Gość: rozwazna35
IP: *.internetdsl.tpnet.pl
21.11.10, 11:18
Pisałam niedawno do Pani, jak wzmocnić poczucie własnej wartości. Jeszcze raz dziękuję za odpowiedź.
Niestety, okazało się, że moje obawy były słuszne i intuicja podpowiadała, że jednak jest coś nie tak w moim obecnym związku.
Z obecnym partnerem jestem od prawie 1,5 roku. Wszystko do tej pory układało się dobrze. Dbał o mnie, pomagał, wykazywał zainteresowanie moją córką. Poznaliśmy swoje rodziny i od czasu do czasu z jego strony padały wizje wspólnej przyszłości. Starałam się nie naciskać, ani nie wymuszać niczego.
Jednakże od jakiegoś czasu zauważyłam jego zmniejszone zaangażowanie. Średnio zawsze spotykaliśmy się 2 razy w tygodniu (oboje mamy pracę zmianową), ale prawie codziennie był kontakt telefoniczny.
Wyjechał ostatnio do mamy pomagać jej w remoncie, nawet nie zadzwonił, czy dotarł. Jak ja zadzwoniłam to był wyraźnie niepocieszony. Czasem były takie dni, gdy nie dawał w ogóle znaku życia, tak jakby nie interesowało go w ogóle co się ze mną dzieje.
Wiedziałam, że w końcu wybuchnę. A wybuchłam po jego stwierdzeniu, że on się chyba nie nadaje na ojca (powiedział tak po tym jak moja córka była niegrzeczna).
Przeprowadziłam z nim szczerą rozmowę. Niestety nie potrafię takich rozmów prowadzić na zimno, trochę się popłakałam. Ale to, co usłyszałam od niego bardzo mnie przeraziło.
Powiedział, że on nie potrafi mówić o uczuciach (kiedyś już o tym wspominał i byłam tego świadoma, okazywał je w inny sposób), że boi się, że często będzie dochodzić do takich konfrontacji między nami, gdyż ja potrzebuję codziennego zapewniania o uczuciach, a on tak nie potrafi. Że w momentach, gdy ma problemy odcina się od wszystkiego, z nikim się nie kontaktuje (rzekomo ma teraz ciężki okres w pracy). Tak było również dokładnie rok temu, wtedy rozstaliśmy się na miesiąc.
Ale zaniepokoiło mnie jeszcze jedno, mianowicie on czasem wchodzi na czat i rozmawia z ludźmi (zapewne z kobietami). Sam się do tego przyznał już prawie na początku związku, choć wiedział, że mi się to nie podoba. Określił, że jest erotomanem gawędziarzem i lubi czasem pożartować, również z koleżankami w pracy, choć jak jest w związku to wyznaje zasadę wierności.
Na gg wrzuca czasem jakieś opisy, których nie rozumiem. Wnioskuję więc, że skierowane są do kogo innego (być może do znajomych). Niepokoi mnie w tym to, że mam wrażenie, że emocjonalnie nie jesteśmy ze sobą blisko, gdyż wiele rzeczy o nim nie wiem. Pisze do innych jednocześnie nie mając ochoty na rozmowę ze mną, nie martwiąc się co sie u mnie dzieje, czasem zbywając jak zadzwonię. Jak mu o tym powiedziałam, to stwierdził, że nie da się zamknąć w złotej klatce. I że są rzeczy z jego przeszłości, o których mi nigdy nie powie. Że jest krąg znajomych, których nigdy nie poznam bo to jest przeszłość. Że ma swoje akwarium, do którego mnie nie wpuści. Że dla niego związek nie jest celem, jest dopełnieniem życia.
Że w naszym mieście (on pochodzi z innego, ponad 300 km stąd) jest mu źle, bo tu ma tylko mnie i jednego przyjaciela, a w jego rodzinnym mieście jego horyzonty były większe. Że te jego rozmowy na czacie to m. in. sposób, aby mieć większe okno na świat.
Jak spytałam go o zdradę, to powiedział, że jest mi wierny. A zdrada emocjonalna? Zadałam mu takie pytanie, stwierdził, że w takim razie mnie zdradza.
Nie wiem co o tym myśleć. Mam ochotę zakończyć ten związek, bo dla mnie bliskość również emocjonalna jest b. istotna. Osobiście jak jestem w związku nie mam potrzeby rozmów z obcymi meżczyznami, rozumiem ze znajomymi, można od czasu do czasu pogadać. Ale w momencie totalnej izolacji od rozmów ze mną rozmawiać z kimś innym jest dla mnie nie do przyjęcia. Po prostu tego nie rozumiem. On powiedział, że dla niego to jest jak spowiedź, a do spowiedzi lepiej się idzie do księdza niż do żony i że to tylko komputer, tak to okreslił.
Co o tym myśleć Pani Ewo? Okazało się, że znów facet miał ode mnie wszystko, co potrzebował, a to co ja potrzebowałam było niejako ignorowane. Mamy jutro przeprowadzić rozmowę. On powiedział, zebym wyraziła to czego ja oczekuję, a nie koncentrowała się na nim, bo jak będę na niego naskakiwać, to on zawsze będzie tak reagował. Poza tym czas płynie, nie ukrywam, że chciałabym ułożyć sobie w końcu życie. Męczą mnie takie związki bez poważnych deklaracji, Wygląda na to, że kolejne 1,5 roku zmarnowałam.