norek.pl
17.11.12, 10:35
Pierwszy odcinek niewątpliwie sensacyjnej historii o znalezieniu w TU 134 śladów materiałów wybuchowych, który media rozgrzał do czerwoności, "omal nie podpalił Polski", "wyciągnął zawleczkę z prezesa", a w konsekwencji "wysadził PiS" i na długo utrwalił władzę PO, o kompromitacji znaczącego tytułu prasowego i jego dziennikarzy już nie wspominając.
Za to kolejny odcinek, potwierdzający (przez prokuraturę wojskową) obecność podejrzanych substancji również w drugim samolocie rządowym przeszedł niemal zupełnie bez echa. Na scenie politycznej, w telewizji, prasie, internecie zaległa głucha i jakby zażenowana cisza.
Czyżby dlatego, że ostanie odkrycie czyni coraz bardziej prawdopodobnym, że redaktor Cezary "Trotyl" Gmyz napisał jednak prawdę, a zbłaźnił się nie on, tylko wszyscy ci, którzy na fali rozpętanej histerii odsądzali go od czci i wiary?
O cała rzecz sprowadziłaby się do tego, że ślady materiałów wybuchowych w obu samolotach owszem były, ale z powodów zupełnie prozaicznych, a nie sensacyjno-zamachowych.