Gość: rumic
IP: *.dynamic.chello.pl
05.07.11, 10:23
Witam
Zacząłem biegać w ubiegłym roku, na wiosnę, moją motywacją była walka ze stresem i depresją. Trudno mi sie było pozbierać, bo astma powodowała poteżną zadyszkę juz po jakichs 100 metrach - od takich dystansów zaczynałem. Nie poddawałem się - zachęcił mnie casus Marit Bjoergen :)
Obecnie przebiegam jakies 30 kilometrów tygodniowo (3 razy x 10). Wszystko wyglada fajnie i generalnie jestem zadowolony, chociaż czytając polskabiega.pl wiem, że do formy maratońskiej to mi jeszcze daleko (10km to dla mnie godzina i więcej).
Jest jedna rzecz, która mnie troche zniechęca. Spodziewałem się, że przy okazji biegania pojawi się pozytywny efekt uboczny - spadek masy ciała. Rok temu, zanim zacząłem biegać ważylem 100kg, dzisiaj zważyłem się - 103kg. Diety w międzyczasie nie zmieniłem - jem cały czas to samo, unikam tłuszczów zwierzęcych i słodyczy (w jakiejkolwiek formie). Biegam długie dystanse i wolno (8-10 km w około 1:40h), nie unikam podbiegów.
Gdzie popełniam błąd?
Poddać - nie poddam się, bo najważniejsze są efekty antystresowo/antydepresyjne ale fajnie byłoby wrócić do jakiejś rozsądnej wagi (poniżej 80 kilogramów). Dobrze by to też zrobiło moim stawom i kregosłupowi. (ale sie rozpisałem, mam nadzieję, że to ktoś przeczyta)
pozdrawiam
Michał