Dodaj do ulubionych

Biedni dukający...

03.05.11, 01:12
Wątek z lekkim przymrużeniem oka ;)

Kto czyta fora dukanowe, świetnie wie że co parę dni bombarduje się nas informacjami o szkodliwości tej diety. Dla osób "z zewnątrz" Dukan to woda, kurczak i twaróg plus słodzik (RAAAAK!!!). Ponieważ mój mężczyzna schudł już sporo (zauważalnie nawet dla tych widujących go codziennie), to wiele osób połapało się, że się odchudza i podpytuje go o dietę. Na haslo "Dukan" oczy stają im w słup i głoszą hasła o szkodliwości, że on nie powinien, bo mu wątroba siądze etc. A potem przechodzą do pytania o konkrety menu. W święta to już w ogóle było śmiechowo, bo odpowiadał że wszystko co na stole leży, jest dukanowe. A wielkanoc była właściwie normalna (nawet z barankiem z "biszkopta" dukanowego) - pascha, jaja, sałatki warzywne różnego rodzaju, teryna łososiowa etc., etc.

Na początku byłam przerażona, ze po miesiącu TŻ się znudzi jedzeniem, bo psiapsiółka na dukanie jadała faktycznie kurczaka, otręby i ser, a piła colę lub jogurt. Ale po 4 miesiącach nie ma właściwie potrawy, której nie potrafię przerobić na dukanową. Kombinuję właściwie tylko jak zmniejszyć ilość tłuszczu i cukrów. Na walentynki zrobiłam tortille, potem pizzę (którą uwielbiam, mogłabym jeść codziennie, a nie dukam i mogę "normalną"), do tego był deser lodowo-sorbetowy.

Jutro organizujemy trochę wcześniej naszą rocznicę, więc zrobię pewnie kurczaka faszerowanego serem żółtym i marynowanymi pieczarkami, potem sushi z łososia, ogórka, a TŻ zrobi zupę pt. "co rzeka przyniosła".

Odkąd na forum widziałam przepis na krówki dukanowe i ciasto, które romantic30 dostała od męża (szkoda że przepisu nie podała!), wierzę że 99% potraw można przerobić na dukanowe. Nie potrafię wymyślić masła dukanowego, alkoholu i żywności przetworzonej sklepowej właściwie gotowej do spożycia. Jeżeli do protein i warzyw dodamy 3 łyżki otrąb i łyżkę skrobii, to można poszaleć w kuchni, jeżeli się ma czas i pomysły.

Doszłam do takiego momentu, że przygotowując potrawę dla siebie robiłam ją w wersji alternatywnej (nawet z ciastami, sobie babkę marmurkową, a dla TŻ wersję dukanową na skrobi i słodziku). A potem z tego momentu przeszłam do takiego, na którym nie chce mi się robić mojej wersji i robię od razu dietetyczną. Jedyny minus przy wypiekach jest taki, że te dukanowe są czasami mniej wyrośnięte i wizualnie wydają się mi "brzydsze".

Dieta nie powinna nikomu zaszkodzić, jezeli stosuje się ją z głową - teściowa ratowała się w początkach diety (robiło jej się słabo) jak najbardziej dozwolonymi jogurtami owocowymi - miksowała sobie truskawkę mrożoną z serkiem homo. Mój TŻ świadomie wybiera czasami rzeczy "niedukanowe", ale stosuje je jak przyprawy i zgodnie z dietą Pape (czyli te bardziej węglowodanowe do obiadu, a wieczorem głównie proteiny) - w stylu octu, imbiru różowego, prawdziwej szynki - nie wykrawa z niej tłuszczu, bo szkoda mu na to czasu i dłubania. Dzięki temu po 4 miesiącach nie znudziła mu się dieta, uważa ją za stworzoną pod jego preferencje. Wiem, że nie każdy może wprowadzić takie zmiany pod siebie, ale jeżeli to jest możliwe, to ja zawsze stosuję zasadę: spróbuj małej ilości, jak przestaniesz chudnąć to wyrzuć, albo stosuj o wiele rzadziej i w jeszcze mniejszych ilościach, a jeżeli nic się nie dzieje - stosuj wg preferencji.

Konkludując: na diecie Dukana można się żywić naprawdę "normalnie", jeżeli starczy sił na wymyślanie, albo szukanie przepisów. Szkoda zatem, że Dukan jest tak zmitologizowany, jako dieta "kurczak, woda, twaróg".

PS. Wyobraźcie sobie, jakie tłumy szturmowałyby dietetyka, który w Polsce odchudzałby kogoś zgodnie z Dukanem zamiast pluć na dietę i robić słabych, beznerkich, bezwątrobowych i ogłupiałych (bo mózg nie ma węgli) z osób, które już są na tej diecie ;)
Obserwuj wątek
    • siata2 Re: Biedni dukający... 03.05.11, 01:25
      Otóż to:) Dla mnie ogromną zaletą Dukana (oprócz tego, że się chudnie) jest rozwinięcie zdolności kulinarnych. Nigdy nie sądziłam, że można tak łatwo wyczarować tyle pyszności od których się nie utyje. Sernik czy chleb to nawet domownikom smakuje:)

      Wiesz... gdyby nie było informacji o szkodliwości Dukana to by dietetycy nie mieli wcale pracy. Po co przepłacać jeśli można mieć Dukana z książki i internetu za kilkanaście złotych?

      Podoba mi się nazwa "co rzeka przyniosła" - ja ją określam mianem "śmieciowa" :)

      Spróbuj TŻowi wprowadzić schab (jako grillowane steki czy jakieś zawijasy z warzywamy pieczone). Niby wieprzowinka na Dukanie be, ale zrobiłam sobie eksperymenty i za każdym razem po schabie waga pięknie spadała, lepiej niż po kurczaku i innych:)


      A że słabo, że źle... może przez kilka pierwszych dni:) A potem wszystko w normie, co przy innych dietach się nie zdarzało :)
      • paulina283 Re: Biedni dukający... 03.05.11, 03:40
        To prawda, że Dukan rozwija. Przyczyna jest prosta: są sztywne ograniczenia, których łamanie sprawia, ze de facto nie stosuje się diety :) Nie można już sięgnąć po bułkę, batona czy czekoladę, kupić kanapkę z kawałkiem sera i czasami jakimś warzywem. Nie można już wejść do knajpy, zamówić piwko i byleco z menu, ale trzeba przemyśleć co z menu będzie odpowiednie. Każdy kto ma przed sobą dramat pt. "nie mam co kupić na szybko i zrobione przez kogoś" musi próbować.

        A i wiesz, ja różne dukanowe przysmaki uważam za lepsiejsze od zwykłych - bezy na odrobince słodzika (nie opadają, a kiedyś bajki słuchałam o tym, że bez dużej ilości cukru pudru "konstrukcja" białek oklapnie), albo taka pianka czekoladowa z mikrofali - lepsza od "oryginalnego" murzynka w 5 minut :D Reszta też jest zjadliwa, sama sporo ograniczyłam tłuszcz, chociaż nie muszę - widzę że na dobrej patelni smaży się świetnie bez tłuszczu, więc daję kilka kropli oleju zamiast łyżki ;)

        Ten rakotwórczy słodzik ostatnio mnie boli, nawet jeżeli to prawda, to każdego dnia używamy wiele innych rakotwórczych przedmiotów - chociażby kosmetyki, plastikowe opakowania na jedzenie etc. Jedzenie przetworzone i wiele powszechnie używanych mieszanek przyprawowych uważa się za rakotwórcze. Słodzik używają też osoby niemogące słodzić, a ich się nikt nie czepia, że używają substancji rakotwórczej - a często mają w perspektywie jej używanie do końca życia, a nie np. 1-2 lat.

        Siata2, myślę że mądry dietetyk stosujący Dukana tez miałby wzięcie. Aż mnie dziwi, że w momencie takiej popularności Dukana, kiedy powstają knajpy dedykowane dukanowcom - nikt na to nie wpadł, żeby się wyspecjalizować. Jasne, że Ty i ja wiemy, że taniej wyjdzie kupienie książki i skorzystanie z internetu, ale jest mnóstwo osób, które wolą się oddać w ręce specjalisty. Przecież dietetycy też nie posiadają jakiejś wiedzy tajemnej, do której nie mamy dostępu, a te "zindywidualizowane" plany rzadko kiedy są takie indywidualne. Wiele z planów od dietetyka można znaleźć w sieci, zasady "zdrowego odżywiania", diet 1200/1000/800 kcal są powszechnie dostępne i znane. Jednak ludzie chodzą do dietetyka, bo wolą mieć eksperta, który ułoży im menu, będzie przypominał o badaniach etc. Inna sprawa, że wielu z nich to kompletni idioci ;)

        Wieprzowiny chyba jeszcze nie robiliśmy na Dukanie (a wieprzowinkę TŻ uwielbiał przed dietą). Ja jestem niemięsna, więc lista Dukana z dozwolonymi fragmentami z np. woła to dla mnie abstrakt - kompletnie nic mi nie mówi hasło "antrykot", nie wiem z jakiego miejsca robi się mięso mielone i ile ono ma tłuszczu itd. Doszłam więc do wniosku, że nawet jeżeli w sklepie wybiorę tłustszy, niedozwolony kawałek, to się wytopi ten tłuszcz w trakcie smażenia - używam patelni grillowej z Ikei, więc tłuszcz zostaje między rowkami. Tak robię właściwie od samego początku, a ponad 30 kg straconych na Dukanie przez TŻ mówią same o tej "metodzie" ;)
        Z wieprzowiną może być problem co najwyżej cenowy, chociaż nie wiem ile ona kosztuje, nie pamiętam. Za wołowinę w styczniu płaciłam 60 zł/kg, a kurczak kosztował 13 zł, indyk chyba 16 zł. Ryby wszelakie 20-30 zł, a łosoś 33 zł. Ponieważ TŻ zjadał wtedy kilo mięcha dziennie, to zabiłby nas kosztami jedząc coś spoza triady kurczak-ryba-indyk. Wołowina poszła wtedy w odstawkę, konina w Polsce jest chyba niedostępna (szukałam w makro i krokodyl był, a koń nie). Skusiłaś mnie jednak i pewnie w tygodniu kupię i upiekę schabik w jakiś wymyślny sposób, a TŻ się zdziwi jak świnkę dostanie :D Takie zawijaski warzywne też chętnie zrobię, dzięki za podsunięcie mi pomysłu :)
        I przypomniałaś mi jeszcze o tym, że mogę zrobić musakę :D Taka z mięsa wieprzowego była najlepsza, a skoro potrafię już zrobić i beszamel dukanowy, to i musaka może być na dni PW :):) I nie jest to jakieś wielkie "oszustwo" smakowe, po prostu potrawa oryginalna została odtłuszczona. O to mi chodzi, że można gotować normalnie, ale przestrzegając kilku zasad i gotując zgodnie z dietą Dukana :)
        • lucjola Re: Biedni dukający... 03.05.11, 08:00
          Pięknie to opisałyście dziewczyny - nic dodać nic ująć :)
          U mnie święta też dukające, rodzina prawie pobiła się o potrawy, bułeczki trzeba było dopiec. Jedyna nieścisłość to ciasta ( makowiec i pijak ), które były zrobione z tradycyjnych produktów. W sumie jestem już w III fazie, więc chyba sobie mogłam pozwolić - waga od 3 tygodni ani drgnie.
          Pozdrawiam.
        • siata2 Re: Biedni dukający... 03.05.11, 13:24
          Schab bez kości to cena rzędu 15-20 zł za kilogram, więc jakiejś mega tragedii nie mam. Mi wołowina w ogóle nie wchodzi, niedobrze mi się robi jak ją widzę. Zjadłam raz schab przez gapiostwo i nie zauważyłam jakichś niepożądanych efektów a raczej takie pożądane:) Potem moje eksperymenty, każdy pozytywnie, więc uznałam, że Dukan o chudym schabiku chyba zapomniał:) Bo mówię o chudym, różowiutkim mięsku a nie jakimś poprzerastanym tłuszczem:)

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka