strikemaster
19.05.10, 19:46
Telewizor twierdzi, że w prezydenckim Tu-154M autopilot działał do T -5 sekund od katastrofy. Powstaje więc pytanie, dlaczego nie został wyłączony przed lądowaniem. Chyba wszyscy zdawali sobie sprawę, że w na wojskowym lotnisku w Smoleńsku nie ma zachodniego systemu ILS, więc nie dało się wykonać automatycznego podejścia. Moim zdaniem są dwie możliwości, albo pilot nie umiał obsługiwać przyrządów pokładowych, co jest mało prawdopodobne, ale możliwe, bo samolot był świeżo po przebudowie. Druga możliwość jest taka, że "podmieniono" pilota i za sterami posadowił się np. generał Sił Powietrznych, który wiedział, że w kokpicie znajdują się migające lampki i brzęczyki (ovczywiście niemigające) i bardzo mu się tam podobało.