widz102
22.04.13, 09:43
To co podał Gmyz me znacznie poważniejsze drugie dno, niż wszyscy myślą. Otóż oktogen/heksagen są składnikami przede wszystkim głowic kumulacyjnych w pociskach i rakietach przeciwlotniczych. I prawdopodobnie to właśnie z maniackim uporem przykrywają swoimi majaczeniami o zamachu Jarosław Kaczyński i Antoni Macierewicz. Bo tylko tak mogą próbować zamaskować fakt, że w OBU rządowych tupolewach stwierdzono (i wypuściła to kiedyś niebacznie bodajże komisja Millera albo któryś z jej członków) są TAKIE SAME ślady materiałów wybuchowych.
Bo co tam tymi tupolewami do Gruzji wożono w 2008 roku? O zestawach p-lot Grom zawierających wszystkie powyższe substancje wybuchowe w sieci aż gęsto (oksal, heksogen itd.) Wystarczy wrzucić w wyszukiwarkę słowa: "grom, gruzja, tupolew, 2008". Co ciekawe - od razu pokazuje się wpis Palikota. Aż go wkleję (choć Palikota nie szanuję - ale to akurat jest baaardzo ciekawe - bo pochodzi z ujawnionej przez Wikileaks bazy korespondencji dyplomatycznej):
"Rozmowa odbyła się 13 sierpnia 2008r , kilka dni po wybuchu wojny rosyjsko-gruzińskiej.
G. mówił wówczas, że Gruzja zwróciła się do Polski z prośbą o wyrzutnie rakiet przeciwlotniczych GROM i pociski przeciwczołgowe FAGGOT. Wniosek dostarczony został do ówczesnego ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego. Notabene to był pierwszy znany dokument, pochodzący z amerykańskich placówek dyplomatycznych w Polsce. W sumie ma ich być 972. Lech Kaczyński nie zastanawiał się długo. Złamał prawo i sprzedał Gruzji rakiety "Grom" z tzw. listy rezerwowej, czyli tym samym pozbawił Polskę obrony przeciwlotniczej na wypadek ataku.
Lech Kaczyński po sfinalizowaniu umowy, podpisał jako Zwierzchnik Sił Zbrojnych tajny rozkaz i rakiety zostały wysłane cywilnym Tupolewem 101, do kraju, który nie jest w UE i NATO.
Kaczyński lekką ręką oddał też, zdobyte przez polski wywiad kody startowe rosyjskich sił powietrznych, państwu, które nawet nie było naszym sojusznikiem. Rosjanie przechwycili polskie rakiety wraz z kodami jeszcze przed wojną z Gruzją, zdobywając tym samym niepodważalny dowód na udział polskich polityków w konflikcie. Żaden wywiad świata nie ujawnia i nie sprzedaje tak bezmyślnie, tego co przez lata zdobywał i o co walczył!
Jakby tego było mało, Lech Kaczyński sprzedał rakiety Gruzji, która nie miała pieniędzy by je kupić.
Zwrócono się zatem o pomoc do niejakiego El-Assira jednego z najważniejszych na świecie handlarzy bronią. Tego samego handlarza bronią, który w imieniu Katarczyków stanął do nieudanego przetargu o polskie stocznie. (...) Abdul El-Assir, w 2007r. poleciał do Tbilisi z zastępcą szefa Kancelarii Prezydenckiej Robertem Drabą, by sprzedawać Gruzinom polskie rakiety Grom. Co sobie myśleli urzędnicy Głowy Państwa Polskiego, firmując ręka w rękę z handlarzem bronią zbrojenie Gruzji, na rok przed wojną z Rosją? Była szefowa gabinetu prezydenta Elżbieta Jakubiak nazwała całą sprawę „powrotem do polityki jagiellońskiej”(sic!)
Jak pisała Agora, po wyborach w 2007 r sprawa sprzedaży rakiet do Gruzji była badana przez Sejmową Komisję ds. Służb Specjalnych. Nowi szefowie służb błyskawicznie zorientowali się, że prezydent poważnie naraził bezpieczeństwo państwa i powinien, za to odpowiadać przed Trybunałem Stanu. Wytworzyła się atmosfera wzajemnego szantażu. Prezydent nie ujawniał dokumentów WSI niekorzystnych dla rządu, a rząd nie wyciągał sprawy Gruzji niekorzystnej dla Kaczyńskiego. Tusk nie robi tego do tej pory.
Nawet wówczas, kiedy od tygodni Kaczyński podpala całą Polskę pytaniem, skąd wziął się trotyl w prezydenckim Tupolewie, Tusk milczy, bo kryje umoczonych kumpli. Jarosław doskonale, wie co woził jego brat tym samolotem. Nie przeszkadza mu to jednak cynicznie szczuć na siebie Polaków. Powtórzę jeszcze raz to, co powiedziałem wczoraj w sejmie. Kaczyński, twoje miejsce jest w więzieniu!"
Tyle Palikota. Teraz wiecie, dlaczego nadal nie mamy pomiarów z drugiego tupolewa jako tła?
Przypadkowo - przy okazji politycznego propagowania wariata Antoniego i jego sekty smoleńskiej - Gmyz dotknął baaardzo dużej sprawy. Ale jest za głupi i zbyt politycznie zafiksowany na sektę, by w ogóle zrozumieć, czego właściwie dotknął. Antoni wie, o co chodzi i stąd prawdopodobnie jego histeryczne coraz bardziej wrzaski o zamachu, tym bardziej, że naiwni łykają jak geś kluski. Yaro Trotyl też prawdopodobnie doskonale wie co robi - i co ma tak naprawdę zamaskować "trotyl w tupolewie". Z premedytacją szerzona histeria zamachowa jest im obu na rękę nie tylko z powodów politycznych. Gdyby nie ona - już dawno by ktoś przytomny publicznie zapytał , co i dlaczego Lech Kaczyński woził tupolewem do Gruzji. Odpowiedź na to pytanie zniszczyłaby PiS, pamięć Lecha K. i do szczętu - Jarosława K. Ale na to polscy dziennikarze - stojaki do mikrofonów - są po prostu za głupi.
-----------
Jarek? Polskę kocha prawie jak siebie. Tylko Polaków nienawidzi.