To nie było "odchodzimy"!

20.01.11, 14:44
Po rewelacjach polskiej komisji i ujawnionym nowym słowem kpt. Protasiuka na wysokości 100 m, które miałoby być decyzją o odejściu, wiele osób zastanawia się nad tym dlaczego za tymi słowami nie poszły żadne działania przez całe 17 sekund.
Niektórzy usiłują udowodnić, że jednak odchodzili...
A wszystko ma tylko za cel udowodnienie za wszelką cenę bohaterstwa naszych lotników.
No to teraz przypomnijcie sobie jaka była podstawa chmur podana przez Jaka i rozsądzana przez załogę? To było 50 m.
Na czym polega szczur? Na zejście poniżej postawy chmur czyli w naszym wypadku poniżej 50 m.

I wracamy na 100 m i do słów Protasiuka, które potwierdza Grzywna... i nie czynią nic lub prawie nic.

To zachowanie staje się bardzo logiczne jeśli słowa te brzmiały "(p)odchodzimy"

Brak kontaktu z wieżą też jest wówczas logiczne. Ponieważ wiedzieli, że i tak na wieży g... widzą - nie odeślą ich zdecydowanie na II krąg, co mogło by całkowicie złamać ich plan.

"Podchodzimy" jest więc bardziej logiczne jak "odchodzimy". Spokój, brak reakcji na wrzaski wszystkich automatów - oczekiwanie na sygnał bliższej. I dopiero po nim coś się zaczyna dziać... Wylądowali by gdyby nie ta cholerna brzoza...
    • madameblanka Re: To nie było "odchodzimy"! 20.01.11, 15:43

      >dlaczego za tymi słowami nie poszły żadne działania przez całe 17 sekund.

      Jotes, z tego co wiem to Protasiuk powiedział 'odchodzimy' 2 sekundy wcześniej niz Grzywna, czyli 10:40:49 - i pokrywa się ze '100m' i 'w normie'. Reakcja w postaci przejścia na sterowanie ręczne było 5-6 sekund później - gdzie te 17 sekund (chyba że to czas do całkowitego rozp....samolotu)??
      Oczywiście tak czy siak za późno.

      mnie irytują te słowa:

      8.39.54 N: Czterysta metrów.
      8.40.02 2P: Tam jest obniżenie.
      8.40.04 2P: Tam jest obniżenie Arek.
      8.40.06 KPT: Wiem, zaraz będzie. Tam to jest taki.

      Czyli wiedzieli o jarze?


      • jot-es49 Re: To nie było "odchodzimy"! 20.01.11, 16:07
        Madame oczywiście masz rację - miało być 7 sekund. Błąd mój...
        Sam nie liczyłem. Pisał o tym "absurdello" lub "vobo". Przepraszam!
        Aaaa wszystkiemu winni ruskie....
        • vobo7 Re: To nie było "odchodzimy"! 20.01.11, 16:12
          jot-es49 napisał:

          > Pisał o tym "absurdello" lub "vobo".

          Na pewno nie ja. Ja się liczbami - brzydzę :)
          Póki co, można stwierdzić wyłącznie jedną osobę, która to napisała.
          • hankaskakanka Re: To nie było "odchodzimy"! 20.01.11, 16:19
            no wiedzieli o jarze, jesli byly watpliwoscie kiedy mowili o chmurach, mgle i dziurze, to ta rozmowa je rozwiewa.
            • jot-es49 Re: To nie było "odchodzimy"! 20.01.11, 16:34
              No ale wszystko jedno. Tak spokojne zachowanie i brak reakcji mogło być spowodowane tylko słowami "podchodzimy" ... no i wówczas jest to klasyczny w 100% CFIT.
              • absurdello A wg mnie nie, jest ku temu kilka powodów ! 20.01.11, 21:17
                Na początek, film z motolotni robiony na trasie końcówki lotu TU154M (widać tu też stację naprowadzania)

                Śladami TU154M

                1. Dowódca powiedział, że przy 400m już nie jest w stanie posadzić maszyny.

                2. Wiedział, że pilot IŁ-a Frołow, znający podobno to lotnisko, mimo 2 podejść, dał rady wylądować, a nie wiózł prezydenta tylko samochody więc nie miał presji by lądować jakby jajko wiózł.

                3. Zauważmy, że fakt niewylądowania Rosjan, zupełnie nie przejął dowódcy lotu. Także ta informacja nie została chyba przekazana dalej.

                4. Cztery minuty przed katastrofą a dwie minuty przed zniżaniem przyszła informacja z Jak-a, że widoczność się pogorszyła do 200m, co w połączeniu z informacją z punktu 1 wskazuje, że pilot dalej nie mógłby lądować i wg mnie nawet nie próbował.

                5. Wg mnie, to było podejście pro forma, by nie było gadania, że piloci nie zrobili wszystkiego by wylądować.

                6. Jeżeli założyć, że decyzja o nielądowaniu zapadła wcześniej, to wyjaśniało by wiele wpisów lub ich brak późniejszych:

                - brak pytania nawigatora "Decyzja?" na 130m, bo była zbędna, decyzja zapadła wcześniej
                - odejście w automacie bym rozumiał jako część teatrzyku pt. "Będziemy lądować" lub
                też jako, że "z automatu odchodzimy, nie próbując lądować"

                7. Wybrany kąt schodzenia był bezsensowny w tych warunkach, bo prowadził do miejsca przed jarem, który zaczyna się jakieś 2100m przed progiem pasa, gdzie przecież nie było sensu lądować bo byli jeszcze gdzieś 25-26 sekund od pasa i do tego w gęstej mgle.
                Poza tym wiedzieli o zagłębieniu ale możliwe, że nie o jego parametrach, więc szukanie ziemi w takich warunkach nie miało sensu.
                Dziwnym trafem ścieżka 5 stopniowa kończy się na poziomie pasa tuż nad bliższą stacją 1100m od pasa.

                8. Piloci dochodzą do miejsca 100m ciśnieniowe i ... tu następuje dziwna 6 sekundowa zwłoka z odejściem trwająca tyle co komunikaty TAWS-a i dopiero 2 pilot mówi:

                "W normie"
                "Odchodzimy"
                i bierze (myślę, że najpierw drugi a po przejściu najniższego punktu i przyszorowania o drzewa pierwszy) mocno za stery (wyłączając kanał podłużny autopilota) z opóźnieniem 4.8s.

                9. Samo rozpoczęcie odejścia sporo poniżej 100m wynika wg mnie z nienadążaniem za rozwojem sytuacji, opóźnieniami sterowania i bezwładnością samolotu, niedokładności przyrządów).

                Poza tym widać tu wpływ podnoszenia się terenu od odczytu 100m do pojawienia się sygnału alarmu RW mija ok. 2 sekund a w tym czasie:

                - samolot obniżył się o 2s*7m/s=14m
                - RW jednak wykrył spadek odległości do gruntu rzędu 35-40m

                czyli przez te 2 sekundy teren podniósł się o 21 do 26m, a tego piloci nie wiedzieli, bo przecież nie widzieli go, a z resztą nawet gdyby go widzieli to ocena wysokości terenu, przez okno samolotu przy prędkości rzędu 80m/s jest bezcelowe, bo i tak dane te będą spóźnione.

                Poza tym, z filmu widać, że teren jest wyjątkowo niewdzięczny do oceny wzrokowej z lotu ptaka. Można najwyżej stwierdzić, że jest tu zagłębienie ale trudno ocenić jak głębokie i jak dokładnie ukształtowane.

                Myślę, że oni po prostu nie uwzględnili zapasu wysokości na ewentualne niespodzianki. Lecąc 7 kwietnia w tym miejscu samolot był 70-75 metrów wyżej, więc podnoszenie się gruntu i zjadanie przestrzeni od dołu nie było tak niebezpieczne jak przy locie na 100m.

                Możliwe też, że pierwszy pilot widząc 7 kwietnia "zawieszenie" wskazówki RW, źle zinterpretował wpływ terenu i 10 kwietnia czekał na koniec zawieszenia, biorąc ten koniec za koniec zagłębienia. Dodatkowo lecieli na autopilocie stabilizującym parametry lotu co powodował, że świadomość pilota "wycieła" sobie, że samolot leci i przez te 6 sekund zwłoki autopilot wprowadził samolot wgłąb jaru, który usłużnie robił mu miejscie uciekając w dół ... a potem zmienił zdanie ...

                W locie 7 kwietnia widać (wykres 47, polecam tu wersję rosyjską, strona 179, bo w angielskiej są błędy w opisach na wykresie), że pilot wyłączył stabilizację podłużną i poprzeczną przed rozpoczęciem zniżania, pozostawił tylko automat ciągu.
                • maccard Re: A wg mnie nie, jest ku temu kilka powodów ! 21.01.11, 09:39
                  To ma sens. W innym świetle stawia też obecność gen. Błasika w kokpicie. Bo może on nie tkwił tam po to, żeby dopilnować lądowania, tylko żeby stworzyć alibi "Panie Prezydencie, chłopaki zrobili wszystko co w ludzkiej mocy, ale się nie dało".
                  • krzyto40 Re: A wg mnie nie, jest ku temu kilka powodów ! 21.01.11, 09:57
                    maccard napisał:

                    > (...) W innym świetle stawia też obecność gen. Błasika w kokpicie. Bo moż
                    > e on nie tkwił tam po to, żeby dopilnować lądowania, tylko żeby stworzyć alibi (...)
                    >

                    A moim zdaniem nie ma żadnego wytłumaczenia na obecność Błasika w kokpicie. Nie ma co gdybać, co by było, gdyby sie tam nie wtrynił. Nie zgadzam sie tez z opiniami, że MAK zrobił nadużycie podając do publicznej wiadomości stan trzeźwości pana B. - że był pasażerem, a pasażer może sobie golnąć i nikt nie ma nic do tego. No tak, ale Błasik wchodząc do kokpitu przestał byc pasażerem.
                    • maccard Re: A wg mnie nie, jest ku temu kilka powodów ! 21.01.11, 10:11
                      krzyto40 napisał:

                      > maccard napisał:
                      >
                      > > (...) W innym świetle stawia też obecność gen. Błasika w kokpicie. Bo moż
                      > > e on nie tkwił tam po to, żeby dopilnować lądowania, tylko żeby stworzyć
                      > alibi (...)
                      > >
                      >
                      > A moim zdaniem nie ma żadnego wytłumaczenia na obecność Błasika w kokpicie.

                      Ja nie mówię o legalności jego tam pobytu. Obecność generała w kokpicie była efektem chorej sytuacji wytworzonej przez Prezydenta Kaczyńskiego i jego brata. Sytuacji, kiedy ludzi przestrzegających zasad trzeba było chronić przed "miłosierdziem" Braci.


                      Nie
                      > ma co gdybać, co by było, gdyby sie tam nie wtrynił. Nie zgadzam sie tez z opi
                      > niami, że MAK zrobił nadużycie podając do publicznej wiadomości stan trzeźwości
                      > pana B. - że był pasażerem, a pasażer może sobie golnąć i nikt nie ma nic do t
                      > ego. No tak, ale Błasik wchodząc do kokpitu przestał byc pasażerem.
                      >
                    • jot-es49 Re: A wg mnie nie, jest ku temu kilka powodów ! 21.01.11, 11:19
                      MAK przeprowadził kompleksowe badanie ciał znalezionych w obrębie kokpitu (strefa 1). Ciało oznaczone nr 37 było na dodatek bez zapiętych pasów i wykazało zawartość alkoholu.
                      Po 2 tygodniach zostało zidentyfikowane jako należące kiedyś do gen. Błasika, nienależącego do załogi.
                      W CVR rozpoznano również jego głos...
                      To wszystko co było do udowodnienia...
                  • vobo7 Re: A wg mnie nie, jest ku temu kilka powodów ! 21.01.11, 10:06
                    maccard napisał:

                    > To ma sens.

                    I ma też cienkości:

                    a) po co było się tak szybko zniżać, jeśli się tylko chciało zrobić pokaz przelotu nad lotniskiem?
                    b) j.w. czyli - nie było kompletnie żadnego sensu w tzw. gonieniu ścieżki
                    c) nie było sensu ustawiać nastawników RW na 60m (wcześniej były przecież ustawione na 100)

                    Jeśli się chce - ze względów na bezpieczeństwo - wykonać wyłącznie przelot dla picu nad tym lotniskiem, to z pewnością nie można jednocześnie - w sprzeczności z tym bezpieczeństwem - wykonywać podczas podejścia zniżania z prędkością 8 m/s. Takoż żadnego sensu nie miałoby celowanie w okolicę bliższej radiolatarni. Główny pasażer się i tak na tym nie zna, więc nie stwierdzi czy odejście wykonano 1100 m od progu czy 100 m za progiem. Jeśli Błasik miałby zapewniać alibi, to można było lecieć dowolnie płasko, a nie idiotycznie stromo.

                    Chyba, że to nie Błasik miał zapewniać alibi, ale podejście miało zapewnić alibi wobec Błasika oraz roli, jaką w kokpicie miał odegrać. Roli - kontrolnej.
                    • maccard Re: A wg mnie nie, jest ku temu kilka powodów ! 21.01.11, 10:19
                      Wiem Vobo, że to ma cienkości. Ale 7 kwietnia też podobno szli taka ostrą ścieżką, więc może po prostu oni zawsze tak lądowali? Taki kawaleryjski fason i pewność swojej "najlepszości"?

                      Ja nie jestem ekspertem technicznym i na ten temat się nie wypowiadam, ale uważam, że trochę się znam na ludzkich działaniach w sytuacjach trudnych. I z tego punktu widzenia próbuję jakoś zracjonalizować to co się działo w kokpicie.

                      > Chyba, że to nie Błasik miał zapewniać alibi, ale podejście miało zapewnić alib
                      > i wobec Błasika oraz roli, jaką w kokpicie miał odegrać. Roli - kontrolnej.

                      Chyba, że tak. To też ma sens.
                      Ale trudno mi się pogodzić z myślą, że Dowódca Sił Powietrznych był durniem, gotowym z wazeliniarstwa ryzykować życiem.
                      • vobo7 Re: A wg mnie nie, jest ku temu kilka powodów ! 21.01.11, 11:14
                        Maccard,

                        7-go podchodzili wizualnie; widzieli co robią nawet, jeśli robili to stromo. Poza tym, 7-go oni zamierzali lądować, a nie udawać, że lądują, prawda? Innymi słowy, porównanie nie jest dostatecznie adekwatne.

                        Z kolei nie twierdziłem, że Błasik był wazeliniarskim durniem - w aż takim stopniu.

                        > próbuję jakoś zracjonalizować to co się działo w kokpicie.

                        No słusznie. Tylko czy my przypadkiem nie szukamy, ahem, kwadratowych jaj? :)
                        /wieczorem napiszę więcej; moja podzielność uwagi poszła już na łyk-end/
                • jot-es49 Re: A wg mnie nie, jest ku temu kilka powodów ! 21.01.11, 10:20
                  No witam Absurdello!
                  I zgadzam się z tobą i nie zgadzam zarazem. Od strony matematycznej nie będę z tobą dyskutował z przyczyn oczywistych. Tu bowiem chylę czoło przed tobą i twoimi matematycznymi dowodami na tym forum.
                  Zgadzam się również co do sposobu wizualnej oceny terenu "z lotu ptaka". Kto bowiem choć raz leciał samolotem i próbował, szczególnie w końcówce lądowania zauważyć jakiś szczegół ten nie będzie w ogóle na ten temat dyskutował. Rozmowy pasażerów są bowiem często bardzo zabawne: "O, zobacz, zobacz...eeeee!"
                  Również nie dyskutuję na temat wypowiedzi w kokpicie...

                  Ale odnośnie: co wiedział, co myślał, co zamierzał, co słyszał a czego nie - o tym akurat mogę. Już bowiem kiedyś pisałem, że w swoim życiu zajmowałem się m.in. psychologią pracy i wiem jak wiele nieracjonalnych działań podejmują ludzie będący w stresie. I wcale nie musi się on u nich uzewnętrzniać ani w głosie, ani w zachowaniu. Co wcale nie oznacza, że nie występuje. Jakże bowiem często, po pomyślnym wyjściu ze stresowej sytuacji słyszymy słowa: "ufff, całe plecy (czoło) mam mokre", "kurdesz, spociłem się jak..."
                  Świadczy to o tym jak wielkie napięcie nerwowe towarzyszyły mu w trakcie jakiegoś ryzykownego działania.
                  Dlatego też wątpię w to, iż oni z pełną premedytacją pakowali się w taką silnie stresogenną sytuację aby komukolwiek, cokolwiek udowodnić bo to bowiem świadczyłoby o bezgranicznej głupocie porównywalnej do całowania lwa pod ogon (przyjemność wątpliwa, ryzyko wielkie).
                  Dyskutowaliśmy tu wielokrotnie, że nie byli oni samobójcami, nie byli idiotami...
                  Zestaw sobie dwie wypowiedzi:
                  - Jak - tu jest wagina ale spróbować możecie (sens nie cytat)
                  - Na wieży po lądowaniu Jaka - mołodiec!
                  To tylko obrazuje zachowanie się ludzi w mundurach lotniczych niezależnie od ich narodowości.
                  Uwierz mi, że ja bym pewnie wyskoczył z wieży i dał w pysk pilotowi Jaka. A oni (pomimo nerwów i stresu) - mołodiec!
                  Czy sądzisz, że po wylądowaniu tutki nie biliby brawa załodze? Ja myślę, że tak...

                  A więc w świetle powyższego, bardziej jestem skłonny uwierzyć w to, że oni chcieli jednak wylądować, bowiem po to właśnie wybrali lotnictwo, bowiem być na "krawędzi" i czuć buzowanie adrenaliny to ich żywioł...
                  Prawdziwi piloci wojskowi... Bohaterowie czasu wojny...

                  Nigdy w życiu nie powinni latać z pasażerami...
          • jot-es49 Re: To nie było "odchodzimy"! 20.01.11, 16:31
            Trudno - przepraszam!
            Absurdello napisał!
            Miałem was dwóch do wyboru bo jakoś dziwnie z matematyki to tylko dodawanie pieniędzy... Z odejmowaniem znacznie gorzej...
            • vobo7 Re: To nie było "odchodzimy"! 20.01.11, 17:33
              jot-es49 napisał:

              > Trudno - przepraszam!
              > Absurdello napisał!


              Normalnie napisałbym, że być mylonym z Absurdello, to zaszczyt.
              Ale w wypadku ruskiego szpiega, trolla, propagandzisty, łeb brygadzisty (niepotrzebne dodać i pomnożyć) - to już nie wiem. Albo wiem: wtedy to nie jest zaszczyt ale sam szczyt, bez za.
              ;)
              • jot-es49 Re: To nie było "odchodzimy"! 20.01.11, 17:46
                O agencie z budy zapomniałeś;-)
                • vobo7 Re: To nie było "odchodzimy"! 20.01.11, 17:48
                  Za to pamiętam o agencie z Pesztu :)
    • pszb Re: To nie było "odchodzimy"! 20.01.11, 16:55
      Po tej konferencji Millera mam wrażenie, że tu się toczy jakaś dodatkowa gra w szachy za naszymi plecami.
      Na konferencji leci wybiórczo korespondencja z wieży, mylnie podawane są odchyłki samolotu od ścieżki, pojawia się słowo "odchodzimy", załoga nic nie robi, wnioski są takie, że Jarek i Antek się wściekają, wielka zadyma w sejmie, zamach - ścieżka śmierci, Kępa szaleje.
      I co się dzieje?
      Rosjanie pomyłek w odchyłkach nie prostują, dają pełne dialogi z wieży, widać, że nacisków nie było, był stres wywołany lecącym samolotem, w kabinie trwa oczekiwanie na decyzję, bo Prezydent jeszcze nie podjął, czas leci, pojawiają się pełniejsze analizy dyskusji w kokpicie.
      Pytanie o słowo odchodzimy/podchodzimy jest mocno uzasadnione.
      Ja tu widzę szachy, ale takie:
      pl.wikipedia.org/wiki/Szachy_trzyosobowe
      • vobo7 Re: To nie było "odchodzimy"! 20.01.11, 17:40
        pszb napisał:

        > w kabinie trwa oczekiwanie na decyzję, bo Prezydent jeszcze nie podjął, czas leci

        Pszb, a Ty wolisz podejście od Wschodu czy od Zachodu? Bo mam wrażenie, że ostatnio wystąpiły u Ciebie wyraźne preferencje (których uprzednio nie dostrzegałem). Rzeknę podobnie jak do migreniastej: bądź waćpan łaskaw swoich pleców z moimi nie utożsamiać:)

        A co do meritum: nie wydaje mi się, aby oczekiwanie na "decyzję prezydenta" miało mieć wpływ na wykonywanie podejścia przez załogę. Bo niby co, miałoby to być podejście wg techniki: schodzimy w dół aż do decyzji prezydenta? Wiesz, to zupełnie jak z wojskową koncepcją czasoprzestrzeni. Tyle, że decyzja prezydenta miała dotyczyć ew. wyboru lotniska zapasowego, natomiast wpływ tejże decyzji czy też jej braku na ścieżkę schodzenia wydaje mi się żaden.
        • pszb Re: To nie było "odchodzimy"! 20.01.11, 17:59
          Wyjąłeś zdanie z całości i uogólniasz ;)
          Całościowo to ja widzę jakoś potrójnie, ale nie piłem dzisiaj.
          Co do tego meritum, to technicznie masz rację, ale psychologiczny wpływ jakiś był.
          Ja wolę wcześniej wiedzieć gdzie jedziemy, a nie czekać w trakcie na łaskawe decyzje i konsultacje telefoniczne teściowej, przyznasz, że to irytujące, ale wpływu na technikę jazdy nie udowodni się przed sądem :P
          • vobo7 Re: To nie było "odchodzimy"! 20.01.11, 18:05
            pszb napisał:

            > Ja wolę wcześniej wiedzieć gdzie jedziemy, a nie czekać w trakcie na łaskawe decyzje i konsultacje
            > telefoniczne teściowej, przyznasz, że to irytujące


            Ależ jasne, że przyznam.
            Kolega Pszb przed znakiem ograniczenia prędkości do 40 km/h: "No to niech się Mamusia w końcu zdecyduje, czy jedziemy do teatru, czy do krawca, bo ja nie wiem czy mam teraz zwolnić do setki czy wystarczy do osiemdziesięciu!".
            • pszb Re: To nie było "odchodzimy"! 20.01.11, 18:34
              Sorry, ale droga do krawca nie miała ograniczenia, a przy teatrze wyszła mgła ;)
              Udajesz, że nie rozumiesz?
              • vobo7 Re: To nie było "odchodzimy"! 20.01.11, 18:49
                Niczego nie udaję. Twierdzę, że w twoim rozumowaniu tkwi błąd i rzeczone twierdzenie uzasadniam. Decyzja prezydenta czy też jej brak nie miały żadnego związku ze ścieżką podejścia. Można było podejście przerwać i powisieć sobie jeszcze z pół godziny czekając, aż się mlaskacz wymlaska decyzyjnie. Brak decyzji prezydenta o wyborze lotniska zapasowego nie stanowi żadnego przyczynku do stresu podczas niepotrzebnego/próbnego podejścia do lądowania.

                Jeszcze niejasne? Na lotnisko zapasowe kieruje się samolot później. Nie w trakcie podejścia, ale po nieudanym podejściu. A w trakcie, nie ma to żadnego kompletnie znaczenia. Czy teraz się jasno wyraziłem, czy będziesz udawał, że nie rozumiesz? :P

                • pszb Re: To nie było "odchodzimy"! 20.01.11, 19:59
                  Nie ma znaczenia co o tym ja myślę i co tym ty myślisz.
                  Znaczenie miało, co o tym problemie braku decyzji kapitan myślał.
                  Gdyby mu to wisiało, to nie było by tego w stenogramach.
                  Nie musimy się przekonywać, bo nie jesteśmy tacy sami.
                  Odczytując ruch samochodu z teściową zgadujemy jak bardzo był zirytowany kierowca przed wypadkiem i czy teściowa się przyczyniła, to wszystko.
                  Ja sądzę, że był zirytowany, przyjmuję twoje zdanie, że nie był.
    • state.of.independence Re: To nie było "odchodzimy"! 20.01.11, 16:57
      jot-es49 napisał:

      > Wylądowali by gdyby nie ta cholerna brzoza...

      Naiwny jesteś jak dziecko. Przecież tych brzóz tam było więcej, a kontrolerzy nie wpadli na pomysł żeby wybiec z wieży i wyrąbywać wszystkie drzewka na drodze samolotu.
      • imponeross Biedna brzozka... 20.01.11, 17:12
        state.of.independence napisała:

        > jot-es49 napisał:
        >
        > > Wylądowali by gdyby nie ta cholerna brzoza...
        >
        > Naiwny jesteś jak dziecko. Przecież tych brzóz tam było więcej, a kontrolerzy n
        > ie wpadli na pomysł żeby wybiec z wieży i wyrąbywać wszystkie drzewka na drodze
        > samolotu.

        To raczej biedna brzoza, ktora mogla sobie tam dalej rosnac spokojnie, ale jacys szalency ja scieli jednym machnieciem samolotowego skrzydla...
        • jot-es49 Re: Biedna brzozka... 20.01.11, 17:20
          Aha! Zatem sugerujesz, że to jednak był zamach.
          Zamach skrzydłem na brzozę...
          • state.of.independence Re: Biedna brzozka... 20.01.11, 17:28
            No i tak się zamachnęli, że brzoza poległa...
        • state.of.independence Re: Biedna brzozka... 20.01.11, 17:22
          Widocznie uznali, że początek kwietnia to ostatni moment na wiosenną wycinkę lasu. Byli tu na forum mądrale, którzy udowadniali, że Tupolew to przerobiony bombowiec, idealnie się nadający do wycinania drzew.
        • vobo7 Re: Biedna brzozka... 20.01.11, 17:47
          imponeross napisał:

          > To raczej biedna brzoza, ktora mogla sobie tam dalej rosnac spokojnie, ale jacys
          > szalency ja scieli jednym machnieciem samolotowego skrzydla...


          Ludzie, na mózg wam już padło z tą sowiecką propagandą, czy jak?

          Nasz bombowiec lecąc lotem koszącym (drzewa) zniszczył tychże drzew raptem kilka. Dwa tygodnie później ruscy wycięli niemal wszystko, co rosło na podejściu od okolic BRL począwszy. Dobrze, że nie wykosili trawy.

          Ja rozumiem umiłowanie Puszkina i Dostojewskiego, ale zachowajmy odrobinę proporcji, bo to się już żałosne miejscami robi.

          ---
          "Strasznie żal mi jodyny" /Bułhakow, też Rusek/
          • jot-es49 Re: Biedna brzozka... 20.01.11, 17:52
            Ej Vobo! Przecież doskonale wiesz, że po takim zamachu drzewa umierają stojąc.
            Rosjanie obecnie są bardziej chrześcijanami, co prawda wschodnimi, niż Polacy. Pochowali zatem te biedne drzewka, ot co!

            Ajajaj! Ale z ciebie nienawistnik jest ;-)
            • vobo7 Re: Biedna brzozka... 20.01.11, 17:59
              jot-es49 napisał:

              > Ajajaj! Ale z ciebie nienawistnik jest ;-)

              Zaiste, mój odruch wymiotny na widok wszelkiej propagandy niemal dorównuje wstrętowi do krupniku i owoców morza.
              • jot-es49 Re: Biedna brzozka... 20.01.11, 18:09
                Owoców morza również nie znoszę ale krupniku proszę mi tu nie obrażać. Nie jadłeś krupniku w moim wykonaniu więc to tak jakbyś nie jadł go wcale...
                Pojęcia nie masz...
                Quźwa! Smaku mi narobiłeś! Jutro robię krupnik...
                Zapach nawet na forum poczujesz!
                • vobo7 Re: Biedna brzozka... 20.01.11, 18:16
                  jot-es49 napisał:

                  > Quźwa! Smaku mi narobiłeś! Jutro robię krupnik...
                  > Zapach nawet na forum poczujesz!


                  I niechaj Ci pójdzie w płucka oraz w móżdżek na drugi krąg!
                  Ja jutro na forum nie wchodzę. W czasie, kiedy Ty będziesz robił krupnik, ja będę żarł własnoręcznie smażony na kamieniu filet mignon. Smacznego i wicewersja!
                • state.of.independence Re: Biedna brzozka... 20.01.11, 18:49
                  jot-es49 napisał:

                  > Quźwa! Smaku mi narobiłeś! Jutro robię krupnik...
                  > Zapach nawet na forum poczujesz!

                  Taki prawdziwy krupnik domowej roboty?! No to ja jutro albo się z talerzem melduję na forum, albo sobie zrobię swój :-)
                  • jot-es49 Re: Biedna brzozka... 20.01.11, 19:30
                    Najprawdziwszy! Taki jak mnie moja Matka nauczyła (no z moimi smakowymi modernizacjami), ale ten zapach, ten smaczek długo się czuje...

                    No nie wyrobię do jutra...
                    • state.of.independence Re: Biedna brzozka... 20.01.11, 19:43
                      Mniam, też chyba sobie muszę jutro ugotować, bo obawiam się, że nawet jakbym się chciała na krzywy ryj wprosić - tylko wirtualny krupnik by mi się dostał, a nie o to przecież chodzi :-)
      • jot-es49 Re: To nie było "odchodzimy"! 20.01.11, 17:18
        State oni te drobne gałęzie normalnie ścinali (kosiarka do brzóz). Ta jedyna stanęła im na kursie ścieżki, bo w rzeczywistości zaczynali się już wznosić i gdyby nie utrata skrzydła i ściągnięcie samolotu w lewo to wkrótce mieliby już czysto i być może nawet zauważyli by APMy...
        Ja tam nie jestem w wykresach dobry ale wychodzi mi, że już około 600 m dalej znaleźli by się nad pasem...
        • state.of.independence Re: To nie było "odchodzimy"! 20.01.11, 17:27
          Jotes, ale ja serio mówię, o tym że tam za dużo tych drzewek było i na dobrą sprawę to była rosyjska ruletka. Jak nie z lewej to z prawej mogło się trafić coś wysokiego, z grubym pniem. Jak nie pół sekundy wcześniej, to pół sekundy później, bo weź pod uwagę, że oni się wznosili, ale teren się chyba nawet ciut szybciej wznosił. Nie ma co nad tym gdybać, że brzoza winna bo im na drodze stanęła. Chyba to raczej oni się w brzozę wpakowali.
          • jot-es49 Re: To nie było "odchodzimy"! 20.01.11, 17:45
            State niewątpliwie masz rację. A moje gdybanie jakoś ni jak do tej brzozy się nie ma.

            Długo zastanawiałem się bowiem, podejrzewam, że nie ja jeden, jak to jest możliwe aby z takim spokojem wysłuchiwać coraz niższych wysokości bez żadnych reakcji.
            Z tym przyciskaniem "uchod" też mi się nie podoba od kiedy na jakimś, chyba avia.ru, rosyjskim forum przeczytałem zeznania pilota tutki, który stwierdził, że jeśli nie ma ILS tego przycisku się nie używa, bowiem on sam z siebie nie działa.
            Podobnie mówili w naszej telewizji piloci praktycy. To również chce sprawdzić nasza komisja na 102.
            Wiem, że oni byli dzieciuchami, ale nie wierzę aby o tym nie wiedzieli.
            A więc wykluczam jego wciskanie (bowiem z wcześniejszych rozmów wynika, że doskonale wiedzą, że ILS nie ma).

            Gotów jestem wycofać się ze swojej "spiskowej" teorii, że oni mówili "podchodzimy" tylko wówczas jeśli ktokolwiek w sposób wiarygodny udowodni mi, że po słowach "odchodzimy" podjęli jakiekolwiek działania...
            • leser.1 Re: To nie było "odchodzimy"! 20.01.11, 18:27
              Dziś obejrzałem sobie filmik kręcony w kokpicie Tu-154 przy podejściu do lądowania.
              Niestety - po Rosyjsku.
              Chyba lot instruktażowy. Dużo gadania.
              W pewnym momencie padają słowa "mechanika skrzydła" wypowiedziane przez mechanika, lub navi. (oczywiście po Rosyjsku).
              Jeżeli potraktować to wyrażenie jako żargonowe i będące potwierdzeniem wykonania czynności konfiguracyjnych płatów do przyziemienia, to mamy dwa nowe problemy.
              1. To nie gen.Błasik je wypowiada w kabinie "101", a to podważa rzetelność polskiego Raportu.
              2. Protasiuk przygotował samolot do przyziemienia. To też o Raporcie dobrze nie świadczy.
            • state.of.independence Re: To nie było "odchodzimy"! 20.01.11, 18:57
              jot-es49 napisał:

              > Gotów jestem wycofać się ze swojej "spiskowej" teorii, że oni mówili "podcho
              > dzimy"
              tylko wówczas jeśli ktokolwiek w sposób wiarygodny udowodni mi, że p
              > o słowach "odchodzimy" podjęli jakiekolwiek działania...

              Niestety w kokpicie kamery nie było, więc trudno na dobrą sprawę wyfilozofować co oni tam robili i jakie podjęli działania (lub nie podjęli). Może powiedzieli "odchodzimy" a tu nagle radiowysokościomierz zaczął pokazywać, że zbliżają się do ziemi, więc trafiła się okazja żeby trochę "przyszczurzyć" - spojrzał jeden na drugiego porozumiewawczo, wstrzymali się z tym odejściem, bo przecież zdążą... No i finał znamy. To jest też oczywiście takie moje gdybanie, ale komu z nas nie zdarzyło się przeciągnąć czegoś o tę jedną sekundę, może dwie, no niech będzie - o pięć sekund?
              • leser.1 Re: To nie było "odchodzimy"! 20.01.11, 19:30
                ale komu z nas nie zdarzyło się przeciągnąć czegoś o tę jedną sekundę, może dwie, no niech
                > będzie - o pięć sekund?
                >

                Chyba każdemu, ale w ich przypadku te 5 sek. to było krytyczne 40m. wysokości

                Kocham PiS
                • state.of.independence Re: To nie było "odchodzimy"! 20.01.11, 19:50
                  No tak, po fakcie to my teraz jesteśmy mądrzy i wiemy, że wyszło z tego sporo tych metrów. Ale piloci albo zapomnieli, że właśnie są nad jarem, albo nie przypuszczali, że zbocze bliżej lotniska jest bardziej strome i się nie wyrobią, albo w ogóle o tym nie pomyśleli. Jak się trafia okazja, żeby się czemuś lepiej przypatrzeć to większość ludzi na moment przenosi całą swoją uwagę na ten przedmiot. Przecież ja nie zarzucam pilotom, że się chcieli zabić i z rozmysłem się wstrzymali z odejściem, tylko być może wygrała taka wrodzona ciekawość z kategorii "jeszcze tylko jedną chwileczkę, może się uda".
            • 4cat1 Re: To nie było "odchodzimy"! 21.01.11, 09:58
              Co jest potrzebne do odejścia ? moc startowa silników , o uzykaniu której melduje II pilot na wysokości 80 m , a więc piesku do budy i jaja lizac jak stary pies mówi.Chciałeś dowów, to masz dowód , na dodatek na pytanie jednego z dziennikarzy , czy zanotowano wówczas rrh wolantem rzeczoznawca z komisji potwierdził ten fakt.
              Liżesz już te jajka mały kundelku ?
              • jot-es49 Re: To nie było "odchodzimy"! 21.01.11, 10:29
                Skretyniały kocie. Liż swoje jeśli jeszcze cokolwiek tam masz!
                Naucz się czytać ze zrozumieniem nie tylko ND i Fakt...
                Jak już się nauczysz wróć na szkolenie z czytania wykresów...
                • 4cat1 Re: To nie było "odchodzimy"! 21.01.11, 11:20
                  obnażyłeś swoje jajka - intelekt !
                  • jot-es49 Re: To nie było "odchodzimy"! 21.01.11, 11:29
                    Dobra intelektualisto! Klęknij pokornie przed radyjkiem i słuchaj dalej swoich specjalistów. Nie trać niepotrzebnie czasu na cudze jajka! Bo jak do tej chwili poza trollowaniem na forum nic konkretnego nie wniosłeś, bowiem faktem nigdy nie jest i nigdy nie będzie doniesienie medialne "jedna pani drugiej pani...".
    • joanna_on-line Re: To nie było "odchodzimy"! 20.01.11, 18:31
      jot-es49 napisał:

      > I wracamy na 100 m i do słów Protasiuka, które potwierdza Grzywna... i nie czynią nic lub prawie nic.
      To zachowanie staje się bardzo logiczne jeśli słowa te brzmiały "(p)odchodzimy"
      (...)
      > "Podchodzimy" jest więc bardziej logiczne jak "odchodzimy". Spokój, brak reakcji na wrzaski wszystkich automatów - oczekiwanie na sygnał bliższej. I dopiero po nim coś się zaczyna dziać... Wylądowali by gdyby nie ta cholerna brzoza...

      >
      jotes, złotko Ty moje ;-)))

      chyba zapomniałeś, że według polskiej komisji kpt. Protasiuk nie powiedział jedynie: "Odchodzimy"

      lecz "Odchodzimy na drugie zejście", co jak sam przyznasz kompletnie nie pasuje do twojej teorii ;/


      8.40.44 Głos w kabinie: Nic nie widać.

      TAWS: TERRAIN AHEAD

      8.40.45 1 Pilot: Odchodzimy na drugie zajście.

      Nawigator: Sto. Dziewięćdziesiąt.

      TAWS: PULL UP

      8.40.46 2 Pilot: Odchodzimy.

      Nawigator: Osiemdziesiąt, siedemdziesiąt.

      8.40.47 Nawigator: Osiemdziesiąt, siedemdziesiąt. Sześćdziesiąt, pięćdziesiąt.
    • bezpocztyonline Czyli wracamy do początków forum 20.01.11, 18:45
      jot-es49 napisał:

      > Po rewelacjach polskiej komisji i ujawnionym nowym słowem kpt. Protasiuka na wy
      > sokości 100 m, które miałoby być decyzją o odejściu, wiele osób zastanawia się
      > nad tym dlaczego za tymi słowami nie poszły żadne działania przez całe 17 sekun
      > d.
      > No to teraz przypomnijcie sobie jaka była podstawa chmur podana przez Jaka i ro
      > zsądzana przez załogę? To było 50 m.
      > Na czym polega szczur? Na zejście poniżej postawy chmur czyli w naszym wypadku
      > poniżej 50 m.
      >
      > I wracamy na 100 m i do słów Protasiuka, które potwierdza Grzywna... i nie czyn
      > ią nic lub prawie nic.
      >
      > To zachowanie staje się bardzo logiczne jeśli słowa te brzmiały "(p)odchodzi
      > my
      "

      Wszystko pięknie, ale:
      1. Protasiuk już wcześniej mówił, że w takich warunkach nie da rady wylądować.
      2. Dyrektor Kazana miał się zastanowić (a może zapytać szefa), co w związku z tym dalej robić.
      3. Czekali na decyzję prezydenta, na które lotnisko mają polecieć.
      4. I w tym oczekiwaniu "tak sobie" zeszli do decyzyjnej.
      5. Brak dowodu na bezpośrednie naciski ze strony prezydenta, by jednak lądować w Smoleńsku (chociaż "k..., nic nie widać")

      To dlaczego nagle pilot miałby na siłę próbować lądować choćby tym nieszczęsnym "szczurem", kiedy on tylko czekał w napięciu, aż usłyszy wreszcie "Mińsk" albo "Moskwa"?
      • zuzkazuzka111 i cóż Wam przychodzi do głów, jasnolice dziewice i 20.01.11, 18:57
        dzielni wojowie...

        po tym jak się okazało, że scenopis MAK z maja ma niewiele wspólnego z prawdą,
        oraz po raporcie MAK, który troszkę nie trzyma się kupy,
        a także po braku wielu dowodów na tezy tegoż raportu?

        baa...

        oczywiście:

        1. Kaczyński kazał lądować. I mimo, że śladu po tym nie ma nigdzie, to tak jest, ...bo tak..
        2. Wtedy zastraszona załoga wystawiła białą laskę za okno( laska miała parę metrów) i zaczęła ścinać drzewa na wysokości 3 metrów nad ziemią. A wszystko po to, by znaleźć szczura w lesie.
        Była mgła i machanie białą laską to był jedyny sposób na szukanie ziemi, bo załoga kompletnie nie miała pojęcia gdzie się znajduje a wszystkie wskaźniki nagle stały się dla niej obce, więc w pośpiechu je wyłączała jeden po drugim.
        Ten szczur to był cudowny szczur wyjaśniający wszystko. Taki szczur czarodziej.
      • jot-es49 Re: Czyli wracamy do początków forum 20.01.11, 19:15
        A jak ci się podoba dużo wcześniejsza wymiana zdań. Piszę z pamięci a więc nie podam czasu.
        Wyglądało to mniej więcej tak:
        - A ruski wylądowali - do Jaka
        - Ił podchodził dwa razy i gdzieś odleciał - z Jaka
        - Słyszałeś - drugi do pierwszego
        - Fajnie... mówi pierwszy.
        Co jest "fajnie", czy to, że ruskom się nie udało???
        Czy może to "fajnie" oznacza - my wam teraz pokażemy jak polskie orły lądują???
        • igor_uk Re: Czyli wracamy do początków forum 20.01.11, 19:36
          jotes,to ja zalozylem w swoim czasie watek,w ktorym zostanowialem sie,czy nie udana proba ladowania przez Rosjan ,nie mogla miec wplywu na decyzje polskiej zalogi.
          • leser.1 Re: Czyli wracamy do początków forum 20.01.11, 19:55
            Witaj Igor!
            Jeśli aktywność słowna nawigatora na tym filmiku jest normą, to jak ocenić zachowanie nawigatora na "101"?
            www.youtube.com/watch?v=Qe50R7Iufls
            • state.of.independence Re: Czyli wracamy do początków forum 20.01.11, 20:04
              Wtrącę się - po przeczytaniu stenogramów z wieży to ja nie wiem jak w ogóle oceniać zachowanie całej załogi. Bo porównując ich aktywność słowną z aktywnością Jaka czy Iła to wychodzi, że oni ogólnie dosyć mało z wieżą gadali. No tak, z jednej strony niby jak mieli gadać, jak oprócz dowódcy nikt słowa z siebie po rosyjsku wydusić nie umiał. Z drugiej strony - komunikacja tak z wieżą jak i między członkami załogi była niemal symboliczna.
              • igor_uk Re: Czyli wracamy do początków forum 20.01.11, 20:28
                wlasniwe state,oni nie tylko z wieza nie komunikowali sie,a i mieszy soba zadna informacja nie wymieniali sie.
                Tak naprawda,nikt nie pomogl Protasiuku w tak trudnym dla niego momencie.
                • state.of.independence Re: Czyli wracamy do początków forum 20.01.11, 20:35
                  Wiesz, Igor, mnie cały czas ciekawi, kto tych ludzi dobrał tak a nie inaczej. Że nie pomogli Protasiukowi? A byli w stanie? Potrafili? Podobno nawigator miał tylko 26 godzin doświadczenia na Tu. Czego przeciętny człowiek jest w stanie nauczyć się w 26 godzin?

                  A sam dowódca? No cóż, jak widział, że na nikogo z załogi liczyć nie może to niepotrzebnie się w tę mgłę pchał. Miał wszystkie dane ku temu, żeby nawet do próbnego lądowania nie podchodzić, nie mówiąc już o zniżaniu się poniżej 100 metrów.
                  • igor_uk Re: Czyli wracamy do początków forum 20.01.11, 21:00
                    state,sluszne pytania tawiasz.Wlasnie w odpowiedziach na nich,mozno wytlumaczyc zachowanie strony polskie-w calosci.
                    Przeciez Rzad ,nie zwracajac nie na nic,broni "racji",ktora tak naprawda w Swiecie nie da sie obronic, na urzytek wewnetrzny,bo moze sie przydac.
                    • state.of.independence Re: Czyli wracamy do początków forum 20.01.11, 21:16
                      Igor, tak jak odpisałam Jotesowi poniżej - moim zdaniem to przerzucanie winy na Rosjan to jest odwracanie kota ogonem przez osoby, które w jakiś sposób przyczyniły się do katastrofy. Bo ktoś przecież za ten bajzel i wyszkolenie pilotów był odpowiedzialny.
                  • jot-es49 Re: Czyli wracamy do początków forum 20.01.11, 21:03
                    State - z tych informacji, które ostatnio popłynęły wynika, że kompletowanie załogi nie miało nic wspólnego z wybieraniem.
                    Tylko oni byli do wyboru czyli wyboru nie było.
                    Dowodem na to jest wspomniany przez ciebie nawigator. Nawet nie to jest istotne, że jego nalot był tragicznie mały to przed 10 kwietnia ostatni raz leciał na tutce 2,5 miesiąca wcześniej...
                    Ci ludzie nawet dobrze ze sobą się nie znali nie mówiąc o wspólnych lotach, a już tym bardziej w takim locie. Świadczą o tym rozmowy między nimi. Niepewność co do roli każdego z nich. Pytania, które w załodze nie powinny w ogóle padać.
                    To jest po prostu tragedia.
                    Podobnie było w locie Casy...
                    • state.of.independence Re: Czyli wracamy do początków forum 20.01.11, 21:14
                      Jotes, ale skoro nie było żadnego wyboru to ktoś doprowadził do takiego stanu. Nie wiem kto: może wierchuszka 36 pułku, może ktoś jeszcze wyżej. I w moim odczuciu właśnie te osoby przyczyniły się w znacznym stopniu do katastrofy, wsadzając w fotele ludzi, którzy - jak piszesz - czuli się niepewnie w swoich rolach. I teraz robi się z tego przerzucanie winy na Rosjan, żeby jak zwykle urwać łeb sprawie i uciszyć szum.
                      • jot-es49 Re: Czyli wracamy do początków forum 20.01.11, 21:32
                        State - chyba już mnie poznałaś na tyle, że zdajesz sobie sprawę z tego, że wątek ten założyłem prowokacyjnie.
                        Nie może być tak do cholery, że maskując swoją indolencję, bajzel i tworząc przykrywki można zakrzyczeć prawdę.
                        Stan polskiej armii jest jaki jest a jedną m.in. z przyczyn jest działalność władz prawicowych od roku 89. Zresztą lewica też swoją cegiełkę w tym ma.
                        30 lat temu Jaruzelski, nie rozsądzam dobrze czy źle, pokazał światu jak może funkcjonować polska armia.
                        Potem ciągle było tylko gorzej.
                        Zaczęto usuwać z armii stare "komunistyczne" kadry. Skończyło się tym, że w pewnym momencie nie było tych co mogli swoje doświadczenia młodym, zabrakło tego ważnego elementu. Już nie młodzi a jeszcze nie starzy uciekli z wojska...
                        Macierewicz ze swoją komisją likwidacyjną WSI, następnie Szczygło działający ręka w rękę z L.Kaczyńskim dopełnili reszty zniszczeń.

                        Ci dwaj ostatni sami sobie zgotowali ten los. Przecież jeszcze 20 lat temu to taki Błasik mógłby zabiegać o pierwszą generalską gwiazdkę a nie o czwartą...
                        • state.of.independence Re: Czyli wracamy do początków forum 20.01.11, 22:09
                          Jotes, jaki jest stan polskiej armii to ja wiem. Mój bratanek, któremu się ani uczyć, ani pracować nie chciało, zgłosił się sam do wojska, bo coś w życiu robić trzeba (znaczy się rodzice mu awanturę zrobili i odmówili utrzymywania zdrowego chłopa po dwudziestce).

                          Po służbie zasadniczej został tam, bo luzik: dali pokoik służbowy w koszarach, wypłacają stałą pensję, robić nic w zasadzie nie trzeba, jak w weekend weźmie sobie dyżur to mu się z tego dodatkowe 3 czy 4 dni urlopu robią. Żeby było całkiem absurdalnie - od niego wiem, że wojsko to jest takie coś na poziomie harcerstwa (może wręcz zuchów???) za moich czasów. Najlepsze były opisy służby zasadniczej: strzelać nie strzelali za bardzo, bo kapral po dwa czy trzy naboje dziennie wydzielał. Czegoś tam zrobić się nie dało, bo nie było wcale. Coś innego trenowali tylko raz w życiu, bo pieniędzy nie było...

                          A śledząc doniesienia prasowe wychodzi na to, że piloci byli podobnie wyszkoleni: nie było symulatorów - nie ćwiczyli na symulatorach. Nie było paliwa i zapasowych opon - nie ćwiczyli lądowań. No i każe się nam wierzyć, że załoga się wyszkoliła w stopniu mistrzowskim trenując "na sucho" w kokpicie samolotu stojącego na ziemi...
                          • jot-es49 Re: Czyli wracamy do początków forum 21.01.11, 09:22
                            Dokładnie State! Czytam i nie mogę wyjść z podziwu jak bardzo wojsko chce chronić swoją d... zwalając winę na kontrolerów.
                            Ja tam osobiście wolę usłyszeć o "debeściaku" któremu zabrakło doświadczenia i żołnierskiego szczęścia, o błędach szkoleniowych i decyzyjnych po stronie polskiej bo oznacza to, że wiemy już czego należy się wystrzegać w przyszłości, niż o winie udowadnianej na siłę, rosyjskiej kontroli. To ostatnie bowiem świadczy o Polsce jak najgorzej i to właśnie staje się w oczach świata najgorszym "zaprzaństwem" współczesnej epoki. Nie podnosi na pewno autorytetu ni honoru naszego kraju.

                            Już nawet moje wnuczęta przestały się w ten sposób zachowywać: "to nie ja - to ona (on)" i pokornie przyznają się do swoich postępków... I wiem, że jest im przykro, ale wiem również jak niewiele słów krytyki potrzeba aby podobne zachowania nie miały miejsca. Inne tak, podobne nie...
            • igor_uk Re: Czyli wracamy do początków forum 20.01.11, 20:25
              leser.1 ,zachowanie zalogi polskiego TU-154M byla calkowicie nie normalna.W tak trudnych warunkach pogodowych,powinne padac co chwila jakies komandy,informacje.Zachowanie zalogi,moge wytlumaczyc tylko jednym-oni "szukali " ziemi ,to miala byc ta najwazniejsza informacja,reszta ich nie obchodzila.
              • leser.1 Re: Czyli wracamy do początków forum 20.01.11, 21:14
                Słyszałem dziś rozmowę niezależnego pilota, który powiedział, że z całą pewnością słowa "mechanizacja skrzydła" powiedział nawigator lub mechanik.
                Na pewno nie gen.Błasik.
                Na tym filmiku padają podobne słowa. "mechanizacja" "krana", lub "kryła"
                Nie znam rosyjskiego na tyle dobrze, by być tego pewnym.

                Czy jest możliwe, że na pokładzie "101" członek załogi mówi "mechanizacja skrzydła", co może oznaczać np.potwierdzenie wykonania czynności przygotowujących płaty do przyziemienia?
                Bo jeśli tak, to w polskim Raporcie jest "babol".
                • state.of.independence Re: Czyli wracamy do początków forum 20.01.11, 23:59
                  leser.1 napisał:

                  > Słyszałem dziś rozmowę niezależnego pilota, który powiedział, że z całą pewnośc
                  > ią słowa "mechanizacja skrzydła" powiedział nawigator lub mechanik.
                  > Na pewno nie gen.Błasik.

                  No bo któryś z tych chłopaków to powiedział, a Błasik tłumaczył komuś w tym samym czasie do czego mechanizacja skrzydła służy.

                  > Na tym filmiku padają podobne słowa. "mechanizacja" "krana", lub "kryła"
                  > Nie znam rosyjskiego na tyle dobrze, by być tego pewnym.

                  "Kryło" - czyli skrzydło po naszemu.


                  > Czy jest możliwe, że na pokładzie "101" członek załogi mówi "mechanizacja skrzy
                  > dła", co może oznaczać np.potwierdzenie wykonania czynności przygotowujących pł
                  > aty do przyziemienia?
                  > Bo jeśli tak, to w polskim Raporcie jest "babol".

                  To jest pewne, a nie tylko możliwe, a do tego to jest w stenogramach i nikt ich nie zakwestionował (mówię o tej naszej polskiej komisji). Poza tym, podchodząc do lądowania (nawet jeśli pilot jeszcze nie wie czy wyląduje, czy będzie musiał wrócić na drugi krąg) samolot musi być gotowy do przyziemienia, to znaczy jest wypuszczone podwozie i skrzydła też są w odpowiedniej konfiguracji.

                  Jeżeli czasem latasz samolotem to zwróć uwagę na skrzydła przy podchodzeniu do lądowania (czasem z wielkim hałasem zwiększają swoje wymiary, bo wysuwa się dodatkowy kawał blachy) oraz na wypuszczanie podwozia (słychać i trochę czuć takie "łupnięcie"). Przy ładnej pogodzie widać, że to jest robione jeszcze dosyć wysoko nad Ziemią. Później prawdopodobnie nie byłoby już na to czasu, bo piloci są zajęci przyrządami.

                  • state.of.independence Małe wyjaśnienie 21.01.11, 00:04
                    state.of.independence napisała:

                    > Przy ładnej pogodzie widać, że to jest robione jeszcze dosyć wy
                    > soko nad Ziemią. Później prawdopodobnie nie byłoby już na to czasu, bo piloci s
                    > ą zajęci przyrządami.

                    Tu oczywiście miałam na myśli wypuszczanie podwozia. A skrzydła wiadomo - bez odpowiedniego "przygotowania" tychże skrzydeł samolot w ogóle nie mógłby bezpiecznie się zniżyć.
        • bezpocztyonline Re: Czyli wracamy do początków forum 20.01.11, 23:43
          jot-es49 napisał:

          > A jak ci się podoba dużo wcześniejsza wymiana zdań. Piszę z pamięci a więc nie
          > podam czasu.
          > Wyglądało to mniej więcej tak:
          > - A ruski wylądowali - do Jaka
          > - Ił podchodził dwa razy i gdzieś odleciał - z Jaka
          > - Słyszałeś - drugi do pierwszego
          > - Fajnie... mówi pierwszy.
          > Co jest "fajnie", czy to, że ruskom się nie udało???
          > Czy może to "fajnie" oznacza - my wam teraz pokażemy jak polskie orły lądują???


          Niekoniecznie.

          Czytamy to, a nie słyszymy, więc nie słyszymy intonacji,a w intonacji jest nieraz 90% informacji zawartej.

          Mogło być tak, jak piszesz, ale równie dobrze to "fajnie" mogło być wypowiedziane sarkastycznie. Coś z gatunku "no to ładne nas warunki czekają, jak nawet Ruscy odlecieli".
Pełna wersja