Dodaj do ulubionych

Czy uda mi się odbudować ten związek???

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.11.10, 12:06
Nasze małżeństwo trwa 15 lat. Mamy 2 dzieci razem dorobiliśmy się pięknego domu z dużym ogrodem - dokładnie takiego o jakim kiedyś marzyliśmy. I w momencie, w którym wydawało mi się, że wszystko jest już poukładane, cały mój świat - moja rodzina - się zawalił. Wyszło na jaw, że żona mnie zdradza, z dotychczas naszym wspólnym, miłym kolegą. Fakt, że ostatnich parę lat było trochę chłodniejszych od tych z początku małżeństwa i zdażało nam się zrobić drugiej osobie coś niemiłego - jak to w życiu. Nie wyobrażałem sobie nigdy jednak, że taki będzie tego finał. Chcę odbudować nasz związek, deklaruję chęć wybaczenia i chęć zrobienia wszystkiego, aby żona czułą się przy mnie bezpiecznie i dobrze. Codziennie powtarzam jej, że bardzo ją kocham, i że bardzo mi na niej i na szczęściu naszej rodziny zależy. Stawiam tylko jeden warunek - zerwanie z NIM. Żona mówi, że nie chce ode mnie odchodzić, ale tylko ze względu na dzieci i ze względu na to, że jej będzie trudno radzić sobie organizacyjnie. Jej zachowanie wskazuje na to, że nie przejawia chęci odbudowy zdrowego związku. Nie pozwala mi się do niej zbliżyć. Mówi mi, że z NIM zerwała, ale je wiem, że są w stałym kontakcie (wiem na 100%). Mówi też, że nie może mi obiecać, że bez NIEGO wytrzyma, gdyż go kocha. Czy jest sens trwać w takim związku? Czy dla dzieci jest to na prawdę lepsze niż dobry kontakt z obojgiem rozwiedzinych rodziców? Coraz bardziej wątpię, że wszystko co robię dla odbudowy rodziny ma sens.
Obserwuj wątek
    • ewa.zeromska Re: Czy uda mi się odbudować ten związek??? 23.11.10, 13:50
      Witam cię,
      Niestety nie da się nikogo przymusić do miłości, a twoja żona najwyraźniej ulokowała uczucia gdzie indziej. Myślę, nawet, że twoje codzienne zapewnianie o miłości, tylko ją denerwuje.
      Czy ty jesteś pewien, że byłbyś w stanie kontynuować związek, bez miłości, bez pożądania, niby dla dzieci, a wszystko dlatego, że w tle jest piękny dom z ogrodem?
      Myślę, że powinniście dać sobie pewien czas na ostateczne podjęcie decyzji - co dalej?
      Proponuję wręcz wyznaczyć termin, kiedy to wrócicie do rozmowy.
      Ale weź pod uwagę jedną rzecz.
      Twoja żona kocha innego mężczyznę i wyraźnie to deklaruje.
      Nie powinieneś pozwolić na to, żeby kochała innego, a z tobą była, bo to ułatwia jej organizację dnia.
      Co to za argument!!!
      Już bardziej poniżyć cię nie może.
      A jeśli chodzi o dzieci. One nigdy nie powinny być kartą przetargową w małżeńskich problemach. Dzieciom nie jest dobrze w sztucznym, zimnym związku rodziców. Nie są głupie, doskonale wyczuwają atmosferę, nie da się ich oszukać pozorami.
      Naprawdę podziwiam twoją determinację, ale żeby coś z tego wyszło musi być przynajmniej dobra wola z drugiej strony. Ja jej nie widzę, ale może się mylę.
      Pozdrawiam
    • urko70 Re: Czy uda mi się odbudować ten związek??? 23.11.10, 14:17
      Również nie widzę dobrej woli ze strony Twojej żony. Traktuje Cię przedmiotowo, jak źródło finansowania.
      Żeby cokolwiek uratować potrzeba woli obu stron, z tego co piszesz u niej nie ma tej woli.

      Uważaj aby nie zabrała Ci dzieci i po rozstaniu nadal nie traktowała Cie jak skarbonki, z której się tylko wyjmuje, będziesz płacił i nic nie miał do powiedzenia.

      W razie trwania w takim układzie pamiętaj że dzieciom przekażecie wzorce chłodnego związku, nie pokażenie im jak kobieta i mężczyzna powinni ze sobą być (rozmawiać, przytulać się, kochać się etc). Dzieci w przyszłości powielą te wzorce i to będzie Wasza wina.

      Rozstać się w możliwie cywilizowany sposób, ustalić najlepsze dla dzieci warunki opieki i kontaktów.
            • potwor_z_piccadilly Re: Czy uda mi się odbudować ten związek??? 23.11.10, 22:18
              Gość portalu: saab9600 napisał(a):

              > Słusznie, ale najpierw to musi zebrać dobre kwity na "żonę", bo inaczej to pewn
              > ie straci dużo i z majątku i z dobrego imienia, o dzieciach nie wspominając.

              Olać majątek. Jeśli on go zgromadził, to zgromadzi następny. Dobry prawnik jednak przyda się.
              Ciebie superficjus utwierdzam. Kończ to i w dodatku w try miga bo tracisz czas.
              Niezwłocznie do prawnika i poznasz prawdziwą reakcję małżonki. To będzie dla niej test. Będzie się musiała zdeklarować.
              Tak na marginesie, to coś ty jej zrobił że taki na ciebie zagięła parol ?

              • Gość: superficius Re: Czy uda mi się odbudować ten związek??? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.10, 07:44
                Co ja jej zrobiłem? Doprawdy nie wiem. Podejrzewam, że po prostu znudziła się codziennością. Bo co innego jest każdego dnia, dzień po dniu wykonywać swoje domowe obowiązki, a co innego mieć coś extra na boku. W spotkaniach z NIM nie rozmawia przecież o tym kto odbiera dzieci, czego w domu brakuje, co trzeb zrobić, skąd wziąć na to pieniądze itp. W spotkaniach z NIM są tylko dla siebie i cała reszta świata nie istnieje.
                Parę lat temu żona podjęła pracę społeczną w pewnej organizacji. To ją pochłonęło całkowicie. Niechętnie na to patrzyłem, gdyż zdawałem sobie sprawę, że dla rodziny z tego może wyniknąć tylko coś złego. Niechętnie, ale akceptowałem. To wtedy trochę się od siebie oddaliliśmy. Ja miałem poczycie, że dobro jej organizacji jest dla niej czymś ważniejszym niż rodzina. Zwracałem jej na to uwagę, ale zwykle reagowała agresywnie. Przestała wyjeżdzać ze mną (a właściwie z nami) na wkacje. Ja sam brałem dzieci i spędzałem z nimi urlop trochę u mojej rodziny, trochę na wczasach. Coraz rzadziej odwiedzaliśmy naszych znajmomych, a w konsekwencji oni nas. W ten sposób zostałem prawie zupełnie odizolowany od kontaktów towarzyskich. Moje propozycje zaproszenia kogoś na obiad, grila czy tak po prostu coraz częściej spotykały się z kategoryczną odmową. Poza tym odnoszę wrażenie, że żona bacznie mnie oserwuje wyłapując wszelkie potknięcia słowne, czy moich zachowań i buduje swoją, nieprawdziwą wersję obrazu mojej osoby. Długo by opowiadać, a nie chcę tutaj zbyt przynudzać.
                • eastern-strix Re: Czy uda mi się odbudować ten związek??? 24.11.10, 14:33
                  Wybacz, ale dla Twojej pani jestes jedynie bankomatem. Sama przyznala,ze nie chce rozwodu, bo jej sie podoba, jak zyje. Chcialaby miec ciastko i zjesc ciastko.

                  Jesli zostalo CI jeszcze troche godnosci to proponuje odzyskac kontrole nad swoim zyciem - wtedy zona zrozumie,ze decyzje lacza sie z konsekwencjami.

                  Co do dzieci to pomysl, jaki przyklad im dajecie skoro zona ma romans i traktuje cie jak wycieraczke. Jak by mi moj maz powiedzial,ze mam nie zapraszac znajomych i ze on ma kochanke ale ze mna zostanie ze wzgledow organizacyjnych, to bym sie wsciekla. przeciez to jest dowod totalnego braku szacunku dla Ciebie i zawlaszczenia Cie.

                  O majatek sie nie boj. Znajdz dobrego prawnika, ktory Ci powie jak dostac rozwod z orzeczeniem o winie malzonki.

                  Zazwyczaj mam wiecej sympatii wobec kobiet, ale bezczelne ciupcianie kolegi na boku i domaganie sie nieponiesienia konsekwencji i zrozumienia u meza to jest ostatnie chamstwo.
                • ewa.zeromska Re: Czy uda mi się odbudować ten związek??? 24.11.10, 15:23
                  Wracam jeszcze raz do ciebie, bo po przeczytaniu twojego ostatniego wpisu, odnoszę wrażenie, że w tym związku, ona zachowuje się jak zły mąż, a ty jak dobra żona.
                  Niestety penie nie da się tego odwrócić. Zapewniłeś jej dobry byt, ale było jej nudno, pusto.
                  Może dlatego, że nigdy tak naprawdę cię nie kochała.
                  Przepraszam, wiem, że to bolesne, ale widać, że jesteś przyzwoitym facetem, więc nie możesz być tłamszony przez egoistyczną żonę.
                  Internauci mają rację. Przyda ci się dobry adwokat.
                  Pozdrawiam i życzę rozwiązania problemu
                  • Gość: Magdalena Re: Czy uda mi się odbudować ten związek??? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.10, 15:31
                    > Internauci mają rację. Przyda ci się dobry adwokat.

                    Pani Ewo, na litość boska, Pani jest profesjonalistką, tak nie można!
                    Co Pani wie o tej parze?? Tyle tylko co jedna strona napisała!
                    Nie sądzi Pani, że warto posłuchać obu wersji zanim doradzi się tak radykalny krok??
                    Zdaje sobie Pani sprawę, że jest dla wielu osób autorytetem na tym forum i Pani rady mogą nieść za sobą konkretne konsekwencje??
                    • ewa.zeromska Re: Czy uda mi się odbudować ten związek??? 24.11.10, 15:58
                      Proszę przeczytać wszystkie wpisy, w tym samego autora. To on sam, ma dosyć tego małżeństwa i dochodzi do ściany.
                      Ja nigdy nie zachęcam do rozwodów, ale bywa też i tak, że dobry adwokat jest w stanie tak podziałać, że niektórym wraca rozum. Z mojego doświadczenie to jest skuteczniejsze, niż sądowy mediator, czy w ogóle jakikolwiek mediator.

                      Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że widzę tylko jedną stronę, ale ja na forum nie prowadzę terapii małżeńskiej - niewykonalne.
                      Pozdrawiam
                      • Gość: Her Re: Czy uda mi się odbudować ten związek??? IP: 89.76.24.* 24.11.10, 19:22
                        Rada moja taka: daj sie zonie wyszalec. Ona przeciez wcale nie pragnie bliskosci z toba wiec po co mowisz jej ze ja kochasz? Tylko ja tym denerwujesz. Po prostu pozwol jej robic co chce, a gdy nie bedzie czula cisnienia to moze sama wroci za jakis czas. Na twoim miejscu sam bym wykorzystal ten czas "wolnosi odzyskanej" na orgietki. W koncu teraz tez mozesz.
                            • potwor_z_piccadilly Re: Czy uda mi się odbudować ten związek??? 24.11.10, 21:44
                              Gość portalu: her napisał(a):

                              > Nie pisze o modelu zwiazku, ani o przynoszeniu satysfakcji, tylko daje odpowied
                              > z na pytanie jak uratowac ten zwiazek.

                              Z pewnością nie w formie jaką proponujesz.
                              Ona będzie szalała o on tracił szacunek. Nic nie zmieni tu jego udział balangach z dziewczynkami.
                              Odpowiedz jest tylko jedna.
                              Nokaut.
                              Oczywiście nie mam na myśli prostego, ulokowanego centralnie.
                              On mocno przygotowany, ma ją postawić na rozdrożu i spokojnie, na zimno ma jej bezwzględnie wskazać kierunek który wszak wcześniej sobie wybrała. Ma spadać do tego, który obdarza ją rozkosznymi przeżyciami.
                              Co będzie, to będzie.
                              Ma być twardy i tyle. To jedyna szansa. Marna w tym przypadku, ale zawsze coś bo ureguluje to co dziś mocno skrzypi, a i lekcja ta przyda się obojgu.
                                • potwor_z_piccadilly Re: Czy uda mi się odbudować ten związek??? 24.11.10, 22:27
                                  Gość portalu: her napisał(a):

                                  > Tylko ze on chyba nie umie spokojnie i na zimno.

                                  Po to jest mu potrzebny dobry prawnik.

                                  > Zreszta wedlug mnie jakies tam gierki-zemsty sa bez sensu :-)

                                  Gdzie tu widzisz gierki, czy oznaki mściwości. Facet jest w sytuacji patowej i musi coś z tym zrobić. To tak, jakby w centrum miasta stał autem na środku skrzyżowania i zastanawiał się w którą stronę ma jechać. Ma jechać i koniec bo inni zrobią z niego wiatrak.
                                    • jesod Boczna droga 24.11.10, 23:12
                                      Gość portalu: her napisał(a):
                                      > Tu jest jakas boczna droga i dwa auta. Jedno mowi ja jade. A drugie moze powied
                                      > ziec: prosze bardzo.

                                      A więc, droga jest za wąska i nie jest dla nich przeznaczona.
                                      Co z tego, że jedno auto mówi: "jadę"....? Cóż za personifikacja mechanizacji? :-))))
                                      A nawet, jakby już mówiło, to wcale nie znaczy, że może tak łatwo przejechać. Chyba, że drugie kurtuazyjnie odpowie mu: proszę bardzo.
                                      Ale może być inaczej.... Może nie chcieć gadać wcale... Ruszyć się z drogi też nie ma żadnego zamiaru... I co? Spychanko z impetem na pobocze, ewentualnie jakieś drzewo, albo do rowu ? Czy też, spokojne rysowanie i wgniatanie karoserii z boku, aby się przecisnąć na drodze, po wypowiedzeniu sakramentalnego: jadę bez odzewu?



                                  • jesod Skrzyżowanie... 24.11.10, 22:59
                                    potwor_z_piccadilly napisał:
                                    > To tak, jakby w centrum miasta stał autem na środku skrzyżowania i zastanawiał się w którą > stronę ma jechać. Ma jechać i koniec bo inni zrobią z niego wiatrak.

                                    Tylko musi jeszcze wiedzieć, w którą stronę.






                                    • Gość: superficius Re: Skrzyżowanie... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.11.10, 09:05
                                      Do NIEGO żona nie "spadnie", bo on ma rodzinę, za miesiąc ma mu się urodzić drugie dziecko (pierwsze to już chyba 13 latek) i podobno deklaruje, że nie chce odejść od swojej rodziny. Rozwód dla mojej żony będzie oznaczał odejście do nikąd z opcją spotakań ze zdradzającym swoją żonę kochankiem. Dla mnie jest to tak podłe i obrzydliwe, że aż ręce mi się trzęsą jak to piszę. Ale co tam, widać trafił swój na swego. Niech się pławią w swoich kłamstwach i obłudzie skoro taki jest ich pomysł na bycie szczęśliwym. Boli mnie w tym wszystkim to, że moje dzieci będą najprawdopodobniej wychowywane przez taką kobietę (bo jak na razie nic nie wskazuje na to, żeby zrozumiała, że jak podle się zachowuje) i chcąc nie chcąc będzie im przekazywała takie wartości życiowe jakie sama reprezentuje. Nie chcę aby dzieci stały się przedmiotem jakichś rozgrywek między nami, choć najchętniej sam bym się zajął ich dalszym wychowaniem. Ale to chyba nie jest możliwe. Dzieci będą wolały mieszkać z żoną. Jak na złość moje zaangazowanie się w wychowywanie dzieci i czas jaki im poświęcam skutkuje rozbudzeniem miłości dzieci do matki, gdyż z uwagi, że przebywają z nią relatywnie mało bardziej za nią tęsknią.
                                      • labadine Re: Skrzyżowanie... 25.11.10, 14:09
                                        Przyhamuj twoje emocje,stan sie trzezwo-zimny i rozmawiaj z zona tylko i wylacznie o potrzebach dzieci ale o niczym wiecej-jak zona chce o czyms wiecej rozmawiac to wychodz,zbieraj wszelkie dowody jakie mozesz uzyc w wypadku rozwodu,
                                        poprostu traktowac zone jak powietrze-tak jakby jej nie bylo i tak jakby sie nie liczyla i zachowaj spokoj jak rowniez nie poddaj sie zadnej prowokacji.
                                        • Gość: her Re: Skrzyżowanie... IP: 89.76.24.* 25.11.10, 19:34
                                          Ja osobiscie nie jestem zwolennikiem obrazy. Zona sie zakochala. W koncu ma prawo. Natura jest silniejsza niz kultura wobec czego po prostu nie moglo sie stac inaczej, ludzie sie zakochuja wielokrotnie i - co chyba oczywiste - zawsze w nowej osobie.
                                          Z miloscia nie wygrasz. Obrazanie sie moze spowodowac, ze zona zacznie unikac ciebie jeszcze bardziej.
                                          To co mozesz zrobic to nic nie robic. Milosc sie konczy. Jak sie skonczy a ty nie bedziesz szalal, to wroci. Czyli przeczekaj po prostu.
                                          • labadine Re: Skrzyżowanie... 25.11.10, 20:19
                                            Tu nie ma zadnego obrazania bo jako rodzice musza i powinni rozmawiac o dzieciach i ich sprawach ale juz nie o nich samych (partnerach) bo ich zwiazek juz lezy,oczywiscie beda mieli okazje do porozmawiania o sobie i napewno w czasie rozwodu i podzialu majaktku aby stwierdzic ich zyciowa nikomu potrzebna porazke.
                                      • potwor_z_piccadilly Re: Skrzyżowanie... 25.11.10, 17:21
                                        Gość portalu: superficius napisał(a):

                                        > Rozwód dla mojej żony będzie oznaczał odejście do niką
                                        > d z opcją spotakań ze zdradzającym swoją żonę kochankiem.

                                        Taka ma być twoja linia. Niech wybiera. Dziś ty stoisz na skrzyżowaniu bezradnie się rozglądając. Jutro ona ma zając twoje miejsce. To ma być szok, a nie cacy, cacy kochanie.
                                        Jeszcze raz ci radzę. Opłać prawnika. Dobrego, takiego który wczuje się w rolę i będzie potrafił z zaangażowaniem reprezentować twoje interesy.
                                        Jeśli dobrze to rozegrasz to:

                                        Niech się pławią w swoich kłamstwach i obłudzie skoro taki
                                        > jest ich pomysł na bycie szczęśliwym.

                                        Wcale nie jest powiedziane że tak będzie. Szok może zrobić swoje i diametralnie zmienić podejście małżonki do wielu spraw.
                                        Przykład.
                                        Znałem chłopaka. Trenował boks w dobrym klubie. Świetnie się zapowiadał, osiągał sukcesy. Matka, koledzy odradzali mu zamiłowanie do obrywania po pysku. Na nic ich starania. Nie docierało. Był absolutnie zakochany w tej dyscyplinie.
                                        Do czasu.
                                        Pojechał na krajowy sparing i jako dobrze wyszkolony, zlekceważył przeciwnika. Tamten ulokował precyzyjnie prawy prosty i mojego kolesia znieśli. Co to był za cios ? Ano kończący karierę. Fizycznego uszczerbku na zdrowiu nie doznał. Natomiast doznał przemiany pod czaszką. Nie zgłupiał. Zmądrzał. Od tego czasu boks przestał dla niego istnieć.
                                        Pomyślisz, przecież dostawał nie raz. Tak dostawał, lecz nigdy tego celnego, prawdziwego.
                                        Jeszcze raz powtarzam, tylko znokautowanie małżonki może przynieść pożądane efekty.

                                        Boli mnie w tym wszystkim to, że moje dzi
                                        > eci będą najprawdopodobniej wychowywane przez taką kobietę (bo jak na razie nic
                                        > nie wskazuje na to, żeby zrozumiała, że jak podle się zachowuje)

                                        Nie jest powiedziane że to zła matka. Dziś wszelkie uczucia, w tym macierzyńskie, mogą być cofnięte bo ulokowała je gdzie indziej. Jutro wiele w tej kwestii może się zmienić.
                                        Zdecydowanie działaj, a prawdopodobnie zrozumie.
                                        Co do swojej korzyści, to wiele sobie nie obiecuj. Piętnaście lat ciapowatości swoje zrobiło i trzeba długiego czasu męskich działań by odbudować reputację.

                                        • Gość: superficius Re: Skrzyżowanie... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.11.10, 08:36
                                          Każdego dnia mam inne myśli na temat działań jakie powinienem podjąć. Czasem wydaje mi się, że rzeczywiście powinienem zadziałać drastycznie i brutalnie, czyli kazać jej się natychmiast wyprowadzić (czego pewnie nie ona zrobi) i z pomocą prawnika wnieść pozew o rozwód z orzeczeniem o jej winie, domagając się pozostawienia opieki nad dziećmi i jak największej części majątku po mojej stronie. Następnego dnia żywię nadzieję, że będąc dla niej po prostu dobry na codzień uzmysłowię jej, że taka życiowa rewolucja jest ani jej ani mi nie potrzebna i że lepiej by było gdyby zaczęła pracować nad wymazaniem GO najpierw z codzienności, a potem chociaż symblicznie z pamięci. Uczucie żony do NIEGO jest chyba bardzo silne, bo trwa to z tego co wiem już prawie rok, a jej postawa jest w tym względzie dość stanowcza. Najgorzej, że codziennie do siebie w ukryciu dzwonią. Nie wiem co ON jej tam gada, ale wiem, że żona jest pod dużym wpływem tych kontaktów. Oboje bardzo to przeżywamy, choć na codzień staramy się funkcjonować w sposób "zbliżony do normalności". Czy taka miłość może ot tak po prostu wygasnąć z czasem, tak jak wygasło jej uczucie do mnie???
                                          • Gość: beatrix0303 Re: Skrzyżowanie... IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 26.11.10, 09:59
                                            Witam. Wstrzymałabym się z podejmowaniem jakiejkolwiek decyzji w tej chwili. Emocje są złym doradcą. Powinieneś skupić się nie na tym by żona zapomniała o tamtym gościu, ale by przypomniała sobie o Tobie. Zadbaj o siebie, kup jakiś nowy wystrzałowy ciuch, niech zobaczy w Tobie faceta, o którym zapomniała przez te wszystkie lata kiedy to budowaliście dom i kiedy szara rzeczywistość wdarła się do Waszego związku. Nie odpuszczaj! Nikt nie mówił, że będzie łatwo. Nie zabiegaj o nią na razie, nie pokazuj, że Ci zależy, ale bądź z nią w błahych sprawach. Na wzniosłości przyjdzie jeszcze czas.Musisz najpierw znów być super facetem, zanim będziesz super mężem, bo jak zauważyłeś męża to miała w domu,ale poszukała sobie innego FACETA, czyli tego jej brakowało. Odzyskaj pewność siebie. Bądź stanowczy i zdecydowany. Spróbuj poświęcić więcej czasu dzieciom. Zabierz je na spacer, można wtedy spokojnie porozmawiać i dowiedzieć się jak one na to wszystko patrzą. Bądź przy nich zawsze niech wiedzą że mogą na Tobie polegać. I choć domyślam się, że jest Ci ciężko, to przenigdy nie okazuj słabości przy dzieciach. Nie powinieneś mówić im zbyt wiele na temat tego, co się dzieje między Wami, ale jeśli zapytają nie usprawiedliwiaj żony, nie "kryj" jej, to ona jest winna, nie Ty. Mam nadzieję, że uda Ci się utrzymać związek, że żona przejrzy na oczy i doceni to co ma. Nie poddawaj się! Rozwieść zawsze się zdążysz. Trzymam kciuki.
                                            • janznepomuka Re: Skrzyżowanie... 03.12.10, 14:34
                                              Sprawa jest trudna, nawet bardzo, z wielu powodów.

                                              1) Tego związku nie ma i nie będzie. Żarty na bok, że coś się odbuduje. Guzik prawda. Jak się rozstaną, to może za kilka lat do siebie wrócą, ale to wtedy będą już przecież dwie inne osoby, a takie sytuacje bywają głównie w "Klanie" (aptekarzostwo) lub w takim filmie z Betty Midler (i bodajże Denisem Fariną), co tytułu zapomniałem.
                                              Przy czym rozstać się może też oznaczać biały związek, choćby z wygodnictwa lub ze względu na dzieci. Plusy dla niego: jej biały związek najwyraźniej by odpowiadał, więc on podejmuje wybór. Minusy dla rozwiązania: on się błyskawicznie zakocha w jednej z proponowanych mu orgiolaseczek i i tak wszystko się rozpirzy.

                                              2) On jest facetem. MUSI BZYKAĆ. Wasze propozycje, osobliwie beatrix0303 najwyraźniej pomijają ten aspekt męskiej fizjologii. Mniemam, że od pewnego czasu nie bzyka żony. Czy można komuś proponowac matkoteresyzm? NIE, ale może to SAM wybrać. Plusy dla niego: brak. Minusy dla związku: nie czarujmy się, dzieci połapią się szybciej niż wszystkim sie wydaje. PATOLOGIA.

                                              3) Wystąpić o rozwód z jej wyłącznej winy. Ale, ale: tu by się z bzykaniem trzeba by wstrzymać. A rozwód może trwać lata. Bowiem:

                                              4) Nic nie wiemy, dlaczego żona się od niego odwróciła. I tu leży pies pogrzebany.


                                              Jan
                                          • kawitator odniesienie do innych wątków 26.11.10, 15:23
                                            Dwa lata temu pojawił się wątek w którym facet przeżywał sytuacje bardzo podobną do Twojej w bardzo podobny sposób. Chciał odbudować ratować itp . Nie tak dawno odezwał się znowu w wątku
                                            forum.gazeta.pl/forum/w,15128,118279066,118279066,Zona_zaszalala_z_tym_drugim_EPILOG.html
                                            Wybrałem z niego fragment który chyba będziesz mógł odnieść do Siebie, co nie znaczy, że dla nauki nie powinieneś przeczytać całości z tego wątku i poprzednich tego autora
                                            subiektywny wybór

                                            K- Odświeżyłem sobie początek Twojego wątku do którego się odwołujesz.
                                            Wydaje mi sie ze wtedy byłeś raczej zdania, że należny dać drugą szansę. Chciałeś zawalczyć, wybaczyć i odbudować
                                            W jaki sposób lub dlaczego te chęci zamieniły się na odwyrtkę i doprowadziły do rozstania czyli rozwodu.

                                            H -Tyle że to wszystko to było za mało żebym dał radę pogodzić się z tym, co się stało, a zwłaszcza przełknął sposób, w jaki się to stało, bo w sumie nie sam fakt zdrady, ale jego powody, przebieg, brnięcie żony od jednego kroku do drugiego, jej kłamstwa w momencie gdy sprawa wyszła na jaw, to mnie żarło najbardziej i nie dawało spokoju. Stopniowo dochodziłem do pewności że nie dam rady tego wybaczyć, że nie zapomnę, że to będzie we mnie siedziało i męczyło, że musiałbym przemeblować sobie połowę mojego światopoglądu aby móc z tym dalej jakoś żyć. Dlaczego miałbym to robić? Dlaczego miałbym sam siebie gwałcić, w imię czego? W imię kobiety która wyimaginowała sobie problem, żeby ten problem rozwiązać wprowadziła do naszego związku kochanka i lekką ręką zrobiła coś, co dla mnie jest chyba największym świństwem które można zrobić partnerowi? Długo ważyłem wszystko za i przeciw, oglądałem wszystkie argumenty na obie strony i po pół naszego wspólnego mieszkania wiedziałem, że chcę odejść, nie chcę nic naprawiać i dawać znowu szansy.

                                            K - Dziękuje za odpowiedz

                                            Teraz wyjaśnię dlaczego zadałem Ci takie pytanie
                                            Jakiś czas temu dostałem do przeczytania referat w którym autor wprowadza pojecie bezwładności lub lepiej inercji uczuć
                                            Taki niby fizyczny odpowiednik masy.
                                            Polegać miało na tym ze uczucia, przyzwyczajenia nie znikaj tak nagle i muszą mieć swój czas aby zakręcić, zawrócić czy zniknąć
                                            Odnosi się to oczywiście do całego przekroju ludzkich uczuć i zachowań ale właśnie w takim przypadku jak Twój mogło wystąpić w postaci klinicznej z powodu intensywności uczuć które Tobą targały.
                                            Polegać ma to na tym, że uczucia w tym wypadku małżonków które ich łączą nie zanikają ot tak pstryk po odkryciu zdrady jednego z nich Pojawia się nowe uczucie wstrętu, zawodu czy żalu ale nie znaczy to ze poprzedniego uczucia miłości już nie ma W głowie takiego osobnika lub osobniczki jest taki osobliwy koktajl Potem dochodzi element czasu który zmienia natężenie uczuć.
                                            Taki mechanizm tłumaczył by zachowania, że zaraz po odkryciu sprzeniewierzenia się jednego z partnerów drugi choć mocno uderzony postanawia zawalczyć kierując się niewygasłym swoim uczuciem które ich łączyło Potem to uczucie wygasa wytracając swój pierwotny impet i pozostają uczucia negatywne które w wyniku dają rozstanie lub wegetacje dalej już w pustym zawiązku.
                                            Nie wiem na ile mógłbyś zidentyfikować się z takim schematem

                                            H - Praktycznie w 100%
                                            • jesod Pozytywna strona przeszkód 26.11.10, 19:40
                                              Gość portalu: her napisał(a):
                                              > Owszem wszystko sie konczy, a milosc to taki stan ktory sie konczy dosc szybko,
                                              > jesli tylko nie napoityka przeszkod na swej drodze.

                                              Kto Ci takich herezji naopowiadał?
                                              A jak napotyka to dłużej trwa?
                                      • jesod Re: Skrzyżowanie... 26.11.10, 19:55
                                        Gość portalu: superficius napisał(a):
                                        > Dla mnie jest to tak
                                        > podłe i obrzydliwe, że aż ręce mi się trzęsą jak to piszę. Ale co tam, widać tr
                                        > afił swój na swego. Niech się pławią w swoich kłamstwach i obłudzie skoro taki
                                        > jest ich pomysł na bycie szczęśliwym.

                                        Pozwól jej dokonać wyboru. Do miłości nikogo nie zmusisz.
                                        Nie potrafi i nie chce być w porządku wobec Ciebie i dzieci - trudno, musisz sobie to uświadomić.
                                        Pomimo tego, że Tobie trudno się z tym pogodzić i zaakceptować - jedno jest pewne: na siłę nic nie zrobisz, nawet jeśli masz najlepsze chęci.

                                        Pozostaje chronić siebie i swoje życie oraz nie zapominać o dzieciach, które już są na tym świecie. Dlatego, ze względu na nie postaw sprawy konkretnie i bez emocji, tak aby dzieci były poza Waszymi rozgrywkami i mogły mieć w miarę normalnych rodziców.
                                        Postaraj się spokojnie wytłumaczyć swojej żonie, iż dzieci nie mogą i nie powinny nigdy być dla Was kartą przetargową. Jeśli nie możecie już być ze sobą, to sam obowiązek rodzicielski z Was nie będzie automatycznie zdjęty i powinniście starać się im zapewnić dobre warunki wychowania oraz miłość każdego z Was - mimo wszystko.
                                        • Gość: superficius Re: Skrzyżowanie... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.11.10, 21:23
                                          Sęk w tym, że to trwa już ponad pół roku!
                                          To, że dzieci są najważniejsze wiemy obydwoje. Żona ma takie wyobrażenie o ich przyszłości, że zostanie sobie z nimi w domu, a ja mam się wyprowadzić gdzieś - oczywiście w imię dobra dzieci. Dziś delikatnie jej uzmysłowiłem, że na to raczej nie ma co liczyć.
                                          • jesod Re: Skrzyżowanie zeznań 26.11.10, 21:55
                                            Gość portalu: superficius napisał(a):
                                            > Sęk w tym, że to trwa już ponad pół roku!

                                            Wcześniej napisałeś:
                                            Uczucie żony do NIEGO jest chyba bardzo silne, bo trwa to z tego co wiem już prawie rok, a jej postawa jest w tym względzie dość stanowcza.
                                            Plączesz się w zeznaniach.... :)

                                            Gość portalu: superficius napisał(a):
                                            > Żona ma takie wyobrażenie o ich przyszłości, że zostanie sobie z nimi w domu, a ja mam > się wyprowadzić gdzieś - oczywiście w imię dobra dzieci.

                                            Wcześniej napisałeś:
                                            Żona mówi, że nie chce ode mnie odchodzić, ale tylko ze względu na dzieci i ze względu na to, że jej będzie trudno radzić sobie organizacyjnie.
                                            Więc....???? :)
                                            • renebenay Re: Skrzyżowanie zeznań 26.11.10, 22:18
                                              Poczytalem uwaznie twoje teksty i w jednym z nich piszesz ze,zona kochanka twojej slubnej ma za m-c rodzic dziecko,a wiec masz super okazje zeby jej zaniesc super kwiaty z malutka kartka :"gratulacje z okazji pomyslnego porodu od meza kochanki Pani meza".
                                              Zobaczysz co bedzie i nawet dla checy bo dlaczego sam masz cierpiec.
                                              • Gość: superficius Re: Skrzyżowanie zeznań IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.11.10, 07:41
                                                do renebenay:
                                                To trochę nie w moim stylu. Nie chcę rozgrywać tematu poprzez czynienie złośliwości. Nie wiadomo kiedy i z jaką siłą to może się zemścić. Tym bardziej, że prawdopodobnie przed nami sprawa rozwodowa i po co dawać drugiej stronie jakieś argumenty na temat mojej "niegodziwości".
                                                Przyznaję jednak, że zastanawiam się czy jej nie popinformować o wszystkim, żeby nie tkwiła w błędzie i żeby było sprawiedliwie, tzn. żeby sprawa także dla NIEGO stała się problemem. Dodam, że jego żona jest moją koleżanką ze studiów. Nie zażyłą, tylko taką na cześć - cześć. Parę razy odwiedzaliśmy się później nawzajem rodzinami, ale jakoś nie było chęci rozwijać tej sfery naszej znajomośći. Jak się okazało tylko połowicznie.
                                            • Gość: superficius Re: Skrzyżowanie zeznań IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.11.10, 07:05
                                              Do jesod:
                                              "Prawie rok" i "ponad pół roku" nie stoi ze sobą w sprzeczności. Żona mi powiedziała że trwa to od marca 2010, czyli niecały rok, a więcej niż pół roku (dokładnie po środku - 9 miesięcy). Nie mam pewności, że to nie trwa dłużej, bo jak się okazuje nie mogę liczyć na szczerość żony. Napisałem w poprzednim poście ponad pół roku, bo jeden z uczestników dyskusji sugerował, że to po pół roku może minąć.
                                              Wcześniej pisałem, że żona by chciała abyśmy razem zostali w naszym domu i razem wychowywali dzieci, tylko ze względu na dzieci, ale nie żyli jak małżeństwo, na dodatek z opcją kochanka w jej życiu. W sytuacji, kiedy ja tego nie akceptuję i wolę rozwód niż takie obłudne udawanie przed własnymi dziećmi i całym światem, że wszystko jest ok. Żona wyobraża sobie, że w sytuacji rozwodu ja się po prostu gdzieś wyprowadzę, a ona zaopiekuje się na zasadzie wyłączności domem, w którym będą mieszkały nasze dzieci.
                                              • labadine Re: Skrzyżowanie zeznań 27.11.10, 08:57
                                                Nie dawaj sie wyrolowac i szczegolnie badz jak najbardziej dyskretny oraz oszczedny w slowach z zona i jak bedziesz mial co potrzeba to wtedy pozew do sadu o rozwod z orzeczeniem winy zony i po ptakach.Nagrywaj dyskretnie wszelkie rozmowy ktore ewentualnie prowadzisz z zona bo to wszystko moze byc potrzebne i niezbedne.
                                                Piszesz ze,macie dom z ogrodem a wiec rowniez dokonac sadownie podzial,ma zona pieniadze to niech cie splaci a jak nie ma to sprzedac sadownie i tak zrobic aby w momencie ogloszenia rozwodu wszystko juz bylo uregulowane.
                                                Malzonka by chciala miec wszystko,meza dla dziec i kochanka do lozka a w dodatku mieszkac w fajnym domku z iddylicznym ogrodem-sam raj i za piekny sen.
                                                O dzieci sie nie przejmuj bo za 3-5 lat to beda juz dorosle osoby i w wypadku rozwodu zapewnij sobie sadownie prawo do widzenia dzieci czy tez zabierania na urlop itd.

                                                • Gość: superficius Re: Skrzyżowanie zeznań IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.11.10, 16:29
                                                  Wiem o tym. Ale nie pryśnie, bo z normalnym życiem się nie zderzy. Na tym to polega, że ona chce aby to było coś ekstra, obok codziennego życia. Jej kochanek chce chyba tego samego. I wydaje mi się, że właśnie dlatego to ma małe szanse na przeminięcie z wiatrem.
                                                  Chciałbym zrobić, coś takiego, co jej otworzy oczy. Coś po czym uzmysłowi sobie, że tak nie można, i że to nie jest dobry pomysł na życie. Albo coś co GO skompromituje w jej oczach. Chciałbym, aby za jakiś czas o tym wszystkim myślała: "jaka ja byłam głupia". Szukam pomysłu na taki właśnie czyn, gest. Pozew z orzeczeniem o winie odniesie skutek przeciwny. Choć mam świadomość, że w rzeczywistości pewnie tak to się skończy.
                                                  • grz-aneczka Re: Skrzyżowanie zeznań 27.11.10, 17:09
                                                    Właśnie rozwód będzie takim zderzeniem z rzeczywistością. Może właśnie wtedy zrozumie (albo po rozwodzie), że to głupota.
                                                    Zastanawiam się tylko nad jednym - jeśli by wróciła do Ciebie, przeprosiła i chciała by było jak dawniej - byś ją przyjął???
                                                  • Gość: superficius Re: Skrzyżowanie zeznań IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.11.10, 17:38
                                                    Po rozwodzie chyba nie. CHYBA. Myślę, że po rozwodzie będę chciał zacząć wszystko od nowa. Zacząć to znaczy budować od podstaw jakiś nowy, zdrowy związek, bo nie chcę żyć sam.
                                                    Jak pisałem, żona prawdopodobnie przez dłuższy czas zbudowała sobie jakiś mój zły obraz. Robiła to w oparciu o słowa i gesty padające z mojej strony. Czasem nie były one miłe, ale za to zawsze szczere i nigdy nie złośliwe. Ona odbierała to inaczej i dorabiała do nich jakąś swoją teorię spiskową. Świadczą o tym słowa, które jej się teraz wymykają np. nie zdziwiłabym się gdybyś ten pozew miał już napisany, albo nie próbój mnie szpiegować itp. W tej sytuacji złożenie pozwu z jej punktu widzenia będzie kolejną moją złośliwością wobec niej. Póki co szukam zatem innego pomysłu. Pomysłu bez podtekstu złośliwości, czy wywierania innych negatywnych odczuć u niej wobec mnie. Próbuję pokazać się jej z jak najlepszej strony. Tłumaczę sobie, że ma to być taki czas próby.
                                                  • potwor_z_piccadilly Re: Skrzyżowanie zeznań 30.11.10, 21:56
                                                    Gość portalu: superficius napisał(a):

                                                    > Myślę, że po rozwodzie będę chciał zacząć wszyst
                                                    > ko od nowa. Zacząć to znaczy budować od podstaw jakiś nowy, zdrowy związek, bo
                                                    > nie chcę żyć sam.

                                                    A wnioski wyciągnąłeś ?

                                                    > Jak pisałem, żona prawdopodobnie przez dłuższy czas zbudowała sobie jakiś mój z
                                                    > ły obraz. Robiła to w oparciu o słowa i gesty padające z mojej strony.

                                                    Co ty powiesz ?
                                                    Jeśli tak, to po cholerę przez te lata "zasrywałeś" ten swój obraz.

                                                    Czasem n
                                                    > ie były one miłe, ale za to zawsze szczere i nigdy nie złośliwe.

                                                    Jeśli jak piszesz były "nigdy nie złośliwe". To były złośliwe.
                                                    Nie przejmuj się, to tylko taki prztyczek.
                                                    Co do szczerości to pewnym jest że cecha ta jest niezbędna przy konfesjonale. Natomiast w związku z kobietą nieszczególnie.

                                                    Ona odbierała
                                                    > to inaczej i dorabiała do nich jakąś swoją teorię spiskową. Świadczą o tym słow
                                                    > a, które jej się teraz wymykają np. nie zdziwiłabym się gdybyś ten pozew miał j
                                                    > uż napisany, albo nie próbój mnie szpiegować itp.

                                                    Wiesz jak odbierała. No proszę.
                                                    Aha, wnioskujesz z tego co powiedziała.
                                                    Widzisz, znam faceta któremu elegancka babka w banku (szacownym) powiedziała że zarobi kupę szmalu. Posłuchał się frajer i całe oszczędności zamienił na papierek. Padł na 60000 tyś. zł.
                                                    Na moje pytanie czemu się dał tak wrobić, odpowiedział pytaniem.
                                                    A w co miałem lokować.
                                                    Odpowiedziałem że w to w co banki lokują.
                                                    Spytał, a w co lokują.
                                                    W siebie, odpowiedziałem, w siebie głąbie.
                                                    Ty tez w siebie lokuj, lecz by nie stracić na tych lokatach nie słuchaj dosłownie tego co mówią, tylko zawsze zastanawiaj się "co autor miał na myśli".
                                                    W twoim przypadku twierdzę że małżonka cie bada. Nie jest pewna swojej sytuacji i kombinuje.

                                                    W tej sytuacji złożenie pozwu
                                                    > z jej punktu widzenia będzie kolejną moją złośliwością wobec niej.

                                                    Tu tez wersja z kategorii "s..ły muchy, będzie wiosna, będzie lepiej trawa rosła".

                                                    Póki co szu
                                                    > kam zatem innego pomysłu. Pomysłu bez podtekstu złośliwości, czy wywierania inn
                                                    > ych negatywnych odczuć u niej wobec mnie.

                                                    Radzę ci pogłaskać ją po główce.

                                                    Próbuję pokazać się jej z jak najleps
                                                    > zej strony. Tłumaczę sobie, że ma to być taki czas próby.

                                                    Pokazywałeś to przez naście lat i co ?
                                                    Facet, przestań jojczyć i pokaż wreszcie że masz jaja.
                                                  • Gość: teżżona Re: Skrzyżowanie zeznań IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.12.10, 11:12
                                                    -Chciałbym zrobić, coś takiego, co jej otworzy oczy. Coś po czym uzmysłowi sobie, że tak nie można, i że to nie jest dobry pomysł na życie.

                                                    Ciekawe jaki był Twój pomysł na życie skoro nie zaakceptowała go i wybrała boki?
                                                    Sam widzisz dom i ogród szczęścia nie dały, nie obraź się ale czegoś jej zabrakło...
                                                    Przedstawiłeś nam jedynie swój punkt widzenia, nie ma tu Twojej winy?
                                                    Pytam bo sprawiasz wrażenie , że jeszcze Ci na niej zależy.
                                                    Coś mi tutaj nie pasuje...Ty wiesz najlepiej co się stało między wami, a czego szukasz na tym forum? porad?-jeśli tak to przedstaw więcej faktów,albo zaproś tutaj żonę-niech się wypowie,jestem może trochę złośliwa ale jestem taką właśnie sfrustrowaną żoną której mąż jest cudownym ciepłym człowiekiem nie tylko dla innych, dla mnie też, wspaniały ojciec, domator ,codziennie mówi że kocha, niestety nie widzi już we mnie kobiety a jaśniej- woli swoją rękę ode mnie-taki ma" pomysł na życie" i wiesz co? -też myślę o zdradzie.
                                                  • Gość: superficius Re: Skrzyżowanie zeznań IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.12.10, 11:43
                                                    To rozmawiaj z nim.
                                                    U mnie w okresie ochładzania się relacji z żoną najbardziej mi przeszkadzało, że nie wiedziałem o co jej chodzi. Ja inicjowałem rozmowy, których żona nie lubiła podejmować, i które zwykle prowadziły do rozmydlenia tematu. W moim przypadku wydaje mi się, że punktem zwrotnym było podjęcie przez żonę (dodatkowo poza pracą zawodową) kierowania organizacją społeczną. Zajmowało jej to dużo czasu, wracała najczęściej późno, a jak była w domu to ciągle na mailu lub telefonie. Organizacja dała jej nowe cele, nowe znajomości, nowe sposoby wypełniania "wolnego" czasu. Rodzina spadła na dalszy plan. Próba podjęcia rozmowy na ten temat często napotykała na ostrą reakcję.
                                                    Zapewniam Cię, że u mnie nie chodziło o "rękę".
                                                  • Gość: saab9600 Re: Skrzyżowanie zeznań IP: *.net-serwis.pl 01.12.10, 13:18
                                                    Ciekawe jaki był Twój pomysł na życie skoro nie zaakceptowała go i wybrała boki?

                                                    No tak tylko ON odpowiada za jakość związku. ONA jest od tego, żeby oceniać i wybierać to co bardziej się jej podoba w danej chwili. Cudowne ...

                                                    sfrustrowaną żoną której mąż jest cudownym ciepłym człowiekiem nie tylko dla innych, dla mnie też, wspaniały ojciec, domator ,codziennie mówi że kocha, niestety nie widzi już we mnie kobiety a jaśniej- woli swoją rękę ode mnie-taki ma" pomysł na życie" i wiesz co? -też myślę o zdradzie.

                                                    teżżona jesteś dokładnym przykładem współczesnej kobiety. A może zamiast niszczyć swojego męża zdradą najpierw uczciwie się z nim rozstaniesz? Tylko, że wtedy wszystkie profity uciekną ... o kurcze. No tak zdrada lepsza szczególnie, że to przecież z jego winy to robisz. Ba dla dobra związku, bo szczęśliwa żona do udany związek. Ciekawe dlaczego ręka Twojego męża jest atrakcyjniejsza niż Ty. Hm ... nie ważne. I niech Ci nikt nie próbuje wmówić, że nie próbowałaś ... znaczące milczenie powinno być bardzo jasnym i czytelnym sygnałem dla faceta.
    • zabuncia Re: Czy uda mi się odbudować ten związek??? 15.12.10, 14:25
      Niestety w naszym zyciu dzieja sie rozne rzeczy niespodziewane:((moim zdaniem glowna zasada udanego zwiaqzku jest szczera rozmowa, wytlumaczenie sobie wsyzstkiego. Najpierw siebie podejrzewamy i obwiniamy,ze mamy jakies dziwne domysly-bez sensu. Czesto okazuja sie one nieprawda!!
      Polecam stronke: www.zdradzamy.com.pl. rozwiazalam test,wyszlo wszystko pozytywnie, i od razu jakos inaczej spojrzalam na nasz zwiazek:)polecam!!!nie zalamujcie sie i nie skreslajcie Waszego zycia od razu!!!
        • potwor_z_piccadilly Re: Czy uda mi się odbudować ten związek??? 15.12.10, 16:52
          Gość portalu: superficius napisał(a):

          > Też zawsze wierzyłem w dużą wartość szczerej rozmowy. Ale co z tego skoro rozmo
          > wy są szczere jednostronnie??? Wtedy nie mają żadnej wartości. Wręcz przeciwnie
          > . Wychodzimy z nich w przekonaniu, że odbyliśmy szczerą rozmowę, atymczasem zos
          > taliśmy okłamani. I nawet z tego nie zdajemy sobie sprawy.

          Przyjacielu nie słuchaj tych którzy na mnie naskoczą z przyczyny tego co teraz napiszę.
          "Za prawdę powiadam ci" z kobietami w kwestiach problemów sercowych się nie rozmawia. Naszą rola w tych kwestiach nie jest gadulstwo, lecz działanie w oparciu o wnioski jakie wysnuliśmy z obserwacji naszych mocno skomplikowanych, acz wyposażonych w piękne powłoki istot. Mamy reagować bezzwłocznie. Jak trzeba to mamy być twardzi i ostrzy, a w innym przypadku mamy być łagodni i obdarzać partnerki ciepłem i brylantami.
          Takie życie i tak nas matka natura stworzyła, a że w natura jest w ciągłym ruchu i nie toleruje przerw w działaniu, to i życie uśpionych (niby wygodną) cywilizacją ludzi coraz częściej przykro doświadcza.
          Pytanie.
          Co ty zrobiłeś przez okres piętnastu dni ?
      • Gość: superficius Re: Czy uda mi się odbudować ten związek??? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.02.11, 21:13
        Jako, że wiele osób szczerze mi tu doradzało i również szczerze współczuło, a od ostatniego wpisu minęły ponad dwa miesiące, chciałbym pokrótce opisać „ciąg dalszy” mojej historii. Otóż uzmysłowiłem sobie, że z kobietą, człowiekiem, który reprezentuje takie postawy jak moja żona, tzn. zdradza, kłamie, przyjmuje pozę ofiary jak prawda wychodzi na jaw, a potem dalej kłamie i dalej zdradza zapewniając, że to już skończone, nie chcę dzielić swojego życia. Mimo sugestii niektórych forumowiczów nie chcę jednak doprowadzać naszych relacji do stanu wielkiej nienawiści. Głównie z uwagi na dzieci. Chcę, abyśmy zachowali zdolność dzielenia się ich wychowaniem, ich przyszłością dla dobra ich i dla naszego poczucia odpowiedzialności za ich los i życie. Poinformowałem żonę, że wiem o tym, iż nadal jest ze mną nieszczera i nieuczciwa i w tej sytuacji podjąłem decyzję o rozwodzie i zaproponowałem jego warunki. Złożyłem do sądu pozew rozwodowy za porozumieniem stron (gdyby się nie zgodziła wnioskowałbym o rozwód z jej winy, a to byłoby dla niej masakryczne przeżycie – mam silne, w pewnym sensie upokarzające ją dowody) z wnioskiem o powierzenie obowiązku wychowania dzieci obojgu rodzicom, ze wskazaniem miejsca ich zamieszkania przy matce. Jednocześnie wnioskowałem o podział majątku, głównie nieruchomości na udziały 2/3 dla mnie 1/3 dla żony, gdyż to odpowiada wkładowi stron w tworzenie majątku. Dzieci póki co o niczym nie wiedzą. Myślę, że nie ma co niepotrzebnie wydłużać im okresu stresu i niepewności. Obecnie oczekuję na wyznaczenie przez sąd terminu rozprawy. Mieszkamy w jednym domu, jak można się domyśleć w specyficznej, chłodnej atmosferze. Ja nie chcę się wyprowadzić, gdyż znacznie utrudniłoby mi to prowadzenie spraw związanych ze sprzedażą domu, gdyż sytuacja w której żona zostałaby w domu z dziećmi byłaby dla niej na tyle komfortowa, że usiłowałaby przeciągać ten stan pod różnymi pretekstami w nieskończoność. Nie kazałem jej się wyprowadzić, by ze względu na dzieci nie nakręcać spirali nienawiści. Czynię przymiarki do rozpoczęcia wszystkiego od nowa. Pozdrawiam wszystkich, którzy emocjonalnie zaangażowali się w moją sprawę.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka