Dodaj do ulubionych

Komu się udała "zmiana nawyków"?

26.01.11, 02:31
Zainspirowana wpisami w wątku obok, proszę o raportowanie ;) Pytanie w sumie do wszytkich foremek, nie tylko IV-fazowiczek, bo zmianę własnego sposobu myślenia i podejścia do jedzenia można zauważyć w każdym momencie diety i chudnięcia.

Jestem ciekawa, jaka część odchudzaczek faktycznie zmieniła na stałe swój podstawowy, codzienny sposób odżywiania, ilu z nas weszło to w krew na tyle, że jest normalne i nie czują, że się muszą czegoś bardzo wyrzekać? A może przestawiły się przy okazji upodobania kulinarne? A ile z tych, które zmieniły te nawyki, robi to "siłowo" i ma poczucie wiecznej walki ze sobą i trzymania się za twarz?

Zacznę może od siebie: mam wrażenie, że mi się to udało. Chwilami boję się, że to za proste i coś jest nie tak, i któregoś dnia jak dorwę jakieś chipsy, to kupię największą pakę i wszamam w takim tempie, że przy kasie zostanie samo opakowanie. Tym bardziej, że kilkanaście lat walczyłam samodzielnie z zaburzeniami odżywiania (bulimia).
Na ile mi się wszystko pozmieniało, relacjonuję w moim wątku "Eliminuję dni PP".

A jak jest u Was? :)

Obserwuj wątek
    • jolusia2604 Re: Komu się udała "zmiana nawyków"? 26.01.11, 09:49
      Dieta Dukana zmieniła u mnie kila nawyków:
      - przekonałam się do słodzika, na początku diety często zamyślona słodziłam herbatę cukrem i musiałam wylewać. Ostatnio robiłam mężowi kawę i posłodziłam mu słodzikiem, czyli mały sukces (niestety też musiałam wylać). Nie wiem czy ryzykuje zdrowiem, ale cukier zamieniłam na słodzik, mam nadzieje że na zawsze.
      - nauczyłam się gotować świetne zupy, cała rodzina na tym skorzystała (bez zabielania, bez mąki i bez masła)
      - mam obrzydzenie do dużej ilości tłuszczu, tak samo odrzuciło mnie od śmietany.
      - jeżeli waga przekracza mój limit, rzucam się na dużą ilość białka, wiem że będzie to lepsze niż głodówka.
    • nomya Re: Komu się udała "zmiana nawyków"? 26.01.11, 09:50
      Jestem na diecie ponad rok i nadal nie czuję w sobie czegoś takiego jak "zmiana nawyków żywieniowych" na stałe. Mam świadomość, że w każdej chwili mogę się potknąć i zaowocuje to powrotem do starych zwyczajów. Dla mnie zmiana nawyków żywieniowych występuje wtedy, kiedy bezwiednie wybieramy np. grillowany filet z kurczaka zamiast schabowego, bo nam owy filet bardziej smakuje, a nie dlatego, że od schabowego utyjemy, u mnie tak nie jest. Ja ten schabowy czy inne niezdrowe, ale dobre rzeczy jednak nadal bardziej lubię niż taki filet z warzywami na parze. Świadomie jednak sobie go odmawiam, bo wiem, że negatywnie wpływa na moją wagę, a przecież chcę schudnąć. Wiem, że po diecie będę musiała tego typu rzeczy bardzo kontrolować, traktować okazyjnie, by nie dopuścić do powrotu dawnej wagi. Nadal jednak będzie to mój świadomy wybór, a nie tzw. stała zmiana nawyków żywieniowych. W moim odczuciu zmiana nawyków żywieniowych nie występuje w okresie roku, dwóch czy może nawet trzech, bo jeśli jadłam w sposób nieprzemyślany i śmieciowy ponad 30 lat, to nie ma takiej opcji, bym mogła po roku czy półtora uznać, że zmieniłam swoje nawyki :) Czasem śmieszy mnie jak co niektórzy będący zaledwie parę miesięcy na diecie łatwo szastają w stosunku do siebie tym zwrotem, że zmienili nawyki. Życie pokazuje, że to wcale nie jest takie proste, a osoby odchudzone bardzo często po krótszym czy dłuższym czasie wracają do nadwagi. Na palcach można policzyć osoby choćby z forum, którym skutecznie udaje się utrzymać odchudzoną wagę w długiej perspektywie (pietnacha40 będzie tutaj świetnym przykładem), a i one jak sądzę bardzo ostrożnie podchodzą do stwierdzenia, że z całą pewnością zmieniły nawyki. U mnie zaszły (i oby cały czas zachodziły) pewne dyskretne zmiany w okresie diety, ale nie są one na tyle zakorzenione, bym mogła być za siebie pewna. Niestety. Tobie tego wrażenia sukcesu zazdroszczę.
        • joko5 Re: Komu się udała "zmiana nawyków"? 26.01.11, 10:22
          Ja zmieniłam nawyki żywieniowe i sposób gotowania (a gotuję już od 18 lat), skorzystała na tym rodzina, która razem ze mną je to co gotuję. Dzięki temu mąż schudł 18kg bez większych wyrzeczeń, nigdy nie był na "czystym" Dukanie.
          • lenka.33 Re: Komu się udała "zmiana nawyków"? 26.01.11, 10:27
            To zalezy jakie mielismy tez nawyki przed dieta. Ja od zawsze jem salatki, pije wode itd.. ale gubi mnie wino, wieczorne wyjscia, czekolada.. Ja generalnie celebruje zycie, a jednym z jego skladnikow jest dobre jedzenie co nie znaczy, ze tlusto itd, tylko pozno na przyklad..
            To dobrze, ze to Tobie sie udalo ale szczerze mowiac mozna to w wiekszosci przypadkow powiedziec po diecie i to dopiero za jakis czas a nie kiedy wciaz na diecie jestesmy.. albo krotko po jej zakonczeniu.
        • skinny_florida_bebe Re: Komu się udała "zmiana nawyków"? 26.01.11, 10:28
          Ja również pozwolę sobie zgodzić się z nomya:) Mnie dieta nauczyła mówienia "Nie" i kombinowania jak zamienić to na co mam ochotę na coś dukanowskiego. zamiennik zawsze się znajdzie. Czasem jak mam ochotę na czekoladę to robię sobie nutelle, albo baton musli z nutelli i stwierdzam, przecież to takie dobre...czekolada mi nie potrzebna. Jeśli nawykami można nazwać to, że teraz po prostu wybieram rzeczy zdrowsze, chudsze zamiast tłustych i ociekających węglowodanami, no to tak, zmieniłam moje nawyki. ale prawdą jest, że cały czas się kontroluję... dalej widzę te jedzonko którego zjeść nie mogę i mam nadzieję, że nigdy już więcej nie zjem, że nigdy nie pociągnie mnie do nich tak bardzo, że powiem sobie "WTH tylko ten jeden raz..." ale mam nadzieję, że po jakimś czasie może przestanie mnie ciągnąć to tych niezdrowych rzeczy, ale jak na razie jestem z siebie dumna, że potrafię sobie ich odmówić:) skutecznie:) omijam je z daleka....
      • jolusia2604 Re: Komu się udała "zmiana nawyków"? 26.01.11, 10:22
        A ja tylko w 80%, bo słodzika jestem pewna – tak samo jestem pewna że nie sięgnę po papierosa, a to nie jest odruch bezwarunkowy. Nie pale już 5 lat, a i tak muszę się pilnować, są pewne rzeczy których nie można zostawić samym sobie, czekać aż wejdą w krew.
      • madzioreck Chyba zostałam źle zrozumiana... 26.01.11, 10:30
        ...albo wyraziłam się nieprecyzyjnie. Nie miałam na myśli żadnej pewności siebie. Szczerze mówiąc, uważam, że pewnym to można być co najwyzej tego, gdzie się w danej chwili siedzi, albo co się właśnie teraz je ;) Ponadto uważam, że podobnie jak palacz/alholik/inni -holicy na/po odwyku, nigdy nie będziemy miały żadnej pewności. Zupełnie nie o to mi chodziło. Bardziej o to, że myślę sobie, że jeśli kogoś od kilku miesięcy nie ciągnie do większości grzesznych rzeczy, albo ciagota jest do opanowania, to jednak jest to jakiś sukces i podstawa do uwierzenia, że się uda.
        Ech, zaczynam żałować, że założyłam ten wątek :(
        • nomya Re: Chyba zostałam źle zrozumiana... 26.01.11, 11:00
          Zrozumiałam Cię dobrze. Masz wrażenie (lecz pewności nie?), że udało Ci się zmienić swoje nawyki żywieniowe :) Mój post nie tyczył się konkretnie Ciebie odnośnie tej pewności siebie, choć czasem faktycznie można odnieść takie wrażenie choćby po samym założeniu np. tego wątku, ale są takie osoby- nawet całkiem sporo, które często podkreślają zmianę u siebie nawyków żywieniowych, a potem część z nich po prostu z forum znika. Przykładem na to niech będzie osoba (pewnie część forumowiczek wie o kogo mi chodzi) która schudła 50 kg i właśnie ujawniała niesamowitą pewność siebie w tym temacie, a teraz niestety na forum jej już nie ma, natomiast bloga ze słodkościami w których dominuje masło, śmietana, kajmak itp. dalej prowadzi i bardzo zachwala jakie te ciasta są pyszne. Napisałam o blogu, bo z niego wynika, że nie zniknęła z forum dlatego, bo przestało jej się chcieć pisać, tylko dlatego, że porzuciła dietę w cholerę.
          Wyraziłam swoje zdanie, bo zapytałaś jak jest z tym u nas. Wyznacznikiem stałej zmiany nawyków żywieniowych jest to, co się z nami będzie działo długo po zakończeniu diety, a nie w jej trakcie, nawet w okresie stabilizacji. Ponadto sądzę, że jeśli ktoś wraca po jakimś czasie do dawnej wagi, to znaczy, że nawyków żywieniowych nie zmienił tak naprawdę nigdy, a jedynie chwilowo do momentu utycia kontrolował to, co jadł.
          • madzioreck Dobrze więc, nie "nawyki" a... 26.01.11, 11:09
            ...sposób odżywiania, tak to nazwijmy, zeby nie sugerowac wyrobienia odruchów warunkow.

            > Zrozumiałam Cię dobrze. Masz wrażenie (lecz pewności nie?), że [b]udało Ci się[
            > /b] zmienić swoje nawyki żywieniowe :) Mój post nie tyczył się konkretnie Ciebi
            > e odnośnie tej pewności siebie, choć czasem faktycznie można odnieść takie wraż
            > enie choćby po samym założeniu np. tego wątku,

            Nomya, chyba nikt na tym forum nie powtarza jak ja, jak katarynka, że dla nas już do końca życia nie będzie "normalnie", "na luzie" itd. Chcę wiedzieć, ilu mniej/więcej osobom udało się zmienic swój sposób odżywiania, udaje się bez większego bólu rozsądnie się odżywiać. A nie, że tak wejdzie w krew, że się nie myśli, co się je - szczerze mówiac, nawet średnio sobie wyobrażam taką sytuację.
            A ja nie jestem pewna niczego, wręcz przeciwnie, zdaję sobie sprawę, jak kruche są te zmiany. Ale kiedy będzie dobry moment, żeby o tym porozmawiać? Po 5 latach? Po 10?:)
            Mój wujek nie palił 8 lat. I nagle wypadek, stres... i policjantowi, który przyjechał do wypadku, zabrał papierosa z dłoni (stare czasy;)). I popłynął... naprawdę nie o pewność się tu rozchodzi, tylko o każy dzień, tydzień, miesiąc, kiedy udało się zachować równowagę:)
            • kotwtrampkach Re: Dobrze więc, nie "nawyki" a... 26.01.11, 19:52
              madzioreck napisała:

              > chyba nikt na tym forum nie powtarza jak ja, jak katarynka, że dla nas j
              > uż do końca życia nie będzie "normalnie", "na luzie" itd.

              MAdzioreck, gdybym miała mysleć,ze dla mnie jedzenie nie będzie już nigdy "normalne", nie byłabym w stanie przejść nawet fazy uderzeniowej. Ja przestawiłam mój sposób widzenia tego, co w odżywianiu jest dla mnie normalne (ok, czasem się waham, zastanawiam, błądzę - ale wiem np.że jedzenie słodyczy do każdej kawy nie jest i już nigdy nie będzie moją normą).
              uda się:)
              • madzioreck Re: Dobrze więc, nie "nawyki" a... 27.01.11, 20:13
                > MAdzioreck, gdybym miała mysleć,ze dla mnie jedzenie nie będzie już nigdy "norm
                > alne", nie byłabym w stanie przejść nawet fazy uderzeniowej.

                Chodziło mi tylko o to, że nigdy nie bedzimy mogły bez zastanowienia pochłaniać w dowolnej ilości wszystkiego, na co nam przyjdzie ochota ;)

                Ja przestawiłam mó
                > j sposób widzenia tego, co w odżywianiu jest dla mnie normalne (ok, czasem się
                > waham, zastanawiam, błądzę - ale wiem np.że jedzenie słodyczy do każdej kawy ni
                > e jest i już nigdy nie będzie moją normą).

                No i właśnie o to chodzi :)
        • faustine Re: Chyba zostałam źle zrozumiana... 26.01.11, 11:02
          Madzioreck , doskonale Cię rozumiem . Mimo iż jestem na trójce dopiero od 14-go stycznia , widzę u siebie postępy w zmianie nawyków :) Moja dwójka trwała dośc długo bo 4 miesiące ,ale na Dukanie odkryłam kilka tak smacznych dań , że gdy przychodzi czas na ucztę zupełnie nie mam ochoty na przeddietowe obiady . Słodki deser dwa razy w tygodniu wystarcza . Na lodówce wisi piękna rozpiska kiedy skrobia , kiedy uczta . W szafie wisi nowa garderoba - to też motywuje. Ogólnie mówiąc (słowami nomyi) mam wrażenie, że odnoszę sukces ;)
        • delphine_delphine Re: Komu się udała "zmiana nawyków"? 26.01.11, 11:05
          Hej,

          Zgadzam się, że ciężko mówić o zmianie nawyków po tak krótkim czasie w stosunku do całego życia. Niemniej jednak, nie tyle ile zmieniły się moje nawyki, ale sama świadomość.... Dziś widzę ile 'niepotrzebnych' i niezdrowych dodatków używałam. Nauczyłam się zastepować m.in. takie rzeczy jak olej, śmietana czy słodycze - zdrowszymi zamiennikami. Ponadto odkryłam na nowo ulubione potrawy i myślę że niektóre tricki, które stosuję teraz podczas przygotowywania/planowania posiłków, będę wykorzystywać w przyszłości.
        • sweet_pink Re: Chyba zostałam źle zrozumiana... 26.01.11, 11:55
          W takim kontekście to ja myślę, że już nie wrócę do słodzenia kawy. Do makaronów mnie nie ciągnie, wiec myślę że uda się nie wrócić do ciągłego jedzenia kluch (bo makaron + sos to przecież taki szybki obiad, to chyba główna przyczyna mojej nadwagi). Myślę też, że jogurty wyparły śmietanę na dobre, że zostanie pieczenie w woreczku bez smarowania mięsa olejem i jajecznica bez tłuszczu.
          Niestety w temacie czekolady, ciastek i batonów, piwa i wina to czeka mnie dożywotni zamordyzm i walka z samą sobą...ehh...
      • a.agena Re: Komu się udała "zmiana nawyków"? 26.01.11, 11:13
        nomya napisała:

        > Dla mnie zmiana nawyków żywieniowych
        > występuje wtedy, kiedy bezwiednie wybieramy np. grillowany filet
        > z kurczaka zamiast schabowego, bo nam owy filet bardziej smakuje, a nie dla
        > tego, że od schabowego utyjemy, u mnie tak nie jest.

        Filet smakuje bardziej niż schabowy - czyli zmiana. Przekonałam się, że majonez również mi nie smakuje.
        Także jadanie śniadań. To też nawyk już, bo wciąż zachodzą okoliczności, że mogłabym ze śniadań zrezygnować.

        a.a
    • nomya Re: Komu się udała "zmiana nawyków"? 26.01.11, 11:39
      Dodam jeszcze, że we mnie jak nic tkwią zakorzenione stare nawyki żywieniowe, które tylko czekają na moment słabszej woli :D Na "dziś" radzę sobie z nimi dobrze i oby tak zostało ;) Tak jak ktoś wyżej, zauważam również u siebie malutkie zmiany być może idące w dobrym kierunku, ale co będzie później, to tylko życie zweryfikuje :)
      No i jednak jest różnica między "sposobem odżywiania", a "nawykami żywieniowymi". Dla mnie to dwa różne zwroty mimo, że tak sobie bliskie.
        • nomya Re: Komu się udała "zmiana nawyków"? 26.01.11, 12:03
          Też uważam, że kontroli nie da się wyłączyć w przypadku osób, które doprowadziły się do nadwagi. Zawsze u takich osób będą to nawyki świadome, wyuczone :) Różnimy się tym, że ja właśnie niczego nie zakładam i pewna siebie nie jestem zwłaszcza w tym temacie. Wiem, że nie mogę sobie ufać. Jeśli ktoś przedwcześnie wyskakuje z tekstem, że jemu się udało, to może zostać odebrany jako zarozumialec.
          • jolusia2604 Re: Komu się udała "zmiana nawyków"? 26.01.11, 12:24
            piergiorgio napisała:

            > Madzioreck, jesli bedziemy rozumowali Twoim tropem to mozemy wysnuc logiczny wn
            > iosek ze zmiana nawykow udala sie wszystkim ktorzy chudna obecnie.

            jeżeli tylko chcą to czemu nie :-)

            Pewność siebie to raczej zaleta, pomagająca w życiu osiągnąć sukces w tym do czego się dąży. Ja nigdy nie zakładam może mi się uda, a może nie. Moje motto życiowe – „jesteś panem swojego losu”.
          • otiku Re: Komu się udała "zmiana nawyków"? 26.01.11, 13:15
            Jak znam siebie a znam już dobrze ponad 35 lat (ale jeszcze nie 40) to nigdy moje nawyki się nie zmienią bez ciągłego pilnowania. Jeśli tylko sobie trochę odpuszczę to wiem, że popłynę i znowu przytyje. Nie dla mnie dieta MŻ, nie dla mnie jedzenie bez ściśle określonych zasad. Wiem, że nie dam rady i dlatego próbuje Dukana, bo są te IV fazy i ciągła kontrola. Smutne jest to, że nie będę mogła jeść moich ukochanych słodyczy, bo reszta to dodatek a zarazem tak się boję ich jeść, że może wytrzymam.
            Nie napiszę że zmieniłam nawyki żywieniowe, bo jak zobaczę czekoladę i sałatkę dietetyczną to zawsze będę wolała czekoladę ale co zjem to zależy ode mnie.
    • madzioreck Re: Komu się udała "zmiana nawyków"? 26.01.11, 12:24
      OK, OK. Jestem pewna siebie, zarozumiała i co tam jeszcze. Myślę, że na łożu śmierci dopiero będzie OK, jak powiem, że cos mi fajnie poszło. Bo ileś miesięcy kontroli nad jedzeniem to nie jest powód, żeby się cieszyć i mieć nadzieję, że będzie dobrze. W sumie nie warto się nawet chwalić, ze schudłam ponad 30kg, bo przecież to nic pewnego i mogę znów przytyć.
      Przestaję się dziwić, dlaczego nowe osoby odbierają czasem to forum tak, a nie inaczej:(
      Przestanę również pisać, bo skoro z mojej pisaniny ludzie rozumieją coś dokładnie odwrotnego, niż usiłuję przekazać, to chyba nie ma sensu się odzywać.
      Życzę wszystkim powodzenia, szybkich i trwałych efektów i wszystkiego dobrego :)
      • agi.nett Re: Komu się udała "zmiana nawyków"? 26.01.11, 16:01
        kochany madziorcku, ty wprowadzalas mnie w diete i towarzyszylas w jej poczatkach i na Twoj suwak patrzylam sie z zazdroscia!!! i nie bez kozery zostalas moderatorem juhu, bo madra jestes i doswiadczona :)
        i masz byc z siebie dumna (jak ja hihi) a zarozumialym to na razie nikt z nas nie jest :) i dluuuugo nei bedzie.....:)
        • madzioreck Re: Komu się udała "zmiana nawyków"? 27.01.11, 14:53
          Agi, kochana, bardzo Ci dziękuję ;* Zawsze możesz napisać do mnie na maila gazetowego i tam sobie pogadamy :)
          Tu jednak dam sobie spokój, nie mam ochoty być atakowana za każde mniej lub bardziej fortunnie dobrane słowo. A ponieważ dopóki chodzę, nie powinnam się cieszyć i mądrzyć, postaram się na forum napisać z łoża śmierci, czy wyszło na moje, jeśli tylko mi do owego łoża dadzą kompa z netem ;)

          Dukan od 06-04-2010
          [url=http://straznik.dieta.pl/][img]https://straznik.dieta.pl/zobacz/straznik/?pokaz=74634bbb6f9684460.png[/img][/url]
          • pietnacha40 Madzioreck 27.01.11, 17:11
            Na forum zawsze istnieje możliwośc ataku.Pisząc tutaj,wystawiasz się,że tak powiem na cel :D
            Zdecydowanie jestem za tym,żebyś się jednak nadal mądrzyła.
            • madzioreck Re: Madzioreck 27.01.11, 20:06
              > Na forum zawsze istnieje możliwośc ataku.Pisząc tutaj,wystawiasz się,że tak pow
              > iem na cel

              Tak wiem, tylko nie sądziłam, że z jakiegoś powodu ktoś ze starej gwardii zrobi się na mnie tak cięty. Bo to, że wejdzie jakaś nówka albo troll, i zacznie wrzucać, boli mnie jakby mniej. Ale jeśli ja piszę, wydaje mi się, po polsku, a ktoś czyta coś zupełnie odwrotnego, to ja nic nie mogę poradzić, jeszcze zostanę posądzona o pisanie bzdur. Jeśli ja piszę, że niczego nie jestem pewna, ale na razie udaje mi się bez bólu zachować równowagę, a ktoś mi wrzuca od zarozumiałych, nie czytając chyba nawet posta, na którego odpowiada, to ja wysiadam.
              No, ale z drugiej strony jeśli ta osoba czyta tak, jak liczy, to nie ma znaczenia, czy istotnie czyta, czy wali ciosy na oślep.
              No wkurzyłam sie, ale już mi przechodzi.
    • pietnacha40 Re: Komu się udała "zmiana nawyków"? 26.01.11, 12:45
      Moje nawyki żywieniowe się zmieniły i to bardzo.Ale to nie była ta jedna dieta.To są lata odchudzania i jojo , eliminacji ulubionych potraw,uczenia się.Po każdej diecie coś zostało dobrego.Ale nawyki te ,to raczej dyscyplina niż natura.Moja natura nadal się domaga ukochanych kanapek - stosu tych kanapek :D na kolację,zawiesistych sosów,zasmażanej kapusty,bagietki i pleśniaka na co dzień :D Pomidorówki z ryżem i śmietaną,gorącej,od razu pół gara i książka :D Zawsze ,nasze problemy,porównywałam do nałogu palenia czy alkoholowego.Nigdy nie będę do końca pewna,czy znowu nie utyję.Wystarczy,że zrobi mi się w życiu "wszystko jedno" i się zacznie.Oczywiście,że używam serka,czy jogurtu do zupy,ale zdecydowanie nadal wolę śmietanę.I czytając tutaj niektóre wypowiedzi ze słowem "nigdy",mogę tylko powiedzieć "oby Ci się udało". Ja po zrzuceniu ,parę lat temu, 20 kilogramów,też mówiłam "nigdy więcej",też byłam przekonana,że wiem i że zmieniłam .A po cichutku,gdzieś z tyłu,to się zakradło.
      Na ten moment jestem już dawno po diecie (dawno i nie tak dawno, w sumie ) Na stałe wprowadziłam, bolesne dla mnie, kolacje bez węglowodanów,żytnie pieczywo i codzienną kontrolę wagi.Po Dukanie przestały mi smakować soki z kartonów i zwykłe jogurty - za słodkie dla mnie.Piję też dużo więcej wody.Resztę "nawyków" mam po poprzednich dietach - 4-5 posiłków,zamienniki śmietany i masła.
    • asfo Re: Komu się udała "zmiana nawyków"? 26.01.11, 13:19
      Jedyne co mi się zmieniło to tolerowany poziom słodkości w sokach i innych takich, kiedyś nic nie było za słodkie, teraz cukrowany sok pomarańczowy już mi nie odpowiada.

      Ale nadal wolę schabowe od filetów z kury, cierpię na widok ciastek i czekolady, denerwuje mnie, że nie mogę pić piwa. A minął już rok i 4-mce od początku przygody z Dukanem. W sumie to kurczaki bokiem mi wychodzą, obawiam się.
      • pampleluna Re: Komu się udała "zmiana nawyków"? 26.01.11, 14:41
        Mi za chwilę stuknie rok..
        Pozytywnie to:
        - na widok pieczywa nie dostaję ślinotoku w spożywczym - przestało dla mnie istnieć pieczywo.
        - nie mam go również na widok słodyczy
        - nie pamiętam jak smakuje pizza i makaron i nawet nie chce mi się przypomnieć a przez lata były moimi ulubionymi potrawami
        - ważę się nadal codziennie i toleruję +2kg bo miesiączka i tylko wtedy.
        Negatywnie:
        - dostałam jakiejś korby i moje uczty kończą się i zaczynają na kilogramie lodów, jestem nimi znudzona, nawet mi było raz niedobrze ale dalej hasło uczta to lody..bez sensu, to już podlatuje pod psychiatrę chyba.
        Jakoś się kręci ale nie jest lekko. Śniła mi się ostatnio bagietka z serem zółtym ociekająca masłem ale po przebudzeniu stwierdziłam, że wybieram lody.
    • kotwtrampkach Re: Komu się udała "zmiana nawyków"? 26.01.11, 20:14
      u mnie to pewnie nie nawyki, ale zmieniłam sporo, duzo się nauczyłam:

      o przyrządzaniu jedzenia (to tak prosto upiec mięso, zgrilować, przyrządzić coś jadalnego i smacznego),
      o owocach (nigdy nie myślałam, że fruktoza to też cukier. Nie jem dużo owoców i nie choruję. Jem warzywa i mi smakują ;-) )
      o kupowaniu (dieta białkowa nie jest droższa od diety cukrowo - rozrzutnej, bałam się, że mi się posypie budżet, a nie wydaję więcej kasy na jedzenie! Niby mogłam kiedyś zrobić tani obiad, ale potem przechodząc obok sklepu widziałam tylko czekoladki, cukierki, kilogramy owoców etc)
      o czytaniu etykiet (niby czytałam - uczyłam sie tego, jak pojawiło się moje dziecko, żeby mu nie dawać świństw za dużo. Ale przy dukanie nabrałam nawyku, jestem bardziej świadoma - np.po dyskusjach o produktach light i ich wątpliwej lightowości).
      o planowaniu posiłków chyba najwięcej (jak to dobrze mieć pomysł na posiłek a nie wyczekać strasznego głodu i rzucić sie na lodówkę/sklep/kogokolwiek ;-) )

      Ja pisałam gdzieś tam, ze nie bardzo wychodzi mi przejście na IV fazę i "wszystko"; dosładzanie, podjadanie, jedzenie od rana do wieczora. Musze jeszcze sprawdzić, czy trzecia jest ok dla mojego zdrowia, czy sobie nie zaszkodzę. Gdyby była - jest optymalna. Dwie imprezy w tyg, węglowe śniadanie, owoc codziennie, czasem frytki, spagetti czy kasza gryczana. Duzo warzyw.
      Jem za mało ryb - nie mam dobrego dostawcy, odkąd właścicielka rybnego zmieniła lokalizację.. Jakiś czas temu kupiłam olej budwigowy lniany i nie zaszkodził, dobrze się czułam - juz mam kupiony, gdyby było z nim źle tym razem - pewno się odezwę.
    • migi-79 Re: Komu się udała "zmiana nawyków"? 27.01.11, 17:02
      U mnie zmieniło się to,że nie słodzę żadnych napojów,piję wodę,choć czasami zdarzy się sok(imprezy zazwyczaj),jak robię dla siebie obiad to smażę bez tłuszczu,nie jem pieczywa i ziemniaków,choć jak u kogoś jestem to zjem 2 ziemniaczki.Tak poza tym jestem uzalezniona od slodyczy i jem ich sporo,poki co waga stoi w miejscu ale jak mam wyrzuty sumienia to objadam sie bialkiem.Dodam ze nie jestem na diecie juz 6 miesiecy.Co do calkowitych zmian to raczej w moim przypadku jest to niemozliwe,za duzo pokus w kolo,a ja z tych co ciezko sie im oprzec.Ale ciesze sie z tego co i tak osiagnelam.
    • iwoniaw Re: Komu się udała "zmiana nawyków"? 28.01.11, 10:39
      Nawet miałam ostatnio podobny wątek założyć :-) Tak, uważam, że udało mi się nabyć paru dobrych nawyków, przy czym niektóre polegają właśnie na świadomym (tzn. myślę o tym, bo jak inaczej?) kupowaniu "wsadu do lodówki" - kiedyś nie miałam non stop chudego mleka do kawy, nie zwracałam przy kupowaniu uwagi, aby deser-jogurt był odtłuszczony i z minimalną ilością węglowodanów - dziś tak. Kiedyś w skład "żelaznych zapasów", które muszę mieć w domu nie wchodziło wiele produktów, jakie dziś stały się wręcz żelaznym punktem menu nie tylko mojego, ale i rodzina zasmakowała, np. tuńczyk w sosie własnym. Generalnie zakupy chudsze i z mniejszą ilością cukru (bo tak naprawdę węglowodany mało złożone są największym zagrożeniem).
      Druga sprawa, to zmiana - i to już jest bardziej automatyczne/fizjologiczne - pewnych upodobań, wynikająca ze specyfiki diety (tzn. myślę, że trwa ona na tyle długo, że od różnych rzeczy można się odzwyczaić i - nie wiem, na ile to częste - nie mieć chęci powrotu). Np. ja już po I fazie zaczęłam czuć, jak bardzo "normalnie" solone potrawy (w tym produkty przetworzone "kupne", np. duża część wędlin) są przesolone. Smak mi się wyostrzył po prostu. Podobnie z tłuszczem - oczywiście, pewna ilość tłuszczu w jedzeniu różnego typu jest nie tylko ok, ale też często poprawia strukturę i sprawia, że jest smaczniejsze, ale i tu mi się samoczynnie (tzn. na skutek diety, jak sądzę), obniżył próg "tolerancji" i wiele rzeczy niegdyś "normalnych" obecnie wydaje mi się za tłuste do przełknięcia. Cukier nadal jest mym "uzależniaczem", choć też mam ochotę na mniej niż kiedyś, ale tu uważam i się boję, że jest to najprawdopodobniejsze miejsce ew. (odpukać!) "odbicia" - jak chipsy, orzeszki, ziemniaki czy pieczywo, a nawet słodzone napoje z kawą i herbatą włącznie mogłyby dla mnie nie istnieć, tak czekolada, bita śmietana i krówki wołają mnie głośno ;-) No więc czasem zjem, ale - i tu trzecia pozytywna zmiana - nie całe opakowanie i nie codziennie, a wagę kontroluję systematycznie i przy minimalnych przyborach przycinam dostawę węgli i przerzucam się na więcej białka, więc póki co waga ustabilizowana się trzyma, a ja nie mam specjalnych ograniczeń (bo choć się pilnuję, jak opisałam wyżej, nie ciągnie mnie do "zakazanego" jedzenia w zakazanych ilościach w stopniu powodującym dyskomfort).
      • lilka208 Re: Komu się udała "zmiana nawyków"? 29.01.11, 11:30
        mnie tez pozostaly pewne nawyki. zamiast śmietany uzywam jogurtow, mleko chude, nie uzywam cukru, jem codziennie serki chude, jogurty naturalne, po prostu wszamiam wiecej nabialu niz przed dieta , nalesniki zawsze dukanowskie. nie używam masła (czasem deczko),nie pije sokow z kartonow (b, rzadko łyk),nie jem tlustych potraw, , ale jem inne rzeczy i tak m i zostanie juz ( lody) :) zjadam litr co drugi dzien , i biała czekolada ( tez tabliczka co 2 dzien) :) ale z wagą okey wiec ;;;;:)sobie pozwalam na niektore rarytasy
    • slimakpokazrogi Re: Komu się udała "zmiana nawyków"? 29.01.11, 22:08
      ja właściwie z powrotem na II fazie , ale mam nadzieję, ze chwilowo, więc chyba mogę się wypowiedzieć. Ja dzięki dukanowi nauczyłam się GOTOWAĆ. W końcu!! A niedługo mi 36 stuknie:):). Uwielbiam siedzieć w kuchni i pichcić, przy czym mam dokładnie świadomość, co przyrządzam , jak i jaki to będzie miało wpływ na wagę , samopoczucie itp:) Co nie znaczy , ze nie gotuję czasem czegoś niedietetycznego (no, pół roku na III fazie byłam, to mi było wolno już:)). A, i czytam etykietki! i dziwię się, jak mogłam kiedyś tego nie robić??
    • madzioreck Re: Komu się udała "zmiana nawyków"? 30.01.11, 02:38
      No tak, napisałam ogólnikowo, a w sumie mój wątek to już tasiemiec ;)
      Wiec nastąpiły następujące zmiany:
      -nie jem chipsów (to one były jednym z głównych "winowajców;)") - pierwsza po wielu miesiącach próba skończyła się szokiem solnym, wytrzeszczem oczu, i podrażnionym językiem i podniebieniem, więc raczej za szybko nie spróbuję ;)
      -używam w przytłaczającej większości jogurtu zamiast śmietany - niejedno opakowanie spleśniałej śmietany wyrzuciłam od listopada, bo... zapominam o niej, a tyle kubełków stoi, że jakoś się ta śmietana nie rzuca w oczy.
      -rzadko smażę na oleju. Smażyłam raz, na 2 czy 3 łyżkach, kurze cycki. Kilka razy miałam zamiar usmażyć "normalnie, ale poleciałam odruchowo bez (ale fakt, że nie smażę w sumie nic poza kurzym cycem, nie używam panierek, bo wtedy raczej bym pamiętała o oleju:))"
      -jem mało węglowodanów - tylko na śniadanie, najlepiej sucha buła popijana mlekiem z lodówki, to mój żelazny zestaw śniadaniowy. Reszty węgli nie lubię za specjalnie, ryż czy makaron w sumie nie mają dla mnie jakiegoś określonego smaku, wolę to, czego stanowią wypełniacz ;) Do zupy wrzucam pokrojony drobno cyc kurzy.
      -słodycze jem sporadycznie, może 3 razy się zdarzyło, ale to w sumie żadna zmiana, bo nie przepadam
      -ziemniaki - wyjątek wśród węgli, bardzo, bardzo lubię ziemniaki, ale nie mam już potrzeby jeść ich codziennie, pakować do każdej zupy warzywnej itd. Takie normalne do obiadu zjadłam raz, w święta u teściów, i czasem robię sałatkę z zimnych, gotowanych w mundurkach. Średnio z raz na 2-3 tygodnie spożywam :)
      Tyle chyba. A najważniejsze jest w sumie to, że oduczyłam się na dukanie takiego bezsensownego podjadania, czy jestem głodna czy nie, a to był największy problem. Na dukanie białko dość mocno zatłukło mi apetyt i jadłam, bo musiałam, więc jakoś łapy i szczęki też mi odwykły od wiecznego pogryzania czegoś i nie czuję już takiej potrzeby.
      Tak sobie myślę, że od jednych rzeczy jest się łatwiej odzwyczaić, od innych ciężej. Ciężko odzwyczaić się od czegoś, co się po prostu bardzo lubi. Ale niektóre procesy idą szybko - jeśli odkrywamy, że coś jadłyśmy/przyrządzałyśmy tak a nie inaczej, bo tak wyniosłyśmy z domu itp. U mnie tak było z makaronem, ryżem i smażeniem pieczarek na oleju. Kiedy pierwszy raz usmażyłam bez - puknęłam się w głowę i pomyślałam, po co ja całe życie smażę toto na oleju...? I już, stary zwyczaj szlag trafił w jednej chwili ;) Szkoda, że nie ze wszystkim tak idzie ;) Najważniejsze aby znaleźć równowagę - może nie ma potrzeby do końca życia odmawiać sobie wszystkiego, dobry schaboszczak nie jest zły, pod warunkiem, że raz kiedyś ;)
      Trzymam kciuki, żeby taki stan się utrzymał u mnie, i aby wszystkim odchudzaczkom udało zmienić swoje jedzenie na zawsze :)
      • pietnacha40 Re: Komu się udała "zmiana nawyków"? 30.01.11, 09:36
        Madzioreck,ale zalecana do jest pewna ilośc oliwy na dzień. 30-50 kcal/kg masy ciała.Więc może zmodyfikuj ? Ja piekę na oliwie z wytłoczyn,bo ta się nie pali ,a tę z pierwszego tłoczenia dodaję do sałatek.
        Większą fobię mam przed węglowodanami niż przed tłuszczem.No ,ale moim ulubionym tluszczem - smalcem ,niestety się nie nażeram :D
        • madzioreck Re: Komu się udała "zmiana nawyków"? 30.01.11, 13:49
          No tylko że właśnie zapominam o tym tłuszczu, postaram się teraz planując obiad czy co tam po prostu wyciągać toto wcześniej na blat, żeby miała przed oczami. Olej, bo oliwy mi dziwnie pachną i nie smakują :/ Kiedyś, lata temu, u siostry usmażyłam coś na oliwie (do smażenia) i śmierdziało jak przypalony plastik... chyba że polecisz mi jakąś dobrą?
          Ja też bardziej uważam na węgle, jeśli chodzi o tłuściejsze rzeczy, to nie odmawiam sobie majonezu i sera żółtego, o :)
          • pietnacha40 Re: Komu się udała "zmiana nawyków"? 30.01.11, 15:56
            Najzdrowsza oliwa z oliwek z pierwszego tłoczenia. Kupuję takie średnie cenowo - greckie albo hiszpańskie.Nic mi tam nie "pachnie" ale ja już całe lata na tym "jadę". Smażę też na oliwie z oliwek,ale ta już nie może być z pierwszego tłoczenia,bo łatwo ją spalić.Kupuję z wytłoczyn z oliwek.Na butelce musi być napisane,że nadaje się do smazenia.
    • makenzen Re: Komu się udała "zmiana nawyków"? 04.02.11, 11:33
      Mnie poszło bardzo gładko. Odzwyczaiłam się od pieczywa i prawdopodobnie już nie będę go jeść, a w każdym razie nie codziennie, bo jednak w tej III fazie się je trochę pieczywa... Obecnie unikam smażonych, tłustych i mącznych potraw (makaronów), ziemniaków, pozwalam sobie od czasu do czasu na normalne słodycze (ale już nie batony jak kiedyś, raczej coś małego - np. rozpuszczalna guma do żucia Maoam - smak dzieciństwa, który przetrwał do dziś :)). Warzywa i białka są codziennym zestawem, dni czysto białkowe ostatni raz robiłam bodajże w październiku. I czuję się z tym dobrze :)
    • ven.to Re: Komu się udała "zmiana nawyków"? 09.02.11, 19:55
      1. nauczyłam się jeśc śniadania - czasem jeszcze miewam opory w tym temacie :)
      2. nauczyłam się jeśc więcej posiłków niż jeden - to już na pewno nie przyzwyczajenie a nawyk :)
      3. nauczyłam się jeśc mięso
      4. nauczyłam się gotowac
      5. nauczyłam się myślec o tym co jem
      6. nauczyłam się planowac posiłki
      7. z czystym sercem mogę napisac że ograniczyłam alkohol do jednej uczty w tygodniu ale to nie nawyk :) to koniecznośc
      8. jem w pracy - to nie nawyk ale na pewno już przyzwyczajenie. Będę musiała go pilnowac jak oczka w głowie.

      to są te dobre nawyki
      ze złych:
      1. stopniowo nauczyłam się jeśc desery i słodycze - jak boniedydy, nigdy wcześniej, przed dietą słodkiego ciasta bym nawet zębem nie tknęła a teraz sernik - proszę bardzo. Krem tiramisu? pychota. Twaróg na słodko? mniam
      2. zmniejszyłam ilośc warzyw w codziennych posiłkach - przed dietą jadłam ich bardzo dużo; teraz zapycham się białkiem
      3. niestety cały czas mam tendencję do "zapijania" się wodą. Od dziecka. Z tym że na tej diecie dodatkowo zapycha mnie białko i w sumie niewiele jem.
      • ven.to Re: Komu się udała "zmiana nawyków"? 09.02.11, 19:58
        aha, jeszcze jedna bardzo wyraźna i trwała zmiana w moim życiu - oduczyłam się jeśc chleba (kiedyś, jak tak teraz patrzę - chleb to było moje główne danie).
        Zmienił miejsce z podstawy żywienia na dodatek. Przy okazji nauczyłam się piec na prawdę dobre chleby :) i to z niekłamaną przyjemnością.
    • ganbaja Re: Komu się udała "zmiana nawyków"? 13.02.11, 10:17
      U mnie sprawa jest dziwna. Moim złem było pieczywo i mączne potrawy typu pierogi, makarony itp. A słodycze to z rzadka, głównie parę godzin, lub doba przed okresem.
      Cukru nie używałam, kawę lubiłam gorzką, czekolada od czasu do czasu troszkę.
      Na dukanie schudłam 10 kg, potrzebowałam jeszcze 3 kg i druga faza ciągnęła się i ciągnęła aż nieopatrznie przytyłam 6 kg :-(
      A teraz najciekawsze, otóż nadal nie jem pieczywa, makaronów, ziemniaków, czasem jem kasze gryczaną lub ryż naturalny. Czyli powinno być naprawdę dobrze. Nigdy nie podejrzewałam, że można żyć bez chlebka i bułeczek.
      Nie jadam ich od prawie roku bez najmniejszego problemu i pilnowania się.
      Ale, ale, mój organizm mnie przechytrzył i powoli, powolutku, ale domagał się słodkiego.
      Nie mając nigdy wcześniej z tym problemu, nieświadoma zagrożenia podjadałam, podjadałam, aż zauważyłam że mam PROBLEM.
      Zgubiły mnie słodycze. A desery dukanowe w zasadzie nie przechodzą mi przez gardło. Za to czekolady mówią do mnie a ja im ulegam :-)
      Zatem dieta zmieniła moje nawyki żywieniowe i do drastycznie, tylko nie koniecznie na takie jak bym chciała :-)
      Teraz ponownie walczę, ale walka jest trudniejsza, bardziej złożona i mam dużo mniejsze efekty, jeśli w ogóle o efektach w postaci 0,6 kg w ciągu 2 tygodni można mówić :-(
      I tak jak tu niektóre z Was piszą, nie wierzę w zmianę nawyków bo nawet jeśli coś uda się nam wyeliminować z naszego jadłospisu to pojawia się na to miejsce coś innego.
      Jak u alkoholików, do końca życia trzeba być czujnym i się pilnować.
      • ven.to Re: Komu się udała "zmiana nawyków"? 13.02.11, 10:24
        dziewczyny. no nie zaklinajcie sobie rzeczywistości tymi "alkoholikami". Słowa na prawdę mają znaczenie. Jeśli już to określcie dokładnie co macie traktowac jako to chorobliwe uzależnienie - np. słodycze. Unikam słodyczy bo jestem od nich uzależniona - ok.
        Wmawiając sobie że jedzenie jest waszym holizmem i jak alkoholik do końca życia itp. same zaganiacie się w kozi róg. Serio. Słowa mają moc. A my mamy moc zaklinania sobie życia.
        • ganbaja Re: Komu się udała "zmiana nawyków"? 13.02.11, 10:52
          Ja podpieram się swoim doświadczeniem. Mam 43 lata i nie jedną dietę za sobą i nie jedne upadki także.
          Trzeźwo patrząc mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że jedzenie jest moim problemem. Daje mi ono radość, przyjemność i nie chodzi o jedzenie kurzych cycków.
          Odmawianie sobie przyjemności, szczególnie w trudnych momentach nie jest prostą sprawą.
          A chude kurze cycki nigdy nie wygrają z pierogami ze skwarkami z boczku, czy chałki z masłem :-)
    • madzioreck Taaa... 16.02.11, 18:11
      Nomya pisała coś o odruchach nieświadomych... właśnie drugi raz wywaliłam 2 kilo ziemniaków, o których zapomniałam i się nieco zepsuły ;) Zapominam ich używać... chyba muszę kupować tylko tyle, ile mi do danej rzeczy potrzebne. Ciekawe, jak będzie patrzył sprzedawca, jak poproszę o 3 ziemniaki :D
      • ven.to Re: Taaa... 16.02.11, 20:01
        hehe, u nas w domu ziemniaki w ogóle nie mają lekko :) w sumie nie mamy zwyczaju ich jadac - kasza, makaron, ryż, soja jak najbardziej, a najczęściej pieczarki. (mówię o rodzinie bo ja na diecie i tylko pieczarki są moim dodatkiem a la ziemniaki)
        natomiast zauważyłam u siebie taką dobrotę - pisałam ostatnio o złym nawyku jedzenia deserów, co nie? Taki to był nawyk że nie pamiętam gdzie słodzik stoi :D (wyobrażony nawyk) - nie jadłam deseru od niepamiętnego czasu. To nie był na szczęście nawyk hurra tylko chwilowy odpał. I najlepsze jest to - kiedy pisałam o tym złym nawyku to już daaaaaawno, daaaaaaawno nie miałam niczego słodkiego w ustach (po za jabłkiem) a w mojej świadomości....
        Uff.......
    • aleksandra_b Re: Komu się udała "zmiana nawyków"? 22.02.11, 21:27
      Jak na razie największe zmiany u mnie to przyzwyczajenie się do smażenia bez tłuszczu (albo z bardzo niewielką ilością), okazuje się, że nawet jajecznicę można usmażyć na patelni tylko posmarowanej odrobiną oleju. Drugi nawyk to jedzenie chudego twarogu. Ostatnio kupiłam półtłusty i smakował mi nieco dziwnie.

      Nie wiem, jak będzie z resztą. Okaże się po trzeciej fazie.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka