Radiostacje ratunkowe

01.01.13, 14:36
Ciekawy tekst:

hej-kto-polak.pl/wp/?p=65359
Miesiąc przed katastrofą w Tu-154 wyłączono radiostacje ratunkowe, stałą i przenośną, które w chwili katastrofy wysyłają sygnał odbierany przez stacje ratownicze na całym świecie. – Jeśli w Tu-154 miała miejsce eksplozja, uaktywniłaby ten sygnał, a moment jego wysłania, odnotowany w wielu krajach, odzwierciedlałby faktyczny czas katastrofy– mówi „GP” specjalista ratownictwa lotniczego.

W Tu-154, jak napisała w swoim raporcie komisja Millera, radiostacje zostały wyłączone, bo… zakłócały pracę innych urządzeń. Chodzi o dwie radiostacje, zamontowane podczas remontu w Rosji w 2009 r.: przenośną ARM – 406 AC 1 oraz ARM – 406P, zamontowaną na stałe w samolocie. Jak napisała komisja: „Zabudowana radiostacja awaryjno-ratownicza była wyłączona z powodu zakłóceń, jakie wprowadzała do pracy innych urządzeń pokładowych. Decyzję taką podjął Szef Sekcji Techniki Lotniczej 36 SPLT. Decyzję o wyłączeniu ELT [ELT to skrót od nazwy lokalizatora lotniczego – Emergency Locator Transmitter – przyp. red.] podjęto po stwierdzeniu zakłócania przez tę radiostację pracy odbiorników GPS1 i GPS2 w systemie UNS-1D podczas lotu z Krakowa do Warszawy w dniu 28.02.2010 r.” – stwierdziła komisja.


Ciekawa postać ten Szef Sekcji Techniki Lotniczej...
    • calun_torunski jednym slowem Tusk ladowal 7 kwietnia z wylaczona 01.01.13, 15:20
      radiostacja ratunkowa ...

      dramat
    • absurdello A wolała byś by samolot latał 01.01.13, 17:30
      z nadajnikami ratunkowymi zakłócającymi GPS-y używane do nawigacji ? Z dwojga złego bardziej przydatne są jednak w locie one niż nadajniki "czekające" na katastrofę, której przecież nikt nie zakładał podobnie jak lądowania na lotniskach zapasowych.

      Poza tym niedziałanie tychże nadajników dalej nie wyjaśnia po jaką cholerę piloci rozpoczynali podejście skoro wszystkie informacje pogodowe jakie otrzymywali z różnych źródeł mówiły o POGARSZANIU się pogody i to od poziomu już i tak 3x o ile nie 4.5 raza poniżej obowiązujących minimów dla Tu154m.

      Z tego co mówił płk Stroiński pięć dni po katastrofie, to do lotniska w Smoleńsku podchodzi się na dwie radiolatarnie (ОСП), a wg instrukcji Tu154m, przy takim podejściu obowiązują minima:

      1800m widoczności na pasie, a najpierw było 400m widoczności i spadło do 200m

      120m wysokości decyzyjnej, a z Jaka podano, że chmury się kończą GRUBO PONIŻEJ 50m czyli ze 120 czy 100m piloci by nic nie zobaczyli i powinni rozpocząć odejście z tej wysokości a to oznaczało, że ten manewr powinni rozpocząć ok. 2.5km od progu, tuż po komunikacie "2 na kursie i ścieżce", bo tam przecięli wysokość ciśnieniową 100m, co potwierdził i TAWS, i drugi pilot czytając "100 metrów"

      Wywiad z płk Stroińskim z 15 kwietnia 2010

      • zuzkazuzka111 Wolałabym, by samolot latał sprawny 13.01.13, 09:21
        prokuratura wypełniała swoje obowiązki, a rząd RP działał dla dobra Polski.

        Jeżeli ktoś wyłączył radiostacje ratunkowe, mimo, że "naprawa" nie była skomplikowana i miała trwać pół godziny, to należy zadać pytanie dlaczego to zrobił.

        Podobnie jak należy spytać, dlaczego na miesiąc przed wylotem tworzono notatkę z lotu do Tbilisi, którą zaraz po "katastrofie" wykorzystywano w celu godzenia w godność Prezydenta RP i kapitana Tupolewa.

        Jeżeli ten sam człowiek podpisuje się przy montażu dodatkowych krzesełek (montowanych tak naprawdę nie wiadomo dla kogo, bo ani pasażerowie Tuska, ani tym bardziej Kaczyńskiego ich nie wykorzystywali), to zbiegów okoliczności trochę już za wiele.

        Czy wpis o krzesełkach służy tylko i wyłącznie temu, by uzasadnić czyjąś ingerencję w ten samolot? Montaż krzesełek jest "wytłumaczeniem" grzebania przez kogoś w salonce. Może kogoś montującego materiały wybuchowe właśnie.

        Ciekawe, czy policzono, że faktycznie krzesełek było więcej.
Pełna wersja