ja_obserwator
22.12.10, 12:16
Witam. Rozwiązania problemu szukałem czytając różne fora i artykuły. Niestety nie znalazłem satysfakcjonującej odpowiedzi. Aby nie zanudzać dalej – moja historia: Małżeństwo staż 11 lat, ja przed 40stką, żona sporo młodsza no i rzeczona córka – prawie 10cio letnia jedynaczka. Oboje pracujemy, jak sądzę kochamy się i w sumie chyba jest nam dobrze.... jednak od jakiegoś czasu potęgująca się chorobliwa zazdrość córki daje o sobie znać. I to bardzo. Dzieciak zawsze był z takich „przylepek”. Żona też zawsze okazywała więcej zainteresowania córką. W sumie nie przeszkadzało mi to, wydawało mi się to normalne. Rozumiałem, że zawsze będzie bliżej dziecka niż męża. Więc ustępowałem. W zasadzie od początku traktowany byłem trochę z dystansem, może nawet lekkim lekceważeniem. Teraz tak sądzę. Wtedy pogodziłem się z tym – najczęściej byłem zajęty pracą więc nie rozmyślałem zbytnio. Przez bardzo długi okres córka spała z nami – dosyć skutecznie blokując wszelkie małżeńskie „sprawy”. Teraz kiedy już nie wypada spać z nami albo jest jej po prostu niewygodnie „wyżebruje” u matki położenie się w jej łóżku – albo przynajmniej posiedzenie w swoim pokoju. Skutek wiadomy – ja zasypiam sam. Co to oznacza dla mającego atrakcyjną żonę faceta nie muszę chyba mówić. Kiedy się zbliżam, całuję czy przytulam do żony – następuje wybuch agresji ze strony córki... zawsze. Kiedy z kolei chcę przytulić czy pocałować córkę ta mnie odpycha. Otwarcie mówi że mnie nie lubi „kocham bardziej kota niż ojca” mówi. Jeszcze niedawno mnie to śmieszyło, teraz już przestało. W naszej rodzinie to ja jestem tym „policjantem”, który wymaga od córki wieczornego umycia zębów, odrobienia lekcji czy posprzątania w pokoju itp. itd. Matka służy do przytulania i pogadułek....Może tu jest problem. Kwestia egzekwowania pospolitych codziennych czynności? Wyboru tej „wygodniejszej” osoby. Znajome bezdzietne małżeństwo stwierdziło też, że córka zachowuje się jak koleżanka swojej matki... Wielokrotnie rozmawiałem o naszym problemie z żoną. Mam wrażenie, że jest jej tak wygodnie. Ciężko mi żyć w takim „trójkącie”. Jako mężczyzna żyjący w związku też mam swoje potrzeby, których nie mogę realizować albo realizuję w bardzo ograniczony sposób, spychając sferę małżeńskiego seksu do jakiegoś podziemia. Niestety nagabują mnie myśli o realizacji tych potrzeb poza związkiem. To bardzo złe myśli. Zdaje się że niezbędna będzie wizyta u psychologa całej naszej trójki. A może ktoś z Was przeżył podobne sytuacje i może coś poradzić. Pozdrawiam.