Gość: partnerka.frajerka
IP: *.wroclaw.mm.pl
18.12.10, 02:42
No to prosze mi poradzic.
Ja po 30tce on po 40tce.
On z przeszloscia, ja po przejsciach.
Zwiazek trwa ponad 5 lat.
Mamy coreczke.
Coreczka wymarzona, chciana z wielkiej milosci. Milosc byla - na poczatku. Byla absolutna bajka, strzal amora.
Obecnie jestem na etapie ze mam ochote po prostu go sponiewierac za to jak bardzo odbiega od klamstwa jakie mi sprzedal na poczatku no i z rozpaczy nad wlasna naiwnoscia. Mial byc ksieciem z bajki i BYL, ale zaczal blednac, nie jedynie w moich wyobrazeniach, on zaczal pokazywac prawdziwe oblicze - kolesia z ulicy ucywilizowanego nieco przez pieniadze, ale jednak z korzeniami ulicznymi.
To nie jest kryzys, bo kryzys to byl przez ostatnie 2 lata. To jest bardziej na zimno, w pewnym sensie pogodzona odnalazlam sie w niesutajacym szopingu (sic!) i byciu pania domu, matka dziecka, artystka we wlasnym swiecie. Ale to, co bylo najwazniejsze czyli ON, milosc do niego, MY - opadlo jak penis staruszka. Zreszta - sfera seksulana u nas jest dramatyczna - chyba na potwierdzenie dramatu w innych czesciach relacji. Co wiecej - on mnie o to oskarza, ze niby nie rzucam sie na niego, a p o w i n n a m. A jak mam sie rzucac skoro seks, to nie jedynie trzepanie sie po poscieli wieczorem, seks to przeciez tez cala kraina emocjonalna, jezu, nawet szkoda o tym pisac, to takie oczywiste. Z seksu obie strony maja miec frajde, a nie jedynie facet ktorego co...? Mam obsluzyc? Jak kurtyzana?
Zreszta wieczorem on jest taki zmeczony ze idzie spac o 21.30 ( z wyjatkiem piatkow, w ktore wstepuje w niego ogien mlodosci i leci z kolezkami do knajpy, nagle ma mase sil witalnych... ZENADA!!!!). Rano dziecko przychodzi do nas do lozka i z seksu nici. Poza tym - jemu sie nie chce chyba, a mnie z rozzalenia i rozczarowania tez sie nie chce, zas ewentualne checi po prostu zaspokajam SAMA ( Tez zenada, bo pozornie takiego niby mam ogiera w domu, a to d.upa nie ogier!).
Strasznie smetne to wszystko co napisalam, bardzo pobiezne, jestem rozgoryczona do obrzydliwosci. Bajka okazala sie iluzja, bycie rodzina rowniez, zycie wspolne jest oszustwem, bo wspolne to jest jedzenie ktore ugotuje, a on zje i zrobi kupe . Mam coraz czesciej wrazenie ze nie mam z nim o czym rozmawiac, ze on zranil mnie za bardzo ( byl czas strasznych klotni miedzy nami), ze w zasadzie to tak dalece jest toksyczne ze rzygam tym zwiazkiem.
On kiedys powiedzial mi ze kobiety byly z nim dla kasy. Bylam taka oburzona... minal czas i co? NIEDOBRZE MI SIE ROBI JAK POMYSLE ZE DZIS TO JEDYNE CO MNIE PRZY NIM TRZYMA. Nie jestem z takich kobiet, ale wlasciwie pol kroku dzieli mnie od takiej sytuacji.
W myslach tyle razy pakowalam walizki.... Co robic? Chyba tak naprawde nie ma co... :(
Szkoda, bo jestem naprawde fajna laska, wesola, inteligentna, z dobrego domu, wyksztalcona, z wartosciami. Nie chwale sie, stwierdzam fakt. Dlaczego tak sie zamotalam, po cholere szukalam bajek? Po co mi to wszystko bylo?!
To wszystko - to nasze wspolne zycie - jest jak wydmuszka, to jedna wielka fasada, rzucanie hasel zamiast pogladow, pierniczenie bzdur, zeby byla jakas pozorna tresc, kiedy nie m sie nic do powiedzenia. Jego ojcostwo jest totalnie dodupne, dziecko potrzebne mu chyba jedynie do lansu, ze je ma. Ja - jak mebel w domu, bo ladna kobieta MUSI BYC u jego boku. Jak sofa Biedermaier w odpicowanym domu.
Niedobrze mi...................