Gość: kola
IP: *.net-serwis.pl
19.12.10, 01:03
Witam wszystkich ,
żeby Was nie zanudzać , postaram sie krótko
miałam romans z żonatym mężczyzną
spotkalismy sie bo oboje szukaliśmy bliskości , czułości, drugiego człowieka ...
i tak od słowa do słowa , od wiadomosci do wiadomosci przenieśliśmy nasze pragnienie w czyn
... od początku niczego nie oczekiwałam , żadnych deklaracji , nie chciałam zeby odchodził od zony , ale mówił ze nie potrafi juz z nią być, ze to co zaszło między nimi jest nie do naprawienia ...niewiele wiem , ale nawet to co wiem pozwala mi myśleć ze mieli za sobą bardzo trudne chwile ... no i wyprowadził sie od niej , na pare miesięcy ( to ważne ona była w ciąży )
... w międzyczasie przekonywał mnie że mnie kocha , ze chce byc ze mną, chce ze mna zamieszkać, spróbować cos zbudować itd itp :|
to było głupie , wiem ale w końcu poddałam sie temu ślepo i bezgranicznie, potrzebowałam kogoś , potrzebowałam jego nawet za taka cenę, uwierzyłam we wszystko co mi mówił, uwierzyłam ze mozemy być razem , że mozemy być szczęśliwi , poszłabym za nim do piekła :/...
a potem stopniowo , stopniowo nasz kontakt się zmniejszał , odzywał sie coraz rzadziej ,nie wspominal o spotkaniu , kiedy pytałam co sie dzieje , cośtam odpowiadał, kiedy pytałam co postanowili co bedzie jak urodzi sie dziecko?czy nie chce wrócić do niej, spróbować dla niego ? jeszcze niedawno otzrymałam odpowiedź :NIE !
potem coraz trudniej i trudniej , pisał ze potrzebuje czasu by pozałatwiać swoje sprawy by potem na spokojnie zająć sie nami (oj sie zajął )
Proponował tydzień spokoju , potem nast i nast , ja sie zgodziłam , chociaż czułam ze sie coś dzieje , pytałam co z nami odp ze chce i bedzie chciał
aż po tym nast tyg ni z gruchy ni z pietruchy otzymałam uwaga SMS :/ ze nie powinniśmy już nic do siebie pisac bo postanowił ze chce być z nią dla dobra dziecka( urodzi sie niedługo ) kropka przepraszam
...tyle wyjaśnień z jego strony ...
kto dotrwał do tego momentu moze pomoże mi zrozumieć jak mógł mnie tak okłamywać i PO CO ? byłam przetrzymywana na wszelki wypadek ? nie umiał ze mna skończyć ? czy wahał sie do ostatniego momentu ?
taki sms ! po kocham cię usłyszanym od niego jeszcze niedawno to jak brudna szmata w twarz ... słowa nic nie warte : (...
ja wiem ze to było złe , romans jest zły , mam na co zasłuzyłam :/
ale ja nie chce o tym ...
to co mnie boli najbardziej to to ze chciałam kochać faceta który w ten sposób mnie potraktował , jakbym nic dla niego nie znaczyła
bo ja nie mam pretensji że wrócił do żony i dziecka , dobrze sie stało
mam żal ze do końca przekonywał mnie ze chce być ze mną itd ble ble , jak to załuje ożenku, ze sie pospieszył itd a zapewne od dawna już myślał całkiem inaczej
pytanie "po co ?" tak okrutnie mną zagrał męczy mnie do dziś :/
jeszcze nie umiem spojrzeć na to wsz z dystansem , nie umiem spojrzeć chłodno , z boku ...
tak trudno przyjąć do wiadomosci ze nie znaczyłam nic, ze to wszystko było płytkie i puste :( bo czy nie to mi chciał pokazać żegnajac sie ze mną w ten sposób ? :/
teraz wiem ze dobrze ze to już koniec
tylko tak ciężko mi poskładać moje nędzne serce :/