Gość: Aska w strasznych
IP: 109.243.230.*
14.08.10, 22:52
Witam
Od razu przepraszam jeśli temat taki już był,ale nie mam sił szukac.
Dziś mój 6 miesięczny bąbelek wypadł z wózka.Mam ogromne wyrzuty
sumienia że nie dopilnowałam wszystkiego, mimo, że byłam dwa metry
od niego. Opiszę co się stało:
Wyszłam na spacer po osiedlu na którym mieszkam. Jest tam sporo
dzieci. Jedna z dziewczynek (ok. 7 lat) zapytala mnie czy moglaby
kawałek poprowadzić wózek. Szła obok mnie dumna że prowadzi wozek z
maluszkiem. Póżniej dziewczynka ta poszła się bawić i wróciła po
jakimś czasie na rolkach. Ja już wracałam do mieszkania. Poprosila
czu może kawaleczek jeszcze poprowadzić wózek. Zgodzilam się na moje
nieszczęscie. Dziewczynka jadąc na rolkach nie utrzymała rownowagi i
rączkę wózka tak nacisnęła że dotknęła nią aż do ziemi i wtedy mój
skarbek wypadł.
Najpierw usiadł, później oparł się rączkami i krawędź wózka, później
o kostkę brukową i wkońcu na nią upadł. Widziłam wszystko jak w
zwolnionym tempie. Byłam doslownie dwa metry od niego. Chcialam go
złapać... Sama nie wiem czy on zdążył się uderzyć czy złapałam go w
ostatnim momencie
Porwałam go natychmiast na ręce.
Plakał
Po kilku minutach na rękach uspokoił się całkowicie. Dałam mu pić -
nie zwymiotował. W domu oglądalam go centymetr po centymetrze. Nie
ma widocznych otarś ani zadrapań. Na główce też nie ma śladu.
Lekarz (kontakt telefoniczny) kazal mi Misiaczka obserwować i jesli
by się cos niepokojącego działo wtedy do szpitala przyjechać.
Proszę mi powiedzieć czy ten straszliwy wypadek może zaszkodzić
mojemu skarbkowi??? Poczucie winy chyba do końca życia nie da mi
spokoju.