indeed4
05.06.10, 15:16
Rosyjscy piloci o błędach wieży kontrolnej
Coraz głośniej o winie Rosjan. I to w Rosji
"Widać było, że ludzie się zabiją. Zbyt długo milczał. Kontroler
powinien był bardziej stanowczo zażądać, by załoga odeszła na drugi
krąg" - tak oceniają zachowanie operatora z wieży kontrolnej
rosyjscy piloci TU-154M, których Echo Moskwy poprosiło o wskazanie
winych katastrofy.
Piloci i nawigatorzy w Rosji, którzy zapoznali się ze stenogramem
rozmów w kokpicie polskiego Tu-154M, przyznają, że błędy popełniła
załoga prezydenckiego samolotu. Jednak zgodnie twierdzą, że winę
ponosi też obsługa wieży na lotnisku w Smoleńsku. Ich opinie
zebrało w środę radio Echo Moskwy.
Zdaniem Nikołaja z Moskwy, kapitana samolotu Tu-154M, "kontroler
zbyt późno wydał komendę odejścia na drugi krąg". "Wydał ją dopiero
wtedy, gdy maszyna praktycznie była już na ziemi" - podkreślił.
"Błąd popełniła też załoga samolotu, od razu nie podejmując decyzji
o odejściu na drugi krąg. Błędem załogi było także to, że nie
przestudiowała podejścia na lotnisko; że nie zapoznała się z
profilem terenu, który się tam obniża. Ponadto nawigator posługiwał
się wysokościomierzem radiowym, a nie barycznym. W efekcie znaleźli
się poniżej glisady, tj. właściwej ścieżki zniżania. Gdyby się
przygotowywali do lotu, to zapewne wzięliby poprawkę na
ukształtowanie terenu" - oświadczył pilot.
Według Nikołaja, "zachętą do lądowania dla załogi Tu-154M mogło być
to, że ktoś przed nią wylądował (polski Jak-42)". "To mogło ich
sprowokować. Ktoś wylądował, to dlaczego my nie mielibyśmy
tego zrobić" - powiedział.
Zdaniem pilota, "nie wolno było podchodzić tym samolotem na lotnisko
wojskowe, na którym nie ma systemu lamp wysokiej
intensywności". "Lądowanie w warunkach dziennych przy takim
oświetleniu, jakie jest tam, przy widzialności 200 metrów, to
samobójstwo" - wskazał.
"Błąd kontrolera polegał również na tym, że nie wymusił odejścia
na
drugi krąg. Widać było, że ludzie się zabiją. Zbyt długo milczał" -
powiedział Nikołaj.
W ocenie Aleksandra, nawigatora samolotów wojskowych, załoga
polskiego Tu-154M zachowywała się nieprofesjonalnie. "Nawigator
stale podawał wysokość, jednak w czasie zniżania ani razu nie
skonfrontował jej z odległością od lotniska. Nawigator miał nalatane
na tym typie samolotu zaledwie 30 godzin. Mam poważne wątpliwości,
czy posiadał uprawnienia do lądowania przy minimum pogodowym tego
lotniska" - oświadczył.
Rosyjski nawigator zauważył, że "częstą przyczyną katastrof
lotniczych jest to, że załoga nie ufa przyrządom, lecz zdaje się na
swoje odczucia". "Zniżali się tak szybko, że nawet kontroler nie
nadążał z wydawaniem komend" - oznajmił. "Kontroler powinien był
bardziej stanowczo zażądać, by załoga odeszła na drugi krąg" - dodał.
Z kolei Aleksandr z Moskwy, nawigator Tu-154M, zwrócił uwagę, że
lotnisko w Smoleńsku nie jest przystosowane do przyjmowania
samolotów w takich warunkach, jakie panowały 10 kwietnia.
"Podejście do lądowania odbywa się tam z pomocą
dwóch radiolatarni. Nie mieli prawa schodzić poniżej 100 metrów.
Glisady jako takiej tam nie ma. Na wysokości 100 metrów trzeba
wyrównać samolot i przelecieć horyzontalnie do punktu 1 km od progu
pasa. Dopiero po minięciu znajdującej się w tym punkcie radiolatarni
można zniżać się dalej. Nie widząc ziemi na wysokości 100 metrów,
nie mieli prawa kontynuowania zniżania" - powiedział.
Według nawigatora, kontrolerzy mogli być niedoświadczeni. "To
kontrolerzy wojskowi. Zabrakło im bezczelności, by wydać komendę
natychmiastowego odejścia na drugi krąg. Powinni byli zrobić to, gdy
samolot był na 100 metrach" - podkreślił.
Także w opinii Aleksandra, "nawigator powinien był podawać nie tylko
wysokość, lecz również odległość od lotniska". "Nawigator był
niedoświadczony. Przy nalocie 30 godzin nie miał prawa
wchodzić do takiego samolotu" - powiedział.
Jako jedyny załogę Tupolewa w obronę wziął Andriej, były pilot z
Petersburga. "Błąd popełniła załoga. Chciałbym jednak wziąć ją w
obronę, gdyż znajdowała się pod presją. Nie miała jasności, czy ma
lądować, czy nie. Za plecami dowódca Sił Powietrznych. Plus (Lech)
Kaczyński, który nie podjął decyzji" - argumentował.
Również zdaniem tego pilota, "kontroler powinien był wyraźniej
zażądać przerwania zniżania". "Przy wyposażeniu
, jakie jest na tamtym lotnisku, przy widzialności pionowej poniżej
50 metrów, nie da się wylądować" - podkreślił.