agnostic5
15.01.11, 09:41
Zamach na rozum. Ten samolot nie miał prawa wystartować z Warszawy.
Prezydencki samolot, który rozbił się pod Smoleńskiem 10 kwietnia nie miał ważnego certyfikatu zdatności do lotu. Dowódca załogi kapitan pilot Arkadiusz Protasiuk 10 kwietnia nie chciał lecieć do Smoleńska, bo nie miał aktualnej prognozy pogody. Gdy odmówił do akcji miał wkroczyć dowódca sił powietrznych gen. Andrzej Błasik. Generał namówił jednak kpt. Protasiuka i to on zameldował prezydentowi gotowość maszyny do startu.
Jak ustaliła Rzeczpospolita, kapitan Arkadiusz Protasiuk, dowódca załogi Tu-154 lecącego do Smoleńska 10 kwietnia, nie miał uprawnień do lądowania Tupolewem w tak złych warunkach, jakie wtedy panowały.
Teraz sobie możemy skakać do gardeł. Rosjanie nie mają tu nic do rzeczy, niestety. Rosyjskie MSZ w marcu oficjalnie ostrzegało polskie władze, że lotnisko w Smoleńsku jest zaniedbane i nie nadaje się do przyjmowania samolotów rejsowych.
Polskie lotnictwo wojskowe to stajnie Augiasza.