ;)



              • Gość: bv Re: Było by miło... IP: *.xdsl.centertel.pl 02.09.10, 14:43
                Co do sieci Chaczapuri, strasznie denerwuje mnie to, że nie mogę tam dostać
                czosnku zamiast sosu czosnkowego (!!!), który jest robiony na bazie majonezu (a
                tym samym jest nieprzyswajalny przez mój żołądek). A jak jeść Aczmę ze
                szpinakiem bez czosnku??? Wyjścia widzę dwa: nosić własny w kieszeni (!) albo
                zrezygnować z odwiedzania Chaczapuri.
                • kretynofil I kolejny przyklad ;) 02.09.10, 14:53
                  > Co do sieci Chaczapuri, strasznie denerwuje mnie to, że nie mogę tam dostać czosnku zamiast
                  sosu czosnkowego

                  Ergo: sos nie jest przygotowywany w lokalu, tylko dowozony przez catering/kupowany w
                  Biedronce (czy innym Tesco). A co oni do tego pakuja - to juz szkoda gadac.

                  Wlasnie dlatego mowie: restauracje sa dobre jako "grzechy", ale restauracja z dobrym, zdrowym
                  jedzeniem - to utopia. I mowie to z perspektywy osoby ktora uwielbia jadac w restauracjach,
                  probowac nowych rzeczy itd. Po prostu od kiedy przeszedlem na troche zdrowsze jedzenie widze
                  kolosalna roznice w samopoczuciu, smaku potraw, kalorycznosci produktow.

                  Nie ma cudow :)
          • Gość: joanna Re: Zaden kraj taki nie jest... IP: *.yamana.com 02.09.10, 15:57
            Kretynofilu, owszem, sa takie kraje. Mieszkam w Kanadzie (Toronto), czesto bywam w knajpach i
            nie jestem zmuszana do jedzenia niezdrowo, czy tlusto, czy w ogole wysokokalorycznie. Zawsze sa
            dostepne potrawy z ryba, czy chudym miesem kurczaka, czy wegetarianskie. Jest to tylko sprawa
            mojego wyboru a nie odejmowania sobie od ust. Warzywa, salaty (oliwa czy majonez moga byc
            podawane osobno)... Czyli - cos moze nie tak z ta Polska??? Nie wiem.. Oczywiscie w Kanadzie
            jest duzo tlusciochow, ale jak powiedzialam - jest to sprawa wyboru. Zdrowe jedzenie jest drozsze
            niz MacDonald, ale bez przesady. Nawet MacDonald oferuje w tej chwili zdrowsze, niz kiedys
            jedzenie...
      • Gość: Elia Re: To nie jest kraj dla odchudzających się ludzi IP: *.205.45.197.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl 21.06.11, 23:14
        Rzeczywiście, nie jest łatwo w dzisiejszym świecie zgubić zbędne kilogramy. Ja też borykałam się z różnymi dietami, aż w końcu i tak wracałam do "słodyczowego obżarstwa". I na mojej drodze pewnego dnia stanął psychodietetyk. I wtedy zrozumiałam, że świat może pozostać taki jaki jest, a to ja mogę być inna. Naprawdę polecam: www.odchudzanieidieta.pl
        Trzymam kciuki za wszystkich chcących zmienić nawyki żywieniowe:)
    • figgin1 Re: To nie jest kraj dla odchudzających się ludzi 30.08.10, 12:43
      Naprawdę? W wielu knajpach można zamówić sałaty z kurczakiem czy coś takiego.
      Można zamawiać zupy. Kebab można zjeść drobiowy bez frytek, tylko z surowkami.
      Można zjeść stek, który jest grillowana wołowiną. Albo grillowaną rybę. Owszem,
      w budzie ulicznej trudno o takie rzeczy, ale można zamówić kebab bez sosu i z
      buły wyżreć mięso z warzywami.
    • iluminacja256 Re: To nie jest kraj dla odchudzających się ludzi 02.09.10, 10:15
      Równie trudno jest wegetarianom, nie jestes sam.

      Nie wiem, gdzie mieszkasz, ale z mojego punktu widzenia jednak obecnie jest o wiele więcej miejsc, gdzie mozna w
      miarę zdrowo i bezmięsnie zjesc - trzeba to tylko znaleźć - Green Way, bary sałatkowe,wciaz istniejace bary
      mleczne, knajpy z kuchnia hinduska itp. Frytek, hamburgera czy kebabu nie jadłam od 10 lat - wystarczy pójsc do
      sklepu kupić bułkę pełnoziarnista, serek i pomidora, do tego jakis owoc na deser.
    • paulinaa Re: To nie jest kraj dla odchudzających się ludzi 02.09.10, 10:53
      nie wiem gdzie Ty byłeś na tym urlopie ale to musiało byc jakieś miejsce bardzo
      dalekie od cywilizacji skoro nie można tam było kupić sałatki! Może gotowana
      wołowina w jakims kurorcie to rzeczywiście przesada ale np. sałatkę z
      grillowanym kurczakiem to praktycznie wszędzie można kupić
    • Gość: Kurhan Idź do baru mlecznego IP: *.chello.pl 02.09.10, 11:13
      Tam z pewnością coś znajdziesz dla siebie - cienką zupkę albo naleśniki bez śmietany i cukru, no trudno, żeby na
      mieście serwowano ci kiełki. A bary wegetariańskie? A rybka gotowana? Będąc nad morzem w okolicach
      Władysławowa co krok były smażalnie z dodatkową ofertą dietetyczną czyli zupa rybna albo ryba na parze wzgl.
      gotowana.
      • m00nlight Idź do baru mlecznego- nie polecam ;) 02.09.10, 14:41

        Wszystko fajnie,

        Tylko w barze mlecznym kuszą pierogi, oj kuszą, generalnie chyba nic
        'dietetycznego tam nie ma'- głównie mączne potrawy, pyszne a jakże, ale z dietą
        niewiele wspolnego mające ;)

        Co do ryb, spróbuj jeść gotowaną rybę (fe!) gdy ze stolikow obok pachnie
        smakowicie smażona fląderka z fryteczkami ^^ Ja tak silnej woli nie mam!

        Więc lepiej szukac takich barów gdzie jest tylko zdrowe, dietetyczne żarcie, jak
        wspomniany Greenway, są bary sałatkowe. Np nie wiem jak w innych miastach ale w
        Lublinie mamy fantastyczny bar 'Wegetarianin'- można się nażreć po korek,
        pysznie, zdrowo i co najważniejsze: półdarmo- w stylu 4-6 zeta za obiad.
        Podejrzewam że wszędzie są takie, ale one nie mają krzykliwych bannerow,
        zazwyczaj są 'pochowane'- najlepiej w obcym miescie pytać autochtonów :)

        o do tytulu wątku, zgadzam się, nie tyle jesli chodzi o jedzenie na 'miescie' -
        bo to wystarczy troche rozeznania wterenie- bardziej martwilabym się o rodzinne
        obiadki i teksty babć, cioć, mam w stylu: 'No co? Nie zjesz mojego serniczka?
        Tak pyszny serniczek sama piekłam...' Hehehehe
        • Gość: zsosemtahini Re: Idź do baru mlecznego- nie polecam ;) IP: *.dynamic.chello.pl 28.05.11, 13:17
          Bar mleczny lubelski wegetarianin to niestety smutna historia. Jedzenie smakuje przez pierwsze dwie, trzy wizyty, potem zaczyna się dostrzegać te marne składniki i bezsmakowość...kotlety sojowe zwykle spalone a następnie rozmoczone. Wielokrotnie odgrzewany w mikrofali brązowy ryż na plastikowym talerzu. Naleśniki jaskrawo żółte i sztywne. Surówki bez kropli oliwy i jakichkolwiek ziół. Zupy tak tłuste, że plastikowa łyżka nie pokrywa się warstwą zupy, tylko tłuszczu, a zupa spływa po tym i ciężko jeść. Pływają w nich czarne tajemnice. Falafel sie broni, zwłaszcza za tą cenę (4,5zl), ale surówka jest tak podła, tak smutna i bez smaku, że żal jeść. No ale zawsze to jakaś zdrowsza alternatywa, skoro green way zamknęli a do stołówek z centrum daleko. Smutek i żal gastronomiczny.
    • Gość: fo.xy Ale ze niby ktory to kraj??? IP: 212.152.136.* 02.09.10, 11:42
      Jeszcze sie nie spotkalam, zebym poszla do restauracji i nie mieli w menu czegos lekkiego i smacznego.

      Jem zdrowo, lekkostrawnie - mam wrazliwy zoladek, wiec musze uwazac na to, co jem - nigdy nie mialam problemu
      w reastauracjach.

      Zawsze znajdzie sie jakas salatka, zupa (niekoniecznie kremy, bo te czesto sa zageszczane tlustymi serami
      topionymi), poza tym duszona ryba z ryzem, kurczak grillowany (nie w kalorycznych panierkach). Do picia zielona
      herbata

      Wybacz, ale to co opisales, to w ogole nie jest jedzenie kwalifikujace sie dla mnie jako obiad... poza tym
      hamburger, kebab to raczej jedzenie na stojaco, w biegu i z jakiejs watpliwej budki na ulicy.

      Jesli szukasz czegos do zjedzenia - zdrowego dietetycznego, to sorry, ale wez pod uwage ze fast foody sie do
      tego nie zaliczaja - trzeba wejsc do lokalu, a nie liczyc, ze podadza Ci jedzenie przez okienko na ulicy
    • Gość: pazdzioch Re: To nie jest kraj dla odchudzających się ludzi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.09.10, 11:57
      Ludzie nie sa zaprogramowani przez ewolucje, zeby byc grubasami. To wspolczesna dieta i tryb zycia robi z ludzi tuczniki. Produkty mleczne i zbozowe to pasza dla trzody chlewnej i niewolnikow. Weszly do naszej diety niedawno (pare tysiecy lat temu). Wystarczy wyrzucic je z diety i sie wiecej ruszac.

      Chcesz miec normalna wage - paleo-dieta + ruch. Jednak od samej diety nie schudniesz, chyba ze bedziesz sie glodzic - organizm tak czy siak spowolni metabolizm. Z kolei od duzej aktywnosci fizycznej na dziadowskiej diecie tylko sobie zaszkodzisz, bo organizm nie bedzie w stanie sie zregenerowac.
        • Gość: no na Re: To nie jest kraj dla odchudzających się ludzi IP: *.4web.pl 02.09.10, 12:09
          Stary , z całym szacunkiem, ale twoja paleo dieta to surowe larwy owadów, slimaki, zaby, sporo ledwie
          opieczonej padliny, podgniłe owoce, nasiona, orzechy i co pewien czas trochę swiezego miesa - tyle tylko, ze
          praktycznie wyłacznie dziczyzna. Od wielkiego dzwonu ryba, jak trafił sie potok czy rzeka - sporadczynie, bo
          trzeba sie przemieszczać i nie mozna jej konserwować. Taka dietę to ty se mozesz dzisiaj z wielkim trudem
          kultyuwować na Alasce albo na Syberii, ale nie w Europie w XXI wieku. Co ciakwsze - paleolit nie wydał nic opórcz
          narzędzi i bazgrolów w jaskiniach przedstawiajacyh polowanie na antylopy, rewolucja neolicyczna to poczxatek
          kultury, cywilizacji i społeczństw. Zgadnij czemu. Bo dieta pelolotyczna to 90% ludzkiego zycia spędzonego na
          jednym - szukaniu sciaż spie...jacego zarcia.
      • pinion Aha... 02.09.10, 15:20
        Gorzej, że za plaster wołowiny i trochę zielska ( sałata lodowa, rukola, paster pomidora, trochę marchewki tartej... czy czegoś tam do dekoracji ) i parę frytek albo ziemniaków z wody ( co tam sobie wybierzesz ) w restauracji płaci się 40-50zł.
        Z czego ten plaster wołowiny nie jest wart więcej niż 5zł.

        Rozumiem, że stołowanie się w restauracji to nie jest kwestia codzienności ale czasem ceny naprawdę są z kosmosu za "nie wiem co".
        • Gość: mm Re: Aha... IP: *.acn.waw.pl 03.09.10, 00:10
          40 zl za opisany przez ciebie zestaw, to zadna wygorowana cena. Procz produktow na talerzu w na
          koszt dania sklada sie:
          -praca zespolu ludzi w kuchni
          -zurzycie pradu, gazu, klimatyzacja,
          -wystroj sali, w tym meble, dywany, dekoracje
          -wynajem lokalu,
          -podatki
          -zuzycie materialu, czyli talerzy, obrusow, garow i sprzetu w kuchni
          -utrzymanie toalet,
          -stroje dla obslugi
          -itp, itd
          Jak dostajesz zarcie na plastiku, w obskurnym barze, gdzie fartuchy prano rok temu, scierki gnija
          ze starosci, na talerzu jest bezpanski pies czy inne miecho spod dwoca PKP, to wychodzi taniej.
          • Gość: Ewa a ty jesteś restauratorem, prawda? IP: *.adsl.inetia.pl 03.09.10, 12:15
            więc dla ciebie nawet 100 zł za chudy kotlety pewnie nie jest za dużo, ale dla
            zdrowo myślącej osoby 40 zł za codzienny obiad to raczej zbyt dużo, to jest
            przepłacanie i nie ma sensu żywić się w ten sposób, mozna dużo taniej a wcale
            nie gorzej. jest już w dużych miastach sporo barów sałatkowych, knajpek
            wegetariańskich, poza tym nawet Mc Donald ma tera w ofercie sałatki i wrapy z
            chudą wołowiną czy grillowanym kurczakiem, więc da się coś znaleźć ..
            • Gość: Odchudka Re: a ty jesteś restauratorem, prawda? IP: *.sta.asta-net.com.pl 06.09.10, 00:42
              A Ty wiesz, ile te wrapy z Mc Donalda mają kalorii?? Tam jest tłusty sos, mięcho
              w panierce (wiem, że mają też takie z "grillowanym kurczakiem", ale coś dziwnie
              od niego skórka odchodzi ;-)), plus mączna (i kaloryczna) tortilla.
              Ktoś tu pisał o krokietach z grzybami - to też nie jest danie dla odchudzających
              się. Smażone i mączne - co z tego, że bez mięsa? Chude mięso nie tuczy, a
              naleśnik owszem.
    • Gość: lavinka z nielogu Re: To nie jest kraj dla odchudzających się ludzi IP: *.warszawa.mm.pl 02.09.10, 13:46
      Popieram Malavidę, to nie chodzi o odchudzanie ale o zdrowe smaczne żarcie. Jak idę do knajpy to
      szybko okazuje sie,że nie ma w karcie nic co byłabym w stanie strawić. Cud, jak mają naleśniki.
      Koniec końców zamawiam ciastko i kawę, a normalny obiad jem w domu. Konia z rzędem kto mi
      pokaże knajpę, gdzie można dostać gotowane warzywa osobno (np.fasolkę szparagową czy brokuły
      albo kalafiora), osobno ziemniaki nieokraszone smalcem i wędzoną indyczkę. Będzie tylko mięso z
      grilla(karkówka, golonka, schab) i stara sałatka podrasowana octem(w 3 smakach do wyboru), by
      nie było czuć stęchlizny.Włoska kuchnia też jakaś... taka mało warzywna. Np spagetti z sosem
      pomidorowym, serem i bazylią? Nie ma. Jest tylko ze starym tłustym zmielonym mięsem(które odbija
      się potem przez pół dnia). Temat kebabów omijam celowo, bo to patologia żywieniowa moim
      skromnym zdaniem.
      Knajpy wege to żal sezonu, czy jedyna roślina na świecie to soja? I dlaczego sałatki śmierdzą octem?
      Przecież tego nie da się przełknąć.
    • Gość: th Re: To nie jest kraj dla odchudzających się ludzi IP: 195.246.216.* 02.09.10, 13:53
      W knajpie zamawiaj:
      - gotowany sandacz z warzywami
      - łosoś na parze z warzywami
      - grilowana wołowina (cięlęcina) z grilowanymi warzywami (najlepiej na ostro 8-) )
      - itp.
      Jak poprosisz to zawsze podadzą bez frytek, ziemniaków i innych umilaczy.
      Do roboty i w teren zawsze moża wziąć: chudą wędlinę w paczkach (np. z Lidla), jogurt Jovi ze
      słodzikiem (pierwsza klasa), Jogobellę Light. Od biedy filet lub szaszłyk z grila, który został z
      wczorajszego obiadu.
      W moim przypadku to się bardzo sprawdza.
      O knajpach i potrawach wege radzę zapomnieć. Główna różnica między nimi i MacŚmieciem, to
      fakt, że nie dodają mięsa. Poza tym ładują wiadra cukru i tony tłuszczu, co na jedno wychodzi.
    • khysiek Umiejętnie wybierać i ćwiczyć asertywność ;) 02.09.10, 13:58
      a po trzecie - wystarczy zwiększyć aktywność żeby spalić nadmiarowe kalorie.
      Mój sposób - to własciwe suplementy diety, dzień podporządkowany regularności
      posiłków (da się!), przygotowywanie co się da w domu.
      A jak już trzeba wyjść i zjeść na mieście - wybierasz to co jest najzdrowsze,
      wyjadasz w pierwszej kolejności to co jest najzdrowsze i nie stresujesz sie na
      zapas każdą jedną kalorią czy składnikiem, bo szkoda nerwów i człowiek bardziej
      tyje :)
    • the_rapist Wrecz przeciwnie. 02.09.10, 14:38
      Piszesz, ze wybierajac sie do restauracji ze znajomymi niczego nie mozesz zamowic bo wszystko jest za
      tluste i w ogole tuczace. Przeciez nie ma lepszego sposobu na schudniecie niz ''nicniejedzenie''. Popijajac
      wode schudniesz szybciej niz stolujac sie w jakiejkolwiek dietetycznej restauracji.
    • icegirl Re: To nie jest kraj dla odchudzających się ludzi 02.09.10, 15:36
      Sama się nad tym zastanawiałam.
      Obecnie jestem na protalu, co oznacza, że gotowanie stało się moim codziennym
      rytuałem.

      A jak sobie radzę wychodząc?
      Po pierwsze, nie wychodzę głodna, jem w domu. W knajpie piję kawy/herbaty.
      W podróż piekę mięso albo rybę i chowam do pojemnika.

      Na urlopie jadłam głównie grillowane ryby w knajpach, a zamiast kupować frytki,
      kupowałam jogurty naturalne w pobliskim sklepie.
      I zwracam uwagę na skład produktów w sklepach.

      --
      icegirl
      www.sakura.getphoto.pl
      • Gość: lonely.stoner Re: To nie jest kraj dla odchudzających się ludzi IP: 194.176.105.* 02.09.10, 16:21
        straszne rzeczy piszecie, ja w PL mieszkalam i pamietam ze zawsze mozna bylo zjesc cos zdorwego (nawet na
        studencka kieszen, bo wtedy bylam studentka), miasto Warszawa- polecam bary mleczne, ja tam lubie w ogole
        jedzenie, nie wszystko ale jest tanie i smacznie. Po restauracjach sie wtedy nie rozbijalam, bo nie mialam kasy ale
        w Wawie na bank mozna znalezc jakis bar salatkowy gdzie mozna cos w normlanej cenie zjesc. Kebaby, burgery itp
        to jest zarcie z fast food wlasnie a nie z restauracji i nie mozna tego porownywac ani spodziewac sie ze w kanjpie z
        kebabami dostaniesz cos zdrowego.
    • chrissis eee, nie jest tak źle, trzeba tylko umieć wybierać 03.09.10, 12:41
      oczywiście, najtańsze "uliczne" żarcie takie jak kebaby, zapiekanki i inny fast
      food z budek jest niezdrowy, tłusty i nie ma czego tam szukać, podobnie jak w
      nadmorskich smażalniach, ale w innych knajpach się poprawiło i zazwyczaj
      dostanie sałatki nie nastręcza specjalnych problemów, bo barów sałatkowych jest
      sporo, w każdej włoskiej czy greckiej knajpie też bezproblemowo można wybrać coś
      lżejszego i z warzyw, nawet Mc Donald oferuje już sałatki, jogurty, grillowanego
      kurczaka i wołowinę w chudym naleśniku, więc nawet tam można już uniknąć bomby
      kalorycznej. a jak w promieniu paru kilometrów nie ma żadnego miejsca, gdzie
      można coś zdrowo zjeść, to trzeba odwiedzić sklep spożywczy i kupić pomidora, 5
      plasterków chudej szynki z kurczaka i naturalny jogurt i też da się przeżyć :)
      ja jestem na diecie już ponad pół roku i nauczyłam się omijać rafy żywieniowe a
      ponieważ służbowo dużo podróżuję, więc muszę jeść "na mieście" i wybierać z
      dostępnej oferty coś odpowiedniego dla mnie, ale poza kilkoma przypadkami, że
      faktycznie jedynie sklep mógł mi zapewnić coś bez kilograma tłuszczu i soli, to
      zazwyczaj udaję mi się znaleźć zdrowe jedzenie! w każdym dużym mieście jest
      galeria handlowa, a w niej piętro "szybkożerów" i tam najczęściej jest bar
      sałatkowy, Green way albo coś podobnego, więc nie a problemu, gorzej jest w
      małych miastach, gdzie jest jedna "pizzernia" w mieście i lokal rodem z dawnego
      GSu ....
    • ambar7 Re: To nie jest kraj dla odchudzających się ludzi 15.09.10, 22:16
      Bardzo przydatna przy odchudzaniu jest woda mineralna JODICA. Wspomaga świetnie odchudzanie, bo wzmaga metabolizm. Zawiera optymalną ilość jodu - 150 mikrogramów w litrze Bardzo przydatna jest też dla osób chorych na tarczycę oraz dla kobiet w ciąży, przygotowujących się do macierzyństwa i matek karmiących piersią. Wody tej nie ma niestety w powszechnej sprzedaży, ale można ją zamówić w sklepie internetowym ALDO: www.sklepaldo.pl
    • kaszub-anna Re: To nie jest kraj dla odchudzających się ludzi 30.11.10, 13:19
      sokolasty napisał:

      > Ostatnio podczas urlopu stwierdziłem, że bardzo trudno się stołować "na
      > mieście" i odchudzać. O ile wszędzie kupię kebaba, nuggets, hamburgera, frytki
      > czy pizzę, to czegoś dietetycznego już nie znajdę. Trudno kupić sałatkę lub
      > surówkę czy np. gotowaną wołowiną (to już w ogóle jakaś abstrakcja). I co?
      > Efekt jest taki, że znajomi wciągają obiadek, a ja wodę sączę. Mam w kieszeni
      > mieć zawsze kiszoną kapuchę?


      I masz rację twierdząc, że to nie jest kraj dla odchudzających się ludzi.
      I nie wiem, czy jest taki kraj.
      Prawda jest taka, że w każdym kraju serwuje się do jedzenia to, co człowiek często kupują, by zaspokoić swoje podniebienie. I nie są, jak słusznie zauważyłeś zdrowe potrawy. Ale to, co wrzucisz do swojego żołądka to od Ciebie zależy, to tylko Twój wybór. Można jeść na mieście i zapychać się fast foodami, a można samemu przygotować sobie zdrową sałatkę, bądź inny posiłek i jeść zdrowo.
      Nie bądź taki jak inni. Serwuj zdrowe odżywianie i picie wody niegazowanej z czego powinieneś być dumny, a nie narzekać.
      Jeżeli rzeczywiście nie możesz w domu przygotować zdrowego posiłku to mam dla Ciebie super rozwiązanie.
      Będziesz mógł w ciągu dosłownie 3 minut przygotować w pracy, bądź w domu niskokaloryczny, odżywczy i sycący posiłek. Ja go stosuję od roku i jestem bardzo zadowolona. Właśnie tego szukałam.
      Otwórz stronę www.pldiety.com/osobni a sam się przekonasz, że mam rację.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka