co z tą miłośćią?

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.01.11, 09:56

Pani Ewo,
Przez przypadek znalazłam pani forum, i odważyłam się opisać swoją historię. Jestem pracownikiem naukowym, typowym molem książkowym i mnie zawsze było z tym dobrze. Jednak moja mama i dwie siostry ubolewały, że jestem sama, nie mam rodziny i postanowiły mnie wyswatać.
Upatrzyły sobie kandydata na mojego męża (syna znajomych), faceta podobnego do mnie. Zaczęliśmy się spotykać polubiliśmy się, choć trudno to było nazwać miłością i w końcu wzięliśmy ślub.
To było rok temu. I teraz historia jak z XIX wiecznej powieści. Ja zakochałam się w swoim mężu. Myślę o nim namiętnie, potrzebuję seksu, jego czułości, a on ciągle jest taki jak na początku. Spokojny, dobry, łagodny, wyciszony.
Chciałbym go rozruszać, chciałabym żeby mnie pragnął, ale jak to zrobić?
Może on mnie nie kocha, tylko lubi, tak jak ja na początku?
Ja wiem, że ta historia brzmi trochę dziwnie w dzisiejszych czasach, ale jest prawdziwa.
Co Pani o tym sądzi?
    • gilda28 Re: co z tą miłośćią? 16.01.11, 11:31
      Nie jestem Panią Ewą, ale ... wczoraj oglądałam film "Raj dla par". To w prawdzie komedia, ale może byś zaczerpnęła z niej pomysły na rozruszanie związku?

      Masuj męża, niech on masuje ciebie. Ćwiczcie razem w domu, rozciągaj się w staniu pochylając do przodu, niech on stoi z tyłu, ocieraj się o niego.
      Albo zwyczajnie ubierz się jak zdzira, wejdź na niego i go zerżnij. To zazwyczaj wystarczy, żeby facet stracił głowę.
      • gilda28 Re: co z tą miłośćią? 16.01.11, 11:37
        Albo może zacznij od klasyki: kolacji, wina, muzyczki i świec. Bo jak mąż jest taki spokojny, to jeszcze dostanie zawału/wylewu? jak jego żona okaże się demonem seksu? ;)
        • gunia-natura Re: co z tą miłośćią? 16.01.11, 12:02
          Relacje między partnerami zmieniają się ustawicznie... Mnie tam się właśnie kojarzy "Błękitny zamek" Lucy Maud Montgomery z waszą sytuacją, więc porównanie do XIX wiecznej powieści jest bardzo trafione :)

          Uwiedź męża. Proste. To, że on jest bierny, grzeczny, ułożony... może taka już jego natura i pomimo, że namiętność trawi żywym ogniem jego trzewia (jak już jestesmy przy XIX-wiecznej powieści), nie jest w stanie tego w żaden sposób okazać?
          • Gość: her Re: co z tą miłośćią? IP: *.dynamic.chello.pl 16.01.11, 12:05
            Ale czy wogle uprawialiscie jakis sex? Jak sie zmieniala jego intensywnosc przez ten rok?
    • ewa.zeromska Re: co z tą miłośćią? 16.01.11, 12:24
      Witaj, To ładna historia.
      Nie przejmuj się, że zostaliście wyswatani, to żaden wstyd. Dzisiaj wiele par łączy w taki właśnie sposób, tylko rolę swatki przejmuje internet i wtedy sami się swatają, albo robią to wyspecjalizowane biura.
      Myślę, że twój mąż jest trochę nieśmiały, być może nie umie okazywać emocji, ale też nie sądzę, że pragniesz tego, by nagle wstąpił w niego erotyczny lew.
      Raczej chodzi ci o to, żeby podnieść temperaturę związku.
      Przeczytałam inne rady i sposób na "drapieżną zdzirę" nie bardzo mi się podoba, chyba że chciałabyś go wystraszyć i całkiem zdeprymować.
      To intelektualista, więc bardziej podniecisz go otwartą rozmową o uczuciach, o seksie, o swoich potrzebach i oczekiwaniach.
      Niewykluczone, że on żywi podobne emocje, ale nie ma odwagi ich zaprezentować.
      Pamiętaj o jednym. Intelektualista, czy nie, każdy facet jest wzrokowcem i lubi popatrzeć na ładną kobietę. Więc bądź ładna, w jego stylu.
      Nie przebieraj się, nie udawaj kogoś innego, nie odgrywaj ról całkiem ci obcych, bo wzbudzisz śmiech i zażenowanie. Jeśli przesadzisz, to wszystko stanie się sztuczne.
      Bądź sobą, ale w atrakcyjniejszej, seksowniejszej wersji. Nie bój się światła, nie bój się własnej inwencji, zachęcaj go, ale nie atakuj.
      Nie wstydź się swojego uczucia. To piękne, że prawdziwe go kochasz, więc mów mu to.
      Myślę, że stworzyliście bardzo fajną parę.
      Pozdrawiam
      • gilda28 sorry 16.01.11, 13:05
        Przepraszam, poniosło mnie. Dlatego napisałam pod wypowiedzią o "zdzirze" post korygujący, że w tej konkretnej sytuacji, chyba jednak lepiej inaczej.
Pełna wersja