pumuckl
15.06.10, 05:37
...ten wniosek mozna wyciągać przy czytaniu wywiadu ktore dał pilot Stefan Gruszczyk 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego w Wyborczej.
Co pana najbardziej dziwi w katastrofie smoleńskiej?
Płk. Stefan Gruszczyk: "Że nie mówi się o tym, jak źle lot prezydenckiej maszyny był zorganizowany...
I jeszcze jedna sprawa: symulatory. W liniach cywilnych trzeba na nich trenować raz na sześć miesięcy. Za moich czasów w 36. Pułku lataliśmy do Moskwy, Sankt Petersburga czy Kijowa raz w roku, trenując sytuacje awaryjne całą załogą. To niesamowicie dużo nam dawało. Wiadomo, kto z treningów na symulatorze Tu-154 zrezygnował (szef MON z ramienia PiS Aleksander Szczygło, który też zginął w katastrofie w Smoleńsku).
Gen. Anatol Czaban, szef wyszkolenia sił powietrznych, mówił niedawno, że załogi trenowały "na sucho" na samolocie. Czyli co, wchodzą do kabiny, wykonują jakieś czynności, ale niech im pan zrobi wtedy start kontynuowany czy przerwany na stojącym na pasie samolocie? Albo symulowane odcięcie silnika w jakiejś fazie lotu?"
Rosyjski Międzypaństwowy Komitet Lotniczy (MAK) stwierdził we wstępnym raporcie, że załoga była skompletowana ad hoc i mogło to mieć wpływ na katastrofę.
Gruszczyk: "Trudno się dziwić, skoro w specpułku zostało 1,5 załogi, bo reszta pouciekała do zdecydowanie lepiej płatnej służby w liniach cywilnych. Tam nie było z czego wybrać.
I lotnicy zaczęli odchodzić masowo - z przyczyn finansowych. To nienormalna sytuacja, bo w podobnych jednostkach jak 36. Pułk piloci na całym świecie mają jak u pana Boga za piecem, a nie martwią się, jak utrzymać rodziny."