groteska53
06.12.12, 14:21
W NG i kilku innych stacjach pokazano/obejrzałem wiele katastrof (wypadków) lotniczych, które zdarzyły się w różnych krajach i w bardzo różnych okolicznościach. Wszystkie te katastrofy (wypadki) łączy jedno: informacja o nieprawidłowym działaniu maszyny. Informują o tym piloci (załoga), albo rejestratory pokładowe (czarne skrzynki i inne urządzenia pokładowe), które odnotowują jakieś anomalia w pracy maszyny. Występuje pewna tajemniczość bezpośredniej przyczyny.
Ostatnią katastrofą, jaki oglądałem było zderzenie w powietrzu Boeinga z Cessną, na etapie podchodzenia do lądowania tego pierwszego. Przyczyną katastrofy było zderzenie samolotów, ale pytanie o przyczynę brzmiało – dlaczego?
Po każdej takiej katastrofie (wypadku) lotniczym prowadzone jest drobiazgowe śledztwo, czasami wieloletnie, po to aby przyczynę usunąć.
Natomiast katastrofa smoleńska jest wynikiem najzwyklejszego w świecie błędu pilotów, jakich wiele (mniejszych bądź większych) popełniają ludzie za sterami samolotów. Z tym, że nie zawsze kończy się to katastrofą, czasami w takich przypadkach dopisze szczęście i jest „tylko” wypadek lotniczy.
W katastrofie smoleńskiej mamy do czynienia z przypadkiem lekceważącego wszelkie procedury lotnicze i zdrowy rozsądek lądowania przez pilotów „po omacku” (w warunkach braku widoczności), przez duży samolot pasażerski na lotnisku wojskowym (poligonowym) z archaicznym wyposażeniem. Piloci lądowali pomimo ostrzeżenia TAWS-a i komunikatów pull up.
W takich warunkach, jakie panowały wówczas na lotnisku smoleńskim, to ani przedtem, ani potem, żaden samolot nie podejmował nawet próby lądowania, i to na dużo lepiej wyposażonych lotniskach cywilnych w Warszawie, Poznaniu, Krakowie, Berlinie, czy Paryżu.
A zatem piloci lądowali pomimo braku widoczności i do ostatniej chwili mieli świadomość tego, co robią, tzn. lądują. Prowadzili spokojną wymianę zdań/komend/komunikatów i niecierpliwie wypatrywali ziemi (lotniska). Z powodu braku widoczności dopiero wtedy, gdy przed szybami zauważyli drzewa zorientowali się gdzie się znajdują. Ale wtedy było już za późno na cokolwiek.
Normalną pracę urządzeń i całej maszyny potwierdzają również rejestratory pokładowe.
W tej sytuacji należało wyjaśnić, dlaczego piloci zdecydowali się lądować za wszelką cenę, wbrew zasadom/regułom/standardom obowiązującym w lotnictwie.
W świetle dowodów udostępnionych publicznie (stenogram rozmów w kabinie pilotów, meldowanie przez Błasika Kaczyńskiemu o gotowości do lotu i obecność tego pierwszego w kabinie pilotów, brak decyzji LK o lądowaniu na lotnisku zapasowym) oczywistym jest, że główną przyczyną katastrofy było lądowanie w warunkach, w których lądować nie można było, a determinacja pilotów była spowodowana niewiarygodną wręcz presją ze strony LK.
Apologeci LK i JK chcą aby katastrofie smoleńskiej nadać taki sam walor, jak katastrofom, o których napisałem na wstępie.
Chcą przez to odwrócić uwagę od prawdziwych przyczyn katastrofy i jej faktycznego sprawcy.
Żal tylko tych niewinnych ludzi i tych młodych pilotów, którzy zginęli.