Gość: sceptyk
IP: *.tmodns.net
11.05.10, 19:50
Postudiowalem troche artykulow zamieszczonych na tym forum, poczytalem komentarze.
I powiem Wam, ze mam przedni ubaw.
W bieganiu widze kolejny przyplyw polskiej pasji, nadchodza, odchodza. Wiele tego bylo, jedne zdrowsze, dgugie mniej. jedne gasly po roku, inne szczatkowo przetrwaly do dzis. Tak bylo juz za komuny, widze do dzis to sie nie zmienia .....
I jak zwykle- wszystko, albo nic. Albo buty Mizuno Wave za 1000 i sweterek z welny szetlandzkiej za nastepny albo nic- lepiej w domu siedziec. I 100 kilometrow na tydzien albo piwo i przed telewizor.
Mieszkajac w USA nie spotykam sie w swym bieganiu z problemami, ktore napotykaja polscy biegacze , chociaz probowalem i w Polsce biegac na wakacjach ale szybko dalem spokoj.
Czemu czola stawia polski biegajacy? Ano, psy, chuligani, za twardy asfalt, za miekki asfalt, za twardy chodnik, nieuprzatniete psie gowno na drodze, brak sciezek do biegania, za duzo sciezek dla rowerow, za jasno w dzien, za ciemno w nocy ....
No i oczywiscie inni biegacze, ktorzy nie daj Boze biegaja wiecej od nas i zaliczaja wiecej kilometrow albo zaliczaja je szybciej. A to nieodwolalnie prowadzi do tego, ze (biorac pod uwage ze choroba pt. bieganie nie dotknela tylko mlodych) ze za dwa-trzy lata powstana nowe fora i grupy samopomocy- "Rekonwalescenci po operacjach urazow powstalych w wyniku biegania po polsku".