Gość: Deneb
IP: 78.133.244.*
08.10.10, 11:52
Moje małżeństwo jest już na skraju rozsypki. Trzymają nas jeszcze sprawy materialne, organizacyjne i fakt, że co prawda jako para się nie sprawdziliśmy, ale nadal się lubimy i potrafimy ze sobą rozmawiać. Z mojej strony jest jeszcze jeden czynnik, który trochę powstrzymuje mnie przez pójściem do adwokata. Otóż mam wrażenie, że po odejściu od męża już nigdy sobie nikogo nie znajdę. Wynika to chyba z faktu, że mąż był moim jedynym facetem. Przed nim nie miałam nigdy chłopaka, co więcej żaden inny mężczyzna nie okazał mi zainteresowania. Jestem raczej typem, z którym się kumpluje, niż podrywa. Zresztą ja i mój mąż na początku byliśmy przyjaciółmi, a dopiero potem wynikło z tego coś więcej. Nie mam więc zupełnie doświadczenia, jeżeli chodzi o związki, bo byłam tylko w jednym, który na dodatek nie wypalił. Wydaje mi się, że nie jestem atrakcyjna dla mężczyzn skoro przez całe moje życie nikt mnie nie próbował poderwać, nikt się mną nie zainteresował na gruncie damsko-męskim. Ja zakochiwałam się bez wzajemności w facetach, którzy nie zwracali na mnie uwagi, albo w najlepszym razie, traktowali jak dobrą koleżankę. Nie jestem żadną pięknością, raczej bym powiedziała, że jestem zupełnie przeciętna. Zdaję sobie jednak sprawę, że w tym braku zainteresowania facetów moją osobą nie chodzi jedynie o wygląd. Brak mi poczucia pewności siebie, nie umiem flirtować, a jak zdarza mi się usłyszeć jakiś komplement, to traktuję go podejrzliwie. Nie wiem, jak wyjść z tego impasu i uwierzyć, że mogę się komuś w przyszłości spodobać, że może czeka na mnie kolejny związek, skoro wydaje mi się, że w moim przypadku to niemożliwe. Jak mam zbudować swoje poczucie wartości jako kobieta, skoro z zewnątrz nie dostaję żadnych sygnałów świadczących o tym, że mogę być atrakcyjna, a na dodatek rozpad mojego małżeństwa zdaje się potwierdzać, że nie jestem osobą, o którą warto się starać i walczyć?