ae911truthorg
17.11.12, 09:05
Kolejna porcyjka informacji zostaje "uwolniona".
Tym razem chodzi o intensywne prace serwisowe ? na pokładzie Tu-154 na kilka godzin przed wylotem. Niestety brak jest w zajawce komentarza, co konkretnie robiono. I pytanie zasadnicze - komu to służy. Wygląda jak ostrzeżenie - wiem, ale jeszcze nie powiem.
Mnie najbardziej zainteresował wątek psa. To on sprawdzał samolot pirotechnicznie.
Kuriozalne jest takie sprawdzanie, skoro 2 lata później spektrometry wykryły ślady....tutaj do wyboru, zależnie od ideologii.
Dzień przed katastrofą, 9 kwietnia 2010 r. wniesiono na pokład Tu-154M blisko tonę różnych urządzeń – wynika z dokumentów, do których dotarła „Gazeta Polska Codziennie”.
Skład apteczki technicznej, którą 9 kwietnia 2010 r. wniesiono na pokład rządowego Tu-154M nr 101, jest zapisany na kilku stronach A4. Przeważają urządzenia nawigacyjne, części zapasowe oraz wyposażenie lotniskowo-hangarowe niezbędne do wykonania obsługi technicznej. Kilka godzin później, między 3.30 a 5.00 rano, 10 kwietnia kilkuosobowy zespół funkcjonariuszy Biura Ochrony Rządu wykonał kontrolę samolotu.
– Półtorej godziny to zdecydowanie za krótko na szczegółową kontrolę. Funkcjonariusze sprawdzili samolot, jak to określamy, organoleptycznie, przeszli się z psem, który jest wyszkolony do wykrywania materiałów wybuchowych. Nie są jednak w stanie zbadać wszystkiego – mówi nam były oficer Biura. Przyznaje, że kompleksowe sprawdzenie każdego skrawka tupolewa musiałoby trwać przynajmniej trzy dni. – Zakładam, że samolot został właściwie sprawdzony, ale jedynie zakładam – dodaje.